Podążyłem za wkurzoną dziewczyną do boksu jej konia. Znajdował się naprzeciwko boksu Newtona, który widząc mnie zarżał. Pogłaskałem go szybko po czole i przybliżyłem się do drugiego boksu. Moim oczom ukazał się uroczy widok. Suczka Quinn radośnie merdała puchatym ogonem bawiąc się z siwą klaczą. Kręciły się razem po boksie, dotykały nosami i odskakiwały na boki.
- Widzisz? Zabierz go stąd. –
rozkazała jasnowłosa kładąc jedną rękę na biodrze, a drugą władczo wskazała na
sunię
- Jak chcesz. Przerywasz im
świetną zabawę – stwierdziłem kucając
- Trudno. – rzuciła
- Hope! Chodź tutaj, Hope! –
zawołałem sunię cmokając i gwiżdżąc
Hope niechętnie porzuciła zabawę
z siwką i podbiegła do mnie, merdając ogonem. Pogłaskałem ją i chwyciłem za
parcianą obrożę. Rzuciłem okiem tylko na dziewczynę i poprowadziłem sunię do boksu
GrayRose. Gdzieś w głębi poczułem zadowolenie. Wreszcie Quinn mi zaufała.
Odrobinę, ale to zawsze coś. Cieszyłem się, bo od początku wiedziałem, że nie
jest wredna i bezduszna aż do szpiku kości. Nikt nie jest do końca zły i całkiem
dobry. Jednak mimo tego widziałem, że wciąż ją coś gryzie.
W boksie Quinlan dała mi znak, że
mogę puścić rozweseloną sunię, która natychmiast po zwolnieniu chwytu podbiegła
radośnie do swej właścicielki. Uśmiechnąłem się zadowolony i ostrożnie
zbliżyłem się do Rosie. Była już całkiem spokojna i bez przeszkód pozwoliła mi
się pogłaskać. Starałem się ją głaskać spokojnie i delikatnie, pod palcami czując
jej aksamitną sierść. Quinn wypuściła powietrze i spojrzała na mnie.
- Dziękuję. Na prawdę jestem ci
wdzięczna. Nie wiem jak dałabym radę poradzić sobie z tym wszystkim jakby cię
tu nie było – wymamrotała
- Cała przyjemność po mojej
stronie – uśmiechnąłem się promiennie
W tym samym momencie do moich uszu dobiegło
głośne rżenie i kopanie o drzwi boksu. Wychyliłem się przez bramkę i
dostrzegłem jak kilka boksów dalej jakiś koń rzuca się i kopie w ściany. Z
przerażeniem uświadomiłem sobie, że to przecież boks Newta.
- Ee, muszę lecieć. Newton
zwariował – powiedziałem poważnie do Quinn i szybkim krokiem skierowałem się do
mojego konia
Już z daleka dostrzegłem w czym
problem. Dziewczyna, która wcześniej kazała zabrać Hope z boksu jej konia,
wkładała coś w torbę jednorazową. Nylon szeleszcząc denerwował Newta, który boi
się worków. Cholera.
- Weź stąd ten worek. –
oznajmiłem lekko zirytowany
Pomimo tego, że w boksie szalał
Newton i tak się tam wślizgnąłem. Wiedziałem, że robi się spokojniejszy przy
mnie. Podszedłem do niego.
- Hej, już jest dobrze. Zabrali
worek, Newt. Nie ma się czego bać. – przemawiałem do niego spokojnym tonem,
chcąc go pogłaskać po szyi
Gniadosz zarzucił łbem i
odskoczył w bok rżąc przenikliwie. Cofnąłem się pod ścianę unikając
stratowania. Spojrzałem w stronę wyjścia i zauważyłem, że pomimo mojego
polecenia dziewczyna nie zabrała worka i nadal nim poruszała rozjuszając
bardziej w ten sposób Newtona. Może nie wiedziała o co mi chodzi, albo
zignorowała to specjalnie. Kątem oka zauważyłem Quinn, która podeszła do tej
dziewczyny. Dzięki Bogu.
Quinn? Ratuj XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz