Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daniel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daniel. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 kwietnia 2018

od Daniela cd Louisa

Westchnąłem cicho, co mam mu powiedzieć? Skoro słyszał tyle razy prawdę i w nią nie wierzył to moje słowa raczej wiele nie zmienią.Prawda? Ukryłem twarz w dłoniach i słuchałem w ciszy jak jego cichy szloch przedziera się przez pokój.Naprawdę po raz pierwszy w życiu, ja Daniel nie wiedziałem co zrobić.-Lou -Podniosłem w końcu głowę i czekałem na odpowiedź.
-Hm?
-Czy nie spojrzałeś kiedyś na drugą osobę i widziałeś u niej same wady?
-Nie. Każdy jest .. inny ale mają w sobie coś -Był raczej zaskoczony moim pytaniem.
-Popatrz na siebie jak na obcą osobę? Albo postaraj się spojrzeć na mnie jak na siebie okay?
-Nie, nie jesteś.. taki jak ja -Wymamrotał.
-A jak masz to wiedzieć? Czy spojrzałeś kiedyś na mnie moimi oczyma?
-Ale jesteś pewien siebie i ciągle żartujesz i..
-Mechanizmy obronne to silne narzędzie, nie widzę się tak jak ty widzisz mnie, patrzę w lustro i..-Podniosłem się i podszedłem do tafli szkła.
-Widziałeś kiedyś faceta z taką twarzą? Mam krzywy nos, dziwne brwi które są naprawdę zjebane, moje zęby, nawet o nich nie zaczynajmy, mam milion obrzydliwych wągrów i nie umiem wyhodować nawet jednego wąsa. Moje ciało jest chude, obrzydliwie chude, mam krzywe palce i kolana, moje włosy chyba nigdy nie były w stanie na tyle dobrym abym mógł je wyczesać bez wypadania, garbię się i jedyne włosy jakie porastają moje ciało to blade łoniaki -Spokojnie wymieniałem cechy osoby którą codziennie widywałem w łazience.
-Przestań , nie jesteś taki jak mówisz..
-Czy moje słowa w kierunku ciebie.. to samo zdanie pozwoli ci zrozumieć jak się postrzegamy? Niestety widzimy wady ale inni widzą tylko zalety -Odetchnąłem czując jak w oczach zbierają się łzy, nie byłem jakiś wielkim fanem swojego ciała ale nie mówiłem o tym głośno, czemu? Bo nawet jak ci się coś nie podoba to pewność siebie bywa podstawą. Zapadła cisza.
-Odpocznij i nie rób nic głupiego okay? Muszę iść cos załatwić w stajni -Powoli podszedłem do łóżka i objąłem go, był taki kruchy (czemu lou jest zawsze tą postacią? nawet w ff lou jest tym co ma problemy z wagą XD)
Dzisiaj był dzien decyzji, trener przyjechał sprawdzić czy moja kobyła nie jest już tak agresywna, stanąłem obok boksu i zacisnąłem ręce w pięści, błagam, błagam błagam. Fria fuknęła cicho na widok obcej osoby ale nie zaatakowała, została poklepana po boku i założyli jej kantarek. Powoli ruszyli na wybieg. Błagam, błagam błagam.
O dziwo tylko raz szarpnęła w kierunku stajni i ograniczyła się do jedno razowego szczura w kierunku komisji kiedy zaczęli gwizdać.
-Może zostać, nie jest już tak źle -Podali mi linkę i spokojnie się rozeszli. Stałem na środku placu do jazdy i czułem jak uginają się podemną nogi a do oczu napływają łzy.
<Lou? wiem jestem okropna>

niedziela, 25 lutego 2018

od Daniela cd Louisa

Nie ogarniałem pogody, czemu do jasnej anielki było aż tak zimno ? Mrozy można było już liczyć na palcach dłoni i stóp i to był zdecydowany minus.. Hehehehehe minus temperatury i minusy tej temperatury, jezu jestem okropny. Wsunąłem nogi w ciepłe skarpety i buty których pozazdrościć mógł by mi niejeeen eskimos. Fria po porannej sesji zdjęciowej siedziała w boksie a ja kręciłem się w jej okolicy. Dźwięk sms'a oderwał mnie od czynności. Lou odpisał !
Od : Lou :)
Jak uroczo! & Gratuluję postępów! Skoro udało ci się ją tak ubrać to coś udało nam się zdziałać! ^^

Uśmiechnąłem się do ekranu i szybko wystukałem odpowiedź.

Do : Lou :)
Dziękujemy ! Renifer się miewa jak najlepiej ! Chyba niedługo będę w stanie wystartować przed komisją..

Wysłałem i odłożyłem telefon na szafkę. Czas iść do pokoju, ciepły kocyk, herbatka i inne funkcje grzewcze mojego łóżka zdecydowanie zachęcały do powrotu. Ukryłem dłonie w kieszeniach i otuliłem się szalikiem po sam nos. Jak na złość musiałem tydzień temu stracić czapkę na rzecz bałaganu w moim pokoju. No bywa... Nagle moje nogi zostały dosłownie zaatakowane . Dwa szczeniaki obskoczyły mnie i ujadały jak najęte. Zaczekaj.. Szczeniaki były Lou. Oba nie wydawały się być jakoś bardzo zadowolone i zaczęły ciągnąć mnie do.. Las. Czy ten idiota sobie coś zrobił? Nie zwracając uwagi na powoli odpadające palce u stóp ruszyłem w kierunku drzew. Szczeniaki szczekały idąc obok mnie i co chwila potykając się o własne nogi.
-Jeśli ta akcja ratunkowa ma się udać to wy mnie spowalniacie -Burknąłem i uniosłem oba psy. Kiedy już każdy grzał swoje miejsce pod moją pachą ruszyłem dalej. Jebany śnieg, jebana pogoda i.. Lou!
-Jezu naj.. Nie jestem religijny ale no do cholery! -Zakląłem widząc chłopaka pod drzewem przywalonego przez starszego psa. Ukucnąłem obok i zgoniłem sunię z jej pana. Oddychał i wydawał się być żywy.. Czemu ten idiota nie ma na sobie ani czapki ani szalika ani nic CIEPŁEGO. Ściągnąłem swój szalik i zawiązałem nim głowę bruneta tak jak to muzumanki noszą. Potem sięgnąłem do kieszeni po... Telefon. Zostawiłem go w stajni.
-Biegnij po mój telefon psie ! -Rozkazałem suni ale ta przekrzywiła głowę patrząc na mnie jak na idiotę.
-CO z ciebie za pies jak nie reagujesz na polecenie ! Lessie biegnij zawiadom kogoś w akademii ! -Ponownie odpowiedziała mi przekrzywieniem łba.
-Głupi pies -Burknąłem i schyliłem się układając ręce pod kolanami i plecami pewnego opatulonego moim szalikiem idioty. Dźwignąłem się w górę i jęknąłem. Był cholernie lekki ale nadal mój bark mięśni nie był czymś przydatnym... No może nie kompletny brak mięśni bo miałem bicka ładny ala kaloryfer i jakieś tam mięśnie ale nie byłem przyzwyczajony do noszenia ludzi i tyle.. Ruszyłem wydeptanym szlakiem i co chwila przeklinałem pod nosem na pogodę. O dziwo psy się pilnowały, pewno chciały się upewnić ,że nie zgwałcę im pana gdzieś w pobliskiej zaspie śniegu.
-Nie macie się co martwić , jest tak zimno ,że nawet facet z największym libido po wystawieniu się na tę pogodę na minutę zamienił by się w mały palec u nogi i zamarzł by .. Mrożone kiełbaski .. Co wy na to?-Kiedy mi nie odpowiedziały szczeknięciem jak to psy w filmach robią poddałem się całkowicie. Nie umiem psów. Udało mi się wyjść z lasu ale... No jasne bo czemu o porze kolacyjnej miał by się ktoś tu przechadzać. Jęknąłem sobie pod nosem i ruszyłem do akademika, jebać telefon w stajni, mam go w szafce nie ukradnie mi go nikt.. Spróbowali by.. Mam tam dużo zdjęć nagich panów i ich kiełbasek. Nie mając klucza do pokoju chłopaka i nie chcąc go macać (no możne chciałem ale bądźmy przyzwoici..) Otworzyłem swój pokój wpuściłem watahę Louisa do środka i walnąłem go na moim łóżku. Zdjąłem mu buty i przykryłem kołdrą. No i odkryłem mu twarz . Mój szalik był chyba teraz permanentnie nasączony zapachem chłopaka... Co nie było aż taką przeszkodą. Usiadłem obok i poklepałem go po policzku, cisza..
-LOUIS WSTAWAJ IDIOTO ! -Ryknąłem mu do ucha. Jęknął i zasłonił się rękoma.
-Dzień dobry wieczór słońce, chcesz mi wytłumaczyć czemu planujesz zamarznąć w lesie ?-Pochyliłem się nad nim . Był tak blisko, miał zaczerwieniony nos, policzku usta , uszy.. Był... Był wychodzony, miał zapadnięte policzki wydawał się malutki.
-Ja nie..
-Lou... Nie możesz się głodzić, nie możesz tego mi... Twoim zwierzętom robić, zobacz do czego by mogło dojść teraz.. Mogłeś zamarznąć w lesie a twoje psy z tobą .. I nie wspominam te zwierzęta które przechowujesz w pokoju, umarły by z głodu.. -Mamrotałem głupoty. Ale wyraźnie się głodził.
-Nie.. Jestem gruby -Słysząc te słowa miałem ochotę go uderzyć,
-Nie jesteś głupi aktualnie ale to pewnie zwidy z głodu.. Posłuchaj..Hej halo słuchamy Daniela !-Przesunąłem jego twarz tak aby była na równi z moją.
-Louisie Williamie Tomlinson, jesteś chudy, za chudy, byłeś o wiele piękniejszy te 10 kilo wcześniej.. Naprawdę... Błagam cię.. Nie rób .. Nie.. -Zamarłem, nie umiałem się wysłowić. Miałem ochotę go pocałować.. Znowu. Ukryłem twarz w dłoniach i odsunąłem się znacznie. Jebać to wszystko.
<Louis ? Jebnę ci>

środa, 27 grudnia 2017

od Daniela cd Louisa

Patrzyłem jak chłopak niezdarnie wsuwa do ust pojedynczą frytkę. Miał na talerzu ledwo jedną porcję frytek i nic więcej.
- Jeżeli wszystko pójdzie po mojej myśli to w niedzielę zamienisz się ze mną miejscami i to ty przeprowadzisz tę metodę z Frią -Wymamrotał patrząc na swój talerz. Prr nie szalej tak z kontaktem wzrokowym bo zaraz oszaleję. Westchnąłem cicho i odsunąłem swój talerz.
-Nie masz pojęcia ile ci zawdzięczam -Powiedziałem patrząc na jego twarz. Podniósł oczy ale widząc ,że na niego patrzę szybko spuścił wzrok na swoje dłonie.
-Nic takiego -mruknął.
-Nie. Bardzo dużo, chyba nie rozumiesz jak wiele zmieniasz co? Jesteś.. Serio bez ciebie bym sobie nie dał rady -Uśmiechnąłem się widząc jak robi się lekko czerwony. I zobacz jaka śmieszna bombeczka !
-Nic takiego..
-Jak spędzasz bal?-Zapytałem nagle. Bal zbliżał się wielkimi krokami (za tydzień w opkach cii) i jedyne co miałem to garnitur.
-Siedzę w pokoju? Pewnie mnie będą chcieli zaciągnąć na niego.. -Mruknął .
-Nie chcesz iść ze mną? -Nadzieja w moim głosie chyba mogła już podejść po desperację.
-Daniel..
-Jako koledzy ! Nic innego ! -Poprawiłem się, ale jakoś nie miałem ochoty iść z nim jako tylko kolegą..
-Uh.. Nie wiem.
-Daj znać jak coś.. Wiesz gdzie bywam -Uśmiechnąłem się i napiłem wody. Pokiwał głową. To trochę zjebane ,że chciałem zbliżyć się do kogoś kto wyraźnie miał mnie w nosie. Pokręciłem głową na samego siebie i patrzyłem na chłopaka który wmuszał w siebie ostatnie frytki. Zjadł, tyle dobrze , ja jakoś nie miałem apetytu.
-Idę do siebie.. Do jutra?-Zapytałem niepewnie.
-Uhu..-Wstał od stolika i też gdześ ruszył. Jsna cholera Daniel jakim cudem chcesz do siebie kogoś przekonać? Poszedłem do stajni gdzie moja klacz stała spokojnie w boksie. Zrobiła naprawdę wielki postęp i to mnie też bolało. Nie umiałem nigdy sam do niej dotrzeć? Wszstko moja wina, to że była taka agresywna. Wszedłem do boksu a ta chrumknęła i skubnęła moją bluzkę ciągnąc za materiał i szarpiąc głową.
-Tak tak, nie ma cukierka -Poklepałem ją lekko i zdjąłem rękawiczki z rąk. Był zimno ale nadal nigdzie nie było widać śniegu. Tak bardzo chciałem ulepić bałwana.. Aktualnie moim jedynym wyjściem był bałwan z końskiego łajna. Westchnąłem i patrzyłem jak klacz stara się wyjąc z mojej kieszeni rękawiczkę. W głowie pojawił się niecny plan. Po dwóch próbach nałożyłem jej rękawiczki na uszy. Wyglądała jak tani renifer ! Szybko nagrałem krótki filmik na telefonie i bez zastanowienia sie wysłałem chłopakowi któremu zawdzięczam konia.
OD Ja
Do: Lou(future boo)
ZOBACZ JAKI RENIFER SIE W STAJNI POJAWIŁ!!!!



















Uśmiechnąłem się do ekranu i schowałem telefon do kieszeni spodni. Zabrałem klaczy rękawiczki i schowałem w nie zmarźnięte dłonie. Wyszedłem szybko ze stajni i poszedłem do siebie, musiałem zakuć do testu z matematyki który był po przerwie. Usiadłem nad książką i oddałem się (nie) przyjemności algebry kiedy telefon za wibrował zwiastując nową wiadomość.
<LOuis?>

niedziela, 12 listopada 2017

Od Daniela cd Louisa

Patrzyłem jak Louis zabiera mojego konia od tych.. Świń i miałem ochotę płakać. Chłopak dosłownie uratował mi dupę. Nachylił się i delikatnie głaskał Frie po chrapach. Miała skulone uszy ale dawała sie dotykać. Niepewnie podszedłem, nadal obowiazywał mnie zakaz  rozmawiania z Lou nadany przez jego nianię.
-Lou.. Ja..
-Nie dziękuj, nie ma za co -Uśmiechnął się lekko i oddał mi uwiąz. Trzymałem go w dłoni i wyciagnąłem dłoń w kierunku klaczy, chrumknęła niezadowolona ale dała się dotknąć.
-Jest za co.. Bierzesz sie za.. Za coś niemożliwego
-To samo mówili Herkulesowi jak miał sprzątać stajnie Augiasza.. Trzeba mieć pomysł a ja go mam -Obiecał i uśmiechnął się delikatnie.
-Przepraszam w takim razie -Odezwałem się niepewnie, nie wiadomo czy nadal mnie nienawidzi.
-Nie ma ... -Zamilkł.
-Jest za co i wiemy o tym oboje, byłem idiotą i źle odczytałem sygnały, pewno nawet nie jesteś homo, a jak już byś był to nie muszę byc twoim typem -Wzruszyłem ramionami w geście poddańczym. Nie odpowiedział na moje stwierdzenie , patrzył aktualnie na swoje buty. Aż sam na nie popatrzyłem, dzisiaj moje nogi zdobiły zwykłe buty do jazdy.. Były odrobinę uwalone błotem ale tak to.. Nic ciekawego Lou..
-No dobra.. Tak czy siak.. Ja.. Kiedy zaczynamy?-Starałem się jakoś go zachęcić do siebie, w końcu to na jego barkach spoczywa los mojej klaczy idiotki. Która nawiasem mówiąc postanowiła właśnie zabić konia który wracał z treningu. Głośno warknęła i skuliła uszy . Szarpnąłem uwiązem i starałem się odejść aby koń mógł bezpiecznie pójść do siebie.  Lou zabrał mi go z ręki i zaczął robić z Frią jakieś dziwne mini kółka.
-Trzeba jej czymś zając uwagę.. Nie wolno jej pozwolić się na tym skupić -I cholera miał rację.. Pomimo wkurzonej miny klacz podążała za chłopakiem i przestała zwracać uwagę na nieszczęśnika który miał jednak dobry dzień i nie był ofiarą ataku.
-Okay.. To ma sens -Wymamrotałem czując się jak idiota. Jak mogłem na to nie wpaść?
-Nie martw się.. Będzie dobrze, dam radę .. Damy radę -Uśmiechnął się. Czy jak mu powiem ,że słodko wygląda z takim uśmiechem na twarzy to zniszczę nasz pakt o przyjaźni? Czemu Lou musi być taki...
-Choć odprowadzimy ją -Czekał na mnie. Pokiwałem głową i szybko dorównałem mu kroku. Podejrzewam ,że robił to też abym nie miał kiedy patrzeć na jego tyłek.. Sprytny szatanek.
**************
Nie wiem jak do tego doszło ale wylądowałem w pokoju bruneta , aktualnie graliśmy w wojnę. Uśmiech nie schodził z twarzy niebieskookiego.
-Król! Wygrałem ! -Złapał wyłożone karty i szybko dołożył do swojego stosiku który był wyraźnie większy od mojego..
-Dobra poddaję się, wygrywasz, masz wszystkie Asy.. Kłamczuch -Rzuciłem kartami na stolik i oparłem się na przedramionach. Siedzieliśmy na poduszkach w pozycji po turecku .
-Uczciwa wygrana to kwestia honoru -Pokazał mi język.
<Lou? To opko tez nie jest moje .. ale jest>

poniedziałek, 23 października 2017

Od Daniel`a DO MORELKI

Ostatnie miesiące ssały, ssały przysłowiową pałę wszystkiemu dookoła. Nic sie nie działo, Louis nie chciał się do mnie słowem odezwać, ludzie mieli mnie w dupie.. No dobra może sam miałem ich tam zarówno głęboko.. Gdzieś obok prostaty bym powiedział. Głośny jęk wyrwał się z moich ust, jak długo można egzystować w takim.. NICZYM. Wygrzebałem się z łóżka. Pogoda nas nie rozpieszczała, mogła ssać to samo co miesiące. Ale no.. Otworzyłem okno i z suchą klatą i lekko mokrymi po prysznicu włosami zawisłem przez parapet. Zimne jesienne powietrze pachniało dymem.. Dymem i nudą. Dreszcz przeszedł moje ciało i schowałem się z powrotem do ciepłego pokoju. Zerknąłem na półkę pełną książek.. Nauka czy spacer? Pffff. głupie pytania sobie ostatnio zadaję. Oczywiście ,że spacer. Ubrałem się w ciepłą bluzę i wygrzebałem z szafy ocieplacze na nogi.. Tak dokładnie takie jakie noszą baletnice, SĄ CIEPLUTKIE OKEJ?  Wystawiłem nos za drzwi i niuchnąłem powietrze, brak suk na horyzoncie można ruszać.Pobiegłem szczęśliwy w kierunku stajni, coraz to nowe konie minimalnie uspokoiły moją idiotkę która aktualnie jadła słomę z jednego kąta boksu.
-Siema grubasku -Wmaszerowałem do boksu pewnym krokiem i klepnąłem ją w tyłek jak to najprawdziwszy alfa samiec robi ze swoją kobietą. Szybko pożałowałem tej decyzji. Głośne warkniecie (tak ten koń warczy) i fuknięcie połączone z obrotem w moim kierunku były wystarczająco przerażające.
-Okay okay. Sorry... Mam marchewki?-Wystawiłem łapówkę. Fuknęła w odpowiedzi i udawała że sie zastanawia.
-Wiem ,że chcesz.. Nie wariuj babiszonie i zabieraj ją -Wystawiłem warzywo odrobinę dalej. Po chwili Fria głośno chrupała pomarańczową parówkę.
-Dziękuję za udaną konsultacje.. -Puściłem jej buziaka w powietrzu i opuściłem boks. Dookoła kręciło się trochę ludzi. Wystawiłem głowę dalej i dostrzegłem w tłumie pewnego bruneta który chyba mnie omijał jak najbardziej się dało. Oj głupi Lou.. Westchnąłem cicho, było mi przykro, przyznam. No to jednak nie codzienne ,że zostaję tak chamsko olany po zaczęciu znajomości.. Pewnie moja dupa go przestraszyła, mówili mi żebym przystopował z przysiadami ale nieee. Ja musiałem kucać.. No i teraz mam za swoje, pośladkami pozbyłem się jakiegokolwiek przyszłościowego adoratora.
<tak oto Daniel przypomina się cicho pewnemu Biseksualnemu brunetowi że chciał by kontynuować znajomosć bo groźby nic nie dały <3 >


Ps. Gif

wtorek, 27 czerwca 2017

od Daniela cd Louis`a

Pocałowanie Louisa było czymś co wyskoczyło mi do głowy jak ten.. filip z konpki? Jak to się.. Jak penis gimnazjalisty kiedy jest pytany na lekcji.. Nagle. (analogizmy 10/10). Problem w tym że zwykle jak kogos całowałem to odawał pocałunek i.. Emm kończyło się na całowaniu czegoś więcej. A on zwiał. Nie umyłem zębów? W sumie na obiad był tuńczyk ale on też go jadł. Westchnąłem i wyjąłem szkic z kosza. Był ładny, bardzo nawet. Rozprostowałem go i przykleiłem do ściany. Pasował idealnie! Przyjrzawszy się szkicowi doszedłem do wniosku że jak serio mam jednak taki uśmiech to powinienem zaliczać wiecej ludzi.. A przynajmniej Takiego jednego bruneta z nawet ładnym tyłkiem. Westchnąłem i podniosłem ten obraz który mu najbardziej przypadł do gustu i zebrałem jego szkice. Powoli poszedłem pod jego pokój.
-Louis? Hej? Zrobiłem coś źle? Przepraszam? Louis?-Kucnąłem i starałem się spojrzeć pod drzwiami czy tam jest. Napotkałem plamę ciemności i  cichy płacz..
-Louis.. Przepraszam.. Nie .. Nie będę cię całować. Nie powinienem tego robić.Louis.. Proszę nie płącz... Lou.. -Starałem sie zrobić cokolwiek.. Nic nie pomagało. Wsunąłem jego szkice pod drzwiami i postawiłem obraz obok. Nagle pojawiła się obok mnie niania chłopaka.
-Danie-Warknęła tylko i trzepnęła mnie w twarz..
-Fair enough..
-Won! Nie zbliżaj się do niego ! -Warknęła i odpędziła mnie szybkim ruchem dłoni. Westchnąłem. Poddaj się to może coś to da.
-Przeproś go ode mnie.. Serio..
-Idź sobie!-Burknęła i stanęła pod drzwiami zła. Westchnąłem i poszedłem do siebie. Chłopak siedział mi w głowie od .. Od niedawna. Czemu się mnie bał? Czy byłem brzydki? Nie... Nie miły? Nie.. Może on jednak nie jest gejem? To mogło by wyjaśnic brak zainteresowania.. Westchnąłem ponownie i postanowiłem iść na jazdę, wiadomo Koń morderca Fria sama się nie zmęczy, trzeba zamordować mnie. Ubrałem się i udałem do stajni, Heeej pierwszy raz od dawna mój koń się z kims zgadza! Szkoda że tym kimś była kolorowo włosa dziewczyna..  Udało mi się wsiąść na kobyłę bez utraty któregoś kawałka ciała. Jazda jednak pozostawiła mnie obolałego. Fria postanowiła wpadać moimi nogami na wszytsko i starać się mnie pozbyć za wszelką cenę. Wylądowałem na ścianie i zrezygnowany odprowadziłem ją do boksu. Trener cały czas mówił mi o jakiejs komisji i o zagrożeniu mojego życia.
-Nie trzeba mówię panu, ona taka jest ale ona nie chce .. -Starałem się tłumaczyć idiotkę kiedy ta postanowiła spróbować zjeść mi ramię. Skończyłem na olbrzymim siniaku i guzie na barku. Miałem ochotę płakać, ten koń miał być moim ideałem a była.. Potworem. Czemu sobie z nia nie radziłem? Robiłem pewnie wszytsko źle.. Wróciłem do pokoju i usiadłem na łóżku. Chyba zaraz odwalę deszcz i zaczne płakać.. I zanim skończyłem o tym myśleć po moich policzkach spływały łzy. Super super super.. zdjałem spodnie i zrezygnowany patrzyłem na pełne siniaków i ran nogi. Super..
<Louis?>

wtorek, 20 czerwca 2017

od Daniela cd Louis`a

Zaśmiałem się cicho i wsunąłem do kabiny obok. Kiedy po chwili odgłosów sikania drzwi ponownie się zamknęły stanąłem na muszli i przewiesiłem się przez kabiny tak że widziałem Lou. Siedział z nogami pod sobą i zaplecionymi dłońmi na kolanach.
-Poszli sobie -Syknąłem z góry. Chłopak podskoczył i podniósł na mnie wzrok.
-Jezu zawału dostane..
-Nie dostawaj bo zginie z rąk twoich rodziców.. Wolał bym zostać zabity jako hmm.. zakazany kochanek to brzmiało by jak materiał na nową wersje romeo i julja.. Romeo i Julian -Westchnąłem i zeskoczyłem z muszli. Lou otworzył drzwi od swojej kabiny i zanim cokolwiek zrobił szybko do niej wskoczyłem i zamknąłem drzwi. Słyszałem kroki. Staliśmy na przeciwko siebie stykajac sie piersiami , spojrzałem mu pewne w oczy.
-cicho bo nas znajdą -Wyszeptałem i przyłożyłem palec do ust. Mogłem go równie dobrze przyłożyć do jego ust były tak blisko. Pochyliłem się i prawie dotykałem ustami jego ucha.
-Zaraz pójdzie, daj mu chwilę -Szepnąłem i nagle w łazience rozległ się głośny bąk.. Zaniemówiłem i parsknąłem śmiechem , Louis był równie czerwone i rozbawiony co ja.
-Bąk morderca nie ma serca, trafiliśmy właśnie do auschwitz .. Komora gazowa deluks -Prychnąłem cicho i słuchaliśmy jak nasz kat wypuszcza na nas kolejne ładunki gazowe. Kiedy zapach wyciągnął w naszym kierunku macki mordercy popatrzyliśmy sobie z Lou w oczy i porozumiewawczo kiwnęliśmy głowami. Romantico na maxa.. Otworzyłem drzwi kabiny i szybko ruszyliśmy do wyjścia. Całe szczęście za drzwiami nie siedziała jakaś jego niania.
-Idziemy do mnie? Bliżej jest i na pewno cię nie znajdą -Zaproponowałem a on niepewnie pokiwał głową. Spokojnym krokiem ruszyliśmy do mnie kiedy dobiegł nas głos kolorowo-włosej niani. Złapałem Lou za rękę i szybko ruszyłem biegiem ciągnąc go za sobą, nie oddam go tak łatwo. Wlecieliśmy do mojego pokoju zasapani, j nie ta kondycja Daniel, nie ta. Kiedy ja czułem się jak bułka na parze Lou obok mnie wydawał dźwięki godne Tomka (ciuchcia ). Dopiero po chwili dotarło do mnie że nadal trzymam go za rękę, a póki sam jej nie zabiera to.. Uśmiechnąłem się i dopiero po chwili rozejrzałem po swoim pokoju, nie było źle. Ograniczyłem się do dwóch par bokserek w jednorożce na ziemi i rozwalonej pościeli, no i wiadomo wszędzie szkice, sztalugi i kolorowe plany po farbie.
-Wowo, to twój ?-Lou puścił moją rękę i podszedł do krajobrazu który niedawno skończyłem, był malowany samymi czerwieniami więc pięknie oddawał zachód słońca.
-Móje.. Chcesz moge ci go podarować?-Zaoferowałem a on spalił buraka pod kolor jednego z odcieni farb.
-Niee nie mógł bym..
-Ale daj spokój, podoba ci się.. Chcę zebyś go miał! A jak nie on to.. Wybierz jakiś inny, jeśli coś ci sie podoba mów.. -Nie pogardzę jak powiesz że ja ci sie podobam, siebie też mogę się sprezentować.. Załatwi się kokardkę.
<Lou?>

czwartek, 8 czerwca 2017

od Daniela cd Louis`a

Słuchałem zachwycony jak Lou gra na gitarze, ten to miał zdolności! Patrzyłem zahipnotyzowany jak jego palce biegają po strunach.
-woooow -Wymamrotałem tylko i podniosłem na niego wzrok. Był czerwony i wyraźnie chował głowę, twarz , abym tego nie widział.
-Ej no! -Złapałem go delikatnie pod brodę i uniosłem jego twarz tak że patrzył mi w oczy, patrzył na mnie mocno nie pewnie.
-Słucham?-Zapytał cicho.
-Masz talent! Nie wstydź się  Jesteś .. bardzo zdolny i utalentowany i chyba jedną z najzdolniejszych i miłych osób jakie znam -Uśmiechnąłem się i puściłem jego brodę bo nadal ją trzymałem. Lekko spuścił powieki ale uśmiechał się delikatnie.
-Dziękuje -Wymamrotał.
-Nie ma za co, za prawdę się nie dziekuje... Ja rysuje . ty grasz i rysujesz i zaklinasz  zwierzątka - Pogłaskałem kołdrę pod palcami.
-Rysujesz?-Zapytał zaciekawiony.
-OO nie wiedziałeś? Muszę cię kiedyś narysować jesteś bardzo.. -Chciałem powiedzieć ładny ale bałem się ze jeszcze się obrazi abo coś.. Nie wiem no.. Uporczywie starałem sie z nim flirtować dawać mu znak że ... Jestem nim zainteresowany al z jego strony wyglądało to jak głaskanie martwego kota stopą.. Tak samo nie efektywne jak dłonią!
-Hm?
-Jesteś bardzo.. No jak to się mówi.. Muzowaty ? Mógł bys zostać muzą.. Tak!-Znów się zrobił czerwony.. To było w pewnym stopniu słodkie bo niczego nie dał rady ukryć. Nawet przed sobą.
-Czy ja wiem -Mruknął i wyciągnął rękę do kota który powoli kroczył w jego kierunku.
-Jesteś , kiedys cię namaluje, obiecuje ci ! Narazie mogę ci powiedzieć że wolę malowanie krajobrazów..
-Czemu?
-Ludzie często są niecierpliwi, oczekują ideału po paru godzinach.. To tak nie działa. Żeby kogoś dobrze oddać muszę go.. Muszę się do niego.. Jakoś przywiązać? Musze go znać i oddać to co znam.. Rozumiesz prawda?-Przysunąłem się do niego minimalnie i patrzyłem mu w oczy.. Można próbować prawda? Chłopak kiwnął głową i delikatnie przeniósł oczy na moje usta, w tym samym momencie lekko zagryzł swoje.. Gotów byłem go pocałować ale do pokoju wleciała ona.. Odsunęliśmy się od siebie bardzo szybko.
-Nadal tu jesteś?-Westchnęła patrząc na mnie jak na intruza.
-Już ide.. Papa Lou! Miłego wieczoru.. Pomyśl o tym pozowaniu dla mnie -Puściłem mu oczko i wyszedłem bez słowa w kierunku niani..
<Lou?>

czwartek, 1 czerwca 2017

od Daniela cd Casey

Powoli wszedłem do boksu klaczy, jaki nastrój nas dzisiaj czeka? Czy zostanę złożony w ofierze panu podziemia? Czy tylko oberwę trochę .. Mina klaczy wskazywała bardziej na chęć mordu niczym chreścinajie w średniowieczu.. Super. Jakoś udało mi się ją wyczyścić bez większego urazu i osiodłanie też poszło nam łatwo. Wyprowadzając kobyłkę czułem że jest to jednak cisza przed burzą.. I to okropną burzą, taką z piorunami i wiatrem który zrywa dachy... Wsiadłem na kobyłkę i rozpoczęła się dzisiejsza lekcja, moja grupa ćwiczyła dzisiaj western.. Dla osłody jazdy zostało urządzone mi rodeo. Kiedy Fria się jakoś uspokoiła a ja nie znalazłem się na ziemi zaczęliśmy , a raczej ja zacząłem próbować coś więcej robić. Jednak jej nastrój  mówił co innego. Podskoczyła na łydkę i zaczęła robić coś co w westernie nazwano by chyba barell racingiem... Tylko bez beczek.. i bez zawodów.. Kręciła się w koło w szybkim kłusie innymi słowy. Powoli obydwojgu kręciło nam sięw głowie. Uparcie starałem się coś zrobić. I tak upokorzyłem się już jako jeździec więc honoru nie stracę.. O dziwo do końca jazdy kobyłka pracowała w miarę znośnie. Wróciłem do stajni i rozsiodłałem dmona, i tu ją uwolniłem. Dostałem zębami po łapie, złapała i nie puszczała, ta sama ręka co wcześniej. Syknąłem i wyrwałem sie z uścisku zębów. Ręka pulsowała i była mocno napuchnięta, bolało , oj bolało.. Moje szczęście. Ta krowa! zaniosłem co moje do siodlarni i czułem jak łzy lecą mi po policzku. Najpierw dobro konia potem moje. Uparcie wróciłem do boksu i wyczyściłem ją od jeździe , pomimo tego jak kuliła się na mnie. Czułem jak łzy coraz bardziej lecą po policzkach , Tfu ! Oczy mi się pociły!  Ręka zrobiła się wielka i pulsowała powoli. Wyszedłem szybko z boksu i  ruszyłem ku budynku akademii. PO drodze wleciałem na Casey. Wsadziłem rękę za plecy i uśmiechnąłem się zaczepnie.
-Płaczesz?-Spojrzała zdziwiona na moje mokre policzki.
-uh? Niee naleciało mi futra do nosa i kichałem sobie -Wykręciłam oczyma i czułem jak ręka pulsuje coraz mocniej..
-Okay.. Jak jazda? Poszło dobrze? -Zapytała i położyła dłonie na biodrach.
-em.. Tak, poszło dobrze, słuchała się nawet.. -Wysyczałem i czułem jak kolejna fala bólu atakuje moje ciało. Jezu kobieto..
<Casey XD?>

środa, 31 maja 2017

od Daniela cd Louis`a

Nagły atak na moją kostkę wyrwał mnie z zamyślenia.  W moje nogi wleciał niczym ten co bił rekord w spadaniu z kosmosu pies. Szczeniak dokładnie, szczeniak Lou!. Podniosłem szczyla i uniosłem go na króla lwa.
-Co pan piesek tu robi sam? Gdzie twój pan ? -Przekrzywiłem głowę i pozwoliłem psu zalać mnie falą pocałunków. No zaraz sobie pomyślą że wolę psy od .. Od męskiego buziaczka. Ahh. Uśmiechnąłem się sam z siebie i nagle podbiegła do mnie ta dziewczyna, ta co miała mega dziwne imie i fioletowe włosy.
-Jezu złapałeś go -Wysapała i oparła ręce o kolana zginając się przy tym. Patrzyłem na nią rozbawiony i czułem jak moje palce są powoli konsumowane przez szczyla.
-taka moja natura, łapię to co ucieka , a raczej przyciągam -Posłałem jej uśmiech i patrzyłem jak powoli łapie oddech. Dziewczyna od momentu jak Lou wrócił od pielęgniarki nie zostawiała go na krok.. Cock Block.. (Wygoogluj to XD).
-Okay, oddaj mi ją.. -Spokojnie nachyliła się w moją stronę.
-Jest to mój bilet aby zobaczyć pewną osobę, nie puszczam póki nie dostarczę do właściciela -Posłałem jej uśmiech i puściłem lekko oczko. Powolnym krokiem ruszyłem ku pokoju Louisa. Dziewczyna szła za mną odrobinę naburmuszona i gadała coś o idiotach tego świata, zgodzę się z nią, dużo ich tu, szczególnie takich z fioletowymi włosami.. Zapukałem do drzwi i otworzyłem je sobie, chłopak patrzył na mnie z łóżka z kotem na piersi.
-em...
-Siemson, oddaje pięknego psa którego specjalnie na mnie nasłałeś aby zmasakrował moje biedne kostki -Posłałem mu oczko i postawiłem szczyla obok łóżka.
-Dzięki że ją złapałeś. Jest trochę szalonym szczeniakiem -Wysunął w jej kierunku dłoń. Spokojnie wprosiłem się na jego fotel i złapałem pierwszą lepszą książkę... Poradnik myślenia pozytywnego.. Ehh Trzeba mieć pośladki jak ja i pozytywy same się znajdą..Louis patrzył na mnie zdziwiony i jak by na coś czekał.
-Mam ci poczytać?-Zapytałem i uniosłem kącik ust.
-Nie.. Nie ważne -Pokręcił głową i opadł na poduszkę.
-Idziesz na bal?-zapytałem nagle, no co taka biedna dupka by nie szła? Dziewczyna z fioletowmi włosami usiadła na łóżku.
-Nie.. Nie wiem..
-Ja też,-Wzruszyłem ramionami i powoli otworzyłem książkę. Nic ciekawego...Już  liczenie rozdwojonych końcówek tej dziewczyny było by ciekawsze..
-Okay.. Em...
-hm?-Podniosłem głowę i usłyszałem jakiś tekst o  głupocie balów od dziewczyny. Złapałem kontakt wzrokowy z Lou i przewróciłem oczami, dodatkowo wystawiłem lekko język. Prychnął cichutko ale szybko sie opanował.
<Loueh? Oioi?.>

czwartek, 25 maja 2017

od Daniela cd Louis`a

-Hej Daniel, wybacz że ci nie podam ręki ale  trochę boli -Podniosłem się na chwilę i pomachałem owiniętą łapą. Dalej patrzono na mnie mało przyjaźnie.
-Spokojnie, nie zrobię mu wiecej niż schody, sam jak widać  zostałem ofiarą morderczych stopni -Starałem się zażartować ale nic z tego. Dziewczyna o fioletowo różowych włosach zmarszczyła brwi i po chwili przedstawiła się.
-Jestem Quinlan -Kiwnęła mi głową .
-Miło poznać, jak mówiłem podam ci rękę przy okazji jak moja nie bedzie w stanie takim jak cały Lou..
-Lou?-Chłopak się zdziwił i lekko podniósł na mnie głowę. Słodka istotko czemu się dziwisz?
-No a jak?
-Louis-Dziewczyna wydawała się być jego prawnikiem.
-Lou bardziej pasuje -Puściłem mu oczko a on tylko odwrócił się w kierunku drzwi, ponownie. Za prawnikiem bruneta stała brunetka o ładnej twarzy (ach gdybym tylko wolał .. dobra nie ważne ) i chłopak którego parę razy widziałem na terenie akademii.
-Hej, Daniel jestem -Machnąłem zmasakrowanym łapskiem. Przysięgam Fria do końca tygodnia nie dostanie ani grama cukru..
-Erik i Zoey -Przedstawili się i kiwnęli głowami.
-Miło poznać, co tu taki dream team robi?-Zapytałem zaczepnie ale pojawiła się pielęgniarka.
-Jak stoisz to możesz równie dobrze wyjść -Spokojnie dotknęła mojego ramienia. Wywaliłem oczami i  popatrzyłem skrzywiony na kobietę.
-Nie idzi pani ze mamy ważne zgromadzenie ? Sprawa  agresywnych schodów jest grana, trzeba je będzie ukarać -Puściłem oczko Lousowi ale ten wydawał się być zmęczony moją obecnością.. Nie tak szybko piękna dupko mnie sie nie zbywa... Nie tak szybko przynajmniej..
-Won -Klepnęła mnie po ramieniu a ja jęknąłem.
-Nie ma pani serca..
-Mam dlatego dam ci przeciwbólowe -Podała mi dwie tabletki w zamkniętym opakowaniu. Popatrzyłem na nie.. Nic mnie już tu chyba nie trzyma .. A szkoda.
-No dobra, papa Quinlan, papa Zoey papa Erik i papa Lou! Pozostańcie bajeczni! -Wyszedłem skocznym krokiem, wtedy tyłek wyglądał najlepiej, nie liczył się ból w biodrze, liczyła się dupka!
<Lou?>

poniedziałek, 22 maja 2017

od Daniela cd Casey

Kiedy dziewczyna poszła męczyć się z psem błotnym a ja dostałem swoją porcję agresji od kochanego konika postanowiłem pójść na spacer. Jednak dawno tego nie robiłem a tęskniłem za wsią. Westchnąłem tylko i kiedy wmaszerowałem w linię drzew nabrałem głeboki oddech. Wszystko wydawało się takie ciche i piękne. Z zamyślenia wyrwał mnie głośny śmiech, podniosłem głowę. Co w lesie o tej porze robił by ktoś inny niż ja ? Czyli idiota z dupką niki minaj? Westchnąłem i zabrałem swoje trzęsące się pośladki jak najdalej od miejsca z którego dobiegał śmiech, nie było mi do śmieszkowania. Wygrzebałem telefon z kieszeni i wybrałem numer.
-Halo?
-Hej, Gabe to ja
-Miałeś nie dzwonić -Gabe byłem wystraszony.
-Wiem ale .. Kurde  szkoda mi tego jak się wszystko skończyło, serio nikt chyba nie chciał by być nakryty na dzikim.. -Zacząłem ale przerwał mi.
-Zamknij się, przez ciebie wyląduje w zakonie -Prychnął.
-Wiem że to lubisz, zawsze to lubiłeś, tak czy siak, tęsknie, jakkolwiek wbrew naszej zasady to brzmi-Mruknąłem mu do słuchawki i starałem się utrzymać jakkolwiek rozmowę, był mi on jednak bliski, pierwszego chłopaka ciężko zapomnieć.
-Ja, Dani wiesz że mnie zabiją jak usłyszą że z tobą gadam -Jęknął cicho zmartwiony.
-Wiem ale .. Choleta tu wszystko jest takie nowe, nie masz pojecia jak bardzo tęsknie za jakimś.. kimś do przytulenia nawet -Czułem jak w gardle rośnie mi gula.
-Nie płącz, błagam nie płacz wiesz jak tego nie lubię
-Wiem, przepraszam , nie będe się już odzywać, przepraszam -Chciałem się rozłączyć.
-Pamiętajmy się dobrze ale niestety rozumiesz -Westchnął.
-Tak, powodzenia w życiu
-Powodzenia w życiu pamiętaj że ktoś cię kocha -Zaśmiał się i rozłączył. Patrzyłem tępo na telefon w ręku, miałem ochotę nim cisnąć o drzewo. Kurwa, czemu wszystko zepsułem ? Wróciłem do pokoju załamany. Usiadłem na parapecie i wywiesiłem nogi za okno. Dupa. Dupa , wielka dupa. Uderzyłem czołem o framugę i czułem jak pod powiekami zbierają się łzy. DUPA. Czułem że jak z kimś nie pogadam to coś sobie albo komuś zrobię , stopy zaprowadziły mnie do pokoju Casey. Zapukałem.
<DZIewczyno XD?>

od Daniela cd Louisa

Dzień zaczął się dupnie, Louis gdzieś poszedł a ja nie wiedziałem gdzie się podziać. Lekcje spędziłem na mazaniu po kartce i patrzeniu w sufit. Westchnąłem i popatrzyłem na zegar, jakim cudem godzina lekcyjna trwa dwa lata? Westchnąłem jeszcze głośniej.
-Co panu nie pasuje ?-Nauczycielka wyraźnie słyszała moje jęki.
-No ja się tu marnuje -Rozłożyłem ręce i zjechałem po ławce .
-Proszę się wyprostować bo będzie pan miał zepsuty kręgosłup.
-Wszyscy umrzemy -Jęknąłem głośniej.
-PANIE HOWLER
-A co pani nie umrze ? Pani będzie pierwsza w kolejce -Prychnąłem i nagle moje piekło zakończył dzwonek.
-Ma pan szlaban , proszę się do mnie jutro zgłosić.
-Oczywiście, już zadzieram kiecę i lecę -Burknąłem i poszedłem się przebrać na jazdę. Założyłem piękne spodnie z nadzieją że ktoś popatrzy sobie na piękne półkule bogów. Może tym kimś być Louis, nie będę miał czegoś przeciwko. Gapienie się jest dozwolone, szczególnie na mnie. Wmaszerowałem do stajni i usłyszałem że grupa Drugiego w szkole co do piękna pośladków pojechała w teren. Westchnąłem tylko i osiodłałem Frię. Dzisiaj wyjątkowo miała nastroje. Dzisiaj dostałem wgnieciony w bok boksu i musiałem jej dać po tyłku żeby się wydostać. Mała cholera następnie złapała mnie zębami i  zrobiła mi duże bubu na biodrze. Super. Kiedy udało mi się wydostac z osiodłaną klaczą z boksu ona postanowiła że dzisiaj nie wsiadam. Poprosiłem trenera o przytrzymanie idiotki i.. Koń nagle przypadkiem wraz ze mną na plecach poleciał w tył. Jęknąłem kiedy ciało przygniotło mnie do ziemi. Ponownie zebrałem sie z ziemi i starałem wsiąść na kobyłę , kiedy odniosłem sukces i rozpoczęła się jazda wszytsko wydawało się już układać. WYDAWAŁO. NIK się kurna nie spodziewa hiszpańskiej inkwizycji i nastroju kobity. Pojechałem na przeszkodę ale pokonałem ją sam bez konia. Kobyła zahamowała niczym kubica na zakręcie i wyleciałem z siodła, dodatkowo przejechałem dłonią po jakimś gwoździu. Jęknąłem i starałem sie podnieść. Niestety wcześniejsze magiczne urazy spowodowały że siedziałem na ziemi i miałem ochotę wezwać lucyfera alby ten odebrał swój pomiot. Po chwili pojawił się obok mnie trener i zostałem wysłany do higienistki, bo ona mi pomoże.
-Proszę wstać idziemy do..
-SAM SE WSTAWAJ, Jak wstaniecie mnie na siłę to obiecuje , dam was jej na pożarcie -Warknąłem i padłem plackiem na ziemi. Oddychamy Daniel.
-Ona jest niebezpieczna -Zaczął trener.
-MA nastroje
-Nastroje to masz ty ona jest niebezpieczna trzeba będzie wezwać komisje (OD dzisiaj komisja sprawdza konia cii)
-Błagam nie -Pisnąłem z ziemi. Patrzyłem jak zbliża się pomoc aby mnie transportować na salę lekarska, popatrzyłem w niebo i miałem ochotę sobie strzelić w twarz. Popatrzyłem na rękę która zaczynałą coraz mocniej pulsować i boleć. Leżała sobie obok mnie w kałuży zakrwawionego piasku. Najlepiej.  Po paru nieudanych próbach zostałem dostarczony do gabinetu. zostawili mnie na wolnym łóżku i wyszli. Jeden z facetów specjalnie zmacał mój tyłek, zbok. Przyszła pielęgniarka i westchnęła.
-Znów?
-Takie moje szczęście, może najpierw ręka? Bo reszta mi za chwile minie -Uśmiechnąłem się a kobieta przewróciła oczami.
-Drugi dzisiaj, jeden pobity i pokaleczony, ciebie bije koń naprawdę -Mruknęła a ja cierpliwie pozwoliłem się opatrzyć. Kiedy sobie poszła podniosłem głowę na pomieszczenie. Na łóżku po drugiej stronie pokoju leżał.. Louis? Podniosłem się mocno obolały i powolnym krokiem ruszyłem do chłopaka. Miał obite .. wszystko.
-A ciebie co dopadło? Napewno nie mój koń -Usiadłem a materac ugiął się pod moim ciężarem.
<Louis?.>

poniedziałek, 15 maja 2017

od Daniel`a cd Louis`a

Patrzyłem na rysunek i miałem ochotę się śmiać i płakać, no Fria jak nic. Koń kopiący, skaczący albo dumny z siebie.
-Jest bardzo ładne, umiesz rysować -Uśmiechnąłem się lekko do chłopaka który momentalnie spalił buraka.
-Nic takiego -Machnął ręką.
-Naprawdę, sam maluje i widzę wprawioną rękę -Przekrzywiłem głowę i po raz ostatni patrzyłem na szkic bo ekran zgasł.
-Malujesz?
-Bardziej krajobrazy albo katy, nie lubię malowania zwierząt, wolę ludzi albo naturę -Mruknąłem patrząc po pokoju. Był.. Odzwierciedlał chłopaka w dużym stopniu, książki równo poukładane na półce ale parę bluzek leżących poza szafą. Widać do kogo należał.
-Wiec, chciałeś pogadać?-Louis zmienił szybko temat. Wróciłem wzrokiem do jego twarzy i posłałem mu uśmiech.
-Tak, nie znam tu ludzi a ty wydawałeś się spoko, wiesz no.. O ile spoko może być nowo poznana osoba która widzi kogoś w kompromitującej sytuacji -Mruknąłem i usiadłem na krześle chłopaka. Momentalnie pojawił się pies, szczeniak bardziej. Położył mi łapę na kolanie i widać było że  domaga się miłości.
-Witaj przyjazna istoto, czy pragniesz drapania za uchem ?-Zapytałem psa i z szerokim uśmiechem zanurzyłem palce w jego krótkim futerku.
-Clarissa, przepraszam, jest .. Lubi cię -Uśmiechnął się delikatnie.
-Mnie wszyscy poza własnym koniem lubią -Prychnąłem .
-Ona, jest .. Trochę dzika -Przyznał chłopak.
-Takie moje szczęście ale jak już się zepnie to dobrze pracuje- Przesunąłem ręke w kierunku odwrotnym do rośnięcia włosa i pysk suni zapełnił się zmarszczkami,
-Oj a kto to jest taki zmarszczony? -Mruknąłem i puściłem skórę psa. Louis patrzył na mnie z lekkim uśmiechem z boku.
-Mam jeszcze dwa szczeniaki -Powiedział spokojnie.
-Oooo Szczeniaczki! Co  ty tu jeszcze hodujesz? - Podniosłem na niego głowę i ciekawie rozejrzałem się po pokoju, oczekiwałem że jakiś pająk wyskoczy zaraz zza szafki.
-fenka i dwa koty -Mruknął lekko speszony.
-Nooo takie troszkę zoo -Zauważyłem z szerokim uśmiechem i w chwili nieuwagi dostałem soczystego buziaka od suni. Odsunąłem twarz i przejechałem rękawem po policzku.
-Romantycznie nie ma co, ale nie całuję się na pierwszej randce, sorki skarbie -Pchnąłem jej nos palcem a ona poszła do swojego pana po porcję pieszczot.
-A ty?-Zapytał po chwili.
-Mam tylko Frie, nie znosi innych istot wiec posiadanie psa, kota albo nawet myszy by ją uraziło -Wzruszyłem ramionami znudzony.
-A chciał byś? -Momentalnie się zaciekawił.
-W domu na wsi miałem parę psów i kotów do tego najwspanialsze na świecie świnki morskie -Westchnąłem. Wygrzebałem telefon z kieszeni spodni i pokazałem mu zdjecie psów.
- To moje stadko, duże bo duże ale część psów do nas sama przyszła -Pokazałem palcem na owczarka.
-Berni  został oddany bo szczekał, labladory, Tenis i Football były problemem, ten w typie collie, Amanda do nas przyszedł, ten, wyglądający jak wilczak albo inne psie serduszko został kupiony, nazywa się Arnold, golden to stary pies którego nikt nie chciał, nazywa się brutus a west i ten cały siwy , Meme i Mimi to psy oddane po śmierci właściciela -Skończyłem wymienianie.
-wow, czemu ich nie zabrałeś ?-Zapytał po chwili Louis.
-Musiałem dość szybko wyjechać więc nie dało rady, no bywa, mogę zawsze do ciebie wpadać po miłość co ?-Zaśmiałem się lekko.
<louis ?>

sobota, 13 maja 2017

od Daniela cd Casey

-NO co? To śmieszne, masz konia który cię nienawidzi -Puściła mi oczko.
-To.. Nie tak że ona mnie nienawidzi.. Ona wszystkich nienawidzi, ona po prostu jest suką- Westchnąłem załamany i raz jeszcze popatrzyłem na swoją dłoń. No nie ma to jak idealny koń. Ech.. chciał bym mieć konia który chociaż trochę mnie lubi. Zwiesiłem lekko głowę ale szybko opanowałem jakieś emocje, tu są ludzie.
-No tak, jej wina -Prychnęła dziewczyna. Zacisnąłem usta w kaczy dzióbek i uniosłem brew , do tego wypchnąłem biodro i oparłem na nim dłoń. Pozycję tą mój były nazywał pozycją małego sassy Daniela i to było to do czego dążyłem.
-Mówisz?
Dziewczyna uniosła brwi i patrzyła na mnie zaskoczona, dodatkowo wydawała się rozbawiona ale cii.
-Mówię, a co? Nie prawda? Masz dziwnego konia -Pokazała mi swoje idealne białe ząbki.
-Skarbie! -Pogroziłem jej lekko palcem i kontynuowałem.
-Koń jest taki bo jest po jeszcze gorszych rodzicach , no i nie była od małego moja, nie wiem co z nią przez rok było - Skończyłem i oparłem dłoń na płocie za mną. Casey patrzyła na mnie ... Jak na idiotę którym pewno byłem ale to co innego.
-Ale nadal, coś może jej dolega?-Zapytała spokojniej.
-Ta.. Dziwkowatość pospolita -Puściłem jej oczko.
-Czy ty do mnie zarywasz?
-Śniła byś, nawet jak bym wolał waginy to ..- Zamarłem z otwartymi ustami. Cholera nie znałem jej , mogła się domyślać ale nie wolno.. Przecież nie znam tutejszego podejścia do takich jak ja. Patrzyłem na nią przestraszony. Zjebałem.
-Praca domowa wzywa -Dość szybko odmaszerowałem zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, Chryste panie, nigdy się nie uczę?  Do pokoju dobiegłem. Zatrzasnąłem drzwi i powoli zjechałem po nich do pozycji siedzącej.
<Casey XD?>

czwartek, 11 maja 2017

od Daniela cd Casey

Podszedłem do boksu Fri.. Momentalnie usłyszałem warknięcie (takie no ) i głośne tupnięcie kopytem. Księżniczka.. Dziewczyna z którą gadałem wyszła na padok. Zazdroszczę jej tego że bez problemu może mieć psa z koniem.. I konia z człowiekiem. Taa. Koń o miłym nastawieniu to coś małe realnego dla mnie. Westchnąłem i poklepałem kobyłę po boku. W zamian dostałem ogonem. Dobra nie będę się czulił na siłę. Wymaszerowałem z stajni w kierunku padoku. Wszystko tutaj wydawało się takie, nierealne? Było za ładnie, przywykłem do brudu i agresji . Nieopodal , bo aż pod myjką stała moja znajoma, najlepsza psiapsi , towarzyszka niedoli Casey. Zajmowała się myciem konia. Zwierze spokojnie stało i dawało się dotykać i czyścić..
-Zazdroszczę ci trochę -Podszedłem i usiadłem na murku. Podniosła na mnie głowę i uśmiechnęła się lekko.
- Wyglądu?
- Tutaj to wygrywam, chodzi o konia.. No i to że nie chce cie zabić w każdym momencie -Uśmiechnąłem się i zacząłem machać nogami w powietrzu. To dziecinne , zazdrościłem komuś takiego czegoś, powinienem się cieszyć tym że tu trafiłem.
- No wiesz.. On też nie jest święty, miewa swoje napady, ostatnio na zawodach mi tak pięknie koziołkował -Westchnęła  powoli szorując gniadego.
- NO wiesz.. Nie to że się chwalę ale ja ostatnio skończyłem z trawą w ustach bo wbiegliśmy przypadkowo na drzewo -Prychnąłem i obserwowałem jej reakcję. Powoli zamarła i odwróciła się do mnie. Uniosła jedną brew .
-Serio?
-Takie uroki posiadania kobiety -Westchnąłem.
-Ej, kobiety takie nie są -Machnęła w moim kierunku gąbką i pogroziła mi ją. Przekrzywiłem głowę i pokazałem jej język.
-Mów co chcesz, ale mam swoje zdanie , nic nie poradzę -Uniosłem ręce w goście niewiedzy i nagle oberwałem gąbką w pierś. Jako że puściłem przed chwilą murek to poleciałem do tyłu. Ten nagły atak zaskoczył mnie..  Wylądowałem na plecach z nogami opartymi na murku. Zamarłem i wybuchłem śmiechem.
-Poddaje się biała flaga! -Krzyknąłem i starałem się podnieść.
<Casey ?>

wtorek, 9 maja 2017

od Daniela do Casey

Głośny brutalny dźwięk zaatakował moje biedne uszy. Budzik, ktokolwiek wynalazł ten pomiot szatana jest gorszy od Hitlera i mojego konia w jednym... Hitler na Frii... Para idealna.. Wyturlałem się na podłogę i cicho jęknąłem.Nienawidzę w.. Jaki mamy dziś dzień tygodnia? Wtorek , nienawidzę wtorków ! Po chwili podniosłem się i i poszedłem myc, poranna toaleta to podstawa, czy coś. Wyszedłem na korytarz... Nikogo nie było, czy wszyscy już byli na śniadaniu? Westchnąłem i powoli dotarłem do stołówki. Wszystkie miejsca zajęte.. Super. Nabrałem jedzenia i stanąłem patrząc po stolikach. Chcę usiąść z kupą mięśni? A może plastik? Ooo proszę, fioletowe włosy, orginalność.... Westchnąłem.. Dziewczyna o średnio długich blond włosach wydawała się być odpowiednio normalna.. Podszedłem do stolika przy którym siedziała razem z znajomymi.
-Można?-Zapytałem wskazując krzesło.
-No nie wiem.. -Uśmiechnęła sie zaczepnie.
-Skarbie, to krzesło będzie pobłogosławione jak na nim spocznę-Prychnąłem.
-Nie jestem twoim skarbem-Mruknęła i napiła się herbaty.
-Wybacz kochanie -Posłałem jej szeroko wyszczerzony uśmiech.
-Spadaj -Prychnęła.
-Coś czuję że się dogadamy. Daniel jestem -Wgryzłem się w kanapkę.
-Casey-Kiwnęła głową.
-Miło poznać, ładny kolorek..-Kiwnąłem w kierunku jej włosów.
-Dzięki, twoje też nie są złe-Mrugnęła
-Wiadomo, farbowane najlepsze, nasz umysł sam się nie poddał wiec się maskujemy -Mruknąłem z nad kanapki. Słyszałem kiedyś powiedzonko że jak blondynka ma odrosty to umysł walczy.. 
Dziewczyna tylko prychnęła wypluwając trochę herbaty do kubeczka.
<Casey?>

niedziela, 7 maja 2017

od Daniel`a cd Louis`a

Fria byłą zła, była zła bo znalazła się w nowym miejscu, była zła bo dookoła niej kręciły się osoby i konie i jakieś inne niewinne istotki. A kiedy ona jest zła daje o tym znać. Starałem się ją ogarnąć na treningu, cokolwiek zrobić. Niestety uparta kobyła po paru baranach wleciała w drzewo i tak oto moja piękna twarz spotkała się z ziemią i podarowała jej piękny soczysty pocałunek. Wyplułem trawę z ust i przeturlałem się na plecy. Głupi koń. Osoba która obok mnie ukucnęła wydawała się zmartwiona. Chłopak, dosyć przystojny zapytał mnie czy wszytsko okay...
-Wygląda jak by było? Tak okay, po prostu kobita ma swoje nastroje -Prychnąłem i skorzystałem z pomocnej dłoni którą do mnie wyciągnął.
-Wyglądało na bolesny upadek-Przyjrzał mi się niepewnie.
-Wszystko okay, dzięki.. Kojarzę cie -Chciałem gadać dalej ale pomiot szatana zbliżał się dużymi krokami. Wyminąłem chłopaka i złapałem wodze..
-Idiotka-Mruknąłem w pysk klaczy która odpowiedziała skuleniem uszu i tupnieciem. Westchnąłem i trzymałem ją jak najdalej od nowo poznanej osoby, nie chciałem żeby stracił ramię , albo jeden ze swoich pośladków... Które nawiasem mówiąc .. Były nawet ładne, nie mogły konkurować z moimi pięknymi maszynami do twerkowania ale nie powiem że nie, odgryzienie takiej pół kuli było by stratą dla ludzkości.
-To twój koń?-Uśmiechnął się i stał na odległość.
-Ta.. Wredna istota, nie radzę podchodzić  ani samemu ani z jakimiś istotami jeśli chcesz żeby żyły -Uśmiechnąłem się. Patrzył na mnie zaskoczony ale pokiwał głową.
-Jestem Daniel przy okazji.. Nie podam ci teraz ręki , wybacz ale mogę to zrobić potem -Uśmiechnąłem się.
-Louis, miło poznać, przyjmę uścisk bez maszyny do mordowania nad twoim ramieniem -Uśmiechnął sie zaczepnie .
-Dobra, wracam, bo z nią dzisiaj nic nie da rady zrobić... Chcesz się potem zgadać? Nie znam tutaj nikogo.. No poza tobą i chciałem mieć z kim pogadać - Zaoferowałem mu swoją obecność któa nie okłamujmy się była błogosławieństwem...
<Louis XD?>

piątek, 5 maja 2017

od Daniel`a

Wystawiłem głowę z pociągu, no to teraz taksi i będę w domu. Matka wysłała mnie tu bo na wsi dowiedzieli sie o.. ekhmmm mojej gejozie? Jak by tego nie było widać od zawsze. Nie okłamujmy się, widzieliście kiedyś hetero faceta z takim tyłeczkiem? No właśnie, nie. Koń jechał przyczepą z daleka. Oj coś czuję że następne 3 treningi spędzę na barankach. Fria nienawidzi przenosin i obcych miejsc. Zaciągnąłem walizkę do postoju taksówek.
-witam, można ?-Starałem się uśmiechnąć pomimo braku entuzjazmu ze strony kierowcy.
-Można.. Gdzie?-Zapytał burkliwie i władował moją walizkę na tył.
-Morgan University -Westchnąłem.
-Będzie drogo bo daleko.
-Mam inną opcje?
-Nie-Uśmiechnął się na swój starczy wredny sposób i ruszył. Patrzyłem przez okno i starałem się nie zamordować kierowcy za puszczanie discopolo. Najgorszy rodzaj ludzi tego słucha. Zero smaku. Uderzyłem głową o szybę. Ile jeszcze, przecież mi zaraz mózg wypłynie uchem.
-Zcisz pan -Poprosiłem..
-Nie
-Ja płace ja wymagam -Warknąłem.
-Ja kieruje ja wybieram -Odgryzł się i podkręcił głośność . Jęknąłem i ponownie walnąłem ryjkiem o okno. Za co.. Za co. Kiedy moja godzina w piekle dobiegła końca i zapłaciłem burakowi wcześniej specjalnie wymiotując mu na tylne siedzenie zabrałem walizki i podniosłem głowę na budynek. Piękne miejsce, nie ma co.
-Hej! Gdzie jest jakaś kadra?-Zapytałem pierwszą lepszą osobę.
<ktosiu ?>