Powoli opuszczaliśmy lasek, dotarliśmy do placu. Nie miałam pojęcia, czy to zwierzę jeszcze nas goni. Bałam się. Ashton zeskoczył z grzbietu Another Chance i podbiegł do swojej klaczy, która była przerażona. Przejechałam ręką po twarzy i spojrzałam na Ashton'a.
- Gdzie jest to coś? - zapytałam zaciskając powieki.
- Rozpłynęło się w powietrzu jakby nigdy nic. - westchnął ciężko.
- Nie wiem jak ci dziękować. Gdyby nie ty...
Pochyliłam się i zeskoczyłam z grzbietu klaczy bezwładnie opierając się o nią. Nogi miałam jak z waty, miałam wrażenie, że zaraz się przewrócę.
- Nie masz za co. Każdy by tak postąpił. - spojrzał na mnie uważnie.
- Nie każdy. - odwzajemniłam jego spojrzenie.
Ashton?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz