sobota, 10 grudnia 2016

Od Belli cd. Dylana

- Dawno nie byliśmy na spacerze, co? - zapytałam psiaka.
Fix szczeknął w odpwiedzi, a ja się zaśmiałam. Przypięłam smycz do jego obroży i ruszyliśmy do parku. Miałam nadzieję, że nikogo nie spotkam. Nie mam ochoty na poranną rozmowę. Szłam ścieżkami słuchając moich ulubionych piosenek. Nuciłam sobie pod nosem przy okazji. Pies był spokojny. Co chwile się zatrzymywał na przerwę. Czasami się zastanawiam czy on nie ma czegoś z pęcherzem. Ale pies jak pies, ma swoje potrzeby. Może to ego rozrywka? Może... No cóż, nie będę tu teraz rozmyślać o cudzych potrzebach fizjologicznych bo biologia nie jest moim ulubionym przedmiotem w szkole. W oddali zbaczyłam mężczyzne z rottweilerem.
- Kurwa.. - szepnęłam i próbowałam się wycofać.
Niestety Fix zaczął szczekać, a drugi pies zerwał się ze smyczy i podbiegł do mnie. Zaczęli się gryźć, a ja próbowałam odgonić psa. W końcu jego właściciel raczył się pojawić i zabrał psa. Oby dwaj krwawili.
- Zwariowałeś!? Do akademii nie wolno przywazić groźnych zwierząt! - wpieprzyłam mu w twarz z pięści i podniosłam mojego psa na ręcę. Ruszyłam do mojego lamborgini i kierowałam się w stronę weterynarza. Nie chciałam stracić Fixa, to mój kochany przyjaciel. I do tego przyjaciel Księcia.

Dylan?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz