sobota, 10 grudnia 2016

Od Quinlan CD Mary

Powoli jechałam przed siebie. Wraz z GrayRose kierowałyśmy się w stronę lasu. Musiałyśmy teraz ciężko ćwiczyć... A jaki trening może być lepszy od toru do crossu? Chyba żaden... Czemu akurat teraz? Mianowicie, ostatnio dowiedziałam się, że jeżeli chcę przejść na poziom zaawansowany to za cztery dni  mam zgłosić się na egzamin. To była dla mnie ogromna szansa. Nie mogłam jej zmarnować. Jeżeli ją zaprzepaszczę to nie wiem kiedy ponownie ją dostanę. Wjechałam w las. Od razu wraz z klaczą skierowałyśmy się w kierunku toru do crossu. Tym razem postawiłam nie na szybkość, a na precyzję. Chciałam aby wszystko było idealnie...
Pokonywałyśmy powoli różne przeszkody. Rosie już nie pierwszy raz miała problem z rowem z wodą. Jednak widziałam, że robi postępy i za każdym razem jest trochę lepiej. Jeżeli będziemy przez te kilka dni intensywnie ćwiczyć to powinna to opanować. Reszta poszła nam gładko. Jednak oczywiście klacz musiała w między czasie wpaść w kałużę błota. Przez to i ja i ona potrzebowałyśmy mycia.
***
Po skończonym treningu wyjechałam z lasu. Wtem kątem oka zauważyłem jak za mną wyjeżdża także Mara. Chwila... Czy ona mnie śledziła? Szybko zatrzymałam klacz i obróciłam się w stronę dziewczyny.
- Co tutaj robisz? Śledziłaś mnie? - zapytałam podejrzliwie. Widziałam jak otwiera już usta aby odpowiedzieć, ale... odwidziało mi się. Dodałam szybko. - Zresztą nie ważne. Nie mam czasu. Muszę zająć się jeszcze GrayRose.
Po wypowiedzeniu tych słów ponownie ruszyłam i odjechałam w stronę budynków. Przed wejściem zeszłam z klaczy. Najpierw skierowałam się do boksu. Chciałam na chwilę tam zostawić Rosie aby odnieść sprzęt jeździecki... No i może w między czasie szybko przebrać się w poprzednie ubrania aby nie musieć chodzić w tych obłoconych. Po chwili znalazłyśmy się w odpowiednim boksie. Ściągnęłam komplet sprzętu z klaczy i wyniosłam go do siodlarni. Potem przebrałam się i wróciłam do GrayRose. Zabrałam ją ze sobą. Minęło kilka minut zanim dotarłyśmy do myjni. Na szczęście Rosie uwielbiała kiedy się ją myło więc stała spokojnie i nie musiałam ją przywiązywać, przytrzymywać czy jeszcze coś innego. Zabrałam prysznic i zaczęłam czyścić klacz. Jednak nagle ta postanowiła się trochę podroczyć. Popchnęła lekko moją rękę przez co urządzenie, z którego lała się woda wyleciało z mojej dłoni. Zanim jeszcze zdążyłam go ponownie złapać usłyszałam czyiś krzyk. Szybko spojrzałam w tamtą stronę. Mara. Dziewczyna była cała mokra... I chyba nie była z tego faktu zbytnio zadowolona...

Mara? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz