Wczoraj byłem z Quinn w szpitalu na wizycie kontrolnej. Okazało się, że nie ma już potrzeby noszenia gipsu i mają zamiar go zdjąć. Ulżyło mi trochę, a w oczach liliowowłosej dziewczyny również dostrzegłem ulgę. Zobaczyłem w nich także radość.
Po ściągnięciu gipsu i
nasłuchaniu się zaleceń lekarza co to też dziewczyna może robić, czego jeszcze
nie i tak dalej, wsiedliśmy do mojego samochodu, zaparkowanego na szpitalnym
parkingu. Teraz Quinlan nie musiała odpychać się na dwóch kulach tylko na
jednej, co najwyraźniej bardziej przypadło jej do gustu. Wciąż był to dla niej
kłopot, ale zdecydowanie mniejszy. W drodze do Morgan dyskutowaliśmy o swoich
przeżyciach ze złamanymi kończynami, czyli co kto miał złamane i ile razy. Ja na
ten przykład miałem kiedyś złamany obojczyk przemieszczeniem. Przyznam, że
bolało to jak cholera kiedy lekarz mi go nastawiał i przez bite kilka tygodni
musiałem nosić usztywniającą kamizelkę. To było tak niewygodne i nieprzyjemne,
że już nigdy w życiu nie chciałbym mieć złamanego obojczyka i wam też tego nie
życzę. Potem było jedno skręcenie i jedno pęknięcie kości przedramienia, ale
wróćmy może z powrotem do wnętrza mojej pomarańczowej Hondy. Kiedy tak sobie
gadaliśmy i śmialiśmy się, pomyślałem, że nieźle się dogadujemy. Może można już
powiedzieć, że jesteśmy… Przyjaciółmi? Ta przyjaźń może nie jest zbyt silna i nie
trwa jakoś specjalnie długo, ale czuję, że zmierza w dobrym kierunku. Z czasem
i przeżytymi razem chwilami stanie się silniejsza.
Kiedy wjechaliśmy na parking
Morgan University odpiąłem pas, wysiadłem i pospiesznie okrążyłem pojazd by
otworzyć drzwi Quinn. Chwyciłem za klamkę i przyjaźnie się uśmiechnąłem,
otwierając drzwi. Napotkałem blady uśmiech i krzywe spojrzenie dziewczyny,
mówiące coś w stylu: „Przecież bym sobie poradziła!”. Doskonale o tym
wiedziałem, no ale to nie w moim stylu siedzieć i patrzeć jak płeć piękna
gramoli się z siedzenia mojego samochodu. Pomogłem więc Quinlan stanąć na nogi,
zatrzasnąłem za nią drzwi i zamknąłem auto, przyciskając guziczek blokady na
kluczyku.
- To gdzie byś teraz chciała się…
- zapytałem, lecz dziewczyna przerwała mi pytaniem
- Rosie? – uśmiechnęła się i
pokuśtykała w stronę stajni, nie czekając nawet na mnie
Pokręciłem głową, uśmiechając się
pod nosem i doganiając liliowowłosą. Przytrzymałem drzwi stajni by Quinn mogła
wejść, a ona posłała mi lekki uśmiech, mijając mnie. Wkrótce siedzieliśmy już w
boksie GrayRose i cicho gawędziliśmy.
- Nie chciałbyś iść może ze mną
kupić drugiego konia? - Quinn zmieniła temat
- Nowego? – zerknąłem na nogę
dziewczyny, chyba zrozumiała co mam na myśli
-Oh, no przecież z tego wyjdę.
Nie ucięło mi nogi, nie? – zaśmiała się sarkastycznie
- No w sumie racja. Z chęcią z
tobą pojadę. – zgodziłem się posyłając Quinn mój standardowy szeroki uśmiech
Quinn? Wybacz, trochę takie bez
sensu xd
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz