czwartek, 22 grudnia 2016

Od Luke'a do Belli

- Stary, nie żeby coś, ale wyglądasz trochę jak rozjechana wiewóra - zaśmiał się Mike wskakując na moje łóżko
- Która godzina? - jęknąłem przecierając twarz dłonią
- Wyjazd za 10 minut, Selena zaraz będzie. Miałeś się tylko zdrzemnąć przed "podróżą" - uśmiechnął się i dotknął palcem czubka mojego nosa
Wywróciłem oczami i jak najszybciej zerwałem się z łóżka co skończyło się silnymi zawrotami głowi.
- Calum robi ci naleśniki, może zdążysz zjeść - powiedział wychodząc z pokoju
- Ok
Chwila, chwila. Calum robi naleśniki? Jeszcze nic nie spalił? Ekh.. chyba wolę o tym nie myśleć.
Zabrałem bagaże z pokoju i zniosłem je na dół.
- Naprawdę chcesz tam jechać? - spytał Ashton opierając się o framugę drzwi
- Tak, miałem długą przerwę, ale zawsze chciałem do tego wrócić - wyruszyłem ramionami
- I zostawisz nas? - wtrącił się Mike
- Wy za tydzień też wyjeżdżacie, w końcu nasz zespół "odpoczywa" - wywróciłem oczami
Po chwili usłyszałem skrzypienie schodów i zobaczyłem  na ich szczycie Caluma
- Luluś rzucaj torby! - zawołał rozkładając szeroko ręce i pędząc wprost na mnie
"O cholera"
Hood rzucił się na mnie i.. wylądowaliśmy na podłodze.
- Au - jęknąłem czując na sobie ciężar ciała Caluma
- Będę tęsknić Lukey! Pamiętaj o mnie!
- O mnie też! - zawołał Mike i rzucił się na Caluma
- I o mnie! - dorzucił Ash wskakując na Mike'a
- Myślicie, że miażdżąc mi żebra skłonicie mnie żebym został?
- Tak - odpowiedzieli równocześnie podnosząc się ze mnie
- A tak serio.. - zaczął Cal - To spakowałam ci naleśniki i.. będziemy cię odwiedzać - zakreslil serduszko w powietrzu
Zaśmiałem się cicho. Uwielbiałem ich. To już nie byli członkowie zespołu, byli też kimś więcej niż przyjaciółmi. To moja rodzina. Mieszkamy razem od około 3 lat, zdążyliśmy zżyć się ze sobą.
Chłopacy pomogli mi spakować wszystko do samochodu. Kurde.. takie pożegnania są dla nas trudne. W końcu zobaczymy się niedługo i oni też rozjadą się zaraz do swoich rodzin i swoich spraw, mimo to... trochę smutno.
- Dobra, ostatni raz na pożegnanie - odezwał się Mike obejmując mnie
Chłopacy po chwili dołączyli zamykając mnie w szczelnym uścisku.
- Czy zachowujemy się jak banda gejów? - zagadnął Cal
- Tylko troszkę - potwierdziłem
Zaczęliśmy się śmiać po chwili na podjeździe pojawił się samochód mojego taty. Selena wysiadła prędko z niego i rzuciła się w moje ramiona.
- Tęskniłam, dawno się nie widzieliśmy - powiedziała cicho chowając twarz w zagłębieniu mojej szyi
- Nadrobimy - zaśmiałem się cicho
- Sel! - pisnął Cal
- Cal! - odpowiedziała mu
Selena przywitała i jednocześnie pożegnała się z resztą i wsiedliśmy do mojego samochodu.
- Znajomy taty dziś rano wyjechał z końmi i sprzętem, mój samochód też zabrał. Dzwoniłam tam, wszystko jest w porządku - uśmiechnęła się
Gdy odjeżdżaliśmy chłopacy wyjęli z kieszeni białe chusteczki i zaczęli nimi machać.
- Wyglądacie jak upośledzone bażanty - jęknąłem uderzając się ręką w czoło
- Zadzwoń jak będziesz na miejscu - zawołał Ash na co kiwnąłem głową i ruszyłem
~~~~
Całą drogę pogrążony byłem w myślach. Konie były już bezpieczne w akademii, wszystko zabrałem, jedzie ze mną siostra. Paparazzi jeszcze nie zorientowali się dokąd jadę. Chłopacy zaraz wrócą do odrobiny normalności i.. mam nadzieję, że ja też. Lubię sławę, lubię to, że przytulając kogoś lub robiąc sobie z kimś zdjęcie spełniam czyjeś marzenia. Chętnie spotykam się z fanami, gdybym mógł porozmawiałbym z każdym z nich, jednak to nie jest możliwe. Muszę przyznać, że brakuje mi tej "normalności" nawet spokojnego wyjścia na miasto bez żadnej sensacji. Gdy raz wyszedłem z Calumem do kina kolejnego dnia tytuł w gazecie brzmiał "Czy piosenkarze z zespołu 5sos są razem? Czy Cake jest prawdziwy? Calum i Luke" no więc.. Dodatkowo wyjście z kina i droga do domu zajęły nam jakieś 4 godziny, bo zleciała się masa ludzi.
Moje rozmyślania przerwał dzwonek telefonu. Na wyświetlaczu ukazało się zdjęcie Caluma. Wcisnąłem zieloną słuchawkę i przyłożyłem telefon do ucha.
- Ty chuju! Jak mogłeś odebrać podczas jazdy! Jesteś taki nieodpowiedzialny! - krzyknął Hood i rozłączył się
Uśmiech wkradł się na moją twarz i postanowiłem dodzwonić dopiero gdy będę na miejscu.
~~~~
- Witam Państwo Hemmings'a - powitał nas właściciel akademii gdy tylko wysiedliśmy z samochodu
- Dzień dobry - uśmiechnąłem się
- Dzień dobry - odpowiedziała cicho Sel
- Bardzo się cieszę, że możemy gościć tutaj taką.. osobistość - podkreślił ostatnie słowo
- A ja się bardzo cieszę, że mogę tu być - zaśmiałem się
To był taki sympatyczny człowiek. Od razu go polubiłem.
- Wejdzcie do środka, czeka tam jedną z uczennic, oprowadzi was - uśmiechnął się ponownie
Zabraliśmy część swoich bagaży i udaliśmy się w stronę wejścia.
Witaj normalne życie! Chyba..

< Bella? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz