Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bella. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bella. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 grudnia 2016

Od Belli cd. Noaha

Przeglądałam właśnie facebooka, kiedy moim oczom ukazała się wiadomość od Melisy. To ta moja prywatna dziennikarka. Tak na prawdę jest tylko moją przyjaciółką, ale uwielbiam 5SOS i chcę wiedzieć jak najwięcej. Otworzyłam wiadomości i to co zobaczyłam było niewybaczalne. Zobaczyłam masę zdjęć i informacji. Okazało się, że Pain jest jednak dziewczyną Luke'a. Jak ja nienawidze kłamstwa. Byłabym mniej wkurwiona gdybym nie zdąrzyła się w nim zakochać. Wzięłam wszystkie płyty, które kupiłam, a kupiłam ich bardzo dużo oraz plakaty, koszulki, kubki i wiele innych rzeczy z logiem 5 Second Of Summer i ruszyłam na korytarz. Rzuciłam sterte rzeczy na ziemię i wyjęłam pistolet. Zaczęłam strzelać w rzeczy i krzyczeć z wściekłości. Dzięki Steve, że mi go zostawiłeś bo niemiałabym jak się zrechabilitować. W końcu skończyły mi się naboje, więc rzuciłam broń i zaczęłam wrzeszczeć. W końcu jedne z drzwi się otworzyły, a ja w tym czasie próbowałam się uspokoić. Nie zwróciłam uwagi na osobę podchodzącą do mnie. Zaczęłam płakać, głośno płakać. Egh.. pieprzony okres. Zjadłabym coś słodkiego. I wybrałabym się na plaże...

Noah? Brak weny...

Od Belli cd. Noaha

- Co się stało?! - wrzasnęłam bardzo zdenerwowana.
- Ciszej. Nie jesteś tutaj sama. Szpital to miejsce publiczne - warknął chłopak.
- Mam to gdzieś. Chcę dostać odpowiedź na moje pytanie - powiedziałam odrobinę ciszej.
- Boże... Niech ci będzie - wywrócił oczami co mnie zdenerwowało. nie lubie jak ktoś robi taki gest. - Tak w największym skrócie. Byliśmy w szpitalu. Dostałaś leki uspakajające. Po nich ledwo co się słaniałaś na nogach. Zostawiłem cię przy twoim pokoju. Potem poszedłem i przyprowadziłem twojego psa. Okazało się, że nie dałem ci kluczy, a i tak nie umiałaś otworzyć drzwi. Zrobiłem to za ciebie i zaprowadziłem do łóżka. Tam stwierdziłaś, że weźmiesz narkotyki. Zabroniłem ci i zabrałem jeden woreczek, który spuściłem następnie w toalecie. Po moim powrocie okazało się, że miałaś drugi i zażyłaś go podczas gdy mnie nie było. Potem miałaś jakiejś dziwne odpały. Następnie dostałaś ataków. Wezwałem karetkę i wylądowałaś w szpitalu. Byłaś nieprzytomna przez cztery dni. Oto cała historia - zakończył i wzruszył ramionami. Mnie to jednak przeraziło. Nie miałam pojęcia co powiedzieć. Zamyśliłam się jednakże nad tym co ja wtedy myślałam. Przypomniałam sobie o Miley Cyrus... Kurwa...
- Ale jakby co nie znam Miley. - podkreśliłam słowo "nie". Chłopak zaśmiał się tylko.
Rozejrzałam się jeszcze raz po pokoju w poszukiwaniu czegoś co mogłoby mnie uwolnić. Byłam w pełni przekonana, że nic mi już nie jest, więc chciałam jak najszybciej się z tąd wydostać. Zauważyłam nagle czerwony guzik.
- Ups... - powiedziałam na głos i uderzyłam pięścią w przycisk.
Po chwili pojawił się lekarz.
- Eghem, mogę sobie iść? - spytałam wrogim tonem.
- Jak zrobimy badania.
***
Po wszystkich tych badaniach, prześwietleniach i Bóg wie co jeszcze oni ze mną robili mogłam wreszcie opuścić ten zły budynek. Chłopak podwiózł mnie do akademii.
- Mam nadzieję, że nie zrobisz sobie znowu krzywdy. - mruknął.
- O mnie się nie martw, o mnie się nie martw, ja sobie radę dam! - wyśpiewałam refren i ruszyłam do akademika.

Dwa dni przed sylwestrem...

Noah? Masz pole do popisu. Pamiętaj, że Bells ma znajomą dziennikarkę, która wie, że Luke ma dziewczyne, a Bella jest zrospaczona i wkurwiona ;P XD

Od Belli - Olimpiada Cambell

Poczułam, że mam mokre policzki. Otworzyłam oczy i zauważyłam, że Fix postanowił uczynić ze mnie swoją lizawkę. Dzisiaj jest sobota, dzień wolny od zajęć i treningów. Podeszłam do szafy i założyłam czarną koszulkę i białe bryczesy. Dodałam czarne sztyblety i czerwony toczek, który nosze często w dni wolne. Ostatnio treningi są luźniejsze, a za tydzień olimpiada, więc muszę zrobić dzisiaj ostry trening z Księciem. Zawołałam psa i ruszyłam do stajni. Kiedy byłam w środku zauważyłam głowę spoglądającą w moją stronę. Mój kochany konik czekał na mnie. Słodko. Wyczyściłam go i osiodłałam. Ruszyłam na tor crossowy. Podłoże nie było zbyt stabilne, ale sądze, że koń sobie poradzi. Zrobiliśmy rozgrzewkę, a potem popędziłam Księcia do szybkiego galopu. Prowadziłam go na jego znienawidzoną przeszkodę.
Doprawdy była bardzo niebezpieczna, ale niestety jest główną atrakcją na olimpiadach. Książe poślizgnął się i wybił się za szybko. Wpadł na drugą przeszkodę i do dołka. Wypadłam z siodła i przeturlałam się trochę dalej. Koń wstał szybko i podniósł się z głośnym rżeniem. Zauważyłam jak kuleje. Zakryłam ręką twarz i wtuliłam się w niego.
- Spokojnie... wszystko będzie dobrze...
Złapałam wodze i bardzo powoli ruszyłam do stajni. Ciekawe co będzie z olimpiadą skoro nie mam konia... Przecież nie pożycze od kogoś zwierzęcia, z którym nie miałam za dużo do czynienia. A może Joker nadawał by się do zawodów? Ale przecież na nim jeszcze nawet nie jeździłam.... No niestety muszę sprawdzić co potrafi... Został tylko tydzień, więc nie zdąrze załatwić sobie nowego konia.
Kiedy doszłam do stajni odprowadziłam Księcia do boksu i wyczyściłam biedaka. Zadzwoniłam do jego weterynarza, który zaraz powinien przyjechać. Powiedziałam mu gdzie znajduje się jego boks i ruszyłam do Jokera. Zdziwiło mnie to, że zarżał ciepło na powitanie.
- Hej mały. - zachichotałam. Otworzyłam boks i wyprowadziłam zdziwionego konia. - Pokaż co potrafisz.
Powoli położyłam jego siodło na grzbiecie. Nie przestraszyło go to czyli musiał być kiedyś ujeżdżany. Zapięłam mocno popręg i założyłam wodze. Usiadłam delikatnie w siodle. Ogier położył na chwilę uszy, ale jak popędziłam go delikatnie do stępa, był zaciekawiony. Ruszyliśmy na tor crossowy. Popędziłam go do galopu. Ruszał się bardzo szybko, wręcz za szybko. Czyli to koń wyścigowy? Muszę zajrzeć w jego dokumenty. Tymczasem pokonywał mniejsze przeszkody, aż w końcu sam skierował się na pechową przeszkodę. Próbowałam go zatrzymać i skręcić, ale był silny i chciał pokazać, że jest dobry. Wybił się w idealnym momencie i przeskoczył ponad przeszkodą z dużym zapasem. Ale... Jak? Przecież to ponad dwumetrowa przeszkoda! Wtuliłam się w konia.
- Jesteś wspaniały! Uratowałeś mnie, kochany!
Koń prychnął w odpowiedzi, a ja się zaśmiałam. Wróciłam do stajni i dokładnie go wyczyściłam. Sprawdziłam co z Księciem. Okazało się, że ma kontuzje i njezbyt szybko z niej wyjdzie... Następnego dnia kupiłam Jokerowi nowy komplet.

***

Otwodzyłam szeroko powieki. Byłam strasznie pobudzona po wczorajszym męczącym dniu i dłuuuugiej "drzemce". Podeszłam do szafy. Zabrałam marynarkę oraz białe bryczesy. Poszłam pod prysznic i włożyłam ubrania. Zamknęłam psa w pokoju i ruszyłam do stajni. Przygotowywaliśmy się z Jokerem na tą chwilę cały tydzień, lecz ja i tak uważam, że mieliśmy za mało czasu. Wyjęłam sprzęt konia i dokładnie go wyczyściłam. Zaplotłam koreczki z grzywy, zostawiłam mu tylko grzywkę. Założyłam mu ekwipunek i sprawdziłam jak miewa się Książe. Kiedy mnie zobaczył z koniem zarżał ciepło. Dobrze, że nie jest zazdrosny. Założyłam mu derkę i wyprowadziłam go na padok. Wokół toru crossowego zebrało się kilka ludzi, a z jeźdźców nie poznałam nikogo. Prawdopodobnie są z innej szkoły. Wsiadłam na Jokera i zaczęłam go rozgrzewać. Odebrałam numerek. Okazało się, że ktoś postanowił zarezerwować numer jeden. Wielkie dzięki Louise... Jak ja cię kocham. O wilku mowa... Czarny mustang nadjechał razem z właścicielką.
- Hej kochana, a gdzie masz Księcia? I czyj to koń?
- No hej. Tak się składa, że Książe ma kontuzje, a ja mam drugiego konia. Przedstawiam ci Jokera. Uwierz, jest lepszy od mojego ukochanego konika... - powiedziałam zafascynowana.
- Ale chyba nie porzucisz Księcia!? - przeraziła się.
- Oczywiście, że nie.
- Mam nadzieję. A jeśli będziesz chciała jeszcze jednego to obok mojego domu grasuje biała klacz rasy mustang. Wpadnij kiedyś, nie jest dzika, ale też nie jest oswojona. - zaśmiała się.
- Na pewno cię odwiedzę... kiedyś...
Ludzi zbierało się coraz więcej, a koń był zestresowany. Zaczęłam więc kreślić kółka w drugą stronę niż zwykle co go zarazem pobudziło jak i uspokoiło. Po chwili byli już wszyscy zawodnicy i można było zaczynać. Oczywiście wywołali mnie jako pierwszą. Popędziłam delikatnie konia do szybkiego galopu. Frunęliśmy nad przeszkodami z bardzo dużym zapasem, a do tego mieliśmy bardzo dobry... nie, to złe określenie... Genialny! Czas. Przyszła pora na ostatnią przeszkodę. Ulubiona przeszkoda Jokera. Przyspieszył sam i wybił się znów w idealnym momencie. Przeskoczył ją z jeszcze większym zapasem niż poprzednim razem. Trzeba będzie się namęczyć, żeby to przebić!
***
Ogłaszają wyniki...
- Trzecie miejsce zajmuje.. Camila Parkinson!
....
- Drugie miejsce należy do.... Louise Dump!
- Brawo, poprawiłaś się. - puściłam oczko przyjaciółce, a ta się zaśmiała.
...
- A naszym numerem jeden jest... BELLA QUINN, która ponownie pobiła rekord! - Czy ja właśnie usłyszałam swoje imię i nazwisko? Tak, to przecież ja się tak nazywam. Nie wierzę.. Genialnie! Mój kochany konik. Wtuliłam się w niego i bardzo mocno przytuliłam, a potem ruszyłam po rozetę. Ludzie robili mi zdjęcia, a późnjej wszystko się zakończyło. Czułam się z siebie dumna! Bardzo dumna. Następny cel? Wyścigi!

Od Belli cd. Luke'a

Po zjedzeniu śniadania wróciliśmy do pokoju Luke'a. Panował w nim straszny bajzel. Calum był strasznie najedzony więc wylądował z jękami na łóżku. Michael śpiewał Jet Black Heart. Ashton natomiast postanowił, że będzie grać na meblach chłopaka. Po chwili usłyszałam czyjś głos, który wyrwał mnie ze stanu nieobecności i zamyślenia.
- Śpiewasz? - spytał Michael.
- Yhm... trochę... - mruknęłam nieśmiało.
- Śpiewa. - potwierdził Luke z uśmiechem.
Calum zaczął śpiewać Amnesię. Michael i Ashton dołączyli zaraz po nim, Luke w refrenie, a ja chwikę później postanowiłam również zaśpiewać.
Chłopacy darli się na cały pokój co było bardzo zabawne.
- Musimy dużo ćwiczyć przed koncertem. - zawołał Ashton.
- A ty, jaką piosenkę proponujesz Bells? - spytał Luke.
- Em... Co powiecie na She Look So Perfect? - dodałam nieśmiało.

Egh... Luke? Nie mam pomysłu i weny....

środa, 28 grudnia 2016

Od Belli cd. Luke'a

Zamyśliłam się. Chłopacy rozmawiali między sobą, a ja przyglądałam się im. Nigdy nie byłam na tyle blisko gwiazd. Zawsze chciałam, aby ludzie zwracali na mnie uwagę. Chciałam być w centrum zainteresowania i tematem rozmów. Kiedyś nawet miałam prowizoryczny zespół i kilka piosenek. Fajnie byłoby powtórzyć te czasy... Z rozmyśleń wyrwał mnie śmiech chłopaków.
- Dlaczego nie jesz? - spytał Calum, a ja wzruszyłam ramionami.
- Jakoś tak się zamyśliłam... - rozejrzałam się dookoła. 
Zepsute okno znów się otworzyło, a do stołówki wleciał podmuch zimnego wiatru. Nasz stolik był bardzo blisko, wręcz za blisko szkła. Zatrzęsłam się i pocierałam rękoma o gęsią skórkę na ramieniu. Luke spojrzał się na mnie i okrył swoją bluzą. W tym samym czasie Calum zaczął wariować.

Luke? Brak weny + jestem chora...

wtorek, 27 grudnia 2016

Od Belli cd. Luke'a

Zaśmiałam się.
- Luke? Podaj mi tabletki z szafki bo stoisz najbliżej. - przeciągnęłam się. - Tylko, nie sięgaj za... - zatrzymałam się, bo chłopak zdąrzył wyjąć woreczki z białym proszkiem. - daleko... - dokończyłam. - Ale w sumie to też możesz mi dać. - zaśmiałam się.
- Uuuu.... Bad girl... - poaiedział Mike.
- I ty się z nami nie podzieliłaś!? - wrzasnął Calum z udawanym oburzeniem na co reszta się zaśmiała.
Mina Luke'a wyrażała więcej niż tysiąc słów. Miał na myśli zarazem złość jak i zdziwienie.
- Ty to bierzesz? - spytał z udawanym przerażeniem. - jak mocne to jest? - podnosił brwi i opuszczał je powoli w geście zaciekawienia.
- Tak mocne, że jak weźmiesz to po środkach uspokajających to możesz umrzeć. - zaśmiałam się i wyszłam z łóżka. Jakoś tak na stojąco lepiej mi się zrobiło. Może te ciasteczka wcale nie były zatrute, tylko po prostu byłam głodna? Przeszłam do szafy i wybrałam jakieś ciuchy, a chłopaki w międzyczasie szeptali coś do siebie.
- Przepraszam was na chwile. - powiedziałam i poszłam do łazienki.
Zrobiłam niechlujnego koka oraz pomalowałam rzęsy i zrobiłam "kocie oko". Założyłam czarny crop-top i białe, długie i dziurawe jeansy. Do tego czarno - białe superstary i wyszłam z łazienki. Zobaczyłam chłopaków przeszukujących mój pokój. Stałam z załóżonymi rękoma i chrząknęłam. Wszystke twarze powędrowały na mnie, a Luke podniósł ręcę do góry jakbym miała pistolet. Po chwili Calum skierował znalezioną broń na chłopaka i wyszczerzył się. Podbiegłam do niego i wyrwałam swoją własność.
- Może i to moje, ale może i nie. - zaśmiałam się. - Ale nie wolno celować w przyjaciół "prawdziwą" bronią. - podkreśliłam przedostatnie słowo, a chłopaków zamurowało. - Ale nic nie widzieliście, ja to tylko przechowuje jednemu z CIA. - dogryzłam im.

Luke? Brak weny...

Od Belli cd. Luke'a

Dziewczyna zdenerwowała się tak jak ja. Ale przynajmniej nie są razem. Ale na bank jutro chłopak zapozna ją z resztą zespołu, a mnie nie... Zapomnio mnie bo byłam tylko "dziewczyną z balu". Dobrze, że moja przyjaciółka jest jego wielką fanką i dziennikarką. Dowiedziała się, że ludzie mnie tak nazywają. Egh... naawet nie wiem, czy to dobrze czy źle. Lubie być taka tajemnicza. Z rozmyślania wyrwało mnie skomlenie psa. Zaczął się ruszać w stronę miski. Na łóżko położyłam napełnioną jedzeniem miske. Przeszłam do szafy i wyjęłam z niej mase słodyczy. Rzuciłam po paczce żelków reszcie, a sama wzięłam ciasteczka, które dostałam całkiem niedawno od mojego byłego wroga. Ale miło, że dała mi słodycze na znak zgody.


***

Leżałam w łóżku, poczułam ogromny ból w brzuchu... Niemożliwe.... Czy te ciastka były zatrute? Na pewno! Wiedziałam... Zabije ją! Nagle usłyszałam pukanie.
- Hmmmm...? - wymamrotałam.
Drzwi się otworzyły, a w nich zastałam chłopaków z 5 Second of Summer.


Luke...?

Od Belli cd. Luke'a

Wiem co widzę... Przecież to najprawdziwsze tornado
- Wiesz co, ja muszę już lecieć jeść słodycze i próbować walczyć z uczuciami. - skłamałam i zaśmiałam się, ale potem przybrałam smutny wyraz twarzy... przypomniało mi się coś smutnego. Potrząsnęłam głową. - No właśnie widzisz...
- A może cię odprowadzić? - spytał.
- Lepiej nie...
Ruszyłam ciemnym korytarzem. Dostałam wiadomość. Było to powiadomienie z facebooka. Nie wierzę... Zdjęcię Luke'a całującego Pain. Fajnie... Gdyby nie ten okres byłabym szczęśliwa..
- Ładną masz dziewczyne. - powiedziałam całkiem poważnie i wyskoczyłam przez otwarte okno. Zauważyłam w oddali przy wielkim stożku wiatru sylwetkę leżącego dobermana. Zapomniałam o nim całkiem... A co jeśli coś mu się stało!? Nie wybacze sobie tego... Po chwii zauważyłam, że ktoś biegnie za mną.
- Fix! Fix, piesku! - krzyczałam, ale ten tylko podniósł łeb i znów go odłożył.
To coś wyrzuciło go i teraz prawdopodobnie coś sobie złamał... Dlaczego jestem tak nieodpowiedzialna...

Luke? Brak weny...

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Od Belli cd. Luke'a

- Jasne. Wezme mojego konia, przyda mu się rozprostowanie nóg. - zaśmiałam się.
Poszliśmy do stajni. Zabrałam uwiąz i przypięłam do kantara Jokera. Ten tylko prychnął, lecz nie zaprzeczał. Wyprowadziłam go, ale gdy zauważył chłopaka zaczął dębować i wierzgać.
- Spokojnie mały. - wyszeptałam i okiełznałam go. Prowadziłam go do wyjścia.
- No nie powiem, masz gust - zaśmiał się.
- Wiem. - odwzajemniłam gest.
Szliśmy przed siebie rozmawiając. Zdziwiłam się, że Joker nie próbuje uciekać. Ale to chyba dobrze, prawda?

***

Siedziałam na łóżku z telefonem w ręce. Nagle zgasło światło. Zdziwiłam się. Czyżby wywaliło korki? Zapaliłam latarkę w telefonie i ruszyłam zapalić świeczkę. Telefon schowałam do kieszeni i postanowiłam wybrać się do Luke'a. Wzięłam ogień w rękę i ruszyłam do jego pokoju. Otworzyłam drzwi, ale mieszkanie było puste. Przeszłam do Seleny. Na łóżku siedział Luke, Pain oraz Selena.
- Nie jestem zaproszona? - zaśmiałam się, ale tak na prawdę wylewałam w duszy wiele łez... Przecież ja nigdy nie jestem zaproszona... Egh... głupi okres, dlaczego zawsze w tym czasie mam zmienne uczucia?
Postawiłam świeczkę na stoliku do kawy i ruszyłam w stronę wyjścia. Usiadłam na parapecie dużego okna i wpatrywałam się w dal. Po chwili światło się włączyło, lecz znów zgasło. W oddali zauważyłam.... HURAGAN!? Kurwa.... nieeee! B-boje się? Wbiłam do pokoju.
- Huragan... - wyszeptałam.
- Co!? - usłyszałam trzy głosy na raz...

Luke?

Od Bellli CD. Luke'a

Wskazałam chłopakowi telefon. Przeglądałam akurat facebook'a i natknęłam się na informacje o jutrzejszym koncercie chłopaka w miasteczku. A drugi referat był o niby drugiej dziewczynie Luke'a. Widniały zdjęcia jego w kapturze oraz pewnej dziewczyny z naszej akademii. Ja rozumiem, że prawdopodobnie te pocałunki nie były z miłości, bo przecież jak można mnie kochać? A na zdjęciu widać, że coś jedzą, więc to musi być randka. Ale ja nie wnikam, to nie jest moja sprawa... Lecz będę walczyć bo ja chyba go... lubię? Ale ja na prawdę nie chce znowu być zraniona... Egh.. Chyba sobię ... Poradze? No nie wiem...
- Mogłabym zaśpiewać z tobą na koncercie? A! I chciałabym zaprosić cię na genialny biwak! - zaśmiałam się.

Luke?

Od Belli cd. Luke'a

Otworzyłam delikatnie powieki. Rozejrzałam się po pokoju. Byłam u Luke'a. Tylko, gdzie on jest? A co jeśli właśnie spełnia się mój sen? Nie... to nie jest prawda!
- Luke!? - wrzasnęłam.
Zauważyłam w rogu pokoju sylwetkę... kobiety! O nie.... NIE! Po chwili dołączył się śmiech, a drzwi pokoju się otworzyły. Stał w nich chłopak. Serce przyspieszyło mi niemiłosiernie. Dziewczyna odwróciła się w moją stronę i powoli zbliżała się. Chłopak podbiegł do mnie, a ja schowałam się za nim. Wiedziałam, że Marie go nie tknie.
- Chłopcze, ależ ty naiwny jesteś. Wolisz kogokolwiek innego ode mnie? Przecież ja to robię dla twojego dobra. - powiedziała flirtującym głosikiem.
- To dla mojego dobra dołącz do swojego męża!
Usłyszałam strzał. W drzwiach byli moi ochroniarze. Jak dobrze, że się pojawili. Wtuliłam się w tors Luke'a. To prawdopodobnie on wezwał CIA. Usłyszałam jak trzęsie parą kluczy.
- Mam je. - zaśmiał się.

Luke? Brak weny ;-;

niedziela, 25 grudnia 2016

Od Belli cd. Luke'a

Luke poszedł do łazienki, a ja od razu odpłynęłam.
Obudziłam się. Byłam w pokoju Luke'a, ale jego nie było. Dlaczego? Rozejrzałam się po pokoju. W kącie zauważyłam sylwetkę dziewczyny. Odwróciła się. Była zamaskowana. W ręce trzymała nóż. Zbliżyła się do mnie. Zdąrzyłam usłyszeć tylko ciche "To za Luke'a". Dziewczyna podniosła rękę i wbiła nóż prosto w moje serce.
Zaczęłam piszczeć. Otworzyłam powieki. Serce przyspieszyło mi. Zauważyłam tylko zdziwionego chłopaka stojącego przede mną. Ciszę przerwał dzwonek mojego telefonu. Piosenka "Let Me Love You". Taki dzwonek ustawiony mam tylko na trzy osoby - mame, tate i mojego brata. Wyjęłam bez słopa telefon z torebki. Na wyświetlaczu widniał numer mojej mamy. Odebrałam i patrzyłam prosto w oczy Luke'a.
- Halo? - spytałam.
- Bella, usiądź kochanie... - powiedziała łamiącym się głosem.
- Co jest? - zirytowałam się.
- Twój brat został zamordowany... - usłyszałam płacz.
Rozłączyłam się i wbiłam wzrok w ziemię. Po chwili dostałam powiadomienie. Kobieta wysłała mi zdjęcie. Po wyświetleniu go i przeczytaniu zawartości, upuściłam telefon. Rękoma zakryłam twarz i przysunęłam się do ściany. Plecami zjechałam po niej na ziemię. Chłopak dorwał komurkę natychmiast. Na plecach widocznego ciała napisane było norzem "Bella, you're next. I destroing you're life the second time".
- Kiedyś byłam z pewnym sławnym piosenkarzem. Kochałam go, a on mnie. Pewnego dnia, kiedy media się dowiedziały o naszym związku, jego psychofanka zabiła klacz, w której zakochał się Książe. Potem chciała zrobić to samo ze mną. Ale on mnie rzucił, bo podziwiał, że ta dzieaczyna zrobiła dla niego tak wiele. Po kilku latach wzięli ślub. Niedawno jej mąż miał śmiertelny wypadek, a ty pewnie jesteś jej następną ofiarą. A do tego media myślą, że jesteśmy razem. - powiedziałam łamiącym się głosem. - Z bratem nie byłam tak blisko, więc przejdzie mi, lecz życie jest mi bliskie i nie chcę go stracić. Ostatnio była w więzieniu, więc trzeba poinformować CIA. Wczepili jej chipa, więc wiedzą gdzie jest w tej chwili.

Luke? Bądz menem i pociesz bidulke *^*

Od Belli cd. Mary

Zsiadłam z konia, a Mara zaraz po mnie. Ruszyłam do głowy Księcia.
- No dobrze maluchu. Poprowadzisz nas teraz ładnie do domku, prawda? - szepnęłam, a koń parsknął cicho w odpowiedzi. - Grzeczny konik.
Wsiadłam spowrotem w siodło i dałam Księciu luźne wodze. Pospieszyłam go do kłusu i ruszyliśmy razem z Marą w stronę stajni. Po niecałych dziesięciu minutach byliśmy na miejscu. Okazało się, że nie byłyśmy aż tak daleko od akademii. Od razu po powrocie wróciłam do Jokera. Przed jego boksem powiesiłam skrzynkę z ziołami. Otworzyłam ją i wzięłam buteleczkę z środkiem do masarzu. Wlałam kilka kropel na rękę i roztarłam o drugą. Koń kładł po sobie uszy, co znaczyło, że nie jest w dobrym nastroju. Przeszłam ponad drzwiczkami boksu, bo gdybym je otworzyła byłoby to ryzykiem. Podeszłam do konia i zaczęłam kreślić kółka na jego ciele. Z chwilami się uspokajał.

***

Po około godzinie koń odpuścił i siedzieliśmy naprzeciwko siebie. Do tej części stajni weszła Mara.
- Hej, nie siedzisz tu za długo? - spytała, a koń natychmiast wstał i zaczął dębować. Uspokoiłam go, ale wciąż kładł uszy po sobie. Posłałam Marze spojrzenie pełne współczucia.

Maruś? Przepraszam, że tak długo czekałaś, ale to wszystko przez sen xd

sobota, 24 grudnia 2016

Od Belli cd. Luke'a

- Może. - mruknęłam.
Powiesiłam ją, bo miała przynieść mi szczęście. Czy przyniosła? Na razie mam pecha... Chłopak w międzyczasie zaśmiał się cicho i podszedł do mnie. Oparł swoją dłoń na moim biodrze. Uśmiechnął się zadziornie, a ja odwzajemniłam gest. Ucieszyło go to i zbliżył swoje wargi do moich. Musnął mnie kilka razy, więc przygryzłam wargę. Zachęciło go to i pocałował mnie. Odwzajemniłam gest i uśmiechnęłam się.
- Mogę się zgodzić na powrót. - zaśmiałam się i znów przygryzłam wargę. Przypadkiem.
Luke zbliżył się i do mojego ucha szepnął:
- Nie kuś.
Zaśmiałam się. Chłopak złapał mnie za rękę i ruszyliśmy spowrotem na salę. Kiedy weszliśmy DJ zapowiedział wolny taniec. Wszyscy zbliżali się do siebie. My zrobiliśmy to samo. Zbliżyłam się do chłopaka i zawiesiłam mu ręcę na szyi. Jego dłonie powętrowały na mojej talii. Czułam się wyjątkowo. Chciałam zostać tak na długo. Położyłam głowę na ramieniu chłopaka nie zbaczając z rytmu. Niestety kiedyś ta chwila musiała się skończyć. Mężczyzna zmienił piosenkę na znacznie szybszą. Ziewnęłam, ale zaczęłam tańczyć. Luke zaśmiał się i poszedł moimi śladami. Bawiliśmy się swietnie, ale robiłam się zmęczona. Kiedy wybiła północ nie miałam ochoty na szybsze tańce. Siedziałam przy stoliku.
- Luke? - przerwa na ziewnięcie. - Zmęczona jestem. - wyciągnęłam rączki. - Pomóż mi wstać. - Zrobiłam psie oczka i ziewnęłam.
Chłopak pomógł mi wstać. Ledwo trzymałam się na nogach, ale podtrzymywał mnie Luke. Chwiejąc się wyszłam z sali. Ledwo co doszliśmy do akademika. Usiadłam na schodach razem z chłopakiem. Oparłam głowę na jego ramieniu i zauważyłam uśmiech na jego twarzy. Przymknęłam oczy i odpłynęłam. Myśłałam o pokoju. Ale przecież nie mam kluczyków... Sa prawdopodobnie gdzieś połamane i zardzewiałe. Połamały się, kiedy upadłam na poncz. Kurwa! Będę musiała spać u kogoś... Ale.... u kogo? Przecież sekretarki nie ma o tej godzinie! Obudziłam się.
- Luke! Ja... nie mam kluczyków. - ziewnęłam. - są połamane.. - znowu ziewnęłam. - Złamały się gdy upadłam na poncz. - powtórzyłam gest. - Nie mam gdzie spać... - Spojrzałam się w jego oczy i ziewnęłam... - A sekretarki i nauczycieli nie ma o tej. - ziewnięcie - godzinie.

Lukuś? Zaproś Bells do siebie na noc :*

Od Belli cd. Luke'a

Ruszyliśmy w stronę sali. Kiedy byliśmy w środku, panował w niej półmrok. Świeczki, lampki, jemioła... wszystko dodawało przecudowny nastrój świąteczny. Z głośników leciała spokojna muzyka świąteczna, ponieważ ludzi jeszcze nie było za dużo i nikt nie tańczył. Po chwili jednak impreza się rozruszała i DJ puścił szybszą muzykę. Wszyscy zaczęli się zbierać i tańczyć. Była masa ludzi i niektórzy chyba nie należeli do akademii. Masa dziewczyn stała przy ścianie i rozglądała się za czymś albo za kimś...
- Luke? - szepnęłam i złapałam go za rękę. Oddaliłam się od nich mieszając się w tłum. Chłopak był nieco zdziwiony.
- Co jest?
- Twoje fanki cię szukają. - powiedziałam i uśmiechnęłam się zadziornie. - A ja nie mam zamiaru się im tłumaczyć.
- Może mnie nie zauważą. - zaśmiał się.
Po jego słowach usłyszałam piszczenie dziewczyn. Wiedziałam co to znaczy... Kurwa! Dziewczyny podbiegły do chłopaka otaczając go i przy okazji wychając mnie na stolik z piciem. Cały pącz rozlał się na mnie. A wzrok ludzi również padł na moją osobę. Jaki wstyd... skompromitować się przed wszystkimi.
- Bella? - usłyszałam znajomy głos.
- Prawie zapomniałam, że jesteś gwiazdą... - wstałam i ruszyłam biegiem w stronę wyjścia. Dziewczyny wciąż otaczały chłopaka. Dlaczego głupia zgodziłam się pójść na bal z sławną osobą? Przecież to było do przewidzenia... W pokoju mam śliczną sukienkę, której chłopak nie widział. Więc może przebiorę się i pójdę bez niego? Pokaże, że sama potrafię bawić się lepiej! Nie... to głupie.

Luke?

piątek, 23 grudnia 2016

Od Belli cd. Luke'a

Dziś był czwartek, czyli dzień wolny od treningów oraz dzień balu. Mogłam się rozluźnić. Wstałam szybko z łóżka i nawet nie patrząc na godzinę wzięłam ciuchy i poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Wczorajsze podkrążone oczy już mnie nie dotyczyły. Moja cera wyglądała jak nowo narodzona. Wskoczyłam pod prysznic i szybko umyłam się arbuzowym żelem pod prysznic. Luzik arbuzik, dzisiaj będzie wspaniały dzień. Ubrałam na siebie to:
Z telefonem w ręcę wyszłam z pokoju. Pies udał się moimi śladami. Kierowałam się do pokoju Luke'a. Ciekawe co dzisiaj będzie na śniadanko. Może będą słodkie muffinki. Wparowałam do pokoju nawet nie pukając bo rozpierała mnie radość. Zauważyłam chłopaka w samym ręczniku. No nie powiem, był umięśniony.
- O Boże! - zaśmiałam się i zasłoniłam sobie oczy.
- To tylko ja. - odwzajemnił gest.
-  Chciałam tylko spytać czy idziesz na śniadanie.
- Jasne, um.. tylko się ubiorę. - mruknął i skierował się do łazienki. Po chwili wrócił. Był ubrany w czarne jeansy, ciemny t-shirt i koszulę w kratę. Ale jak zobaczę tu paparazzi... zabije ich albo jego. Prędzej ich. Ale cii... Bella, opamiętaj się. Nie chcesz przecież mieć większych kłopotów. Uśmiechnęłam się w geście, że nie byłam w ogóle rozproszona.
- To co? Budzimy Selenę? - spytałam żartobliwie.
Ruszyliśmy do pokoju dziewczyny. Otworzyliśmy gwałtownie drzwi, ale pokój był pusty. Zdziwiło mnie to, więc ruszyliśmy na stołówkę. Na pierwszym planie była dziewczyna opychająca się babeczkami. Kiedy nas zauważyła wybuchnęła śmiechem.
- Są przepyszne! - ledwo co wymamrotała bo buzię miała pełną. Razem z chłopakiem wzięliśmy po jednej. Moja była z bitą śmietaną i polewą czekoladową. Luke wziął czekoladową z truskawkową polewą. Selena wytarła buzie i ruszyła po picie. Przyniosła trzy czekoladowe shake. Skończyłam muffinkę, a chłopak śmiał się ze mnie.
- Jesteś brudna. - zaśmiał się i kciukiem wytarł bitą śmietanę z kącika moich ust. Oblizał go, a ja się zaśmiałam.
- Dobre?
- Bardzo. - zaśmiał się.

Luke? Opisz bal ;*

Od Belli - mistrzostwa Cambell (poziom mistrzowski)

Otworzyłam powoli powieki. Dziś był pietnasty grudnia - dzień zawodów. Jak ja tęskniłam za tą adrenaliną. Wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę szafy. Założyłam na siebie białe bryczesy i czarną marynarkę. Do tego włożyłam czarne oficerki oraz toczek w tym samym kolorze. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Kazałam psu zostać w pokoju, a sama udałam się do stajni. Wczoraj wyczyściłam sprzęt Księcia, więc nie powinno być z nim problemu. Miałam nadzieję, że wygram i będę mogła zawiesić niebieskie flo nad łóżkiem. Swoje stare rozety mam gdzieś w walizce razem z odznakami jeździeckimi. Byłam podekscytowana tym, jakie będą przeszkody. Tęskniłam za dwumetrowymi przeszkodami w mojej starej stajni. Pamiętam jak kiedyś pobiłam rekord świata i przeszkoczyłam 250 cm. Ale nikogo ze mną nie było... A następnego dnia nie udało się bo Książe nie był w dobrej formie. Ale kiedyś mi się uda, musi mi się udać! Wyczyściłam dokładnie konia i zaplotłam mu koreczki. Zrobiłam kilka wdechów i wydechów i poszłam po siodło. Nie mogłam pokazać Księciu, że się stresuje bo on też pójdzie tymi śladami i z zawodów nici. Owijki, kaloszki, czaprak, siodło, ogłowie i nauszniki. Czegoś mi tu brakuje... No tak! Mnie w siodle. Wspięłam się w strzemionach i ruszyłam przed siebie. Była szósta trzydzieści, a zawody zaczynają się za godzinę. Ale wszystko jest już przygotowanę, więc pójdę odebrać numerek. Jestem... pierwsza!? Ups? Mogłam trochę później wstać, ale no cóż, trzeba pokazać który numerek będzie prawdziwą jedynką. W oddali zauważyłam pewną osobę w czerwonym toczku. Jeździła ona na karej klaczy rasy Mustang. OMG! To nie może być ona! Pogalopowałam do dziewczyny. Ta zeskoczyła z siodła na mój widok i rzuciłyśmy się na siebie. Przewróciłam ją na ziemię, ponieważ byłam silniejsza i przytulałyśmy się.
- Co tu robisz Lui? - spytałam.
- No jak to co? Odwiedzam swoją najlepszą przyjaciółkę bo się nie odzywa i chce skopać ją na zawodach! - zaśmiała się i wstałyśmy.
Otrzepałam się i zaczęłam rozgrzewkę razem z dziewczyną. Nie mogłyśmy przestać ze sobą rozmawiać i ciągle wymieniałyśmy się zdaniami.
- A jest tu Heather? - rzuciłam z nadzieją, że odpowiedź będzie przecząca, ale zawiodłam się.
- Tak i chce cię zabić! - dziewczyna niemalże krzyknęła.
Na szczęście ludzie zaczęli się zbierać i większość odrobinę zagłuszyła Louise. Po godzinie lekkiej rozgrzewki zaczęły się zawody. Jak to zawsze robią, zaczęli wywoływać osoby.
- A teraz z numerem jeden Bella Quinn!
Usłyszałam głos i ruszyłam. Lui powiedziała ciche powodzenia. Pierwsze były skoki. Przeszkody były wysokości około 160 centymetrów. To nie było wyzwanie dla mojego konia. Nawet ostre zakręty były dla niego pikusiem. Tor pokonaliśmy prawie cwałem bezbłędnie w 63 sekundy.
- Gratulujemy, bezbłędny przejazd w 63 sekundy! Dziewczyna pokonała rekord szkoły o 2 sekundy!
Zjechałam z toru rozpromieniona. Mój uśmiech po chwili zszedł. Przede mną stała Heather.
- Gratuluje sukcesu, szkoda, że odeszłaś...
- Dzięki, a tobie życzę powodzenia.
Przytuliłam mojego konia. "Jesteś Królem, a nie Księciem, kochany" - szepnęłam. Poklepałam go i usiadłam mocniej w siodle. Teraz pora na ujeżdżanie, a na końcu cross. Jeśli wygram wszystkie konkurencje będę na poziomie mistrzowskim. Za to wszystko jest jedna duża, niebieska rozeta. Damy radę, prawa?

***
- Trzecie miejsce zajmuje.... Louise Dump!
Dziewczyna przytuliła mnie i chwyciła mustanga za wodze. Odebrała nagrode.
- A na drugim miejscu... Heather Starlight!
Posłała mi szczęśliwe spojrzenie i ruszyła w stronę jury.
- A na pierwszym miejscu pragniemy serdecznie powitać.... BELLE QUINN!
Usłyszałam swoje imię. Byłam zszokowana. Przytuliłam konia. Udało się! Przechodzę o poziom w górę! Odebrałam błękitne flo. Wyściskałam moje przyjaciółki i poddałyśmy się "sesji zdjęciowej".

Od Belli cd. Luke'a

- Zaśpiewasz ze mną? - spytał chłopak wpatrując się w gitarę stojącą obok szafy.
- Em...
- Jaka jest twoja ulubiona piosenka? - usłyszałam po chwili, kiedy chłopak wziął instrument.
- Nie mam ulubionej piosenki, ale lubię "Little do you know". - uśmiechnęłam się.
Luke zaczął grać.
- Ciesz się, że ją znam. - rzucił.
- Little do you know. 
How I'm breakinng while you fall asleep
I'm still haunted by the memory....
- I'll wait... I'll wait...

Śpiewaliśmy w rytm gitary, a Selena przyglądała się nam.
- So lay your head on me.. - zaśpiewaliśmy razem idealnie w tym samym czasie.
Po ostatnich słowach dziewczyna biła nam brawo na co się zarumieniłam. Nigdy nie uważałam, że potrafie wybitnie śpiewać, mimo, że każdy mi to powtarzał. Zawsze marzyłam aby zaśpiewać na ogromnym koncercie, ale nigdy nie spełniłam tego mażenia. Szkoda... Na pewno fajnie by było dostać brawa od milionów osób. Z zamyślenia wyrwał mnie Luke.
- O czym tak myślisz? - spytał.
- O... niczym, nieważne.. - próbowałam się wykręcić.
- Zmuszę cię do mówienia. - zaśmiał się chłopak.

Luke? :3

Od Belli cd. Luke'a

Luke zrobił smutną minę, więc podniosłam jego kąciki w uśmiech. Zaśmiałam się i poszłam do łazienki się przebrać. Było mi o wiele lepiej. Ubrałam się tak.
- Zawołaj swoją siostrę, lecimy na kolację. - powiedziałam do chłopaka. Ten tylko skinął twierdząco głową.
Szłam na stołówkę, kiedy przypomniało mi się, że mój pies jest w stajni. Kurde... Wróciłam się i zauważyłam jak Selena wpada na Jacoba. Powiedziała coś, ale nie zrozumiałam.
- Selena? - spytałam. To definitywnie nie był dobry pomysł, ponieważ chłopak odwrócił się w moją stronę i podszedł. Stałam w miejscu i po prostu czekałam na bójkę. Po chwili Jacob podniósł rękę i zamachnął się. W ostatniej chwili złapałam jego dłoń.
- Nie szukam kłopotów.
- Za późno bo już je masz. - powiedział i popchnął mnie dosyć mocno, że się przewróciłam. Po chwili poczułam, że ktoś mnie podnosi, więc zaczęłam panikować. Wyrwałam się z objęć podbijając oko Jacobowi. Odwróciłam się i zauważyłam Luke'a. Był zdziwiony moją reakcją.
- Nie strasz mnie, proszę.
Po tych słowach chłopak z tyłu popchnął mnie i wpadłam prosto na Luke'a. Oboje leżeliśmy na ziemi. A dokładniej Luke na ziemi, a ja na nim. Przez chwilę wpatrywałam się w jego oczy, ale po kilku sekundach podniosłam się. Czułam, że spalę się ze wstydu... Po odwróceniu się dostałam w twarz z "plaskacza". Od kogo? To chyba wiadomo. Nawet się nie zachwiałam. Miałam ochotę drugi raz skopać mu tyłek, ale co zrobić, kiedy ktoś patrzy. W międzyczasie moich zastanowień Luke uderzył go z pięści. Jego argument był prosty.
- Dziewczyn się nie bije debilu.
Złapał mnie i Selenę za nadgarstki i ruszyliśmy w stronę stołówki. Byłam głodna. Cieszyć się pozostało z tego, że dzień przed balem w stołówce podają pizze. Wzięłam dużą pizze na nas trzech i usiedliśmy przy stoliku. Selena musiała iść do łazienki, więc zostaliśmy sami.
- Chciałeś mnie o coś spytać?

Luke?

czwartek, 22 grudnia 2016

Od Belli cd. Mary

Po powrocie ze szpitala Mara trenowała western. Zasmuciło mnie, że przeze mnie ludzie odnoszą takie szkody. A już się bałam, że Joker coś zbroji, ale na szczęście jest okej. Ja powędrowałam do konia. Na szczęście Książe rozumiał mnie i nie był zazdrony. Byłam strasznie zmęczona, więc wzięłam ze sobą trzy koce. jeden był większy, a dwa mniejsze. Rozłożyłam większy na większej połowie boksu i usiadłam na nim. Joker był zdecydowanie zdziwiony, ale zgodził się na propozycje. Początkowo przyjął taką pozycję, ale wrócił do normalności.
Znalezione obrazy dla zapytania leżący koń na kocu w boksie
Leżał na lewym boku. Czyli odwrócony był pyskiem w moją stronę. wtuliłam się w niego i przykryłam reszte jego ciała pierwszym kocem, a samą siebie drugim. Po chwili prawie zasnęłam, ale usłyszałam znajomy głos pewnego piosenkarza "Wariatka". Powiedział to żartobliwie i zrobił mi zdjęcie. Zaśmiał się i odszedł, a ja odpłynęłam.

Mara?