Bella była wobec mnie taka szczera... Nigdy mi nie kłamała. Wszystko stawiała na jedną, otwartą kartę. Popatrzyłam na nią i przez chwilę zastanawiałam się czy powiedzieć jej o tym kto zaprosił mnie na bal. Już któryś raz w tym tygodniu myślałam zbyt wiele, ale przynosiło to jako takie skutki. Popatrzyłam na Bellę.
-No dobra... Skoro ty mi powiedziałaś... Kiedy tylko wybiegłaś ze stołówki to zaprosił mnie Cole - wyznałam.
Dziewczyna zastygła w bezruchu. Ciekawa reakcja jak na osobę którą już tyle znam. Co sobie teraz myślała? Zawsze chciałam mieć moc czytania w myślach. Czemu Bóg nie obdarował mnie nią? Czyż on nie wie ile bym teraz za nią dała? Bynajmniej nie pomyślał o tym, aby akurat w tej chwili obdarować mnie nadprzyrodzonym talentem. A wielka szkoda. Nie zmienia to faktu, że ja i Bella trwałyśmy w nieprzyjemnym, a co gorsza narastającym, milczeniu. Pierwsza odezwała się dziewczyna. Wytężyłam słuch.
-...
Bella? Takie króciutkie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz