Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cole. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cole. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 grudnia 2017

Od Cole'a CD Raven

Otworzyłem boks New Day'a i zapiąłem do niebieskiego kantara uwiąz. Karosz wyglądał raczej jak muł, a to przez swoją trochę za długą sierść. Mimo to dodatkowo narzuciłem na niego derkę. Wszystko wokoło było pokryte białym puchem. Dzisiejsza pogoda była nawet znośna. Ogier od razu wyciągnął wysoko szyję i postawił uszy. Dawno nie był na pastwisku. Z jego nozdrzy wydobyły się kłęby powietrza, a wypuszczony na padok pobiegł kłusem w kierunku innych koni. Wróciłem na chwilę do stajni, a potem skierowałem się do akademika. Jednak nawet tak krótki odcinek drogi nie był pozbawiony jakiś ciekawych wydarzeń. Mianowicie ktoś na mnie wpadł. Przystanąłem i odwróciłem się. Ujrzałem niewysoką dziewczynę. Widziałem ją pierwszy raz na oczy więc zapewne była nowa. Lekko speszona zaczęła przepraszać.
- Nic się przecież nie stało- odparłem i lekko się uśmiechnąłem.
Stwierdziłem, że wypadałoby się przedstawić i tak też zrobiłem, ale dziewczyna tylko mnie wyminęła i krzyknęła, już z pewnej odległości, imię i nazwisko. Dziwne. Wzruszyłem tylko ramionami.

****

Popołudniu nie miałem nic ciekawszego do roboty dlatego zgarnąłem New z padoku i osiodłałem Avengera. Kasztan jak zawsze stał spokojnie. Chwyciłem wodze i wyprowadziłem go przed budynek. Wskoczyłem na siodło i ruszyłem lasem w stronę pól. Ogier szedł spokojnie co jakis czas zerkając uważnie na boki. Z kieszeni wyjąłem telefon i zauważyłem, że dziewczyna, która wpadła na mnie z rana, swoją drogą Raven, odpowiedziała mi na zaproszenie, a nawet niedawno napisała. W momencie gdy odpisywałem kasztan się czegoś panicznie wystraszył i zakołysał się na tylnych nogach, przednie unosząc do góry. Próbowałem utrzymać się w siodle, ale mi nie wyszło. Spadłem na zabłoconą drogę, a koń pogalopował kilka metrów dalej. W tym momencie znienawidziłem wszystkich, którzy jechali tą drogą. Przez to, iż była często "używana" zamiast śniegu znajdowało się tu tylko i wyłącznie błoto. No i oczywiscie mogłem obwiniać sam siebie za to, że siedziałem z telefonem i nie zareagowałem w odpowiednim czasie. Tym strasznym potworem, którego przestraszył się Avenger był rudy lis.
- Serio?- odparłem z wyrzutem w stronę wierzchowca, który ogarnąwszy sytuację przykłusował do mnie i cicho zarżał. Pewnie oznaczało to coś w stylu: Ta bestia nas rozdzieliła, ale już wszytko gra. Jednak nie mogłem tego samego powiedzieć o swoich spodniach i telefonie. Obie rzeczy były mokre i zabłocone. Cudownie. Wsiadłem na grzbiet konia i ruszyłem w drogę powrotną. Na szczęście nie odjechaliśmy daleko. Z tego wszytkiego zapomniałem, że miałem odpisać Raven. Jak na razie odpisu się nie doczeka.

Następnego dnia

Następnego dnia rano obudziłem się z lekkim bólem kości ogonowej. I tak myślałem, że będzie gorzej. Poszedłem do łazienki i wykonawszy podstawowe, poranne czynności zszedłem na stołówkę. Jak zwykle - skupisko wszystkich ludzi. Nie byłem nawetjakoś  specjalnie głodny. Nie przepadałem za wczesnym jedzeniem. Dlatego też wziąłem tylko kubek z kawą i po szybkim rozejrzeniu się dosiadłem się do stolika, który zajmował Victor z Blair.

W stajni każde z nas się rozeszło i zaczęło przygotowywać na trening. Otworzyłem boks, z którego usłyszałem ciche rżenie. Przejechałem szczotką ciało konia i chcąc wziąć do rąk siodło i zacząć go siodłać zauważyłem, że na przeciwko boks zajmował koń Raven. Śliczny, postawny siwek. Dziewczyna wyprowadziła konia przed boks i przywiązała. Przymknąłem boks kasztana i podszedłem w ich stronę. Dziewczyna spojrzała na mnie i lekko się uśmiechnęła.
Odchrząknąłem cicho i krótko wytłumaczyłem jej czemu nie skończyłem pisać wiadomości. Raven parsknęła cicho śmiechem.
- Bardzo zabawne- przewróciłem oczami z uśmiechem i wróciłem do przygotowywania się do treningu.

Jak zwykle po treningu trzeba było isc na lekcje. Pocieszającą myślą było to, że za kilka dni zaczynały się ferie i będzie można odpocząć. Usiadłem w ławce oczekując na dzwonek, który miał świadczyć o rozpoczęciu lekcji. Sala powoli się zapełniała. Nauczyciel jak zwykle przyjdzie równo z dzwonkiem. Siedziałem zamyślony dopóki nie wyrwał mnie kobiecy głos. Od razu skierowałem wzrok w te stronę i zobaczyłem Raven.
- Mogę?- spytała i wskazała na puste miejsce obok mnie.
Przecież nie wypadało odmawiać więc pokiwałem twierdząco głową.


Raven?
Wybacz za lekki poślizg :/
To takie nijakie, bo trochę pomysłu mi zabrakło :c

czwartek, 28 grudnia 2017

Od Cole'a CD Blair

A może nie miałem dzisiaj ochoty gdziekolwiek wychodzić? Ale nie, bo przecież księżniczka jest ważniejsza. Jednak jak się okazało wyszło dużo dobrego. Podróż zleciała zaskakująco szybko i nim się obejrzałem, a Blair ciągnęła mnie do jakiegoś sklepu. Zaczęła kluczyć między wieszakami zapełnionymi ubraniami i co jakiś czas zdejmując wypatrzoną przez nią sukienkę. Następnie usiadłem na kanapie, a dziewczyna weszła do przymierzalni. Nie wiem jak długo tak siedziałem. I nie wiedziałem czy mam jej przypomnieć o swoim istnieniu czy jednak przesadzam i mógłbym trochę odpuścić. Stwierdziłem, ze korzystniejsza będzie opcja numer jeden wiec nie czekając zawołałem
- Halo?! Księżniczko do rana będziemy tutaj siedzieć jak stamtąd nie wyjdziesz.
- Nie mogę się zdecydować, czekaj!- standardowo.
- No to pokaż się i ja wybiorę jak masz problem - po tych słowach od razu wyszła w ślicznej sukience, która idealnie podkreślała jej figurę.
Dopiero po dłuższej chwili przyłapałem się na tym, że się uśmiecham i w ciszy przyglądam się blondynce, która lekko się zirytowała. Ja ich chyba nigdy nie pojmę. Powiesz coś będzie źle, nie powiesz też jest źle. Blair się odwróciła i weszła w głąb przymierzalni gdy ja wstałem i łapiąc ją ponad łokciem zatrzymałem.
- Wyglądasz prześlicznie- wyszeptałem do ucha.
Wyraz jej twarzy momentalnie złagodniał. Tą zmianę dało się świetnie zauważyć w wiszącym dokładnie naprzeciwko nas lustrze.
- Kupię ci ją o ile się pospieszysz- uśmiechnąłem się delikatnie.
Blair odwróciła się w mojà stronę z lekko zmarszczonymi brwiami. Czasem naprawdę żałowałem, że nie była wyższa, ale jej tego przecież nie powiem. I tak była urocza i śliczna. Nie te emocje nie zostały pobudzone sukienką.
- No już. Moja opinia na ten temat powinna ci wystarczyć, a poza tym będzie idealna na bal- dodałem.
- Jaki bal?- spytała z wnętrza przymierzalni.
- Zadajesz za dużo pytań- westchnąłem.
- Ale za to mnie lubisz- wyszła z sukienką w ręku.
- A jak jednak ci powiem, że tego akurat nie lubię, a wole co innego?
- Żebyś ty wiedział ilu rzeczy ja nie lubię w tobie- złośliwa kłamczucha.
Przystanąłem i złapałem się w okolicy serca.
- Bo się obrażę- powiedziałem- A za tym pojdzie też to, że się rozmyślę w sprawie sukienki- dodałem szybko i zmierzyłem dziewczynę wzrokiem.
- Oj no już, nie obrażaj się. Ja wiem, że potrafię być wredna, ale jestem zbyt urocza abyś się na mnie gniewał- posłała mi jeden z tych swoich słodkich uśmiechów. Przewróciłem rozbawiony oczami i ruszyliśmy do kasy.
Blair odłożyła do auta, stojącego niedaleko sklepu, sukienkę. Zamknąłem drzwi, a blondynka w tym samym czasie cmoknęło mnie w policzek i podziękowała za prezent.
- Tak ładnie dziękujesz mi już drugi raz tego dnia. Bo pomyślę, że coś jest nie tak- zaśmiałem się.
- A coś ci się nie podoba?- prychnęła na pograniczu śmiechu.
- Nie, czemu? Możesz mi tak dziękować znacznie częściej- puściłem jej oczko.
Ruszyliśmy do pobliskiej kawiarni.
- Powiesz mi wreszcie o co chodzi z tym balem? Pytałam ciebie czy ominęło mnie coś ważnego, ale ty stwierdziłeś ze nie- mruknęła średnio zadowolona gdy usiedliśmy już w kawiarni.
- Nie marudź tyle. Pod koniec tego tygodnia organizują bal w naszej szkole- dziewczyna słuchała i uniosła lekko brwi ku górze więc zmuszony byłem dalej kontynuować.
- Organizują go z okazji rocznicy istnienia naszej akademii- wzruszyłem ramionami- I tak sobie myślałem czy nie chciałabyś wybrać się na niego ze mną?- nie odrywałem spojrzenia od dziewczyny, która delikatnie się uśmiechnęła, a jej oczy się ożywiły.

Kilka dni poźniej, dzień balu.

Po treningu na parkurze, rozsiodłałem Avengera. Idąc korytarzem stajni zauważyłem, że boks Fijero jest pusty. Padoki były zabłocone i całe w wielkich kałużach przez nieprzyjemną, angielską pogodę. Obecnie żaden koń na nich nie przebywał, bo żaden właściciel nie pchał tam swojego wierzchowca. Udałem się w stronę hali. Nie mam pojęcia czemu tam, ale się udało. Fijero biegł wzdłuż ściany ogromnej hali, a Blair stała na środku i z uśmiechem podążała wzrokiem za swoim ukochanym koniem. Stała akurat tyłem więc mnie nie widziała. Zanim Fijero okrążył halę i znalazł się przy wyjściu ja podszedłem do dziewczyny objejmując ją w pasie i kładąc brodę na jej ramieniu.
Blair wzdrygnęła się lekko, ale gdy zorientowała się, że to tylko ja - rozluźniła się.
- Lubisz strszayć ludzi?- padły pierwsze słowa.
- Też miło cię widzieć- wyszczerzyłem się.


Blair?
Takie sobie... Nie miałam jakoś pomysłu... :/

wtorek, 14 listopada 2017

Od Cole'a CD Blair

Dziewczyna pojechała do szpitala, a ja niedługo potem również się tam znalazłem. Lekarz stwierdził, że nie jest z nią źle. Lecz nie powiedział też, że jest z nią dobrze czyli miałem jakieś podstawy do martwienia się. Mężczyzna, w średnim wieku, nie chciał udzielać zbyt wielu informacji. W ogóle był mało rozmowny. Może to tylko ja miałem takie od odczucie? Nie umiałem dokładnie określić ile czasu już siedziałem tak na korytarzu na tych plastikowych krzesełkach. Szpital miał jakiś taki swój charakterystyczny zapach i atmosferę. W sumie czemu się tu dziwić. Lekarz rzucił tylko, że Blair się wybudziła i jak będę chciał to niedługo mogę do niej wejść. Oczywiście, że chciałem czy on myślał, że czekałem tu na darmo? Kazał mi chwilę poczekać, a potem wpuścił do pokoju. Dziewczyna leżała i po raz pierwszy od naszego spotkania widziałem ją w takim stanie. Blondynka ledwo powstrzymywała łzy, które i tak niedługo potem spłynęły jej po policzkach. Usiadłem koło łóżka i chwyciłem jej dłoń, którą pocałowałem. Dziewczyna wydusiła z siebie dwa słowa, na które na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
- Będzie dobrze, zobaczysz- powiedziałem i delikatnie się uśmiechnąłem.
Niektórzy twierdzą, że w takich sytuacjach te dwa słowa są puste i nic nie znaczą. Czy tak jest faktycznie? Po kilku minutach wszedł lekarz i oznajmił, że dziewczyna musi odpoczywać. Ciekawe czy spodziewa się, że będzie widział moją cudowną twarzyczkę przez kilka kolejnych dni.

~***~

Czwartek. Dzień w którym jest luźniej ze względu na brak treningów. Wyszedłem z budynku szkoły poczym owiał mnie chłodny, jesienny wiatr. Lekcje się skończyły, ale ja dostałem wybitne zadanie - przywieźć Blair ze szpitala. Udałem się od razu w stronę auta. Dochodząc do niego usłyszałem melodyjny dźwięk dzwonka w swoim telefonie. Wyciągnąwszy go z kieszeni, cicho westchnąłem.
B: Jedziesz już, prawda?~ prywatna przypominajka.
C: Nawet nie dasz wsiąść do auta~ prychnąłem.
Chyba to było to co dziewczyna chciała usłyszeć, bo odparła coś niezrozumiałego i się rozłączyła.

~***~

- Co ja tu będę robiła przez 3 miesiące? Przecież to szmat czasu i tyle zaległości- westchnęła.
- Jest dużo ciekawych zajęć. Z twoją ambitną osobowością na pewno coś wymyślisz- spojrzałem na blondynkę, która szła parę kroków za mną. Zastanawiała się nad czymś, ale szybko, jak zwykle, zdążyła mi odpowiedzieć.
- A co takiego niby?- wykrzywiła usta z niesmakiem.
Doskonale wiedziałem, że jest w słabej sytuacji. I to bardzo. Co by nie powiedzieć, ale zadaniem uniwersytetu było głównie szlifowanie umiejętności jeździeckich, a Blair miała do tego wielki zapał i chęci, które przygasły.
- Będziesz mi dotrzymywać towarzystwa?- odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
- A nie masz przyjaciół?- odparła uszczypliwie. Westchnąłem cicho.
- Mam...
- Ale?
- Czekaj, myślę- warknąłem i zacząłem się zastanawiać. Blair czekała z uniesioną brwią jakby domyślała się końca tej całej rozmowy- Dobra nie ma żadnego 'ale'- odwróciłem się i przekroczyłem próg stajni.
Mruknęła coś niezrozumiałego pod nosem, ale jestem pewien, że było to coś w rodzaju "Wiedziałam" albo "A nie mówiłam".
Idąc korytarzem stajni, mijając boksy, zauważyłem, że boks Fijero był pusty. Koń pewnie przebywał na pastwisku. Dzisiaj była jakoś wyjątkowo ładna pogoda. Treningu nie miałem, a musiałem znaleźć jakieś zajęcie.
- Przydasz się na coś- wręczyłem jej uwiąz New Day'a z szerokim uśmiechem. Pomimo, że dziewczyna miała jedną rękę unieruchomioną nie protestowała.
- A sam sobie nie poradzisz?
- A musisz tak zrzędzić?
Chwilę potem usłyszałem jak przesuwają się drzwi boksu. Ja sam wszedłem do boksu drugiego konia. Kasztan parsknął cicho, ale nie uśmiechało mu się ruszyć w moją stronę.
Wyszedłem z boksu i zwróciłem się w stronę drzwi. Avenger zaciekawiony uniósł uszy ku górze. Blondynka stała na dworze z karoszem, który stał spokojnie u jej boku. Ogier, który szedł obok mnie po rozpoznaniu swojego przyjaciela parsknął radośnie. Zwróciło to uwagę nie tylko wierzchowca, ale i dziewczyny.
- Widzę, że mały skrzat sobie poradził.
- Miałeś tak nie mówić- oburzyła się i ruszyła w stronę pastwisk.
Wyglądała tak słodko jak się złościła. Nie zamieniła ze mną słowa póki konie nie znalazły się na pastwisku, na którym już biegał Fijero. Cały zdyszany i brudny od błota podbiegł do swojej właścicielki gdy ją zobaczył. Blair uśmiechnęła się mimowolnie i podrapała konia po głowie.
- Masz jakiś ciekawy plan na resztę dnia? Nie chcę się narzucać abyś potem nie zrzędziła- przerwałem ciszę i uśmiechnąłem się złośliwie po czym oberwałem w ramię.


Blair? c:
Nijakie, ale jest.

sobota, 30 września 2017

Od Cole'a CD Blair

Och jak ja doskonale wiedziałem, że tego typu rzeczy źle się kończą. Blondynka wypadła już z okna, ktoś kto przypisywał pokoje chyba to przewidział, teraz będzie tylko gorzej. Miałem mocną głowę do alkoholu, ale tym razem nie było już tak dobrze. Kiedy Blair znalazła się za oknem, wiedziałem, że najlepszym pomysłem było by kazać jej pójść do łóżka, a samemu do pokoju obok, ale tak szybko jak ta myśl przyszła, tak samo szybko wyparowała. Po co się czymś takim przejmować?
- A co chcesz wiedzieć?- szepnąłem, odpowiadając pytaniem na pytanie
Dziewczyna zaśmiała się tylko słodko.

| Następnego dnia |

Obudziło mnie cholerne łomotanie w czaszce. I na co mi było tyle picia? I do tego wszytko mnie bolało, od góry do dołu. Każdy jeden, pojedyncze mięsień. Rozejrzałem się dookoła, ale po chwili zrozumiałem, że nie jestem ani u siebie ani na łóżku. Z wielkim trudem podniosłem się do siadu, któremu towarzyszył jeszcze mocniejszy ból głowy. W pokoju panował kompletny chaos. Gdzieś były porozrzucane butelki po różnego rodzaju trunkach, a na łóżku smacznie spała Blair. Pamiętałem wszytko, ale tylko do pewnego momentu. Czyli wczoraj wypiłem zdecydowanie za dużo jak na mnie. To było to cholernie głupie uczucie kiedy chcesz pamiętać, ale nie możesz. Westchnąłem cicho. Usłyszałem grzmot gdzieś w dali za oknem. Odwróciłem się ku szybie, która była mokra od szaleńczo spadających z nieba kropli deszczu. Powinienem wstać, ale znów dopadło mnie zmęczenie, a podłoga, na której leżałem wydawała się tak wygodna, ale też przez nią bolały mnie plecy. Przemogłem się i w końcu wstałem. Nie było to łatwe, ale też doszedłem do drzwi i postanowiłem pójść do siebie i choć troche się ogarnąć. Nie wiedziałem która była godzina, a byłem tego bardzo ciekaw. Powolnym i zaspanym krokiem poszedłem do swojego pokoju, który był otwarty. Łóżko zaczęło mnie w pewnien sposób przyciągać i znow wylądowałem na miękkim materacu.

Oczywiście po południu zawitała do mnie Blair i stwierdziła ze musi iść na trening.
- Blair to nie jest dobry pomysł- stwierdziałem
Dziewczyna po wczoraj na pewno czuła się tak samo źle jak ja, ale mimo to uparła się, że przecież pójdzie na trening.
- Czy ty musisz być taka uparta?- westchnąłem i oparłem się o drzwi boksu jej wierzchowca tym samym utrudniając jej wejście do środka.
- Przyjechałam tu w jakimś celu- odparła
- Ty się naprawdę źle czujesz- pokręciłem głową
- Możesz się odsunąć?
- Nie.
Ona była uparta to ja też będę.
- Za 15 minut mam trening- westchnęła
- Ja mam czas- wzruszyłem ramionami
Blair uśmiechnęła się pod nosem i wróciła drogą do siodlarni. Po kilku minutach wyszła ze sprzętem jakiegoś konia w rękach. No chyba żart.
- Jest do dyspozycji sporo koni stajennych- wyszczerzyła się
Poszedłem za nią. Dziewczyna podeszła do boksu Foresta, który ożywił się na nasz widok. Blondynka weszła do środka i zaczęła przygotowywać konia do jazdy. Nim się obejrzałem, a oboje byli już gotowi. Otworzyła szerzej drzwi boksu aby kon bez problemu mógł wyjść. Przytrzymałem ogiera za wodze i spojrzałem na dziewczynę.
- Jeden raz sobie odpuść. Co w ciebie wstąpiło?- zmarszczyłem brwi
Blair wzruszyła ramionami i nawet lekko się uśmiechnęła jak już mnie minęła. Westchnąłem głośno i poszedłem w ślad za nią. Wjechała na halę gdzie rozgrzewało się już kilkoro jeźdźców. Blondynka zrobiła to samo, a niedługo potem na halę wkrovzyła trenerka. Trening skoków. Jak Blair nie zaliczy gleby to bedzie sukces. Niestety przeliczyłem się, bo gdzieś w połowie treningu dziewczyna zaliczyła solidną glebę. Nie wyglądało to dobrze, a na dodatek blondynka długo nie wstawała z ziemi.

Blair?
Naprawdę przepraszam, że tak długo musiałaś czekać. Więcej się ne powtórzy. Płaczę na wykonaniem i realizacją pomysłu :(((

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Od Cole'a CD Blair

Avenger miał wszytko gdzieś i w momencie gdy zsunąłem się z jego grzbietu, popłynął dalej. Zanurzyłem się tak, że przez pewnien moment dziewczyna straciła mnie z wzroku. Chyba się tym lekko zdenerwowała, bo gdy wynurzyłem się u boku jej wierzchowca jej mina zaliczała się raczej do tych mało zadowolonych. Zawróciła konia w stronę brzegu.
- Mała no chyba się na mnie teraz nie obrazisz?- spytałem i popłynąłem za nią
- Nie mów tak do mnie- powiedziała przez zaciśnięte zęby
- Dobra, to zamiast tego może krasnoludku albo skrzacie?- dopłynąłem do brzegu i stanąłem, poprawiając opadające na twarz włosy
- Ale ja ciebie nienawidzę- zmrużyła oczy
- Ach, a łudziłem się, że chociaż troszeczkę mnie lubisz- teatralnie westchnąłem
Zawołałem Avenger'a, który chyba doskonale się czuł w wodzie. Nie miałem zamiaru tam po niego płynąć. Kasztan znalazł się na brzegu i postanowił sobie pobrykać. Natomiast w momencie gdy miałem chwycić za skórzane, luźno opadające wodze, on nagle poczuł się już zupełnie wolny - pogalopował przed siebie. Te konie naprawde lubią się nade mną znęcać. Westchnąłem głośno zirytowany. Spojrzałem w stronę Blair. Ona miała konia. Tym samym łatwiej nam będzie złapać Av'a. Blondynka chyba przewidziała mój ruch i odjechała kilka kroków kłusem w stronę, w którą popędził kasztan.
- Blair!- krzyknąłem za nią
- Teraz Blair, tak?- odkrzyknęła, zatrzymując konia kilka metrów dalej
Na rozległej polanie zamajaczyła mi ruda sylwetka ogiera. Stał spokojnie i skubał soczystą trawkę.
Podszedłem bliżej do Blair, ale ta i tym razem odjechała kilka kroków dalej.
- No proszę Blair- krzyknąłem za nią
- Teraz radź sobie sam- zaśmiała się, spoglądając z góry, siedząc wygodnie na grzbiecie Fijero
Sadystka.
- Blair.
- Nie.
- Mała?
- Pogarszasz sprawę- powiedziała z powagą odwracając się i mierząc mnie wzrokiem
- Skrzacie?- dalej się z nią droczyłem
- Wal się- na jej twarzy zagościł złośliwy uśmiech i odjechała galopem w stronę drugiego konia
Byłem zmuszony przejść ten kawałek pieszo. Było strasznie gorąco i parno. Rozejrzałem się po niebie, szukając chociaż jednej chmurki. Głównie widok zasłoniły mi drzewa, które z każdym krokiem zaczęły się przerzedzać dając mi lepszą widoczność. Nawet z moich ubrań już tak nie ciekło.
Doszedłem do Blair i koni. Stali w pełnym słońcu, a ja zdyszany i już zupełnie suchy stanąłem naprzeciwko nich. Avenger podszedł do mnie, cicho rżąc.
- Teraz mnie lubisz, tak?- spytałem i pogładziłem konia po chrapach
- No nareszcie! Ile można czekać?- spytała udając zniecierpliwioną, paląc kolejnego papierosa
- Jak się odwodnię albo dostanę udaru to ty będziesz mnie wieźć do szpitala- pogroziłem jej palcem i wdrapałam się na grzbiet kasztana
Bez wahania skierowałem konie w cień, wjeżdzając w jedną z bocznych, leśnych ścieżek. Na całej szczęście mogłem chociaż tu uniknąć sprzeczek, bo Blair nie znała tych terenów tak dobrze jak ja. Droga była na tyle szeroka, że obok siebie mieściły się dwa konie. Avenger wyciągnął szyję i przez pewien moment szedł z pyskiem przy ziemi. Niczym rasowy pies myśliwski. Ta droga była zdecydowanie dłuższa, ale nie wyobrażałem sobie abyśmy mieli jechać w pełnym słońcu.
- Cole?- spytała w końcu- Gdzie my w ogóle jesteśmy?- dodała i spojrzała na mnie
- Za jakieś dziesięć minut powinniśmy dojeżdżać do akademi- wzeuszyłem ramionami
Blondynka przeniosła wzrok na drogę przed sobą i ruszyła płynnym kłusem.

Dojechaliśmy pod samą stajnię i dopiero tam zsiedliśmy. Zaczynało się lekko chmurzyć. Pogoda była w sumie zaskakująca. W tak krótkim czasie potrafi się tak szybko zmienić. Było przez to trochę chłodniej. Każde z nas odprowadziło konie do boksów. Ściągnąłem ogłowie kasztana i poklepałem po szyi. Ten potarł głową o mój bok. Zebrało się chłopakowi na czułości. Wyszedłem, zamykając za sobą drewniane drzwiczki boksu, kierując się w stronę siodlarni. Odłożyłem ogłowie na miejsce i teraz szedłem ku wyjściu. Po drodze mijając boks New, zauważyłem jego brak w środku. Drzwi były uchylone, a na nich przewieszona tylko linka. Oznaczało to, że któryś ze stajennych musiał go wypuścić. Chwyciłem za uwiąz i ruszyłem na padok.
- A ty gdzie?- usłyszałem za sobą
Odwróciłem się i ujrzałem Blair, która to była autorką pytania.
- Po New na padok. Mam nadzieję, że i dzisiaj nie wyląduję tyłkiem w błocie- wzruszyłem ramionami i usłyszałem szybkie kroki za sobą
Dziewczyna zrównała się ze mną.
- Nie mogę drugi raz przegapić takiego widowiska- posłała mi wredny uśmiech
Westchnąłem i przewróciłem oczami. Długo szukać nie musieliśmy. Karosz stał na jednym z mniejszych pastwisk, sam jak palec. A więc nie miał się przed kim popisywać. Podszedł nawet i grzecznie dał przyczepić linkę do kantara.
- Tak wiem mało szalone widowisko. Czasem tak bywa- pokręciłem głową i wyszedłem z ogierem z pastwiska
Niestety po drodze dziewczyna uświadomiła mi, że spędzę kolejną godzinę w stajni na czyszczeniu jego.
- Pomożesz mi- odparłem gdy przekroczyliśmy, kolejny raz tego dnia zresztą, próg stajni
Karosza przywiązałem i stał grzecznie w myjce. Chociaż to.
- A po co ja ci tam?- spytała i uniosła jedną brew
- Do towarzystwa- wyszczerzyłem się i zacząłem opłukiwać letnią wodą ubłocone nogi ogiera
Dziewczyna siedziała i podążała za strumieniem wody. Jakby to była najciekawsza w tym momencie rzecz. Oczywiście nie mogła nie dostać i po chwili była lekko mokra. Wydaje mi się, że właśnie w tym momencie rozpętałem wojnę.


Blair?
Wybacz, że nie wczoraj - zasnęłam cx

piątek, 11 sierpnia 2017

Od Cole'a CD Blair

Dziewczyna, która przykuła moją uwagę była chyba nowa. Wprowadziła gniadego ogiera do boksu. Odwiesiłem kanar przy boksie New Day'a i udałem się do wyjścia. Wydawało mi się albo blondynka coś chciała. Zapewne tylko mi się wydawało. Udałem się w stronę akademika, nie mając obecnie ochoty na nic innego.

Po południu, kolejny raz przekroczyłem próg stajni. Kilka osób kręciło się w boksach albo i przy nich i przy swoich pupilach. Kenny szedł za mną spokojnym i leniwym krokiem jakby go to nudziło. Jego bursztynowe oczy analizowały jednak każdy szczegół otoczenia. Najwyższa pora zabrać z pastwiska karosza. Chwyciłem jego niebieski kantar i wyszedłem drugim wyjściem ze stajni. Zauważyłem tym samym, że na hali, ktoś trenuje. Kenny został kawałek dalej aby nie spłoszyć przypadkiem konia. Wierzchowce są różne. Blondynka którą zauważyłem w stajni oraz przed budynkiem. Jej ogier dobrze się prezentował i pokonywał każdą kolejną, wyżej postawioną poprzeczkę. Jednak w końcu coś musiało się zepsuć i amazonka spadła z konia, który dumnym krokiem pokłusował na drugi koniec hali, zatrzymując się przy ścianie. Podszedłem do dziewczyny i pomogłem jej wstać. Blair, jak się okazało, była nowa. Nie myliłem się. Odpinając kask poszła po swojego konia. Gniadosz w najlepsze skubał coś, a jego właścicielka była zmuszona to zakończyć. Pies w tym czasie podszedł do mnie, a potem zainteresował się zmierzającym ku nam sylwetką. Blondynka popatrzyła na psa i się uśmiechnęła. Podchodząc bliżej, kucnęła przed psem i wyciągnęła rękę. Samiec zamerdał ogonem.
- Dasz mu jeszcze jakieś jedzenie i będzie cię uwielbiał- zaśmiałem się
Blair wstała i pogładziła wierzchowca, który spokojny i zrelaksowany stał u jej boku.
Wyszliśmy z hali. Ja poszedłem po New na zielone pastwiska, a dziewczyna do stajni. Ostatnio padało i miałem nadzieję, że ogierowi nie strzeli do głowy plan bawienia się ze mną w berka. Miałem dobre serce i wypuściłem go akurat na to jedno z większych. Możliwe, że był to błąd, a ja ucierpię. Avenger podszedłby od razu, bez zawahania, ale Day był młodszy i lubił się drażnić. Zobaczyłem go kawałek dalej za płotem. Stał spokojnie z kilkoma innymi końmi. W dali zamajaczyły mi za to dwie sylwetki skubiące trawę. Wszedłem na pastwisko, które przy samym wejściu było nieźle ubłocone. Zasługa deszczy. Szedłem w stronę karosza, który postawił uszy na mój widok. Stał nieruchomo. Gdy byłem w odległości kilku kroków. Zawrócił gwałtownie, lekko strasząc swoją reakcją inne konie, i pokłusował, omijając mnie szerokim łukiem, w stronę, z której przed chwilą przyszedłem. Wiedziałem. Zawróciłem i poszedłem do stojącego ogiera przy płocie, który zainteresował się obecnością mniejszego towarzysza. Gdy chciałem nałożyć kantar i zapiać uwiąz, ogier gwałtownie szarpnął, a ja tym samym wylądowałem tyłkiem w błocie.
- Ale ja cię nienawidzę- powiedziałem do konia, który był chyba bardzo z siebie zadowolony, sądzę, że nawet to jego parsknięcie coś mówiło
Wyprowadziłem go z pastwiska kierując się w stronę stajni. Gdy zobaczyłem przy budynku blondynę, przypomniałem sobie, że miałem nową oprowadzić. Blair spojrzała na mnie, unosząc wysoko brwi ze zdziwienia. Minąłem ją, nawet sę nie zatrzymując.
- Tak wiem, że wyglądam cudownie- powiedziałem podczas mijania
Ciekawe czemu jeszcze nie wybuchła śmiechem. W momencie gdy przez głowę przeszła mi ta myśl, usłyszałem śmiech dziewczyny. Prowadziłem zadowolonego ogiera do boksu. Wprowadziłem do środka i ściągnąłem kantar. Odwróciłem się i przy boksie gniadosza zobaczyłem Blair. Fijero, bo takie nosił imię wystawił swój łeb i poddawał się z przyjemnością pieszczotom.
- Jeśli pozwolisz mi się przebrać to naszą wycieczkę zaczniemy, ale z lekkim opuźniemiem.
Blondynka kiwnęła na potwierdzenie głową i wyszliśmy ze stajni.
- Czy wszyscy tutaj tacy są?- spytała gdy wyszliśmy na żwirową ścieżkę prowadzącą od stajni do akademii
- Czyli jacy?- dopytałem i zerknąłem na dziewczynę- Z czasem będzie inaczej- dodałem szybko

| Następnego Dnia |

Był czwartek, a co za tym szło? Nie odbywały się dzisiaj treningi. Jednak, jak zwykle zresztą, spędzę dzień w stajni. Dzisiaj był straszliwie upalny dzień. Nie było praktycznie czym oddychać. Nie zdziwię się jak jeszcze dziś będzie padać, a nad naszą akademią zagoszczą ciemne, burzowe chmury. Będąc w siodlarni stwierdziłem, że dobrym pomysłem będzie pojechanie nad jezioro. Av chociaż na chwilę dozna ochłody. Chwyciłem tylko ogłowie i ruszyłem do boksu kasztana. Ogier wystawił swoją głowę i cicho zarżał. Wszedłem do jego małego królestwa i założyłem bez większych problemów ogłowie. Wyprowadziłem Avenger'a i ruszyłem ku wyjściu. Samiec aż sam się rwał do przodu. Postawił uszy gdy niedaleko zobaczył nowego wierzchowca. Przy swoim boksie stał przywiązany Fijero, a jego właścicielka czyściła jego, już i tak lśniącą sierść.
- Cześć- przywiatłem się z Blair, która była lekko zaskoczona moją obecnością

Blair? C:
Pomysł był gorzej z realizają :/ potem będzie lepiej ^^

środa, 28 czerwca 2017

Od Cole'a CD Alice

Przebudziłem się w nocy. Miałem wyjątkowo niespokojny sen. Zerknąłem na wyświetlacz telefonu - było przed czwartą. Przewróciłem się na drugi bok.
~***~
Zszedłem na śniadanie. O tej porze było mało osób, a do tego jeszcze dochodziły wakacje. Nie wyspałem się i nie byłem głodny. Gdy siedziałem, a na tacy leżało jedzenie zastanowiłem się po co tu przyszedłem. Tak jak szybko tu wszedłem tak też wyszedłem i skierowałem się do stajni. Najpierw poszedłem do karosza, którego boks był bliżej niż Av'a. Przeczyściłem jego sierść mimo iż dobrze wiedziałem, że na pastwisku zrobi wszytko aby doprowadzić ją do nieładu. Wypuściłem go na padok po skończonej czynności i poszedłem do drugiego konia, który rozglądał się dookoła po korytarzu stajni. Parsknął gdy zbliżyłem się do niego i schował w głąb boksu. Szybko osiodłałem i zaprowadziłem go na plac. Trzeba się trochę poruszać. Jednak niedane mi było ćeiczyć długo w samotności. Ujrzałem znajomą twarz blondynki, która oparła się o ogrodzenie i wodziła swoim wzrokiem za naszymi ruchami. Skierowałem Avengera w jej stronę. Leniwym stępem podjechaliśmy do niej. Alice się uśmiechnęła i wyciągnęła w stronę kasztana swoją dłoń. Zsiadłem z ogiera i okrążyłem go stając obok dziewczyny, ale po przeciwnej stronie ogrodzenia. Ogier schylił swoją głowę i skubnął zieloną trawę, rosnącą poza padokiem. Zawiesiłem wzrok na jej osobie. Kompletnie nie spodziewałem się jej tutaj. Jednak miło było ją znów zobaczyć. W dzieciństwie byliśmy nierozłączni i brakowało mi jej, a głupi gest, kłutnia zmusiły do rozłąki. Śmieszne, bo już nawet nie pamiętam przez co dokładnie się rozstaliśmy. Duży wpływ miała moja przeprowadzka. Alice zwróciła swoje oczęta w moją stronę, uniosła jedną brew, a kąciki jej ust lekko drgnęły tak jakby była zadowolona z tego, że przyłapała mnie na tym, że się jej przyglądam. Nie odrywałem jednak wzroku.
- Powiesz mi co się tam tak właściwie stało?- przerwałem ciszę szalejącą w powietrzu o dziwo nie tak męczącą
Blondynka westchnęła i pogładziła szyję ogiera, którego skóra lekko drgnęła pod jej dotykiem.
- Straciłam panowanie nad autem, a Demens w przyczepie zaczął wariować. Sam widziałeś w jakim był stanie- sapnęła nie patrząc w moją stronę
Chciałem sytać o coś jeszcze. Miałem tak dużo pytań, ale jak na razie chyba jej wystarczy. Odszedłem od ogrodzenia i podszedłem do wyjścia z placu.
- Idziesz z nami?- spytałem przystając
- Nic lepszego do roboty nie mam- wzruszyła ramionami i ruszyła w naszą stronę
Niespiesznie doszliśmy do stajni. Zaczęły się wakacje (trochę przyspieszyłam xd), pogoda była wręcz cudowna jak na te obszary. Alice zostawiła mnie przy boksie Demensa, a ja poszedłem wyczyścić i rozsiodłać Avenger'a. Kasztan jak zwykle stał spokojnie i z rozkoszą poddawał się pielęgnacji. Na koniec wypuściłem go na pastwisko gdzie od rana urzędował New Day. Od razu młody zainteresował się kolegą i zarżał radośnie na nasz widok. Wracając zaszedłem jeszcze po Alice, która stała przed boksem swojego wierzchowca, który nerwowo zarzucał łbem. Trochę mu zajmie oswojenie się z nowym otoczeniem.
~***~
Akademia na wakacje trochę opustoszała. Jedni już zdążyli wyjechać, inni się szykowali, a jeszcze inni się dopiero zastanawiali co ze sobą przez te dwa, długie miesiące zrobić. Nie miałem zamiaru tu siedzieć. Chciałem się wyrwać gdziekolwiek, ważne aby trochę odsapnąć. Wstałem z łóżka i wyszedłem z pokoju. Miałem dla Alice propozycje nie do odrzucenia. Gdy doszedłem pod jej drzwi, zapukałem i ostrożnie wszedłem do środka. Jej dwa koty rozłożyły się na łóżku.
- Mam propozycje nie do odrzucenia- wyszczerzyłem się i usiadłem na krześle przy biurku odwracając je w stronę leżącej i przeglądających cos na telfonie dziewczyny, która wyraźnie się ożywiła
- To jak jedziemy gdzieś na wakacje?- spytałem i czekałem na reakcje z drugiej strony
Alice spojrzała na mnie z lekkim zdziwieniem, które po chwili ustąpiło miejsca szerokiemu uśmiechowi
- Niezobowiązujący wyjazd. Przyda się mi po całym roku jak i tobie po ostatnich kilku tygodniach- dodałem trochę niepewnie ostatnie słowa gdyż nie wiedziałem za bardzo jakie były dla niej jej ostatnie lata

Alice?
Wybacz, że tak długo, już się nie powtórzy i to opko takie nijakie - poprawie się ❤️
Wymyśl coś ciekawego na wakacje ^^

środa, 24 maja 2017

Od Cole'a CD Alice

Popołudniowy trening skokowy. Nic nowego. Parkur nie za trudny, ale jednocześnie zmusza do skupienia uwagi konia jak i jeźdźca. Jeden nieprawidłowy sygnał, a poprzeczka wyląduje z głuchym łoskotem na ziemi. New zarzucił swoją czarną głową nie mogąc się doczekać. Jakaś dziewczyna kończyła akurat swój przejazd zaliczając tor z jedną zrzutką. Przyszła pora na nas. Lekkie popuszczenie wodzy, a koń od razu ochoczo przeszedł do kłusa, a potem do galopu. Ogier się czymś rozpraszał. Jak tak dalej będzie to ten przejazd będzie można zaliczyć do jednych z gorszych. Zrobiłem wolte i nakierowałem konia na pierwszą przeszkodę, którą była stacjonata. Poszło gładko. Tak jak dwie kolejne. Każda jedna wyższa od poprzedniej. Przy następnej się zawahał, ale oddał skok. Krzywy bo krzywy, ale wylądowaliśmy po drugiej stronie. New Day zarzucił łbem i szarpnął lekko wodze. Nie miałem zamiaru popuszczać, bo wtedy przyspieszy, a nie chciałem tego robić przed ostatnimi kombinacjami. Niezadowolony wierzchowiec biegł dalej na jedną z ostatnich przeszkód. Dałem sygnał do skoku, koń podwinął przednie nogi i prepeciał, zaliczając czysto. Niestety potem było tylko gorzej. Z terenu zaczęła wraca inna grupa i New wolił skupić się na innych towarzyszach niż przeszkodzie stojącej przed nim. Zanim doprowadziłem go do porządku, usłyszałem za sobą jak drąg ląduje na ziemi. Pewniej pojechałem dalej. Day jednak postanowił się na sam koniec zbudnować i odmówić skoku. Dzięki stary.

****

Zapowadało się na to, że będzie to spokojna sobota. Mogłem się w końcu wsypać i odpocząć od treningów i upadków z grzbietu karego, młodego ogiera. Jednak tata wyciągnął mnie za miasto i poza tereny akademii. W sumie głownie po to aby pozamawiac jakies rzeczy i wypełnić wszytkie zaległe formalności. W drodze powrotnej kompletnie się wyłączyłem. Ojciec napomniał coś o tym, że jakiś znajomy albo znajoma, straciłem rachubę, przyjeżdża do Morgan. Moją uwagę przyciągnął jednak lekki korek przed nami, a pod drzewem stojący koń. Wystraszony i agresywny. Kilkoro ludzi stało dookoła niego, ale on nie pozwał się zbiżać. Wysiadłem z auta. Mój ojciec bez wahania zrobił to samo. Koń miał na tylnej nodze niewielką ranę, ale na pewno utrudniała mu chodzenie - nie obciążał jej co było widac na pierwszy rzut oka. Koń miał na sobie wytarty, czerwony kantar, z którego zeisał uwiąz. Nie był to zdecydowanie dobre wyjście. Podczas biegu linka mogłaby wplątać się między jego nogi. Koń mierzył wzrokiem otoczenie i zbliżających się do niego ludzi. W oddali było słychać nawoływania i trąbienie jakiś mało cierpliwych kierowców. Odwróciłem się. Zobaczyłem nieduże auto, a do niego przyczepioną przyczepę już w nienajlepszym stanie. Stąd wybiegł koń. Szybkim krokiem udałem się w tamtą stronę. Zderzyły se trzy auta. Ktoś dzwonił już po karetkę. Jeden facet uderzył w drzewo. Stan był krytyczny. Jednak szybko przeniosłem wzrok na jakiegoś nabuzowanego faceta i dziewczynę o blond włosach. Jej profil zapalił jakąś lampkę. Alice? Zapewne się myliłem. Stałem w znacznej odległości od dziewczyny. Poza tym nie widziałem Alice całe wieki. Na pewno kilka dobrych lat i miałem ją spotkać akurat tu? Jak się okazało - tak. Gdy zobaczyłem jak facet od krzyczy i patrzy ze złością na obtarty bok auta, a następnie jego dłoń zamknięta w pięść ląduje bezproblemowo na brzuchu dziewczyny bez wahania podszedłem. Odepchnąłem mężczyznę co go chyba jeszcze bardziej wkurzyło i zaczął gadać coś pod nosem. Spojrzałem na dziewczynę. Patrząc na jej twarz byłem pewnien, że to Alice. Czyli tata miał racje. Odwiedzi nas dobra znajoma. Alice od razu się uśmiechnęła i oplotła rękoma moją szyję. Objąłem dziewczynę, która zaraz potem opadła zupełnie z sił. Była przemęczona co było widać na pierwszy rzut oka. Przyjechała karetka co jeszcze bardziej wkurzyło konia Alice. Zabrali faceta w najgorszym stanie. Niedługo potem zawitała rowniez policja. Oczywiscie facet, który doznał najmniejszych obrażeń, a właściwie to jego samochód, jako pierwszy garnął się do intensywnej rozmowy z policjantami. Po kilkunastu minutach przyjechał weterynarz ze stajennym. Ten pierwszy podał ogierowi środki uspokajające. Gdy te zaczely działać załadowali go do przyczepy. Zaniosłem do auta dziewczynę. Ojciec kazał jechać z nią i koniem. Sam wolała zostać i sprawdzić o co tam właściwie chodziło. Sam byłem ciekaw.
~***~
Stajenny z weterynarzem udali się z wierzchowcem do stajni. Był pod dobrą opieką. Natomiast ja poszedłem z Alice do budynku akademika gdzie czekał już na nią jej pokój. Żadnych poważnych obrażeń. Tak jak powiedział mężczyzna z karetki. Była jedynie przemęczona. Miała szczęście w nieszczęściu. Położyłem ostrożnie dziewczynę na łóżku. Teraz powinna przede wszytkim solidnie wypocząć.

Zaglądałem co jakis czas aby upewnić się, że wszytko jest w jak najlepszym porządku. Po powrocie ojca, który przywiózł rzeczy jak i przestraszone koty Alice okazało się, że dziewczyna bedzie musiała udać sie i tak w najbliższym czasie na komisariat. Blondynka przebudziła się po kilku dobrych godzinach snu. Rozejrzała dookoła, ale gdy zorientowała się gdzie jest zerwała się gwałtownie. Powstrzymałem ją jednak przed dalszymi planami wyjścia z pokoju i pójścia do stajni.
- Ale co z Demo?- dopytywała w kółko
- Weterynarz się już nim zajął. Odpoczywa w swoim nowym boksie- wytłumaczyłem ze spokojem, mierząc badawczym wzrokiem Alice
- Stało się coś poważnego?
- Przede wszytkim był mocno wystraszony i zestresowany. Niewielka rana na nodze, po zderzeniu, powoduje, że kuleje, ale szybko wróci do zdrowia- lekko się uśmiechnąłem
Dziewczyna nie zadawała wiecej pytań, ale wiedziałem, że chce zadać ich kolejną setkę. Zmieniła się od ostatniego razu kiedy ją widziałem. Właśnie kiedy to było? Całe wieki temu, ale nie da się jednak zapomnieć takiej przyjaźni. Alice wlepiła puste spojrzenie w sufit. Intensywnie nad czymś myślała. Przynajmniej tak mi się wydawało. Jednak nim się obejrzałem, a Alice znów spała. Jej dwa koty zresztą też wygodnie leżały i co jakis czas dało się z ich strony słyszeć ciche pomruki. Spojrzałem na zegarek. Byłem cholernie głodny, a za pięć minut zaczyna się kolacja. Jak najciszej wstałem z fotela i opuściłem pokój towarzyszki. Zamknąłem za sobą drzwi i poszedłem korytarzem w stronę stołówki. Ku mojemu zdziwieniu było tu dosyć pustawo. Poszedłem po jedzenie i usiadłem przy pierwszym lepszym stoliku. Zastanawiałem się czy dziewczyna jeszcze dzisiaj wstanie. Byłem ciekaw co skłoniło ją do przyjazdu tutaj i co naprawdę stało się za kółkiem.

Alice?
O takiej porze zdecydowanie nie pisze się dobrze... Xd

niedziela, 26 marca 2017

Od Cole'a do Zoey

Było ciepłe niedzielne popołudnie, a ja od dłuższego czasu siedziałem w stajni. Na początku postanowiłem wyczyścić solidnie Avenger'a. Po skończonej czynności sierść i kopyta konia lśniły jak chyba nigdy przedtem. Musiałem przyznać, że od tych kilku miesięcy gdy byliśmy w akademii ogier nabrał masy mięśniowej, która odznaczała się wspaniale między innymi na nogach. Poklepałem ogiera po szyi na co ten raczył odpowiedzieć cichym parsknięciem. Wyszedłem z boksu kasztana i zerknąłem na zegarek. Było jeszcze zdecydowanie za wcześnie, aby wracać do pokoju. New Day. Zawróciłem i leniwym krokiem udałem się do siodlarni. W taką pogodę nie można odpuścić sobie terenu. Wziąłem sprzęt ogiera i powędrowałem w stronę jego boksu. Okazało się, że samiec jest na pastwisku. Wziąłem linkę od kantara spod jego boksu i wyszedłem ze stajni.  Dochodząc na jedno z największych pastwisk zobaczyłem New Day'a szalejącego na zielonej trawie. Biegał i wierzgał jak oszalały, i zwolnił przy bramie gdy w końcu mnie przy niej ujrzał.
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/cb/03/10/cb031067d19c9c5edafc0e6283dbb95e.gifWziąłem konia i zaprowadziłem pod boks gdzie już wcześniej przyniosłem siodło i ogłowie. Osiodłałem go i wyjechaliśmy ze stajni, wprost na ścieżkę wiodącą do lasu. Koń szedł żwawo i co jakiś czas wyrywał do przodu, chcąc jechać szybciej. W pewnym momencie przyspieszyliśmy do kłusa. New chodził dziś wprost idealnie. Jednak znając życie na treningu już by się ociągał.
****
Koń brał głębokie oddechy po kilkunastu minutach biegu. Jego szyja i klatka piersiowa była spocona od wysiłku. Najwyższa pora wracać do akademii. Samiec szedł już znacznie wolniej. Jechałem na luźnej wodzy, aby koń mógł swobodnie wyciągnąć szyję. Kilka kroków New trzymał głowę przy samej ziemi, a potem gwałtownie ją uniósł i parsknął, nastawiając na dodatek uszy do przodu. Przecinaliśmy ścieżkę, wiodącą na tor crossowy. Wierzchowiec wygiął szyję i skierował swoje spojrzenie w tamtą stronę. Znacznie zwolnił kroku prawie się zatrzymując. Nagle na horyzoncie pojawił się zarys czarnej sylwetki konia,
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjAKTxfz5ZWiKPetCpHq2fsZW72Ek5eehjnQHmdDtaTs23hm914IAWfTiPiVuvumdzWSnHwvJbj28P6i8SOxS5GkpVxUGrF_ir0ccuYbJRVRYAnIKXIKSAvV1RfjR8G0-OOJLaEJvVbSj4a/s1600/tumblr_n0qw0cQXcy1rm1oato8_400.gifktóry biegł z zawrotną prędkością. Szybko znalazł się obok nas i pomknął dalej. New przestąpił z nogi na nogę i obrócił się gwałtownie, gdy kary koń znikał już na jednej ze ścieżek. Nie miało sensu jechanie za koniem. Wiedziałem, że jest z akademii i byłem ciekaw czy jego właściciel zauważył jego zniknięcie.
*Następnego dnia*
Pierwsze co usłyszałem to dzwonienie mojego budzika. Wyłączyłem go czym prędzej i przewróciłem się na drugi bok. Nie miałem najmniejszej ochoty wstawać. Jednak koniec końców pod upałem się do pionu i udałem się do łazienki. Z tego co dobrze pamiętam - poranny trening to ujeżdżanie. Po kilkunastu minutach byłem już gotowy. Włożyłem buty, założyłem lekką kurtkę i wyszedłem z pokoju. Korytarzem udałem się w stronę wyjścia. Już po chwili znalazłem się na dworze, a ciepłe, wiosenne promienie słońca ogrzały moją twarz. Udałem się w stronę stadniny. Minąłem kilka osób z mojej grupy na dworze jak i potem w stajni. Poszedłem do siodlarni po sprzęt Avengera. Ogier był jeszcze zaspany. Nie dziwię się. Oczyściłem konia z kurzu i wyciągnąłem z grzywy i ogona kilka ździebeł słomy. Gdy dopinałem popręg, przeszła akurat trenerka i oznajmiła wszystkim, że trening odbywa się dzisiaj na dworze. Gotowi opuściliśmy boks, a zaraz potem stajnię i skierowaliśmy się na czworobok. Rozgrzewało się już kilka osób.
Wsiadłem na ogiera i dałem łydki, dzięki czemu samiec ruszył żwawym stępem i dołączyliśmy do pozostałych w rozgrzewce. Niedługo potem pojawiła się trenerka i ustawiła cavaletti na ścieżce. Gdy skończyła i wszyscy zgromadzili się na placu, poleciła przejechani przez drągi, najpierw w stępie, a potem w kłusie. Bez problemu wykonaliśmy z Av'em ćwiczenie i czekaliśmy na pozostałe.
****
Zaprowadziłem, zmęczonego po treningu, wierzchowca do boksu. Rozsiodłałem i nakryłem cienką derką.
- Wrócę po południu- poklepałem Avegera po szyi i opuściłem jego duży boks.
Szybkim krokiem udałem się do pokoju. Przebrałem się, dałem przy okazji psu jedzenie, którego wcześniej zapomniałem dać gdy wychodziłem zaspany na trening. Opuściłem pokój i udałem się na stołówkę.
****
Czy już wspomniałem, że nie na widzę poniedziałków? Wszystkie lekcje straszliwie mi się dłużyły. W końcu zadzwonił dzwonek oznajmiając koniec trzeciej przerwy, a tym samym rozpoczęcie czwartej godziny lekcyjnej, dopiero czwartej. Jeszcze dwie lekcje, nie licząc tej czyli lekcji żywienia i opieki nad końmi z panią Smith. Ostatnie piętnaście minut najbardziej mi się dłużyło, a tym samym się "wyłączyłem". Okazało się, że w nieodpowiednim momencie, bo akurat wtedy nauczycielka mówiła o projekcie, który mamy wykonać w przydzielonych przez nią parach. Po dzwonku, wychodząc każdy miał odebrać wydruk z tematem projektu, terminem oddania i osobą z którą mamy go wykonać. Wyszedłem z klasy. Projekt miałem zrobić z Zoey Caillte. Kojarzyłem dziewczynę z niektórych lekcji, które mieliśmy razem i z tego co wiem jest tu od niedawna. Zostały jeszcze dwie lekcje. Postanowiłem znaleźć ją po lub przed treningiem popołudniowym. Na pewno będzie kręciła się gdzieś w stajni.
*Około godziny 15:30*
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/26/71/d3/2671d36735d6e4b5c213af1f821cfa98.gifDo treningu zostało jeszcze pół godziny. Postanowiłem wyjść szybciej i znaleźć Zoey. O 16:00 miałem skoki, a dziewczyna, która była w trzeciej grupie, western. Nie przepadam za tą dyscypliną. Przechodząc koło jednego z padoków ujrzałem, przynajmniej tak mi się wydawało, tego samego konia co wczoraj w lesie. Biegał po trawiastym placu jakby miał nieskończone pokłady energii. Kilka metrów dalej, przodem do mnie, o drewniany płot opierała się dziewczyna i z lekkim uśmiechem spoglądała na wierzchowca. Podchodząc bliżej, rozpoznałem dziewczynę, ale nie byłem do końca pewien czy to Zoey. Jednak postanowiłem podejść do dziewczyny.
- Twój koń?- spytałem i również oparłem się o drewniany płot
Dziewczyna spojrzała na mnie niepewnie, ale potem wyraz jej twarzy lekko się rozluźnił.

Zoey? Mam nadzieję, że nie zawaliłam za bardzo :?

wtorek, 14 marca 2017

Od Cole'a CD Mary

Pokonaliśmy tor w świetnym tępie. Konie zdecydowanie były w formie. Dalej pojechaliśmy spokojnym stępem. Dałem ogierowi luźną wodzę na co ten chętnie wyciągnął szyję.
- A... Co sądzisz o Raffaele'u? Jest naprawdę dobry... Mimo narowistej klaczy - spytała dziewczyna, zrównując się ze mną
Niedawno przyjechali znajomi Mary, ale nie miałem okazji ich lepiej poznać. Zamieniłem z nimi tylko kilka, pojedynczych zdań.
- Nie znam go za dobrze, więc nie chcę oceniać- odparłem po chwili z uśmiechem
Wjechaliśmy na otwartą przestrzeń. Avenger rozejrzał się zaciekawiony dookoła. Mara zaś puściła się galopem przez pole. W ogierze, aż się zagotowało. Nie mógł być gorszy. Oddałem mu trochę wodzy, a ten od razu wykorzystał okazję. Nie pozwoliłem mu się jednak rozpędzać. Dogoniliśmy Marę i Haru. Konie utrzymywały równy, szybki galop.
Koniec końców dojechaliśmy do niewielkiego wzniesienia, z którego rozciągał się widok na miasto. Konie dyszały po wysiłku lecz z czasem ich oddechy zaczęły się uspokajać.
- Wydaje mi się czy ktoś tam jedzie?- spytała Mara i zerknęła szybko na mnie
Spojrzałem w tym samym kierunku gdzie patrzyła dziewczyna. Rzeczywiście, niedaleko od nas jechały dwie postaci - jedna na siwku, druga na ciemnym kasztanie, przynajmniej tak mi się wydawało, gdyż z takiej odległości i w słońcu maść wierzchowca mogłabyć  zupełnie inna. Dwie osoby zmierzały ku nam. Okazało się, że byli to znajomi Mary.

Mara? Tak na szybko pisane, wybacz za długość :/

poniedziałek, 13 marca 2017

Od Cole'a CD Mary

Po pizzy, przeszliśmy się jeszcze po mieście, a potem wróciliśmy na tereny akademii.
****
https://68.media.tumblr.com/329eb3dbecae0ddf9da8b55a446fae09/tumblr_o8kf81PTM31travyco1_500.gifNastępnego poranka - była sobota. Miałem zamiar dzisiaj wziąć Avenger'a i popracować nad ujeżdżaniem. Ostatnio koń robił znaczne postępy w tej dyscyplinie co niezmiernie mnie cieszyło. Ubrałem się i poszedłem w stronę stajni. Zobaczyłem kilka innych osób przy swoich wierzchowcach. Ostatnimi czasy zrobił się tu dość spory ruch. Avenger wystawił głowę z boksu i zarżał przyjaźnie jak do niego podchodziłem. Wszedłem do boksu i pogładziłem ogiera po pysku. Av trącił pyskiem moją rękę na znak, że przydałoby się na start coś dobrego do jedzenia. Zaśmiałem się i podałem koniowi kawałek marchewki, na co on zadowolony ją pochłonął. Poszedłem po sprzęt do siodlarni i wróciłem z nim pod boks konia. Przeczyściłem go, a potem na jego grzbiet zarzuciłem niebieski czaprak, potem podkładkę pod siodło i samo siodło. Gdy koń był gotowy, udaliśmy się na czworobok. Była dzisiaj dosyć ładna pogoda, więc nie było sensu siedzieć na hali. Zrobiłem z koniem kilka kółek w stepie, aby się rozluźnił na początku. Potem kilka kółek w kłusie. Gdy przejeżdżałem koło bramy, zauważyłem zbliżającą się w naszą stronę dziewczynę wraz z koniem. Pojechałem dalej wyciągniętym kłusem lecz gdy znów przejechaliśmy koło bramy zatrzymałem się, bo dzewczyną z koniem była Mara wraz z Haru.

Mara?

niedziela, 12 marca 2017

Od Cole'a CD Ariel

Wszedłem do biura ojca dając mu kilka papierków odnośnie zbliżających się zawodów. Miałem wychodzić i iść przyszykować konia do treningu, lecz ojciec mnie zatrzymał nagle:
- Dzisiaj przyjechała nowa dziewczyna. Nie ma konia i jest początkująca, zapomniałem jej powiedzieć, że zaraz ma pierwszą lekcję. Pójdziesz do niej i ewentualnie pomożesz w stajni?- spytał i spojrzał na mnie
- A trening?- spytałem zdziwiony
- Powiedziałem trenerce, że się spóźnisz- powiedział
- Dobra- odparłem i wyszedłem
Jednak zaraz wróciłem, bo nie miałem bladego pojęcia gdzie może się teraz znajdować dziewczyna.
- Pokój numer 8- powiedział ojciec od razu, nie czekając na pytanie z mojej strony
Udałem się do akademika dość szybkim tempem. Wszedłem przez duże drzwi na korytarz. Na całe szczęście pokój znajdował się na najniższym pietrze i nie musiałem chodzić po schodach. Współczułem uczniom, którzy mieszkali na najwyższych piętrach. Szkoda, że nie ma windy. Zapukałem pod 8. Spojrzałem na zegarek - od pięciu minut trwał trening. Gdy w końcu dziewczyna raczyła podejść do drzwi i mi otworzyć, oznajmiłem jej, że ma trening. Potem udałem się w stronę wyjścia i poszedłem do stajni. Miałem nadzieję, że powiedzieli jej gdzie jest stajnia.
****
Wszedłem do stajni. Idąc do siodlarni zauważyłem dziewczynę, której kilka minut temu mówiłem, że ma trening. Szybka jest. Stała przy boksach koni stajennych.
- Myślę, że Silvan będzie najlepszy - powiedziałem stając za dziewczyną
Kasztan przyjechał do nas niedawno, ale był świetnie ułożony, był spokojny co też jest dużym atutem i idealny dla początkujących.
- Skąd wiesz? - spytała odwracając się do mnie
- Jestem tu już trochę i jeździłem już na paru koniach stajennych, on była najspokojniejszy- odparłem z uśmiechem
- Jak ty w ogóle masz na imię? - spytała unosząc jedną brew
- Cole Stewart- przedstawiłem się- A ty?- oparłem
- Ariel- przedstawiła się
- Wiesz jak przygotować konia do jazdy?- spytałem od razu
Dziewczyna zawahała się i pokręciła głową.
- Chodź do siodlarni pokażę ci wszytko- powiedziałem i udałem się w stronę pomieszczenia, do którego nie było za daleko
Dałem dziewczynie ogłowie, czaprak i podkładkę, a sam wziąłem siodło. Odłożyliśmy wszytko na haku na drzwiczkach boksu, który był specjalnie do tego przeznaczony. Chwyciłem za linkę od kantara, która była przy boksie i otworzyłem go. Koń parsknął przyjaźnie.
- No wejdź- zachęciłem dziewczynę
Kasztan stał spokojnie i patrzył na nową osobę z zaciekawienie. Ariel pogładziła ogiera po czole.
Dałem jej uwiąz, a ta bez problemu przypięła go do niebieskiego kantara ogiera. Wyszedłem z boksu i poleciłem dziewczynie to samo. Koń stał przywiązany i czekał na siodłanie.
- Teraz nie trzeba go czyścić, ale zazwyczaj przed jazdą to się przydaje- powiedziałem z uśmiechem- Dobrze, więc najpierw nałóż czaprak na grzbiet- powiedziałem i podałem jej zielony czaprak
Po około 15 minutach Silvan był gotowy na trening. Zerknąłem na zegarek. Zostało mi 25 minut lekcji. Ariel zresztą też.

Ariel?

sobota, 11 marca 2017

Od Cole'a CD Max'a

Chłopak podjechał na swoim ogierze, który już się uspokajał.
- Ale jazda- zaśmiał się i pogładził swojego konia po szyi
The Stylish GypsyNie mogłem się nie uśmiechnąć. Avenger wyciągnął swoją długą, kasztanowatą szyję w stronę nowego towarzysza.
- Wracamy czy jedziemy dalej?-  zagadnąłem
Max obejrzał się i zawrócił konia dając mi tym samym znać, że bez dwóch zdań jedziemy dalej. Więc popędziłem konia do galopu i oddałem mu trochę wodzy, aby mógł się rozpędzić. Wiedziałem, że po tym co się wydarzyło powinienem go raczej uspokajać. Max wraz ze swoim wierzchowcem trzymał się kilka kroków za nami.
Droga, którą jechaliśmy prowadziła w stronę jeziora. Musze przyznać, że dawno tam nie byłem. Jezioro łączyło się z drugą częścią toru crossowego. Na horyzoncie zauważyłem dużą kałużę, w której znajdowała się jedna z przeszkód. To w czym stała przeszkoda nie dało się raczej nazwać jeziorkiem. Zamyślony wjechałem do wody, wolnym galopem, nie zdając sobie sprawy z tego, że nie było to mądre. Avenger zawahał się przed przeszkodą, ale bez trudu ją pokonał i zatrzymaliśmy się na drugim brzegu. Dopiero teraz dotarło do mnie czemu Max i Newton nie wjechali do wody. Odczułem na nogach chłód zimnej wody. Kasztan, na którym siedziałem, parsknął zadowolony z siebie i jakby czekał na oklaski. Chłopak podjechał do mnie na swoim koniu i powstrzymywał się od śmiechu. Przewróciłem rozbawiony oczami, a w tym momencie szatyn wybuchł śmiechem.
If in doubt, take one out Andrew Nicholson @ Gatcombe ‘13- Ale zabawne- odparłem i udałem oburzonego
Wyobraziłem sobie jaki zdziwiony musiał być chłopak gdy zobaczył, że wjeżdżam do wody i skaczę.
Czemu nie pomyślałem, że jedziemy po części toru przeznaczonej na lato? Pojechałem na przeszkodę odruchowo. Zapewne brzmi o śmiesznie, aż się sam do siebie uśmiechnąłem.

Max? Jakoś takie średnie XDD

piątek, 10 marca 2017

Od Cole'a CD Anastazji

Dziewczyna nagle się zerwała. Okazało się, że za pół godziny zamykali stołówkę.
Spojrzałem z niedowierzaniem na zegarek. Blondynka miała rację. W błyskawicznym tępie osiodłała klacz i wsiadła na jej grzbiet.
- Musimy się spieszyć. Nie jadłam śniadania- oznajmiła i spojrzała na mnie
Zaśmiałem się.
- Też go nie jadłem- odparłem
 - No to co my tu w ogóle jeszcze robimy?- spytała i popędziła klacz do kłusa, a potem płynnie przeszła do galopu
dressage gif | TumblrAvenger nawet nie protestował kiedy go popędziłem. Po chwili zrównał się z klaczą i wjechaliśmy na leśną ścieżkę. W pewnym momencie skręciłem w zarośniętą ścieżkę. Avenger bardzo dobrze ją znał, lecz dla dziewczyny i jej klaczy była to nowość. Skróciłem trochę wodzę i ogier biegł teraz wolniejszym galopem. Bardzo często na tej ścieżce zdarzały się różnego rodzaju niespodzianki jak zwalone drzewa. Jedno akurat leżało kilkanaście metrów przed nami. Kasztan bez trudu ją przeskoczył. Anastazja również dała radę. Po chwili znaleźliśmy się z tyłu budynku stajni. Jechaliśmy główną ścieżką, aż w pewnym momencie musieliśmy ostro zwolnić, gdyż o tej porze kręciło się tutaj więcej osób, koni i psów. Zsiadłem z kasztana i poklepałem jego spocona szyję.
- I w ten sposób zaoszczędziliśmy około 10 minut- odparłem i wszedłem z koniem do stajni
Dziewczyna się rozpromieniła i zaprowadziła swoją klacz do jej boksu.
****
Na stołówce nie było prawie nikogo. Zjadłem w mgnieniu oka posiłek i udałem się znowu do stajni. W sumie co innego można robić w sobotę? Tym razem jednak miałem zamiar iść do New Day'a. Od przyjazdu tutaj - czyli od około tygodnia - nie robił nic innego tylko żarł siano i popisywał się na padoku, a no i zapomniałem o naszych trzech jazdach, z których mogłem wywnioskować, że ogier nie odniesie sukcesów ani na parkurze, ani w ujeżdżaniu. Za to potrafił się nieźle rozpędzić.
Locked to LockerTeraz był wypuszczony na jednym z padoków, który znajdował się trochę dalej. W tej wycieczce towarzyszył mi Liam. Pies miał okazję zapoznać się z nowym koniem dwa dni temu i jak na razie go nie polubił.
New był wypuszczony razem z dwoma kucami ze stajni. Jadł siano - w sumie tego się spodziewałem. Gdy podchodziłem do ogrodzenia postawił zaciekawiony uszy. Uśmiechnąłem się do siebie. Jednak coś, a raczej ktoś jest w stanie zwrócić jego uwagę. Nie jest to tylko jedzie. przyczepiłem linkę do kantara i zaprowadziłem go do boksu.
And he just won gold at the 2016 Olympics for the second time in a row!!! He is such a fantastic rider...Ogier stał grzecznie przy czyszczeniu i siodłaniu. Następnie udaliśmy się na odkryty parkur. Było tam rozstawione kilka przeszkód. Wsiadłem na ogiera. W sumie była to dopiero druga jazda na nim, ale wiedziałem, że nie będzie z niego skoczka. Samiec potrafił mieć złe i dobre dni. Dzisiejszy chyba należał do tych lepszych. Przynajmniej tak mi się wydaje. Zrobiłem kilka okrążeń w stępie i kłusie. New Day'a rozpierała energia. Kilka razy mocno szarpnął za wodze i sam przeszedł do galopu. Postanowiłem zrobić jeszcze jedno okrążenie w kłusie, potem przeszedłem do galopu. Jechałem na pierwszą, niewielką przeszkodę. Ogier lubił się rozpędzać przed przeszkodami więc kluczowe tu było kontrolowanie go podczas skoków. Pierwszą przeszkodę pokonał z dużym zapasem. Tak samo zresztą drugą i trzecią, a przed ostatnią - najwyższą - zawahał się, ale i tak sobie świetnie poradził. Poklepałem go po szyi.Spojrzałem w stronę ogrodzenia, tam gdzie zostawiłem psa. Teraz stała przy nim blondynka, a Liam stał pod białą belką ogrodzenia i przypatrywał się nam swoimi bursztynowymi oczami. Przeszedłem do kłusa i podjechałem do ogrodzenia.
- Długo tu stoisz?- spytałem zaciekawiony i lekko się uśmiechnąłem

Anastazja? Wena chyba przyszła, która została wzbogacona o gify xdd

niedziela, 5 marca 2017

Od Cole'a CD Anastazji

Ruszyliśmy stępem przed siebie.
- A więc, Cole, jesteś tu zapewne dłużej niż ja. Opowiedz mi coś o tym uroczym miejscu. Przyznam szczerze, że pierwszy raz jestem w Wielkiej Brytanii, wolałam siedzieć w moim kraju, jednak ostatnio się trochę pozmieniało… - Westchnęła cicho - Od dawna tutaj jesteś? Jak ci się wiedzie?- spytała i spojrzała na mnie
Skierowaliśmy konie w stronę lasu. Słońce przyjemnie grzało.
- Jestem tu od samego początku- powiedziałem- Moi rodzice chcieli zmiany i przeprowadziliśmy się do Brytani. Oni przejęli po moim dziadku akademie jeździecką. Szczerze nie byłem zadowolony, bo w Stanach spędziłem 21 lat swojego życia. Avenger zreszta też nie był zbytnio ucieszony tym faktem- zaśmiałem się i poklepałem ogiera po szyi
Zaciekawiło mnie skąd jest dziewczyna. Największym plusem tej akademi było to, że poznawało się ludzi z rożnych części świata.
- A ty skąd jesteś?- spytałem i spojrzałem na dziewczynę
Zawahała się na chwilę.
- Rosja- spochmurniała troche, ale zaraz potem uśmiech wrócił na jej twarz
- Co ty na mały wyścig?- zaproponowała dziewczyna i cmoknęło na klacz, a ona płynnie przeszła do kłusa. Avenger nie miał zamiaru zostać w tyle i wyciągnął szyje do przodu. Popędziłem ogiera od razu do galopu wymijając dziewczynę.
- To nie fair!- krzyknęła za mną
Biegliśmy łeb w łeb przez leśną ścieżkę. W pewnym momencie ścieżka zaczeła się rozszerzać, drzewa zaczęły rzednąć. Wyjechaliśmy na polanę. Zaczęliśmy zatrzymywać konie. Wyścig nie został roztrzygnięty. Konie były lekko spocone.
- Wygrałabym- powiedziała Anastazja i zawróciła konia
- Jasne- odparłem ze śmiechem

Anastazja? Brakus Wenus Pospolitus xddd

Od Cole'a CD Charlotte

Zatrzymałem konia kilka metrów przed pierwszą przeszkodą, a Charlie pojechała dalej. Patrzyłem na oddalającą się sylwetkę dziewczyny na koniu. Po chwili nie było już po nich śladu. Avenger przestępował, co jakiś czas z nogi na nogę. Chciał już ruszyć na tor. Ogier przodował w skokach, lecz wolałem go nie nadwyrężać ze względu na to bo bałem się, że kontuzja ogiera wróci.
W końcu dałem Av'owi łydki i robiąc kilka wolt, aby uspokoić jego szalejącą energię, najechałem na przeszkodę. Nie były one ustawione na jakąś straszną wysokość przez co pierwsze trzy przeszkody, którymi były, kolejno krzyżak, stacjonata i okser, koń pokonał bezbłędnie i ze sporym zapasem. Jednak ostatnia przeszkoda nie poszła nam wcale tak łatwo. Ogier dawno nie skakał przez tego typu konstrukcje i gdy ujrzał na horyzoncie mur, zawahał się, dałem mu łydki, ale ogier znacznie zwolnił, a gdy zdecydował się na skok, którego się nie spodziewałem, zawadził tylnymi kopytami o mur tym samym zdzierając sobie lekko skórę na pęcinach. Przekląłem pod nosem i zatrzymałem konia. Charlie podjechała do nas na swojej klaczy. Zsiadłyem z konia. Na szczęście było to tylke lekkie zdarcie. Zagoi się szybko.
- Wszytko w porządku?- spytała dziewczyna i zerknęła na nogi Avenger'a
Przyaknąłem, lekko się uśmiechając. Wiedziałem, że z naszej dalszej przejażdżki będą nici. Chciałem odprowadzić konia do boksu. Na szczęście znałem skrót do stadniny.
- Pojedziesz dalej sama czy wybierzemy się kiedy indziej?- spytałem i spojrzałem na Charlie
- Hmm.... Propozycja dalszej przejażdżki jest kusząca, ale chyba wrócę z tobą- oświadczyła
- Co za poświęcenie- mruknąłem pod nosem ze śmiechem
****
Avenger stał spokojnie w boksie i bez pośpiechu żuł swój wczesny obiad.
Na korytarzu, zauważyłem zmierzającego, w naszą stronę, mojego ojca. Chyba lekko się zdziwił, że wróciliśmy dość szybko, ale gdy pokazałem mu nogi mojego wierzchowca, nie pytał o więcej.
- A właśnie!- zagadnął żywo na odchodne- Macie może czas po obiedzie aby zająć się nowymi konmi, które przyjadą? Dokładnie 4- oznajmił- Ja muszę pilnie jechać do miasta- powiedział i lekko się uśmiechnął
Spojrzeliśmy po sobie z Charlie.
- Pewnie- odparliśmy oboje
Ojciec mówił coś o nowych koniach, ale nie wspominał kiedy mają przyjechać. (Konie pojawią się dzisiaj w poście "Wiosenne poządki". Wstawiłbym zdjęcia szybciej - tutaj, ale jestem na telefonie :/)
****
Po obiedzie wraz z Charlie wyszliśmy na zewnątrz z budynku akademi i skierowaliśmy się w stronę stadniny. Lada moment miały przyjechać nowe konie. Z tego co wiem boksy były już przygotowane. Weszliśmy do stajni. Zastanawiałem się jakie imiona będą nosiły nowe konie. Minąłem kolejno: Silvan, Gal, New Day i Point. Nagle usłyszeliśmy jak na podjazd wjeżdża auto. Jak się okazało wjechały dwa auta z przyczepami. Moja mama rownież  się pojawiła. Miała podpisać papiery. Jeden, szczupły, dosc młody facet z uśmiechem na ustach wysiadł z jednego auta i podszedł do nas. Razem z Charlie podeszliśmy do koniowozów. Jeden facet wyprowadził kasztana i siwka. Drugi wyprowadził Appaloose, a czwarty koń, kary zaraz po wyjściu z przyczepy wyrwał się i zaczął robić tylnymi nogami rożnego rodzaju akrobacje w powietrzu. Ogier od razu mnie zainteresował. Miał dużo energii i był silny, a może nawet trochę nieobliczalny? Nie mógł mieć wiele lat. Jego wiek szacowałem na 4-5 lat. Konie, ktore były wypuszczone na pobliskie pastwisko, podeszły do płotu, zainteresowane całą sytuacją. Gdy kary ogier zauważył nowych towarzyszy podbiegł do nich lekkim kłusem. Był bardzo przyjaźnie do nich nastawiony.
Charlie zaprowadziła do stajni siwka - Gala i spokojnego kasztana - Silvana. W końcu ogier - New Day podszedł do nas. Moja mama gdy zobaczyła wybryki konia nie za bardzo się ucieszyła. W swojej stajni wolała mieć spokojne i ułożone konie. Zamieniła kilka słów z młodym mężczyzną, z którym podpisywała przed chwilą papiery.
- Nie jestem pewna czy dobrze, żeby ten koń został u nas- powiedziała niepewnie
New Day trzymany przez mężczyznę, który wcześniej wyprowadzał go z koniowozu musnął mnie swoim karym pyskiem w ramię. Pogładziłem go po pysku. Odwrocilem się do matki i mężczyzny.
- Mogę się nim zająć- oznajmiłem
Moja matka spojrzała niepewnie to na mnie to na ogiera z tyłu. Nagle pojawiła się również Charlie.
- Nie jestem pewna- odparła, a w tym momencie New Day zastrzygł uszami i stanął na tylnych nogach, niewiele unosząc przednie kopyta nad ziemią. Od razu było widać, że ogier nie lubi przebywać w małych pomieszczeniach, albo uwiązany.
Charlie spojrzała na mnie i na karego. Nie wiem czy była przy mojej propozycji zajęcia się koniem, ale doskonale wiedziała co powiedzieć.
- Cole'owi przyda się nowy koń. Avenger miał, z tego co wiem, kontuzję i Cole nie może trenować tak jakby chciał nie narażając przy tym konia. A New Day wyglada na silnego ogiera- powiedziała
Spojrzałem na dziewczynę z lekkim zdziwieniem, ale też z wdzięcznością.
- Niech wam bedzie- westchnęła- Zaprowadzcie Pointa i New Day'a do boksów.
Kuzynka chwyciła uwiąz Pointa, a ja New Day'a i zaprowadziliśmy konie do boksów.

Charlie? Wykorystałam opko do tego aby zyskać nowego konia nie obrazisz się, prawda? xddd

sobota, 4 marca 2017

Od Cole'a CD Anastazji

Dziewczyna zgrabnym ruchem wyminęła mnie i weszła w głąb pomieszczenia. Wzięła skórzane siodło i ogłowie, i ruszyła ku wyjściu. Zacząłem odczuwać ciężar siodła i ogłowia na moich rękach.
Wybierasz się na przejażdżkę? – spytałem
Dziewczynę widziałem pierwszy raz. Chyba była nowa. W ostatnim czasie przewinęło się kilka nowych osób jak i koni.
- Tak zgadza się, moja mała musi mieć trochę chwil odprężenia – odparła dziewczyna i poszła w kierunku boksu swojej klaczy
Zmierzałem w tym samym kierunku, bo boks ogiera znajdował się niewiele dalej.
Odłożyłem jego sprzęt i wróciłem pod boks dziewczyny i jej klaczy - Nehalenna jak było napisane na tabliczce, na drewnianych drzwiczkach boksu. Samica była Hanowerem o dość nietypowej maści. Pierwszy raz widziałem konia tej rasy w tak nietypowym zestawieniu. Przez moment przypatrywałem się dziewczynie i jej klaczy oraz całej tej czynności, którą było siodłanie.
- A dlaczego pytasz? – spytała i lekko uśmiechnęła się, odwracając w moją stronę
Odwzajemniłem gest.
- Tak się składa- zacząłem- Że również miałem zamiar, wraz z moim podopiecznym, wybrać się na przejażdżkę- powiedziałem i zerknąłem w stronę boksu Avenger'a, który zaciekawiony, a może nawet trochę  zniecierpliwiony, patrzył na mnie.
Dziewczyna przerwała na chwilę siodłanie klaczy.
- Jeśli to była propozycja- zawahała się na chwilę, patrząc czy nie zaprzeczę- to z niej skorzystam- odparła i zapięła ostatni ochraniacz
- Jesteś tu nowa prawda?- spytałem
- Widać bardzo?- spytała i chwyciła czaprak
Zaśmiałem się pod nosem.
- Tak wogóle Cole jestem- przedstawiłem się. Lepiej późno niż wcale.
- Anastazja, miło mi- odparła
- Spotkamy się przy wyjściu- powiedziałem i nie czekając na odpowiedz dziewczyny ruszyłem w stronę boksu Avenger'a
Ogier zniecierpliwiony trzepnął z całej siły nogą w drzwiczki boksu.
- Ey spokojnie- odparłem i wszedłem do środka
Pogładziłem ogiera po szyi. Przejechałem kilka razy szczotką po grzbiecie, brzuchu i szyi konia, a potem chwyciłem niebieski czaprak i nałożyłem na grzbiet. Potem kolejno nakładka pod siodło i samo siodło, dociągając na koniec popręg. Ogier stał spokojnie podczas siodłania. Bez problemu przyjął wędziło, a ja Zapiąłem ogłowie. Koń stał gotowy i pełen energii do jazdy. Chwyciłem wodze i wyprowadziłem wierzchowca z boksu. Kierowałem się ku wyjściu. Zauważyłem, że dziewczyna już czeka. Ogier zaciekawiony, nastawił uszy do przodu widząc nowego konia. Wyszedłem na żwirową drogę i stanąłem przed dziewczyną i jej klaczą. Avenger przyjaźnie nastawiony wyciągnął pysk do samicy.

Anastazjo? Jak mówiłam, wena się kończy *chlip chlip*

wtorek, 28 lutego 2017

Od Cole'a do Anastazji

Wjechałem na żwirową drogę prowadzącą w stronę akademii. Pogoda z dnia na dzień stawała się ładniejsza. Zaparkowałem przed budynkiem akademii i wysiadłem z jeepa. Było sobotnie, ciepłe popołudnie. Nie da się przepuścić takiej okazji. Na pastwisku niedaleko ujrzałem Avenger'a pasącego się z kilkoma innymi końmi. Podszedłem do płotu. Ogier po kilku chwilach ujrzawszy moją osobę, podszedł leniwym krokiem do płotu. Szturchnął mnie przyjaźnie w ramię swoim pyskiem i parsknął cicho. Pogładziłem zwierzę po pysku i uśmiechnąłem się mimowolnie.
Zostawiając ogiera na chwilę na dworzu, wróciłem do stajni po linkę od kantara, aby potem ponownie wrócić i zabrać ogiera do budynku stadniny. Avenger był rozluźniony i zapewne ucieszy się z małego wyjazdu w teren.
Wprowadziłem konia do boksu.
Wyczyściłem szybko konia i rozczesałem grzywę oraz ogon. Kilka razy stajennym korytarzem przemknęło kilka osób. Nowych jak i mi znajomych. Zostawiłem ogiera w boksie i poszedłem do siodlarni po sprzęt. Wychodząc z pomieszczenia musiałem na kogoś wpaść, a może to ktoś wpadł na mnie? Nieistotne. Zdarzyło mi się to już któryś raz i zapewne nie ostatni. Nie trudno było na kogoś wpaść w takim miejscu jak siodlarnia.

Anastazja? Był plan i pomysł, ale trudniej z jego realizacją Xd

czwartek, 9 lutego 2017

Od Cole'a CD Mary

Promienie słoneczne wpadające przez okno do pokoju nie dały mi długo pospać. Otworzyłem oczy i spojrzałem na zegarek - 6:15. Jęknąłem i przewróciłem się na drugi bok. Dopiero teraz zorientowałem się, że nie jestem u siebie. Byłem w pokoju Mary. Uśmiechnąłem się pod nosem. Nie było jej w pobliżu. Domyśliłem się, że dziewczyna jest w łazience, bo usłyszałem nucenie jakiejś piosenki. Nie do końca słyszałem słowa przez zamknięte drzwi. Gdy Mara wyszła spojrzała na mnie.
- Chciałaś się przekonać, że prysznic to dobra scena?- zaśmiałem się
- Nie mówili ci, że nie ładnie podsłuchiwać?- odparła żartobliwie bez wahania dziewczyna i podeszła do łóżka
Chwyciłem ją za ręce i pociągnąłem w swoją stronę. Dziewczyna wylądowała obok mnie, śmiejąc się. Za dziewczyną uniósł się słodki zapach perfum.
- Ślicznie pachniesz- powiedziałem i wtuliłem się w dziewczynę
****
6:35 - za dwadzieścia piec minut zaczynał się trening, a my dalej leżeliśmy w pokoju dziewczyny i rozmawialiśmy o feriach. Nie mieliśmy do tego wcześniej okazji, co mnie bardzo zdziwiło.
- Nie chcę nic mówić, ale za dwadzieścia piec minut rozpoczyna się trening, a ty jestes w rozsypce- zaśmiała się Mara i usiadła na łóżku
- Widzę, że komuś spieszy się na trening- odparłem
Mara wzruszyła ramionami. Usiadłem na skraju łóżka. Musiałem teraz się ubrać i wraca do siebie, i przygotować do treningu. Tyle meczącej pracy.
- Nie chce mi się- sapnąłem i podniosłem się z łóżka
Mara tylko przypatrywali się jak się ubieram.
- Będziesz teraz tak patrzyła?- spytałem i spojrzałem rozbawiony w stronę dziewczyny, która zdążyła się podnieść i podejść bliżej
- Tak- odparła i posłała mi promienny uśmiech
Zrobiłem kilka kroków w stronę dziewczyny. Staliśmy przez moment blisko siebie. W końcu objąłem dziewczynę w tali i przyciągając ją bliżej do siebie pocałowałem. Mara oparła dłonie na mojej klatce piersiowej i odwzajemniła gest.
- Do zobaczenia na treningu- szepnęła gdy się od siebie "oderwaliśmy"
****
Avenger dzisiaj o dziwo był dość niespokojny. Nie miał zamiaru stać spokojnie przy siodłaniu i zakładaniu ochraniaczy, co wolałem zrobić ze względu na poranny trening skokowy. Nie dosyć, że późno wyszedłem z domu to jeszcze on musiał pokazać, że jest dzisiaj nie w sosie. Założyłem ochraniacze - jest postęp. Zostało mi dziesięć minut, a koń nie miał jeszcze założonego ogłowia i siodła. Postanowiłeś wyprowadzić ogiera przed boks. Przywiązałem jego uwiąż i nałożyłem siodło. Przy zapinaniu popręgu dał mi znać, że nie ma ochoty na trening. Odpąłem kantar i podałem wędzidło, ktore przyjął bez problemu, chociaż to. Wiedziałem, że byłem spóźniony. Wsiadłem na grzbiet konia i ruszyłem na ujeżdżalnię.
Cała grupa, za wyjątkiem mnie, podjeżdżała do trenera, mojego ojca. Posłałem mu przepraszające spojrzenie i wjechałem na ścianę aby rozgrzać konia. Avenger niemiłosiernie żuł wędzidło. Moj ojciec zaczął ustawiać kilka niewielkich przeszkód na rozgrzewkę. Trzy stacjonaty i dwa wyższe oksery. Po krótkiej rogrzewce, ojciec objaśnił nam po krótce co i jak i zaczęliśmy skakać. Byłem ostatni, więc gdy ostatnia osoba przeskoczyła bezbłędnie mini tor, przyszła moja kolej. Ogier zarzucił łbem, po czym popędziłem go do kłusa, a następnie do galopu. Szedł spokojnie i pierwszą stacjonaty pokonał bez większych starań, poprowadziłem go na okser. Lekko się zawahał, ale pokonał ją również czysto. I myślałem, że będzie tak do końca, bo koń uwielbiał skakać. Ale na ostatniej przeszkodzie, okserze, wszytko się posypało. Avenger stanął jak wryty przed preszkodą i z całą swoją mocą posłał mnie nad przeszkodą, na druga stronę, na ziemię. Wylądowałem na plecach. Co za bestia! Wziąłem kilka głębszych oddechów. Przymknąłem oczy. Ziemia była zaskakująco wygodna. Mógłbym tak leżeć dopóki nie stanął nademną mój ojciec i nie zaczął zadawać pytań. Uniosłem się i usiadłem. Spojrzałem na ojca i zapewniłem, że nic mi nie jest. Nie raz już spadłem z konia. Avenger spokojnie stał przed przeszkoda, ktorej nie pokonał. Wiedział, że przegiął. Tata kazał mi zabrać konia do stajni i pójść do pielęgniarki. Tak na "wszelki wypadek". Spojrzałem w stronę Mary, która jako jedna z pierwszych pokonała tor, bez większych problemów, posyłając jej uśmiech. Nie wiem czy wywnioskowała z tego, że nic mi nie jest. Podszedłem do kasztana. Chwyciłem wodze i udałem się w stronę wyjścia.
****
Ogier stał spokojnie podczas rozsiodływania. Był potulny i spokojny. Na koniec tracił mnie w ramie swoim pyskiem i spojrzał na mnie tymi swoimi wielkimi ślepiami. Zaśmiałem się pod nosem i rozbawiony przewróciłem oczami. Pogładziłem go po pysku i poszedłem odłożyć sprzęt do siodlarni.
****
Szedłem korytarzem szkolnym. Zaraz miała zacząć się biologia. Wszedłem do sali. Przy ławkach siedziało już kilka osób i prowadziło ożywiona rozmowę. Mara siedziała w jednej z tylnych ławek i kreśliła coś w zeszycie. Gdy się dosiadłem pod urosła wzrok znad zeszytu.
- I jak? Byłeś u pielęgniarki?- spytała lekko zaniepokojona dziewczyna
Moja cisza mowila sama za siebie.
- Cole- odpowiedziała przeciągając słowo
W tym momencie weszła do sali nauczycielka, a za nia pozostali uczniowie. Gdy wszyscy siedzieli na swoich miejscach zaczęto sprawdzać obecność.
- Po lekcjach jedziemy do miasta?- spytałem szeptem, w stronę dziewczyny
Mara spojrzała zaciekawiona.
- Co ty na to aby pojechać na pizze?- spytałem i się uśmiechnąłem

Mara? :* Mam ochotę na pizze dlatego taki super pomysł xd wybacz za błędy pisałam z telefonu x3