Strach. Czaił się się gdzieś głęboko w spojrzeniu tych ciemnych oczu. Strach, który nimi owładnął i nie pozwolił mi zbliżyć się do siebie. We mnie za to narastała irytacja, która przeradzała się w złość. Biedny Newton. Czy ta dziewczyna jest aż tak głupia by tego nie zauważyć?
Spróbowałem jeszcze raz. Zrobiłem
krok w kierunku, próbującego stanąć dęba Newtona. Cały czas przemawiałem do
niego uspokajającym tonem i starałem się nie robić zbyt gwałtownych ruchów.
Newton kładł po sobie uszy, zarzucał łbem i grzebał kopytem w słomie. Nagle szeleszczący
dźwięk ucichł. Gdzieś w głębi korytarza usłyszałem jedynie głos Quinn.
- … przez takiego niedorozwoja
jak ty cierpiało niewinne zwierzę. – dziewczyna sprawiała wrażenie mega
zirytowanej, bardziej ode mnie i bardziej niż udało mi się ja wcześniej wkurzyć
Słysząc te słowa moja złość wyparowała jak za pstryknięciem palców. Widząc, że ogier stał już w
miejscu i nie miał zamiaru ponownie wyrzucać kopyt w powietrze, podszedłem do
niego powoli. Wystawiłem rękę, by mógł ją powąchać i delikatnie musnąłem
palcami jego chrapy. Pochyliłem głowę opierając się czołem o jego łeb i wolno
gładziłem go po aksamitnej sierści, zaczynając od uszu i kończąc w punkcie na szyi gdzie
najdalej sięgała moja ręka. Czułem ciężki i przyspieszony oddech gniadosza,
który z sekundę na sekundę uspokajał się. Wreszcie oddychał spokojnie.
W boksie panowała cisza.
Oderwałem głowę od czoła Newta i spojrzałem w stronę bramki. Quinn uśmiechnęła
się szatańsko unosząc triumfalnie foliówkę. Newton na szczęście jej nie
zauważył.
- Nie martw się. Załatwiłam
sprawę – zaśmiała się szyderczo
- Dziękuję. – odparłem, czując
ulgę i wyszczerzyłem zęby w uśmiechu – Wiesz, z tym uśmiechem bardziej ci do twarzy
Quinn? Trochę krótkie i bez sensu xdd
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz