niedziela, 11 grudnia 2016

Od Cole'a CD Mary

Niegdy nie zwracałem szczególnej uwagi na to pianino. Stało i się kurzyło. Mama mało opowiadała o swojej rodzinie. Zawsze unikała tego tematu.
Gdy Mara zauważyła, że moja matka się zbliża szybko schowała się pod kanapę, a ja wszedłem do szafy. Był to bardzo zły wybór gdyż owa szafa była stara i bardzo skrzypiała pod moim ciężarem. Gdy moja mama tu weszła, cicho i nie robiąc szumu, zagrała coś krótkiego na instrumencie. Nie wiedziałem, że tak ładnie gra. Owszem wiedziałem, że gra, ale nie, że aż tak. To pewnie dlatego kilka lat temu posłali mnie na lekcje gry. Mama wyciągnęła jakieś pudełko. Wyciągnęła z niego kilka zdjeć, a pewne rzeczy odłożyła na bok. Widziałem to doskonale przez szparę w drzwiach szafy. Nagle z korytarza usłyszałem donośny, ale dosyć ciepły głos ojca. Potem do moich uszu doszedł tylko dźwięk zamykanych drzwi i przekręcającego się w nich klucza. Świetnie! Cała noc tutaj. Wyszedłem z szafy w tym samym czasie, w którym wyszła Mara spod kanapy. Dziewczyna podeszła do pianina i wzięła z ręce zdjecia. Ja natomiast chwyciłem listy. Zacząłem je przeglądać. Były pisane do mojej mamy oraz mojej babci.
- To był twoj dziadek- wyrwał mnie głos Mary
Spojrzałem na dziewczynę i wziąłem od niej jedno z czarno białych zdjec. Starszy mężczyzna siedział dumnie na silnym siwku. Jeden z listów był bez koperty i z dosyć "świerzą" datą. Przeczytałem go. Trudno było mi się rozczytać z ręcznego pisma jakim pisali kiedys ludzie. Jednakże dowiedziałem się, że uniwersytet, w którym się teraz uczymy był jego własnością na ostatnim etapie jego zycia. W liście pisał do mamy, że to ona ma po jego śmierci kierować stadnina i tym wiekiem terenem. Dałem list Marze.
- Ciekawe- odparłem tylko

Mara?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz