Po śniadaniu rozeszliśmy się z Ashton'em w swoje strony. Ja wróciłam do pokoju, żeby przygotować się na trening. Dzisiaj czas na ujeżdżenie czyli to co z Dark Moon lubimy najbardziej. Założyłam na siebie to
i związałam włosy w luźną kitkę.
Poszłam szybko do stajni, żeby się nie spóźnić i zabrałam za szczotkowanie Moon. Klacz rozpierała energia, o mało nie wybiegła z boksu gdy go otworzyłam. Za każdym razem gdy tylko odwróciłam się do niej tyłem podgryzała moją kurtkę.
- Moon - westchnęłam głaszcząc ją po chrapach - Daj z siebie wszystko na treningu
Klacz zarżała radośnie, a ja osiodłałam ją i wyprowadziłam z boksu.
Gdy znajdowałyśmy się już na ujeżdżalni wskoczyłam na jej grzbiet. Klacz posłusznie ruszyła stępem, a po chwili zaczęła się cofać.
- Co jest Moon? - zapytałam cicho
Klacz zarżała głośno i zadębowała. Cudem udało mi się na niej utrzymać, jednak po chwili zaczęła strasznie wierzgać. Musiała się czegoś przestraszyć.
W pewnym momencie nie dałam już razy się utrzymać, ani jej uspokoić i zaliczyłam bliskie spotkanie z ziemią.
- Żyjesz? - usłyszałam krzyk.
- Oczywiście. - wywróciłam oczami podnosząc się.
Zobaczyłam przed sobą Ashton'a próbującego uspokoić moją klacz
Ashton? brak weny

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz