Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pain. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pain. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 maja 2017

Od Pain Cd Nevra

Właśnie wychodziłam z budynku, by wziąć na krótki spacer po lesie moją klacz. Niestety coś, a raczej ktoś stanął mi na drodze. Dany ktosiek z impetem we mnie uderzył, a ja omal się nie przewróciłam.
- Przepraszam, wszystko ok?
- Jak widać - mruknęłam rozbawiona tym, że w ostatnim tygodniu wpadłam już na na prawdę zadziwiającą ilość osób. Tylko, że tym razem ktoś wpadł na mnie, nie ja na niego.
- Czyli tak - zaśmiał się.
- Jesteś nowy? - zapytałam przyglądając się uważnie chłopakowi. Był ode mnie o wiele wyższy, jak większość ludzi w społeczeństwie. Posiadał lekko falowane, czarne włosy i niebieskie oczy. Ubrany był w biały t-shirt, czarną, rozpinaną bluzę z kapturem i czarne spodnie. Na bank nie chciał zwracać na siebie niczyjej uwagi.
- Tak, właśnie przyjechałem. - teraz to on uważniej mi się przyjrzał, a jego wzrok zatrzymał się na moich rozpuszczonych, nieco potarganych włosach. - Specyficzny kolor... - stwierdził, ujmując jedno pasmo w dwa palce i przyglądając mu się uważnie. - Jak masz na imię?
- Pain. A ty?
- Nerva.
- Ja mam specyficzny kolor włosów, ty za to masz specyficzne imię. - wypaliłam jak zwykle z trochę zbyt dużą szczerością, szczerząc się przyjacielsko. - No nic, to do zobaczenia. Gdybyś czegoś nie wiedział, będę w stajni. - zbiegłam ze schodów i wyszłam na zewnątrz.
Już od rana Another Chance przesiadywała na pastwisku razem z innymi końmi. Poszłam więc po uwiąz i kantar, po czym przeskoczyłam przez płot i skierowałam się w stronę kasztanowatej klaczy.
- No chodź, dzieciaku. - powiedziałam zachęcająco, zbliżając się coraz bardziej. Gdy tylko znalazłam się dostatecznie blisko, szybkim ruchem wciągnęłam kantar wprost na nos zwierzęcia. Klacz prychnęła niezadowolona i dała poprowadzić się do wyjścia. Otworzyłam bramę i wyprowadziłam Another, następnie dokładnie ją za sobą zamknęłam. Podeszłam ze zwierzęciem do koniowiązu, gdzie przywiązałam ją i zaczęłam czyścić jej brudną od błota sierść.

Nevra? Wybacz, że takie marne. Następnym razem się postaram

środa, 26 kwietnia 2017

Od Pain Cd Luke

Cholera, zaraz się spóźnię.
Klnąc pod nosem wybiegłam z łazienki owinięta jedynie ręcznikiem. Szarpnęłam za drzwi szafy i zaczęłam gorączkowo przerzucać ubrania. W końcu zdecydowałam się na typowo rockowy strój, czyli długą, luźną, czarną bluzkę na ramiączkach z nadrukami, czarne, wytarte rurki z dziurami oraz wysokie buty z ćwiekami na słupku. Na szyję założyłam liczne naszyjniki, a niejeden z nich zdobiły zrobione z kostek do gitary wisiorki. Rozczesałam wysuszone przed chwilą włosy i jako tako je ułożyłam, do tego zrobiłam nieco mocniejszy niż zazwyczaj makijaż. Już wciągałam na ramiona skórzaną kurtkę, gdy uświadomiłam sobie, że zapomniałam o najważniejszym. Pokrowiec z gitarą czekał w kącie pokoju i wpatrywał się we mnie z wyrzutem.
Szybkim, gwałtownym ruchem chwyciłam za instrument i zarzuciłam go sobie na ramię. Wymaszerowałam z mieszkania, nie zapominając zamknąć drzwi na klucz. Dwa razy, dla pewności.
I tak oto nadszedł czas na szaleńczy bieg przez uliczki miasta, byle do najbliższego przystanku autobusowego z dość ciężkim bagażem na plecach. Ech, w końcu będzie trzeba zrobić porządek z tymi zbędnymi tekstami i śmieciami zalegającymi w kieszeniach pokrowca.
Dosłownie w ostatniej chwili wybiegłam zza rogu kamienicy, bo autobus akurat zajechał na przystanek. Doskoczyłam do wejścia i drżącymi dłońmi podałam kierowcy pieniądze za przejazd na drugi koniec miasta. Bardzo chętnie przeniosłabym się do innego mieszkania, bliżej studia, lecz niestety zbyt mocno przywiązałam się do tego miejsca, a i studio zmieniło swoją lokalizację na przestrzeni ostatnich dwóch lat, kiedy będąc jeszcze dzieckiem grywałam razem z moim "zespołem". Jak się okazało, z biegiem czasu ta zabawa zamieniła się w prawdziwy zespół pełny utalentowanych artystów, powoli wychylający się do prawdziwego muzycznego świata, pełnego pieniędzy i sławy.
Zajęłam miejsce pod oknem, sadzając obok siebie gitarę. Ten mały gest przywołał wspomnienia jeszcze za czasów podstawówki, kiedy to w 5 klasie wszyscy moi starsi koledzy śmiali się, że moja gitara jest ich dziewczyną. Co z tego, że płaska jak deska?
Uśmiech wbrew woli zagościł na moich ustach. Minęło już trochę czasu od tamtych wydarzeń, a te zawsze mnie uszczęśliwiały.
Nagle kierowca gwałtownie zahamował, przez co uderzyłam o siedzenie przed. Na moje nieszczęście trafiłam na jakąś ostrzejszą jego część, która rozcięła kącik moich warg. Syknęłam z bólu i palcami dotknęłam owego miejsca. Z niesmakiem stwierdziłam, że z malutkiej rany wycieka krew.
Bluźniąc pod nosem obiecałam sobie, że jeszcze jeden taki numer kochany kierowca wywinie, i pójdę na niego na skargę. Albo na policję, byleby nie siedział za kierownicą. Już nigdy.
Gdy tylko pojazd zatrzymał się na przystanku, jak z procy wystrzeliłam z mojego miejsca i jak najprędzej opuściłam autobus, warcząc ze złością "Do widzenia". Usiłując się uspokoić, zatrzymałam się na chodniku i wzięłam kilka głębokich oddechów. Czasem na prawdę łatwo było wytrącić mnie z równowagi, zwłaszcza, gdy byłam spóźniona.
Pchnęłam drzwi studia, wchodząc do środka. Weszłam na drugie piętro, po czym zwinnym, szybkim krokiem skierowałam się do sali zarezerwowanej przez nasz zespół. Nagle z przejścia którego dotąd nie zauważyłam wyszła jakaś postać. Nie zdążyłam wyhamować, przez co z impetem wpadłam na obcego przechodnia.
- Cholera, przepraszam. - bąknęłam cicho. Wtedy do moich uszu dotarł odgłos uderzenia. Podskoczyłam, rozglądając się na boki. Na szczęście, to tylko problemy z głośnikami.

Luke?

wtorek, 25 kwietnia 2017

Pain Ferrars i Another Chance

Witamy ponownie! c:
Motto: "Piekło jest puste, wszystkie diabły są tu"
Imię: Pain Yui Szajbuska
Nazwisko: Ferrars
Płeć: Kobieta
Wiek: 22 września 1999 (18 lat)
Pochodzenie: Wielka Brytania, Londyn
Pojazd: Wrotki, deskorolka i autobus
Pokój: 3
Grupa: III
Poziom: Mistrzowski
Koń: Another Chance
Rodzina: Autorka jest leniem, więc nic się tutaj nie pojawi.
Aparycja: Pain jest dziewczyną, która nie grzeszy urodą. Jej twarz ma łagodne rysy, nos jest drobny, lekko zadarty, usta delikatne. Tak na prawdę największą uwagę przyciągają duże, czarne, głębokie oczy, otoczone długimi, gęstymi rzęsami i wąskimi brwiami. Jeżeli w nie spojrzysz... na prawdę, trudno oderwać od nich wzrok. Rozpuszczone włosy w odcieniach fioletu opadają falą na jej ramiona i plecy. Włosy są długie, gęste i jedwabiste w dotyku. Posiada drobną, filigranową sylwetkę, zaokrągloną tam gdzie trzeba. Szersze biodra, wcięcie w talii... to wszystko sprawia, że przyciąga wzrok mężczyzn. Na co dzień ubiera się tak, aby było jej wygodnie. Szeroka bluzka ( w zimniejsze dni bluza ), rurki i trampki. Na specjalne okazje włoży coś bardziej przylegającego do ciała, może nawet sukienkę. No właśnie! Warto wspomnieć, że nie lubi nosić sukienek. W ostateczności jednak zdecyduje się na taką kreację. Nie tapetuje sobie twarzy, zazwyczaj nakłada tylko tusz do rzęs, robi kreskę eyeliner'em, a na usta nakłada delikatny, matowy błyszczyk. Zero fluidu i tym podobnych, bo cera dziewczyny jest po prostu nieskazitelna. W jej uszach można zauważyć kilka kolczyków, podobnie w kąciku ust i w pępku. Na karku wytatuowane ma małe drzewo, na obojczyku odlatujące ptaki, na żebrach łapacz snów, a za uchem małego kotka. Do tego nisko na lewym biodrze wytatuowany ma cytat "Piekło jest puste, wszystkie diabły są tu".
Charakter: Pain jest z natury przyjacielską, szaloną duszyczką, której wszędzie jest pełno. Uwielbia wtykać nos w nie swoje sprawy i ma na to swoje sprawdzone metody, dlatego zawsze jest dobrze o wszystkim poinformowana nawet wtedy, kiedy o czymś wiedzieć nie powinna. Do obcych ludzi podchodzi z szerokim uśmiechem na ustach, jednak towarzyszy mu pewnego rodzaju dystans i nieufność. Yui ostrożnie dobiera sobie towarzystwo, otacza się grupką zaufanych przyjaciół i to jej do szczęścia wystarcza. Łatwo wyprowadzić ją z równowagi. Ta na pozór drobna, niegroźna istotka może rozpętać ci prawdziwe piekło. A co ciekawe... gdy na prawdę mocno się zezłości, zaczyna płakać. Od tak, łzy zaczynają swobodnie spływać po jej policzkach, jednak nie jest to objaw rozpaczy, lecz czystej, przekraczającej wszelkie granice wściekłości. Nie ma problemów z okazywaniem uczuć i nie próbuje ich zamaskować, jednak nigdy nie obarcza innych swoimi problemami i woli przeczekać najgorsze pogrążona we własnych myślach, z dala od wszystkich. Jeżeli staniesz się dla niej na prawdę ważną osobą, będzie w stanie zrobić dla ciebie wszystko. Nie przychodzi to jednak tak łatwo, jak mogłoby się wydawać. Ta pozorna otwartość dziewczyny zakrywa jej aurę tajemniczości, przez którą niełatwo jest się przedrzeć na tyle, by zdobyć jej pełne zaufanie. Pain raczej nie należy do dziewczyn kochliwych, nie pragnie odnaleźć swojej drugiej połówki tak bardzo jak jej rówieśniczki, wręcz przeciwnie. Wie, że kiedyś i na nią przyjdzie pora, a ona po prostu cierpliwie czeka na tego jedynego. Poza tym, z tego co zauważyła, została urodzona w całości. Warto również wspomnieć, że jest osobą mówiącą wprost o tym co myśli. Nigdy nie owija w bawełnę i bez problemu wyraża to, co czuje. Jedni traktują to jako zaletę, inni zaś uważają za wadę.
Zainteresowania: gra na gitarze, śpiewanie, jazda konna, fotografia, gra na wiolonczeli, jazda na łyżwach, jazda na deskorolce, astronomia, rysowanie, taniec, skoki na bungee, podróżowanie, czytanie książek, astrologia, jazda na wrotkach
Inne:
czekolada i przeterminowane żelki całym życiem
gdy się mocno zdenerwuje, zaczyna płakać, a do tego mocno klnie
posiada naturalnie czarne oczy
ma wiele kolczyków oraz kilka drobnych, symbolicznych tatuaży ( w tym swój ukochany cytat, który umiejscowiony jest nisko na prawym biodrze )
zawsze ma przy sobie naszyjnik, który w wieku 5 lat znalazła na plaży po silnym sztormie
gdy miała 13 lat wykryto u niej białaczkę
ma klaustrofobię ( lęk przed małymi i ciasnymi pomieszczeniami )
uwielbia pająki, posiada nawet kilka własnych w terrarium
kocha samkowe elektryczne papierosy, za to normalnego nigdy nie miała w ustach
swoje włosy pofarbowała po zwycięstwie z chorobą, w wieku 15 lat
kocha oglądać horrory
Kontakt: *Anonimek x3*

Imię: Another Chance
Płeć: klacz
Rasa: SP
Data urodzenia: 22 września (cóż za zbieg okoliczności) 2013
Charakter: Another Chance jest przede wszystkim klaczą płochliwą i strasznie upartą. Często robi innym na złość, na przykład podgryzając przechodniów. Nie przepada za podciąganiem popręgu, zawsze próbuje od tego "uciekać". Jest bardzo inteligentna na swój sposób i często to wykorzystuje.
Specjalizacja: Cross/ujeżdżanie/skoki
Umiejętności: Niezwykle skoczna i wytrzymała, ma ogromny potencjał jeżeli chodzi o skoki i cross. Mimo tego jest bardzo wrażliwa na wędzidło, łydkę i wszelkie pomoce, także często się płoszy. Dzięki jej harmonijnych, pełnych gracji ruchach oraz ogromnym skupieniu podczas wykonywania najróżniejszych ćwiczeń świetnie idzie jej również w ujeżdżeniu. Można powiedzieć, że jest koniem naturalsowo\klasycznym (co. xd)
Właściciel: Pain Ferrars

piątek, 24 lutego 2017

Od Pain Cd Theo

- przestań - powiedziałam cicho i wstałam - to nie twoja wina.
Theo chciał coś powiedzieć, jednak mu przerwałam.
- pójdę już - oznajmiłam. Podeszłam do chłopaka i nieśmiało pocałowałam go w policzek, po czym opuściłam pomieszczenie.
Ech... nie chciałam żeby to Co się stało wpłynęło na nasze relacje. Byliśmy pijani. I w totalnej rozsypce.
Wróciłam do swojego pokoju, odswieżyłam się i przebrałam w strój jeździecki. Wybiegłam z akademika i pomknęłam w stronę stajni, gdzie wszystkie osoby z mojej grupy siodłały już swoje konie.
Weszłam do boksu Another. Miałam ogromną nadzieję, że miała dzisiaj dobry dzień i nie będzie aż tak wariowała przy zakładaniu siodła.
Na szczęście nie było tak źle.
Z tego co słyszałam dzisiaj jechaliśmy w teren, trener ponoć chciał pokazać nam dawno nie używany tor crossowy o którym większość jeźdźców nie ma pojęcia.
Wyprowadziłam klacz na zewnątrz, następnie zwinnie wślizgnęłam się na jej grzbiet.
Wciąż było mi tak strasznie głupio, że do tego doszło. Nie powinnam była tam w ogóle iść.
Mogłam skoczyć szybciej.
Wtedy nic by się nie stało.
- ziemia do Pain! - krzyknął instruktor, a ja omal nie spadłam.
- hm? - odparłam obdarzając mężczyznę nieobecnym wzrokiem.
- jedziesz druga.

Theo? Mam bezwen na tą postać, wybacz ;_;

wtorek, 21 lutego 2017

Od Pain Cd Theo

Co on tam mruczał pod nosem...?
A, no tak. Czy pamiętam co się wczoraj wydarzyło.
A co się miało wydarzyć? O czym on w ogóle mówił?
Korzystając z okazji, że moja głowa na chwilę przestała pulsować bólem, zastanowiłam się głęboko.
Najpierw paliliśmy, potem kupiliśmy alkohol i może troszkę przesadziliśmy...
chciałam się zabić.
A on mnie uratował.
Potem wymienialiśmy się dymem, i... o kurwa.
Gwałtownie otworzyłam oczy, ledwo powstrzymując się od gwałtownego odskoczenia na drugi koniec pokoju. Co mi do łba strzeliło, żeby przespać się z Theo?
Zacisnęłam powieki i wtedy uświadomiłam sobie, że moja głowa spoczywa na ramieniu chłopaka.
- Kurwa, moja głowa... - warknęłam turlając się na drugą stronę łóżka, tym samym naciągając na uszy poduszkę.
Cholera. Głupia sytuacja. Co ja mam teraz powiedzieć? Jak w ogóle do tego doszło? Na prawdę byłam aż tak pijana, żeby pójść do łóżka z przyjacielem mojego chłopaka...?
Żałowałam, że w ogóle o nim pomyślałam. Wszystko wróciło. Między nami było wszystko skończone, już nic dla niego nie znaczyłam. Chciało mi się płakać.
I nagle pojawiła się olśniewająca myśl, dlaczego chciałam się zabić.
- Pain? - usłyszałam niepewny głos Theo.
Ostrożnie przewróciłam się na drugi bok tak, że teraz moja twarz znajdowała się naprzeciwko jego.
- Tak?
- Pamiętasz...?
Przygryzłam wargę. Przecież nie mogę skłamać, to byłoby nie w porządku wobec niego.
- Tak, pamiętam - odparłam spokojnie przenosząc wzrok na jego oczy - Byliśmy pijani, takie rzeczy się zdarzają. - zmusiłam się na lekki uśmiech.

Theo? Mimo ogromnego zasobu weny nie potrafię pisać dłuższych opek w takich momentach xd


niedziela, 19 lutego 2017

Od Pain Cd Theo

- chcę - szepnęłam stając na palcach i przygryzając płatek jego ucha.
- Pain... 
- nic nie mów - spojrzałam mu głęboko w oczy, następnie wypiłam się w jego usta.
Co ja robię? Halo, Pain, nie boisz się? Nie pamiętasz sytuacji sprzed kilku lat?
Alkohol spowodował, że bariery w mojej psychice zniknęły. Na trzeźwo na pewno nie doprowadziłabym do tego, ale... nie mogłam całe życie uciekać.
Już po chwili Theo był bez koszulki i chyba przekonał się co do moich słów. Wiedziałam, że nie będę tego żałowała.  A nawet jeżeli będę szukała zalet tego, co mogło się za chwilę wydarzyć.
Dłonie Theo wślizgnęły się pod moją bluzkę i błądziły po moich plecach, przyciągając mnie bliżej niego. Chwilę później i ja byłam bez koszulki, a między namiętnymi pocałunkami chłopak usiłował odpiąć zapinkę mojego stanika.
- jesteś pewna?
- jeszcze nigdy niczego nie byłam tak pewna - wyszeptałam zanurzając palce we włosach Theo. 
Chwycił za moje pośladki, unosząc mnie, a ja owinęłam swoje nogi wokół jego bioder. Kompletnie niczym się nie przejmowałam, żyłam chwilą obecną i ani przez chwilę nie pomyślałam już o Luke'u. 
Pocałunki chłopaka przeniosły się na moją szyję, a po moich plecach przepłynął przyjemny dreszcz. Zamknęłam oczy, wtedy zassał moją skórę wywołując u mnie cichy jęk.
Mój wzrok na sekundę powędrował za okno. Nocne niebo było bezchmurne, widać było niemal wszystkie gwiazdy, a księżyc był w całej swojej okazałości.

Theo? 

Od Pain Cd Theo

- chyba coś ci nie wyszło - stwierdziłam unosząc głowę. W tej samej chwili zachwiałam się lekko. Z moich ust wydobył się wymęczony chichot.
- cisza nocna! Prosimy o zgaszenie świateł i powrót do swoich pokoi! - usłyszeliśmy głos dobiegający z głośników na korytarzu.
- o nie, jak ktoś mnie zobaczy w takim stanie, to mogę pakować się do domu - wstałam z krzesła i zgasiłam światło.
- chcesz tu zostać?
- jeżeli mi pozwolisz... - opadłam bezwładnie na kanapę.
- nie mam nic przeciwko.
- chyba domyślam się, dlaczego mnie rzucił - zaczęłam się śmiać.
- dlaczego? - zapytał. Byłam na tyle pijana, że byłam w stanie powiedzieć Theo dosłownie wszystko.
- zostałam zgwałcona, kilka lat temu... I nie byłam gotowa. Bałam się. Myślę, że on nie potrafił na mnie zaczekać. I dlatego odszedł.
- ja... nie wiedziałem...
- nikt nie wiedział oprócz niego. - chwyciłam butelkę wódki i pociągnęłam kilka łyków - mmm, to jest mocne.
Jeszcze nigdy w życiu tyle nie wypiłam. Wszystko wirowało, a mnie było dziwnie wesoło. Ból po stracie Luke'a był teraz znikomy i chciałam, żeby tak zostało.
- zaraz wracam - wstałam z kanapy i ruszyłam w kierunku balkonu, wyciągając papierosa i zapalniczkę.
Spojrzałam w dół. Stąd było na prawdę wysoko. Gdybym spadła, zapewne byłabym trupem na miejscu.
Znalezione obrazy dla zapytania smutna dziewczyna gifWspięłam się na poręcz i przewiesiłam nogi nad przepaścią. Zaciągnęłam się dymem, po czym zamknęłam oczy delikatnie kołysząc się w przód i w tył. Musiałam zebrać myśli, co nie należało w tej chwili do najłatwiejszych zadań patrząc na to ile wypiłam. Czy warto rezygnować z życia, ze wszystkich marzeń, byleby nie czuć już nigdy więcej tego okropnego bólu?
Już po raz drugi zostałam tak bardzo zraniona. Moja matka siedziała w psychiatryku a ojciec się zaćpał. Czemu ja byłam winna? Tym, że chciałam być po prostu szczęśliwa?
Nie chciałam już żyć, miałam wszystkiego dość. Chyba czas w końcu zrobić coś dla siebie, ulżyć sobie, a nie innym. W końcu zadecydować samodzielnie.
Poczułam, jak po po moim policzku staczają się łzy mimo, że z całych sił próbowałam je powstrzymać. Nie chciałam teraz płakać, wolałabym się śmiać. Cieszyć, że już nikt przeze mnie nie ucierpi a ja nie zostanę po raz kolejny zraniona.
Nie musiałam robić tego teraz, miałam całą noc... ale zawsze ktoś może mnie powstrzymać albo zobaczyć. Przyjedzie policja, straż i pogotowie, a wokół zrobi się zbiegowisko. Wszyscy będą chcieli mnie powstrzymać, a mnie będzie jeszcze trudniej.
Nie tylko zerwanie z Luke'em sprawiło, że podjęłam taką decyzję. Od zawsze byłam odrzucana przez innych, ale sama nie potrafiłam sprawić komuś przykrości. Jestem zbyt słaba, by żyć na tym świecie. Na tym świecie nie potrafię być już szczęśliwa.
Otworzyłam oczy i jeszcze raz spojrzałam w dół. Ciemna otchłań zapraszała mnie w swe objęcia szepcząc do mnie ciche obietnice, kusząc swą tajemniczością i łagodnością zarazem. Jeszcze nigdy w życiu nie czułam się tak bezsilna jak teraz. Moja przygoda dobiegła końca.
Przyjdziesz się ze mną pożegnać, Luke?
Zamknęłam oczy, puszczając się poręczy, luźno zwiesiłam nogi. Wychyliłam się czując, jak pochłania mnie mrok.
W tej chwili czyjeś dłonie zacisnęły się na mojej talii powodując, że bezwładnie zawisłam w powietrzu.


Theo?

środa, 15 lutego 2017

Od Pain Cd Theo

Wchodząc do budynku akademii wpadłam na kogoś. Podniosłam wzrok, przede mną stał Theo, kompletnie załamany ze łzami w oczach.
- Co się stało? - zapytałam wstrząśnięta tym widokiem.
- Ona już nie wróci, już jej nie ma... nie żyje - wydusił i zamrugał oczami, wtedy dwie duże łzy spadły na ziemię.
Z początku niezbyt wiedziałam o co mu chodzi, po chwili jednak dotarło do mnie, że musiało chodzić o jego matkę.
Spojrzałam na niego ponownie, pełnym współczucia spojrzeniem.
- Theo... - szepnęłam i przytuliłam go, najmocniej jak umiałam. Widok cierpiącego człowieka, do tego bardzo mi bliskiego był dla mnie koszmarem.
- Dlaczego... - powiedział łamiącym się głosem.
Mimo, że sama byłam w całkowitej rozsypce, postanowiłam spróbować mu pomóc. 
Albo po prostu pocierpieć razem z nim. Bo w końcu we dwójkę raźniej, co nie?
- Nie wiem, Theo, nie wiem. Ale pomyśl... tam będzie jej lepiej. Nie będzie już cierpiała. - odparłam uznając, że taka odpowiedź powinna choć odrobinę podnieść go na duchu.
Złapałam go za rękę i wyciągnęłam na zewnątrz, ruszając prosto za budynek akademii. Ta część pozbawiona była okien i mało kto tam zaglądał.
- Chcesz? - zapytałam wyciągając paczkę papierosów. Potwierdził krótkim skinięciem głowy i chwycił jedną sztukę.
Paliliśmy w ciszy, opierając się obok siebie o zimną ścianę i wpatrując się w mały, zarośnięty dawno park.
- Jakie to zabawne, że ludzie zawsze odchodzą w momencie, w którym najmniej się tego spodziewamy, miażdżąc nasze serca i zostawiając po sobie nieodwracalne zmiany. - zaśmiałam się ironicznie - nieważne czy mowa o śmierci, zerwaniu czy czymkolwiek innym związanym ze stratą.
Theo spojrzał na mnie wzrokiem zbitego psa i krótko skinął głową.
- Masz rację - mówiąc to objął mnie ramieniem. - Teraz oby dwoje potrzebujemy pomocy.
- Możemy pomóc sobie nawzajem. - kącik moich ust drgnął w nieznacznym uśmiechu.

*   *   *

Po wypaleniu kilku papierosów skierowaliśmy się do sklepu, gdzie zaopatrzyliśmy się w najróżniejszego rodzaju alkohole, które cudem udało nam się przemycić do pokoju chłopaka.
- Mam nadzieję, że mi trochę przejdzie - zaśmiałam się siadając na łóżku i otwierając butelkę piwa. - Zamknąłeś drzwi na klucz? Możemy mieć problemy, jak to zobaczą - wskazałam na reklamówkę pełną alkoholu.
- Zamknąłem. - Theo usadowił się obok mnie, trzymając w dłoniach puszkę.
- Nie wiem jak ty, ale ja mam zamiar na poważnie się schlać - pociągnęłam duży łyk napoju.
Wciąż nie mogłam otrząsnąć się po stracie Luke'a, unikałam go jak ognia, a ostatni raz widziałam go... jeszcze przed zerwaniem. Ponoć zakolegował się z jakąś nową, która znając życie prędzej czy później zajmie moje miejsce przy jego boku.
Na samą myśl o tym poczułam bolesne ukłucie w sercu. Zamknęłam oczy, popijając piwo.
- To tak cholernie boli - szepnęłam wbijając wzrok w ścianę naprzeciwko. Ściąnęłam kaptur i przeczesałam włosy dłonią wzdychając ciężko.
Nagle wzrok chłopaka zatrzymał się na mojej ręce. Przeniosłam na nią wzrok i zobaczyłam, że spod bluzy wystaje podłużna, zaschnięta już rana.
- Co to jest? - złapał za moją rękę i zadarł rękaw ubrania do góry, wręcz piorunując mnie wzrokiem.
- Bynajmniej mi trochę ulżyło - wzruszyłam ramionami.

Theo?

wtorek, 14 lutego 2017

Od Pain Cd Theo

Gdy tylko weszłam pokoju łzy ponownie stanęły mi w oczach. Było mi strasznie zimno, dlatego przeszłam do łazienki, zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania i weszłam pod strumień gorącej wody. Dużo myślałam nad tą całą sytuacją. Luke nie chciał już ze mną być, między nami wszystko było skończone. I mimo, że wciąż coś do niego czułam, nie chciałam go znać. Nie chciałam już nigdy spojrzeć w te cholerne, obłędne niebieskie oczy, w których kiedyś iskrzyła miłość. Gdyby kiedyś chciał do mnie wrócić... nie. To, co mi zrobił za bardzo mnie zraniło. Już nigdy nie pozwolę zranić moich uczuć, komukolwiek. Prawdziwa, szczęśliwa miłość nie istnieje, a ja już nigdy nie chciałam jej poczuć.
Zamknęłam strumień wody i otuliłam się ręcznikiem. Wyszłam z kabiny i stanęłam przed lustrem, wpatrując się w odbicie mojej zmęczonej twarzy. Otworzyłam stojące na półce pudełko i zacisnęłam dłoń na znajomym mi ostrym przedmiocie. Wyciągnęłam rękę przed siebie, przykładając narzędzie do skóry na nadgarstku. Zacisnęłam oczy w momencie, w którym poczułam silny ból i ciepłą ciecz spływającą na dłoń. Gdy otworzyłam oczy i zobaczyłam trzy podłużne, krwawiące cięcia poczułam pewnego rodzaju ulgę, czego w gruncie rzeczy się nie spodziewałam.
Gdy opuściłam łazienkę zauważyłam, że przestało padać. Wciągnęłam na siebie czarny płaszczyk, a szyję owinęłam szarym kominem. Opuściłam tereny akademii kierując się w stronę przystanku autobusowego.
Tam nikt nie zwróci na mnie uwagi.
Wyciągnęłam papierosa i odpaliłam go zapalniczką, a już po chwili zaciągałam się dymem. Gdy  byłam z Luke'em unikałam palenia, ale w sytuacjach takich jak te papierosy pomagały mi się odstresować, wyciszyć.
- Nie wiedziałem, że palisz - nagle znikąd obok mnie pojawił się Theo.
- wielu rzeczy o mnie nie wiesz - zaśmiałam się sarkastycznie wydmuchując dym.

Theo? Taka z Pain bad girl się zrobiła xd

niedziela, 12 lutego 2017

Od Pain Cd Theo

Theo podszedł do mnie i objął mnie delikatnie. Odwzajemniłam gest, zaciskając powieki. Gdybym tylko mogła cofnąć czas, przeanalizować wszystko i dowiedzieć się, gdzie popełniłam błąd, ale to było niemożliwe. Już nic nie mogłam zrobić, straciłam osobę,  która była dla mnie wszystkim. Znowu.
- nie wiem... dlaczego on mi to zrobił? - wydusiłam usiłując powstrzymać wciąż napływające do oczu łzy.
Theo nic nie powiedział. Nagle poczułam się jak zdrajczyni,  tak po prostu wypłakiwać się w ramię jego przyjacielowi.
Bez słowa cofnęłam się, podeszłam do skrzyni i wrzuciłam do niej szczotki.
- muszę już iść - nie podnosząc wzroku wymaszerowałam z siodlarni. Słyszałam, jak krople głucho uderzają o dach stajni, musiało na prawdę mocno się rozpadać.
Uchyliłam ciężkie drzwi, wyglądając na zewnątrz. Ciężkie, wielkie krople  deszczu opadały na ziemię, zostawiając P sobie minimalnych rozmiarów wgłębienia. Wszyscy zdążyli schować się do akademii, podwórze opustoszało.
Westchnęłam ciężko, poprawiłam kaptur i wybiegłam na podwórze, kierując się w stronę akademika. Czułam jak lodowata woda zmywa ślady łez z mojej twarzy, jak przesiąka przez moją bluzę i rozchlapuje się Na wszystkie strony, gdy akurat wybiegłam w kałużę. Niestety do akademika zostało Mi jeszcze trochę drogi do przebiegnięcia, a moje nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa.  Zatrzymałam się pod jednym z drzew przy padoku i bez właśnie oparłam się o jego pień, chowając twarz w dłoniach.
- ochłonę trochę i ruszam dalej - pomyślałam starając się uspokoić oddech. Liście nie były jednak dobrą ochroną przed nasilającym się deszczem i po czasie zaczęły przeczekać, zmaczając mnie do suchej nitki.
Ogarnęło mnie nagłe uczucie bezradności, łzy same zaczęły wypływać z moich oczu, po czym mieszając się z kroplami deszczu lądowały na ziemi.

Theo?  Wybacz, że takie sła
be ;_;

sobota, 11 lutego 2017

Od Pain Cd Theo

Kolejne łzy staczały się po moich policzkach, lądując na miękkim siedzeniu autobusu.
Dlaczego on mi to zrobił? Tak z dnia na dzień przestał mnie kochać. stwierdzając, że to bez sensu?
A najgorsze w tym wszystkim było to, że ja nadal go kochałam. Chciałam, żeby zadzwonił do mnie i powiedział, że wciąż mu na mnie zależy. I, że przeprasza.
Byłabym gotowa od zaraz mu wybaczyć, byleby tylko był przy mnie.
Otworzyłam się przed nim, opowiedziałam mu WSZYSTKO.
Obiecał, że zaczeka.
Kłamca. Cholerny, pieprzony kłamca.
Zalana strumieniami łez oparłam głowę o zimną szybę, zamykając oczy. Czemu to musiało spotkać akurat mnie? Ile jeszcze razy muszę zostać zraniona by zrozumieć, że ludziom nie można ufać?
Jeszcze przepraszał, zapewniał, że znajdę sobie kogoś lepszego...
ale ja chciałam jego. 
I nic już nie mogłam zrobić.
Czułam się tak cholernie bezradna i bezużyteczna, aż w końcu moje myśli zaczęły chodzić po najgorszych drogach. Miałam ochotę zasnąć i już nigdy się nie obudzić, a Luke miałby wyrzuty sumienia aż do grobowej deski.
Założyłam słuchawki i puściłam jedną z najsmutniejszych piosenek znajdujących się na mojej playliście. Łzy lały się strumieniami, a obcy mi ludzie znajdujący się wokoło przyglądali mi się z zainteresowaniem jak i współczuciem.
To był najgorszy dzień w moim życiu.

*   *   *

Wysiadając z autobusu wcisnęłam na głowę kaptur, by ukryć mokrą od łez twarz. Na moje dłonie opadło kilka kropel deszczu i podejrzewałam, że zaraz lunie.
Szybkim krokiem ruszyłam przez dziedziniec, zatrzymując się przed akademikiem. Pchnęłam drzwi i weszłam do środka, następnie wbiegłam na górę po schodach i zaszyłam się w swoim pokoju.
Na co bym nie spojrzała, kojarzyło mi się z Luke'em.
Wtedy przypomniałam sobie o istnieniu czegoś, o czym ten nie miał bladego pojęcia.
Zerwałam się z łóżka i otworzyłam ogromną szafę znajdującą się w najdalszym kącie pomieszczenia. Pociągnęłam za podwójne drzwi, a te otworzyły się z piskiem odsłaniając zagracenie mebla.
Zaczęłam przegrzebywać jej zawartość, aż w końcu moje dłonie zacisnęły się na znajomym mi kształcie.
Ogromny, dawno nie używany instrument nareszcie ujrzał światło dzienne. Zrzuciłam otulający go pokrowiec i obróciłam o w dłoniach.
Piękna, ciemna wiolonczela wydawała się prosić mnie, bym zagrała na niej choć dźwięk.
Zacisnęłam palce na smyczku i już po chwili w pokoju unosiła się smutna, melancholijna melodia. 
Podejrzewałam, że moi sąsiedzi musieli być z lekka zdziwieni. Bo w końcu nie na co dzień słyszy się wiolonczelę.
Zamknęłam oczy i dałam ponieść się muzyce, robiłam wszystko, by choć na chwilę zapomnieć o towarzyszącym mi bólu.

*   *   *

Gdy skończyłam grę, było już popołudnie. Przebrałam się w bryczesy, następnie pomknęłam do stajni tak szybko, jak tylko się dało, byleby nikt nie zapytał mnie dlaczego płakałam. 
Wtedy całkowicie bym pękła.
Weszłam do boksu Another, wyprowadziłam ją i przypięłam w przejściu. Rytmicznymi, podłużnymi ruchami czyściłam sierść na jej grzbiecie, aż nagle przerwał mi czyjś głos.
Dla pewności poprawiłam kaptur znajdujący się na mojej głowie.

Theo?

środa, 1 lutego 2017

Od Pain Cd Luke

Przeczytałam zawartość kartki i w pewnym momencie mnie zatkało.
- Zaproszenie na ślub? - uniosłam brwi.
- Ben. - Luke uśmiechnął się szeroko.
Z wrażenia omal nie spadłam z krzesła. Będzie ślub! I to już za miesiąc!
- Jej! - wykrzyknęłam szczerząc się jak dziesięciolatka. - Kiedy jej się oświadczył? Czemu ja o niczym nie wiem? - spojrzałam na chłopaka, a uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Jakieś dwa tygodnie temu, chciałem zrobić ci niespodziankę. - kąciki jego ust uniosły się ku górze.
Nagle zamyśliłam się głęboko.
- Myślisz, że uda nam się wyrwać z akademii na te kilka dni?
- Mam nadzieję. No bo w końcu nie być na ślubie własnego brata...
To będzie takie fascynujące, nigdy nie byłam na ślubie, nie było takiej okazji. A teraz... zobaczę, jak to wszystko wygląda na żywo. W głębi duszy już nie mogłam się doczekać.
- No właśnie, też mam dla ciebie informację - uśmiechnęłam się tajemniczo.
- Jaką? - uniósł brew.
Westchnęłam głęboko, zastanawiając się, czy to aby dobry pomysł, by już teraz mu o tym powiedzieć. Poniekąd chciałam się z nim trochę podrażnić.
- Dowiesz się, jak wrócimy. Nie jestem już taka obolała, siniaki znikają i myślę, że wezmę Another na chwilę na lonżę. Z nią już też jest o wiele lepiej, a musi się trochę poruszać.
- Jesteś pewna?
- Tak. Podejrzewam, że za kilka dni wsiądę. Już to sobie wyobrażam... jeżeli nie bryknie mi ani razu, to będzie jakiś cud - zaśmiałam się.

*   *   *

Wróciliśmy do akademii, tam przebrałam się w stajenne rzeczy i ruszyłam razem z chłopakiem do stajni.
- To co to za informacja? - zapytał widocznie zniecierpliwiony.
- Oj, później ci powiem - zaśmiałam się widząc jego niezadowolenie.
- No proooszę...
- Nie. - wytknęłam język w jego stronę, tym samym otwierając drzwi do boksu Another. Stała spokojnie w kącie pomieszczenia, powoli przeżuwając siano.
- Niedługo olimpiada... - westchnęłam teatralnie przeczesując grzywę zwierzęcia grzebieniem.
Poczułam na sobie uważny wzrok chłopaka i niemal prychnęłam śmiechem.
- Tak sobie pomyślałam... - chwila ciszy - że wezmę w niej udział. Przy okazji osiągnę najwyższy poziom...
- To świetnie! - podszedł bliżej i zamknął mnie w uścisku.
- Ale... to nie wszystko.
Spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Zamierzam zakupić drugiego konia - uśmiechnęłam się promiennie - długo zbierałam i mogę pozwolić sobie na zwierzę z naprawdę dobrej hodowli.

Luke?

niedziela, 29 stycznia 2017

Od Pain cd. Luke'a

Odwróciłam się w stronę chłopaka i delikatnie musnęłam ustami jego wargi. Zaraz po tym przeniosłam wzrok na ekran laptopa. Another spokojnie stała w boksie, przeżuwając siano.
- Mam nadzieję, że już wszystko będzie w porządku - mruknęłam wbijając wzrok w ścianę.
- Nie myśl o tym, na razie wszystko jest w porządku - odparł całując mnie w czoło. 
Mruknęłam cicho i pocałowałam go w usta, kładąc ręce na jego karku.
- A co Ty tam masz...? - zapytałam złośliwie próbując dosięgnąć kartkę leżącą na stoliku. - Czyżby jakiś list miłosny od największej fanki? - zaśmiałam się.
Już wyciągałam rękę, jednak Luke chwycił mnie w talii i odsunął do tyłu.
Spróbowałam jeszcze raz, wtedy jednak chłopak wziął daną kartkę i schował ją za plecami. Bez wahania rzuciłam się na niego, a ten śmiejąc się opadł na łóżko.
- No pokaż, co tam jest! - zaśmiałam się, próbując wyrwać mu przedmiot z dłoni.
- Skarbie, siedzisz na mnie - stwierdził.
- No i co z tego? - udałam obrażoną i położyłam się obok, w pewnej odległości. - Ale nie, najpierw pokaż mi tą kartkę. - zmrużyłam oczy.
- Nie - wytknął język.
- Mnie się nie odmawia - odpowiedziałam, przybierając teatralny ton głosu.

Luke?

środa, 25 stycznia 2017

Od Pain cd. Luke'a

Usiadłam powoli, opierając się plecami o chłodną ścianę i leniwie przecierając oczy. Niezbyt zrozumiałam, co Luke do mnie mówił.
- Um... co? - uniosłam brew.
Dopiero wtedy zorientowałam się, że spałam na łóżku w jego pokoju. A Another miała kolkę i zostałam z nią w boksie.
- Nie można zostawać w boksach na noc, ale dostaniemy dostęp do monitoringu w boksie Another i w każdej chwili będziemy mogli tam iść - odpowiedział, nim zdążyłam porządnie się na niego wkurzyć. No cóż, skoro już tutaj jestem, a na dworze tak zimno...
- A kiedy ten dostęp dostaniemy? - zapytałam powstrzymując się przed ziewnięciem.
- Zaraz powinien przyjść stajenny - chłopak podszedł bliżej i usiadł obok mnie na łóżku.

Luke? Bezwen, totalny bezwen. ;-;

niedziela, 22 stycznia 2017

Od Pain cd. Luke'a


Uchyliłam drzwi boksu, niepewnie zaglądając do środka. Klacz stała już na nogach, te jednak dygotały i miałam wrażenie, że ta za chwilę ponownie runie na ziemię. Obok był weterynarz i dwóch stajennych. W dupie miałam to, że powinnam odpoczywać. I tak tu zostanę.
Powoli podeszłam do klaczy, dotykając dłonią jej czoła. Spojrzała na mnie stępionym wzrokiem i prychnęła cicho.
Na ramieniu poczułam rękę chłopaka.
- chodźmy już, musisz odpoczywać - powiedział cicho.
- ale ja nie chcę. - wydukałam niczym rozkaprysione dziecko, bawiąc się pasmem grzywki które opadło zwierzęciu na lewe oko.
- Pain, proszę. Jest zimno, nie możesz zostać tutaj całą noc - odparł łagodnie.
- a stajenni mogą? Są inne konie, A Another jest akurat moja i to ja powinnam przy niej czuwać. - spiorunowałam go wzrokiem. Byłam zdenerwowana, przestraszona i zrozpaczona jednocześnie. - dobrze się czuję. Zostanę. 
Usiadłam na świeżym stogu słomy wniesionym do boksu przed chwilą. 
Miałam świadomość, że zachowywałam się dziecinnie, ale na chwilę obecną mało mnie to obchodziło. Właścicielka stajni chyba już poszła, przekonana, że wróciłam do akademika.
Spojrzałam na Another, następnie przeniosłam wzrok na stojącego w drzwiach boksu Luke'a, który po chwili podszedł bliżej mnie.

Luke?

sobota, 21 stycznia 2017

Od Pain Cd Luke

Uśmiechnęłam się lekko i oparłam głowę na klatce piersiowej chłopaka ziewając przeciągle.
- Kocham cię - powiedział cicho całując mnie w czoło.
- Ja ciebie też - odparłam zamykając powieki i odpływając w głęboki sen.

*   *   *

Ze snu wyrwało mnie głośne pukanie do drzwi. Ostrożnie uchyliłam powieki, Luke był obok mnie, ale nie widziałam, czy śpi.
Ostrożnie podniosłam się z łóżka kierując się w stronę dźwięku. Nacisnęłam na klamkę, w progu stała właścicielka.
- Dzień dobry, coś się stało? - zapytałam powstrzymując się od leniwego ziewnięcia.
- Another ma kolkę - powiedziała rozgorączkowana, a ja poczułam, jak nogi się pode mną uginają. Wtedy z sypialni dobiegł mnie głos chłopaka.
Wróciłam do pokoju jedynie po to, by chwycić kurtkę. Luke o nic nie pytał, tylko pomknął do stajni zaraz za mną.
Wparowałam do boksu klaczy i zastałam przy niej stajennych, którzy usiłowali zmusić ją do wstania.
- Weterynarz już jedzie - powiedział jeden ze stajennych.
- Another, wstawaj - wydusiłam łamiącym się głosem próbując podnieść jej głowę. Spojrzałam na jej zlaną potem sierść i nie byłam w stanie odsunąć od siebie najgorszych myśli.
- Kolka? - zapytał Luke podchodząc do zwierzęcia.
Pokiwałam jedynie głową, nie byłam w stanie nic powiedzieć, bo do oczu cisnęły mi się łzy.
Kątem oka zobaczyłam biegnącego w naszą stronę weterynarza.

Luke? Moja wena poszła na spacer ;-;

wtorek, 17 stycznia 2017

Od Pain cd. Luke'a

Uśmiechnęłam się lekko, ponownie opadając na poduszki. Wyciągnęłam się lekko i przeniosłam wzrok na chłopaka.
- Która godzina? - wymruczałam, mrużąc oczy. Prawdę mówiąc, nie czułam się jeszcze wyspana.
Luke chwycił swój telefon leżący na stoliku nocnym i spojrzał na wyświetlacz.
- Prawie dziesiąta - odparł uśmiechając się lekko.
Ugh. Musiałabym iść ogarnąć Another, pewnie wyglądała jak jedno wielkie nieszczęście.
Powoli usiadłam, rozglądając się po pomieszczeniu i delikatnie przecierając oczy.
- A ty gdzie? Przed chwilą pytałaś, czy moglibyśmy przeleżeć cały dzień - zaśmiał się łapiąc mnie za rękę.
- Ale właśnie przypomniałam sobie o istnieniu tej bestii, która mnie wczoraj podeptała. - zaśmiałam się wstając i ruszając w stronę łazienki.
- Wiesz, że...
- Wiem, wiem. Wyczyszczę ją, ewentualnie wezmę na lonżę. - przerwałam mu uśmiechając się lekko.
- Może ci pomóc?
- Jeżeli chcesz...
Zamknęłam za sobą drzwi, następnie wzięłam szybki prysznic i przebrałam się.

* * *

Razem z chłopakiem opuściliśmy akademik, kierując się w stronę stajni. Po otworzeniu drzwi przywitało nas radosne rżenie koni i zapach świeżej słomy. Doszliśmy na sam koniec korytarza, gdzie znajdował się boks mojej diablicy. Widząc mnie, wyciągnęła szyję w moim kierunku i zaczęła grzebać w moim kapturze.
- Wczoraj mnie podeptałaś, a dzisiaj chcesz marchewkę... - westchnęłam ciężko. Luke zaczął się śmiać.

Luke?

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Od Pain cd. Luke'a

- Yhm... - zamyśliłam się. Wyciągnęłam rękę i położyłam ją na brzuchu chłopaka
- Teraz tak. - uśmiechnęłam się lekko. 
Luke zaśmiał się lekko i zaczął gładzić dłonią moje włosy.
- Jak to dobrze, że dzisiaj sobota... - wymamrotałam zataczając na skórze chłopaka małe kółka.
Mimo zimnych nocy, to właśnie on był lepszy od jakiegokolwiek grzejnika. Najchętniej wprowadziłabym się do jego pokoju, albo błagałabym, aby to on przeniósł się do mnie, niestety w regulaminie akademii pojawiła się o tym wzmianka, zabraniająca sypiania dziewcząt u chłopaków i na odwrót.
Właśnie dotarło do mnie, że w pewien sposób łamiemy przepisy.
Mój wzrok powędrował za okno. Na dworze panował półmrok, wszystko przykryte było szronem.
Ciarki przeszły mnie na sam jego widok, odruchowo również bardziej wtuliłam się w Luke'a.
- Mówiłam ci już kiedyś, że jesteś lepszy od grzejnika? - uniosłam głowę by spojrzeć mu w oczy.
- Nie - zaśmiał się muskając wargami moje usta.
- No więc, Panie Hemmings, od dzisiaj oficjalnie jest Pan moim prywatnym grzejnikiem - oznajmiłam rozbawiona.

 
Luke?

Od Pain cd. Luke'a

No nie powiem, zdziwiłam się widokiem Luke'a trzymającego duży bukiet czerwonych róż. W jednej chwili niezwykle mnie to rozbawiło, no bo jakim cudem on przemycił tutaj te kwiaty? No bo przecież do szpitala nie można wchodzić z kwiatami...
Poczułam, jak moje policzki oblewają się rumieńcem.
- Przepraszam - powiedział podając mi bukiet.
Chwyciłam kwiaty i położyłam na siedzeniu obok. Przysunęłam się nieco do chłopaka, zarzuciłam mu ręce na szyję i pocałowałam go.
Luke z początku nie wiedział, jak na to zareagować. Nie chciałam, żebyśmy odsuwali się od siebie przez to, co wydarzyło się 3 lata temu... będę po prostu potrzebowała więcej czasu. Nie chciałam, żeby to cokolwiek zmieniło.
Po chwili chłopak odwzajemnił pocałunek. Jaka byłam wtedy szczęśliwa, że nie odepchnął mnie i nie powiedział czegoś w stylu "nie chcę, żebyś cierpiała".
- Luke - szepnęłam odrywając się od jego ust - nie chcę, żeby to cokolwiek zmieniło. Po prostu będę potrzebowała trochę czasu... ale proszę, nie odsuwaj się ode mnie. - dodałam muskając nosem skórę jego szyi. Westchnęłam cicho i oparłam swoją głowę na jego klatce piersiowej. Wydawało mi się, że się nad czymś zastanawia.

Luke? <3

Od Pain cd. Luke'a

Po co się mnie pytał? Nie mógł tak po prostu...?
Lekko pokiwałam głową i wtuliłam się w niego, zamykając oczy. 
- Jedźmy już, nie chcę całego dnia spędzić w szpitalu - mruknęłam odsuwając się od Luke'a.
Wsiedliśmy do samochodu, chłopak odpalił silnik i ruszyliśmy.

* * *

Na miejscu byliśmy po około 15 minutach. Weszliśmy do szpitala, tam od razu podeszłam do recepcji i ukazałam skierowanie. Pracownica odesłała mnie na 4 piętro, gdzie miałam mieć wykonane prześwietlenie.
Weszliśmy do pierwszej wolnej windy, drzwi za nami zatrzasnęły się. Poczułam, jak urządzenie rusza w górę.
Nie lubiłam jeździć windą odkąd pamiętam.
- Która to była sala...? - zapytałam gdy wyszliśmy już na korytarz.
- Wydaje mi się, że 28. - odparł.
Rozejrzałam się uważnie. Drzwi z danym numerem znajdowały się na samym końcu, nie było nikogo w kolejce.
Zwinęłam dłoń w pięść i energicznie zapukałam.
- Proszę - ze środka pomieszczenia dobiegł mnie głos lekarza.
Pchnęłam drzwi i weszłam do środka sama, Luke stwierdził, że i tak będzie musiał wyjść, dlatego nie wchodził ze mną.
Opowiedziałam wszystko lekarzowi i ukazałam skierowanie, któremu sama wcześniej dobrze się nie przyjrzałam.
"Nakaz prześwietlenia całego szkieletu"
Co to miało, do ch0lery, być?
Facet kazał mi zdjąć wszelkie zbędne przedmioty, typu naszyjnik, kolczyki, gumka do włosów, spinki ( których w gruncie rzeczy nie posiadałam ). Następnie pomógł mi założyć coś, co przypominało kawał gumy, albo czarną folię, muskając przy tym moje ramię, co sprawiło, że w jednej chwili zapragnęłam mu przywalić.
No ale co mogłam zrobić? Musiał mnie zbadać.
Położyłam się na czymś w stylu metalowego stołu. Nim się obejrzałam, było już po wszystkim.
- Na wyniki będzie trzeba zaczekać kilkanaście minut, może pół godziny. - oznajmił, gdy opuszczałam gabinet.

Luke?