-Hej Cole - posłałam chłopakowi uśmiech.
Odwzajemnił go.
-Wejdź. Chciałaś poćwiczyć z Haru? - odparł.
Pokiwałam głową i otwarłam bramkę. Kasztanka grzecznie za mną podążyła. Wsiadłam na klacz i od razu popędziłam ją do kłusa. Podjechałam do Cole'a.
-Co ty na to żeby pojechać w teren? - zagadnęłam.
Brunet zaśmiał się. Chyba to w nim lubiłam. Nie był nikim złym. Ale umiał zaszaleć. Haru potrząsnęła swym brązowym łbem.
-Nie ma sprawy - wzruszył ramionami.
Szybko wyjechaliśmy z czworoboku na leśną ścieżkę. Gdzieniegdzie można było jeszcze zauważyć pojedyncze kupki śniegu. Na razie jechaliśmy stępem. Bacznie obserwowałam las, sprawdzałam czy nic nas dziś nie zaskoczy. Cole jechał w tyle na Avengerze. Od niedawna w MU,
pojawili się moi przyjaciele - Raffaele i Carmen Valenciano. W sumie to poznałam brata Camy na lekcjach gry na pianinie. Gdy mi się "znudziło" to wyjechaliśmy. Potem już nie zobaczyłam moich amigos aż Diego nie powiedział mi że byli na zawodach w San Sebastian gdzie Raffe zajął drugie miejsce. Pamiętam jaki był rozemocjonowany gdy opowiadał mi o niezwykłym talencie Raphael'a i o urodzie jego młodszej siostry. Haru ciekawie rozglądała się dookoła. Grzecznie szła, dość energicznym jak na nią, stępem.
-Kłus? - zapytałam jadącego za mną Cole'a.
-Za niedługo zaczyna się tor do cross'u. Wypadałoby nawet zacząć galopować - powiedział.
Kiwnęłam głową i cmoknęłam na Hanę. Klacz momentalnie przyśpieszyła. Mimo to, pozwoliłam poprowadzić Cole'owi na Avengerze. Lepiej znali tą trasę. Odczekałam chwilkę po czym dałam kasztance sygnał do galopu. Haru nigdy nie miała specjalnych problemów z cross'em. Ale prawda była taka że wolała zamknięty parkur od wolnej przestrzeni. Na horyzoncie pojawiła się pierwsza przeszkoda. Raz, dwa, trzy... Łydki.
Klacz odbiła się od ziemi, tylko po to by za chwilę znów wylądować. Tym razem za przeszkodą. Może i była niska, ale mi wystarczyła nawet taka. Pogalopowałyśmy dalej. W oddali majaczyła sylwetka Cole'a na kasztanie. Następną przeszkodą był rów. Haru już od jakiegoś czasu nie bała się wody, a to wszystko było zasługą Cole'a. Następnie 11 kolejnych przeszkód. Wszystkie pokonane z idealną precyzją. Na końcu toru stał brunet. Zatrzymałam Haru i już stępem podjechałam do Cole'a.
-Coraz lepiej - uśmiechnął się.
Zaśmiałam się.
-Nic by się nie udało gdyby nie twoja "terapia" odnośnie lęku nad wodą - odparłam.
Chłopak pokiwał głową jakby to było oczywiste.
-A... Co sądzisz o Raffaele'u? Jest naprawdę dobry... Mimo narowistej klaczy - podsunęłam temat.
Przez chwilę zapanowało milczenie. Ja cieszyłam się z przyjazdu starych przyjaciół, ale nie wiedziałam przecież co na ich temat myśli Cole. Bo tak jakby... Zawsze siadałam w ich towarzystwie, a brunet po prostu się dosiadał. Nie byłam pewna czy mu to odpowiada.
Cole? A tak może być?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mara. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 13 marca 2017
środa, 15 lutego 2017
Od Mary C.D. Cole'a
-Niech będzie. Ale i tak musisz mi powiedzieć czy byłeś u pielęgniarki - popatrzyłam na niego spod oka i zajęłam się lekcją.
***
Około 15, gdy upewniliśmy się o 4 wolne godziny, Cole zabrał kluczyki od samochodu i zaprowadził mnie do swojego Jeep'a. Wsiadłam i zamknęłam drzwi. Chłopak przekręcił kluczyk w stacyjce a z radia popłynęła muzyka. Dokładniej to Maroon 5 - Don't wanna know. Droga przeminęła dość szybko. Cole zajechał pod PizzeHut. Powoli wysiadłam i zabrałam swoją torebkę. Wybraliśmy stolik najbardziej oddalony od reszty i czekaliśmy na kelnera.
-Byłeś u tej pielęgniarki Cole? To ważne - powiedziałam.
Chłopak powoli pokiwał głową, ale nawet to mi nie wystarczyło. Z roztargnienia wyrwał mnie kelner oczekujący na zamówienie.
-To ja poproszę małą Margaritte, oraz Sprite'a - wybrałam.
-A ja wezmę średnią pizzę z salami i Colę - przy słowie "cola" omal się nie zaśmiał, a ja szybko pojęłam o co chodzi.
Kelner odszedł i znów zapanowała niezręczna cisza. Nie chciałam jej przerywać, ale miałam tyle pytań do niego skierowanych... Przecież przez jego akademickie życie przetaczało się już wiele dziewcząt. Ale nadal był moim chłopakiem, więc może nie powinnam mieć jakiś podejrzeń? Sama już nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Chyba najlepiej by było zacząć życie od nowa, nie mieć Haru tak od razu. Matka i siostry by żyły. A ja wiedziałabym jakich błędów już nie popełniać. Theresa Fray, moja oddana trenerka skoków, zawsze mawiała że mamy wiele żyć. Że dusza jest nieśmiertelna. Ja sama jestem ateistką wychowywaną przez protestantów.
-Mam wiele pytań Cole... Ale ich nie zadam. Bo nie mam odwagi - cicho oświadczyłam.
Chłopak nadal milczał. Może on nie bal się zadać mi jakiś durnych pytań? Na pewno chciał coś wiedzieć. Okej... Nie ma sprawy. Czas pozadawać sobie pytania i odpowiadać. Bo to chyba na tym polega co nie? W końcu jest 14 luty. Święto zakochanych. I wiele rzeczy może się jeszcze wydarzyć.
Cole? Hehe
***
Około 15, gdy upewniliśmy się o 4 wolne godziny, Cole zabrał kluczyki od samochodu i zaprowadził mnie do swojego Jeep'a. Wsiadłam i zamknęłam drzwi. Chłopak przekręcił kluczyk w stacyjce a z radia popłynęła muzyka. Dokładniej to Maroon 5 - Don't wanna know. Droga przeminęła dość szybko. Cole zajechał pod PizzeHut. Powoli wysiadłam i zabrałam swoją torebkę. Wybraliśmy stolik najbardziej oddalony od reszty i czekaliśmy na kelnera.
-Byłeś u tej pielęgniarki Cole? To ważne - powiedziałam.
Chłopak powoli pokiwał głową, ale nawet to mi nie wystarczyło. Z roztargnienia wyrwał mnie kelner oczekujący na zamówienie.
-To ja poproszę małą Margaritte, oraz Sprite'a - wybrałam.
-A ja wezmę średnią pizzę z salami i Colę - przy słowie "cola" omal się nie zaśmiał, a ja szybko pojęłam o co chodzi.
Kelner odszedł i znów zapanowała niezręczna cisza. Nie chciałam jej przerywać, ale miałam tyle pytań do niego skierowanych... Przecież przez jego akademickie życie przetaczało się już wiele dziewcząt. Ale nadal był moim chłopakiem, więc może nie powinnam mieć jakiś podejrzeń? Sama już nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Chyba najlepiej by było zacząć życie od nowa, nie mieć Haru tak od razu. Matka i siostry by żyły. A ja wiedziałabym jakich błędów już nie popełniać. Theresa Fray, moja oddana trenerka skoków, zawsze mawiała że mamy wiele żyć. Że dusza jest nieśmiertelna. Ja sama jestem ateistką wychowywaną przez protestantów.
-Mam wiele pytań Cole... Ale ich nie zadam. Bo nie mam odwagi - cicho oświadczyłam.
Chłopak nadal milczał. Może on nie bal się zadać mi jakiś durnych pytań? Na pewno chciał coś wiedzieć. Okej... Nie ma sprawy. Czas pozadawać sobie pytania i odpowiadać. Bo to chyba na tym polega co nie? W końcu jest 14 luty. Święto zakochanych. I wiele rzeczy może się jeszcze wydarzyć.
Cole? Hehe
sobota, 14 stycznia 2017
Od Mary C.D. Cole'a
Powoli otworzyłam oczy. 6:00 rano. Jęknęłam i przewróciłam się na drugi bok, na tyle ostrożnie by nie obudzić Cole'a. Wstałam i poszłam się umyć. W Polsce razem z Roksaną, córką właścicielki pensjonatu, napisałam piosenkę. W sumie to bez jej pomocy jak chodzi o tekst, nie dałabym sobie rady. Prysznic. Wiele osób śpiewa właśnie w tym miejscu. Czemu mam być inna? Zaczęłam śpiew podczas kąpieli.
Zakręciłam wodę i wytarłam się w ręcznik. Gdy byłam już ubrana, wyszłam z łazienki. Cole siedział na łóżku.
-Sprawdzałaś czy prysznic to najlepsza scena? - uśmiechnął się.
Zaśmiałem się i rzuciłam się na niego.
-Nie uczyli cię że nie ładnie jest podsłuchiwać? - zapytałam przez śmiech.
Popatrzyłam na niego.
-Może... - odparł - Kiedy coś takiego pisałaś? W ferie?
-Kiedy byłam w Polsce, Poznaniu, to strasznie mi się nudziło. No i okazało się że córka właściciela pensjonatu pisze piosenki, ale brak jej podkładu muzycznego. Tak więc razem napisałyśmy trzy piosenki - podniosłam się.
Cole złapał mnie za rękę i udając że nie może wstać, przewrócił mnie z powrotem na łóżko.
Cole? Bez-weeennnn
-Sprawdzałaś czy prysznic to najlepsza scena? - uśmiechnął się.
Zaśmiałem się i rzuciłam się na niego.
-Nie uczyli cię że nie ładnie jest podsłuchiwać? - zapytałam przez śmiech.
Popatrzyłam na niego.
-Może... - odparł - Kiedy coś takiego pisałaś? W ferie?
-Kiedy byłam w Polsce, Poznaniu, to strasznie mi się nudziło. No i okazało się że córka właściciela pensjonatu pisze piosenki, ale brak jej podkładu muzycznego. Tak więc razem napisałyśmy trzy piosenki - podniosłam się.
Cole złapał mnie za rękę i udając że nie może wstać, przewrócił mnie z powrotem na łóżko.
Cole? Bez-weeennnn
czwartek, 12 stycznia 2017
Od Mary C.D. Cole'a
Butelka ruszyła. Napięcie rosło z każdym obrotem, a ja wiedziałam że to w końcu dojdzie za daleko. Postanowiłam wycofać się z gry, ponieważ Malia była w "rozpaczy" po Jacksonie i nie wiedziałam za bardzo jakie zadanie mogłaby zadać lub wykonać. No i reszta... Naprawdę wolałam nie ryzykować. Kiedy wypadło na to że Luke zadaje jakieś zadanie Agnes, do sali wszedł Cole. Bynajmniej nadal nie zamierzał dołączyć, ale chciał zobaczyć co porabiamy. Uśmiechnęłam się kiedy usiadł obok mnie.
-Co nudnego porabiałeś, że postanowiłeś tu zejść? - zapytałam.
Chłopak wzruszył ramionami.
-Nie ważne... I tak zamierzałam już iść - powoli się podniosłam.
***
Zamknęłam drzwi pokoju. Po feriach kontakt mój i Cole'a... Nieco się zatarł. Nie podejrzewałam go o nic... Ani Jennefer czy Jasmine. Po prostu dziwiło mnie to wszystko. Nie mieliśmy już dla siebie tyle czasu. Większość godzin spędzałam z Harley, Bellą lub na obserwowaniu Quinlan czy Diego. Odbierałam telefony od Alec'a i Elie (skrót od Elizabeth). Czasami rozmawiałam z tatą. No i dużo czasu poświęcałam Cinque oraz Haru. Posłaniec "jakoś" znosił te samotne godziny, śpiąc w nowym, wygodnym legowisku z Polski. Skoczyłam na łóżko, jakbym obwiniała je o to że relacje moje z Cole'm się zacierają, im bardziej zbliżamy się do kolejnych miesięcy nauki. Zerknęłam na telefon i po chwili namysłu napisałam.
Mara: Przyjdziesz? Czuję się samotna.
Cole: O 1 w nocy? Nie wiem czy to dobry pomysł.
Mara: Please! Dostaniesz coś w zamian.
Cole?
-Co nudnego porabiałeś, że postanowiłeś tu zejść? - zapytałam.
Chłopak wzruszył ramionami.
-Nie ważne... I tak zamierzałam już iść - powoli się podniosłam.
***
Zamknęłam drzwi pokoju. Po feriach kontakt mój i Cole'a... Nieco się zatarł. Nie podejrzewałam go o nic... Ani Jennefer czy Jasmine. Po prostu dziwiło mnie to wszystko. Nie mieliśmy już dla siebie tyle czasu. Większość godzin spędzałam z Harley, Bellą lub na obserwowaniu Quinlan czy Diego. Odbierałam telefony od Alec'a i Elie (skrót od Elizabeth). Czasami rozmawiałam z tatą. No i dużo czasu poświęcałam Cinque oraz Haru. Posłaniec "jakoś" znosił te samotne godziny, śpiąc w nowym, wygodnym legowisku z Polski. Skoczyłam na łóżko, jakbym obwiniała je o to że relacje moje z Cole'm się zacierają, im bardziej zbliżamy się do kolejnych miesięcy nauki. Zerknęłam na telefon i po chwili namysłu napisałam.
Mara: Przyjdziesz? Czuję się samotna.
Cole: O 1 w nocy? Nie wiem czy to dobry pomysł.
Mara: Please! Dostaniesz coś w zamian.
Cole?
niedziela, 1 stycznia 2017
Od Mary C.D. Cole'a
Patrzyłam na reakcję ojca. On zawsze uważał że jestem idealna. Eli i Alec'owi zawsze coś nagadał, ale mi pozwalał na wszystko. Akceptował to jak się ubieram (styl Mary przypomina ten Isabelle Lightwood z serialu "Shadowhunters"), moje decyzje, to wszystko było okej. Ale były także rzeczy jakich sobie nie życzył. Na pierwszym miejscu tej listy był chłopak.
-Jorge (czyt. Horhe) Brighton. Chciałbym o czymś pomówić z twoim ojcem - powiedział bez ogródek.
Cole pokiwał powoli głową.
-Wróci za godzinę - powiadomił.
Miałam nadzieję że ojciec ustąpi, no i wreszcie odjedzie. No i nie uwierzy mi chyba nikt, ale podszedł do samochodu, po czym odjechał w siną dal. Wiedziałam że jeszcze tu wróci, lecz póki co cieszyłam się tymi chwilami wolności.
***
Mój ojciec wczoraj odbył rozmowę z panem Stewart'em. Byłam ogromnie ciekawa co mu powiedział i czego ogólnie dotyczyła ta rozmowa. Nie przyszło mi długo rozmyślać bo przyszedł Cole. Nie wyglądał na nieszczęśliwego.
-Pozwolił - uśmiechnął się i pocałował mnie.
Ja także delikatnie się uśmiechnęłam. Usiadłam na łóżku, a obok mnie Cole.
***
Jak Boga kocham... Nie mam zielonego pojęcia po co z okazji zakończenia ferii, w MU zorganizowano imprezę z alkoholem. Oczywiście już pod wpływem, zaczęliśmy grać w butelk.
Cole?
-Jorge (czyt. Horhe) Brighton. Chciałbym o czymś pomówić z twoim ojcem - powiedział bez ogródek.
Cole pokiwał powoli głową.
-Wróci za godzinę - powiadomił.
Miałam nadzieję że ojciec ustąpi, no i wreszcie odjedzie. No i nie uwierzy mi chyba nikt, ale podszedł do samochodu, po czym odjechał w siną dal. Wiedziałam że jeszcze tu wróci, lecz póki co cieszyłam się tymi chwilami wolności.
***
Mój ojciec wczoraj odbył rozmowę z panem Stewart'em. Byłam ogromnie ciekawa co mu powiedział i czego ogólnie dotyczyła ta rozmowa. Nie przyszło mi długo rozmyślać bo przyszedł Cole. Nie wyglądał na nieszczęśliwego.
-Pozwolił - uśmiechnął się i pocałował mnie.
Ja także delikatnie się uśmiechnęłam. Usiadłam na łóżku, a obok mnie Cole.
***
Jak Boga kocham... Nie mam zielonego pojęcia po co z okazji zakończenia ferii, w MU zorganizowano imprezę z alkoholem. Oczywiście już pod wpływem, zaczęliśmy grać w butelk.
Cole?
Od Mary C.D. Cole'a
-Hej - uśmiechnęłam się.
Zapewne nie było tego widać, ale był to bardzo promienny uśmiech. Nie miałam pojęcia dlaczego. Zsiadłam z Kasztanki i podeszłam do Cole'a, trzymającego Avenger'a.
-Czy to spotkanie ma jakiś określony cel? - zapytałam.
-Spotkania się. Czy spotkanie zawsze musi mieć jakiś cel? - Cole odgarnął mi włosy za ucho.
Nie musi. To znaczy... Nie ważne. Nie odpowiem na to. To nie ma sensu. On i tak odpowie mi prawie to samo.
*Wyjazd Mary :-(*
Spakowałam dokładnie walizkę. Wyjazd do Polski nie jest takim złym pomysłem. Szczególnie że wpadła na niego matka Diego. Zaproponowali nam że załatwią nocleg u jakiś znajomych, a przy okazji sobie pozwiedzamy. Cinque i Haru tu zostaną. Cole obiecał że się nimi zajmie. Przebrałam się z piżamy we wcześniej przygotowany strój.
Zapewne nie było tego widać, ale był to bardzo promienny uśmiech. Nie miałam pojęcia dlaczego. Zsiadłam z Kasztanki i podeszłam do Cole'a, trzymającego Avenger'a.
-Czy to spotkanie ma jakiś określony cel? - zapytałam.
-Spotkania się. Czy spotkanie zawsze musi mieć jakiś cel? - Cole odgarnął mi włosy za ucho.
Nie musi. To znaczy... Nie ważne. Nie odpowiem na to. To nie ma sensu. On i tak odpowie mi prawie to samo.
*Wyjazd Mary :-(*
Spakowałam dokładnie walizkę. Wyjazd do Polski nie jest takim złym pomysłem. Szczególnie że wpadła na niego matka Diego. Zaproponowali nam że załatwią nocleg u jakiś znajomych, a przy okazji sobie pozwiedzamy. Cinque i Haru tu zostaną. Cole obiecał że się nimi zajmie. Przebrałam się z piżamy we wcześniej przygotowany strój.
Do tego Air Max'y oraz czarną skórzaną kurtkę. Ociepliło się mimo tego że była zima. Chciałam po raz ostatni pogadać z Cole'm przed wyjazdem. Tydzień to kupa czasu. Szczególnie gdyż spędza się go z bardzo nieznośnym rodzeństwem oraz ojcem. Zabrałam walizkę po czym zamknęłam pokój na klucz.
Cole? Brak weny
poniedziałek, 26 grudnia 2016
Od Mary C.D. Cole'a
Zaśmiałam się.
-A czy mogłabym odmówić? Jasne że zostanę - pocałowałam go.
Usłyszałam jak jakiś samochód podjeżdża pod dom. Po minie Cole'a wywnioskowałam że to jego ojciec właśnie wrócił ze szpitala. Dwa dni.., tylko dwa dni i może mu przejdzie. Szybko uciekłam w pobliskie krzaki a Cole otworzył drzwi do domu. Pan Stewart był zmęczony, ale i zły. Zmarszczyłam brwi, po czym powoli wycofałam się w stronę akademika. Nagle wpadłam na Bellę.
-Patrz gdzie idziesz - zaśmiała się.
Uśmiechnęłam się do niej.
***
Przyszedł SMS od Cole'a. Przyjdź z Haru na tor cross'owy o 23. Zaśmiałam się cicho. Nie musiałam nawet odpisywać. On wiedział że przyjdę.
Cole? Miej litość dla telefonu...
-A czy mogłabym odmówić? Jasne że zostanę - pocałowałam go.
Usłyszałam jak jakiś samochód podjeżdża pod dom. Po minie Cole'a wywnioskowałam że to jego ojciec właśnie wrócił ze szpitala. Dwa dni.., tylko dwa dni i może mu przejdzie. Szybko uciekłam w pobliskie krzaki a Cole otworzył drzwi do domu. Pan Stewart był zmęczony, ale i zły. Zmarszczyłam brwi, po czym powoli wycofałam się w stronę akademika. Nagle wpadłam na Bellę.
-Patrz gdzie idziesz - zaśmiała się.
Uśmiechnęłam się do niej.
***
Przyszedł SMS od Cole'a. Przyjdź z Haru na tor cross'owy o 23. Zaśmiałam się cicho. Nie musiałam nawet odpisywać. On wiedział że przyjdę.
Cole? Miej litość dla telefonu...
niedziela, 25 grudnia 2016
Od Mary C.D. Belli
-Przyszłam zapytać z kim idziesz na bal - zmarszczyłam brwi.
Bella chwilkę milczała.
-Z Lukiem Hemmings'em. Tak jakoś wyszło - wzruszyła ramionami.
Pokiwałam głową. Na to nie trzeba było odpowiadać. W końcu to walny kraj.
-A ja zabieram cię do cukierni - zaśmiałam się i zaciągnęłam ją do samochodu.
Joker parsknął i kłapnął zębami, ale my byłyśmy już daleko. Droga zleciała nam wraz z piosenkami typu "Jingle Bells" lub "Merry Christmas Everyone" i "Last Christmas". Kiedy weszłyśmy do ślicznej cukierni w kolorach różu, białego i niebieskiego, od razu usiadłam obok wielkiej choinki. Uwielbiałam to zielone, iglaste drzewko. Bella zajęła miejsce obok mnie. Kelnerka podała nam Menu i zaczekała aż coś wybierzemy.
-Ja poproszę latte i tiramisu - powiedziałam.
-Dla mnie herbata z cytryną i lody czekoladowe - dodała Bella.
Szatynka szybko to zanotowała i odeszła aby przyjąć zamówienie ze stolika obok. Wyjęłam z kieszeni telefon i szybko odpisałam na SMS-a od Diego. Napisał że nie ma zielonego pojęcia jak zaprosić dziewczynę na bal. Miałam ochotę się roześmiać. Pewnie większość ludzi popatrzyłaby na mnie wtedy jak na wariatkę.
-Too... Jak poznałaś pana Hemmings'a? - wyszczerzyłam swoje białe zęby.
W zasadzie to były aż tak białe jedynie dzięki czerwonej szmince. Bella milczała. Nie miałam jej tego za złe. Owinęłam jeden z kosmyków swoich czarnych włosów, na palcu.
-No powiedz - zrobiłam proszącą minkę.
Nie zamierzała tak łatwo ustąpić. No ale mam swoje sposoby. Gdy dotarło nasze zamówienie to nadal czekałam na jej odpowiedź. Ciągle pytałam. Widziałam w jej oczach to że zaraz nie wytrzyma i mi powie. Cóż... Po prostu byłam ciekawa jakim cudem zaprosił ją ten piosenkarz. Gdy zaprosił ją Jacob to jakoś mi powiedziała. No ale to było coś zupełnie innego.
Bella? Spoko
Bella chwilkę milczała.
-Z Lukiem Hemmings'em. Tak jakoś wyszło - wzruszyła ramionami.
Pokiwałam głową. Na to nie trzeba było odpowiadać. W końcu to walny kraj.
-A ja zabieram cię do cukierni - zaśmiałam się i zaciągnęłam ją do samochodu.
Joker parsknął i kłapnął zębami, ale my byłyśmy już daleko. Droga zleciała nam wraz z piosenkami typu "Jingle Bells" lub "Merry Christmas Everyone" i "Last Christmas". Kiedy weszłyśmy do ślicznej cukierni w kolorach różu, białego i niebieskiego, od razu usiadłam obok wielkiej choinki. Uwielbiałam to zielone, iglaste drzewko. Bella zajęła miejsce obok mnie. Kelnerka podała nam Menu i zaczekała aż coś wybierzemy.
-Ja poproszę latte i tiramisu - powiedziałam.
-Dla mnie herbata z cytryną i lody czekoladowe - dodała Bella.
Szatynka szybko to zanotowała i odeszła aby przyjąć zamówienie ze stolika obok. Wyjęłam z kieszeni telefon i szybko odpisałam na SMS-a od Diego. Napisał że nie ma zielonego pojęcia jak zaprosić dziewczynę na bal. Miałam ochotę się roześmiać. Pewnie większość ludzi popatrzyłaby na mnie wtedy jak na wariatkę.
-Too... Jak poznałaś pana Hemmings'a? - wyszczerzyłam swoje białe zęby.
W zasadzie to były aż tak białe jedynie dzięki czerwonej szmince. Bella milczała. Nie miałam jej tego za złe. Owinęłam jeden z kosmyków swoich czarnych włosów, na palcu.
-No powiedz - zrobiłam proszącą minkę.
Nie zamierzała tak łatwo ustąpić. No ale mam swoje sposoby. Gdy dotarło nasze zamówienie to nadal czekałam na jej odpowiedź. Ciągle pytałam. Widziałam w jej oczach to że zaraz nie wytrzyma i mi powie. Cóż... Po prostu byłam ciekawa jakim cudem zaprosił ją ten piosenkarz. Gdy zaprosił ją Jacob to jakoś mi powiedziała. No ale to było coś zupełnie innego.
Bella? Spoko
Od Mary C.D. Cole'a
Poszliśmy do swoich pokoi.
***
Bogu dzięki... Dzisiaj wigilia. Za dwa dni jadę z powrotem do domu, tak samo jak reszta i wracam tu za tydzień. Czemu nie jadę już dzisiaj? Otóż postanowiłam spędzić te dwa dni z Cole'em i resztą uczniów którzy jeszcze trochę tu zostają. Eli wszystko to już wcześniej ustalała z tatą, no a Alec postanowił że specjalnie zarezerwuje lot do Polski na 27 żebym ze wszystkim zdążyła. Cieszyłam się że tak o mnie dbają. Brakowało mi tu jednak matczynego ciepła... No i obu bliźniaczek. Mama łagodziła złości taty, a on potrafił skutecznie jej czegoś odmawiać. Byli niczym jedno. Osobno... Już nie byli tacy sami. A przynajmniej ojciec. Postanowiłam już teraz iść do Cinque i Haru, żeby później wreszcie mieć wolne. To znaczy, żeby mieć czas dla Cole'a. Głównie po to przecież tu zostaję na tak długo.
***
Dwie krótkie sesje plus tor cross'owy powinien obu wystarczyć. Przebrałam się i zapukałam w drzwi domu rodziny Stewart'ów. Miałam nadzieję że nie trafię na pana Sam'a. Ale to była tylko nadzieja. Bo zatrzasnął mi drzwi przed nosem. Czemu? Już piszę.
*w szpitalu, rozmowa Mary i Sam'a Stewart'a*
-Tego nie przełknę. Masz już nigdy więcej się z nim nie widywać. A teraz idź. Idź już sobie bo nie chcę cię widzieć na oczy! - wrzeszczał, a kilka przechodniów popatrzyło na niego z ukosa.
Nie płakałam. Powstrzymałam łzy i po prostu zbiegłam na dół. Nie miałam ochoty stosować się do słów tego człowieka. Bo był on bez serca.
Cole?
***
Bogu dzięki... Dzisiaj wigilia. Za dwa dni jadę z powrotem do domu, tak samo jak reszta i wracam tu za tydzień. Czemu nie jadę już dzisiaj? Otóż postanowiłam spędzić te dwa dni z Cole'em i resztą uczniów którzy jeszcze trochę tu zostają. Eli wszystko to już wcześniej ustalała z tatą, no a Alec postanowił że specjalnie zarezerwuje lot do Polski na 27 żebym ze wszystkim zdążyła. Cieszyłam się że tak o mnie dbają. Brakowało mi tu jednak matczynego ciepła... No i obu bliźniaczek. Mama łagodziła złości taty, a on potrafił skutecznie jej czegoś odmawiać. Byli niczym jedno. Osobno... Już nie byli tacy sami. A przynajmniej ojciec. Postanowiłam już teraz iść do Cinque i Haru, żeby później wreszcie mieć wolne. To znaczy, żeby mieć czas dla Cole'a. Głównie po to przecież tu zostaję na tak długo.
***
Dwie krótkie sesje plus tor cross'owy powinien obu wystarczyć. Przebrałam się i zapukałam w drzwi domu rodziny Stewart'ów. Miałam nadzieję że nie trafię na pana Sam'a. Ale to była tylko nadzieja. Bo zatrzasnął mi drzwi przed nosem. Czemu? Już piszę.
*w szpitalu, rozmowa Mary i Sam'a Stewart'a*
-Tego nie przełknę. Masz już nigdy więcej się z nim nie widywać. A teraz idź. Idź już sobie bo nie chcę cię widzieć na oczy! - wrzeszczał, a kilka przechodniów popatrzyło na niego z ukosa.
Nie płakałam. Powstrzymałam łzy i po prostu zbiegłam na dół. Nie miałam ochoty stosować się do słów tego człowieka. Bo był on bez serca.
Cole?
Od Mary C.D. Cole'a
Każde z nas poszło do swojego pokoju. Ja w zasadzie tylko założyłam pierwszą lepszą kurtkę i zabrałam ze stolika telefon. 8 sms-ów od Belli i 3 nieodebrane połączenia od Diego, co mnie zaskoczyło. Jednak szybko pobiegłam na dół.
***
Dojechaliśmy do szpitala. Bez słowa szłam tam gdzie Cole. No bo chyba lepiej wiedział gdzie leży jego matka, co? Kiedy weszliśmy do jakiejś sali... Okazało się że pani Stewart ma złamaną nogę oraz rękę. Jej twarz także nie była w najlepszym stanie. Nie była moją rodziną, nikim bliskim. Lecz podeszłam do jej łóżka i jedyne na co się zdobyłam to to aby trzymać się na miękkich nogach. Cole przywitał się z ojcem i usiadł obok. Czułam się tam jak intruz. Sama chciałaś. Ale dlaczego? Nie wiem. Może po prostu źle by mi było z myślą że matka Cole'a tu leży a ja jestem na balu i świetnie się bawię z innymi. Pan Stewart chyba nieco się zdziwił moją obecnością, ale nie zadawał zbędnych pytań. Po prostu siedzieliśmy w milczeniu, które przerwała pielęgniarka.
-I tak nie było najgorzej. Jednak doktor Faith nie wie kiedy można będzie ją zabrać do domu - posłała nam sztuczny uśmiech.
-Czy mógłbym z nim porozmawiać? - spytał Cole.
Pielęgniarka niechętnie się zgodziła i odprowadziła chłopaka do gabinetu jakiegoś doktora. Zostałam sama z jego ojcem. No po prostu nie mogłam sobie wymarzyć lepszej sytuacji.
-Czemu przyjechałaś? - zapytał.
-Bo... Są dwa powody. Ale do jednego chyba boję się przed panem przyznać - westchnęłam.
Ni proszę. Otwieram się przed człowiekiem do którego mam niemały respekt.
-Powiedz. Przemilczę to jakoś - zaśmiał się nerwowo.
-No więc miałabym wyrzuty sumienia i kocham pańskiego syna więc pani Stewart jest dla mnie jak matka, ta która obecnie jest gdzieś daleko - wyznałam.
Oby się jakoś nie wkurzył. Na filmach takie sytuacje zawsze są najgorsze.
Cole? xddd
***
Dojechaliśmy do szpitala. Bez słowa szłam tam gdzie Cole. No bo chyba lepiej wiedział gdzie leży jego matka, co? Kiedy weszliśmy do jakiejś sali... Okazało się że pani Stewart ma złamaną nogę oraz rękę. Jej twarz także nie była w najlepszym stanie. Nie była moją rodziną, nikim bliskim. Lecz podeszłam do jej łóżka i jedyne na co się zdobyłam to to aby trzymać się na miękkich nogach. Cole przywitał się z ojcem i usiadł obok. Czułam się tam jak intruz. Sama chciałaś. Ale dlaczego? Nie wiem. Może po prostu źle by mi było z myślą że matka Cole'a tu leży a ja jestem na balu i świetnie się bawię z innymi. Pan Stewart chyba nieco się zdziwił moją obecnością, ale nie zadawał zbędnych pytań. Po prostu siedzieliśmy w milczeniu, które przerwała pielęgniarka.
-I tak nie było najgorzej. Jednak doktor Faith nie wie kiedy można będzie ją zabrać do domu - posłała nam sztuczny uśmiech.
-Czy mógłbym z nim porozmawiać? - spytał Cole.
Pielęgniarka niechętnie się zgodziła i odprowadziła chłopaka do gabinetu jakiegoś doktora. Zostałam sama z jego ojcem. No po prostu nie mogłam sobie wymarzyć lepszej sytuacji.
-Czemu przyjechałaś? - zapytał.
-Bo... Są dwa powody. Ale do jednego chyba boję się przed panem przyznać - westchnęłam.
Ni proszę. Otwieram się przed człowiekiem do którego mam niemały respekt.
-Powiedz. Przemilczę to jakoś - zaśmiał się nerwowo.
-No więc miałabym wyrzuty sumienia i kocham pańskiego syna więc pani Stewart jest dla mnie jak matka, ta która obecnie jest gdzieś daleko - wyznałam.
Oby się jakoś nie wkurzył. Na filmach takie sytuacje zawsze są najgorsze.
Cole? xddd
piątek, 23 grudnia 2016
Od Mary C.D. Cole'a - Bal
-Cholera... Czemu we wszystkim wyglądam jak jakaś naiwna księżniczka - burknęłam.
Bella oczywiście zabrała wcześniej wybraną przezemnie suknię i dała mi cztery inne. To była już trzecia. Żadna z nowo zakupionych przez nią sukienek - wczoraj pojechała na zakupy i kupiła sukienki sobie i mi- nie odpowiadała na świąteczny bal. Jednak w czwartej... Wyglądałam idealnie.
Bella oczywiście zabrała wcześniej wybraną przezemnie suknię i dała mi cztery inne. To była już trzecia. Żadna z nowo zakupionych przez nią sukienek - wczoraj pojechała na zakupy i kupiła sukienki sobie i mi- nie odpowiadała na świąteczny bal. Jednak w czwartej... Wyglądałam idealnie.
Do tego wyjęłam z szafy, czarne buty na obcasach. Wszystko idealnie do siebie pasowało.
Jeszcze makijaż, czerwona szminka oraz naszyjnik. Usłyszałam pukanie do drzwi. W drzwiach zastałam Cole'a w garniturze. Nie mogłam się powstrzymać i go pocałowałam. Odwzajemnił pocałunek. Ruszyliśmy na bal.
***
Prawie nikogo jeszcze nie było. No... Nie zauważyłam przynajmniej Belli. Podeszłam do jednego z krzeseł i usiadłam na nim. Spojrzałam na bufet który wczoraj przygotowałam. Był pełen różnych potraw i przekąsek.
Cole? Nie mam weny. No i idę do kol, gdzie wszystkim innym odpiszę z telefonu
Od Mary C.D. Harley
Wstałam rano, zjadłam śniadanie... Przeczytałam SMS-y od Elizabeth i od Alec'a. Pisali mi o tym, że jednak na ferie pojedziemy do Polski, a w wakacje odwiedzić resztę rodziny. Przesłali mi pocztą nowy czaprak i owijki dla Haru. Nie miałam im za złe tego że były różowe. Nie przeszkadzało mi to pod żadnym pozorem. Róż idealnie pasował do maści Hany. Nakarmiłam Posłańca, no i poszłam do stajni. Haru zarżała na mój widok. A ja skrzywiłam się na widok Harley. Wiem... To nie była jej wina. Ale kompletnie nie zwróciła uwagi na uczucia Belli. Przedstawiła mi się.
-My się już znamy. Jestem Mara Todd-Brighton. Przyjaciółka Belli - powiedziałam.
Dziewczyna zamilkła. Nałożyłam Haru, różowy komplet.
-My się już znamy. Jestem Mara Todd-Brighton. Przyjaciółka Belli - powiedziałam.
Dziewczyna zamilkła. Nałożyłam Haru, różowy komplet.
Następnie czarne siodło i ogłowie. Nie wiem czemu, ale wszystko to robiłam nerwowo i szybko. Wyprowadziłam klacz z boksu, a potem na halę. Ustawiłam sobie tor przeszkód po 150 cm i 160 cm. Wsiadłam na Kasztankę i rozpoczęłam przejazd.
Harley? :3
Od Mary C.D. Belli
Po treningu westernu, odprowadziłam Cinquechentę do boksu. Porządnie wyczyściłam, a na koniec nałożyłam derkę Galaxy. Haru już wcześniej wyprowadziłam do karuzeli. Teraz obie klaczki, wesoło majtały ogonami i żuły nową porcję siana. Zauważyłam że sprzęt jeździecki, obu, nie jest w najlepszym stanie. Tak więc więłam wszystko co było mi potrzebne no i zabrałam się do porządnego czyszczenia siodeł i ogłowi. Usłyszałam jakieś kroki. Ktoś zbliżał się w kierunku sidolami. W drzwiach zobaczyłam Bellę. Już nie była zła ani smutna. Uśmiechała się.
-Co tam u ciebie? - zapytałam nie przerywając pracy.
-Pojedziesz ze mną na przejażdżkę, za dwie godziny? - zrobiła proszącą minkę.
Zaśmiałam się, a zaraz za mną Bella.
-No pojadę - odparłam.
***
Wjechałyśmy w cień drzew. Jednak wcale nie pojechałyśmy na tor cross'owy. Postanowiłyśmy wybróbować nieznane nam dotąd ścieżki tego lasu. Bella jechała na Księciu, jako pierwsza. Za nią ja na Haru. Gdy tylko zrobiło się ciemniej, brunetka zaczęła szukać drogi powrotnej.
-Tylko mi nie mów że się zgubiłyśmy - jęknęłam.
Bella nic nie odpowiedziała. Ale za to, zatrzymała konia i zsiadła z niego. Przerzuciłam nogę przez zad Haru, po czym zeskoczyłam na ziemię obok Belli. Zgubiłyśmy się na dobre... Boże jakie my jesteśmy głupie. Kto normalny jeździ po nowych trasach w ciemnościach?
Bell? Dzwoneczku? Gdzie jesteśmy?
-Co tam u ciebie? - zapytałam nie przerywając pracy.
-Pojedziesz ze mną na przejażdżkę, za dwie godziny? - zrobiła proszącą minkę.
Zaśmiałam się, a zaraz za mną Bella.
-No pojadę - odparłam.
***
Wjechałyśmy w cień drzew. Jednak wcale nie pojechałyśmy na tor cross'owy. Postanowiłyśmy wybróbować nieznane nam dotąd ścieżki tego lasu. Bella jechała na Księciu, jako pierwsza. Za nią ja na Haru. Gdy tylko zrobiło się ciemniej, brunetka zaczęła szukać drogi powrotnej.
-Tylko mi nie mów że się zgubiłyśmy - jęknęłam.
Bella nic nie odpowiedziała. Ale za to, zatrzymała konia i zsiadła z niego. Przerzuciłam nogę przez zad Haru, po czym zeskoczyłam na ziemię obok Belli. Zgubiłyśmy się na dobre... Boże jakie my jesteśmy głupie. Kto normalny jeździ po nowych trasach w ciemnościach?
Bell? Dzwoneczku? Gdzie jesteśmy?
czwartek, 22 grudnia 2016
Od Mary C.D. Belli
Nie wiedziałam co powiedzieć. Ale ja też byłam mocno wkurzona na Jacob'a, bo to przez niego, na balu będę mieć rozwaloną skroń, no a Cole podbite oko. Sam pan Woods będzie mocno potłuczony, z tego co się dowiedziałam.
-Spoko. Mnie kiedyś prawie zabili... Nocą wracałam z Sylwestra. Nagle ktoś wciągnął mnie do zaułka, wsadził do vana i uderzył. Obudziłam się związana, pobita i rozebrana. Niczym ofiara gwałtu... I może to nieco brutalne, ale gdy do mnie podszedł to go ugryzłam do krwi. Potem mocno stłukłam żebra. Ale nie dali mnie do poprawczaka bo uznali, że to była samoobrona - wyjawiłam.
Bella pokiwała głową.
***
Mnie już wypuścili ze szpitala. Nad Jacob'em czuwała Harley, której rzuciłam wściekłe spojrzenie. W Morgan, postanowiłam wreszcie odbyć ten trening westu razem z Cinquechentą. Przydałoby się ją trochę rozruszać.
Bella?
-Spoko. Mnie kiedyś prawie zabili... Nocą wracałam z Sylwestra. Nagle ktoś wciągnął mnie do zaułka, wsadził do vana i uderzył. Obudziłam się związana, pobita i rozebrana. Niczym ofiara gwałtu... I może to nieco brutalne, ale gdy do mnie podszedł to go ugryzłam do krwi. Potem mocno stłukłam żebra. Ale nie dali mnie do poprawczaka bo uznali, że to była samoobrona - wyjawiłam.
Bella pokiwała głową.
***
Mnie już wypuścili ze szpitala. Nad Jacob'em czuwała Harley, której rzuciłam wściekłe spojrzenie. W Morgan, postanowiłam wreszcie odbyć ten trening westu razem z Cinquechentą. Przydałoby się ją trochę rozruszać.
Bella?
Od Mary C.D. Belli
Gdy tylko Bella zniknęła mi z oczu... Stuknęłam pięścią w drzwi boksu Apolla. Jacob uniósł wzrok i zaklął.
-Słuchaj no luzerze. Jeszcze raz zranisz moją przyjaciółkę to porzałujesz! - warknęłam.
-Tak? A co ja jej niby zrobiłem? Po prostu wolę Harley od tej twojej "przyjaciółki"! - odparował.
Stuknęłam się w głowę.
-Zraniłeś ją! Złamałeś jej serce! Pogrążyłeś dla dziewczyny o włosach w kolorze smogu! - wrzasnęłam.
Apollo stuknął kopytem i zarżał. Jacob, już bardzo wkurzony, uderzył mnie w twarz. Upadłam, a potem? Usłyszałam podniesiony głos Cole'a.
***
No więc... Obudziłam się w szpitalu. Miałam opatrunek. Obok mojego łóżka siedział Cole no i Bella, stała obok ściany. Cole miał podbite oko, i wolałam już o nic nie pytać.
-Co... Co dalej się stało? - zapytałam.
Milczeli. Czemu Jacob mnie uderzył? Bo mu wszystko wygarnęłam? No i... Kto jeszcze poniósł szkody? Ja na pewno miałam rozwaloną skroń i stłuczone plecy. Całe szczęście już po mistrzostwach Jobelly.
Bella? Co tam się działo? sory że tak brutalne ale nie miałam pomysłu
-Słuchaj no luzerze. Jeszcze raz zranisz moją przyjaciółkę to porzałujesz! - warknęłam.
-Tak? A co ja jej niby zrobiłem? Po prostu wolę Harley od tej twojej "przyjaciółki"! - odparował.
Stuknęłam się w głowę.
-Zraniłeś ją! Złamałeś jej serce! Pogrążyłeś dla dziewczyny o włosach w kolorze smogu! - wrzasnęłam.
Apollo stuknął kopytem i zarżał. Jacob, już bardzo wkurzony, uderzył mnie w twarz. Upadłam, a potem? Usłyszałam podniesiony głos Cole'a.
***
No więc... Obudziłam się w szpitalu. Miałam opatrunek. Obok mojego łóżka siedział Cole no i Bella, stała obok ściany. Cole miał podbite oko, i wolałam już o nic nie pytać.
-Co... Co dalej się stało? - zapytałam.
Milczeli. Czemu Jacob mnie uderzył? Bo mu wszystko wygarnęłam? No i... Kto jeszcze poniósł szkody? Ja na pewno miałam rozwaloną skroń i stłuczone plecy. Całe szczęście już po mistrzostwach Jobelly.
Bella? Co tam się działo? sory że tak brutalne ale nie miałam pomysłu
Od Mary C.D. Belli
-Jacob ma dziewczynę, Harley. A my byłyśmy z nią na zakupach! - powiedziała ze szlochem.
Pogłaskałam ją po plecach ze współczuciem. Tak myślałam, że Jacob zrobił tak tylko dlatego, że nie znał jeszcze Harley. Miałam ochotę się śmiać. Dlaczego? Otóż Cole mnie pocałował. Naprawdę czułam się jak w jednym z tych Tureckich oper mydlanych. Jednak współczułam koleżance i nie zamierzałam dopuścić do tego, aby Jacob'owi jego czyn uszedł płazem... Bella nie musi już wiedzieć o moich planach. Ważne jest to, że pierwszy raz widzę jak ta roześmiana dziewczyna, płacze. I to przez jakiegoś chłopaka.
-Nie puścimy mu tego płazem. Tylko już nie płacz... Nie umiem najlepiej pocieszać - mruknęłam.
Bella westchnęła i pokiwała powoli głową. Chciałam potrenować Western z Cinquechentą, ale teraz jazda musi trochę poczekać.
***
Pobiegłam pod boks Apolla. Koń zarżał na mój widok, a jego właściciel. Już chciałam mu wszystko wygarnąć, gdy przyszła Bella.
Bell? Zero weny
Pogłaskałam ją po plecach ze współczuciem. Tak myślałam, że Jacob zrobił tak tylko dlatego, że nie znał jeszcze Harley. Miałam ochotę się śmiać. Dlaczego? Otóż Cole mnie pocałował. Naprawdę czułam się jak w jednym z tych Tureckich oper mydlanych. Jednak współczułam koleżance i nie zamierzałam dopuścić do tego, aby Jacob'owi jego czyn uszedł płazem... Bella nie musi już wiedzieć o moich planach. Ważne jest to, że pierwszy raz widzę jak ta roześmiana dziewczyna, płacze. I to przez jakiegoś chłopaka.
-Nie puścimy mu tego płazem. Tylko już nie płacz... Nie umiem najlepiej pocieszać - mruknęłam.
Bella westchnęła i pokiwała powoli głową. Chciałam potrenować Western z Cinquechentą, ale teraz jazda musi trochę poczekać.
***
Pobiegłam pod boks Apolla. Koń zarżał na mój widok, a jego właściciel. Już chciałam mu wszystko wygarnąć, gdy przyszła Bella.
Bell? Zero weny
środa, 21 grudnia 2016
Od Mary - mistrzostwa Jobelly (poziom mistrzowski)
Nie należałam do ludzi leniwych. Wstałam już o 5 rano. Wczoraj Cole obiecał, że podwiezie mnie do Jobelly na mistrzostwa. Jako jedyna mam tam startować w barwach naszej Akademii, więc pani Stewart uznała, że muszę się przygotować, no i wczoraj nie byłam na lekcjach. No więc co robiłam? Ćwiczyłam skoki, cross i ujeżdżenie, mojej kochanej Haru. Cinque stała z boku i parskała za każdą zrzutką, lub złą zmianą nogi. Jak koń może być taki inteligentny? No nic... Ubrałam jeansy, bluzkę, bluzę i ciepłą kurtkę. W ręce zabrałam buty. Wczoraj wieczorem spakowałam strój jeździecki, wyczyściłam cały sprzęt Hany, no i oficerki. Po tym byłam tak wykończona, że nie zjadłam kolacji. Uśmiechnęłam się pod nosem, po czym ruszyłam do stajni. Zaplotłam Kasztance warkocze, wyczyściłam ją, aż lśniła. Zleciała mi na tym godzina. Przyszedł Cole i pomógł mi wszystko zapakować.
***2 godziny później***
Atmosfera była napięta. Każdy jeździec chciał wypaść jak najlepiej. Postanowiłam się rozejrzeć, a przy okazji odebrać swój numer do startu. Powitał mnie gospodarz, pan Coopanda (hahaha). Podał mi kartkę z numerem 36. To prawie na samym końcu. Przynajmniej będę miała na wszystko czas. Na rozgrzewkę zostawię sobie 15 minut. Na razie postanowiłam iść do barku, zrelaksować się i nie martwić tym co będzie. Paru jeźdźców zagadało do mnie. Jednak nasze wymiany zdań nie trwały zbyt długo. Zanim wróciłam do Cole'a, moją uwagę przykół, bułany koń Achał-teński. Jego właściciel wybudził mnie z transu.
-I co mała? Spodobał się? Nigdy nie będzie cię na takiego stać. Jaką masz szkapę? Zapewne jakiegoś Hucuła, co? - zaśmiał się drwiąco.
Wywróciłam oczami.
-Mam konia lepszego niż ten twój złom - burknęłam i odeszłam.
No proszę... Minęło tak niewiele czasu, a już mam kogoś kogo bardzo chcę pokonać. Udowodnię temu blondaskowi, że nie tylko on ma świetnego konia i cięty język. Wkurzona wróciłam pod przyczepę. Cole się zaśmiał, ale nie zapytał o co chodziło. Bez zbędnych słów, ruszyliśmy do barku dla jeźdźców. Już do nikogo nie zagadałam. Tylko tępo wpatrywałam się w Colę, dłubałam rurką w plastikowym kubku, no i myślałam jak pokonać tego wstrętnego typka. Zakładałam, że był Francuzem, bo mówił z delikatnym akcentem.
***Czas startu***
Rozgrzewka nie poszła nam aż tak źle. Tylko jedna zrzutka, przy okserze. Te mistrzostwa były na czas. Nie na dokładność. Więcej Francuza już nie spotkałam, ale zaciekle najeżdżałam na okserze i stacjonaty, które ustawiał mi Cole. Teraz usłyszałam jak wywołują moje imię.
-Zapraszamy pannę Marę Todd-Brighton na koniu Haru, numer 36 - oznajmił głęboki męski głos.
Wzięłam głęboki oddech i rozpoczęłam przejazd. Pierwsza stacjonata. Ostry zakręt, na którym Haru nieco się zachwiała. Odliczyłam kąt pod jakim musiałyśmy wejść w kolejny zakręt, aby było szybko i bezpiecznie. Okser. Dwie stacjonaty. Szereg. Kombinacja. Na koniec przeszkoda mierząca sobie jakieś 150 cm. Ledwo ją przeskoczyłyśmy. Nie liczyłam na jakiś w miarę dobry czas. Na pewno to przegram. Wyjechałam z parkuru.
-A teraz Michel Fronchouz na koniu Bonjour Mad, numer 37 - ponowienie głos wydobył się z głośników.
Blondyn, na bułanej Achał-tence, zaśmiał się przejeżdżając obok mnie oraz Kasztanki. Spochmurniałam. On nie może wygrać. Nie ma takiej opcji.
***Wyniki***
-Trzecie miejsce zajmuje Michel Fronchouz na Bonjour Mad - ogłosił pan Coopanda.
Dumny chłopak, podjechał i odebrał brąz. Drugie miejsce zajęła jakaś rudowłosa dziewczyna z Jeverly Pethouse School. Zostało już tylko jedno miejsce. I szczerze się zdziwiłam gdy usłyszałam te słowa.
-A pierwsze miejsce zajmuje Mara Todd-Brighton na klaczy Haru!
Oszołomiona, ruszyłam po puchar. To musiał być sen... Ujrzałam wściekłą minę Michel'a. Ponownie wywróciłam oczami. Moje palce dotknęły zimnej powierzchni. A gdy przyszedł czas na rundę honorową... Nie mogłam przestać się uśmiechać. Tak samo jak i w drodze powrotnej do Morgan University, gdzie Bella, gorąco mi pogratulowała. No a Cinque... Jakby zaczęła podziwiać młodszą towarzyszkę.
I tym oto opowiadaniem... Mara jest na równi z Harley xddd
***2 godziny później***
Atmosfera była napięta. Każdy jeździec chciał wypaść jak najlepiej. Postanowiłam się rozejrzeć, a przy okazji odebrać swój numer do startu. Powitał mnie gospodarz, pan Coopanda (hahaha). Podał mi kartkę z numerem 36. To prawie na samym końcu. Przynajmniej będę miała na wszystko czas. Na rozgrzewkę zostawię sobie 15 minut. Na razie postanowiłam iść do barku, zrelaksować się i nie martwić tym co będzie. Paru jeźdźców zagadało do mnie. Jednak nasze wymiany zdań nie trwały zbyt długo. Zanim wróciłam do Cole'a, moją uwagę przykół, bułany koń Achał-teński. Jego właściciel wybudził mnie z transu.
-I co mała? Spodobał się? Nigdy nie będzie cię na takiego stać. Jaką masz szkapę? Zapewne jakiegoś Hucuła, co? - zaśmiał się drwiąco.
Wywróciłam oczami.
-Mam konia lepszego niż ten twój złom - burknęłam i odeszłam.
No proszę... Minęło tak niewiele czasu, a już mam kogoś kogo bardzo chcę pokonać. Udowodnię temu blondaskowi, że nie tylko on ma świetnego konia i cięty język. Wkurzona wróciłam pod przyczepę. Cole się zaśmiał, ale nie zapytał o co chodziło. Bez zbędnych słów, ruszyliśmy do barku dla jeźdźców. Już do nikogo nie zagadałam. Tylko tępo wpatrywałam się w Colę, dłubałam rurką w plastikowym kubku, no i myślałam jak pokonać tego wstrętnego typka. Zakładałam, że był Francuzem, bo mówił z delikatnym akcentem.
***Czas startu***
Rozgrzewka nie poszła nam aż tak źle. Tylko jedna zrzutka, przy okserze. Te mistrzostwa były na czas. Nie na dokładność. Więcej Francuza już nie spotkałam, ale zaciekle najeżdżałam na okserze i stacjonaty, które ustawiał mi Cole. Teraz usłyszałam jak wywołują moje imię.
-Zapraszamy pannę Marę Todd-Brighton na koniu Haru, numer 36 - oznajmił głęboki męski głos.
Wzięłam głęboki oddech i rozpoczęłam przejazd. Pierwsza stacjonata. Ostry zakręt, na którym Haru nieco się zachwiała. Odliczyłam kąt pod jakim musiałyśmy wejść w kolejny zakręt, aby było szybko i bezpiecznie. Okser. Dwie stacjonaty. Szereg. Kombinacja. Na koniec przeszkoda mierząca sobie jakieś 150 cm. Ledwo ją przeskoczyłyśmy. Nie liczyłam na jakiś w miarę dobry czas. Na pewno to przegram. Wyjechałam z parkuru.
-A teraz Michel Fronchouz na koniu Bonjour Mad, numer 37 - ponowienie głos wydobył się z głośników.
Blondyn, na bułanej Achał-tence, zaśmiał się przejeżdżając obok mnie oraz Kasztanki. Spochmurniałam. On nie może wygrać. Nie ma takiej opcji.
***Wyniki***
-Trzecie miejsce zajmuje Michel Fronchouz na Bonjour Mad - ogłosił pan Coopanda.
Dumny chłopak, podjechał i odebrał brąz. Drugie miejsce zajęła jakaś rudowłosa dziewczyna z Jeverly Pethouse School. Zostało już tylko jedno miejsce. I szczerze się zdziwiłam gdy usłyszałam te słowa.
-A pierwsze miejsce zajmuje Mara Todd-Brighton na klaczy Haru!
Oszołomiona, ruszyłam po puchar. To musiał być sen... Ujrzałam wściekłą minę Michel'a. Ponownie wywróciłam oczami. Moje palce dotknęły zimnej powierzchni. A gdy przyszedł czas na rundę honorową... Nie mogłam przestać się uśmiechać. Tak samo jak i w drodze powrotnej do Morgan University, gdzie Bella, gorąco mi pogratulowała. No a Cinque... Jakby zaczęła podziwiać młodszą towarzyszkę.
I tym oto opowiadaniem... Mara jest na równi z Harley xddd
Od Mary C.D. Quinlan
Okazało się że Haru, nie ma w boksie. Prędko pobiegłam na pastwiska, ale tam też jej nie było. Zdesperowana biegałam po całym terenie stadniny. Po chwili zrezygnowałam z poszukiwań na terenie zabudowanym. Osiodłałam Cinquechentę, moją nową klacz, po czym popędziłam ją w las. Jechałyśmy tak z 3 godziny, lecz nie znalazłyśmy Kasztanki. W podzięce za przejażdżkę, wypuściłam zakurzoną klacz na pastwisko. Uznałam, że potem będzie jeszcze brudniejsza. Otrzepała się zrzucając na mnie cały brud.
-Cinque?! No wiesz co! - zaśmiałam się.
Lusitano parsknęła radośnie, jakby chciała mi powiedzieć, "przecież jeszcze ja tu jestem". Nagle obok mnie przebiegł rudy kształt. Pobiegłam za nim, a raczej za nią bo była to Haru. Złapałam jej postronek i wpuściłam do Cinquechenty.
-Zgubiłaś ją? - usłyszałam znajomy głos.
Niedaleko stała fioletowowłosa ze swoją białą klaczką.
Quinlan?
![]() |
| Moja trzepaczka kochana xddd |
Lusitano parsknęła radośnie, jakby chciała mi powiedzieć, "przecież jeszcze ja tu jestem". Nagle obok mnie przebiegł rudy kształt. Pobiegłam za nim, a raczej za nią bo była to Haru. Złapałam jej postronek i wpuściłam do Cinquechenty.
-Zgubiłaś ją? - usłyszałam znajomy głos.
Niedaleko stała fioletowowłosa ze swoją białą klaczką.
Quinlan?
Od Mary C.D. Cole'a
Odwzajemniłam uśmiech i podeszłam do Belli. Przez chwilę moja głowa była pusta. Krążyło w niej wspomnienie tych krótkich chwil. Jednak gdy ujrzałam coraz bardziej smutną Bellę... Natychmiast spoważniałam i wróciłam na ziemię.
-Co się stało, kochana? - zapytałam.
-Jacob... Chyba przestał mnie lubić. Woli Harley - westchnęła dziewczyna.
Zrobiłam srogą minę.
-Już ja mu pokażę! Nie wolno łamać serca mojej przyjaciółce - pogroziłam palcem niewidzialnemu Jacob'owi.
Na twarzy Bell, pojawił się uśmiech. Przez chwilę tak żartowałyśmy... Ale ja nie zapomniałam rzeczy która zaprzątała moją głowę aż do wieczora.
***
Następnego dnia, poszłam do stajni po Haru. Nie śpieszyło mi się na poranny trening... Nawet nie pamiętałam jaki dziś dzień. Postanowiłam zapytać o to jakąś osobę, ale to potem. Prawdopodobnie był dziś trening skoków. Tak więc osiodłałam Hanę, no i ruszyłam w stronę parkuru. Cieszyłam się tym, że niedługo będzie bal, oraz przerwa świąteczna. A następnie ferie... Tak długo wyczekiwany czas. Chociaż... Teraz już nie wiem czy chcę wyjeżdżać.
Cole? Na pewno mamy skoki? Xddd
-Co się stało, kochana? - zapytałam.
-Jacob... Chyba przestał mnie lubić. Woli Harley - westchnęła dziewczyna.
Zrobiłam srogą minę.
-Już ja mu pokażę! Nie wolno łamać serca mojej przyjaciółce - pogroziłam palcem niewidzialnemu Jacob'owi.
Na twarzy Bell, pojawił się uśmiech. Przez chwilę tak żartowałyśmy... Ale ja nie zapomniałam rzeczy która zaprzątała moją głowę aż do wieczora.
***
Następnego dnia, poszłam do stajni po Haru. Nie śpieszyło mi się na poranny trening... Nawet nie pamiętałam jaki dziś dzień. Postanowiłam zapytać o to jakąś osobę, ale to potem. Prawdopodobnie był dziś trening skoków. Tak więc osiodłałam Hanę, no i ruszyłam w stronę parkuru. Cieszyłam się tym, że niedługo będzie bal, oraz przerwa świąteczna. A następnie ferie... Tak długo wyczekiwany czas. Chociaż... Teraz już nie wiem czy chcę wyjeżdżać.
Cole? Na pewno mamy skoki? Xddd
wtorek, 20 grudnia 2016
Od Mary - Kupno Cinquechenty
Powoli otworzyłam oczy. Siódma dziesięć. Niedziela. Dzisiaj postanowiłam już że kupię drugiego konia. Jakiegoś do westernu. Bella powiedziała mi że najlepszym miejscem jest rodeo, tak więc ubrałam się w jakieś jeansy i bluzkę, po czym zastukałam w drzwi jej pokoju.
-Wyglądasz jak siedem nieszczęść - oznajmiła, na co ja wybuchłam śmiechem.
Wciągnęła mnie do swojego pokoju. Tam jakoś zabrała się do moich rozczesanych, wczoraj wymytych, włosów. Nie protestowałam bo wiedziałam, że to nie miałoby sensu.
***
W drodze, śpiewałyśmy różne, świąteczne piosenki. Chciałam jeszcze zabrał Harley, ale ta ponoć startowała w zawodach Cambell. Kiedy dotarłyśmy na rodeo, od razu podeszłam do koni na sprzedaż. Moją uwagę zwróciła siwa klacz Lusitano. Szarpała się jak tylko mogła. Chciała podejść do swojego obecnego właściciela... Widać było, że chłopak ze złamaną nogą, ten do którego chciała podejść klacz, także cierpi z powodu rozstania.
-Kupię ją - oznajmiłam - Cena to 3000 dolarów.
Nikt mnie już nie pobił. Widocznie czekali na inne sztuki. Przeszłam przez płot, wręczyłam chłopakowi pieniądze, i zabrałam klacz.
-Nazywa się Cinquechenta (czyt. Sinkłeczenta) - zawołał za mną chłopak.
Pogłaskałam klacz uspakajająco. Po chwili już byłyśmy przy Belli. Dziewczyna obejrzała Lusitano z każdej strony i pomogła mi wprowadzić do przyczepy.
***
Wszystko było załatwione. Cinque miała swój boks, na końcu stajni. Siodła, ogłowia, derki... Kupiłam w drodze powrotnej do Morgan. Teraz pozostawał tylko pierwszy trening, tej nieposkromionej duszyczki i Haru.
The End. Form zrobię wieczorem
-Wyglądasz jak siedem nieszczęść - oznajmiła, na co ja wybuchłam śmiechem.
Wciągnęła mnie do swojego pokoju. Tam jakoś zabrała się do moich rozczesanych, wczoraj wymytych, włosów. Nie protestowałam bo wiedziałam, że to nie miałoby sensu.
***
W drodze, śpiewałyśmy różne, świąteczne piosenki. Chciałam jeszcze zabrał Harley, ale ta ponoć startowała w zawodach Cambell. Kiedy dotarłyśmy na rodeo, od razu podeszłam do koni na sprzedaż. Moją uwagę zwróciła siwa klacz Lusitano. Szarpała się jak tylko mogła. Chciała podejść do swojego obecnego właściciela... Widać było, że chłopak ze złamaną nogą, ten do którego chciała podejść klacz, także cierpi z powodu rozstania.
-Kupię ją - oznajmiłam - Cena to 3000 dolarów.
Nikt mnie już nie pobił. Widocznie czekali na inne sztuki. Przeszłam przez płot, wręczyłam chłopakowi pieniądze, i zabrałam klacz.
-Nazywa się Cinquechenta (czyt. Sinkłeczenta) - zawołał za mną chłopak.
Pogłaskałam klacz uspakajająco. Po chwili już byłyśmy przy Belli. Dziewczyna obejrzała Lusitano z każdej strony i pomogła mi wprowadzić do przyczepy.
***
Wszystko było załatwione. Cinque miała swój boks, na końcu stajni. Siodła, ogłowia, derki... Kupiłam w drodze powrotnej do Morgan. Teraz pozostawał tylko pierwszy trening, tej nieposkromionej duszyczki i Haru.
The End. Form zrobię wieczorem
Subskrybuj:
Posty (Atom)






