Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Urodziny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Urodziny. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 grudnia 2017

Od Imanuelle C.D. Zaina [bal, raczej jego brak]

Był Sen nocy letniej, to będzie Gorączka nocy jesiennej. Czy naprawdę wszyscy muszą rozmawiać o balu? No ile można. Wszyscy dyskutują co założyć, z kim idą, po co idą, kiedy idą... Nie. Delikatnie za dużo tego, jak na moją jedną, biedną głowę. A przecież dopiero co się o nim dowiedzieli! Oczywiście w przetrwaniu tego wszystkiego nie pomógł mi Zain, który siłą zaciągnął mnie do sklepu. Mówiąc "siłą" miałam na myśli przerzucenie mnie sobie przez ramię i wyniesienie na zewnątrz, następnie wsadzenie do samochodu, przywiezienie do sklepu, wyprowadzenie mnie z samochodu i wepchnięcie do budynku. Jedyny plus to taki, że na drugi raz mam się w takie coś nie pakować, chyba że zechcę spędzić kolejny dzień na oglądaniu bruneta, zakładającego milion garniturów i nie mogącego się zdecydować. Najgorsze było to, że kiedy odwracałam się chociaż na minutę, to on od razu narzekał, że nic mu nie pomagam, że on się sam nie zdecyduje i pytał dlaczego to on nie wziął ze sobą Harry'ego. W sumie to też bym chciała wiedzieć, dlaczego tego nie zrobił. Ułatwiłoby to nam obojgu życie... Może poza Harry'm, jednak to już nie była moja sprawa, więc niejako miałabym to już z głowy. Na szczęście jakimś cudem wytłumaczyłam mu, że czarny slim garnitur, jest bardzo elegancki, jednak nowoczesny przez krój, a przede wszystkim doskonale wygląda. Wystarczyło wybrać koszulę i krawat. Tutaj nastąpił problem, bo jak pan Zain może iść w czymś normalnym... Tylko dzięki mojego uporowi, wyszedł stamtąd z świetnym garniturem, białą dopasowaną koszulą i wąskim długim krawatem. Tak. Musiał być krawat, chociaż on i tak pewnie go nie założy. To jednak nie było takie ważne, ważniejsze bylo, że wróciłam do akademika cała i prawie zdrowa. Ucierpiała jedynie moja psychika, w czym uświadomiłam i tak obrażonego na mnie Zaina. Uderzył drzwiami, aż wszystko się zatrzęsło. Rozejrzałam się zdezorientowana, po czym po po prostu wzruszyła ramionami i poszłam do siebie. Nie rozmawiam z obrażonymi księżniczkami ze względu na moje zdrowie i życie. Trzeba się szanować.
Myślałam, że chociaż na kolacji będę miała spokój, ale nie. Nasz wspaniały panicz od obraził się i zaczął swoje wspaniałe wywody, na jedne temat - bal, bal, bal... on chyba nie wie, co to jest bal. Miał zrezygnować, a znowu zaczął ten temat. Denerwujący, głupek, który swoją słodkością i urokiem osobistym zmusza mnie do zrezygnowania z krwawego zamordowania go. Jak ktoś mówił "bal", przypomniały mi się wszystkie wieczory, kiedy mama długo szykowała się na uroczystość, jaką był właśnie bal. To nie była zwykła dyskoteka, z trochę ładniej ubranymi ludźmi, tylko pokazanie potęgi, wspaniałości, elegancji, pokazania tego, co wyśmienite i leży w naszej naturze. Nie ich. Nie wszystkich podrzędnych ludzi, którzy nawet w zwykłych okolicznościach nie potrafią się zachować. Już sobie wyobrażałam, jak ludzie obmacują się w ciemnych kątach, a w łazienkach... wiadomo co będzie w łazienkach. Nie mam ochoty poprawiać makijażu przy jękach jakiejś dziwki w kabinie za mną. To zdecydowanie nic dla mnie. Jeszcze przypadkowo ktoś wsypie mi czegoś do napoju i mój wujek będzie zmuszony wybić całą męską część szkoły. Dreszcz przeszedł przez całą mnie, na samą myśl o jakimś dotykającym mnie, nieprzytomną, typie. Zerknęłam na Zaina, a później na resztę, zgrzebiących w talerzach z kolacją.
- To nie dla mnie - odparłam, obejmując się rękoma z pasie.
- No nie unoś się tak dumą - prychnął Zain. Trącił mnie łokciem. - Będzie fajnie.
- Jasne... - mruknęłam, a ci wszyscy macający siebie i mnie ludzie, nadal tkwili w mojej głosie.
- Co pani hrabianka nie bawi się z plebsem? - uniósł brew, chichocząc.
- Zacznij wreszcie wywiązywać się ze swoich słów i przestań mnie męczyć! A tak poza tym to byłeś kiedyś na takim prawdziwym balu? - zapytałam zwracając się już tylko do niego.
- W sensie? - zdziwił się.
- W sensie, że bale to tradycja arystokratyczna, więc mnie nie gadaj bzdur, o tym, co będzie się działo i jak fajnie będzie, bo ja byłam na balu i to na pewno nie będzie tego przypominać, jasne? - warknęłam.
- Tylko nie gryź! - osłonił się ode mnie rękoma w geście obronnym.
- Od tego mam Petera - uśmiechnęłam się wrednie.
- Przestań - wzdrygnął się.
- Kurczak - prychnęłam.
- Co?! - raptownie zbliżył się do mnie, wściekły.
- No wiesz... kurczak - wstałam w ułamku sekundy od stolika i zaczęłam uciekać. A on jak zwykle został z tyłu. Dogonił mnie przy moim pokoju i przyparł do ściany.
- Ale... - zaczął zmęczony. - Ale... możesz pomóc ze strojeniem sali.
- Po moim trupie - mruknęłam.
- No patrz, a ja bym pomógł, tylko jest jeden problem. Ja chcę wyglądać najlepiej jak tylko mogę, bo ja idę na bal i nie będę zajmować się organizacją, ale nie martw się - odparł. - Na pewno po zobaczeniu mnie, oszałamiająco wyglądającego w tym garniturze, przyjdziesz.
- Nie. Chociaż... jak pójdziesz nago, to przyjdę. Wtedy na pewno wszystkie będą twoje... - wymownie spojrzałam w dół. - Albo nie.
- Nienawidzę cię - znowu się obraził. Pogładziłam go po ramieniu.
- No dobrze Zain, przecież wiesz, że żartuję. Wracając, nie chcę tam iść, żeby paść ofiarom dłoni jakiegoś zboczeńca, rozumiesz?
- Nie pozwoliłbym na to - oburzył się słodko.
- Ale będziesz zajęty martwieniem się o gołąbeczkę, a nie o mnie - zauważyłam.
- Tylko troszeczkę będę zajęty - wzruszył ramionami.
- Tak? - uniosłam brew.
- Tak - odparł pewnie.
- Jeśli tak, to za pięć minut sprawdzam ci francuski - uśmiechnęłam się. - Zobaczymy czy masz wystarczająco dużą podzielność uwagi.
- Chociaż za dziesięć - jęknął.
- Dobrze, od... teraz - spojrzałam na zegarek, a chłopak popędził do swojego pokoju. Tak naprawdę to się do niego nie wybierałam i miałam cichutką nadzieję, że mnie nie zje za tą małą groźbę bez pokrycia. Przynajmniej raz będzie miał zrobiony francuski... więc teoretycznie, powinien mi jeszcze za to podziękować.
- I tak wygrałem! - krzyknął tylko. Nienawidzę go.
Weszłam do pokoju, w którym ostatnio postanowiłam wymienić świeczki magnoliowe na różane, dlatego uderzył we mnie ich intensywny zapach. Trzeba wrócić do magnolii. Jednak przyzwyczajenia mają ogromną moc, choć byłabym skłonna ku stwierdzeniu, że tutaj bardziej chodziło o uzależnienie od świeżości zapachu tamtych kwiatów. Podeszłam do łóżka, które stało naprzeciwko wejścia, po czym odwróciłam się przodem do drzwi u usiadłam na miękkim materacu. Chętnie zrobiłabym przemeblowanie w tym pokoju, jednak do tego potrzebowałabym po pierwsze chęci i po drugie, co najgorsze, prawdopodobnie pomocy jakiegoś mężczyzny. Straszne... Może jednak dałabym radę sama? Z drugiej strony, łóżko naprzeciwko wejścia to genialne rozwiązanie, narożna szafa na prawo od drzwi, połączona z szafką na buty i wieszakami ma kurtki też.  Dalej stała komoda, a później wisiały półki pełne kwiatów i książek. W sumie logiczne. Co mi się nie podobało to biurko, na lewo od drzwi. Fotel ze stoliczkiem na skos od wejścia, lecz na lewo od łóżka, też nie miał sensu... Wstałam. Inni szykują się na bal, ja do życia. Chyba powinnam lepiej na tym wyjść. Przestawiłam biurko, również narożne pod okno, razem ze wszystkimi moimi cudownymi rzeczami do rysowania, pisania, malowania i innymi mniej ważnymi, gdzie wreszcie nie będę musiała ślepić przy słabej lampce. Reszta powędrowała w kąt, tylko lustro przeniosłam na prawo od łóżka, od strony półek i komody. Od razu lepiej. Tym razem dosłownie rzuciłam się na łóżko.
- I tak nie pójdę na ten bal - mruknęłam sama do siebie.

Od Zaina cd. Imanuelle [Bal]

Tu się w pełni zgadzam. Nikt chyba nie lubi tego gestu. To jest takie... obojętne i pozbawione emocji. Jakby cały świat nie miał żadnego znaczenia.
Wstałem z miejsca, pocierając rękę i podchodząc do Imany.
- Mam nadzieję, że twój wujek nie zamierza fatygować się aż z Liverpoolu taki kawał drogi nie częściej niż raz na pół roku - stanąłem obok niej i spojrzałem w stronę, gdzie za drzwiami, przed chwilą zniknęła mi sylwetka mężczyzny. Imany wzruszyła ramionami, ponownie jak zresztą, lecz po chwili odwróciła się z chytrym uśmieszkiem. Popatrzyłem na nią kotem oka, mierząc jej twarz spojrzeniem. Od razu było widać, że za chwilę usłyszę co w stylu...
- Wyglądałeś jak taka słodka, mała, wystraszona dziewczynka - zaćwierkała słodkim głosem. W tym samym momencie zacisnąłem mocniej usta w wąską kreskę. Wcale nie wyglądam jak mała dziewczynka.
- Nieprawda - mruknąłem, krzyżując ręce. Przez chwilę miałem wrażenie, że nie mam co z nimi zrobić, dlatego szukałem optymalnego zajęcia dla nich.
- Jasne - pokiwała głową i trąciła mnie w ramię niczym dobry kumpel. Zmrużyłem oczy, co oczywiście zauważyła, bo się cicho roześmiała - Widziałam ten wzrok pełen strachu jakbyś za chwilę miał się schować za kimś niczym pięcioletni chłopiec.
- Nieprawda moja słodka kruszynko - położyłem dłonie na jej uniesionych w uśmiechu policzkach i delikatnie ścisnąłem, unosząc tym samym jej głowę do góry. Zachichotała, kołysając biodrami i unosząc brwi. To akt prowokacji czysto ukierunkowany w moją godność - Po prostu... - podniosłem głowę i spojrzałem na ciemno-dębowe drzwi dyrektorskie, zjeżdżając dłońmi na jej ciepłą szyję. Pokiwała głową z iście przekonaną miną. Doskonale to widziałem. Prychnąłem pod nosem i odwróciłem się - Chodź hrabianko. Muszę się odstresować po iście przemiłym spotkaniu z wujkiem...?
- Peter - ruszyła za mną. Wyszliśmy z budynku dyrektorskiego, kierując się do akademika.
- Właśnie... Zresztą nieważne. Skończmy ten temat - machnąłem ręką, słysząc cichy śmiech za sobą.
~*~
- Co tam pani ma? - nauczycielka uniosła spojrzenie znad biurka i zmierzyła mnie nim. Część grupy już weszła do klasy, ale ja ani myślałem o zajęciu miejsca. Lubiłem lekcje retoryki, ale jeszcze bardziej chyba samą nauczycielkę, która czasem wydawała się jedyną, w miarę wyluzowaną kobietą spośród nauczycieli.
- Dowiesz się. Siadaj - uśmiechnęła się i z powrotem opuściła głowę.
- Ale to raczej dobra informacja czy zła? - zajrzałem jej przez ramię z niewinnym wyrazem twarzy.
- Jak cię za chwilę puknę to nie wstaniesz - zasłoniła papiery teczką i wskazała ruchem głowy na klasę. Uniosłem ręce w geście obronnym i zająłem swoje miejsce.
Pani Camilla doskonale wiedziała, że nie skupię się na lekcji póki nie dowiem się co tam ciekawego pisała, więc postanowiła powiedzieć już na samym początku lekcji, gdy wszyscy się zebrali. Co za cudowna kobieta.
- Obędzie się bal, a przynajmniej tak zostałam poinformowana przez dyrektora. Jak wiecie akademia obchodzi swoje urodziny, więc wypadało coś zorganizować... - zaczęła, ale ktoś jej przerwał.

sobota, 25 listopada 2017

Urodziny Morgan University

 
Dla ludzi, którzy są tutaj przelotnie to jeden z wielu blogów dla Nas jednak jest to coś więcej. Miejsce codziennych spotkań, miejsce gdzie można odpocząć i oderwać się od codziennego życia. Wymyślać różnego rodzaju głupoty, wpadać na pomysły, które w normalnym życiu nie mają praktycznie miejsca i nie martwić się o ich skutki. Puszczać wodze wyobraźni oraz fantazji. Miejsce gdzie spotykamy nowych ludzi, nawiązujemy nowe przyjaźnie, od rana do nocy prowadzone są rozmowy na chacie, po których przeczytaniu "przechodzień" mógłby złapać się za głowę. Miejsce, które potrafi wywołać uśmiech na twarzy, ludzie, którzy pomogą i rozbawią kiedy trzeba, udzielą rad. Czy to nie magiczne? ♥

Tych słów trzymam się od momentu 25 maja i cały czas utwierdzam się w przekonaniu, że to prawda.
25 listopada. Zwykły, listopadowy dzień, ale nie dla tego bloga. Dokładnie rok temu postanowiłam go otworzyć, nie mając bladego pojęcia, że tak się rozwinie. Stwierdziłam, że raz kozie śmierć i albo wyjdzie albo kończę z zakładaniem blogów, bo było to bez sensu. Miałam już wiele blogów, ale żaden nie odniósł takiego sukcesu i tak się nie rozwinął. Poznałam tu wielu wspaniałych ludzi. Jedni są z nami od początku, inni odeszli, a jeszcze inni są z nami od kilku miesięcy, tygodni czy dni, a potrafili się zaaklimatyzować. I to jest piękne.
Były chwile te dobre jak i te złe, ale w życiu nie da się mieć wszystkiego. Sądzę jednak, że bardzo złych momentów nie było, były tylko gorsze chwile.
Przede wszystkim to Wasza zasługa, że ciągnęliście tego bloga i pisaliście, dalej piszecie, opowiadania. Przez cały rok nie było żadnych zawieszeń czy reaktywacji. Nie byłoby przecież żadnego bloga bez społeczności, a wy jesteście wspaniali. Każdy dokłada coś od siebie dla tego bloga i jakaś część też zostaje. Każdemu jestem wdzięczna, ale trafiło się kilka osób którym jestem wdzięczna podwójnie:

Maksiu jesteś od samego początku. Od razu złapałyśmy wspólny język, a gdy przyszło co do czego bez wahania pomogłaś. Mimo nawału obowiązków zawsze tu byłaś. ♥️

Morelka tak jak Maksiu jesteś od samego początku. Byłaś tu pierwszą osobą i też potrafiłaś pomóc. Również wpadałaś na oryginalne pomysły i zawsze jesteś aktywna. ♥️

Lewis za pomoc i wprowadzenie rzeczy niby oczywistych lecz nie bez powodu nikt nie wpadł na nie przed tobą. ♥️
Również za wprowadzenie mnie (wraz z Zainem i wrukiem) w stany depresyjne z powodu pisania opowiadań, które mogę czytać po raz dziesiąty, a i tak mi się baardzo podobają, nie tylko za treść, ale i styl. Ja kiedyś też tak będę pisać zobaczycie pff

Retrica, nie wiem czy to przeczytasz, ale jak tak to wiedz, że jestem Tobie bardzo wdzięczna za wykonywanie dla bloga ślicznych nagłówków czy też innej grafiki, baardzo pomogłaś i nigdy mi nie odmówiłaś! ♥️

Może też warto przedstawić coś również w liczbach? Bo niektóre są zadowalające:
Utrzymujemy się równe 365 dni. Przez naszego bloga przewinęły się 203 postaci, każda inna, oryginalna, napisaliśmy 2428 postów, co jest cudowną liczbą i mam nadzieję, że będzie tego jeszcze więcej. Odwiedzono nas 170 tysięcy razy...

Wspomnienia przypominają fragmenty układanki. Dopiero kiedy zbierze się je wszystkie, można odtworzyć całą historię.
Wspaniałe wspomnienia, które będą się utrzymywać na długo!


Dodatkowo grafika na tę uroczystość:

http://img25.otofotki.pl/obrazki/it445_Bez-nazwy.png

http://img25.otofotki.pl/obrazki/eb749_Bez-nazwy3.png 


Event:

Jak i rocznica to trzeba coś wymyślić aby to wszytko ożywić i ruszyć! A więc wymyśliłyśmy 3 konkurencje, które będą podlegały punktacji (każda osobno). W sumie można uzbierać 100 punktów.

Pierwszą z nich będzie bal. Zwyczajny bal, w który zaangażujecie postaci. Jeśli chcecie możecie również opisywać przygotowania, strojenie sali przez uczniów. Wolna wola.
Za tą część można uzyskać 30 punktów. Opowiadanie będzie oceniane w taki oto sposób:

Długość: ?/6
Ortografia: ?/6
Opisy: ?/6
Oryginalność: ?/6
Logika i spójność: ?/3 i ?/3 co razem sumujemy na ?/6

Suma: ?/30

Tylko jedno opowiadanie jest oceniane!

Drugą częścią będzie szukanie znaczka, a raczej znaczków. Będą one rozmieszczone po całym blogu. Będzie ich w sumie 20, każdy znaleziony za 2 punkty. Jeśli znajdzie się znaczek, piszemy komentarz na stosownej stronie, podpisując się imieniem swojej postaci. Tu do zdobycia jest aż 40 punktów. Konkurencja ta polega na zasadzie: kto pierwszy ten lepszy!

EDIT: Znaczki zostały znalezione! Wszystkie zażalenia do Zaina! cx

Trzecią i ostatnią konkurencją będzie konkurs artystyczny. Tu, tak jak w opowiadaniu na bal, do zdobycia 30 punktów. Każdy kto chce może coś napisać, narysować czy Bóg wie co jeszcze. Zależy to od Was i waszej kreatywności. Prace wysyłamy na konto bloga na howrse Morgan University bądź, jeśli ktoś nie ma howrse, to na gmaila któregoś z administratorów.

Zrobimy tak aby nikt nie wyszedł z tej zabawy bez "prezentu". Na koniec wszytko zliczymy i przydzielimy nagrody!

1 miejsce - koń + poziom + 150 PD
2 miejsce - koń + 100 PD
3 miejsce - 70 PD,
a dla każdego uczestnika po 50 PD.

Może i to nie jest coś fajnego, ale chodzi o dobrą zabawę! cx

Wszytko zaczyna się za dwa dni czyli 27.11.17 (poniedziałek). Od tego momentu piszemy opowiadania na bal czy też szukamy znaczków. Sądzimy, że dwa tygodnie powinny wystarczyć. Jeśli jednak będzie trzeba to trochę to przedłużymy (tylko nie wylądujmy w świętach, bo i na nie będzie jakiś event).
Wszytko to dzieje się pod etykietą: Urodziny

Jakieś pytania? Na dole zgłaszać się w komentarzach lub na howrse do Arbuz :3!

A więc bawcie się dobrze! ♥