środa, 7 grudnia 2016

Od Mary C.D. Cole'a

-No jasne. A płacz to choroba, wiesz - chłopak udał obrażonego.
Westchnęłam.
-Jak z dzieckiem - nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem.
Cole dał mi lekkiego kuksańca. Rozmawiało mi się z nim dobrze. Bez żadnych przeszkód śmialiśmy się i mówiliśmy o swoich lękach. Pomógł mi przy Haru. Zadzwonił po pomoc w lesie. Ja nie wierzę w pomyłki. Nie wierzę w to, że nie mamy wpływu na bieg wydarzeń. Na nasz los. Bo my ZAWSZE mamy jakiś wybór. Mógł mnie zostawić w lesie. Wykręcić się od pomagania mi podczas gdy miałam złamaną nogę. A jednak mi pomógł. Wiedziałam, że mogę na nim polegać. Miałam nadzieję, iż już zostaliśmy jako tako przyjaciółmi.
***
Po powrocie do pokoju usiadłam przy pianinie. Dokładnie. Poprosiłam by w moim pokoju było pianino. Kiedyś uczyłam się grać... Napisałam wczoraj piosenkę. Teraz rzuciłam torbę na łóżko i otworzyłam zeszyt w pięciolinie. Zaczęłam śpiewać i grać.
Po ostatnim słowie... Miałam wrażenie jakby ktoś stał w drzwiach mojego pokoju i na mnie patrzy. Kiedy jednak się odwróciłam, nikogo nie zastałam. Jednak drzwi szybko się zamknęły. Podeszłam do nich z zajrzałam za nie. Na korytarzu mignęła mi sylwetka Cole'a.

Cole? Co tam robiłeś? xddd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz