środa, 21 grudnia 2016

Od Mary C.D. Quinlan

Okazało się że Haru, nie ma w boksie. Prędko pobiegłam na pastwiska, ale tam też jej nie było. Zdesperowana biegałam po całym terenie stadniny. Po chwili zrezygnowałam z poszukiwań na terenie zabudowanym. Osiodłałam Cinquechentę, moją nową klacz, po czym popędziłam ją w las. Jechałyśmy tak z 3 godziny, lecz nie znalazłyśmy Kasztanki. W podzięce za przejażdżkę, wypuściłam zakurzoną klacz na pastwisko. Uznałam, że potem będzie jeszcze brudniejsza. Otrzepała się zrzucając na mnie cały brud.
Moja trzepaczka kochana xddd
-Cinque?! No wiesz co! - zaśmiałam się.
Lusitano parsknęła radośnie, jakby chciała mi powiedzieć, "przecież jeszcze ja tu jestem". Nagle obok mnie przebiegł rudy kształt. Pobiegłam za nim, a raczej za nią bo była to Haru. Złapałam jej postronek i wpuściłam do Cinquechenty.
-Zgubiłaś ją? - usłyszałam znajomy głos.
Niedaleko stała fioletowowłosa ze swoją białą klaczką.
Quinlan?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz