sobota, 24 grudnia 2016

Od Pain do Luke'a

Wdech, wydech, wdech, wydech, wdech...
- Pain! - zaśmiał się Jace, na moment odwracając wzrok od jezdni.
- Co? - pytająco uniosłam brew.
- Spokojnie, nie może być aż tak źle!
- No... nie jest. - wzruszyłam rozbawiona ramionami.
- Ta... przecież widzę. Trzęsiesz się jak galareta i liczysz oddechy. No, po prostu usposobienie spokoju! - prychnął śmiechem.
- Skup się lepiej na drodze, bo zaraz wylądujemy na polu. - sprzedałam mu mocnego kuksańca w bok. Ten wykrzywił się w grymasie, omiótł mnie smutnym spojrzeniem po czym skoncentrował się na jeździe.
- Od razu lepiej. - zaśmiałam się.
Wyciągnęłam telefon i jeszcze raz sprawdziłam stronę akademii. Wszystko wyglądało wspaniale... tylko czy było tak w rzeczywistości?
- Jesteśmy. - mruknął mój brat wyłączając silnik samochodu. Wtedy usłyszałam zniecierpliwione stukanie kopyt. - Idź wypakować Another Chance, biedaczka ma już dość.
Otworzyłam drzwi, wysiadając z auta. Doszłam do przyczepy, następnie spuściłam rampę. Zwolniłam zabezpieczenia, następnie weszłam do klaczy bocznymi drzwiami.
- Hej... spokojnie... - powiedziałam cicho i odpięłam klacz od przypinek, zakładając jej uwiąz.
Nacisnęłam zwiniętą w pięść ręką na jej klatkę piersiową, a ta zaczęła się cofać. Za szybko.
- Hola! - zatrzymałam zwierzę widząc, że jego tylne kopyto dzieli zaledwie kilka centymetrów od końca rampy. Kobyła zaczęła wymachiwać łbem na wszystkie strony, tuląc przy tym uszy.
- Cii... - dotknęłam jej szyi, próbując ją jakoś uspokoić.

* * *

Po kwadransie klacz w końcu dała wyprowadzić się z przyczepy. Czułam się tak, jakbym pół dnia sprzątała boksy.
- Załatwiłem z właścicielką wszystkie formalności, boks dla Another jest już gotowy. Odprowadzę ją razem z tobą. - powiedział, podchodząc do mnie.
Ruszyliśmy w stronę ogromnej stajni. Przemierzając korytarze, przyglądałam się wszystkim koniom po kolei, aż nagle dotarłam do pustego boksu z tabliczką z napisem "Another Chance".
Otworzyłam zasuwę i wprowadziłam kobyłę do środka, zsuwając z jej głowy kantar.
- Będę już musiał jechać... - powiedział nagle chłopak, który został na korytarzu. Opuściłam boks i podeszłam do niego bliżej.
- Nie możesz zostać jeszcze chwilę? - zapytałam robiąc wzrok zbitego psa.
- Przecież wiesz, jak to jest. - westchnął ciężko i przyciąnął mnie do siebie, przytulając mocno.
- Twoje bagaże są już w twoim nowym pokoju. Trzymaj się, siostra. - powiedział, całując mnie w czubek łowy, po czym odszedł.
Ruszyłam korytarzem w stronę wyjścia, będę musiała się wypakować, a najpierw muszę znaleźć ten pokój...
Właśnie wychodziłam ze stajni, gdy nagle na kogoś wpadłam.
Brawo, wiecznie roztargniona Pain.

Luke?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz