Nawet nie zorientowałem się kiedy osobnik wyszedł. Moje istnienie w tej chwili nie stanowiło jednej całości, rozpływałem się na łóżku z pizzą w ustach i obserwowałem sufit który wydawał się błyszczeć bielą. Zabawne, nigdy n ie obserwowałem sufitu ale teraz dotarło do mnie jaki czysty był.. to uspakajało.. Przymknąłem oczy mrucząc cicho do siebie jaką mało konkretną melodię i przełknąłem kolejny kęs. Westchnąłem i przeniosłem dłonie pod głowę, może by tak sobie puścić muzykę? Na oślep poklepałem za telefonem który powinien być na moim łóżku, niestety.. nie było go tam, momentalnie otrzeźwiałem i podniosłem się aby go znaleźć. Niestety nigdzie go nie było.. muszę do siebie zadzwonić to go usłyszę..
-Zaraz, jak mam zadzwonić ? -Wymamrotałem do siebie na głos i westchnąłem, nie mam jak oczywiście. Powoli opuściłem pokój w poszukiwaniu kogoś z telefonem i odrobiną empatii. Kiedy udało mi się pokonać barierę drzwi znalazłem się ponownie brudnym zniszczonym świecie, jebać wszystko i do przodu ! Powoli ruszyłem w nie określonym kierunku, może gdzieś lezy i na mnie czeka? Kiedy jednak po spacerze w okolicy nadal go nie znalazłem ruszyłem na kolejne piętro, ostatnia osoba która była u mnie to Yuu, wiec i on mógł mój telefon zabrać, pewno chciał wydobyć kompromitujące mnie materiały.. jokes on him bo moje całe istnienie było kompromitującym materiałem ! Pod drzwiami tkwił jakiś facet w garniaku i nerwowo pukał w nie.. Podszedłem mrużąc oczy i stanąłem obok, to chyba ten sam zjeb co mnie zdjął z barka parę dni temu. Przystanąłem i patrzyłem na niego zaczepnie .
-Co się gapisz? -Warknął i ponownie uderzył w drzwi.
-Nie wydaje mi się ,że Yuu chce cię widzieć -Powiedziałem o dziwo spokojnie jak na moją osobę.
-A co ty możesz wiedzieć o moim synu ? Zjarany w 3 dupy i jeszcze się starasz odzywać, zabieraj te 3 komórki które ci zostały i wypierdalaj w podskokach. Irytował mnie, pomimo spokoju jaki miałem w sobie po jaraniu czułem że mnie irytuje.
-Spierdalaj gościu mam tu biznes -Warknąłem i wsunąłem się tak ,ze teraz ja uderzałem w drzwi pięścią. Pociągniecie w tył za koszulkę zbiło mnie z tropu ale usłyszałem wtedy dźwięk dartego materiału, powoli jak by w zwolnionym tempie przeniosłem wzrok na osobnika i koszulkę która miała naderwany rękaw. Świat nabrał nagle barwy czerwieni, nikt kurwa nie będzie mi niszczył ubrań, nikt. Nie pamiętam kiedy ale nagle moje pięści znalazły się na jego twarzy i po staremu napierdalałem się z kimś na korytarzu akademika. Dopiero po chwili poczułem jak ktoś mnie odciąga od osobnika i nagle zamyka za nami drzwi. Powoli odzyskałem powiedzmy ,że mentalną przytomność i rozejrzałem się. Nade mną stał Yuu.
-Co ty odpierdalasz?
-On zaczął, popruł mi koszulkę -Burknąłem i podniosłem się z pozycji pół siedzącej do pozycji stojącej. Lustro wiszące na drzwiach ukazało marność mojej twarzy, z wargi ciekła mi krew, miałem rozwalony łuk brwiowy i zdecydowanie będę miał limo pod okiem. Sięgnąłem dłonią do twarzy i lekko zebrałem krew na palce podnosząc je do oczu, to ja, obraz nędzy i rozpaczy.. Pokręciłem głową i nie zwracałem uwagi na .. czemu on był zmartwiony?
-Chyba twój ojciec właśnie poszedł -Burknąłem w kierunku drzwi słysząc oddalające się przekleństwa. Kiwnął głowa i odwrócił się.
-Masz mój telefon -Dopiero po chwili przypomniałem sobie po co tu się pofatygowałem.
-Co? -Wyraźnie zbiłem go z tropu.
-Musiałeś go zabrać, oddaj -Wystawiłem rękę przed siebie.
-Nie mam twojego.. -Zamarł kiedy dotknął obu kieszeni naraz, wyciągnął moje ubrane w czarną obudowę urządzenie dzwoniące i zrobił raczej zaszokowaną minę.
-Złodziej -Sarknąłem i wyjąłem telefon z ręki.
-Nawwt nie wiedziałem ,ze go mam-Sarknął.
-Oczywiście, pojebańcu chciałeś po prostu wyciągną.c brudy na mnie, ale wiesz co? Mojej reputacji bardziej już nie zjebiesz, jest wystarczająco zjebana przez samo moje istnienie -Warknąłem i ruszyłem do drzwi. Przekręciłem klucz i zamarłem kiedy w ręku został mi sam uchwyt.. Czy ja właśnie złamałem klucz? JA JEBIE.
<Yuu ? przepraszam że krótkie ale się zbieram do pracy w weekend i umieram>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oli. Pokaż wszystkie posty
piątek, 17 sierpnia 2018
niedziela, 12 sierpnia 2018
od Oliego cd Yuu
Powoli przestawałem znosić kolejne dni w tym miejscu, niby wakacje ale ludzie upierdliwi jak zwykle, ten idiota nie właził mi zbytnio w drogę ale zdarzyło nam się spotkać wzrokiem na dziedzińcu. Nie dochodziło do konfrontacji co mi szczerze nie przeszkadzało. Jako jedyny chyba Yuu zdecydował się nie wchodzić mi w drogę co przyjmowałem do serca i robiłem to samo. Po prostu starałem się mieć go w dupie. Co było ciężkie kiedy zachowywał się jak największy idiota na świecie, jego laska cały czas piszczała i wyraźnie dawała do zrozumienia całemu światu jaka ona jest zabawna. Jego laska.. Nawet nie byłem pewien czy ze sobą są bo on jednak miał być homo ale może znalazł sobie brodę? Nie należała do ładnych, dość typowa w swojej urodzie blondynka z masą podkładu na twarzy, kiedyś widziałem jak spadła z konia i zjechała twarzą po czapraku.. czaprak przestał być biały a ja nie mogłem wyjść z podziwu .. straciła by pewno z 2 kg gdyby to z siebie wszystko zmyła. Dodatkowo miała moim zdaniem nosowy głos który chyba przyprawił by mnie o mdłości gdybym musiał go słuchać dłużej niż musiałem przechodząc obok jej osoby. Powoli skierowałem się na stołówkę na której czekał na mnie obiad, miałem w planach zapalić co nieco wieczorem a na pusty żołądek ciężko się to potem znosiło, szczególnie ,że często miewałem gastro fazy. Nałożyłem sobie na talerz solidną porcję zapiekanych ziemniaków i fasolki po czym ruszyłem do garnka w którym pachniał pięknie wyglądający gulasz. Wyłowiłem parę kawałków mięsa i trochę gęstego brązowego sosu po czym ruszyłem do stolika który zdążyłem już ochrzcić moim . Przyłożyłem porcję do ust i podmuchałem czując ciepło które od niej biło. Wykorzystałem ten moment i przejechałem wzrokiem po tłumie ludzi który siedział przy stołach, zatrzymało mnie spojrzenie które wyraźnie na mnie wisiało. Yuu patrzył na mnie nieprzytomnie z zamyśloną miną. A temu ćwokowi o co biega? Pokręciłem głową i wróciłem do jedzenie czyszcząc talerz w zaskakującym czasie. Jak tak dalej pójdzie to wrócę do mojej przed wakacyjnej wagi w dwa tygodnie i nie będę wyglądał już jak więzień w obozie pracy na początku swojej kariery.Wepchnąłem ostatnią porcję fasolki w policzki i szybko opuściłem pomieszczenie bo pojawiało się w nim coraz więcej ludzi, co to oznaczało? Pustki w lesie. Wróciłem do siebie i szybko zwinąłem blunta którego schowałem do paczki papierosów wraz z zapalniczką. Wsunąłem moje przybory do kieszeni i ruszyłem szybko w kierunku upragnionego odprężenia. Jeziorko obok lasu wzywało obietnicą ratunku w razie kolejnego pożaru więc usadowiłem się na podeście . Wsunąłem obletkowaną trawę pomiędzy wargi i podpaliłem wypełniając moje płuca przyjemnym dymem.Wypuściłem go o chwili i kontynuowałem palenie aż w palcach został mi tylko resztki. Moje ciało przyjemnie się wyluzowało i parę napiętych mięśni pościło. Mruknąłem jak by sam do siebie i z lekkim uśmiechem na ustach ruszyłem w drogę powrotną. Niestety nie było mi dane wrócić spokojnie, na polance leżał Yuu . Czemu on leży? Czemu jego koń się pasie obok? Spadł? Nie widzę nigdzie krwi.. Kiedy znalazłem się bliżej dostrzegłem na jego ustach uśmiech. Czyżby spowodowany oddzieleniem od tapeciary?
- No proszę, nie wiedziałem, że szanowny pan Miyamato umie się uśmiechać - Sarknąłem podchodząc bliżej i zachwycony patrzyłem jak uśmiech szybko opuszcza jego wargi.
- Jesteś żałosny. Naprawdę nie rozumiem jak-
- Nie teraz ja mówię.-Zatrzymałem go w pół słowa, Był zjebanym dupkiem i nie zasługiwał nawet na dojście do słowa.
-Jesteś z siebie dumny? Jebany pedale? Cały czas mi robisz jakieś jebane problemy , i po chuj się a mnie japisz na stołówce co? guza brakuje?
- Słuchaj, ty... Nie obchodzi mnie twoje zdanie, ale przerwałeś mi spokojną chwilę. z takimi debilami jak ty w akademiku, w Morgan trudno o nieco umysłowego relaksu, nie sądzisz?- Zamarłem, no racja..
- Nie odpowiadaj, bo przesilisz swój móżdżek. Nie jesteś przyzwyczajony do myślenia, co? Hmm? Mowę ci odjęło? A może twój mózg w końcu wybuchł, nie dał rady wytrzymać z twoim debilizmem wrodzonym?- Mój mózg postanowił w tym momencie odpłynąć i jakkolwiek bym chciał po po prostu nie byłem w stanie przyswoić słów osobnika na którego patrzyłem. Zalety trawy prawda?
- Nie masz mi nic do powiedzenia? No tak, mogłem się tego spodziewać. W takim razie, z łaski swojej, wytłumacz mi chociaż, co tu robisz... - jełopie.
Co miałem powiedzieć ? Przyszedłem się zjarać w 3 dupy żeby nie myśleć o tym co mnie otacza? Czy może powinienem mu od razu wypłakać się w rękaw. Prychnąłem cicho pod nosem .
-Słucham? -Przeniosłem wzrok na wyraźnie zirytowanego bruneta.
-Co mam ci powiedzieć pedale? Nie masz prawa ode mnie niczego wymagać, jestem lepszy od ciebie -Uśmiechnąłem się .
-Słucham? I czemu się tak bezczelnie szczerzysz co/ Dawno w... czekaj czy ty jesteś zjarany? -Podniósł się gwałtownie i podszedł bliżej, zdecydowanie za blisko dla wygody. Zmarszczyłem brwi ale moje przekrwione oczy nie wyglądały najlepiej nawet na co dzień a co dopiero teraz.
-Może? Nie twój biznes -Prychnąłem i zawróciłem w kierunku akademii.
-Ćpun ! -Rozległo sie za mną warknięcie.
-Chuj ci w dupę.. a nie zaraz tobie by to sprawiło przyjemność.. -Odpowiedziałem nie odwracając się i ruszyłem w kierunku budynków.. Przyjemne mrowienie w głowie mnie nie opuściło więc postanowiłem zamówić sobie coś do jedzenia, najbliższa pizzernia oferowała dowózkę więc po szybkim telefonie czekałem pod akademikiem z pieniędzmi w ręku na kierowcę.
Przyjechał po obiecanym pół godziny , dostał zapłatę i zniknął , niestety ponownie pojawił się osobnik o imieniu na Y. Jak Yetti. Na mój widok najpierw się zmarszczył ale potem odprężył? Złapał mnie pod ramię i szybko zaczął ciągnąć w głąb budynku.
-Czy mogę ci jakoś pomóc? Łapy przy sobie jeszcze coś od ciebie złapię -Warknąłem .
-Pomogłem ci tyle razy, odwdzięcz się raz, mój ojciec za mną idzie, twój pokój jest bliżej -Syknął . Ohhh cała jego biedna istota w moich rękach.. A pizza pachniała coraz bardziej kusząco. Westchnąłem i ruszyłem spokojnie w kierunku moich drzwi, zatrzymaliśmy się pod wejściem , podałem mu pizzę ze słowami.
-nie ruszaj jej -I wyciągnąłem klucz z kieszeni, po otwarciu drzwi Yuu dosłownie wleciał do mojego pokoju i odstawił tekturowe opakowanie na posiłek bogów na biurko. Zamknąłem pokój za sobą i odłożyłem klucze na ich miejce.
-Nie ruszaj niczego, masz siedzieć tam -wskazałem na krzesło przy biurku - i nic nie robić.
-Nie rozkazuj mi co? Ja jakoś ci pozwoliłem spać u mnie -Sarknął i usiadł na pufie.
Wypuściłem powietrze z płuc mocno zirytowany ale się już nie odzywałem, głód wygrywał. Sięgnąłem po pizzę i otworzyłem pudełko z uśmiechem na ustach, yess. Zapach salami zaatakował moje dziurki od nosa. na widok czarnych pomiotów z piekła zachciało mi się płakać, połowa mojej pizzy była pokryta oliwkami. Jęknąłem i zamknąłem klapkę.
-Wszystko ok? -Yuu podniósł na mnie wzrok z nad telefonu.
-Oliwki, -Burknąłem. Ponownie otworzyłem pudełko i wyjąłem kawałek bez czarnych pomiotów szatana.
-Zamówiłeś z oliwkami jak nie lubisz? Gratuluję geniuszu- Westchnął. Burknąłem i wgryzłem się w dobry kawałek.
-Chcesz połowę? I tak nie zjem z oliwkami a jest z salami dodatkowo -Zaproponowałem z dobroci duszy.
<Yuu? zatrute?>
- No proszę, nie wiedziałem, że szanowny pan Miyamato umie się uśmiechać - Sarknąłem podchodząc bliżej i zachwycony patrzyłem jak uśmiech szybko opuszcza jego wargi.
- Jesteś żałosny. Naprawdę nie rozumiem jak-
- Nie teraz ja mówię.-Zatrzymałem go w pół słowa, Był zjebanym dupkiem i nie zasługiwał nawet na dojście do słowa.
-Jesteś z siebie dumny? Jebany pedale? Cały czas mi robisz jakieś jebane problemy , i po chuj się a mnie japisz na stołówce co? guza brakuje?
- Słuchaj, ty... Nie obchodzi mnie twoje zdanie, ale przerwałeś mi spokojną chwilę. z takimi debilami jak ty w akademiku, w Morgan trudno o nieco umysłowego relaksu, nie sądzisz?- Zamarłem, no racja..
- Nie odpowiadaj, bo przesilisz swój móżdżek. Nie jesteś przyzwyczajony do myślenia, co? Hmm? Mowę ci odjęło? A może twój mózg w końcu wybuchł, nie dał rady wytrzymać z twoim debilizmem wrodzonym?- Mój mózg postanowił w tym momencie odpłynąć i jakkolwiek bym chciał po po prostu nie byłem w stanie przyswoić słów osobnika na którego patrzyłem. Zalety trawy prawda?
- Nie masz mi nic do powiedzenia? No tak, mogłem się tego spodziewać. W takim razie, z łaski swojej, wytłumacz mi chociaż, co tu robisz... - jełopie.
Co miałem powiedzieć ? Przyszedłem się zjarać w 3 dupy żeby nie myśleć o tym co mnie otacza? Czy może powinienem mu od razu wypłakać się w rękaw. Prychnąłem cicho pod nosem .
-Słucham? -Przeniosłem wzrok na wyraźnie zirytowanego bruneta.
-Co mam ci powiedzieć pedale? Nie masz prawa ode mnie niczego wymagać, jestem lepszy od ciebie -Uśmiechnąłem się .
-Słucham? I czemu się tak bezczelnie szczerzysz co/ Dawno w... czekaj czy ty jesteś zjarany? -Podniósł się gwałtownie i podszedł bliżej, zdecydowanie za blisko dla wygody. Zmarszczyłem brwi ale moje przekrwione oczy nie wyglądały najlepiej nawet na co dzień a co dopiero teraz.
-Może? Nie twój biznes -Prychnąłem i zawróciłem w kierunku akademii.
-Ćpun ! -Rozległo sie za mną warknięcie.
-Chuj ci w dupę.. a nie zaraz tobie by to sprawiło przyjemność.. -Odpowiedziałem nie odwracając się i ruszyłem w kierunku budynków.. Przyjemne mrowienie w głowie mnie nie opuściło więc postanowiłem zamówić sobie coś do jedzenia, najbliższa pizzernia oferowała dowózkę więc po szybkim telefonie czekałem pod akademikiem z pieniędzmi w ręku na kierowcę.
Przyjechał po obiecanym pół godziny , dostał zapłatę i zniknął , niestety ponownie pojawił się osobnik o imieniu na Y. Jak Yetti. Na mój widok najpierw się zmarszczył ale potem odprężył? Złapał mnie pod ramię i szybko zaczął ciągnąć w głąb budynku.
-Czy mogę ci jakoś pomóc? Łapy przy sobie jeszcze coś od ciebie złapię -Warknąłem .
-Pomogłem ci tyle razy, odwdzięcz się raz, mój ojciec za mną idzie, twój pokój jest bliżej -Syknął . Ohhh cała jego biedna istota w moich rękach.. A pizza pachniała coraz bardziej kusząco. Westchnąłem i ruszyłem spokojnie w kierunku moich drzwi, zatrzymaliśmy się pod wejściem , podałem mu pizzę ze słowami.
-nie ruszaj jej -I wyciągnąłem klucz z kieszeni, po otwarciu drzwi Yuu dosłownie wleciał do mojego pokoju i odstawił tekturowe opakowanie na posiłek bogów na biurko. Zamknąłem pokój za sobą i odłożyłem klucze na ich miejce.
-Nie ruszaj niczego, masz siedzieć tam -wskazałem na krzesło przy biurku - i nic nie robić.
-Nie rozkazuj mi co? Ja jakoś ci pozwoliłem spać u mnie -Sarknął i usiadł na pufie.
Wypuściłem powietrze z płuc mocno zirytowany ale się już nie odzywałem, głód wygrywał. Sięgnąłem po pizzę i otworzyłem pudełko z uśmiechem na ustach, yess. Zapach salami zaatakował moje dziurki od nosa. na widok czarnych pomiotów z piekła zachciało mi się płakać, połowa mojej pizzy była pokryta oliwkami. Jęknąłem i zamknąłem klapkę.
-Wszystko ok? -Yuu podniósł na mnie wzrok z nad telefonu.
-Oliwki, -Burknąłem. Ponownie otworzyłem pudełko i wyjąłem kawałek bez czarnych pomiotów szatana.
-Zamówiłeś z oliwkami jak nie lubisz? Gratuluję geniuszu- Westchnął. Burknąłem i wgryzłem się w dobry kawałek.
-Chcesz połowę? I tak nie zjem z oliwkami a jest z salami dodatkowo -Zaproponowałem z dobroci duszy.
<Yuu? zatrute?>
sobota, 11 sierpnia 2018
Od Oliego cd Yuu
Przywykłem do budzenia się w nie znanych mi łóżkach ale zwykle nie miałem wtedy aż takiego kapcia w ustach i pustki w głowie.Nawet nie wiedziałem kiedy znalazłem się poza pokojem . Oparłem się o ścianę i przymknąłem oczy, spałem i to całkiem dobrze .. Pytanie tylko czemu w pokoju tego pedała? Chyba nic nie robiliśmy bo raczej bym... czuł? Pamięć nie bywa moją mocną stroną ale nie spałem z nim.. chyba? Nie byłem goły ani obolały więc wziąłem to jako potwierdzenie mojej myśli.Otworzyłem oczy i odetchnąłem zbierając się na marsz a raczej czołganie się w kierunku mojego pokoju. Miałem coś w stylu kaca? Zmęczenie odwodnienie i pozostałości narkotyku jednak dawały się we znaki. Westchnąłem i przełknąłem ślinę. O fuck.. chyba mocno balowałem bo smak wymiocin mocno zaległ w mojej jamie ustnej. Jakoś specjalnie mi się z mojego miejsca postoju nie śpieszyło ale nie wiedząc co ze sobą zrobić w końcu powoli ruszyłem. Po drodze zostałem zjechany z bara przez jakiegoś faceta który głośno za mną przeklął i szedł dalej. Jęknąłem łapiąc się ściany i starałem się iść dalej, podłoga nie zlewała się już aż tak bardzo ze ścianami ale nadal było grubo. Kiedy doczłapałem do siebie po 10 latach pierwsze co chciałem zrobić to spać.. pomimo tego ,że udało mi się przespać dużą cześć tej nocy to moje ciało chciało więcej.. nie dziwiłem mu się, ostatnio kiepsko szło mi spanie wiec nawet taka ilość snu była zbawienna.. Niestety moje ciało pomimo zmęczenia nadal domagało się czystości, posuwistym ruchem udałem się do łazienki i umyłem zęby pod prysznicem który powoli moczył moją osobę. Wyplułem pianę z ust i schowałem głowę szczoteczki w policzku , nabrałem na dłonie odrobinę mydła i szybko się ogarnąłem nie zwracając uwagi na kolejnego siniaka na moim ciele, ten chyba powstał w jakimś upadku? Tak czy siak, moje biodro było posiniaczone w piękny fioletowy odcień a moje nogi wyglądały tak jak bym grał zawodowo w paint ball-a. Pokręciłem sam na siebie głową i odgarnąłem włosy z oczu, odrosły mi przez wakacje i czekała mnie zdecydowanie wizyta u fryzjera albo.. jakiegoś innego magika od włosów. Wyszedłem odrobinę bardziej ,żywy z pod prysznica i poskładałem ubrania które z siebie zrzuciłem i włożyłem do kosza na pranie.. Będę musiał je niedługo zrobić nawiasem mówiąc bo powoli stosik rósł. Wygrzebałem się z łazienki i ubrałem w spodenki i koszulkę, po czym padłem na łóżko z nadzieją ,ze jeszcze uda mi się odrobinę pospać.. Matka natura była dla mnie wyjątkowo dobra bo usnąłem po 10 minutach bycia trupem na łóżku.
Śniłem po raz pierwszy ud dawna .. byłem w lesie, otaczał mnie dym. Panika w mojej głowie wzrastała kiedy coraz bardziej błądziłem pomiędzy gałęziami które stawały się coraz bardziej sine od dymu. Nabrałem powietrza ale niestety dusiło mnie ono, zaciskało powoli swoje chłodne palce na mojej szyi i oddalało od życia coraz bardziej. Nagły krzyk i uderzenie wybawiło moje ciało. Senne mary zostały przegonione przez.. Czemu ja śnie o Yuu? Ten pedał nawet w snach mnie nie zostawi? Miałem ochotę mu oddać ale moje senne ciało nie pozwalało mi się ruszyć, powoli stanął twarzą w twarz ze mną i się uśmiechnął.
-Jak zwykle ratuję ci dupę?
-Możesz mnie w nią pocałować -Sarknąłem czując jak kolejna fala złości się nasila.
-Jeśli tak nalegasz? -Zaśmiał się i wystawił w moim kierunku rękę, po chwili trzymał moją twarz w dłoni i oglądał z zaciekawieniem w oczach.
-Zostaw mnie -Nie mogłem się ruszyć. Szarpnąłem ciałem które ponownie odmawiało wykonać ruchu, czemu nawet we śnie muszę być zdany na czyjąś łaskę?. Pochylił się tak ,ze nasze nosy stykały się ze sobą.
-Nawet nie wiesz czego chcesz -Szepnął i .. Tutututtututut.. tu . tututututututut.. Zmarszczyłem brwi? Czemu.. W lesie dzwoni iPhone? Zmarszczyłem brwi i nagle .. to mój telefon
Podniosłem głowę mało przytomny i odebrałem połączenie przykładając telefon do ucha.
-Halo?- Raczej nie brzmiałem na wyspanego ale tyle przynajmniej.
-Gdzie ty jesteś? -Męski głos zagrzmiał w słuchawce.
-W pokoju? Śpię?
-Stary , kurwa zgadaliśmy się na towar na tę godzinę .. co do chuja? wystawiasz mnie teraz? - Fig warknął do słuchawki. Poderwałem się szybko z łóżka.
-Sory zmęczony jestem trochę wiesz.. imprezy -Kłamałem jak z nut.
-Z ile będziesz?
-Max 10 minut, już jadę, ile tym razem?
-150.. Robię ci zapasy bo mnie nie będzie w tym miesiącu, muszę zejść z widoku, ktoś się kręcił ostatnio.. trawa i tabletki -Burknął a ja podniosłem się do pozycji siedzącej.
-Ok.. zaraz będę.- Odłożyłem telefon na materac i podniosłem się w kierunku szafy, znalazłem ubrania które pasowały mi na ten dzień.. Czarne spodnie i zwykły biały t-shirt.. Nie ma co kombinować z ubieraniem się jak jadę tylko szybko na miasto. Zgarnąłem portfel i kluczyki do samochodu i telefon z łóżka i tyle mnie widzieli. Dopiero w drodze dotarło do mnie co mi się śniło, jakieś fazy po tabsach pewno. Kiedy dojechałem Fig już czekał spokojnie paląc papierosa. Podszedł do samochodu i wskoczył na miejsce obok kierowcy.
-Miło cię widzieć.. nie zaćpaj się tym wszystkim na raz bo to porządne zapasy.. -Podał mi papierową torebkę, otworzyłem ją i spokojnie obejrzałem zawartość, ładna porcja trawy i 10 niebieskich tabletek. Idealnie..
-Dzięki doceniam troskę -Wepchnąłem mu w dłoń pieniądze i czekałem aż przeliczy. Miał odpowiednią ilość a nawet trochę za dużo.. lubiłem mu zostawiać napiwki bo wiedziałem wtedy ,że mnie nie okłamie albo nie sprzeda mi żadnego szajsu. Kiwnął głową chowając pieniądze do kieszeni.
-Odezwę się jakoś za 2 tygodnie, jadę na wakacje gdzieś daleko -Mruknął spokojnie i wysiadł z samochodu na pierwszym lepszym rogu. Odprężyłem się dopiero na parkingu akademii. Mam kurwa idealną porcję na.. nie mówię ,że chcę się zaćpać ale .. kto by nie chciał? Przecież można by było odpłynąć bez cierpienia które może zadać inna śmierć tak? Nie będę się ciął jak jakieś głupie nastolatki których nie pokocha ich idol.. Prychnąłem na siebie wrzuciłem papierową torbę do plecaka po czym ruszyłem do siebie z plecakiem na ramieniu. Po drodze minęło mnie paru uczniów którzy już wrócili z wakacji i przygotowywali się do nowego roku szkolnego albo po prostu nie wiedzieli gdzie wyjechać. Ja w tym roku zostałem bo nie chciało mi się udawać idealnego synka przed ojcem który i tak się mnie wyrzekł odrobinkę.. Odrobinkę.. Z resztą co ja będę roztrząsał sprawy? Dostaję nadal hajs więc się nie wychylam już aż tak bardzo. Kiedy doczłapałem się do siebie rozpakowałem wszystko po pokoju i zerknąłem na godzinę, czas na kolację.. Znowu udało mi się ominąć obiad i śniadanie przez to ,ze nie miałem co ze sobą zrobić. Westchnąłem , jak tak dalej pójdzie to schudnę za bardzo i nawet siły nie będę miał, muszę jeść jednak.. Facet musi wyglądać tak? Nie mogę być szkieletem. Wyczłapałem z pokoju prostując się i ruszyłem na stołówkę, kolacja była tradycyjnie mało obleganym posiłkiem bo ludzie jednak zamawiali kolacje z miasteczka i siedzieli w pokojach albo imprezowali. Zgarnąłem na talerz parę kanapek i jajecznicę i ruszyłem do stolika. Otwarte okno obok kusiło obietnicą wieczornego wietrzyku. Podniosłem głowę na kobiecy pisk , do pomieszczenia wszedł.. Czy on naprawdę się pojawia tam gdzie ja? Yuu i jakaś laska która aktualnie pokazywała mu język.. Klasa sama w sobie. Zapchałem sobie usta porcją jajecznicy i popiłem zimnym sokiem.
-yuu Chcę to ! -Piskliwy głos zaatakował moje biedne uszy.
-HM... -Coś odpowiedział ale całe szczęście na tyle cicho ,ze nie musiałem się zmagać z jego głosem. Przełknąłem ostatni kęs jajecznicy i zdecydowałem się zabrać jeszcze parę kanapek na wynos, kto mnie tam wie.. zgłodnieje pewno. Ruszyłem w kierunku podświetlonego stołu który uginał się pod swoim dostatkiem... i tak zmniejszyli porcje które były podawane bo .. nie schodziły tak jak w roku szkolnym, złapałem parę kromek chleba i spokojnie oddałem się czynności zmiany ich w kanapki.
-Głodny?-Drwiący głos odezwał się obok mnie.
-Nie kurwa tak sobie lubię robić kanapki -Warknąłem nie podnosząc głowy z nad czynności.
-Zabawny jak zwykle -Sarknął Yuu i nałożył sobie pomidora na talerz który i tak uginał się już pod jedzeniem.
-Do usług.. A teraz spierdalaj.
-Należy mi się jakieś dziękuje nie sądzisz? Uratowałem ci twoją homofobiczną dupę już nie pierwszy raz..
-Spierdalaj, dziękuję - Uśmiechnąłem się wrednie w jego kierunku i odwróciłem się ruszając w kierunku wyjścia.
<Yuu? umm.. szybki ten odpis jakoś dziwnie?>
ps. kurcze dawno tyle nie napisałam.. brawo dla mnie !
Śniłem po raz pierwszy ud dawna .. byłem w lesie, otaczał mnie dym. Panika w mojej głowie wzrastała kiedy coraz bardziej błądziłem pomiędzy gałęziami które stawały się coraz bardziej sine od dymu. Nabrałem powietrza ale niestety dusiło mnie ono, zaciskało powoli swoje chłodne palce na mojej szyi i oddalało od życia coraz bardziej. Nagły krzyk i uderzenie wybawiło moje ciało. Senne mary zostały przegonione przez.. Czemu ja śnie o Yuu? Ten pedał nawet w snach mnie nie zostawi? Miałem ochotę mu oddać ale moje senne ciało nie pozwalało mi się ruszyć, powoli stanął twarzą w twarz ze mną i się uśmiechnął.
-Jak zwykle ratuję ci dupę?
-Możesz mnie w nią pocałować -Sarknąłem czując jak kolejna fala złości się nasila.
-Jeśli tak nalegasz? -Zaśmiał się i wystawił w moim kierunku rękę, po chwili trzymał moją twarz w dłoni i oglądał z zaciekawieniem w oczach.
-Zostaw mnie -Nie mogłem się ruszyć. Szarpnąłem ciałem które ponownie odmawiało wykonać ruchu, czemu nawet we śnie muszę być zdany na czyjąś łaskę?. Pochylił się tak ,ze nasze nosy stykały się ze sobą.
-Nawet nie wiesz czego chcesz -Szepnął i .. Tutututtututut.. tu . tututututututut.. Zmarszczyłem brwi? Czemu.. W lesie dzwoni iPhone? Zmarszczyłem brwi i nagle .. to mój telefon
Podniosłem głowę mało przytomny i odebrałem połączenie przykładając telefon do ucha.
-Halo?- Raczej nie brzmiałem na wyspanego ale tyle przynajmniej.
-Gdzie ty jesteś? -Męski głos zagrzmiał w słuchawce.
-W pokoju? Śpię?
-Stary , kurwa zgadaliśmy się na towar na tę godzinę .. co do chuja? wystawiasz mnie teraz? - Fig warknął do słuchawki. Poderwałem się szybko z łóżka.
-Sory zmęczony jestem trochę wiesz.. imprezy -Kłamałem jak z nut.
-Z ile będziesz?
-Max 10 minut, już jadę, ile tym razem?
-150.. Robię ci zapasy bo mnie nie będzie w tym miesiącu, muszę zejść z widoku, ktoś się kręcił ostatnio.. trawa i tabletki -Burknął a ja podniosłem się do pozycji siedzącej.
-Ok.. zaraz będę.- Odłożyłem telefon na materac i podniosłem się w kierunku szafy, znalazłem ubrania które pasowały mi na ten dzień.. Czarne spodnie i zwykły biały t-shirt.. Nie ma co kombinować z ubieraniem się jak jadę tylko szybko na miasto. Zgarnąłem portfel i kluczyki do samochodu i telefon z łóżka i tyle mnie widzieli. Dopiero w drodze dotarło do mnie co mi się śniło, jakieś fazy po tabsach pewno. Kiedy dojechałem Fig już czekał spokojnie paląc papierosa. Podszedł do samochodu i wskoczył na miejsce obok kierowcy.
-Miło cię widzieć.. nie zaćpaj się tym wszystkim na raz bo to porządne zapasy.. -Podał mi papierową torebkę, otworzyłem ją i spokojnie obejrzałem zawartość, ładna porcja trawy i 10 niebieskich tabletek. Idealnie..
-Dzięki doceniam troskę -Wepchnąłem mu w dłoń pieniądze i czekałem aż przeliczy. Miał odpowiednią ilość a nawet trochę za dużo.. lubiłem mu zostawiać napiwki bo wiedziałem wtedy ,że mnie nie okłamie albo nie sprzeda mi żadnego szajsu. Kiwnął głową chowając pieniądze do kieszeni.
-Odezwę się jakoś za 2 tygodnie, jadę na wakacje gdzieś daleko -Mruknął spokojnie i wysiadł z samochodu na pierwszym lepszym rogu. Odprężyłem się dopiero na parkingu akademii. Mam kurwa idealną porcję na.. nie mówię ,że chcę się zaćpać ale .. kto by nie chciał? Przecież można by było odpłynąć bez cierpienia które może zadać inna śmierć tak? Nie będę się ciął jak jakieś głupie nastolatki których nie pokocha ich idol.. Prychnąłem na siebie wrzuciłem papierową torbę do plecaka po czym ruszyłem do siebie z plecakiem na ramieniu. Po drodze minęło mnie paru uczniów którzy już wrócili z wakacji i przygotowywali się do nowego roku szkolnego albo po prostu nie wiedzieli gdzie wyjechać. Ja w tym roku zostałem bo nie chciało mi się udawać idealnego synka przed ojcem który i tak się mnie wyrzekł odrobinkę.. Odrobinkę.. Z resztą co ja będę roztrząsał sprawy? Dostaję nadal hajs więc się nie wychylam już aż tak bardzo. Kiedy doczłapałem się do siebie rozpakowałem wszystko po pokoju i zerknąłem na godzinę, czas na kolację.. Znowu udało mi się ominąć obiad i śniadanie przez to ,ze nie miałem co ze sobą zrobić. Westchnąłem , jak tak dalej pójdzie to schudnę za bardzo i nawet siły nie będę miał, muszę jeść jednak.. Facet musi wyglądać tak? Nie mogę być szkieletem. Wyczłapałem z pokoju prostując się i ruszyłem na stołówkę, kolacja była tradycyjnie mało obleganym posiłkiem bo ludzie jednak zamawiali kolacje z miasteczka i siedzieli w pokojach albo imprezowali. Zgarnąłem na talerz parę kanapek i jajecznicę i ruszyłem do stolika. Otwarte okno obok kusiło obietnicą wieczornego wietrzyku. Podniosłem głowę na kobiecy pisk , do pomieszczenia wszedł.. Czy on naprawdę się pojawia tam gdzie ja? Yuu i jakaś laska która aktualnie pokazywała mu język.. Klasa sama w sobie. Zapchałem sobie usta porcją jajecznicy i popiłem zimnym sokiem.
-yuu Chcę to ! -Piskliwy głos zaatakował moje biedne uszy.
-HM... -Coś odpowiedział ale całe szczęście na tyle cicho ,ze nie musiałem się zmagać z jego głosem. Przełknąłem ostatni kęs jajecznicy i zdecydowałem się zabrać jeszcze parę kanapek na wynos, kto mnie tam wie.. zgłodnieje pewno. Ruszyłem w kierunku podświetlonego stołu który uginał się pod swoim dostatkiem... i tak zmniejszyli porcje które były podawane bo .. nie schodziły tak jak w roku szkolnym, złapałem parę kromek chleba i spokojnie oddałem się czynności zmiany ich w kanapki.
-Głodny?-Drwiący głos odezwał się obok mnie.
-Nie kurwa tak sobie lubię robić kanapki -Warknąłem nie podnosząc głowy z nad czynności.
-Zabawny jak zwykle -Sarknął Yuu i nałożył sobie pomidora na talerz który i tak uginał się już pod jedzeniem.
-Do usług.. A teraz spierdalaj.
-Należy mi się jakieś dziękuje nie sądzisz? Uratowałem ci twoją homofobiczną dupę już nie pierwszy raz..
-Spierdalaj, dziękuję - Uśmiechnąłem się wrednie w jego kierunku i odwróciłem się ruszając w kierunku wyjścia.
<Yuu? umm.. szybki ten odpis jakoś dziwnie?>
ps. kurcze dawno tyle nie napisałam.. brawo dla mnie !
piątek, 10 sierpnia 2018
od Oliego cd Yuu
Nabrałem głęboko powietrza w płuca,
nadal nie rozumiem co się dzieje. Czemu świat dookoła mnie tak
zabawnie się rozmywa? Nie wziąłem aż tak dużo .. prawda?
Przymknąłem oczy i słuchałem jak moje serce szaleje w piersi,
kolejny oddech pozostawiał mnie z pewną trudnością . Kolejny,
kolejny i kolejny. To zabawne uciskanie pod żebrami zmalało ale nie
zniknęło kompletnie, ciekawe po jakiej dawce mógł bym się nie
obudzić? Westchnąłem i ponownie przymknąłem oczy, nawet nie wiedziałem jak nazywał się narkotyk który aktualnie mnie
otumaniał, diler powiedział ,że mnie wyluzuje , zapomnę o
wszystkim i nie będę się martwił niczym. Miał rację, jednak
zaufany diler to dobry fundament życia i funkcjonowania. Komputer na biurku cicho buczał swoje melodie ale słowa piosenkarza zlewały
się w jeden cichy szum, nie obchodziło mnie nic, co o dziwo nie
było czymś co mogłem o sobie powiedzieć od dawna. W sumie to
nigdy nie mogłem tego powiedzieć, nawet teraz w chwili złudzonego
i wymuszonego na moim umyśle otępienia nie potrafiłem do końca
zamknąć kanału myśli który tkwił bezustannie gdzieś z tyłu
mojej głowy. Podniosłem się i pozwoliłem nogom leniwie
zaprowadzić moje ciało pod prysznic, zimna woda oczyszcza umysł
jeszcze bardziej, to zabawne ,że nawet zaćpany znajdę coś co mnie
bardziej otępi, teraz woda i narkotyki, może czas zmienić dawki?
Podwoić? Podobno i tak brałem dużo bo Dealer zwany Figiem nie
chciał mi sprzedawać więcej w ciągu tygodnia. Dawkował mi
narkotyki które sam sprzedawał, ale dobrze myślał musiał sobie utrzymać klientelę przy życiu.. Odkręciłem wodę i wsunąłem
się do kabiny nie zwracając uwagi na ubrania które miałem na
sobie, to dziwne ,tylko po dobrej dawce byłem w stanie na chwilę
przestać czuć się aż tak nie uporządkowanym. Zimny strumień
obmywał mnie powolnie z brudu dnia teraźniejszego, wkradał się
pod ubrania i zostawiał za sobą zimny strumień odnowienia który
powoli budził moje ciało z letargu który wywołały narkotyki,
niestety nawet taka dawka nie utrzymywała się w moim organizmie
długo. Jęknąłem cicho i zdjąłem koszulkę , potem w ruch poszły
spodnie i bieliznę, zimno przenikało mnie do kości ale nadal nie
odbierało mi myślenia. Zakręciłem głowę zrezygnowany , nie mogłem iść spać, musiałem ogarnąć ubrania które aktualnie
leżały zwinięte w mokrą kulkę w zlewie, powiesiłem je na
kawałku sznurka pod prysznicem i ruszyłem do sypialni kapiąc wodą
na dywan, znalazłem ręcznik i wytarłem się dokładnie .
-Oli co ci się stało? -Cichy szept
dobiegł moich uszy, odwróciłem się ale nie było za mną żadnej żywiej duszy.
-Co? -Odpowiedziała mi cisza więc
wróciłem do szukania piżamy.
-Czemu to tak wyszło? Nie masz do
siebie żalu ? -Znów ten głos. Odskoczyłem z koszulką od piżamy zablokowywaną na mojej głowie.
-O chuj ci chodzi? Nie znam cię.-
Warknąłem w kierunku z którego wdawało mi się dobiegał głos.
-Nic nie rozumiesz -Westchnięcie i
.. cisza. Uwolniłem swoją głowę i rozejrzałem się po pokoju,
serce biło mi odrobinę za szybko a w gardle zaczęła formować
się gula której nie mogłem przełknąć. O chuj mi znowu
chodziło? Zwinąłem się pod kołdrą i starałem się spać, nie
szło mi to najlepiej bo cały czas w głowie odzywał się ten
głosik i szeptał o tym jak bardzo się zmieniłem. To wszystko
zaczęło się od momentu tego pożaru w lesie, spędziłem trochę
czasu w szpitalu owszem , dostałem leki i podobno nie doznałem
urazu ale cały czas miałem po prostu wrażenie , że coś jest ze
mną mocno nie tak. Jebać to wszyto i do jebać przez wielkie J.
Nie pomagało nic, leki, narkotyki ba , nawet dzikie noce z nowo
poznanymi osobami. Wszystko zamazywało się w jedną wielką
obojętność. Przykryłem głowę poduszką i wydałem z siebie
cichy jęk, kolejna bezsenna nocy nadchodzę ! Zrezygnowany
wygrzebałem się z pod okrycia i naciągnąłem na siebie bluzę,
spacer mi dobrze zrobi prawda? Po około 30 minutach krążenia
znalazłem się w okolicy lasu, było jeszcze minimalnie widać ślady
po ogniu ale natura powoli nadrabiała zaległości. Przykucnąłem
na skraju nie potrafiąc wejść głębiej, ten jebany ogień
wszystko zjebał. Szuranie liści obok mnie zdziwiło mnie, kto
wychodzi na spacery o takiej godzinie? Jak by los sam tego chciał
obok mnie powoli przeszedł Yuu, stanął i zawiesił na mojej
osobie wzrok, musiałem wyglądać naprawdę żałośnie bo
prychnął
-Planujesz się znowu spalić idioto?
Może tym razem ci się uda?
-Spierdalaj dobra? -Warknąłem
bardziej do siebie niż do niego i odwróciłem się ponownie w
kierunku lasu, siedziałem na jakimś kamieniu który był o dziwo
jeszcze t5rochę ciepły od słońca które musiało go nagrzać w
ciągu dnia.
-Jasne, dla ciebie wszystko
księżniczko homofobii
-Nie...A z resztą nie ważne -Splunąłem i zwiesiłem głowę, nie miałem siły się nawet kłócić, w głowie mi szumiało i nadal byłem trochę na haju.-Mhm.. a tak w ..- Zaczął mówić ale jego słowa zlały się z wszech obecnym szumem który zwiastował deszcz. Podniosłem głowę na niebo i uśmiechnąłem się do siebie, tego momentu mi nikt nie zabierze co? Odchrząknięcie mnie ponownie wyrwało z myśli. Przeniosłem leniwie wzrok na Yuu który stał teraz raczej zdziwiony, niepewny i.. zabawnie marszczył brwi.
-Co?, problem? Zostaw mnie w spokoju cioto -Sarknąłem po swojemu i podniosłem się , nie wyliczyłem jednak ,że siedzenie i osłabienie organizmu sprawi ,że ucieknie mi trochę ziemia z pod nóg. Jęknąłem cicho opierając się rękoma. Klęczałem opierając się o trawnik i czułem jak moja godność opuszcza każdy centymetr mojego ciała. Zajebiście.
-Już? Jebany homofob, może jednak powinienem cie zostawić w tym lesie?
- Sam się wykończę więc możesz już spierdalać -Tym razem udało mi się podnieść do pozycji pionowej. Przetarłem oczy i ziewnąłem, wreszcie senny? Czy to jakiś cud?
<Yuu? możne być troszku chaotycznie wybacz za to?>
środa, 6 czerwca 2018
Od Oliego cd Yuu
Czy wspominałem już ,że nienawidzę swojego życia? Nie ? No to nienawidzę, spędzałem dzień w szpitalu gdzie całe gówno postanowiło się wylać na moją osobę strumieniem otwartej studzienki kanalizacyjnej która była czynna ale zatkana od paru lat. I to wszystko zalało mnie, moją rodzinę i wszystko co posiadałem raczej wydawało mi się ,ze posiadam. No i teraz jebało a ja nie chciałem sprzątać. Taką metaforą mogę idealnie opisać moje aktualnie istnienie. Kiedy pokój opuścił ostatni wizytant który najwyraźniej postanowił dać mi nauczkę za słowa które kierowałem do ojca, czy ludzie nie mają tak samo pojebanego stosunku z rodzicami jak ja? Westchnąłem zamykając oczy i starając się odwrócić swoją uwagę od stałego pikania aparatu który nie wiadomo po co oznajmiał mi każde bicie mojego serca. Jak bym nie był świadom ,że żyję. Warknąłem cicho słysząc jakieś hałasy i nakryłem głowę poduszką. Jeszcze lepiej. Po chwili udało mi się usnąć. Nie potrafię stwierdzić czy sen był jakoś specjalnie powiązany z moją osobą , ale śniły mi się kaczki i gęsi, takie białe. Biegały po jakimś polu i kwakały po swojemu. Ogólnie cały sen miał raczej białą kolorystykę, białe kaczko gęsi, białe chmurki, i wtedy wchodzę ja cały na biało.. Obudziłem się i.. Czemu on jest w moim pokoju i czemu leży na szpitalnym łóżku zaraz co? Podniosłem się na łokciach i zmrużyłem oczy.
- Co do...? - wysyczałem.
- A tak sobie przyszedłem poleżeć, bo wiesz, przecież nie mam nic do roboty -
- To poszukaj innego miejsca do opalania się, bo ta plaża jest już zajęta.
- Nie sądzę, aby było cię stać na rezerwację
- Zapewniam cię, że mógłbym kupić cały twój dom razem z tobą i twoją rodziną.
- Widać, że jesteś pusty. Nawet ludzkie życie i rodzina nie mają dla ciebie znaczenia, skoro sądzisz, że możesz ich kupić.
-Znaczą tyle ile zostały nauczone że znaczą -Mruknąłem ale to bardziej do samego siebie. Nie odzywaliśmy się już do siebie do momentu kiedy w pokoju pojawił się doktor.
-Yuu, Oli.. Mam dla was dobre wieści, ciebie Oli możemy wypuścić dzisiaj tylko musisz przyjechać za tydzień na kontrolę a ty Yuu, maksymalnie dwa dni i jesteś wolny. Lekarz pokręcił się obok mnie i wyciągnął mi wenflon z dłoni. Syknąłem widząc ślad po igle i siniaka dookoła.
Dwa dni bez tego idioty? Błogosławiona ręka boga i jego dzieło. Westchnąłem pod nosem.
-Jedź windą, polecam -Sarknął nagle mój osobisty wróg nr.1.
- Rozumiem ze to wina twojego upadku? No cóż, powinieneś chyba przywyknąć, upadki to chyba twoja mocna strona? -Uśmiechnąłem się złośliwie i podniosłem powoli z materaca szpitalnego. Złapałem torbę z ubraniami którą przywieźli mi z akademii i ruszyłem spokojnie do drzwi nie odwracając się w kierunku osobnika który aktualnie milczał. Dopiero po dotarciu do toalety zorientowałem się ,ze świeciłem tyłkiem przez ten cały czas bo miałem na sobie szpitalną koszulę..
<Yuu?>
- Co do...? - wysyczałem.
- A tak sobie przyszedłem poleżeć, bo wiesz, przecież nie mam nic do roboty -
- To poszukaj innego miejsca do opalania się, bo ta plaża jest już zajęta.
- Nie sądzę, aby było cię stać na rezerwację
- Zapewniam cię, że mógłbym kupić cały twój dom razem z tobą i twoją rodziną.
- Widać, że jesteś pusty. Nawet ludzkie życie i rodzina nie mają dla ciebie znaczenia, skoro sądzisz, że możesz ich kupić.
-Znaczą tyle ile zostały nauczone że znaczą -Mruknąłem ale to bardziej do samego siebie. Nie odzywaliśmy się już do siebie do momentu kiedy w pokoju pojawił się doktor.
-Yuu, Oli.. Mam dla was dobre wieści, ciebie Oli możemy wypuścić dzisiaj tylko musisz przyjechać za tydzień na kontrolę a ty Yuu, maksymalnie dwa dni i jesteś wolny. Lekarz pokręcił się obok mnie i wyciągnął mi wenflon z dłoni. Syknąłem widząc ślad po igle i siniaka dookoła.
Dwa dni bez tego idioty? Błogosławiona ręka boga i jego dzieło. Westchnąłem pod nosem.
-Jedź windą, polecam -Sarknął nagle mój osobisty wróg nr.1.
- Rozumiem ze to wina twojego upadku? No cóż, powinieneś chyba przywyknąć, upadki to chyba twoja mocna strona? -Uśmiechnąłem się złośliwie i podniosłem powoli z materaca szpitalnego. Złapałem torbę z ubraniami którą przywieźli mi z akademii i ruszyłem spokojnie do drzwi nie odwracając się w kierunku osobnika który aktualnie milczał. Dopiero po dotarciu do toalety zorientowałem się ,ze świeciłem tyłkiem przez ten cały czas bo miałem na sobie szpitalną koszulę..
<Yuu?>
sobota, 12 maja 2018
od Oliego cdYuu
Patrzyłem jak wychodzi i jakimś cudem mimowolnie zjechałem wzrokiem na jego pośladki, były mało widoczne ale.. Były tam. Szybko wróciłem wzrokiem w inne miejsce i pokręciłem sam na siebie głową, to zabawne ile wyciągnął z podsłuchania rozmowy z Katherine. Anna usiadła obok mnie, była cała czerwona od łez.
-Nie rozumiem jednak po co tu jesteś..
-Oli.. Przestań, wiesz ze mi na tobie zależy -Zrobiła swoje maślane oczy, nie umiałem im powiedzieć nie.
-Uhu wiem -Pokiwałem głową i spokojnie pozwoliłem jej się przytulić. Nie ogarniałem co się dzisiaj działo. W pokoju po chwili pojawił się ojciec, prowadził.. Czemu Yuu znowu tu jest?
-Wyjaśnisz mi czemu lekarze nazywają go twoim chłopakiem ? -Warknął i szybko znalazł się obok mnie, chuj ja jebie mam przejebane, zginę , zabity przez ojca w szpitalu.
-Mówiłem ci kurwa ze nie jest moim chłopakiem i bądź łaskaw zabrać to łapsko w mojej piersi -Warknąłem, nienawidziłem dzisiejszego dnia, miałem emocjonalnie i fizycznie dosyć.
-A to co lekarze mówią o chłopaku który cię uratował który zatroskany pojawił się w szpitalu ? -Yuu stał za nim wyraźnie zadowolony z zamieszania.
-Nie jestem pedałem -Technicznie nie kłamałem, spałem z facetem raz, Edward był.. Jezu nadal pamiętam co zrobił z moim tyłkiem ale zdecydowanie byłem hetero. Tak to się nazywało, eksperymentowanie prawda?
-Mhm.. to czemu masz chłopaka? Nie zgrywaj już takiego jebanego grzecznego chłopca, jesteś obrzydliwy -Sarknął.
-Spierdalaj -Warknąłem słuchając jak piszczenie aparatury która nadal mnie pilnowała wzrosło.
-Co ? Przeproś niewdzięczny bachorze !
-Przepraszam, ze nie umarłem, bo przynajmniej nie musiał byś się czym kol wiek martwić w stosunku do swojego synalka.. Jedyne co by cie martwiło to moje pochowanie... i przyjście raz na rok na mój grób aby wyglądać na dobrego ojca.. Jesteś .. Kurwa nienawidzę cię -Warknąłem , czułem jak nieszczęsne łzy zebrały się pod powiekami ale szybko je odgoniłem mruganiem, nie miałem zamiaru przy nim płakać.
-Jesteś najgorszą wpadką jaka mi się przytrafiła w życiu -Syknął. Zamarłem, cały pokój zamarł ,nawet sam ojciec. Podniosłem brew i mruknąłem, a więc to tak.
-Oli -Katherine zaczęła .
-Nie, jestem wpadką, skoro nią jestem to raczej nie powinienem was obchodzić, przynajmniej wreszcie przyznajecie się do prawdy..
-Nie mów tak, nie chciałem -Zaczął ojciec.
-Na pewno, nie chciałeś wiązać się z kobietą która urodzi syna.. nie chciałeś mieć dziecka bo było wpadką ale z powodu bogactwa obu rodzin.. stwierdziłeś że jebiesz to.. gorzej nie będzie co? -Sarknąłem ponownie, czułem jak opadają ze mnie siły.
- Oli.. -Zagroził mi swoim głosem osobnik który mnie spłodził.
-Po prostu wracajcie do siebie u udawajmy ze dalej jest jak było, wszystkim będzie tak wygodniej -Warknąłem i opadłem na poduszkę przymykając oczy w dramatycznym geście.
Odpowiedział mi dźwięk stukania obcasów Katherine i mokasynów ojca, przynajmniej umieją słuchać.. Po chwili głuchego pikania usłyszałem ciche " uff" Podniosłem powiekę i spotkałem się wzrokiem z Yuu.
-Co się gapisz? Dość ci cyrku ? Wypierdalaj nie potrzebuje tu nikogo -Warknąłem i wróciłem do starania się usnąć.
<Yuu?>
od Oliego cd Yuu
W momencie kiedy usłyszałem karetki przed oczami było mi ciemno. Starałem się oddychać ale każdy wdech zdawał się powodować kolejną falę bólu. Od kiedy to powietrze rani? Słyszałem nad sobą falę głosów zlanych w jeden szum, nikogo nie potrafiłem dokładnie wysłuchać, nikt nie przebijał się do mojego zadymionego umysłu. Gwałtowne błyśnięcie w oczach spowodowało ze się skrzywiłem, co jest? Znowu mnie mdliło ale ponad to chciało mi się spać. Czy oni nie mogą być cicho? Mruknąłem pod nosem i próbowałem się podnieść, czyjaś dłoń gwałtownie przytrzymała mnie w miejscu, co do chuja? Nagle odpłynąłem, nie potrafiłem wyciągnąć wiele ze snu ale pamiętałem Yuu, wychodzącego z mgły z uśmiechem którego chyba nigdy nie powinienem widzieć, zdecydowanie nie powinienem, uśmiechał się bowiem ciepło i .. w pewnym sposobie troskliwie? Nagły wstrząs wyciągnął mnie z transu, wycie, głosy i pikanie, chyba jechałem karetką? Starałem się otworzyć oczy ale ciężar powiek mi nie pozwolił. Mruknąłem i starałem się podnieść, tym razem blokowały mnie jakieś pasy.
-Co...-Jęknąłem starając się odpędzić mgłę która zalęgła na moim umyśle.
-Kontaktujesz? Jedziemy do szpitala zatrułeś się nieźle dymem młody -Głos mężczyzny dochodził mnie jak by zza grubego okna. Szpital? Po co? Tam będą rodzice, nie chcę , ponownie starałem się szarpnąć ale pasy mnie blokowały.
-Młody uspokój się bo zrobisz sobie krzywdę -Poczułem czyjąś rękę na ramieniu. Tym razem z moich ust wydobył się krzyk i przekleństwo i nagle.. Mój organizm ponownie się wyłączył, Miałem wrażenie że wszystko się trzęsie i nagle.. Zatrzymuje. Dryfowałem, cisza, spokój, pustka.. Coraz bliżej spokoju i.. Trzask, przez moje ciało przebiegł silny spazm, i kolejny i kolejny.. Krzyki. Co się dzieje? Piszczało mi w uszach a głowa wydawała się być przytrzymywana przez jakieś wielkie dłonie. Chciałem kazać im spierdalać ale nie byłem w stanie otworzyć ust. Ponowny nawrót ciemności. Znowu tkwiłem w moim śnie. Teraz kroczyłem przez las, ten zjedzony przez ogień i dym las. Dookoła mnie rozbrzmiewała syrena a cały świat wydawał się być zniszczony. Uniosłem rękę do oczu, była spalona, byłem spalony całe moje ciało zjadały płomienie które powoli zaczynały licać mnie leniwie po twarzy i trawić włosy. Nie opodal stali ludzi, w tłumie dostrzegłem twarz Anastazji , Yuu, Pheobe.. Wszyscy się uśmiechali. Yuu powoli uniósł dłoń w powietrze i zacisnął pięść p0ozostawiając kciuk w górze, nagle przekręcił rękę tak że znak który pokazywał był równoważny z tym jaki pokazywali na starożytnej arenie kiedy gladiator miał zostać zabity bo tłum nie dostał wystarczająco krwi w czasie walki. Przymknąłem oczy i starałem się krzyczeć o pomoc , jedyne co dostałem było pogardliwymi spojrzeniami. Upadłem na kolana i czułem jak ból mnie rozdziera, ogień powinien zabijać szybciej czemu to boli?
*******************
Jasne światło raziło moje oczy, powoli podniosłem powieki aby ponownie je zamknąć, było okropnie biało. Umarłem? Nie no nie poszedł bym raczej do nieba.. i po śmierci nie powinno się odczuwać bólu. Podniosłem rękę do twarzy aby zasłonić oczy jednak coś miałem na palcu, co jest? Ponownie uchyliłem powieki i pozwoliłem oczom się przyzwyczaić, okazało się ,że na palcu miałem tę czujkę.. Tę od monitorowania bicia serca.. Czemu? Dodatkowo do zgięcia ręki wpuszczoną miałem kroplówkę. O co.. Czemu... Udało mi się po chwili otworzyć oczy na tyle aby móc zeskanować pokój, był.. biały i ubogi w wystroju. Szpital, co ja robię w szpitalu? Uniosłem drugą rękę która nie była zawalona kabelkami i innymi rurkami i przetarłem oczy pozbawiając się śpiochów. Nagle drzwi otworzyły się i stanęła w nich.. Matka? Od kiedy to ona do mnie wpada w odwiedziny?
-Oli
-Katherine.. -Dopiero kiedy wypowiedziałem jej imię na głos dotarło do mnie jak zdarte i obolałe mam gardło. Odchrząknąłem i spojrzałem na nią raczej zlewająco.
-Nic ci nie jest.
-Nie, możesz już jechać do domu.
-Oli prawie umarłeś..
-O nie.. A już kupiłaś trumnę? Przykro mi ,ze ci zniszczyłem plan -Warknąłem i oparłem się o poduszkę zmęczony, miałem już dość życia pomimo tego ,ze podobno niedawno byłem martwy.
-Cieszę się ,że nic ci nie jest -Powiedziała spokojnie u usiadła obok mojego łóżka.
-A mi się wydaje ,ze jednak nie do końca ale kto będzie z kim dyskutował?
-Twój ojciec jest w drodze..
-Jego tu brakowało.. Możesz mu przekazać ,ze żyję i że nie musi zgrywać roli smutnego rodzica..
-Mhm.. Twoja dziewczyna uparcie się stara tu dostać.. Ale lekarze twierdzą ,ze masz chłopaka który cię uratował z tego lasu- Jej mina wyraźnie zabijała.
-Chłopaka? Od kiedy.. Mam dziewczynę , nie jestem jebanym pedałem.
-Mam nadzieję, chcę dla ciebie najlepiej -Fuknęła i wyszła.. Może to lepiej. Nabrałem powietrza w płuca i po raz pierwszy od momentu jak zaczęła się ta cała sytuacja nie czułem jak by mnie coś zabijało przy oddechu. Napawałem się tym tak długo jak mogłem, w pokoju pojawiła się nagle Anastazjia i Yuu. Uniosłem brew . Co oni tu robili? Tej dwójki się zdecydowanie nie spodziewałem, ona osoba która się do mnie trochę nie odzywa i on.. osobnik który mnie nienawidzi.
-Em..
-Oli ! Nic ci nie jest ! -Brunetka szybko znalazła się obok mnie i złapała mnie za rękę. Zamarłem i podniosłem głowę patrząc w kierunku drzwi. Stała tam matka i spokojnie patrzyła z założonym,i rękoma.
-Skarbie nic mi nie jest -Wycedziłem te słowa czując jak mnie palą i przeniosłem wzrok na dziewczynę.
-Martwiłam się - Kiwnąłem głową i uśmiechnąłem na odczep. Matka odeszła bo zadzwonił jej telefon. Puściłem rękę dziewczyny.
-Wyjaśnicie mi co się od chuja?
<Yuu?>
-Co...-Jęknąłem starając się odpędzić mgłę która zalęgła na moim umyśle.
-Kontaktujesz? Jedziemy do szpitala zatrułeś się nieźle dymem młody -Głos mężczyzny dochodził mnie jak by zza grubego okna. Szpital? Po co? Tam będą rodzice, nie chcę , ponownie starałem się szarpnąć ale pasy mnie blokowały.
-Młody uspokój się bo zrobisz sobie krzywdę -Poczułem czyjąś rękę na ramieniu. Tym razem z moich ust wydobył się krzyk i przekleństwo i nagle.. Mój organizm ponownie się wyłączył, Miałem wrażenie że wszystko się trzęsie i nagle.. Zatrzymuje. Dryfowałem, cisza, spokój, pustka.. Coraz bliżej spokoju i.. Trzask, przez moje ciało przebiegł silny spazm, i kolejny i kolejny.. Krzyki. Co się dzieje? Piszczało mi w uszach a głowa wydawała się być przytrzymywana przez jakieś wielkie dłonie. Chciałem kazać im spierdalać ale nie byłem w stanie otworzyć ust. Ponowny nawrót ciemności. Znowu tkwiłem w moim śnie. Teraz kroczyłem przez las, ten zjedzony przez ogień i dym las. Dookoła mnie rozbrzmiewała syrena a cały świat wydawał się być zniszczony. Uniosłem rękę do oczu, była spalona, byłem spalony całe moje ciało zjadały płomienie które powoli zaczynały licać mnie leniwie po twarzy i trawić włosy. Nie opodal stali ludzi, w tłumie dostrzegłem twarz Anastazji , Yuu, Pheobe.. Wszyscy się uśmiechali. Yuu powoli uniósł dłoń w powietrze i zacisnął pięść p0ozostawiając kciuk w górze, nagle przekręcił rękę tak że znak który pokazywał był równoważny z tym jaki pokazywali na starożytnej arenie kiedy gladiator miał zostać zabity bo tłum nie dostał wystarczająco krwi w czasie walki. Przymknąłem oczy i starałem się krzyczeć o pomoc , jedyne co dostałem było pogardliwymi spojrzeniami. Upadłem na kolana i czułem jak ból mnie rozdziera, ogień powinien zabijać szybciej czemu to boli?
*******************
Jasne światło raziło moje oczy, powoli podniosłem powieki aby ponownie je zamknąć, było okropnie biało. Umarłem? Nie no nie poszedł bym raczej do nieba.. i po śmierci nie powinno się odczuwać bólu. Podniosłem rękę do twarzy aby zasłonić oczy jednak coś miałem na palcu, co jest? Ponownie uchyliłem powieki i pozwoliłem oczom się przyzwyczaić, okazało się ,że na palcu miałem tę czujkę.. Tę od monitorowania bicia serca.. Czemu? Dodatkowo do zgięcia ręki wpuszczoną miałem kroplówkę. O co.. Czemu... Udało mi się po chwili otworzyć oczy na tyle aby móc zeskanować pokój, był.. biały i ubogi w wystroju. Szpital, co ja robię w szpitalu? Uniosłem drugą rękę która nie była zawalona kabelkami i innymi rurkami i przetarłem oczy pozbawiając się śpiochów. Nagle drzwi otworzyły się i stanęła w nich.. Matka? Od kiedy to ona do mnie wpada w odwiedziny?
-Oli
-Katherine.. -Dopiero kiedy wypowiedziałem jej imię na głos dotarło do mnie jak zdarte i obolałe mam gardło. Odchrząknąłem i spojrzałem na nią raczej zlewająco.
-Nic ci nie jest.
-Nie, możesz już jechać do domu.
-Oli prawie umarłeś..
-O nie.. A już kupiłaś trumnę? Przykro mi ,ze ci zniszczyłem plan -Warknąłem i oparłem się o poduszkę zmęczony, miałem już dość życia pomimo tego ,ze podobno niedawno byłem martwy.
-Cieszę się ,że nic ci nie jest -Powiedziała spokojnie u usiadła obok mojego łóżka.
-A mi się wydaje ,ze jednak nie do końca ale kto będzie z kim dyskutował?
-Twój ojciec jest w drodze..
-Jego tu brakowało.. Możesz mu przekazać ,ze żyję i że nie musi zgrywać roli smutnego rodzica..
-Mhm.. Twoja dziewczyna uparcie się stara tu dostać.. Ale lekarze twierdzą ,ze masz chłopaka który cię uratował z tego lasu- Jej mina wyraźnie zabijała.
-Chłopaka? Od kiedy.. Mam dziewczynę , nie jestem jebanym pedałem.
-Mam nadzieję, chcę dla ciebie najlepiej -Fuknęła i wyszła.. Może to lepiej. Nabrałem powietrza w płuca i po raz pierwszy od momentu jak zaczęła się ta cała sytuacja nie czułem jak by mnie coś zabijało przy oddechu. Napawałem się tym tak długo jak mogłem, w pokoju pojawiła się nagle Anastazjia i Yuu. Uniosłem brew . Co oni tu robili? Tej dwójki się zdecydowanie nie spodziewałem, ona osoba która się do mnie trochę nie odzywa i on.. osobnik który mnie nienawidzi.
-Em..
-Oli ! Nic ci nie jest ! -Brunetka szybko znalazła się obok mnie i złapała mnie za rękę. Zamarłem i podniosłem głowę patrząc w kierunku drzwi. Stała tam matka i spokojnie patrzyła z założonym,i rękoma.
-Skarbie nic mi nie jest -Wycedziłem te słowa czując jak mnie palą i przeniosłem wzrok na dziewczynę.
-Martwiłam się - Kiwnąłem głową i uśmiechnąłem na odczep. Matka odeszła bo zadzwonił jej telefon. Puściłem rękę dziewczyny.
-Wyjaśnicie mi co się od chuja?
<Yuu?>
od Oliego cd Anastazji
Poli zagryzłem jej dolną wargę na co odpowiedziała cichym mruknięciem
********************
Obudził mnie telefon, urządzenie szatana brutalnie wykonywało wyznaczone mu zadanie budzenia ludzi. Jęknąłem i sięgnąłem aby go wyłączyć. Kiedy okiełznałem pomiot szatana otworzyłem porządnie oczy. W pokoju było czysto.. nawet czysto. Moje łózko było wygniecione i tyle. Mruknąłem sam do siebie i poszedłem się myć. Ciepła woda zmywała ze mnie wczorajszą noc, nastia zmyła się szybko w momencie kiedy chciałem się za coś zabierać. Nie rozumiem czego się tak boi , przecież powiedziałem jej że mi na niej zależy. Pokręciłem sam sobie głową i nabrałem szamponu na dłonie, powoli zapieniłem go i zacząłem wcierać w czaszkę. Dzisiaj planowałem umyć konia więc planowałem się jakoś ubrudzić, nie chciałem się brudzić i chciałem tego uniknąć ale z chaosem nie było opcji skończyć czystym. Kiedy udało mi się doprowadzić do stanu czystości i ideału zebrałem ubrania i wszystko czego planowałem użyć. Nie miałem w pokoju uwiązu, ogłowia szczotek tak jak niektóre osoby w tym miejscu, nie rozumiałem tego fenomenu, śmierdziało wnosiło brud do pokoju a on powinien być czysty . Ruszyłem do stajni spokojnym krokiem, na drodze nie stał mi nikt.. dosłownie korytarze były puste aż za puste jak na porę, był weekend ale no.. o takiego godzinie nikogo nie było? Dotarłem do stajni która też była pusta.. no było trochę koni ale tak to puste boksy, o co biega? W boksie mojego wałacha panowała cisza, podejrzana cisza. Otworzyłem drzwi i zastał mnie widok pięknie zaplamionego krwią siana.. I rozwalonego uda wałacha.
********************
Obudził mnie telefon, urządzenie szatana brutalnie wykonywało wyznaczone mu zadanie budzenia ludzi. Jęknąłem i sięgnąłem aby go wyłączyć. Kiedy okiełznałem pomiot szatana otworzyłem porządnie oczy. W pokoju było czysto.. nawet czysto. Moje łózko było wygniecione i tyle. Mruknąłem sam do siebie i poszedłem się myć. Ciepła woda zmywała ze mnie wczorajszą noc, nastia zmyła się szybko w momencie kiedy chciałem się za coś zabierać. Nie rozumiem czego się tak boi , przecież powiedziałem jej że mi na niej zależy. Pokręciłem sam sobie głową i nabrałem szamponu na dłonie, powoli zapieniłem go i zacząłem wcierać w czaszkę. Dzisiaj planowałem umyć konia więc planowałem się jakoś ubrudzić, nie chciałem się brudzić i chciałem tego uniknąć ale z chaosem nie było opcji skończyć czystym. Kiedy udało mi się doprowadzić do stanu czystości i ideału zebrałem ubrania i wszystko czego planowałem użyć. Nie miałem w pokoju uwiązu, ogłowia szczotek tak jak niektóre osoby w tym miejscu, nie rozumiałem tego fenomenu, śmierdziało wnosiło brud do pokoju a on powinien być czysty . Ruszyłem do stajni spokojnym krokiem, na drodze nie stał mi nikt.. dosłownie korytarze były puste aż za puste jak na porę, był weekend ale no.. o takiego godzinie nikogo nie było? Dotarłem do stajni która też była pusta.. no było trochę koni ale tak to puste boksy, o co biega? W boksie mojego wałacha panowała cisza, podejrzana cisza. Otworzyłem drzwi i zastał mnie widok pięknie zaplamionego krwią siana.. I rozwalonego uda wałacha.
-Wcale nie planowałem zawodów na których musisz być cały.. wcale-Zakląłem pod nosem i podszedłem żeby zobaczyć ranę, była płytka, lekkie zadrapanie ale wole dmuchać na zimne.Wróciłem na korytarz i wyjąłem z szafki takie srebrne psikadło lekarskie i gaziki, potem sięgnąłem do plecaka po butelkę wody. W boksie zaczepiłem osobnika na kantarze o drzwi i spokojnie zabrałem się za robotę, nadal planowałem go umyć tylko teraz sprawa będzie wyglądać tak ,że myję go bez tyłu .. no wszystko poza tym jednym udem i staram się go nie zamoczyć. Spokojnie oddałem się przyjemności działania przy idiocie. Cichy dźwięk oficerek zabrzmiał na korytarzu.
-Oli?
-Tu- Odpowiedziałem spokojnie i kontynuowałem dzieło. Udało mi się zmyć krew i oczyścić ranę więc czas na.. "PSiiik" Wałach odskoczył na bok i fuknął.
-Morda bo sobie znowu coś zrobisz -Warknąłem i szarpnąłem za uwiąz.
- Co robisz ?-Ciemno włosa postać zajrzała do boksu.
-Staram się doprowadzić pewnego wałacha do stanu używalnego...
-O.. pomóc ci?
-Nie trzeba skarbie ..
-No to usiądę i popatrzę
-Podziwiaj jak chcesz -Zaśmiałem się pod nosem i wyprowadziłem konia z boksu do myjki. Odkręciłem wodę i powoli rozpocząłem moczenie wierzchowca. Nastia usiadła na murku obok i machała nogami.
-Pięknie wczoraj wyglądałaś.. Poł naga cała moja -Zacząłem spokojnie temat, tyle nam się jednak udało zrobić..
-Cicho -Mruknęła i zniżyła twarz robiąc się czerwona.
-Tylko mówię prawdę, masz piękne ciałko.. wiem co wybieram.
<nastia? Nie wiń mnie XD>
poniedziałek, 7 maja 2018
od Oliego cd Yuu
Nie udało mi się zasnąć, męczyły mnie miliony myśli, zgaś światło, zapal je zgaś swiatło zapal.. Jęknąłem zirytowany i schowałem twarz w dłoniach, nie pamiętam kiedy ostatnio przespałem więcej niz 3 godziny naraz, nie potrafiłem nawet stwierdzić czemu, mój mózg się poddawał i wysyłał mnie na dziwne emocjonalne wycieczki. Jęknąłem ponownie i wstałem, i tak nie miałem nic innego do roboty, leżakowanie nic mi nie dawało a nawet jeszcze bardziej mnie męczyło. Ponownie umyłem się i ogarnąłem, no to czas kontynuować ten dzień. Na korytarzu snułem się w kierunku stajni, powoli przymknąłem oczy i kroczyłem dalej nagłe pchnięcie spowodowało ,że spadłem ze schodów. Zakląłem głośno ale starałem się nie zwracać uwagi na śmiech osobnika. Nie miałem chwilowo na to siły. Złapałem kanapkę ze stołówki i wyszedłem do lasu, cisza przerywana tylko śpiewem ptaków i szumem lasu była aż kojąca. Moje kroki były amortyzowane igliwiem i innymi fragmentami runa leśnego. Ponownie przymknąłem oczy i wysunąłem dłonie przed siebie, nie widziałem problemu, nie było problemu. Powoli kroczyłem w las ocierając się co jakiś czas o drzewa i potykając o wystające korzenie.Nie wyglądało to godnie, wyrafinowanie ani jakkolwiek jak ja ale mnie uspakajało. W głowie dalej kłębiły się myśli o czystości , ciszy i odpoczynku ale organizm zgrany z tym szalonym odłamkiem mojego mózgu kierował mnie coraz głębiej w las. Otworzyłem leniwie oczy i rozejrzałem się, no tak.. To mogła nie być mądra decyzja bo się trochę zgubiłem.. Zakląłem głośno i zamarłem, obok mojej nogi przebiegła mysz, wyraźnie uciekała, nieopodal biegłą też kuna. Uniosłem brwi i przyjrzałem się terenowi, nic ? Pokręciłem głową i usiadłem opierając się głową o pień dużej sosny. Magicznym sposobem chciało mi się spać i nie planowałem zmarnować tej okazji.
Dym... Usnąłem z papierosem? Czemu tu jest tak szaro? Zakaszlałem i otworzyłem oczy szybko ponownie je zamykając, co jest? Czemu tu jest tak szaro? Nie było szaro jak szedłem spać, to sen? Podniosłem się i po omacku starałem wydostać z chmury szarości która nieprzyjemnie zapełniała moje płuca. Poczułem ciepło na policzku i dopiero w tej chwili do mnie dotarło. Pożar lasu.. POŻAR JEBANEG LASU . Ruszyłem szybko w przeciwnym kierunku krzycząc. Niestety niewiele mi to dawało, potknąłem się i skończyłem na ziemi. Umrę. Super, spalę się w lesie. Ciekawe jak wtedy rodzicom uda się mój pogrzeb? Bez pięknego ciała do wystawienia na widok? Ich zdaniem powinienem umrzeć z przedawkowania bo przynajmniej można by było mnie zapudrować i pokazać jak bardzo im na mnie zależało. Nagłe poruszenie obok mnie sprawiło ze miałem ochotę jeszcze bardziej się nad sobą po użalać.
-Od dawna tu jesteś?- Głoś Yuu przebił się przez dym, no to super, umrę tu.
-Nie wiem -Starałem się brzmieć jakoś.. dobrze ale mój przesączony dymem głos brzmiał jak skrzypiące drzwi.
-Choć -Pociągnął mnie za ramię do pionu, oparłem się lekko o niego i ruszyłem w kierunku bezpieczeństwa. Po chwili zostałem ponownie zawrócony, znowu idę w ogień? To może brzmieć jak idealny opis mojej osoby gdyby nie fakt ,że mam ochotę wypluć płuca. Kiedy moim oczom ukazał się beton myślałem że go zacznę całować, śmierć nie była jeszcze dla mnie. Powoli zjechałem na kolana i ręce i zwymiotowałem. Miałem wrażenie ,że całe moje ciało jest pokryte dymem a każda jego cząstka już ze mną pozostanie. Ponownie skuliłem się w konwulsjach i pozwoliłem zawartości mojego żołądka wydostać się na wolność, nie było jej dużo, kawałek kanapki i woda ale pozbywanie sięjej zapewniało mi chwilową ulgę. Odsunąłem się trochę i położyłem policzkiem na chłodnym betonie. Powoli łapałem powietrze powtarzając sobie cicho ,że żyję i (niestety) nic mi nie jest.
-Żyjesz? -Głos mojego wybawiciela zabrzmiał dziwnie lekko , uchyliłem powiekę czując jak dalej pieką mnie oczy i kiwnąłem w jego kierunku głową.
-Dzięki -Nie potrafiłem z siebie aktualnie wydusić nic innego, co miałem innego wydusić? Mógł mnie w sumie zostawić tam na śmierć ale najwyraźniej planował się nade mną jeszcze poznęcać razem z całym światem, pokręciłem sam na siebie głową, od kiedy to ja się użalam ? Głośne wycie karetek i wozów pożarnych wyrwało mnie z pułapki umysłu. Zostałem szybko ogarnięty przez kogoś z tamtych ludzi.
-Co robiłeś w lesie? Jest przecież wyraźny zakaz wchodzenia to niego, szczególnie teraz -Głos jednego z lekarzy działał mi na nerwy.
-Musiałem się uspokoić -Mruknąłem i otworzyłem oczy krzywiąc się, obok mnie stało dwoje pielęgniarzy i Yuu, chciał sobie popatrzeć jak się upokarzam?
-Masz szczęście ,że twój chłopak po nas zadzwonił ! -Burknął pielęgniarz, prychnąłem głośno i zamarłem.
-Mój kto?
-No ten?-Wskazał na równie zaskoczonego Yuu.
-To przeciwieństwo chłopaka -Powiedzieliśmy w tej samej chwili.
-Uhu.. Nie obchodzi nas to -Skończyli mnie oglądać i podali mi tlen.
<yuu? mój supermanie ?>
Dym... Usnąłem z papierosem? Czemu tu jest tak szaro? Zakaszlałem i otworzyłem oczy szybko ponownie je zamykając, co jest? Czemu tu jest tak szaro? Nie było szaro jak szedłem spać, to sen? Podniosłem się i po omacku starałem wydostać z chmury szarości która nieprzyjemnie zapełniała moje płuca. Poczułem ciepło na policzku i dopiero w tej chwili do mnie dotarło. Pożar lasu.. POŻAR JEBANEG LASU . Ruszyłem szybko w przeciwnym kierunku krzycząc. Niestety niewiele mi to dawało, potknąłem się i skończyłem na ziemi. Umrę. Super, spalę się w lesie. Ciekawe jak wtedy rodzicom uda się mój pogrzeb? Bez pięknego ciała do wystawienia na widok? Ich zdaniem powinienem umrzeć z przedawkowania bo przynajmniej można by było mnie zapudrować i pokazać jak bardzo im na mnie zależało. Nagłe poruszenie obok mnie sprawiło ze miałem ochotę jeszcze bardziej się nad sobą po użalać.
-Od dawna tu jesteś?- Głoś Yuu przebił się przez dym, no to super, umrę tu.
-Nie wiem -Starałem się brzmieć jakoś.. dobrze ale mój przesączony dymem głos brzmiał jak skrzypiące drzwi.
-Choć -Pociągnął mnie za ramię do pionu, oparłem się lekko o niego i ruszyłem w kierunku bezpieczeństwa. Po chwili zostałem ponownie zawrócony, znowu idę w ogień? To może brzmieć jak idealny opis mojej osoby gdyby nie fakt ,że mam ochotę wypluć płuca. Kiedy moim oczom ukazał się beton myślałem że go zacznę całować, śmierć nie była jeszcze dla mnie. Powoli zjechałem na kolana i ręce i zwymiotowałem. Miałem wrażenie ,że całe moje ciało jest pokryte dymem a każda jego cząstka już ze mną pozostanie. Ponownie skuliłem się w konwulsjach i pozwoliłem zawartości mojego żołądka wydostać się na wolność, nie było jej dużo, kawałek kanapki i woda ale pozbywanie sięjej zapewniało mi chwilową ulgę. Odsunąłem się trochę i położyłem policzkiem na chłodnym betonie. Powoli łapałem powietrze powtarzając sobie cicho ,że żyję i (niestety) nic mi nie jest.
-Żyjesz? -Głos mojego wybawiciela zabrzmiał dziwnie lekko , uchyliłem powiekę czując jak dalej pieką mnie oczy i kiwnąłem w jego kierunku głową.
-Dzięki -Nie potrafiłem z siebie aktualnie wydusić nic innego, co miałem innego wydusić? Mógł mnie w sumie zostawić tam na śmierć ale najwyraźniej planował się nade mną jeszcze poznęcać razem z całym światem, pokręciłem sam na siebie głową, od kiedy to ja się użalam ? Głośne wycie karetek i wozów pożarnych wyrwało mnie z pułapki umysłu. Zostałem szybko ogarnięty przez kogoś z tamtych ludzi.
-Co robiłeś w lesie? Jest przecież wyraźny zakaz wchodzenia to niego, szczególnie teraz -Głos jednego z lekarzy działał mi na nerwy.
-Musiałem się uspokoić -Mruknąłem i otworzyłem oczy krzywiąc się, obok mnie stało dwoje pielęgniarzy i Yuu, chciał sobie popatrzeć jak się upokarzam?
-Masz szczęście ,że twój chłopak po nas zadzwonił ! -Burknął pielęgniarz, prychnąłem głośno i zamarłem.
-Mój kto?
-No ten?-Wskazał na równie zaskoczonego Yuu.
-To przeciwieństwo chłopaka -Powiedzieliśmy w tej samej chwili.
-Uhu.. Nie obchodzi nas to -Skończyli mnie oglądać i podali mi tlen.
<yuu? mój supermanie ?>
sobota, 5 maja 2018
Od Oliego cd Yuu
Od momentu poznania mojego ojczulka i jego nowej kobiety Anastazja zamilkła, owszem widywaliśmy się na korytarzu ale wyraźnie mnie omijała, na początku starałem się jeszcze z nią rozmawiać, opowiadać, zaczepiać ale pozostały mi tylko przekleństwa. Dziewczyna kompletni mnie olała, zadawała się dalej z Archiem i resztą jej stada. Początkowo ciężko mi było się z tym jak kol wiek pogodzić, była moja i sama mi to przyznała a teraz to. Chwilowy ład ponownie zaniknął a wraz z tym życiowym pojawił się większy z otoczenia ,musiałem mieć wszystko idealnie, idealnie, idealnie. Każda koszula wisiała pięknie uprasowana w szafie i czekała na swój dzień tygodnia, to samo było z koszulkami, majtkami, skarpetkami i spodniami, nic nie mogło wychodzić ponad normę, wszystko musiało być czyste i dobre. Tego wiosennego dnia wypadło na prosty sweter i koszulę, uczesanie się zajęło mi chwilę ale przecież kosmki włosów są najgorszym materiałem do opanowania. Stanąłem przed lustrem i skrzywiłem się , raz, dwa, trzy, cztery, i teraz czas na mycie zębów, zamoczyłem szczoteczkę w wodzie ostukałem o zlew i ponownie zamoczyłem, powtórzyłem tę rutynę kolejne 4 razy i wreszcie mogłem myć zęby, każde okrążenie szczotki naliczałem mentalnie i kierowałem się ku upragnionej liczbie aby zęby były czyste. Wyplułem pianę i opłukałem usta płynem o mocnym działaniu który pozostawił w ustach gorzki i chłodny posmak. Spokojnie zszedłem na śniadanie i starałem się kontynuować ten kolejny zjebany dzień. Kiedy skończyłem ostatnie lekcję nie wiedziałem zbytnio co ze sobą zrobić, grupa dziewczyn obok mnie działała mi swoimi głosami na nerwy, na dodatek czułem się głupio stojąc sam. Wyciągnąłem telefon i zacząłem przeglądać fb, nic ciekawego ale przynajmniej wyglądało jak bym miał z kim rozmawiać co? Pojawienie się nade mną cienia mnie wkurzyło
-Przeszkadzasz mi.- stojący ponad mną osobnik mierzył mnie wzrokiem
- Nie wątpię Słuchaj. Czy byłbyś tak uprzejmy i zostawił na chwilkę SMS-ki ze swoją panienką?
Miałem ochotę sie zaśmiać ale przekręciłem tylko oczami i schowałem telefon, zapowiada się ciekawie.
- Z żadną panienką nie piszę, idioto.
- Tak, tak. Nie obchodzi mnie to. Obchodzi mnie to, że znasz teren.
- I? Nie jestem oprowadzaczem wycieczek.- nie lubiłem go, nagle pan na włościach potrzebował pomocy?
-No wow. Proszę cię o pomoc. Jestem nowy i nie wiem, gdzie jest moje mieszkanie...
- Numer?
-21
-Chodź. To drugie piętro.
Czekałem na niego jak zabiera się z walizką, był wysoki, wyższy od mnie o zdecydowane 15 cm, no może trochę więcej. Miał szczupłe ciało i raczej typową budowę, tak samo mogłem powiedzieć o jego urodzie.
- Yuu.
- Co? - wyrwał mnie z toku myślenia, o chuj mu chodzi?
- Jestem Yuu.
Parsknąłem słysząc to imię, co za idiota?
- Oli – wyszczerzyłem się i kontynuowałem trasę, nie byłem pewien czy wiem co mam powiedzieć a i nie bardzo chciałem, skoro gówno się uczepia buta to trzeba się go szybko pozbyć i tyle. Stanąłem pod drzwiami jego pokoju i odwróciłem się, stał z obojętną miną ale co jakiś czas rozglądał się.
-Proszę, jesteśmy Yuu -Specjalnie zaakcentowałem jego imię i uśmiechnąłem się zaczepnie.
-Spierdalaj -Burknąłem i wyciągnął klucze z kieszeni.
-Tak dziękujesz komuś kto ci pomógł? Nie ładnie nie ładnie -Zacząłem wracać ale jeszcze po drodze walnąłem się z nim z bara co zostało nagrodzone głośnym "ja pierdole jebnę ci "
-Proszę bardzo, może wtedy sam coś osiągniesz -Uśmiechnąłem się machając do niego i spokojnie wróciłem do siebie. Przebranie się w coś do jazdy może wydawać się banalnie proste, zdejmujesz co masz na sobie i zakładasz inne, no nie bardzo.. Musiałem odwiesić cały zestaw obok kosza na pranie, nie chciałem aby gniotło się w koszu i znaleźć te ubrania które mogę dzisiaj założyć, no i buty, buty które pastowałem i czyściłem wczoraj dzisiaj znów musiałem jeszcze poprzecierać. No i mycie zębów, znowu myłem zęby, płukanie szczoteczki opukani jej o zlew z wody i ponownie opłukanie i pukanie i... Nie wiem jak długo mi tow wszystko zajęło ale kiedy wreszcie poszedłem na jazdę już byłem zmęczony. Chaos o dziwo był cały, stał spokojnie w boksie i nie ruszał się w czasie czyszczenia.
-Dzięki -Wymamrotałem w szyję konia kiedy już go osiodłałem. Wyprowadziłem wałacha z boksu i ruszyłem na padok, pogoda pozwalała już na jazdę na świeżym powietrzu, wielu to pasowało i sie podobało, nie mnie, za bardzo się kurzyło. Wsiadłem na grzbiet siwka i zacząłem trening, skupiłem się na ruchu łopatek konia bo coś znowu mi nie pasowało, tym razem jego krok, jedna noga za wolno zmieniała swoje położenie. Nagle głośny trzask spłoszył wałacha, złapałem się mocno siodła i odchyliłem do tyłu, po chwili skoków uspokoił się. Podniosłem głowę czując jak przekleństwa same formują się na moich ustach. To ten Yuu, stał z patykiem który by aktualnie przepołowiony w rękach i się uśmiechał.
-Jesteś jebanym chujem ! Spierdalaj ! -Warknąłem głośno i starałem się wrócić do treningu.
-Rozkazujesz mi?- Ponownie złamał patyk patrząc mi w oczy, wałach załapał całe szczęście ze to nic strasznego wiec nie spłoszył się. Wkurwiony zeskoczyłem z konia i zostawiłem go na placu, ruszyłem szybko w jego kierunku i jeb, okładaliśmy się w najlepsze, on mi z pięści ja jemu w twarz i brzuch ..
-SPOKÓJ – silne ręce stajennego odciągnęły mnie od osobnika który się nadal lekko uśmiechał.
-Zajebie cie ! Wejdź mi kiedyś w drogę a kurwa pożałujesz, nie pozna cie rodzona matka ! Ta twoja piękna buźka nagle straci na walorach jak .. kurwa puść mnie ! -Splunąłem krwią zmieszaną z śliną w jego kierunku i szarpnąłem się .
-Spokój chłopaki ! -Trener wyraźnie miał dość.
-Oj oj, pogniotłeś sobie i ubrudziłeś ubranko -Sarknął brunet . Widziałem jak świat przybiera dosłownie kolor czerwony, miałem ochotę go zabić, wszystko niszczył.. Miałem zostać i pomagać przez parę dni w stajni razem z cipskiem z okazji tego ze się biliśmy na terenie stajni i zostaliśmy odesłani do pokoi, pod nadzorem stajennych bo mogło by ponownie dojść do starcia po drodze. W bezpieczeństwie moich 4ech ścian nabrałem powietrza w płuca i chwilę je tam zatrzymałem póki nie poczułem tego kłucia w piersi, żyję , oddycham . Rozebrałem sie i złożyłem brudy w praniu, koszulka byłą podarta wiec do wyrzucenia, lubiłem ją.. Stęknąłem głucho kiedy ciepła woda zmywała ze mnie pozostałości tego dnia. Nalałem płynu do mycia sie na gąbkę i mocno szorowałem, zmycie brudu wymagało rutyny, 10 płukań, 10 myć, 10 przetarć.. Wszędzie te liczby..
<Yuu? Emm nie zanudziłam?>
-Przeszkadzasz mi.- stojący ponad mną osobnik mierzył mnie wzrokiem
- Nie wątpię Słuchaj. Czy byłbyś tak uprzejmy i zostawił na chwilkę SMS-ki ze swoją panienką?
Miałem ochotę sie zaśmiać ale przekręciłem tylko oczami i schowałem telefon, zapowiada się ciekawie.
- Z żadną panienką nie piszę, idioto.
- Tak, tak. Nie obchodzi mnie to. Obchodzi mnie to, że znasz teren.
- I? Nie jestem oprowadzaczem wycieczek.- nie lubiłem go, nagle pan na włościach potrzebował pomocy?
-No wow. Proszę cię o pomoc. Jestem nowy i nie wiem, gdzie jest moje mieszkanie...
- Numer?
-21
-Chodź. To drugie piętro.
Czekałem na niego jak zabiera się z walizką, był wysoki, wyższy od mnie o zdecydowane 15 cm, no może trochę więcej. Miał szczupłe ciało i raczej typową budowę, tak samo mogłem powiedzieć o jego urodzie.
- Yuu.
- Co? - wyrwał mnie z toku myślenia, o chuj mu chodzi?
- Jestem Yuu.
Parsknąłem słysząc to imię, co za idiota?
- Oli – wyszczerzyłem się i kontynuowałem trasę, nie byłem pewien czy wiem co mam powiedzieć a i nie bardzo chciałem, skoro gówno się uczepia buta to trzeba się go szybko pozbyć i tyle. Stanąłem pod drzwiami jego pokoju i odwróciłem się, stał z obojętną miną ale co jakiś czas rozglądał się.
-Proszę, jesteśmy Yuu -Specjalnie zaakcentowałem jego imię i uśmiechnąłem się zaczepnie.
-Spierdalaj -Burknąłem i wyciągnął klucze z kieszeni.
-Tak dziękujesz komuś kto ci pomógł? Nie ładnie nie ładnie -Zacząłem wracać ale jeszcze po drodze walnąłem się z nim z bara co zostało nagrodzone głośnym "ja pierdole jebnę ci "
-Proszę bardzo, może wtedy sam coś osiągniesz -Uśmiechnąłem się machając do niego i spokojnie wróciłem do siebie. Przebranie się w coś do jazdy może wydawać się banalnie proste, zdejmujesz co masz na sobie i zakładasz inne, no nie bardzo.. Musiałem odwiesić cały zestaw obok kosza na pranie, nie chciałem aby gniotło się w koszu i znaleźć te ubrania które mogę dzisiaj założyć, no i buty, buty które pastowałem i czyściłem wczoraj dzisiaj znów musiałem jeszcze poprzecierać. No i mycie zębów, znowu myłem zęby, płukanie szczoteczki opukani jej o zlew z wody i ponownie opłukanie i pukanie i... Nie wiem jak długo mi tow wszystko zajęło ale kiedy wreszcie poszedłem na jazdę już byłem zmęczony. Chaos o dziwo był cały, stał spokojnie w boksie i nie ruszał się w czasie czyszczenia.
-Dzięki -Wymamrotałem w szyję konia kiedy już go osiodłałem. Wyprowadziłem wałacha z boksu i ruszyłem na padok, pogoda pozwalała już na jazdę na świeżym powietrzu, wielu to pasowało i sie podobało, nie mnie, za bardzo się kurzyło. Wsiadłem na grzbiet siwka i zacząłem trening, skupiłem się na ruchu łopatek konia bo coś znowu mi nie pasowało, tym razem jego krok, jedna noga za wolno zmieniała swoje położenie. Nagle głośny trzask spłoszył wałacha, złapałem się mocno siodła i odchyliłem do tyłu, po chwili skoków uspokoił się. Podniosłem głowę czując jak przekleństwa same formują się na moich ustach. To ten Yuu, stał z patykiem który by aktualnie przepołowiony w rękach i się uśmiechał.
-Jesteś jebanym chujem ! Spierdalaj ! -Warknąłem głośno i starałem się wrócić do treningu.
-Rozkazujesz mi?- Ponownie złamał patyk patrząc mi w oczy, wałach załapał całe szczęście ze to nic strasznego wiec nie spłoszył się. Wkurwiony zeskoczyłem z konia i zostawiłem go na placu, ruszyłem szybko w jego kierunku i jeb, okładaliśmy się w najlepsze, on mi z pięści ja jemu w twarz i brzuch ..
-SPOKÓJ – silne ręce stajennego odciągnęły mnie od osobnika który się nadal lekko uśmiechał.
-Zajebie cie ! Wejdź mi kiedyś w drogę a kurwa pożałujesz, nie pozna cie rodzona matka ! Ta twoja piękna buźka nagle straci na walorach jak .. kurwa puść mnie ! -Splunąłem krwią zmieszaną z śliną w jego kierunku i szarpnąłem się .
-Spokój chłopaki ! -Trener wyraźnie miał dość.
-Oj oj, pogniotłeś sobie i ubrudziłeś ubranko -Sarknął brunet . Widziałem jak świat przybiera dosłownie kolor czerwony, miałem ochotę go zabić, wszystko niszczył.. Miałem zostać i pomagać przez parę dni w stajni razem z cipskiem z okazji tego ze się biliśmy na terenie stajni i zostaliśmy odesłani do pokoi, pod nadzorem stajennych bo mogło by ponownie dojść do starcia po drodze. W bezpieczeństwie moich 4ech ścian nabrałem powietrza w płuca i chwilę je tam zatrzymałem póki nie poczułem tego kłucia w piersi, żyję , oddycham . Rozebrałem sie i złożyłem brudy w praniu, koszulka byłą podarta wiec do wyrzucenia, lubiłem ją.. Stęknąłem głucho kiedy ciepła woda zmywała ze mnie pozostałości tego dnia. Nalałem płynu do mycia sie na gąbkę i mocno szorowałem, zmycie brudu wymagało rutyny, 10 płukań, 10 myć, 10 przetarć.. Wszędzie te liczby..
<Yuu? Emm nie zanudziłam?>
niedziela, 28 stycznia 2018
od Oliego cd Anastasi.
Byłem wkurwiony, na tą gierkę którą grał ojciec i na to jak grzecznie wszyscy starali się w nią grać. Przecież to manipulująca ludźmi gnida. Miałem ochotę go uderzyć, to naprawdę by pomogło. Słowa i obecność dziewczyny zarazem jeszcze bardziej mnie denerwowały jak i koiły, czemu? Bo była miła, bo chciała coś zmienić.. I dlatego zarówno miałem ochotę wstać i komuś jebnąć i.. Urządzić jej niebo na ziemi. Nie rozumiałem dziewczyny .. Tfu narzeczone ojca .. Nie był ładny, nie był męski.. Był gnidą. Kiedy ojciec wrócił z rozmowy telefonicznej wydawał się jeszcze bardziej rozluźniony niż zwykle.
-Więc.. Oli, jak się poznaliście ? -Przysunął do ust kieliszek z winem. Miałem ochotę zetrzeć mu ten uśmiech z twarzy.. Ale mogłem dość mocno skrzywdzić.. A chuj z tym.
-Pieprzyłem.. -Zacząłem ale zostało mi przerwane. Jakaś mała ręka znalazła się na moim kroczu i zacisnęła. Przeniosłem wzrok na właścicielkę która jak gdyby nigdy nic szybko opowiedziała jak to pomogłem jej z lekcjami.. Kolejne kłamstwo Przełknąłem ślinę i zsunąłem dłoń dziewczyny łącząc nasze palce. Miałem być miły tak?
-Oli ci pomógł z lekcjami? Przestań mu tyle dodawać... Pewno coś od ciebie chciał -Zaśmiał się sztucznie ojciec i zawtórowała mu moja nowa "mama".
-Chciałem.. -Warknąłem zacisnąłem rękę na swoim udzie.
-Miałem rację widzisz -Znów ten śmiech.
-Dzień dobry czy mogę przyjąć zamówienie ?-Uśmiechnięta kelnerka pojawiła się obok stolika i.. Kurwa, znam ją. Spałem z nią. Spuściłem głowę i modliłem o to aby mnie nie poznała. Nie byłem jakoś przestraszony konfrontacją z nią ale nie wydawało mi sie to przydatne kiedy jednak już miałem ochotę komuś przypierdolić.
-Ja poproszę o Risotto z owocami morza a dla niej- ojciec wskazał na swoją laskę- będzie sałatka cezar .
-A dla państwa?-Odwróciła się do nas i kiedy spojrzała na mnie uśmiech spełzł jej twarzy.
-Będzie makaron z krewetkami -Uśmiechnęła się Anastasia.
-To samo - Podniosłem wzrok i dość sugestywnie nawiązałem z nią kontakt wzrokowy, niech spróbuje . Uniosłem brew i z miną którą można było określić "wkurzony panicz na włościach " przeniosłem wzrok na moją macochę. Dziewczyna szybko odeszła od stolika. No i dobrze, była dobra ale jak miała na imię? Nie pamiętam, za to dobrze pamiętam ją na kolanach. N usta wykwitł mi mały uśmiech.
-Co cie bawi synu?-Ojciec wydawał się zaskoczony tym nagłym uśmiechem. Przeniosłem na niego wzrok i wróciłem do mojej mało zadowolonej miny.
-Lepiej?-Warknąłem cicho.
-Anastasi! Więc czym zajmują się twoi rodzice?-Macocha też wyraźnie starała się nie doprowadzić do konfliktu.
Dziewczyna zaczęła opowiadać o swoich rodzicach, nie umiałem sie na tym skupić, nawiązałem kontakt wzrokowy z ojcem i nie miałem zamiaru go zerwać. Nie jestem słaby i nie mam zamiaru odwrócić wzroku jako pierwszy. W momencie kiedy przy naszym stoliku pojawiła się kelnerka z potrawami ojciec przerwał kontakt wzrokowy, mała wygrana a sprawiła,że miałem lepszy humor. Pod moim nosem został postawiony talerz z makaronem i krewetkami tak jak obiecane.
-Smacznego.. i Oli.. -Zaczęła ale szybko uciszyłem ją spojrzenie które mogło by zabić.Słowo a złamię zasady.
-Dziękujemy-Wycedziłem literę po literze i wróciłem do mordowania ojca wzrokiem. Wydawał się zaskoczony.
-Znasz kelnerkę Oli?
-Nie.
-Wydawało mi się ,że zna twoje imię
-Dobrze to ująłeś wydawało ci się -Uśmiechnąłem się sztucznie i nabrałem na widelec porcję jedzenia.
<Anastasia?>
-Więc.. Oli, jak się poznaliście ? -Przysunął do ust kieliszek z winem. Miałem ochotę zetrzeć mu ten uśmiech z twarzy.. Ale mogłem dość mocno skrzywdzić.. A chuj z tym.
-Pieprzyłem.. -Zacząłem ale zostało mi przerwane. Jakaś mała ręka znalazła się na moim kroczu i zacisnęła. Przeniosłem wzrok na właścicielkę która jak gdyby nigdy nic szybko opowiedziała jak to pomogłem jej z lekcjami.. Kolejne kłamstwo Przełknąłem ślinę i zsunąłem dłoń dziewczyny łącząc nasze palce. Miałem być miły tak?
-Oli ci pomógł z lekcjami? Przestań mu tyle dodawać... Pewno coś od ciebie chciał -Zaśmiał się sztucznie ojciec i zawtórowała mu moja nowa "mama".
-Chciałem.. -Warknąłem zacisnąłem rękę na swoim udzie.
-Miałem rację widzisz -Znów ten śmiech.
-Dzień dobry czy mogę przyjąć zamówienie ?-Uśmiechnięta kelnerka pojawiła się obok stolika i.. Kurwa, znam ją. Spałem z nią. Spuściłem głowę i modliłem o to aby mnie nie poznała. Nie byłem jakoś przestraszony konfrontacją z nią ale nie wydawało mi sie to przydatne kiedy jednak już miałem ochotę komuś przypierdolić.
-Ja poproszę o Risotto z owocami morza a dla niej- ojciec wskazał na swoją laskę- będzie sałatka cezar .
-A dla państwa?-Odwróciła się do nas i kiedy spojrzała na mnie uśmiech spełzł jej twarzy.
-Będzie makaron z krewetkami -Uśmiechnęła się Anastasia.
-To samo - Podniosłem wzrok i dość sugestywnie nawiązałem z nią kontakt wzrokowy, niech spróbuje . Uniosłem brew i z miną którą można było określić "wkurzony panicz na włościach " przeniosłem wzrok na moją macochę. Dziewczyna szybko odeszła od stolika. No i dobrze, była dobra ale jak miała na imię? Nie pamiętam, za to dobrze pamiętam ją na kolanach. N usta wykwitł mi mały uśmiech.
-Co cie bawi synu?-Ojciec wydawał się zaskoczony tym nagłym uśmiechem. Przeniosłem na niego wzrok i wróciłem do mojej mało zadowolonej miny.
-Lepiej?-Warknąłem cicho.
-Anastasi! Więc czym zajmują się twoi rodzice?-Macocha też wyraźnie starała się nie doprowadzić do konfliktu.
Dziewczyna zaczęła opowiadać o swoich rodzicach, nie umiałem sie na tym skupić, nawiązałem kontakt wzrokowy z ojcem i nie miałem zamiaru go zerwać. Nie jestem słaby i nie mam zamiaru odwrócić wzroku jako pierwszy. W momencie kiedy przy naszym stoliku pojawiła się kelnerka z potrawami ojciec przerwał kontakt wzrokowy, mała wygrana a sprawiła,że miałem lepszy humor. Pod moim nosem został postawiony talerz z makaronem i krewetkami tak jak obiecane.
-Smacznego.. i Oli.. -Zaczęła ale szybko uciszyłem ją spojrzenie które mogło by zabić.Słowo a złamię zasady.
-Dziękujemy-Wycedziłem literę po literze i wróciłem do mordowania ojca wzrokiem. Wydawał się zaskoczony.
-Znasz kelnerkę Oli?
-Nie.
-Wydawało mi się ,że zna twoje imię
-Dobrze to ująłeś wydawało ci się -Uśmiechnąłem się sztucznie i nabrałem na widelec porcję jedzenia.
<Anastasia?>
czwartek, 18 stycznia 2018
od Oliego cd Anastasi.
Mogłem przywyknąć do takiej pobudki, jedynym problemem mógł być poranny oddech którym została aktualnie pobłogosławiona nasza dwójka. Odsunąłem się od dziewczyny która aktualnie lekko się uśmiechała.
-Śmierdzi mi z ust.. zero całusów do pierwszego mycia zębów -Uśmiechnąłem się po tych słowach ale zgodnie z jej żądaniem, wstałem. A raczej wykopałem się z pod kołdry i sturlałem na podłogę z której podniosłem się z głuchym jękiem.
-Żyjesz ?-Brunetka wywiesiła głowę przez materac i patrzyła na mnie zmartwiona.
-Nic mnie nie zabije.. Chyba -Dodałem pod nosem i wszedłem do łazienki. Umyłem twarz pod zimną wodą , może jednak prysznic? To bardzo dobry pomysł.. Odkręciłem wodę i wsunąłem się pod ciepłą ścianę wody. Kiedy czysty płyn zmywał ze mnie pozostałości wczorajszego dnia w głowie zrodziła mi się myśl : Dziewczyna mnie ustatkowała... I nie mam z tym problemu .. Odpowiednia dziewczyna? Nie jestem z nią tak długo, nadal kręcą mnie inne dziewczyny ale ona kręci mnie bardziej?
-Oli utopiłeś się ?-Do drzwi zapukał obiekt moich rozmyślań.
-tak.. Potrzebuję usta usta ! -Odkrzyknąłem i zakręciłem wodę. Niepewna głowa wyłoniła się zza drzwi i.. Szybko odwróciła wzrok robiąc się czerwona.
-Penisa w życiu nie widziałaś?-Wyszedłem z pod prysznica i wycierałem się powoli ręcznikiem.
-Zakryj się -Mruknęła cicho. Wybuchłem śmiechem.
-oj skarbie, naprawdę? To tylko kawałek skóry.. który może dać wiele przyjemności -Zrobiłem krok w jej kierunku i z twarzy nie schodził mi uśmiech.
-Oli spadaj ! Ubierz się już ! -Pisnęła i szybko zniknęła z łazienki. Pokręciłem głową do samego siebie. Ale tak brzydki? Ubrałem bokserki i wyszedłem do niej.
-Chyba nie mam brzydkiego penisa co? -Zaczepiłem podchodząc do szafy.
-Nie widziałam nie wiem..
-Mogę ci pokazać -Ponowna zaczepka.
-Już żałuję tego związku -Jęknęła cicho.
-Kochasz to -Posłałem jej uśmiech i szybko ubrałem się w czarne spodnie , niebieski sweter . Dziewczyna o dziwo była już ubrana.
-Miałaś tu ubrania?-Zapytałem ciekaw tego w jaki magiczny sposób udało jej się znaleźć ciuchy, miała na sobie wielki biały sweter i leginsy.
-Poszłam do siebie jak się topiłeś pod prysznicem -Mruknęła i podniosła się z materacu.
-Ah.. to ma sens, lubię moje prysznice tak jak pocałunki.. Długie i ciepłe -Uśmiechnąłem się i złapałem delikatnie biodro dziewczyny , pochyliłem się i złączyłem nasze usta. Dopiero po długiej wymianie przyjemności usłyszeliśmy dzwonek telefonu.
-To mój -Jęknąłem i nie ruszyłem w jego kierunku.
-Odbierz.. to coś ważnego pewnie -Mruknęła i pchnęła mnie w kierunku dzwoniącej komórki. Sięgnąłem i nie patrząc na wyświetlacz przyłożyłem go do ucha.
-Halo?
-Oli, skoro zaczęły ci się ferie... Przyjeżdżamy do ciebie w odwiedziny.
-Ty i kto?
-Ja i Delila.. Twoja nowa macocha..
-Nie przypominam sobie że was zapraszałem -Warknąłem do słuchawki.
-A ja nie przypominam sobie ,że się na coś nie zgadzasz.. Dziadek mówił że masz dziewczynę, ją też chcę poznać.. Nie ma słowa nie.. Pamiętaj..
-Nie.. o proszę jaka magia
-W takim razie koniec z mieszkania w akademiku, wracasz do nas..-Wiedział gdzie uderzyć, wiedział jak bardzo ich kochałem i jak bardzo chciałem wrócić do domu.
-Kiedy?
-Dziś wylatujemy, będziemy u ciebie jakoś jutro.. kolacja i spacer.. Potem nasz spokój, ale zachowaj się jak na mojego syna przystało.
-Czyli mam przyjść z swoją dziewczyną i w połowie wieczoru zacząć pieprzyc inną laskę?
-Do zobaczenia Oli .-I się rozłączył. Miałem ochotę pierdolnąć telefonem przez pokój.
-Oli? -Niepewny głos zza moich pleców trochę mnie uspokoił.
-Przytul mnie i na razie cicho.. Powiem ci potem muszę się uspokoić -Westchnąłem i wtuliłem twarz w włosy dziewczyny. Niestety nie działało jak w filmach romantycznych , nie uspokoiłem się za bardzo. Miałem w głowie jeszcze więcej wkurwu niż wcześniej. Czy ja skończę jak on? Kurwa jebię.. Wyszliśmy na śniadanie ale jakoś nie umiałem się zebrać na otworzenie ust. Dopiero kiedy usiedliśmy przy stole na stołówce i jedliśmy umiałem powiedzieć cokolwiek.
-Mój ojciec jest chujem, zdradzał moją matkę i odwiedza mnie z macochą.. Chce cię poznać bo dziadek się wygadał jak mu o tobie opowiedziałem..
-Oh... Okay
-Okay?
-To tylko kolacja tak? Najwyżej potem sobie poprzeklinamy na niego.. Dasz radę oli -Uśmiechnęła się i pogłaskała mnie po zaciśniętej na stole pięści. Podniosłem głowę, stołówka była prawie pusta.. No tak, duża ilość powyjeżdżała z okazji wolnego. Może dwa stoliki były zajęte a przy innych siedzieli pojedynczy uczniowie . Westchnąłem i przeniosłem wzrok na dziewczynę która aktualnie drugą ręką jadła owsiankę.
<anastasia?>
-Śmierdzi mi z ust.. zero całusów do pierwszego mycia zębów -Uśmiechnąłem się po tych słowach ale zgodnie z jej żądaniem, wstałem. A raczej wykopałem się z pod kołdry i sturlałem na podłogę z której podniosłem się z głuchym jękiem.
-Żyjesz ?-Brunetka wywiesiła głowę przez materac i patrzyła na mnie zmartwiona.
-Nic mnie nie zabije.. Chyba -Dodałem pod nosem i wszedłem do łazienki. Umyłem twarz pod zimną wodą , może jednak prysznic? To bardzo dobry pomysł.. Odkręciłem wodę i wsunąłem się pod ciepłą ścianę wody. Kiedy czysty płyn zmywał ze mnie pozostałości wczorajszego dnia w głowie zrodziła mi się myśl : Dziewczyna mnie ustatkowała... I nie mam z tym problemu .. Odpowiednia dziewczyna? Nie jestem z nią tak długo, nadal kręcą mnie inne dziewczyny ale ona kręci mnie bardziej?
-Oli utopiłeś się ?-Do drzwi zapukał obiekt moich rozmyślań.
-tak.. Potrzebuję usta usta ! -Odkrzyknąłem i zakręciłem wodę. Niepewna głowa wyłoniła się zza drzwi i.. Szybko odwróciła wzrok robiąc się czerwona.
-Penisa w życiu nie widziałaś?-Wyszedłem z pod prysznica i wycierałem się powoli ręcznikiem.
-Zakryj się -Mruknęła cicho. Wybuchłem śmiechem.
-oj skarbie, naprawdę? To tylko kawałek skóry.. który może dać wiele przyjemności -Zrobiłem krok w jej kierunku i z twarzy nie schodził mi uśmiech.
-Oli spadaj ! Ubierz się już ! -Pisnęła i szybko zniknęła z łazienki. Pokręciłem głową do samego siebie. Ale tak brzydki? Ubrałem bokserki i wyszedłem do niej.
-Chyba nie mam brzydkiego penisa co? -Zaczepiłem podchodząc do szafy.
-Nie widziałam nie wiem..
-Mogę ci pokazać -Ponowna zaczepka.
-Już żałuję tego związku -Jęknęła cicho.
-Kochasz to -Posłałem jej uśmiech i szybko ubrałem się w czarne spodnie , niebieski sweter . Dziewczyna o dziwo była już ubrana.
-Miałaś tu ubrania?-Zapytałem ciekaw tego w jaki magiczny sposób udało jej się znaleźć ciuchy, miała na sobie wielki biały sweter i leginsy.
-Poszłam do siebie jak się topiłeś pod prysznicem -Mruknęła i podniosła się z materacu.
-Ah.. to ma sens, lubię moje prysznice tak jak pocałunki.. Długie i ciepłe -Uśmiechnąłem się i złapałem delikatnie biodro dziewczyny , pochyliłem się i złączyłem nasze usta. Dopiero po długiej wymianie przyjemności usłyszeliśmy dzwonek telefonu.
-To mój -Jęknąłem i nie ruszyłem w jego kierunku.
-Odbierz.. to coś ważnego pewnie -Mruknęła i pchnęła mnie w kierunku dzwoniącej komórki. Sięgnąłem i nie patrząc na wyświetlacz przyłożyłem go do ucha.
-Halo?
-Oli, skoro zaczęły ci się ferie... Przyjeżdżamy do ciebie w odwiedziny.
-Ty i kto?
-Ja i Delila.. Twoja nowa macocha..
-Nie przypominam sobie że was zapraszałem -Warknąłem do słuchawki.
-A ja nie przypominam sobie ,że się na coś nie zgadzasz.. Dziadek mówił że masz dziewczynę, ją też chcę poznać.. Nie ma słowa nie.. Pamiętaj..
-Nie.. o proszę jaka magia
-W takim razie koniec z mieszkania w akademiku, wracasz do nas..-Wiedział gdzie uderzyć, wiedział jak bardzo ich kochałem i jak bardzo chciałem wrócić do domu.
-Kiedy?
-Dziś wylatujemy, będziemy u ciebie jakoś jutro.. kolacja i spacer.. Potem nasz spokój, ale zachowaj się jak na mojego syna przystało.
-Czyli mam przyjść z swoją dziewczyną i w połowie wieczoru zacząć pieprzyc inną laskę?
-Do zobaczenia Oli .-I się rozłączył. Miałem ochotę pierdolnąć telefonem przez pokój.
-Oli? -Niepewny głos zza moich pleców trochę mnie uspokoił.
-Przytul mnie i na razie cicho.. Powiem ci potem muszę się uspokoić -Westchnąłem i wtuliłem twarz w włosy dziewczyny. Niestety nie działało jak w filmach romantycznych , nie uspokoiłem się za bardzo. Miałem w głowie jeszcze więcej wkurwu niż wcześniej. Czy ja skończę jak on? Kurwa jebię.. Wyszliśmy na śniadanie ale jakoś nie umiałem się zebrać na otworzenie ust. Dopiero kiedy usiedliśmy przy stole na stołówce i jedliśmy umiałem powiedzieć cokolwiek.
-Mój ojciec jest chujem, zdradzał moją matkę i odwiedza mnie z macochą.. Chce cię poznać bo dziadek się wygadał jak mu o tobie opowiedziałem..
-Oh... Okay
-Okay?
-To tylko kolacja tak? Najwyżej potem sobie poprzeklinamy na niego.. Dasz radę oli -Uśmiechnęła się i pogłaskała mnie po zaciśniętej na stole pięści. Podniosłem głowę, stołówka była prawie pusta.. No tak, duża ilość powyjeżdżała z okazji wolnego. Może dwa stoliki były zajęte a przy innych siedzieli pojedynczy uczniowie . Westchnąłem i przeniosłem wzrok na dziewczynę która aktualnie drugą ręką jadła owsiankę.
<anastasia?>
poniedziałek, 1 stycznia 2018
od Oliego cd Anastasi.
Uśmiechnąłem się lekko, ranimy.
-Może..Nie przeszkadza mi to ,że mnie ranisz tak długo jak to ty , nie chcę od ciebie.. Nie chcę nic czego ty nie chcesz mi dać tylko.. Szansa? Nic wieccej, Przyjaźń ale pozwalajmy sobie ? Na.. Na cokolwiek -Zapytałem cicho. Na co ty liczysz idioto.
-Oli, nie dam ci tego co byś chciał..
-Nie mów tak, dajesz mi to i.. i zarazem nie? Cholera to dziwne do wyjaśnienia okay? Pozwólmy sobie być młodymi? Zróbmy .. Dajmy sobie szansę ? -Wymamrotałem i zniżyłem twarz. Przymknęła lekko oczy i cicho westchnęła. Schyliłem się i złączyłem nasze usta. Jej wargi były lodowate, dosłownie, miałem wrażenie ,ze dotknąłem ustami kawałka metalu który stał na mrozie. Pomimo tego dalej była słodka, delikatnie rozwarła wargi. Odsunąłem się i zatknąłem jej kosmyk włosów za uchem.
-Masz usta jak królowa lodu, nadal ci zimno.. Idź pod prysznic -Mruknąłem ale nie odsunąłem się. Nadal miałem dłonie na jej biodrze i ramieniu. Pochyliłem się w kierunku jej twarzy.
-Okay.. Ale nie mam w co się przebrać -Wymamrotała i wypuściła cicho powietrze.
-Koszulek ci u mnie pod dostatkiem, ciepłych spodni dresowych też, nie zginiesz -Zniżyłem twarz i znów ją pocałowałem. Delikatnie przejechałem czubkiem języka po jej dolnej wardze na co odpowiedziała rozchyleniem warg. Mój język powoli smakował wnętrze jej ust i nie potrafiłem dać jej spokoju, nie umiałem jej zostawić. Mruknąłem jej w usta i uniosłem dłoń do jej karku. Wsunąłem palce w jej włosy i delikatnie pociągnąłem. Jej ciało zareagowało w idealny sposób, osunęła się odrobinę tak jak by jej nogi na chwile odmówiły jej posłuszeństwa. Tym razem to ona przerwała pocałunek , oparła czoło o mój bark i cichuteńko odetchnęła.
-Nastia.. Idź się umyj -Mruknąłem i zrobiłem krok w tył. Kiwnęła głową i weszła do toalety. Wygrzebałem ubranie z szafy, niebieska koszulka i szary dres. Wszedłem do łazienki.
-OLI
-Oj daj spokój, jak bym gołej baby nie widział -Burknąłem i położyłem ubranie na zlewie.
-Oliii
-I tak cię zobaczę nago prędzej czy później -Westchnąłem i wyszedłem z łazienki. Usiadłem na materacu i odetchnąłem. Dopiero teraz sobie uświadomiłem ,że naśladuje gestami tego idiotę od którego ją uratowałem. On w dniu naszego poznania założył jej włosy za ucho i zaczął mówić o tym jak to powinni być razem. Jezu czy ja mogę być normalny? Założyłem ręce na oczy i nabrałem powietrza, ona ma rację , niszczymy się. Ale jezu dam jej się zniszczyć do zera. Dziewczyna wyszła z pod prysznica i słuchałem jak suszy włosy. Umyła się moimi płynami, będzie pachniała jak ja...
Podniosłem telefon do oczu. 23.40. Zaraz nowy rok.
-Księżniczko! Za chwilę nowy rok a ciebie tu nie ma -Krzyknąłem cicho.
-Zachoruję i umrę ! -Odpowiedziała ale wyszła z łazienki w moim ubraniu. Uśmiechnąłem się. Sam poszedłem i przebrałem się do spania, spodnie i tyle. Wczołgałem się pod kołdrę do dziewczyny i objąłem ją ramieniem. Była cieplejsza, o wiele cieplejsza.
-Cieplej?-Mruknąłem cicho.
-Tak.. Dziękuje i.. Przepraszam -Znów to .. Nastia przestań.
-Przestań. Nie przepraszaj, nie całujesz aż tak źle -Mruknąłem i odpowiedziało mi prychnięcie.
<nastia? nie ogarniam o czym aktualnie pisac, czym jestem ja w 2018>
-Może..Nie przeszkadza mi to ,że mnie ranisz tak długo jak to ty , nie chcę od ciebie.. Nie chcę nic czego ty nie chcesz mi dać tylko.. Szansa? Nic wieccej, Przyjaźń ale pozwalajmy sobie ? Na.. Na cokolwiek -Zapytałem cicho. Na co ty liczysz idioto.
-Oli, nie dam ci tego co byś chciał..
-Nie mów tak, dajesz mi to i.. i zarazem nie? Cholera to dziwne do wyjaśnienia okay? Pozwólmy sobie być młodymi? Zróbmy .. Dajmy sobie szansę ? -Wymamrotałem i zniżyłem twarz. Przymknęła lekko oczy i cicho westchnęła. Schyliłem się i złączyłem nasze usta. Jej wargi były lodowate, dosłownie, miałem wrażenie ,ze dotknąłem ustami kawałka metalu który stał na mrozie. Pomimo tego dalej była słodka, delikatnie rozwarła wargi. Odsunąłem się i zatknąłem jej kosmyk włosów za uchem.
-Masz usta jak królowa lodu, nadal ci zimno.. Idź pod prysznic -Mruknąłem ale nie odsunąłem się. Nadal miałem dłonie na jej biodrze i ramieniu. Pochyliłem się w kierunku jej twarzy.
-Okay.. Ale nie mam w co się przebrać -Wymamrotała i wypuściła cicho powietrze.
-Koszulek ci u mnie pod dostatkiem, ciepłych spodni dresowych też, nie zginiesz -Zniżyłem twarz i znów ją pocałowałem. Delikatnie przejechałem czubkiem języka po jej dolnej wardze na co odpowiedziała rozchyleniem warg. Mój język powoli smakował wnętrze jej ust i nie potrafiłem dać jej spokoju, nie umiałem jej zostawić. Mruknąłem jej w usta i uniosłem dłoń do jej karku. Wsunąłem palce w jej włosy i delikatnie pociągnąłem. Jej ciało zareagowało w idealny sposób, osunęła się odrobinę tak jak by jej nogi na chwile odmówiły jej posłuszeństwa. Tym razem to ona przerwała pocałunek , oparła czoło o mój bark i cichuteńko odetchnęła.
-Nastia.. Idź się umyj -Mruknąłem i zrobiłem krok w tył. Kiwnęła głową i weszła do toalety. Wygrzebałem ubranie z szafy, niebieska koszulka i szary dres. Wszedłem do łazienki.
-OLI
-Oj daj spokój, jak bym gołej baby nie widział -Burknąłem i położyłem ubranie na zlewie.
-Oliii
-I tak cię zobaczę nago prędzej czy później -Westchnąłem i wyszedłem z łazienki. Usiadłem na materacu i odetchnąłem. Dopiero teraz sobie uświadomiłem ,że naśladuje gestami tego idiotę od którego ją uratowałem. On w dniu naszego poznania założył jej włosy za ucho i zaczął mówić o tym jak to powinni być razem. Jezu czy ja mogę być normalny? Założyłem ręce na oczy i nabrałem powietrza, ona ma rację , niszczymy się. Ale jezu dam jej się zniszczyć do zera. Dziewczyna wyszła z pod prysznica i słuchałem jak suszy włosy. Umyła się moimi płynami, będzie pachniała jak ja...
Podniosłem telefon do oczu. 23.40. Zaraz nowy rok.
-Księżniczko! Za chwilę nowy rok a ciebie tu nie ma -Krzyknąłem cicho.
-Zachoruję i umrę ! -Odpowiedziała ale wyszła z łazienki w moim ubraniu. Uśmiechnąłem się. Sam poszedłem i przebrałem się do spania, spodnie i tyle. Wczołgałem się pod kołdrę do dziewczyny i objąłem ją ramieniem. Była cieplejsza, o wiele cieplejsza.
-Cieplej?-Mruknąłem cicho.
-Tak.. Dziękuje i.. Przepraszam -Znów to .. Nastia przestań.
-Przestań. Nie przepraszaj, nie całujesz aż tak źle -Mruknąłem i odpowiedziało mi prychnięcie.
<nastia? nie ogarniam o czym aktualnie pisac, czym jestem ja w 2018>
od Oliego cd Anastasi
Kiedy wybiła 17: 30 poddałem się. Najwyraźniej ma co innego do roboty prawda? Spędzanie sylwestra ze swoim .. z Archiem. Kurwa. Zebrałem się i ruszyłem do jej pokoju, słowo przepraszam musi wyjść z moich ust. Stanąłem pod feralnymi drzwiami i nabrałem powietrza w płuca, teraz albo nigdy. Zapukałem w drzwi i policzyłem do 10. Klamka się odciągnęła i. W drzwiach stał Archie, z mokrą głową i ręcznikiem na biodrach. Zamarliśmy obydwaj. Przejechałem wzrokiem po jego ciele, niewielkie malinki na jego brzuchu i ramionach dość ostro rzucały się w oczy.
- Mam nadzieję ,że będziesz kurwa szczęśliwy, zrób jej coś a cię znajdę i zrobię to samo tylko mocniej -Warknąłem głośno i odwróciłem się napięcie.
-Oli czekaj to nie tak! -Archie wyleciał za mną na korytarz jedną ręką trzymając ręcznik który miał dość luźno zawiązany dookoła pasa.
-A kurwa jak ? -Dość gwałtownie zahamowałem i stanąłem z nim twarzą w twarz. Miałem ochotę mu jebnąć w twarz. W dalszym ciągu miał na niej lekki uśmiech
-Ona do ciebie poszła ale padła jej bateria w telefonie, chyba nadal czeka -Zaczął spokojnie.
-A po chu? Ma ciebie.. Niech się zdecyduje -To było jedyne o czym potrafiłem aktualnie myśleć.
- Um.. Nie jesteśmy w swoim typie? Brakuje jej pewnego aspektu -Uśmiechnął się lekko i spojrzał w dół.
-Co? Czego jej ma brakować? - Zmarszczyłem brwi mocno zdziwiony.
-Penisa -Wymamrotał cały czerwony. Oh.. to.. to wiele tłumaczy.
-Um. gdybyś mi to powiedział parę tygodni temu to nawet bym cię pocałował , jesteś przystojny ale czeka na mnie pewna specjalna osoba -Uśmiechnąłem się i klepnąłem go w ramię. Dosłownie zakrztusił się powietrzem. Ruszyłem szybko za stajnię gdzie.. Stała, a raczej przeskakiwała z nogi na nogę w za dużej kurtce. Z daleka było widać jak na nogach zrobiła jej się gęsia skórka . Szybko wyszedłem z cienia i podszedłem do dziewczyny. Miała sine usta, cała była sina.
-Idiotko, nabawienie sie hipotermii na nowy rok nie jest dobrym pomysłem co ? Choć -Dosłownie złapałem ją w pasie i ruszyłem do akademika. Cos tam mamrotała o nieporozumieniu ale aktualnie mało to mnie obchodziło. Słyszałem jak trzęsie jej się szczęką i miałem ochotę uderzyć kogoś w twarz, najlepiej. Wbiłem do siebie do pokoju i posadziłem brunetkę na materacu. Zciągnąłem z niej kurtkę i owinąłem moim kocem. dodatkowo wygrzebałem ciepłe skarpety z szuflady i bez słowa jej podałem.
-Dz.. dzięki -Uśmiechnęła się i szybko zdjęła buty zastępując je wełnianymi skarpetami. Usadowiłem się obok niej i położyłem delikatnie rękę na jej udzie, było lodowate.
-Mam ci coś ważnego do powiedzenia-zacząłem spokojnie, zaraz zjebie znając mnie ale dobry początek to jednak dobry początek?
-Oli..
-Ci. Zdaję sobie sprawę ,że zjebałem. Nawet nie wiem jak bardzo chociaż wiem. Dobra to brzmi źle. Przepraszam. Ja.. Od małego jedyny przykład miłości jaki miałem to moi rodzice.. A oni nie byli świetną parą, ojciec spał z każdym kto popadnie a matka piła, i płakała.. I trochę nie .. Ja trochę nie wieżę w miłość? W wieczność przynajmniej al.. le ty jakoś. Pojawiłaś się nagle i dałaś mi powód do bycia mniejszym dupkiem niż jestem. I to mnie przestraszyło, boję się tego ,że ktoś jest w stanie tak bardzo na mnie wpłynąć. I, cholera ja coś do ciebie czuję, okay? I zdaję sobie sprawę masz Archiego ale.. Ja chciałem żebyś wiedziała bo jednak zasługujesz na to aby wiedzieć ,że ktoś nawet ktoś taki jak ja coś do ciebie czuje i uważa ,że jesteś piękna i.. I chce .. i tęskni za.. ido cholery ma ochotę cię całować w każdym możliwym momencie. I nie wiem jak jak mam się z tym czuć bo ja nie czuję, ja jestem chujem ja mam.. -Zamilkłem i zacisnąłem dłoń mocniej na lodowatym udzie.
-Po. Po prostu mi zależy okay? Jesteś moją księżniczką i mi na tobie zależy -Powiedziałem po chwili ciszy i zamilkłem całkowicie.
<nastia?>
- Mam nadzieję ,że będziesz kurwa szczęśliwy, zrób jej coś a cię znajdę i zrobię to samo tylko mocniej -Warknąłem głośno i odwróciłem się napięcie.
-Oli czekaj to nie tak! -Archie wyleciał za mną na korytarz jedną ręką trzymając ręcznik który miał dość luźno zawiązany dookoła pasa.
-A kurwa jak ? -Dość gwałtownie zahamowałem i stanąłem z nim twarzą w twarz. Miałem ochotę mu jebnąć w twarz. W dalszym ciągu miał na niej lekki uśmiech
-Ona do ciebie poszła ale padła jej bateria w telefonie, chyba nadal czeka -Zaczął spokojnie.
-A po chu? Ma ciebie.. Niech się zdecyduje -To było jedyne o czym potrafiłem aktualnie myśleć.
- Um.. Nie jesteśmy w swoim typie? Brakuje jej pewnego aspektu -Uśmiechnął się lekko i spojrzał w dół.
-Co? Czego jej ma brakować? - Zmarszczyłem brwi mocno zdziwiony.
-Penisa -Wymamrotał cały czerwony. Oh.. to.. to wiele tłumaczy.
-Um. gdybyś mi to powiedział parę tygodni temu to nawet bym cię pocałował , jesteś przystojny ale czeka na mnie pewna specjalna osoba -Uśmiechnąłem się i klepnąłem go w ramię. Dosłownie zakrztusił się powietrzem. Ruszyłem szybko za stajnię gdzie.. Stała, a raczej przeskakiwała z nogi na nogę w za dużej kurtce. Z daleka było widać jak na nogach zrobiła jej się gęsia skórka . Szybko wyszedłem z cienia i podszedłem do dziewczyny. Miała sine usta, cała była sina.
-Idiotko, nabawienie sie hipotermii na nowy rok nie jest dobrym pomysłem co ? Choć -Dosłownie złapałem ją w pasie i ruszyłem do akademika. Cos tam mamrotała o nieporozumieniu ale aktualnie mało to mnie obchodziło. Słyszałem jak trzęsie jej się szczęką i miałem ochotę uderzyć kogoś w twarz, najlepiej. Wbiłem do siebie do pokoju i posadziłem brunetkę na materacu. Zciągnąłem z niej kurtkę i owinąłem moim kocem. dodatkowo wygrzebałem ciepłe skarpety z szuflady i bez słowa jej podałem.
-Dz.. dzięki -Uśmiechnęła się i szybko zdjęła buty zastępując je wełnianymi skarpetami. Usadowiłem się obok niej i położyłem delikatnie rękę na jej udzie, było lodowate.
-Mam ci coś ważnego do powiedzenia-zacząłem spokojnie, zaraz zjebie znając mnie ale dobry początek to jednak dobry początek?
-Oli..
-Ci. Zdaję sobie sprawę ,że zjebałem. Nawet nie wiem jak bardzo chociaż wiem. Dobra to brzmi źle. Przepraszam. Ja.. Od małego jedyny przykład miłości jaki miałem to moi rodzice.. A oni nie byli świetną parą, ojciec spał z każdym kto popadnie a matka piła, i płakała.. I trochę nie .. Ja trochę nie wieżę w miłość? W wieczność przynajmniej al.. le ty jakoś. Pojawiłaś się nagle i dałaś mi powód do bycia mniejszym dupkiem niż jestem. I to mnie przestraszyło, boję się tego ,że ktoś jest w stanie tak bardzo na mnie wpłynąć. I, cholera ja coś do ciebie czuję, okay? I zdaję sobie sprawę masz Archiego ale.. Ja chciałem żebyś wiedziała bo jednak zasługujesz na to aby wiedzieć ,że ktoś nawet ktoś taki jak ja coś do ciebie czuje i uważa ,że jesteś piękna i.. I chce .. i tęskni za.. ido cholery ma ochotę cię całować w każdym możliwym momencie. I nie wiem jak jak mam się z tym czuć bo ja nie czuję, ja jestem chujem ja mam.. -Zamilkłem i zacisnąłem dłoń mocniej na lodowatym udzie.
-Po. Po prostu mi zależy okay? Jesteś moją księżniczką i mi na tobie zależy -Powiedziałem po chwili ciszy i zamilkłem całkowicie.
<nastia?>
niedziela, 31 grudnia 2017
od Oliego cd Anastasi
Noc była ciężka, oj tak. Kolejne próby uśnięcia kończyły się płaczem i zatkanym nosem. Nie mogłem usnąć bo miałem zatkany nos a kiedy szedłem go dmuchać znów zaczynałem się źle czuć i... Zamknięte koło się zamykało. Potarłem oczy dłonią słysząc budzik. Jakim cudem spałem? Dosłownie sturlałem się z łóżka i naciągnąłem na siebie bluzę. Nie chciało mi się ubierać. Miałem na sobie to co wczoraj, spodnie, buty musiałem śmierdzieć bo na łyżwach jednak się spociłem. Dodatkowo miałem cienie pod oczami i za pewnie czerwoną twarz. Ale śniadanie wzywa co? Naciągnąłem trampki na nogi i wyczłapałem z pokoju. Jebać ten dzień, jebać wczorajszy dzień. Stołówka była już pusta, no tak.. Wyjazdy na ferie do domu. Ciekawe czy matka wyśle mi esemesa? No i muszę zadzwonić do dziadka. Ciekawe co u niego. Dziadek.. Tęsknię za nim. Nie dzwonię bo mam wrażenie ,że znowu go zawiodę. Usiadłem przy.. przy stoliku, nie było tu żadnego zaimka.. Żaden nasz.. Wziąłem owsiankę i kawę, trzeba się jakoś ostatni dzień szkoły utrzymać na nogach. Wsunąłem łyżkę w kleistą maź i niepewnie uniosłem ją do ust. Co ona w tym widziała? Przełknąłem pierwszy słodki i kleisty kęs i przymknąłem oczy. Słodkie, może dlatego jest taka słodka? Od tego ile cukru konsumuje? Oli.. Oparłem głowę o dłoń i patrząc tępo w przestrzeń wmuszałem w siebie maź. Do pomieszczenia , mniej więcej w połowie miseczki, weszła ona. Miała związane włosy, wydawała się wyprana z emocji. Nie jestem sam.. Pewnie żałuje tego co zrobiła, oddała się komuś takiemu jak ja, dziwce.. Oddała to słabe słowo, nawet nie wsadziłem jej ręki w majtki. Skrzywiłem się i.. U boku dziewczyny szedł Archie. Szybka jest. Najwyraźniej nie jest tak trudno usunąć mnie ze swojego życia, jedna noc. Dziewczyna wyprostowała się i unikała przejeżdżania wzrokiem w moim kierunku.
-Hej Archie ! Musimy pogadać stary ! -Czemu do chuja to powiedziałem? Podniosłem się z siedzenia i liczyłem na to ,że do mnie podejdzie. Zyskałem to co chciałem, nastia popatrzyła na mnie. Wyglądamy tak samo kiepsko co? Chłopak o dziwo do mnie podszedł.
-Masz pracę domową z chemii?
-um.Nie? -Zmarszczył brwi i szybko się wycofał. Nastia oparła się o niego delikatnie i zaczęli o czymś rozmawiać. Najwyraźniej ważnym bo wyprostowała się i zrobiła zaskoczoną minę. Przyłożyła dłoń do piersi i (WRUK TY CHUJU NIE PODGLĄDAJ TYKO CHOĆ NA TEN CZAt )
uśmiechnęła się kiedy coś mówiła, po chwili przytulali się w najlepsze. Kurwa. Szybko odwróciłem wzrok, czemu nagle pieką mnie oczy? Drapanie w gardle robiło się nieznośne.
Zerwałem się z miejsca i wyszedłem ze stołówki, nie mam zamiaru tu siedzieć, nie mam zamiaru dać jej tej satysfakcji. Kobiety to jednak suki. Była taka milutka a teraz.. Kurwa, mogłem ją przelecieć jak mogłem. Odpierdoliła by się jak wszystkie inne.. Mógł bym sam się od niej odpierdolić i nie musiał bym teraz... Teraz co? Teraz kurwa się przyznaj ,że coś do niej czujesz bo.. Kurwa czuję coś do niej. Dość szybko znalazłem się w swoim pokoju, i co ja teraz mam zrobić? Podobno uczucia nie istnieją i kto jest teraz taki mądry ? Wygrzebałem telegon z kieszeni, dziadek już raczej nie śpi. Jeden sygnał, drugi, trzeci..
-Oli?
-H.. Hej dziadku -Uśmiechnąłem się do słuchawki i poczułem jak zaciska mi się gardło.
-Synu! Tak dawno nie dzwoniłeś co tam ? Opowiadaj ! Jak szkoła? Jak chaos ? -Staruszek miał jak zwykle ciepły i taki spokojny głos.
-Do.. Doobrze, zdaję.. Chos pracuje.. Ja..
-Coś nie tak.. co się dzieje?
-Jest taka dziewczyna.. -I nagle wszystko się ze mnie ulotniło, słowa płynęły jak potok i nie umiałem ich za trzymać. dobrze ,ze dziadek kochał słuchać. Zawsze miał gotowe ucho i porady.
-Powiedz jej to, to mądra dziewuszka zrozumie..
-Nie, miłość nie..
-Oli po co to powtarzasz? Komu się to starasz udowodnić? Mnie ? Ja znam swoją prawdę, daj sobie szansę.. Pozwól sobie zaryzykować, nie bałeś się wskoczyć na trochę dzikiego konia a boisz się uczuć? Rozumiem że nie miałeś przykładu idealnej miłości ale spójrz na nie i babcię? -Lekko zaskrzeczał i zamilknął.
-Ja.. Ale ona teraz ma innego -Wymamrotałem.
-Odkręcisz to, dasz radę synu wesołych świąt i powodzenia.. No i umyj się to zawsze jest dobrym pomysłem, ciepły prysznic -Pożegnał się tymi słowami i rozłączył. Okay, dziadek miewa rację.
do:👑
Stogi siana za stajniami, o 17 ? Postaram się wszystko wyjaśnić, proszę.
Te ostatnie słowo przyszło mi ciężko. Ale nie byłem pewien czy ma zamiar mnie zaszczycić swoją obecnością. Pewno nie. Ale kiedy wybiła 16.50 zebrałem się i szybko znalazłem się w wyznaczonym miejscu. 17:01.. Nie ma jej.. 17:10.. Nie ma jej.
<anastasia? pojawiasz się czy jeszcze się boczymy?>
-Hej Archie ! Musimy pogadać stary ! -Czemu do chuja to powiedziałem? Podniosłem się z siedzenia i liczyłem na to ,że do mnie podejdzie. Zyskałem to co chciałem, nastia popatrzyła na mnie. Wyglądamy tak samo kiepsko co? Chłopak o dziwo do mnie podszedł.
-Masz pracę domową z chemii?
-um.Nie? -Zmarszczył brwi i szybko się wycofał. Nastia oparła się o niego delikatnie i zaczęli o czymś rozmawiać. Najwyraźniej ważnym bo wyprostowała się i zrobiła zaskoczoną minę. Przyłożyła dłoń do piersi i (WRUK TY CHUJU NIE PODGLĄDAJ TYKO CHOĆ NA TEN CZAt )
uśmiechnęła się kiedy coś mówiła, po chwili przytulali się w najlepsze. Kurwa. Szybko odwróciłem wzrok, czemu nagle pieką mnie oczy? Drapanie w gardle robiło się nieznośne.
Zerwałem się z miejsca i wyszedłem ze stołówki, nie mam zamiaru tu siedzieć, nie mam zamiaru dać jej tej satysfakcji. Kobiety to jednak suki. Była taka milutka a teraz.. Kurwa, mogłem ją przelecieć jak mogłem. Odpierdoliła by się jak wszystkie inne.. Mógł bym sam się od niej odpierdolić i nie musiał bym teraz... Teraz co? Teraz kurwa się przyznaj ,że coś do niej czujesz bo.. Kurwa czuję coś do niej. Dość szybko znalazłem się w swoim pokoju, i co ja teraz mam zrobić? Podobno uczucia nie istnieją i kto jest teraz taki mądry ? Wygrzebałem telegon z kieszeni, dziadek już raczej nie śpi. Jeden sygnał, drugi, trzeci..
-Oli?
-H.. Hej dziadku -Uśmiechnąłem się do słuchawki i poczułem jak zaciska mi się gardło.
-Synu! Tak dawno nie dzwoniłeś co tam ? Opowiadaj ! Jak szkoła? Jak chaos ? -Staruszek miał jak zwykle ciepły i taki spokojny głos.
-Do.. Doobrze, zdaję.. Chos pracuje.. Ja..
-Coś nie tak.. co się dzieje?
-Jest taka dziewczyna.. -I nagle wszystko się ze mnie ulotniło, słowa płynęły jak potok i nie umiałem ich za trzymać. dobrze ,ze dziadek kochał słuchać. Zawsze miał gotowe ucho i porady.
-Powiedz jej to, to mądra dziewuszka zrozumie..
-Nie, miłość nie..
-Oli po co to powtarzasz? Komu się to starasz udowodnić? Mnie ? Ja znam swoją prawdę, daj sobie szansę.. Pozwól sobie zaryzykować, nie bałeś się wskoczyć na trochę dzikiego konia a boisz się uczuć? Rozumiem że nie miałeś przykładu idealnej miłości ale spójrz na nie i babcię? -Lekko zaskrzeczał i zamilknął.
-Ja.. Ale ona teraz ma innego -Wymamrotałem.
-Odkręcisz to, dasz radę synu wesołych świąt i powodzenia.. No i umyj się to zawsze jest dobrym pomysłem, ciepły prysznic -Pożegnał się tymi słowami i rozłączył. Okay, dziadek miewa rację.
do:👑
Stogi siana za stajniami, o 17 ? Postaram się wszystko wyjaśnić, proszę.
Te ostatnie słowo przyszło mi ciężko. Ale nie byłem pewien czy ma zamiar mnie zaszczycić swoją obecnością. Pewno nie. Ale kiedy wybiła 16.50 zebrałem się i szybko znalazłem się w wyznaczonym miejscu. 17:01.. Nie ma jej.. 17:10.. Nie ma jej.
<anastasia? pojawiasz się czy jeszcze się boczymy?>
piątek, 29 grudnia 2017
od Oliego cd Anastasi
Jadąc do domu nie mogłem przestać myśleć. Nauka jazdy na łyżwach najwyraźniej zmienia ludzi. Muzyka cicho grała z radia . Leciało Affection - Cigarette after sex. Jedna z ładniejszych piosenek jakie znam. Czemu mi na niej zależy ? It's affection always, You're gonna see it someday My attention for you. Even if it's not what you need. Oj tak. To uczucie ale nie jestem pewien czy chciałem aby je dostrzegła. To uczucie ale.. Nie jest jej potrzebne. Patrzyłem przez okno na ciężko padające grube płatki śniegu. Pogoda mnie nie chciała najwyraźniej pocieszyć co? Przeniosłem wzrok na skupioną na drodze dziewczynę. Aktualnie jechaliśmy gorszym fragmentem leśnej drogi więc musiała zwolnić. Miała lekko zmarszczone brwi i o panie.. Z kącika jej ust wysuwał się czubek różowiutkiego języka. Co ty robisz z moim ciałem? Co ty ze mną robisz? Nie wiem.. Ale zarówno podoba mi się to i nie podoba.. Dojechaliśmy na miejsce około 19. Sięgnąłem po telefon z kieszeni i.. Jemioła. Ta mała narośl na drzewie która jest pasożytem. Nic wspaniałego a ludzie postanowili sobie z niej zrobić symbol..Ta cholerna jemioła.
***************
-Przyznaj że nie było tak źle ! -Nastia znów podjęła temat mojej dzisiejszej porażki i trochę nie porażki. Uśmiechnęła się w zaczepny sposób.
-Jak już potrafiłem utrzymać równowagę ... było w porządku -Wzruszyłem ramionami i odwiesiłem kurtkę do szafy. Co miałem powiedzieć? Mogłem sobie na ciebie popatrzeć i podziwiać jak fajny tyłek masz.. Mogłem udawać jeszcze gorszego niż byłem żebyś była bliżej mnie.. I zarazem była za blisko. To zabawne ,że ktoś jest zarówno za blisko jak i za daleko. Przyjaciele.. Właśnie odkryłem definicję tego słowa.
-Wszystko ok? -Zapytała nagle. Zmarszczyłem brwi, nie istnieje nawet jedna setna możliwości ,że czyta mi w myślach. Dzięki bogu dawno przestała by się ze mną zadawać.
- Przez całą drogę się nie odzywałeś, pomyślałam, że mogło się coś stać. - Wzruszyła ramionami. Ah.. Widzisz.. Całą drogę spędziłem na kłótni z samym sobą.
- Nie, wszystko w porządku. Po prostu musiałem trochę pomyśleć, nic istotnego. - Wzruszyłem ramionami. Teraz albo nigdy? Ta cholerna jemioła wbijała mi się lekko w udo przypominając o swojej obecności. Usiadłem na łóżku. Widocznie chciała sobie iść ale..
- Zapomniałem o czymś. - Podniosłem się i ruszyłem w jej kierunku. Jeszcze mogę zawrócić. Mogę powiedzieć ,że zapomniała powiedzieć mi dobranoc albo.. Pierdole. Chce ją pocałować.Sięgnąłem do kieszeni i wyłowiłem już w mocno opłakanym stanie jemiołę. Jeden z ostatnich listków opadł na moją podłogę. Podniosłem ją nad głowę. Nastia daj mi kosza. Powiedz że jestem idiotą,że mam spierdalać. Każ mi spierdalać. Zamiast tego podeszła i .. Nigdy nie będę umiał opisać smaku jej ust. Mogłem próbować.. Były słodkie, to jedyne co umiałem określić. Delikatnie zagryzłem jej dolną wargę . Dopiero po dłuższej chwili byłem w stanie się odsunąć. Czemu ja to do jasnej cholery robię.
Patrzyłem jak otwiera oczy i delikatnie oblizuje usta. Była lekko zarumieniona i niepewnie spojrzała w moim kierunku. Złapałem z nią szybko kontakt wzrokowy.
-Nastia -Wymamrotałem w jej kierunku i zrobiłem krok w przód.
-Przyjaciele... Przyjaciele nie.. -Czemu miała nagle łzy w oczach? O co chodzi? Jak ja nie ogarniam kobiet..
-Nie. ale... -Zacząłem ale wszyła z pokoju. Stałem tam jak idiota z jemiołą w pięści . Coś w moim brzuchu aktualnie wykonało fikołka i zacisnęło się, to nie przyjemne uczucie i ucisk w piersi. Ja pierdolę. Wygrzebałem telefon i spojrzałem na wyświetlacz. Od niedawna moją tapetą było zdjęcie które udało mi się zrobić. Zdjęcie które strzeliliśmy sobie z Nastią przed balem. Wkurzony na samego siebie odrzuciłem go w bok i usiadłem na łóżku. Ukryłem twarz w dłoniach. Duży chłopcy nie płaczą.. Pamiętaj. Nabrałem haust powietrza i głośno przeklnąłem . Nie wiem co robić. Utknąłem. I do jasnej cholery nawet nie mam z kim o tym porozmawiać. Jak bardzo zjebany jestem, nie potrafię mieć znajomych. Kurwa.
- Brawo, jak zwykle umiesz zjebać -Warknąłem na samego siebie . Jemioła w dalszym ciągu tkwiła w mojej pięści. Uniosłem ją do oczu. Wszystko twoja wina. Ale i zarazem .. Nie umiałem jej wywalić. Wygrzebałem z szuflady zeszyt w którym często zapisywałem różne myśli. Wsunąłem gałązkę pomiędzy strony. To takie babskie co robię ale i .. To pomaga. Znów sięgnąłem po telefon. Dobra pierdolę.
Do 👑
Nie możemy zacząć od nowa ? .. NIE Skasowałem,
Zależy mi... Też skasowałem.
Przepraszam, nie powtórzę tego. Skasowałem.
Przyjaciel nie całuje tak jak ty. Skasowałem.
Nic nie ma sensu. Skasowałem.
Ciężko to ubrać w słowa, ułatwiasz mi życie. Skasowałem.
Może powinniśmy dać sobie chwilę spokoju... Wysłałem.
Ukryłem twarz w dłoniach i zwinąłem się na łóżku. Po raz pierwszy od dawna, pozwoliłem sobie płakać.
<Nastia? nie ogarniam co pisać ale.. emm.. nie zabij mnie?>
***************
-Przyznaj że nie było tak źle ! -Nastia znów podjęła temat mojej dzisiejszej porażki i trochę nie porażki. Uśmiechnęła się w zaczepny sposób.
-Jak już potrafiłem utrzymać równowagę ... było w porządku -Wzruszyłem ramionami i odwiesiłem kurtkę do szafy. Co miałem powiedzieć? Mogłem sobie na ciebie popatrzeć i podziwiać jak fajny tyłek masz.. Mogłem udawać jeszcze gorszego niż byłem żebyś była bliżej mnie.. I zarazem była za blisko. To zabawne ,że ktoś jest zarówno za blisko jak i za daleko. Przyjaciele.. Właśnie odkryłem definicję tego słowa.
-Wszystko ok? -Zapytała nagle. Zmarszczyłem brwi, nie istnieje nawet jedna setna możliwości ,że czyta mi w myślach. Dzięki bogu dawno przestała by się ze mną zadawać.
- Przez całą drogę się nie odzywałeś, pomyślałam, że mogło się coś stać. - Wzruszyła ramionami. Ah.. Widzisz.. Całą drogę spędziłem na kłótni z samym sobą.
- Nie, wszystko w porządku. Po prostu musiałem trochę pomyśleć, nic istotnego. - Wzruszyłem ramionami. Teraz albo nigdy? Ta cholerna jemioła wbijała mi się lekko w udo przypominając o swojej obecności. Usiadłem na łóżku. Widocznie chciała sobie iść ale..
- Zapomniałem o czymś. - Podniosłem się i ruszyłem w jej kierunku. Jeszcze mogę zawrócić. Mogę powiedzieć ,że zapomniała powiedzieć mi dobranoc albo.. Pierdole. Chce ją pocałować.Sięgnąłem do kieszeni i wyłowiłem już w mocno opłakanym stanie jemiołę. Jeden z ostatnich listków opadł na moją podłogę. Podniosłem ją nad głowę. Nastia daj mi kosza. Powiedz że jestem idiotą,że mam spierdalać. Każ mi spierdalać. Zamiast tego podeszła i .. Nigdy nie będę umiał opisać smaku jej ust. Mogłem próbować.. Były słodkie, to jedyne co umiałem określić. Delikatnie zagryzłem jej dolną wargę . Dopiero po dłuższej chwili byłem w stanie się odsunąć. Czemu ja to do jasnej cholery robię.
Patrzyłem jak otwiera oczy i delikatnie oblizuje usta. Była lekko zarumieniona i niepewnie spojrzała w moim kierunku. Złapałem z nią szybko kontakt wzrokowy.
-Nastia -Wymamrotałem w jej kierunku i zrobiłem krok w przód.
-Przyjaciele... Przyjaciele nie.. -Czemu miała nagle łzy w oczach? O co chodzi? Jak ja nie ogarniam kobiet..
-Nie. ale... -Zacząłem ale wszyła z pokoju. Stałem tam jak idiota z jemiołą w pięści . Coś w moim brzuchu aktualnie wykonało fikołka i zacisnęło się, to nie przyjemne uczucie i ucisk w piersi. Ja pierdolę. Wygrzebałem telefon i spojrzałem na wyświetlacz. Od niedawna moją tapetą było zdjęcie które udało mi się zrobić. Zdjęcie które strzeliliśmy sobie z Nastią przed balem. Wkurzony na samego siebie odrzuciłem go w bok i usiadłem na łóżku. Ukryłem twarz w dłoniach. Duży chłopcy nie płaczą.. Pamiętaj. Nabrałem haust powietrza i głośno przeklnąłem . Nie wiem co robić. Utknąłem. I do jasnej cholery nawet nie mam z kim o tym porozmawiać. Jak bardzo zjebany jestem, nie potrafię mieć znajomych. Kurwa.
- Brawo, jak zwykle umiesz zjebać -Warknąłem na samego siebie . Jemioła w dalszym ciągu tkwiła w mojej pięści. Uniosłem ją do oczu. Wszystko twoja wina. Ale i zarazem .. Nie umiałem jej wywalić. Wygrzebałem z szuflady zeszyt w którym często zapisywałem różne myśli. Wsunąłem gałązkę pomiędzy strony. To takie babskie co robię ale i .. To pomaga. Znów sięgnąłem po telefon. Dobra pierdolę.
Do 👑
Nie możemy zacząć od nowa ? .. NIE Skasowałem,
Zależy mi... Też skasowałem.
Przepraszam, nie powtórzę tego. Skasowałem.
Przyjaciel nie całuje tak jak ty. Skasowałem.
Nic nie ma sensu. Skasowałem.
Ciężko to ubrać w słowa, ułatwiasz mi życie. Skasowałem.
Może powinniśmy dać sobie chwilę spokoju... Wysłałem.
Ukryłem twarz w dłoniach i zwinąłem się na łóżku. Po raz pierwszy od dawna, pozwoliłem sobie płakać.
<Nastia? nie ogarniam co pisać ale.. emm.. nie zabij mnie?>
środa, 27 grudnia 2017
od Oliego cd Anastasi
Wyturlałem się z łóżka około 9 rano. Co ja.. Ona wczoraj tu była. Wyraźnie czułem ten charakterystyczny zapach który nosiła ze sobą dziewczyna. Niby słodki ale niosący za sobą nutę jakiegoś piżma albo innej lekko ostrzejszej nuty. Spojrzałem na materac i pokręciłem głową, przyjaciele. Tyle co z nas zostaje i.. to lepiej prawda? Nie istnieją uczucia inne niż te prowadzone pożądaniem które po pewnym czasie się wypala. Na podłodze znalazłem gumkę do włosów. Nie była raczej moja , i nie była innej dziewczyny bo tych nie było u mnie przez ostatnie 2 tygodnie za wiele. Schyliłem się i podniosłem czarną gumkę. Nie wiem czemu ale jeden z moich kącików ust uniósł się w uśmiechu. Głupi Oli. Przełożyłem rękę przez koło materiału i zostawiłem ją na swoim nadgarstku, tak jej nie zgubię i oddam właścicielce przy okazji. Sam udałem się pod prysznic i zmyłem z siebie pozostałości wczorajszego dnia. Niestety gardło dalej mnie odrobinę drapało . Cholerne bakterie. Nienawidzę ich. Ubrałem się i wyjąłem z jednej z szuflad leki na przeziębienie. Popiłem tabletkę syropem i wróciłem do łóżka, nie muszę dzisiaj żyć. Wystarczy mi mój materac, kołderka podusia.. Przymknąłem oczy i oddałem się snu, sen to najlepsze lekarstwo na wszystko, słyszałem tak od wielu ludzi i nie miałem zamiaru się z nimi na ten temat sprzeczać. Obudziło mnie pukanie do drzwi. Nieprzytomny podniosłem się z ciepłego nieba i stawiłem czoła temu komuś. Nie czułem się już tak źle, idąc do drzwi zerknąłem na telefon, była 13. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem stojącą nastię.
-Hej? -Uśmiechnęła się raczej niepewnie. Podniosłem wzrok i.. Oh. Jemioła. Z oddali korytarza usłyszałem cichy pisk i głośne :
-Nie macie wyjścia ! -Zmarszczyłem brwi. Nie mam wyjścia? Sięgnąłem ponad dziewczynę i zerwałem gałazki , wsadziłem je do kieszeni.
-heh.. ale kapcan z tej Imany -Mruknęła cicho Nastia.
-Ja mam zawsze inne wyjście -Mruknąłem cicho i spojrzałem na twarz brunetki która aktualnie była lekko czerwona.
-Wyspałaś się? Nie złapałaś czegoś ode mnie? Bo ja rano nie byłem w najlepszej formie -Zapytałem . Troska, od kiedy to ja się troszczę?
-Huh? Nie.. Ale .. Chcesz iść na lodowisko? W mieście obok jest i Imany chciała -Dodała szybko to o Imany.
-Umm, jakoś... Nie wiem czy się nadaję - Nie chciałem się przyznać na głos ,że moje zdolności jazdy na łyżwach to... Wywalanie się.
-No i Imany pewnie namówi Zaina i Harry i Izzy.. -Wymieniała dziewczyna.
-Jedziesz sama z samymi parami?
-No.. Dlatego myślałam że może...wiesz jesteśmy przyjaciółmi i to dotrzymasz mi towarzystwa -Zrobiła smutną minę. Jak ja mam powiedzieć nie takim oczom? Pokręciłem głową.
-Kiedy jedziecie ?
-Za.. godzine, coś takiego, jedziemy na dwa samochody -Uśmiechnęła się.
-ok.. Ale ja siedzę z przodu-Miałem zamiar puszczać swoją muzykę.
-Tak tak.. Ubierz się ciepło -Pokiwała głową i szybko oddaliła się w kierunku z którego dobiegały wcześniejsze głosy. Zamknąłem drzwi i przymknąłem oczy, czemu jej nie pocałowałem? Mogłem, aż się o to prosiła. Jej wargi wyglądały na tak miękkie. Mógł bym znów poczuć ten słodki smak.. Ubrałem się w bluzę i wygrzebałem z końca szuflady najcieplejsze skarpety jakie posiadałem. Gotów na wszystko założyłem bluzę, czapkę i szalik i poszedłem na parking gdzie czekała już grupa znajomych dziewczyny.
-Hej -Mruknąłem i starałem się nie podchodzić, nie znałem ich i nie chciałem. Chyba podzielali moje zdanie, jednak nie wszyscy.
-Hej! Jestem Imany -Ładna blondynka wyciągnęła w moim kierunku rękę. Mulat obok niej momentalnie się spiął.
-Oli -Uśmiechnąłem się i lekko uścisnąłem jej dłoń, była zimna.
-Nie masz jakiś rękawiczek? Jak bym dotykał sople lodu -Dodałem patrząc jak dziewczyna opiera się lekko o wspomnianego wcześniej mulata.
-Oh.. No jest trochę zimno.. Zain masz może jakieś zapasowe ?-Odwróciła twarz w kierunku chyba już nienawidzącego mnie chłopaka.
-Mam w samochodzie- Odezwał się dość słodko Zain i lekko objął ją w pasie.
-Hej ! Sorki ,że musieliście czekać ! -Pojawiła się Nastia.
-Chyba to oczywiste, księżniczki zawsze szykują się dłużej co ?-Uśmiechnąłem się do dziewczyny i niezdarnie poklepałem ją po ramieniu. Chciałem ją pocałować na powitanie, przytulić ale chuj z tym.
-Jedziemy?-Odezwał się wysoki.. Bardzo wysoki brunet.
-Tak tak -Nastia szybko odpaliła swoja auto. Podział był taki ,że jechaliśmy jej autem a reszta autem Zaina. Momentalnie ustawiłem swoją muzykę i kiwałem się w jej rytm kiedy wyjechaliśmy z bram akademii.
-I jak?
-Nie lubią mnie -Odwróciłem się do niej.
-Coo? Nie.. Imany uważa że jesteś spoko -Zaczęła mnie bronić , po co? Skarbie znasz mnie.
-Słońce.. Wiesz że mnie jest ciężko lubić więc im się nie dziwię -Mruknąłem , na słowo słońce dziewczyna zrobiła się czerwona. Nie komentowałem tego, po co? Dojechaliśmy szybko na miejsce, nie podobało mi się to. Starałem się odwlec moją porażkę jak najbardziej w czasie, jeździłem na łyżwach raz w życiu , miałem wtedy 5 lat i złapałem sobie palec. Nigdy więcej. Wysiadłem powoli z zaparkowanego samochodu i wolnym krokiem ruszyłem za grupą.
-I jak? Gotów ?-Dziewczyna obok mnie tryskała entuzjazmem, dobrze dla niej.
-Uhu..- NIE NIE JESTEM. Po chwili Imany zwolniła i zrównała krok z Anastasią.
-Jezu jak ja za tym tęskniłam ! Nie masz pojęcia ! Zrobimy jakieś nasze popisowe pokazy -Zaczęły gadać o tym ,że zrobią jakiś tam obrót i coś tam coś.. Jak można lubić jazdę na łyżwach? Wypożyczalnia niestety miała buty w moim rozmiarze, chwila mojej śmierci zbliżała się wielkimi krokami. Zapiąłem klamry i jako ostatni postawiłem ostrze na lodzie. Momentalnie poczułem jak noga mi ucieka. Postawiłem drugą i mocno złapałem się barierki. Nope.. Nie dla mnie.. Nope.
-OLI DAWAJ ! -Nastia pomachała mi z drugiego końca ringu. Mentalnie zmówiłem paciorek i odepchnąłem się od barierki w jej kierunku. Skutek? Pięknie pojechałem kawałek do przodu a potem zacząłem tracić równowagę. Ostatecznie moja twarz spotkała się z taflą lodu.
-Hej? -Uśmiechnęła się raczej niepewnie. Podniosłem wzrok i.. Oh. Jemioła. Z oddali korytarza usłyszałem cichy pisk i głośne :
-Nie macie wyjścia ! -Zmarszczyłem brwi. Nie mam wyjścia? Sięgnąłem ponad dziewczynę i zerwałem gałazki , wsadziłem je do kieszeni.
-heh.. ale kapcan z tej Imany -Mruknęła cicho Nastia.
-Ja mam zawsze inne wyjście -Mruknąłem cicho i spojrzałem na twarz brunetki która aktualnie była lekko czerwona.
-Wyspałaś się? Nie złapałaś czegoś ode mnie? Bo ja rano nie byłem w najlepszej formie -Zapytałem . Troska, od kiedy to ja się troszczę?
-Huh? Nie.. Ale .. Chcesz iść na lodowisko? W mieście obok jest i Imany chciała -Dodała szybko to o Imany.
-Umm, jakoś... Nie wiem czy się nadaję - Nie chciałem się przyznać na głos ,że moje zdolności jazdy na łyżwach to... Wywalanie się.
-No i Imany pewnie namówi Zaina i Harry i Izzy.. -Wymieniała dziewczyna.
-Jedziesz sama z samymi parami?
-No.. Dlatego myślałam że może...wiesz jesteśmy przyjaciółmi i to dotrzymasz mi towarzystwa -Zrobiła smutną minę. Jak ja mam powiedzieć nie takim oczom? Pokręciłem głową.
-Kiedy jedziecie ?
-Za.. godzine, coś takiego, jedziemy na dwa samochody -Uśmiechnęła się.
-ok.. Ale ja siedzę z przodu-Miałem zamiar puszczać swoją muzykę.
-Tak tak.. Ubierz się ciepło -Pokiwała głową i szybko oddaliła się w kierunku z którego dobiegały wcześniejsze głosy. Zamknąłem drzwi i przymknąłem oczy, czemu jej nie pocałowałem? Mogłem, aż się o to prosiła. Jej wargi wyglądały na tak miękkie. Mógł bym znów poczuć ten słodki smak.. Ubrałem się w bluzę i wygrzebałem z końca szuflady najcieplejsze skarpety jakie posiadałem. Gotów na wszystko założyłem bluzę, czapkę i szalik i poszedłem na parking gdzie czekała już grupa znajomych dziewczyny.
-Hej -Mruknąłem i starałem się nie podchodzić, nie znałem ich i nie chciałem. Chyba podzielali moje zdanie, jednak nie wszyscy.
-Hej! Jestem Imany -Ładna blondynka wyciągnęła w moim kierunku rękę. Mulat obok niej momentalnie się spiął.
-Oli -Uśmiechnąłem się i lekko uścisnąłem jej dłoń, była zimna.
-Nie masz jakiś rękawiczek? Jak bym dotykał sople lodu -Dodałem patrząc jak dziewczyna opiera się lekko o wspomnianego wcześniej mulata.
-Oh.. No jest trochę zimno.. Zain masz może jakieś zapasowe ?-Odwróciła twarz w kierunku chyba już nienawidzącego mnie chłopaka.
-Mam w samochodzie- Odezwał się dość słodko Zain i lekko objął ją w pasie.
-Hej ! Sorki ,że musieliście czekać ! -Pojawiła się Nastia.
-Chyba to oczywiste, księżniczki zawsze szykują się dłużej co ?-Uśmiechnąłem się do dziewczyny i niezdarnie poklepałem ją po ramieniu. Chciałem ją pocałować na powitanie, przytulić ale chuj z tym.
-Jedziemy?-Odezwał się wysoki.. Bardzo wysoki brunet.
-Tak tak -Nastia szybko odpaliła swoja auto. Podział był taki ,że jechaliśmy jej autem a reszta autem Zaina. Momentalnie ustawiłem swoją muzykę i kiwałem się w jej rytm kiedy wyjechaliśmy z bram akademii.
-I jak?
-Nie lubią mnie -Odwróciłem się do niej.
-Coo? Nie.. Imany uważa że jesteś spoko -Zaczęła mnie bronić , po co? Skarbie znasz mnie.
-Słońce.. Wiesz że mnie jest ciężko lubić więc im się nie dziwię -Mruknąłem , na słowo słońce dziewczyna zrobiła się czerwona. Nie komentowałem tego, po co? Dojechaliśmy szybko na miejsce, nie podobało mi się to. Starałem się odwlec moją porażkę jak najbardziej w czasie, jeździłem na łyżwach raz w życiu , miałem wtedy 5 lat i złapałem sobie palec. Nigdy więcej. Wysiadłem powoli z zaparkowanego samochodu i wolnym krokiem ruszyłem za grupą.
-I jak? Gotów ?-Dziewczyna obok mnie tryskała entuzjazmem, dobrze dla niej.
-Uhu..- NIE NIE JESTEM. Po chwili Imany zwolniła i zrównała krok z Anastasią.
-Jezu jak ja za tym tęskniłam ! Nie masz pojęcia ! Zrobimy jakieś nasze popisowe pokazy -Zaczęły gadać o tym ,że zrobią jakiś tam obrót i coś tam coś.. Jak można lubić jazdę na łyżwach? Wypożyczalnia niestety miała buty w moim rozmiarze, chwila mojej śmierci zbliżała się wielkimi krokami. Zapiąłem klamry i jako ostatni postawiłem ostrze na lodzie. Momentalnie poczułem jak noga mi ucieka. Postawiłem drugą i mocno złapałem się barierki. Nope.. Nie dla mnie.. Nope.
-OLI DAWAJ ! -Nastia pomachała mi z drugiego końca ringu. Mentalnie zmówiłem paciorek i odepchnąłem się od barierki w jej kierunku. Skutek? Pięknie pojechałem kawałek do przodu a potem zacząłem tracić równowagę. Ostatecznie moja twarz spotkała się z taflą lodu.
Pięknie, wypuściłem powietrze z płuc słysząc śmiech.
-Oli ! Nic ci nie jest !?- Momentalnie pojawiła się obok mnie brunetka. Złapała mnie pod ramię z Zainem i dźwignęli mnie w górę, nie na długo. Momentalnie jak mnie puścili ponownie poleciałem . Spojrzałem na Aastasię która aktualnie starała się ukryć swój śmiech i Zaina który śmiał już się na całego.
-Pięknie to tak się śmiać .. -Burknąłem i na kolanach doczłapałem do wyjścia, zdjąłem łyżwy i usiadłem na ławce. Mogłem sobie popatrzeć.
<nastia? chcę gorącą czekoladę i bitą śmietanę na nosie po tym>
piątek, 22 grudnia 2017
Od Oliego cd Anastasi
Obudził mnie stajenny. Była 5 rano a on karmił konie. Był odrobinę zdziwiony widząc mnie w boksie zakopanego w siano ale nic nie powiedział. Zebrałem się i poszedłem z powrotem do siebie. Pokój był pusty, pachiał odrobinę jej perfumami. Westchnąłem cicho i zdjąłem z siebie ubranie zostając w samych bokserkach. Padłem na materac i poszedłem spać. Niestety nie było mi dane bo około 8 rano obudził mnie głód. Ubrałem się szybko i zszedłem na śniadanie. Nasz stolik.. tfu. Ten stolik był pusty. Przez chwilę miałem wrażenie ,że tonę. Szybko otzepałem się z tego czymkolwiek to było i usiadłem z tacą . O dziwo kanapki nagle straciły smak. Westchnąłem i wmusiłem w siebie dwie porcje bez większych emocji. To pewnie kac. To na pewno kac. Zebrałem się i poszedłem do siebie. Jednak chciałem odespać? Kaca najlepiej odespać. Odkładając tacę wpadła mi w oko galaertka. Idiotyczna galaretka truskawkowa . Warknąłem sam do siebie i wróciłem do pokoju. Przydał by się prysznic? Wszedłem do łazienki i.. Moja koszula wisiała powieszona na główce od prysznica , miała niewielką plamę na przodzie ale spokojnie uda mi się ją wyprać.. Ktoś zadbał o to ,żeby nie zaplamiło.Ktoś.. Wiadomo kto, Nastia. Wkurzony jeszcze bardziej na samego siebie wziąłem szybki prysznic i zakopałem się w kołdrze. Nie miałem ochoty wychodzić z mojego bezpiecznego miejsca. Ale niestety moja głowa miała plan . Miałem sprzątać bo było brudno. Kiedy piąty raz odkurzyłem dywan, 3 razy pośceliłem łóżko i wywaliłem wszystko co używałem conajmniej tydzień(szczoteczka do zębów, golarka itd) poczułem chwilę spokoju. Był czas kolacji. Najlepiej. O dziwo jakoś mnie nie ciągnęło na dół. Znów miałem siedzieć sam? Urałem się i poszedłem na dół. Przy wejściu zobaczyłem ciemne włosy związane w kucyk . Nastia! A fagas obok niej? Szybka jest , nie powiem ,że nie ale.. Przecież on jest zjebany, zawsze go olewała.
-Możemy porozmawiać?-Podszedłem do niej. Jej wzrok przeszedł na moje usta. Oj słońce... Przecież to pijane pocałunki.. Nic .. Nic ważnego ? To czemu nie mogę przestać czuć smaku jej ust?
-Teraz nie mogę , idę na kolacje
-A kiedy będziesz mogła? -O co jej nagle.. Czy ona miała.. Czemu ja nie ogarniam?
-Idziesz?-Nagle odezwał się on. Przeniosłem na niego wzrok i poczułem jak pięści automatycznie zaciskają mi się w pięści.
-Jasne... Nie wiem . Może póżniej -Odpowiedziała jemu a potem mnie i poszła. Czemu tonę? Odeszła dość szybko rozmawiając z chłopakiem. Nogi dosłownie wrosły mi w ziemię i miałem wrażenie ,że robię się maleńki. Nie to kurwa nie. Wyszedłem szybko z akademii. Nie miałem zamiaru w niej zostawać, nie teraz. Najbliższy przystanek autobusowy był około 10 minut drogi od wyjścia. Brak kurtki ? Brak ciepłego ubrania? Jebać! Szybkim krokiem pokonywałem drogę. Akurat odjeżdzał autobus do pobliskiego miasta. Zabrałem się nim. W mieście były kluby, bary, miejsca spotkań. Nic łatwiejszego! Szybko znalazłem się w jednym z nich. Kolorowe swiatła, muzyka ludzie, ciała , endorfiny! Udało mi się wejść na parkiet , znalazłem jakąś dziewczyne, blondynka o długich nogach. Coś jej brakowało ale.. Z braku laku? Wyszliśmy do łazienki klubowej.
-I jak tam słodziaku co masz do zaoferowania?-Mruknęła i zjechała dłonią do mojego rocza. Prychnąłem, to brzmiał tak absurdalnie. Jej dłoń zacisnęła się dookoła mojego penisa i dośc agresywnie starała się mnie pobudzić. Było to raczej bolesne niż przyjemne więc dosc szybko opuściłem toaletę. Co do huja? Wkurzony jeszcze bardziej wyżebrałem od stojących przed budynkiem papierosa. Jakim cudem ja się znalazłem poza budynkiem? Nie pamiętam kiedy wychodziłem. Zaciagnąłem się okropnym dymem. Czemu znowu czuje jej smak? Ruszyłem w kierunku akademii. Czekał mnie godznny spacer. Wkurzony na siebie upchnąłem dłonie do kieszeni i ruszyłem. Szybciej się tam nie znajdę. Chłód dość boleśnie dawał mi sie w znaki, dodatkowo z nieba zaczął padać snieg. Jednak bluza nie była odpowiednim ubraniem na taki dzień co? W drodze cały czas przeklinałem na siebie, swiat, ludzi, pogodę... Wszystko na mojej liście. Kiedy zobaczyłem światła bramy przyspieszyłem kroku, byłem cały mokry przez śnieh i czułem jak boli mnie gardło.Splunąłem w krzaki i wszedłem do akademika. Pierwsza myśl.. Pokój dziewczyny która tak bardzo coś zmieniła .Co? Wszystko najwyraźniej bo nawet stanąć mi nie mógł. Zapukałem. Cisza.. Cisza.
-Kto tam?-Jej głos był przyciszony. Nie wpuści mnie jak powiem ,że ja. Zapukałem ponownie.
-Jezu kogo niesie-Słyszałem jak podnosi się z łóżka i człapie do drzwi, po chwili otworzyła je a na mój widok zrobiła zdziwioną minę.
-Oli? Gdzi ty byłeś? Jesteś cały mokry -Mrukęła i starała się lekko przymnkąć drzwi.
-Nie zajmę ci dużo czas, nie wyspałem sie bo spędziłem ostatnią noc w boksie, a teraz wracałem godzinę z buta przez największy śnieg w tej jebanej historii. Przepraszam. Przepraszam ,że jestem taki jaki jestem. Zdaję sobie sprawę ,że masz prawo mnie nienawidzić ale nie rób tego. W dalszym ciągu .. W dalszym ciągu jesteś moją królweną i ciężko mi bez ciebie na śniadaniu przy naszym stoliku, albo bez naszej czczej gadaniny. Przepraszam ,że cię pocałowałem i przepraszam ,że nie jestem normalny.. Bo zasługujesz na normalne najlepsze szczęście. I.. Przepraszam ,że nie umiem.. -Nie umiałem dokończyć zdania. Chciałem przeprosić za to ,że nie umiałem wymazac smaku jej ust z pamięci . Chciałem przeprosić za to ,że nie umiałem nagle być z kimś innym i za to ,że nagle wszystko miało mniej sensu, za to ,że byłem tak zjebany.. Nastia stała w drzwiach ze spuszczonym wzrokiem.
-Oli..
-Nie.. Ja rozumiem okay? I.. Przepraszam -Wymamrotałem i szybko poszedłem do siebie. Nie chciałem żeby robiła coś z litości.
<Nastia? Szykujemy chusteczki !>
-Możemy porozmawiać?-Podszedłem do niej. Jej wzrok przeszedł na moje usta. Oj słońce... Przecież to pijane pocałunki.. Nic .. Nic ważnego ? To czemu nie mogę przestać czuć smaku jej ust?
-Teraz nie mogę , idę na kolacje
-A kiedy będziesz mogła? -O co jej nagle.. Czy ona miała.. Czemu ja nie ogarniam?
-Idziesz?-Nagle odezwał się on. Przeniosłem na niego wzrok i poczułem jak pięści automatycznie zaciskają mi się w pięści.
-Jasne... Nie wiem . Może póżniej -Odpowiedziała jemu a potem mnie i poszła. Czemu tonę? Odeszła dość szybko rozmawiając z chłopakiem. Nogi dosłownie wrosły mi w ziemię i miałem wrażenie ,że robię się maleńki. Nie to kurwa nie. Wyszedłem szybko z akademii. Nie miałem zamiaru w niej zostawać, nie teraz. Najbliższy przystanek autobusowy był około 10 minut drogi od wyjścia. Brak kurtki ? Brak ciepłego ubrania? Jebać! Szybkim krokiem pokonywałem drogę. Akurat odjeżdzał autobus do pobliskiego miasta. Zabrałem się nim. W mieście były kluby, bary, miejsca spotkań. Nic łatwiejszego! Szybko znalazłem się w jednym z nich. Kolorowe swiatła, muzyka ludzie, ciała , endorfiny! Udało mi się wejść na parkiet , znalazłem jakąś dziewczyne, blondynka o długich nogach. Coś jej brakowało ale.. Z braku laku? Wyszliśmy do łazienki klubowej.
-I jak tam słodziaku co masz do zaoferowania?-Mruknęła i zjechała dłonią do mojego rocza. Prychnąłem, to brzmiał tak absurdalnie. Jej dłoń zacisnęła się dookoła mojego penisa i dośc agresywnie starała się mnie pobudzić. Było to raczej bolesne niż przyjemne więc dosc szybko opuściłem toaletę. Co do huja? Wkurzony jeszcze bardziej wyżebrałem od stojących przed budynkiem papierosa. Jakim cudem ja się znalazłem poza budynkiem? Nie pamiętam kiedy wychodziłem. Zaciagnąłem się okropnym dymem. Czemu znowu czuje jej smak? Ruszyłem w kierunku akademii. Czekał mnie godznny spacer. Wkurzony na siebie upchnąłem dłonie do kieszeni i ruszyłem. Szybciej się tam nie znajdę. Chłód dość boleśnie dawał mi sie w znaki, dodatkowo z nieba zaczął padać snieg. Jednak bluza nie była odpowiednim ubraniem na taki dzień co? W drodze cały czas przeklinałem na siebie, swiat, ludzi, pogodę... Wszystko na mojej liście. Kiedy zobaczyłem światła bramy przyspieszyłem kroku, byłem cały mokry przez śnieh i czułem jak boli mnie gardło.Splunąłem w krzaki i wszedłem do akademika. Pierwsza myśl.. Pokój dziewczyny która tak bardzo coś zmieniła .Co? Wszystko najwyraźniej bo nawet stanąć mi nie mógł. Zapukałem. Cisza.. Cisza.
-Kto tam?-Jej głos był przyciszony. Nie wpuści mnie jak powiem ,że ja. Zapukałem ponownie.
-Jezu kogo niesie-Słyszałem jak podnosi się z łóżka i człapie do drzwi, po chwili otworzyła je a na mój widok zrobiła zdziwioną minę.
-Oli? Gdzi ty byłeś? Jesteś cały mokry -Mrukęła i starała się lekko przymnkąć drzwi.
-Nie zajmę ci dużo czas, nie wyspałem sie bo spędziłem ostatnią noc w boksie, a teraz wracałem godzinę z buta przez największy śnieg w tej jebanej historii. Przepraszam. Przepraszam ,że jestem taki jaki jestem. Zdaję sobie sprawę ,że masz prawo mnie nienawidzić ale nie rób tego. W dalszym ciągu .. W dalszym ciągu jesteś moją królweną i ciężko mi bez ciebie na śniadaniu przy naszym stoliku, albo bez naszej czczej gadaniny. Przepraszam ,że cię pocałowałem i przepraszam ,że nie jestem normalny.. Bo zasługujesz na normalne najlepsze szczęście. I.. Przepraszam ,że nie umiem.. -Nie umiałem dokończyć zdania. Chciałem przeprosić za to ,że nie umiałem wymazac smaku jej ust z pamięci . Chciałem przeprosić za to ,że nie umiałem nagle być z kimś innym i za to ,że nagle wszystko miało mniej sensu, za to ,że byłem tak zjebany.. Nastia stała w drzwiach ze spuszczonym wzrokiem.
-Oli..
-Nie.. Ja rozumiem okay? I.. Przepraszam -Wymamrotałem i szybko poszedłem do siebie. Nie chciałem żeby robiła coś z litości.
<Nastia? Szykujemy chusteczki !>
od Oliego cd Anastasi
Moment w którym nasze usta się spotkały był dla mnie jak kubeł zimnej wody. Miałem wrażenie ,ze na chwilę wszystko się zatrzymało. Pachniała truskawkami i smakowała jeszcze bardziej słodko. Uniosłem rękę i położyłem na tyle jej głowy pogłębiając pocałunek. Delikatnie rozchyliła wargi i pozwoliła mojemu językowi penetrować swoje usta (wtf nie umiem opisywać pocałunku.. co to za słowo penetracja). Cicho mruknęła i pozwoliła mi przejąć kontrolę. Przesunąłem drugą dłoń na jej biodro. Jej ręce znalazły się na moich ramionach , delikatnie ugniatała moje barki . To wszystko było za piękne. Po chwili odsunęliśmy się od siebie w potrzebie łapania oddechu. Cienka stróżka śliny rozciągnęła się pomiędzy nami. Oparłem delikatnie czoło o jej czoło. Cicho oddychała ale po chwili nachyliła się i tym razem to ona zapoczątkowała o wiele bardziej ognisty pocałunek. Złapała kołnierz mojej marynarki i wtuliła się we mnie mocniej. Złapałem ją w pasie i przeniosłem na łóżko. Położyła się na plecach a ja zawisłem nad nią i ponownie złączyłem nasze usta. Czemu smakujesz aż tak wspaniale? Czemu mam wrażenie ,ze nigdy nie odkryję tego smaku z inną osobą? Zjechałem dłonią po jej udzie pod sukienkę. Jej cichy jęk szybko mnie obudził. To Nastia, ona jest pijana... Ona zawsze mówiła ze tego nie chce. Jak to zrobię to równie dobrze mogę nazywać się gwałcicielem. Dość szybko się podniosłem. Miała lekko zamglony wzrok i mocno zarumienione policzki.
-Oli?
-Nastia.. Ja.. Nie możemy.. Bardzo tego chcę .. ale a.. - Okryłem twarz w dłoniach. Dziewczyna podniosła się i delikatnie odsunęła moje ręce i zastąpiła je swoimi.
-Oli.. -Wyszeptała moje imię niczym pewnego rodzaju modlitwę. Nachyliła się i znów złączyła nasze usta. Czemu tak trudno jest..
-Nastia nie.. -Odsunąłem się stanowczo , ona tego nie chciała.
-Nie chcesz tego.. NIe chcesz mnie w swoim łóżku .. Po prostu.. Nie -Wymamrotałem i dość szybko opuściłem swój pokój. Niech ona tam zostanie i śpi. Niech jest bezpieczna.. Ja.. Ja dość szybkim krokiem poszedłem na padok. Pustka , cisza i zimne powietrze działały na mnie wytrzeźwiająco. Wygrzebałem paczkę papierosów z kieszeni i próbowałem odpalić jednego. Niestety nie miało to pozytywnego skutku bo trzęsły mi się okropnie ręce . Nie dawałem rady odpalić zapalniczki. Wkurwiony w końcu osiągnąłem to co chciałem. Szybko zaciągnąłem się szkodliwym dymem. Musiałem wybić jej smak z moich ust. Wydmuchałem powietrze z płuc. Czemu ja ją pocałowałem. Mam być jej kolegą.. Nie mam chcieć jej zaliczyć.. CZekaj co. Oli od kiedy kurwa ty liczysz się z emocjami? Od kiedy nie chcesz kogoś zaliczyć? Od kiedy to.. Kolejne zaciągnięcie się . Jebane wszystko. Z oddali dobiegł mnie damski śmiech. Jakieś dwie idiotki szły właśnie do stajni.. Prowadził je pod ramię chłopak. Oj szczęściarz.. Pokręciłem sam na siebie głową. Czemu emocje były tak skomplikowane? Czemu nie umiałem jednak wszystkiemu powiedzieć żeby się jebało? Czemu musi mi jednak na kimś...
-Zależy mi -Powiedziałem to na głos i skrzywiłem się. Do cholery jasnej mi zależy. Pociągnąłem kolejny tytoniowy oddech. Jednka w dalszym ciągu miałem wrażenie ,ze czuje jej usta na swoich. Cały czas czuję jej oddech jej cichy oddech jej delikatne ręce muskają moje policzki.. Ja jebie.. Ja jebie to wszystko. Podniosłem się i poszedłem do boksu mojego konia. Aktualnie jadł swoją kolację.
-Siema idioto -Wskoczyłem na kupkę siana. Mój garnitur będzie zniszczony, będę śmierdział koniem ale wolałem to niż wrócić do mojego pokoju gdzie spała będzie ona. Mógł bym się tym razem nie zatrzymać a tego.. A tego nie chciałem prawda? Złapałem jedną z derek siwka i przykryłem się nią. Zamknąłem oczy wsłuchując się w ciche prychania i dźwięki pracujących nad sianem szczęk. To wszystko było zjebane. Zarazem jej chciałem, jasne była piękna, miała ładne ciało i wydawać się mogło ,że zabawa z nią będzie czymś wspaniałym. Niestety moje drugie ja aktualnie się obudziło, nigdy nie wiedziałem ,że mogę mieć sumienie. Powstrzymanie się od seksu i Oli ? To jakiś kiepski żart.. Żart który niestety okazał się prawdą. Czy mogę to wreszcie sobie wytłumaczyć? Podoba mi się ale nie chcę z nią spać.. Nie chcę bo wiem co się dzieje następnego dnia, zapominamy. Przestajemy rozmawiać i zapada cisza.. A ja tej ciszy nie chciałem. Westchnąłem i starałem się usnąć.
-Oli?
-Nastia.. Ja.. Nie możemy.. Bardzo tego chcę .. ale a.. - Okryłem twarz w dłoniach. Dziewczyna podniosła się i delikatnie odsunęła moje ręce i zastąpiła je swoimi.
-Oli.. -Wyszeptała moje imię niczym pewnego rodzaju modlitwę. Nachyliła się i znów złączyła nasze usta. Czemu tak trudno jest..
-Nastia nie.. -Odsunąłem się stanowczo , ona tego nie chciała.
-Nie chcesz tego.. NIe chcesz mnie w swoim łóżku .. Po prostu.. Nie -Wymamrotałem i dość szybko opuściłem swój pokój. Niech ona tam zostanie i śpi. Niech jest bezpieczna.. Ja.. Ja dość szybkim krokiem poszedłem na padok. Pustka , cisza i zimne powietrze działały na mnie wytrzeźwiająco. Wygrzebałem paczkę papierosów z kieszeni i próbowałem odpalić jednego. Niestety nie miało to pozytywnego skutku bo trzęsły mi się okropnie ręce . Nie dawałem rady odpalić zapalniczki. Wkurwiony w końcu osiągnąłem to co chciałem. Szybko zaciągnąłem się szkodliwym dymem. Musiałem wybić jej smak z moich ust. Wydmuchałem powietrze z płuc. Czemu ja ją pocałowałem. Mam być jej kolegą.. Nie mam chcieć jej zaliczyć.. CZekaj co. Oli od kiedy kurwa ty liczysz się z emocjami? Od kiedy nie chcesz kogoś zaliczyć? Od kiedy to.. Kolejne zaciągnięcie się . Jebane wszystko. Z oddali dobiegł mnie damski śmiech. Jakieś dwie idiotki szły właśnie do stajni.. Prowadził je pod ramię chłopak. Oj szczęściarz.. Pokręciłem sam na siebie głową. Czemu emocje były tak skomplikowane? Czemu nie umiałem jednak wszystkiemu powiedzieć żeby się jebało? Czemu musi mi jednak na kimś...
-Zależy mi -Powiedziałem to na głos i skrzywiłem się. Do cholery jasnej mi zależy. Pociągnąłem kolejny tytoniowy oddech. Jednka w dalszym ciągu miałem wrażenie ,ze czuje jej usta na swoich. Cały czas czuję jej oddech jej cichy oddech jej delikatne ręce muskają moje policzki.. Ja jebie.. Ja jebie to wszystko. Podniosłem się i poszedłem do boksu mojego konia. Aktualnie jadł swoją kolację.
-Siema idioto -Wskoczyłem na kupkę siana. Mój garnitur będzie zniszczony, będę śmierdział koniem ale wolałem to niż wrócić do mojego pokoju gdzie spała będzie ona. Mógł bym się tym razem nie zatrzymać a tego.. A tego nie chciałem prawda? Złapałem jedną z derek siwka i przykryłem się nią. Zamknąłem oczy wsłuchując się w ciche prychania i dźwięki pracujących nad sianem szczęk. To wszystko było zjebane. Zarazem jej chciałem, jasne była piękna, miała ładne ciało i wydawać się mogło ,że zabawa z nią będzie czymś wspaniałym. Niestety moje drugie ja aktualnie się obudziło, nigdy nie wiedziałem ,że mogę mieć sumienie. Powstrzymanie się od seksu i Oli ? To jakiś kiepski żart.. Żart który niestety okazał się prawdą. Czy mogę to wreszcie sobie wytłumaczyć? Podoba mi się ale nie chcę z nią spać.. Nie chcę bo wiem co się dzieje następnego dnia, zapominamy. Przestajemy rozmawiać i zapada cisza.. A ja tej ciszy nie chciałem. Westchnąłem i starałem się usnąć.
<Anastasia?<
czwartek, 21 grudnia 2017
Od Oliego cd Anastasi
Około 3 godziny przed balem poszedłem pod prysznic, umyłem się cały i spsikałem moimi ulubionymi perfumami, sztuczka polegała na tym ,że psikało się na mokre ciało i pozostawiało do wyschnięcia, zapach był wtedy delikatny, sycący a nie atakował nosy każdej stojącej obok mnie osoby. Wyjąłem dokładnie uprasowany garnitur i koszulę z szafy, był zapakowany w takie specjalne ubranko dla ubrań aby się nie ubrudził, nie zniósł bym tego ,że poszedł bym gdzieś w pogniecionym albo ubrudzonym ubraniu. Przeczesałem włosy palcami nadając im upragnionego wyglądu, miały wyglądać na lekko mokre i artystycznie nie ogarnięcie. Luźne kosmyki opadały mi na twarz. Uśmiechnąłem się do siebie w lustrze i rzuciłem krawat na łóżko, nie potrzebowałem go.Wyszedłem od siebie około pół godziny przed imprezą, powoli ruszyłem w kierunku pokoju brunetki która widocznie nigdy nie miała zamiaru robić czegokolwiek na czas. Westchnąłem i spojrzałem na parę która aktualnie wychodziła z jednego z pokoi. Chłopak zmierzył mnie chłodno wzrokiem a dziewczyna wydawała się nie widzieć poza nim świata. Co? Szczęśliwa para? Zakochani? Pewnie pieprzy kogoś na boku albo o tym myśli, nie istnieje coś takiego jak wspaniały związek. Miłość sama w sobie była dla mnie takim samym kłamstwem jak Św. Mikołaj. Wierzyłem w nią jako chłopiec ale w wieku 6 lat się to zmieniło, bo zobaczyłem jak Mikołaj obmacuje się z sekretarką mojego ojca .. A potem okazało się, że to jednak był ojciec.. A matka siedziała aktualnie przy stole pijana w trzy dupy bo o tym wiedziała. Zapukałem do znanego mi dobrze pokoju.
- Kto tam? - Zawołała.
- Oli.- Kogoś innego oczekujesz?
- Wejdź, tylko nie patrz - mruknęła cicho. Udając głuchego otworzyłem drzwi i spokojnie wszedłem do środka. Dziewczyna stała zasłonięta sukienką ale widziałem kawałek jej biodra .
-OLI- Syknęła, westchnąłem i odwróciłem się do niej plecami.
-Jak się nie pospieszysz to nie będzie nas na głównej gali.. Pokaz najładniejszych par.. -Zacząłem wymieniać. Usłyszałem prychnięcie.
-Oli.. Pomóż mi -Stała plecami patrzyła na mnie przez ramię . Zrobiłem krok i położyłem rękę na jej plecach. Pociągnąłem zamek ale nie chciał się dopiąć. Sięgnąłem drugą ręką i delikatnie musnąłem nagą skórę na jej barku. Wydawała się taka delikatna.. Zniżyłem twarz, miałem ochotę pocałować to miejsce. Miałem ochotę musnąć je ustami i nie przestawać.
-Wszystko tam ok? -Mruknęła cicho. Wyrwało mnie to szybko z transu. Dopiąłem sukienkę i odsunąłem się.
-Wyglądasz ładnie.. W sukience którą wybrałem wyglądała byś jednak lepiej -Mruknąłem i stanąłem pod drzwiami.
-Oczywiście ale w tej mnie nie wywalą z balu -Westchnęła i sięgnęła po torebkę. Wygrzebała z niej telefon.
-Chcesz sobie zrobić zdjęcie zanim pójdziemy do tego piekła?-Zapytałem zaczepnie.
-Jasne z tobą ? Zawsze -Prychnęła ale otworzyła aparat i wyciągnęła rękę. Uśmiechnąłem się szeroko obok jej policzka .
-Idealnie a teraz choć bo się spóźnimy -Westchnęła.
-Ty to mówisz? Nie byłaś ubrana jak przyszedłem..
-Oj cii.
-No chyba ,że to było pewne zaproszenie -Mruknąłem zaczepnie.
-Milcz.. Milczenie jest złotem
-Srebro też jest cenne -Odgryzłem się ale ruszyliśmy szybko na salę więc nie było jak się kłócić. Weszliśmy jako jedni z ostatnich. Ustawiliśmy się z boku i słuchaliśmy jak Dyrek gada coś o tradycji.
<Anastasja? Sorki że krótkie ale umieram>
Subskrybuj:
Posty (Atom)

