Dziś była sobota co oznaczało co tygodniową przejażdżkę z Newtem. Lekko podekscytowany jazdą w śniegu wszedłem do boksu gniadosza. Ten zarżał cicho na przywitanie i trącił mnie jak zwykle w kieszeń w nadziei, że dostanie coś dobrego.
- Cześć, stary – poklepałem go po
szyi i oceniłem stopień jego ubrudzenia mrucząc do siebie – Nie jesteś zbyt
brudny. To dobrze.
Ogier parsknął w odpowiedzi i
zanurzył pysk w wodzie chłepcząc łapczywie. Ja za to wyszedłem z boksu i
skierowałem się do siodlarni po szczotki
i sprzęt. Kiedy wróciłem położyłem wszystko na stojaku i ponownie wślizgnąłem
się do boksu. Wziąłem do ręki miękką szczotkę i energicznymi ruchami zacząłem
oczyszczać sierść Newtona z małej warstwy kurzu. Pył uniósł się w powietrze, a
ja do stałem ataku kichnięć. Wyszedłem znów z boksu wyciągając chusteczkę z
kieszeni. W tym samym momencie zauważyłem dziewczynę idącą z wiadrem wody. Nie
widziałem jej jeszcze w stajni toteż nie miałem pojęcia jak ma na imię. W
ułamku sekundy nieznajoma potknęła się o psa i wylała na mnie brudną wodę.
-Watashi wa sore ga jikodatta
gomen'nasai – powiedziała szybko kłaniając się w pół
Zaskoczony przez chwilę nie
wiedziałem co mam odpowiedzieć. Japoński? Uśmiechnąłem się odpowiadając jej:
- Daijōbu – znaczyło to tyle co „w porządku”
Nieznajoma podniosła na mnie wzrok,
a na jej twarzy malowało się zmieszanie. Uśmiechnąłem się jeszcze raz, a
następnie zasłoniłem szybko usta kichając w chusteczkę.
- Przepraszam, mam uczulenie na
kurz – wyjaśniłem i lekko się ukłoniłem, tak jak mają to w zwyczaju Japończycy –
Jestem Max.
Harukichi? C:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz