Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luke. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luke. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 kwietnia 2017

Luke Hemmings i Flicka

Witamy ponownie! c:
Motto: "Jeśli życie podrzuca Ci cytryny, łap je. No bo hej... darmowe cytryny!"
Imię: Luke 
Nazwisko: Hemmings
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 16 lipca 1996 (21 lat) 
Pochodzenie: Australia; Sydney
PojazdVolvo xc90 
Pokój: 8
Grupa: III
Poziom: Średnio zaawansowany
Koń: Flicka
Głos5 Seconds Of Summer (Luke Hemmings) 
Partner: ---
Rodzina: Liz Hemmings ma 51 lat i jest szczęśliwą matką trójki synów. Pracowała jako księgowa, a przez kilka lat również jako nauczycielka matematyki. Od zawsze wspierała Luke'a wierząc, że zrobi wielką karierę i nie myliła się. Odkąd tylko powstał zespół chłopaków pojawiała się na każdym ich koncercie i trzymała za nich kciuki, by wszystko wyszło jak najlepiej. 
Andrew Hemmings ma 51 lat jest ojcem Luke'a, Bena i Jacka. Tak samo jak jego żona, zawsze bardzo wspierał swoje dzieci i pomagał realizować ich najskrytsze marzenia. Pochodził z dość biednej rodziny i chciał, by jego synom żyło się o wiele lepiej. Znalazł dobrze płatną pracę, dzięki czemu zarabiał na rachunki, jedzenie, a pieniędzy również wystarczało na wszystkie inne zachcianki. 
Ben Hemmings ma 25 lat, jest starszym bratem Luke'a. Zawsze czuł się odpowiedzialny za swoich młodszych braci i starał się zawsze pomagać im w przeróżnych problemach, które ich spotykały. Bardzo odpowiedzialny i sprawiedliwy, nie lubił tego, że był najstarszy i jednocześnie nakazywano mu być tym najmądrzejszym.
Jack Hemmings ma 23 lata i również jest starszym bratem Luke'a. Miał z nim równie dobre kontakty jak Ben, jednak to właśnie Jack inicjował większość kłótni i bójek. Jako małe dzieci ciągle bili się razem z Lukiem, a najstarszy z braci musiał ich uspokajać. Gdy już stali się dorośli, nie poprzestali swoich dziecinnych zachowań.
Aparycja: Luke jest wysoki (mierzy 1,93 m) szczupły mimo to dobrze zbudowany. Ma średniej długości blond włosy, które często układa "w górę", błękitne oczy i kolczyk w wardze. Zazwyczaj nosi czarne spodnie i koszulki z nazwami jego ulubionych zespołów. 
Charakter: Hemmo jest sławną osobą ze względu na swoje członkostwo w zespole ( który aktualnie jest bardzo popularny ) a dokładniej 5 Second of Summer jest rozpoznawany przez ludzi na ulicy. Luke jest sarkastyczny, inteligentny, z dziwnym poczuciem humoru, którego nikt nie rozumie. Potrafi rozbawić lub zirytować ludzi samą mimiką twarzy. Niektórzy określają go mianem geniusza, miewa sto pomysłów na minutę. Wygadany, na co dzień tryskający entuzjazmem i optymizmem. Sprytny, umiejący wykorzystać swój geniusz i charakter. Jest duszą towarzystwa i często chodzi na imprezy z członkami zespołu. Nie lubi się poddawać, każdy odwrót uważa za swoją porażkę, która przyczynia się do jego samokrytyki. Luke nie jest typową "gwiazdeczką" której ego przerasta pół wszechświata. Chętnie spotyka się z fanami, robi z nimi zdjęcia, rozmawia. Cieszy się, że w ten sposób spełnia marzenia wielu z nich. Niestety jest również druga strona medalu. Ciągłe koncerty i spotkania z fanami są bardzo męczące przez co Luke źle sypia i często na jego bladej twarzy widać sińce pod oczami spowodowane zmęczeniem. Dodatkowo ma wielki problem z pokazaniem się publicznie na ulicy. Nie może jak każdy zwyczajny nastolatek wyjść na miasto czy do kina. Ba, nawet nie może chodzić do szkoły, chociaż ma nadzieję, że teraz to się zmieni. Zespół to coś więcej niż jego przyjaciele, są jak rodzina. Aktualnie mają przerwę, wszyscy muszą trochę odpocząć i spędzić czas z rodziną lub na innych zainteresowaniach. Ciągle ze sobą rozmawiają, dzwonią. Powrót do normalności jest ciężki gdy na każdym kroku wszyscy przypominają ci kim jesteś
Zainteresowania: jeździectwo, śpiew, gra na gitarze.
Inne1 | 2 | 3
* Luke podczas jednego z koncertów w Melbourne zgubił swój iPhone, chłopacy z zespołu przez długi czas dokuczali mu z powodu, że musiał używać starej Noki.
* Przyjaźni się z jedną ze znanych modelek, Carą Delevingne, którą poznał na jednym z pokazów mody.
* Słucha takich wykonawców jak Nickelback, Green Day, Nirvana, Foo Fighters, Blink 182
* Jego ulubiony kolor to niebieski, a ulubione zwierze to pingwin.
* Kiedyś uszkodził sobie nadgarstek przez to, że za bardzo wierzył w swoje umiejętności jazdy na desce
* Nie potrafiłby zrezygnować z kariery muzycznej, zbyt wiele dla niego znaczy. Przywiązał się bardzo do wszystkich członków zespołu, są dla siebie jak rodzina.
KontaktZiuta2704

Imię: Flicka
Płeć: Klacz
Rasa: Koń hanowerski
Data urodzenia: 13 luty 2010 (7 lat)
Charakter: Flicka to spokojna i posłuszna klacz. Nie ma żadnych narowów, a pojedyncze wybryki zdarzają się naprawdę rzadko. Nadaje się dla doświadczonych jeźdźców jak i dla początkujących. Klacz zdecydowanie przoduje w ujeżdżeniu, uwielbia to i chętnie współpracuje.. jednak tylko z Lukiem. 
Specjalizacja: Ujeżdżanie
Umiejętności: Zwykła jazda, nauka z innymi ludźmi jak najbardziej. Poważniejsze treningi, bądź zawody - tylko Luke. Jeżeli ktoś inny będzie chciał po prostu zatrzyma się i nie będzie miała ochoty ruszyć się chociażby o kilka kroków. 
Właściciel: Luke Hemmings

niedziela, 26 lutego 2017

Od Luke'a cd. Mirany

Gdy tylko wyszedłem z pokoju Mirany, od razu pobiegłem do siebie, żeby zabrać klucze od samochodu. Chciałem zdążyć, przed zamknięciem kwiaciarni, którą ostatnio pokazał mi Niall. 
Drogę do miasta pokonałem w niecałe 15 minut i na szczęście sklep był jeszcze otwarty.
- Dobry wieczór. - Uśmiechnąłem się do starszej kobiety, stojącej za ladą.
- Dobry wieczór, w czym mogę pomóc? - Podniosła wzrok znad gazety i obdarzyła mnie przyjaznym uśmiechem. - Piękne kwiaty, dla pięknej dziewczyny?
- Dokładnie.
Kobieta pokazała mi kilka różnych bukietów, a ja zdecydowałem się na ten, który od początku wpadł mi w oko, a składał się on z czerwonych i białych róż. Zapłaciłem i podziękowałem starszej pani, która była bardzo, ale to bardzo sympatyczną osobą. Gdy wsiadłem do samochodu, od razu zerknąłem na zegarek, który wskazywał godzinę wpół do dziesiątej.
~~*~~*~~
Po przyjeździe do akademika zdążyłem jeszcze wziąć szybki prysznic, przebrać się i od razu poszedłem do Mirany.
Zapukałem do drzwi, a po usłyszeniu cichego proszę, wszedłem do środka. Mirana miała na sobie jedynie koszulkę, która sięgała kawałek za jej biodra. Posłała mi nieśmiały uśmiech, a ja odłożyłem kwiaty i podszedłem bliżej, łapiąc ją w pasie i podnosząc do góry. Posadziłem ją na blacie, łapiąc jej nogę pod kolanem i podciągając wyżej. Drugą ręką objąłem ją, jednocześnie mocno przytulając do siebie.
- Jesteś najpiękniejszą dziewczyną na świecie - szepnąłem jej do ucha, delikatnie przygryzając jego płatek.
Policzki Mirany pokryły się uroczym rumieńcem, a na jej usta wkroczył nieśmiały uśmiech.
- Cieszę się, że cię poznałam, panie Hemmings.
- Bardzo mi miło z tego powodu, panno Evans. - Uśmiechnąłem się szeroko. 
Mirana uśmiechnęła się szeroko, przygryzając moją wargę. Przez dłuższy czas trwaliśmy w namiętnych pocałunkach, robiąc przerwy tylko w wtedy, gdy zaczynało brakować nam tchu.
- Luke - szepnęła - Zostaniesz dzisiaj ze mną?
- Bardzo chętnie. - Uśmiechnąłem się składając pocałunki na jej szyi.
Przytuliłem ją mocno, po czym wziąłem na ręce i przeniosłem na łóżko. Zaczęliśmy się śmiać, gdy swobodnie opadliśmy na łóżko.


Mirana?
jak już wspomniałam, choroba wypłukała trochę wenę..

piątek, 24 lutego 2017

Od Luke'a cd. Ever

Wróciłem do swojego pokoju i wyjąłem gitarę z pokrowca. W końcu miałem więcej czasu, żeby móc trochę pośpiewać, kto wie, może niedługo powstanie nowa piosenka. Z tego co wiem, chłopacy coś zaczęli, jednak nie zaszkodzi spróbować czegoś jeszcze.
Już po chwili po pokoju rozniosły się pierwsze dźwięki, jednej z moich ulubionych piosenek. Amnesia zawsze bardzo do mnie przemawiała, uważam, że oddaje naprawdę wiele silnych uczuć. Uwielbiałem ją grać, śpiewać, jednak bez chłopaków, to nie było to samo.

I wish that I could wake up with amnesia 
And forget about the stupid little things 

*  *  *  *
Zagrałem jeszcze kilka piosenek i zauważyłem, że już kwadrans po drugiej, więc za jakieś 5 minut będzie obiad. Naciągnąłem na siebie buty i zamykając drzwi na klucz, ruszyłem w stronę schodów. Na dole zauważyłem Ever kręcącą się po holu, podejrzewam, że szukała stołówki.
- Czyżbyś się zgubiła? - zaśmiałem się.
- Nie, wiem, że jestem w akademiku - odpowiedziała pewnie - Ale jeszcze nie odkryłam, gdzie jest stołówka.
Próbowała zachować powagę, jednak po chwili wybuchnęła radosnym śmiechem. Wskazałem na wielkie drzwi, nad którymi widniał spory napis  S T O Ł Ó W K A.
- Ym... pewnie zaraz bym go zobaczyła. - Wyszczerzyła się, kierując w stronę pomieszczenia.
- W to nie wątpię - zaśmiałem się.
Gdy weszliśmy do środka większość ludzi zdążyła już odebrać posiłek i zając miejsca przy stolikach. Ustawiliśmy się na końcu, czekając na swoją kolej i udało nam się to wyjątkowo szybko. Dzisiaj na obiad była pierś z kurczaka z ryżem i warzywami. Odebraliśmy posiłki i skierowaliśmy się do pierwszego z brzegu stolika, przy którym siedziało już kilka osób. Ever poznała Nialla, Theo, Miranę i Selenę, z którą szybko znalazła wspólny język.
- Ludzie, wieczorem robimy ognisko! - ogłosiła Sel.
- Gdzie? - mruknąłem.
- Za akademikiem jest altanka i miejsce na ognisko. Dostaliśmy już pozwolenie. - Wyszczerzyła się siostra - Niall, Luke, bierzcie gitary to pośpiewamy. 
Zmarszczyłem brwi, patrząc na entuzjazm swojej siostry. Znając życie ma już wszystko dokładnie zaplanowane, żeby pod żadnym pozorem nikt się nie nudził. 
- Co ty na to Ever? - spytała. 
- Jasne, bardzo chętnie. Też mogę wziąć gitarę. - Uśmiechnęła się szeroko. - O której? 
- Myślę, że o siódmej będzie w porządku. - Odwzajemniła uśmiech Sel.


Ever?

czwartek, 23 lutego 2017

Od Luke'a cd. Ever

- Pięknie Flicka. - Uśmiechnąłem się, klepiąc klacz po szyi.
Przejechaliśmy ostatnie okrążenie kłusem, a następnie energicznym stępem zbliżliśmy się do końca jazdy. Flicka dzisiaj dała z siebie wszystko, chętnie współpracowała i bardzo się starała, żeby wyszło jak najlepiej. Ostatnio nie udawało nam się tak dobrze razem pracować, miałem gorsze dni, co przekładało się jednocześnie na zachowanie klaczy.
Gdy zaczynaliśmy drugie okrążenie, poluźniłem bardziej wodze, a Flicka rozluźniła chód. Na ujeżdżalnię weszła jakaś dziewczyna, której nie byłem w stanie rozpoznać. Wyprowadziła konia na środek hali i zwinnym ruchem wskoczyła na jego grzbiet, od razu kierując go na ścianę. Oczywiście nie miałem nic przeciwko, bo i tak już kończyłem trening. Dziewczyna co jakiś czas zerkała w moją stronę, a ja domyśliłem się, że jest tutaj nowa. Nie przypominałem sobie jej twarzy, jednak ostatnimi czasy spędzałem mało czasu z innymi uczniami, więc nie miałem pewności, czy przypadkiem nie jest tu od dłuższego czasu. Już miałem zjechać na środek i zakończyć jazdę, gdy dziewczyna przejechała obok mnie.
- Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek zobaczę na żywo tak ważną osobistość - uśmiechnęła się przyjacielsko.
Zanim zdążyłem coś odpowiedzieć, ruszyła do przodu, przechodząc do galopu. Gdy z powrotem pojawiła się obok postanowiłem jakoś jej odpowiedzieć.
- Czasem życie bardzo nas zaskakuje - zaśmiałem się wyciągając rękę w jej stronę - Luke.
- Ever. - Uśmiechnęła się ściskając moją dłoń.
- Już kończę, masz całą ujeżdżalnię dla siebie - dodałem i skierowałem Flickę na środek hali.
Gdy klacz się zatrzymała, zeskoczyłem z jej grzbietu i chwyciłem krótko wodzę. Wyprowadziłem ją z hali i udaliśmy się prosto do stajni. Szybko i zwinnie rozsiodłałem klacz, po czym odniosłem sprzęt do siodlarni. Wróciłem jeszcze do boksu, bo bardzo lubiłem siedzieć razem z klaczą. Wszystkie negatywne emocje od razu znikają, przynosząc kojące uczucie. Pogłaskałem klacz po szyi na co ta cicho parsknęła.
- Może jutro pojedziemy w teren? Co ty na to? - Uśmiechnąłem się.
Siedziałem w boksie z Flicką, jeszcze przez jakieś 20 minut. Nie spieszyło mi się, żadnych zajęć, poza muzycznymi, ale to dopiero za dwie godziny, treningów, czy jakichkolwiek planów na resztę dnia, więc mogłem spokojnie spędzać czas tutaj.
Wyszedłem z boksu, gdy okazało się, że mam już tylko godzinę, żeby wziąć prysznic i jeszcze najpierw zjeść kolację. Przy wyjściu zauważyłem, jak Ever również wychodzi z boksu swojego konia.
- I jak pierwsze wrażenie, podoba ci się tu? - Uśmiechnąłem się.

Ever?

środa, 22 lutego 2017

Od Luke'a cd. Mirany

Nie miałem zielonego pojęcia, kiedy udało mi się zasnąć, ale trzymając Miranę w ramionach, byłem spokojny. Wiedziałem, że już nie będzie cierpieć przez Bastiana i chciałem móc dać jej szczęście. Możliwość bycia blisko niej, przyprawiała mnie o kojące uczucie ciepła na sercu. Cieszyłem się, że mogę ją przytulić, pocałować, mieć przy sobie, jednak.. wciąż było mi ciężko. Wiem, że muszę ruszyć na przód i wiem, że chcę to zrobić właśnie z Miraną.
*   *   *   *
Gdy się obudziłem, Mirany nie było, a ja poczułem dziwną pustkę. Rozejrzałem się i zobaczyłem małą, złożoną karteczkę, leżącą na poduszce. Przeciągnąłem się i sięgnąłem po papier, zanim Aron zdążył wskoczyć na moje łóżko.
Przyjaciółka dzwoniła, wyszłam oddzwonić. Nie miałam serca cię budzić, spotkamy się później? xoxo
- Oczywiście, że się spotkamy. - Uśmiechnąłem się sam do siebie.
Przy Miranie czułem się tak.. tak normalnie. Pomijając to stado motyli w brzuchu i wszechogarniające uczucie szczęścia, czułem, że mogę być przy niej po prostu sobą i to było wspaniałe.
Zwlokłem się z łóżka dopiero wtedy, gdy Aron wyraźnie zasygnalizował, że chce iść na spacer. Przyniósł smycz, jednak w momencie, gdy chciałem mu ją odebrać, ten mocniej zacisnął na niej zęby. Nasza szarpanina zakończyła się w momencie, gdy zagrozilem mu, że nigdzie nie pójdziemy. Pies posłusznie położył ją na łóżku, a ja założyłem mu obrożę.
- Nie mam dziś ochoty biegać, poradzisz sobie sam? - zaśmiałem się przypinając smycz.
Aron zaszczekał radośnie, co miałem nadzieję, oznaczało "tak". Zanim zdążyłem założyć buty, po całym pomieszczeniu rozeszło się głośne pukanie, a po chwili w drzwiach ukazała się Selena.
- Cześć, masz chwilę? - spytała.
- Miałem właśnie wyjść z Aronem, możemy iść razem - zaproponowałem - chyba, że wolisz zostać tutaj.
- Możemy się przejść, poczekaj, pójdę się ubrać - powiedziała i zniknęła w korytarzu.
Chyba coś musiało się stać, bo.. rzadko rozmawia ze mną w ten sposób. Teraz dokładnie widać, że potrzebuje rozmowy, zazwyczaj nie przejmowała się tym, czy mam czas, czy nie, po prostu przychodziła i mówiła w czym jest problem. Tylko w momentach, gdy chodziło o coś poważnego, pytała o rozmowę, nie zaczynała jej sama.
Dokończyłam wiązać buty i naciągnąłem na siebie kurtkę. Aron żwawo ruszył przed siebie, a ja co chwila musiałem go spowalniać. Zeszliśmy na dół, gdzie o dziwo czekała już gotowa Selena. Nie odezwała się ani słowem, jedynie uśmiechnęła się delikatnie i wyszła na zewnątrz. Poszedłem w jej ślady i zaraz znaleźliśmy się na chodniku przed akademikiem.
- Co jest? - spytałem od razu.
- Nic, po prostu chciałam porozmawiać. - Wzruszyła ramionami.
- Nie rób ze mnie idioty, przecież wiem, że coś się dzieje.
Pierwsze, co wpadło mi do głowy to chłopak, jeżeli on ją skrzywdził to ja zaraz skrzywdzę jego. Pomimo, że nie byliśmy biologicznym rodzeństwem, nasze relacje wyglądały jak typowy nadopiekuńczy brat z siostrą. Moje podejrzenia potwierdziły się, jednak nie było aż tak źle, jak myślałem. Mieli "kryzys w związku", ostatnio mało się widywali, a jak już to nie rozmawiali zbyt dużo. Chciałem jej jakoś pomóc, jednak Sel uznała, że potrzebowała jedynie się wygadać i nie potrzebuje pomocy.. jeszcze. Gdy miałem już zaprzeczyć, tą szybko zmieniła temat i zaczęła dopytywać o to, co jest między mną, a Mirą. Oczywiście, przed jej bystrym, kobiecym okiem nic się nie ukryje.
- O, Mirana! Chodźmy do niej! - zawołała, a ja odwróciłem się w stronę, którą wskazała.
Mira stała kawałek od akademika i właśnie skończyła rozmawiać przez telefon. Nie wyglądała na zadowoloną, ani szczęśliwą, była przerażona. Ostatni raz wyglądała tak, gdy zobaczyła Bastiana na pokazie, mam nadzieję, że teraz nie jest smutna przez niego.
Podeszliśmy bliżej, a gdy Mirana nas zobaczyła wysiliła się na delikatny uśmiech.
- Coś się stało? - spytałem marszcząc brwi.
- Nie.. ym.. tak. On.. on będzie się tu uczył - wydukała.
- To może lepiej zostawię was samych - odezwała się Selena, zauważając łzy, zbierające się w oczach Miry.
Siostra wzięła ode mnie smycz i udała się z Aronem w stronę drogi. Bez słowa przytuliłem Miranę, nie chciałem, żeby znowu przez niego płakała.
- Jak to będzie się tu uczył? - spytałem cicho.
- Ojciec go tu wysyła..
Miałem cholerną nadzieję, że ten dupek na dobre sobie odpuścił, jednak chyba nie. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby sam zaplanował przyjazd tutaj, chociaż.. po co byłaby mu wtedy scenka z płaczem i to spotkanie?
- Nie przejmuj się, damy sobie radę. Nie pozwolę mu cię skrzywdzić - szepnąłem całując ją w czoło.


Mirana?

poniedziałek, 20 lutego 2017

Od Luke'a cd. Mirany

Cieszyłem się, gdy widziałem, że Mirana jest szczęśliwa. Dużo przeszła przez tego chłopaka i.. w końcu da jej spokój. Może zacząć normalnie żyć, bez strachu, że znów do niej zadzwoni, czy napisze.
Mając ją w swoich ramionach również byłem szczęśliwy, jednak wciąż towarzyszyło mi pewnego rodzaju poczucie winy, że tak szybko zaczynam układać sobie życie. Z resztą.. może tylko za dużo sobie wyobrażam? Pomogłem jej, a ona po prostu jest mi wdzięczna. Może jednak też coś poczuła? W sumie znamy się bardzo krótko, ale.. ygh.
- Luke? - odezwała się.
- Tak?
- Chciałeś wiedzieć co powiedziałam Bastianowi, że odpuścił i dał spokój - zaczęła - kazał mi powiedzieć prawdę.
- Jaką prawdę? - Zmarszczyłem brwi.
- Taką, że cię kocham i jestem szczęśliwa bez niego - wydukała, a ja zauważyłem jak jej policzki pokrywają się rumieńcem.
Przez dłuższą chwilę leżeliśmy w zupełnej ciszy, której nie potrafiłem przerwać. Dosłownie odebrało mi mowę. Zebrałem się w sobie i spróbowałem coś powiedzieć.
- Mira... ja nie wiem co powie... - zanim skończyłem mówić, Mirana spojrzała na chwilę w moje oczy i złączyła nasze w pocałunku.
Nie ukrywam, że mnie zaskoczyła, jednak odwzajemniłem pocałunek. Pierwszy raz od dłuższego 
czasu poczułem ogarniające mnie szczęście. Jak to dobrze, że tego dnia Selena nie mogła oprowadzić Mirany, inaczej.. mogłoby nie wydarzyć się to, co do tej pory się wydarzyło.
- Mira cieszę się się że, cię poznałem. -  Uśmiechnąłem się. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i przytuliła się do mnie, a ja objąłem ją i pocałowałem w czoło. Mógłbym spędzić tak cały dzień, jednak.. wciąż czułem poczucie winy. Nie jesteśmy już razem z Pain, jednak minął dopiero miesiąc. Zależało mi na Miranie, ale.. nie byłem pewien, czy jestem już w stanie z kimś się związać. Leżeliśmy tak wpatrzeni w siebie, a ja bawiłem się jej włosami. Mira położyła dłoń na moim policzku i musiałem w końcu zebrać siły, żeby powiedzieć jej, co mi ciąży na sercu.
- Mira.. zależy mi na tobie, bardzo mi na tobie zależy, ale.. - zawahałem się, próbując dobrze dobrać słowa -  .. potrzebuję chyba jeszcze trochę czasu.
- Rozumiem - szepnęła.
- Poczekasz na mnie? - zaśmiałem się cicho.
Dziewczyna uśmiechnęła się tylko i złożyła krótki i delikatny pocałunek na moich ustach.
- Czy to oznacza tak - spytałem z nadzieją.
- Tak - szepnęła patrząc mi w oczy.
Po raz kolejny, poczułem się przy niej cholernie szczęśliwy. Było mi ciężko, jednak muszę ruszyć na przód, nie mogę wciąż oglądać się za siebie i układać życia, tak, aby to innym było wygodnie. Nadszedł czas, żeby zamiast uszczęśliwiać innych, zacząć uszczęśliwiać również siebie, chociaż..zależy mi głównie na tym, żeby to Mirana była szczęśliwa, aczkolwiek dzięki niej, ja również jestem.




Mirana?

niedziela, 19 lutego 2017

Od Luke'a cd. Mirany

Położył się obok Mirany chwytając ją za rękę i przytulając się do siebie. Poczułem się.. dziwnie. Zaczęło towarzyszyć mi uczucie, które pojawiało się do tej pory tylko u jednej osoby, a konkretniej było to szczęście. Był to inny rodzaj szczęścia, taki który odczuwa się po prostu będąc blisko danej osoby. Chłopacy z zespołu sprawiali, że byłem szczęśliwy, ale dlatego, że byli moimi przyjaciółmi, a to.. było jednak coś innego.
Jedną ręką gładziłem jej włosy, po czym zrozumiałem, że nie mogę wciąż żyć przeszłością. To co się wydarzyło już się nie odwydarzy. Przysunąłem się bliżej dziewczyny i złapałem ją pod brodę. Nie widząc w jej oczach sprzeciwu, chciałem..
Drzwi od pokoju otworzyły się, a w nich zobaczyłem znajomą mi osobę. Spojrzała z nienawiścią na Miranę, która momentalnie zerwałam się z łóżka. Przyglądała się nam przez chwilę, po czym wybiegła z pokoju.
- Mirana! Mira, zaczekaj! - zawołałem chcąc ją zatrzymać, jednak na marne.
Nie sądziłem, że Pain będzie miała ochotę jeszcze się ze mną widzieć. Minął miesiąc od naszego rozstania, jednak mi również wciąż było z tym ciężko. Zerwałem z nią, bo musiałem. Wiedziałem, że ciągle ją krzywdziłem, nawet nieświadomie. Czas, który z nią spędziłem do tej pory był najlepszym w moim życiu.
- Widzę, że sobie radzisz - wycedziła przez zęby.
- Widzę, że ty również - odpowiedziałem.
Nie jestem ślepy, widziałem, że bardzo dużo czasu spędzała z Theo. Oczywiście nie miałem nic przeciwko, to mój przyjaciel i wiem, że jej nie skrzywdzi. Na początku uderzało mnie poczucie zazdrości, jednak później zrozumiałem, że byłby dla niej dużo lepszy ode mnie.
- Nie chcę, żeby to tak wyglądało - odezwałem się - To, że nie jesteśmy razem, nie oznacza, że musimy się unikać.
- To nie jest takie proste.
- Wiem, pewnie mi nie uwierzysz, ale dla mnie również.
- Po prostu.. ugh.. po prostu nie wchodźmy sobie w drogę - powiedziała patrząc mi w oczy - Lepiej już pójdę.
Pain wyszła, a ja nie potrafiłem nic zrobić. Stałem w bezruchu na środku pokoju i nie widziałem, co powinienem teraz uczynić. Wziąłem głęboki wdech i w końcu udało mi się coś zrobić.
Wyszedłem z pokoju i udałem się prosto do mieszkania Mirany. Chciałem zajść wcześniej do Seleny, ona zawsze potrafiła mi pomóc, jednak uznałem, że teraz powinienem pójść do Mirany. Gdy stanąłem przy odpowiednich drzwiach, zapukałem kilka razy. Nie usłyszałem żadnej odpowiedzi, więc po prostu wszedłem do środka.
Dziewczyna leżała na łóżku, z twarzą schowaną w poduszce.
- Przepraszam - odezwałem się - Ta dziewczyna to Pain, moja była...
Mirana podniosła głowę i spojrzała na mnie przelotnie.
- To ja przepraszam. Weszłam z butami w twoje życie i.. nie powinnam cię tak w to wszystko mieszać.
- Już ci mówiłem, że w nic mnie nie wmieszałaś. Sam chciałem ci pomóc i to zrobiłem. - Podszedłem bliżej i usiadłem obok niej na łóżku.
Mirana spuściła wzrok na swoje ręce i wydawała się być nimi bardzo zainteresowana. Chciałem coś powiedzieć, ale.. nie wiedziałem co. Znając mnie było by to pewnie coś głupiego, bo zawsze mówię głupie rzeczy, gdy nie wiem co powiedzieć. Złapałem ją za rękę, a ona podniosła na mnie wzrok. Nie potrafiłem wydusić z siebie słowa, gdy zapatrzyłem się w jej piękne, piwne oczy. Zakreślałem kciukiem koła na jej dłoni, a Mirana nieśmiało się uśmiechnęła.
Rozłożyłem szeroko ręce, zapraszając dziewczynę do uścisku.

Mirana?

Od Luke'a cd. Mirany

- Obiecujesz? - spytałem
- Obiecuje - odpowiedziała słabo się uśmiechając.
Zmierzyłem Bastiana wzrokiem, nie chciałem zostawiać jej z nim samej, jednak wiedziałem, że to musi się zakończyć. Pocałowałem Miranę w policzek i odszedłem kawałek, cały czas bacznie się im przyglądając. Obawiałem się, że ten dupek będzie chciał coś jej zrobić.
Na początku normalnie rozmawiali, jednak po chwili zaczęli ostrą wymianę zdań. Bastian pochylił się nad nią, a dziewczyna wzięła z barku kieliszek wina i wylała mu go prosto w twarz. Wiedziałem, że coś jest nie tak i powinienem jakoś zareagować.
Mirana wybiegła z pokazu, a Bastian zaraz za nią. Nie mogłem spuścić ich z oczu, więc zatrzymałem się przy wyjściu, gotowy w każdej chwili wkroczyć do działania, jednak miałem nadzieję, że nie będzie to potrzebne, inaczej chłopak mógłby się od niej nie odczepić. Nawet z daleka widziałem łzy na jego twarzy, a cała złość zamieniła się w coś w rodzaju smutku, czy rozczarowania. Nie mogłem dosłyszeć o czym rozmawiali, jednak byli o wiele spokojniejsi niż wewnątrz. Dziewczyna spojrzała na mnie przez chwilę i powiedziała coś do chłopaka, na co ten krótko odpowiedział i odszedł ze zwieszoną głową w stronę jednego z samochodów.
Mirana wpatrywała się przed siebie pustym wzrokiem, a po chwili upadła na chodnik. Podbiegłem szybko do niej i pomogłem wstać. Dziewczyna była cała roztrzęsiona, a łzy, które wciąż próbowała powstrzymać, teraz swobodnie spływały po jej policzkach. 
- Już w porządku - szepnąłem i objąłem ją. Mirana wtuliła się we mnie i zaczęła zanosić się płaczem. Nie wiedziałem, o czym rozmawiali, jednak chyba nie powinienem pytać o to w tym momencie, lepiej poczekać, aż trochę dziewczyna trochę ochłonie.
- Chodź, wracajmy już -  powiedziałem cicho.
Mirana kiwnęła jedynie głową i starła z policzków kilka łez. Chciałbym już wiedzieć i czym rozmawiali, czy się udało, czy w końcu da jej spokój, ale.. nie mogę zapytać jej o to, gdy jest w takim stanie. Niepewnie złapałem ją za rękę z nadzieją, że jej nie zabierze i... nie zabrała. Spletliśmy nasze palce razem i udaliśmy się w stronę mojego samochodu. Otworzyłem Miranie drzwi, a ona posłała mi słaby uśmiech. Lubiłem jak się uśmiechała, ale nie byłem w stanie patrzeć na jej łzy. Po prostu serce mi pękało, gdy widziałem jej smutek.
Zająłem miejsce za kierownicą i zaraz ruszyliśmy w drogę powrotną. Mirana nerwowo uderzała palcami w swoją nogę i co chwila zerkała na swój telefon. 
- Spokojnie. - Uśmiechnąłem się słabo łapiąc ją za rękę.
*   *   *
Weszliśmy na górę i udaliśmy się prosto do mojego pokoju. Mirana zdążyła już trochę ochłonąć, jednak wciąż nie była w najlepszym stanie. Bałem się, że to spotkanie mogło jednak nie wyjść na dobre i będzie jeszcze gorzej. Zatrzymałem się na środku pomieszczenia, a Mirana stanęła kawałek przede mną.
- Udało się? - spytałem. 
- Chyba tak - odezwała się cicho.
- O czym rozmawialiście?
- Chciał.. żebym do niego wróciła, ale.. powiedział, że da mi spokój i przeprosił.
- Tak po prostu dał ci spokój? - Zmarszczyłem brwi.
- Ym.. tak.
Wiedziałem, że nie mówiła mi wszystkiego, jednak postanowiłem nie naciskać.
- Czyli chyba powinniśmy się cieszyć. - Uśmiechnąłem się i odgarnąłem kosmyk włosów, który opadł na jej twarz.

Mirana?

Od Luke'a cd. Mirany

- Jesteś pewna, że to dobry pomysł? - spytałem.
- Napić się czegoś, czy spotkać się z nim? - Zmarszczyła brwi.
- W sumie to jedno i drugie.
Dziewczyna uśmiechnęła się, jednak po chwili spoważniała.
- Spokojnie, tylko coś na.. odwagę.
Podeszliśmy do baru, gdzie Mirana od razu zaczęła przeglądać listę drinków. Po cichu szepnąłem do barmana, żeby nie podawał jej nic mocnego, jednak chyba to usłyszała, bo po chwili spiorunowała mnie wzrokiem.
- Myślisz, że już tu jest? - spytała biorąc pierwszy łyk trunku.
- Nie mam pojęcia, ale.. widzę chłopaków z zespołu - powiedziałem zauważając zieloną czuprynę Michaela.
- Naprawdę? Wiedziałeś, że tu będą? - Tak, Mike mi wczoraj powiedział.
- I ty nic mi nie powiedziałeś?! Uff, dobrze, że dzisiaj się pomalowałam - powiedziała poważnie, po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
Jakaś starasza kobieta spojrzała na nas, jakby miała zaraz zacząć nas uciszać. Jejku, czemu tu jest tak sztywno?
Gdy tylko zadałem sobie to pytanie zauważyłem, jak Calum głaszcze Michaela po włosach i drze się w niebogłosy, że ten kolor jest świetny. - Nie wiem, czy to dobry pomysł do nich podchodzić - mruknąłem pod nosem.
- Czemu? Wydają się sympatyczni. - Uśmiechnęła się.
Teraz już nie było wyboru. Calum zauważył nas i jako pierwszy wybiegł do przodu. Pierwsze co, podszedł do Mirany i wyciągnął rękę w jej stronę.
- Calum, miło mi.
- Mirana, również mi miło - odpowiedziała podając mu dłoń.
Hood zachował się jak prawdziwy dżentelmen i ucałował jej dłoń, jednak nie wytrzymał długo tej powagi i zaraz wziął dziewczynę w objęcia, powtarzając coś o tym, że będą świetnymi przyjaciółkami.
*   *   *   *
Mirana poznała już chłopaków, którzy o dziwo byli dziś dość spokojnie i spędziliśmy sporo czasu na rozmawianiu. Dziewczyna śmiała się razem z nami, jednak czułem, że jest spięta. Co chwila rozglądała się za Bastianem, a fakt, że nigdzie go nie widzę jednocześnie ją cieszył, jak i martwił, bo w końcu.. miał jej dać spokój po tym spotkaniu.
Powiedzieliśmy chłopakom, że mamy pewną sprawę do załatwienia i zaraz oddaliśmy się w stronę "centrum" całego pokazu.
- Może jednak się nie pojawi?
- Będzie - mruknęła cicho - Może już tu jest. Źle się czuję z faktem, że nie wiem do końca co się dzieje, ani co się niedługo stanie. Wciąż się go boję, jednak.. ugh.. chciałabym mieć już to za sobą.
- Spokojnie - powiedziałem obejmując ją ramieniem - Jeżeli tylko gdzieś go zauważysz, to powiedz mi o tym i nie musisz się bać, cały czas będę z tobą.
Mirana uśmiechnęła się słabo, jednak przytaknęła. To było dla niej cholernie ciężkie, jednak była bardzo zdeterminowana.
Przeszliśmy się kawałek i zatrzymaliśmy przy jednym z samochodów, a Marina niespokojnie się rozglądała. Po chwili odwróciła się w moją stronę, a jej oczy się zaszkliły.
- Widziałaś go?
Dziewczyna jednynie kiwnęła głową, próbując powstrzymać napływające do jej oczu łzy.
- On.. chyba tu idzie.. - powiedziała cicho.
Obawiam się, że będzie jeszcze trudniej niż myślałem. Złapałem ją za ręce i spojrzałem w jej oczy.
- Jestem tutaj, nie bój się.

Marina?

sobota, 18 lutego 2017

Od Luke'a cd. Mirany

Ma się z nim spotkać ostatni raz, a potem da jej spokój? Całkiem przypadkiem pojawi się jutro na pokazie w Londynie? Nie podoba mi się ten pomysł, jestem wręcz pewny, że ten dupek coś kombinuje.
- Nie sądzisz, że to jest bardzo podejrzane? - odezwałem się, gdy udaliśmy się już w drogę powrotną.
- Może trochę, ale jeśli ty poszedłbyś ze mną wszystko mogłoby się zmienić... Więc co ty na to? Potowarzyszysz mi? - spytała cicho.
- Co to za głupie pytanie? Oczywiście że tak. - Uśmiechnąłem się do niej.
Po tych słowach zobaczyłem, jak twarz Mariny momentalnie się rozpromieniła. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i przytuliła mnie.
Na pewno nie pozwoliłbym jechać jej tam samej, nigdy nie wiadomo, co może wpaść mu do głowy. Pierwsze co, jak wrócimy do akademika, będę musiał sprawdzić, czy, aby na pewno ten pokaz jest prawdziwy. Obawiam się tego, że Mirana może źle znieść to spotkanie, aczkolwiek może wyjść jednak całkiem inaczej i wreszcie uwolni się od Bastiana.
*   *   *   *
Dokładnie sprawdziłem to wydarzenie i wychodzi na to, że wszystko jest w pełni prawdziwe. Będzie tam pełno ludzi, więc są większe szanse, że ten dupek nie będzie nic kombinował. Zastanawiałem się, czy chłopacy są może jeszcze w Londynie, więc postanowiłem od razu to sprawdzić. Wybrałem numer do Michaela, który odebrał zaraz po drugim sygnale. 
- Cześć Mike, jesteś może w Londynie? - spytałem od razu.
- Witaj Lukey, mi również miło słyszeć twój głos - zaczął się śmiać - Może jestem, może nie.
- Mike.
- Dobra, jestem. Ash i Cal przyjeżdżają jutro i mieliśmy cię odwiedzić, ale ty spieprzysz każdą niespodziankę - burknął.
- Przecież to ty się wygadałeś - zaśmiałem się - Nie przyjeżdżajcie, będę jutro w Londynie, jest pokaz samochodów, więc później jakoś się zgadamy. 
- Okej, my też tam przyjdziemy. Dobra Luluś, bo jestem w sklepie i chyba ktoś mnie zauważył.
Usłyszałem tylko piski w tle, a Clifford zaraz się rozłączył.Wziąłem głęboki wdech i zacząłem się zastanawiać jak to jutro będzie. Poza tym, Calum był trochę obrażony po moim zerwaniu z Pain, bo bardzo ją polubił, jednak po jakimś czasie mu przeszło. Dobrze wiedział, dlaczego tak się stało i to zrozumiał.
Gdy już wszystko ogarnąłem, wyjąłem gitarę z pokrowca i zacząłem grać. Przez jakiś czas było to łapanie przypadkowych akordów i zwykłe brzdąkanie, ale po chwili po całym pokoju rozeszły się pierwsze dźwięki She's Kinda Hot.
Gdy tylko skończyłem śpiewać, drzwi otworzyły się i zobaczyłem w nich uśmiechniętą Miranę.
- Jesteś pewna, że chcesz tam jechać? - spytałem odkładając gitarę.
- Nie chcę znowu go widzieć, ale.. jeżeli to ma sprawić, że w końcu się odczepi i da mi spokój.. to tak, chcę. - Uśmiechnęła się słabo.
- Dzwonił?
Dziewczyna kiwnęła przecząco głową. Obawiam się tylko, że to tak łatwo się nie zakończy. Zwykłe, jedno spotkanie, może mu nie wystarczyć.


Mirana?

Od Luke'a cd. Mirany

Co prawda, nie znaliśmy się zbyt dobrze z Miraną, mimo to nie chciałem, żeby w żaden sposób cierpiała. Zależało mi na tym, żeby jakoś wesprzeć ją na duchu, pomóc, bo domyślam się, jak musiało być jej ciężko przez tego idiotę.
- Przepraszam, że cię w to wszystko wmieszałam - odezwała się mocniej mnie przytulając - Strasznie mi z tym źle. Słaby początek znajomości.
- Nie przepraszaj, nie masz za co. Nie słaby tylko wyjątkowy - odpowiedziałem uśmiechając się delikatnie i głaszcząc ją po głowie - A poza tym, w nic mnie nie wmieszałaś, ja sam się wmieszałem i tego nie żałuję. Chcę ci jakoś pomóc, a o tego dupka się nie martw, nie przyjedzie tu - zapewniłem ją.
- Luke.. nie znasz go, on jest do tego zdolny..
- Nawet jeżeli się tu pojawi, to i tak nikt go nie wpuści, a ja już dopilnuję, żeby nawet się do ciebie nie zbliżył.
Dziewczyna kiwnęła niepewnie głową, szepcząc ciche dziękuję. Nie mógłbym zostawić jej z tym samej, tym bardziej, że jest to dla niej bardzo trudne. Jeżeli ten cały Bastian tylko się tu pojawi i będzie chciał ją skrzywdzić, to na pewno tego pożałuje. Miejmy nadzieję, że ma na tyle rozumu w głowie, żeby dać sobie spokój, chociaż nie wydaje się być osobą, która łatwo się poddaje.
Po chwili telefon Mirany ponownie zaczął dzwonić, a na wyświetlaczu ukazał się prawdopodobnie ten sam numer co wcześniej. Oddech dziewczyny momentalnie przyspieszył, a oczy zacisnęły się, jakby chcąc odseparować się od rzeczywistości. 
- Zignoruj to - powiedziałem mocniej ją przytulając.
- Już mam tego dość - odezwała się przez łzy - Ignorując go i tak się nie zniechęci, dalej będzie pisał i ciągle wydzwaniał.
- Postaraj się o nim nie myśleć. Zastanów się nad... hm... ciekawe co dzisiaj podają na obiad.
Marina zaśmiała się cicho, po czym wzięła do ręki telefon. Jednym ruchem wyciszyła go i odłożyła na miejsce.
- Mam nadzieję, że coś dobrego. - Na jej twarz wkradł się delikatny uśmiech.
- Może się gdzieś przejdziemy? Wydaje mi się, że spacer będzie dobrym pomysłem. - Uśmiechnąłem się. 
- Jasne, czemu nie. - Odwzajemniła uśmiech. 
Starałem kilka zbłkąnych łez z jej policzków i zaraz potem byliśmy już gotowi do wyjścia. Marina zablokowała numer Bastiana i włączyła dźwięk w telefonie. 
- Pewnie niedługo zadzwoni z nowego - odezwała się cicho. 
- To nowy też zablokujesz.. i kolejny i kolejny. Myślisz, że to mu się w końcu znudzi?
- Wątpię, jest bardzo uparty - odpowiedziała spuszczając wzrok.
Ciężko mi z tym, jak pomyślę ile musiała przez niego wycierpieć. Jak można w ogóle tak kogoś nękać? Widocznie ten dupek ma coś nie tak z głową. 
Podszedłem do Mirany i złapałem ją pod brodę, jednocześnie zmuszając do podniesienia wzroku. 
- Nie martw się, nikt nie pozwoli mu cię skrzywdzić. Będę cię pilnował. - Uśmiechnąłem się. 


Marina?

piątek, 17 lutego 2017

Od Luke'a cd. Mirany

- Przyjechałam tutaj, aby o wszystkim zapomnieć, a nie mogę, przez niego. - Gdy tylko wypowiedziała te słowa, w jej oczach zebrały się łzy, które w przeciągu kilku sekund spłynęły na jej policzki.
- Hej, nie płacz - odezwałem się, podchodząc bliżej.
Objąłem dziewczynę ramieniem, chcąc dodać jej trochę otuchy, a ta niepewnie oparła głowę na moim ramieniu.
- Na pewno można to jakoś załatwić. Mogłabyś pójść z tym na policję - zaproponowałem.
- Teoretycznie nic na niego nie mam..
- Nęka cię, dzwoni, nie daje spokoju - zacząłem wymieniać.
- Wolałabym jednak tego nie robić - westchnęła ciężko.
- To... spraw, żeby widział, jak dobrze jest ci bez niego i jak świetnie się tu bawisz, może to jakoś zadziała. Śledzi cię na portalach społecznościowych?
- Wydaje mi się, że tak. Wiesz.. wątpię, żeby to coś dało..
- Ale zawsze warto spróbować, jeżeli się nie uda, to wymyślimy coś innego. - Uśmiechnąłem się delikatnie, ścierając kilka łez z jej policzków - Ej, ale umawiamy się, że już nie będziesz płakać.
Mirana zaśmiała się uroczo i pokiwała głową. Chciałbym jej jakoś pomóc i mam nadzieję, że ten pomysł ze zdjęciami coś da. Może, gdy chłopak zobaczy jak dobrze sobie radzi i jaka jest szczęśliwa bez niego, w końcu da jej spokój, a jeżeli to się nie uda.. to na pewno wymyślimy coś innego.
- Dziękuję Luke. - Uśmiechnęła się, przytulając się do mnie.
- Nie musisz dziękować - odpowiedziałem - Lepiej bierz telefon i idziemy robić zdjęcia - zaśmiałem się.
Dziewczyna uśmiechnęła się i podeszła do biurka, zabierając z niego swój telefon.
*   *   *   *
Weszliśmy właśnie do mojego pokoju i oboje wyłożyliśmy się wygodnie na łóżku. Zrobiliśmy sporo zdjęć z końmi, więc teraz trzeba tylko wybrać te najlepsze.
- Weź to pierwsze - powiedziałem od razu.
- Wolę to drugie - zaśmiała się wywracając oczami.
Oczywiście z kobietą nie wygrasz. Mirana dodała na Instagrama zdjęcie ze swoją klaczą. Jestem wręcz pewny, że ten sposób się uda. Dziewczyna jest na nim szeroko uśmiechnięta i wygląda jednocześnie na bardzo szczęśliwą. Gdy tylko odwróciłem się na chwilę, Mirana zaczęła robić sobie zdjęcia.
- Ładnie to tak beze mnie? - spytałem z udawaną złością - Pff.. no i dobra!
- No przestań - zaśmiała się - Chodź tu panie Hemmings.
- Dobrze panno Evans, tym razem ci wybaczę. - Uśmiechnąłem się do dziewczyny.
Oczywiście zrobienie dobrego zdjęcia zajęło nam sporo czasu, bo zawsze któreś z nas zrobiło głupią minę. Jednak w końcu się nam udało.
- Okej, to leci na Facebook'a. - Wyszczerzyła się .
Gdy Mirana miała właśnie dodać zdjęcie, jej telefon zaczął wibrować i wyświetliło się nadchodzące połączenie od nieznanego numeru. Zauważyłem, jak w jednym momencie jej uśmiech zniknął, a w oczach pojawił się strach.
- Myślisz, że to on? - spytałem

Mirana?

wtorek, 14 lutego 2017

Od Luke'a cd. Mirany

- Nie jesteś godzien tych informacji - zaśmiała się.
- Dobra, to może ja spróbuję sam zgadnąć - zaproponowałem rozkładając się na łóżku.
- Powodzenia!
- Dobra.. - mruknąłem - Masz na imię Mirana.
- Brawo Sherlocku. - Klasnęła w dłonie.
- Spokojnie, dopiero się rozkręcam.
W mojej głowie pojawiło się kilka, w sumie to kilkanaście pytań, na które powinienem znaleźć odpowiedź. Ciężko mi było ogarnąć swoje myśli, więc starałem się zacząć od podstaw.
- Masz 18 lat - odpowiedziałem.
- Buu! Pudło. Strzelaj dalej.
- 19? - Uniosłem brwi.
Dziewczyna kiwnęła głową i czekała na dalsze fakty.
- Jesteś szatynką.. - zacząłem, jednak nie dane było mi dokończyć.
- Nie wierzę! W końcu jakiś facet rozróżnia szatynkę od brunetki! - Uniosła ręce ze śmiechem.
- Wystarczy mieć siostrę. - Wywróciłem oczami - Dobra! Bo mi przerwałaś!

- Wybacz, jak śmiałam przerwać panu Hemmings'owi - zaśmiała się.
- No więc, jesteś szatynką i masz piwne oczy. Hm.. jesteś leworęczna!
- Wow. Nieźle ci idzie. - Uśmiechnęła się szeroko.
- Idzie mi fatalnie. - Zmarszczyłem brwi. - Mogłabyś mi trochę pomóc.
Udało mi się namówić Miranę, żeby odpowiedziała na kilka moich pytań. Dowiedziałem się, że pochodzi z Kanady, lubi słuchać muzyki, śpiewa, jeździ na deskorolce i interesuje się modelingiem. Wydaje się być bardzo sympatyczną osobą.
Po tych krótkich wywiadach, zaczęliśmy zabawę w 5 pytań. Na zmianę zadawaliśmy po jednym, aż w końcu każdy uzbierał pięć odpowiedzi. Zaraz po tym zaczęło się kolejne 5 pytań, aż wiedzieliśmy już o sobie całkiem sporo i nim się zorientowaliśmy była już godzina 21.
- O której się zaczyna cisza nocna? - spytała Mirana zerkając na zegarek.
- O dwudziestej trzeciej - odpowiedziałem.
- To w takim razie chyba powinnam się już zbierać. Przez ciebie nie zdążyłam się nawet rozpakować - zaśmiała się podnosząc się z łóżka.
- Najlepiej zrzucić winę na biednego Luke'a - mruknąłem robiąc smutną minę.
- No niestety, przykro mi. - Uśmiechnęła się szeroko.
- Trafisz do swojego pokoju, czy mam cię odprowadzić? - zaśmiałem się.

- Wiesz.. wydaje mi się, że znalezienie pokoju, jeżeli znam jego numer, nie jest takie trudne. Spokojnie, dam sobie radę w stu procentach - zaśmiała się, po czym dodała poważnym tonem - Miłej nocy panie Hemmings.
- Wzajemnie panno Evans - odpowiedziałem równie poważnie.
Patrzyliśmy przez chwilę na siebie, utrzymując kamienny wyraz twarzy, jednak zaraz zaczęliśmy się śmiać.
- Śniadanie jest o ósmej, nie spóźnij się! - Wyszczerzyłem się.


Mirana?

niedziela, 12 lutego 2017

Od Luke'a cd. Mirany

Od początku dnia, nie miałem ochoty na nic. Najchętniej przespałbym cały dzień i w ogóle nie ruszał się ze swojego pokoju. Minął już miesiąc, odkąd nie jesteśmy razem z Pain i muszę przyznać, że wciąż nie było mi łatwo. Niestety, trzeba zacząć żyć normalnie i iść dalej. Czasu się nie cofnie, a niektórych błędów nie można naprawić.
Z samego rana, to właśnie mój kochany pies wyciągnął mnie z łóżka, sygnalizując, że musi wyjść na spacer. Podejrzewam, że gdyby nie on, większość dnia spędziłbym na błogim nic nie robieniu. Za to później Selena, moja najukochańsza na świecie siostra namówiła mnie na wyjazd w teren. Aktualnie mam zamiar ogarnąć Flickę do kolejnego treningu, w końcu zbliżają się zawody, a my jesteśmy daleko w tyle.
Przeciągnąłem się na łóżku i szybkim ruchem podniosłem się z niego. Aron zaciekawiony moimi poczynaniami ruszył się ze swojego miejsca, uważnie mi się przyglądając.
- Idziesz ze mną do stajni? - mruknąłem przecierając twarz dłonią.
Pies zaszczekał radośnie i nawet sam przyniósł mi smycz.
- No przestań, chyba jej nie potrzebujesz. Będziesz grzeczny, prawda?
Znów wydał z siebie radosne szczeknięcie i odłożył smycz na podłogę.
*    *    *
Już miałem wychodzić z pokoju, gdy zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu ukazało mi się zdjęcie Seleny, więc bez zastanowienia odebrałem.
- Luluś, masz może czas? - Spytała.
- Zależy na co, właśnie wychodzę przygotować Flickę do treningu.
- Jest pewna sprawa, w której musisz mi pomóc. Wiesz, że zawsze jak przyjedzie ktoś nowy, to wyznaczają kogoś z uczniów, żeby oprowadził, pomógł i tak dalej?
- Mhm - mruknąłem wychodząc z pokoju.
- Dzisiaj rozmawiałam z panią Ruby i powiedziała mi, że ktoś przyjedzie, więc zgodziłam się oprowadzić, ale jestem aktualnie w mieście, raczej nie zdążę w porę wrócić..
- Mam cię zastąpić? - przerwałem jej.
- Jakbyś mógł, proooszę.
- Trzeba było od razu. Nie ma sprawy, zaraz znajdę kogoś z właścicieli i dowiem się wszystkiego.
- Dziękuję! Kocham cię! - zawołała o rozłączyła się.
Wziąłem głęboki wdech i ruszyłem w stronę schodów. Aron pewnym krokiem podążał za mną i zatrzymaliśmy się przy wielkich drzwiach z napisem Sekretariat. Zapukałem kilka razy i wszedłem do środka. Przy biurku siedziała pani Ruby i przeszukiwała właśnie wielki segregator z papierami.
Podniosła wzrok i zobaczywszy mnie, szeroko się uśmiechnęła.
- Witaj Luke, w czym mogę ci pomóc?
- Dzień dobry. Czy przyjechał już nowy uczeń? - Spytałem opierając się o futrynę.
- Jeszcze nie, ale zapewne niedługo tutaj będzie, a dlaczego cię to interesuje?
- Selena obawia się, że nie zdąży wrócić z miasta i.. poprosiła mnie, żebym się tym zajął.
- Oh, rozumiem. Nie ma sprawy, ważne, żeby był ktoś, kto będzie mógł pomóc. - Uśmiechnęła się.
Odwzajemniłem uśmiech i wyszedłem z pomieszczenia. Aron grzecznie czekał przy drzwiach, a na mój widok od razu się podniósł.
Wyszliśmy z akademika i udaliśmy się prosto do stajni, gdzie od razu przywitało nas radosne rżenie koni. Zabrałem z siodlarni zgrzebła oraz kopystkę i razem z Aronem weszliśmy do boksu Flicki.
- Cześć piękna. - Uśmiechnąłem się głaszcząc ją po głowie.
Klacz parsknęła cicho i szturchnęła mnie w ramię.
*   *   *
Gdy klacz była już wyszczotkowana, zorientowałem się, że zapomniałem wziąć kopystkę z siodlarni. W momencie opuszczenia boksu Flicki zauważyłem jakaś dziewczynę, której chyba wcześniej tu nie widziałem. Podejrzewałem, że to właśnie może być ta nowa uczennica, o której mówiła mi Selena, chociaż ostatnio nie wychodziłem zbyt często z pokoju, więc równie dobrze mogła być tu od dłuższego czasu. Postanowiłem dokończyć najpierw czyszczenie Flicki i szybkim krokiem udałem się do siodlarni.
*   *   *
Przyglądałem się treningowi, prowadzonemu przez pana Sama i zaraz po nim wróciłem do stajni. Aron ciągle kręcił się wokół moich nóg, jednak zatrzymał się przy boksie Flicki. Klacz wychyliła głowę i szturchnęła psa, na co ten odpowiedział jej cichym szczeknięciem.
W tym momencie, kilka boksów dalej, zauważyłem tą samą dziewczynę co wcześniej, stojącą właśnie przy jednym z boksów. Podszedłem bliżej i uznałem, że chyba wypadało by się przedstawić.
- Cześć - odezwałem się, na co dziewczyna odwróciła się w moją stronę - Jestem Luke. - Uśmiechnąłem się wyciągając rękę w jej stronę.
- Cześć, Marina. - Odwzajemniła uśmiech i uścisnęła moją dłoń. - Hemmings, prawda?
- Tak, czyli już mnie znasz - zaśmiałem się.
- Uznajmy, że tak. - Uśmiechnęła się serdecznie. 
- Moja siostra miała cię oprowadzić, ale nie zdążyła przyjechać, więc jakbyś miała jakieś pytania - rozłożyłem szeroko ręce - do usług. 
- Dzięki, na pewno skorzystam. Wszystko jest takie wielkie, więc podejrzewam, że na początek nie raz się tu zgubię - powiedziała rozkładając się naokoło.
- Nie jest aż tak źle, szybko się przyzwyczaisz do tego miejsca. 
- Mam nadzieję. Jejku - jęknęła zadzierając głowę do góry - Czy wszyscy tu są tacy wysocy? Chyba będę musiała zacząć nosić obcasy - zaśmiała się.
- Spokojnie, nie wszyscy. - Wyszczerzyłem się - Co powiesz na małą oprowadzkę do akademii?



Mirana?
Wybacz za jakość, ale to moje 5 opowiadanie pod rząd XD obiecuję, że kolejne będą lepsze :3

wtorek, 31 stycznia 2017

Od Luke'a cd. Pain

Wiedziałem, że nie mogę jeszcze pokazać tego Pain, bynajmniej nie w takich okolicznościach. Jestem prawie pewny, że ta wiadomość, która zawarta jest na tej kartce, bardzo ją ucieszy, dlatego nie mogę jej powiedzieć tego ot tak, po prostu. Sam ze sobą musiałem stoczyć ciężką walkę, bo niestety jestem kiepski w robieniu niespodzianek i zazwyczaj wygadam się wcześniej. Selena zawsze prezenty pod choinkę dostawała już na początku listopada, bo najzwyczajniej w świecie nie mogłem się doczekać.
Spojrzałem na Pain, która właśnie obserwowała mnie z miną naburmuszonego dziecka, któremu ktoś właśnie zabrał cukierka.
- Ale ja nie mogę ci tego pokazać - zaśmiałem się.
- A to niby dlaczego? - Położyła ręce na biodrach i zmarszczyła brwi.
- Bo... chciałem ci to pokazać później.
- No Lukeeee - jęknęła.
- Obiecuję, że później ci pokażę. - Uśmiechnąłem się całując ją w czoło.
- A może.. może chociaż powiesz mi z czym jest to związane, jaka kategoria, cokolwiek.
- Nie mogę Pain, naprawdę - zaśmiałem się - Musisz wytrzymać. 
- Jak długo? - jęknęła wstając z łóżka. 
- Co ty na to, żeby pojechać na pizzę? 
- Jasne, ale potem mi powiesz? 
- Oczywiście. - Wyszczerzyłem się. 
Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie i podeszła do mnie składając krótki i delikatny pocałunek na moich ustach.
- O której jedziemy? 
- Za pół godziny? 
- Dobrze. - Obdarzyła mnie jednym z jej najpiękniejszych uśmiechów i tanecznym krokiem udała się w stronę drzwi.
*   *   *   *
- W takim razie, możesz mi już powiedzieć? - spytała przeżuwając kawałek pizzy.
Widziałem w jej oczach, że odkąd tylko usiadła przy tym stoliku nie mogła się powstrzymać przed zadaniem tego pytania. 
 - Miałem nadzieję, że już zapomniałaś. - Wywróciłem oczami.
- Luke - jęknęła - Wystarczy, nie każ mi czekać tak długo. 
- Okej - westchnąłem sięgając do kieszeni kurtki.
- Serio? - zdziwiła się - Tak łatwo poszło?
Zaśmiałem się i wyjąłem kartkę, którą wcześniej tak chowałem. Podałem znalezisko Pain, a ona dokładnie się mu przyjrzała. 
- Zaproszenie na ślub? - uniosła brwi.
- Ben. - Uśmiechnąłem się szeroko. 



Pain?

środa, 25 stycznia 2017

Od Luke'a cd. Pain

- Możesz iść już spać - powiedziałem odgarniając włosy z jej twarzy.
- Nie, poczekam z tobą - odpowiedziała przymykając delikatnie oczy.
- Pain, nie musisz czekać, naprawdę. Zajmę się tym, w każdej chwili możesz się obudzić i zobaczyć co u Another, jest dodatkowo pod stałą obserwacją przez stajennych, więc gdyby coś się działo na pewno nas poinformują.
- Mhm - mruknęła cicho, po czym znów zaczęła ziewać.
Pochwili usłyszałem ciche pukanie do drzwi. Podszedłem bliżej i otwierając je ujrzałem stajennych, tego, który obiecał pomoc.
- Proszę bardzo. - Uśmiechnął się ciepło i podał mi laptop.
- Naprawdę bardzo panu dziękuję.
*    *    *    *
Rano obudziłem się pierwszy, co nie było niczym dziwnym. To Pain była większym śpiochem ode mnie. Jak zwykle nie miałem serca jej budzić, zwłaszcza, że leżała opierając głowę na moim torsie.
Uwielbiałem mieć ją blisko siebie. Wciąż się zastanawiam, co by się stało gdybym tu nie przyjechał.. gdybyśmy się nie poznali. Na pewno nie byłbym teraz taki szczęśliwy. Wyciągnąłem rękę w stronę laptopa, który od długiego nieużywania go zdążył się wygasić. Klacz stała spokojnie w boksie i właśnie była szczotkowana.
Zamknąłem laptop i przytuliłem mocniej Pain.
- Luke? Śpisz? - mruknęła cicho.
- Niee, ale ty jeszcze możesz - zaśmiałem się całując ją w czubek głowy.
- Czy z..
- Tak, wszystko w porządku - przerwałem jej.
Nie widziałem jej twarzy, ale jestem pewny, że w tym momencie się uśmiechała.

Pain?
Teraz moja wena wyszła XD

niedziela, 22 stycznia 2017

Od Luke'a cd. Pain

- Chcesz zostać tu na noc? - spytałem unosząc brwi.
- Tak - odpowiedziała pewnie.
Wiedziałem, że z Pain i tak nie wygram. Wszelkie próby przekonania jej do zmiany zdania skończyłyby się na niczym.
- Nie wiem czy regulamin mówi coś o spaniu w boksach - wywróciłem oczami i zdjąłem z siebie bluzę, podając ją Pain.
- Przestań, ciepło mi.
- Jasne, a trzęsiesz się tylko i wyłącznie z nerwów? - Uniosłem brwi.
- Ym.. tak.
- Ubierz sama, albo cię do tego zmuszę. - Uśmiechnąłem się siadając obok niej.
Dziewczyna niechętnie wzięła moją bluzę i przełożyła ją sobie przez głowę.
- Dziękuję - odpowiedziała cicho opierając głowę na moim ramieniu.
- Czeka nas dłuuuga noc tutaj - westchnąłem.
- Raczej mnie, ty możesz wrócić do pokoju.
- Nie zostawię cię tu samej - odpowiedziałem od razu.
- Luke.. naprawdę nie musisz. Poradzę sobie.
- Nie muszę, ale chcę - powiedziałem cicho całując ją w czoło.
Oczy Pain po chwili zaczęły się zamykać. Nie dziwię się, że była zmęczona, sporo stresu ją to kosztowało i uważam, że powinna się teraz wyspać. Another będzie pod stałą opieką, jeżeli coś by było nie tak, na pewno od razu by ją powiadomili.
Po chwili do boksu podszedł stajenny.
- Wiecie, że nie możecie tu zostać? - spytał marszcząc brwi.
- Domyślam się, jednak.. nie udało mi się jej przekonać - odparłem.
- Wyznaczyli nam warty, przez całą noc. Nic nie ujdzie naszej uwadze, weterynarz jest kilkanaście metrów stąd w akademiku. - Starał się mnie przekonać.
- Ja to wiem - westchnąłem - Ale Pain nie chciała jej zostawiać.
- Rozumiem chłopcze, ale naprawdę nie możecie tu zostać - odparł smutno - Wiem jak mogę wam pomóc. W stajni zainstalowany jest monitoring, w każdym z boksów. Mam do niego dostęp z laptopa, mogę wam go pożyczyć na tę noc. Więcej niestety nie mogę dla was zrobić.
- Byłbym panu naprawdę wdzięczny. - Uśmiechnąłem się.
- Nie ma sprawy, zawsze do usług. - Odwzajemnił uśmiech - Wróćcie do swoich pokoi, a ja przyniosę co trzeba, do którego pokoju?
- Dziesięć, naprawdę bardzo panu dziękuję.
Mężczyzna uśmiechnął się i odszedł. Zastanawiałem się, czy powinienem obudzić Pain, jednak postanowiłem, że po prostu zaniosę ją do pokoju. Wstałem i delikatnie, żeby jej nie obudzić, wziąłem ją na ręce. Powoli przeszliśmy do akademika i w tym momencie zacząłem się zastanawiać, do którego pokoju mam iść. W sumie, nie miałem dużego wyboru, bo nie wiedziałem, gdzie Pain zostawiła swój klucz.
Skierowałem się do siebie i delikatnie położyłem Pain na łóżku. Podszedłem do szafy wyjmując jakąś koszulkę do przebrania dla Pain, bo i tak niestety będę musiał ją obudzić. Dziewczyna po chwili sama otworzyła oczy.
- Wszystko załatwione - powiedział szybko, zanim zdążyła się  zdenerwować - Nie można zostawać w boksach na noc, ale dostaniemy dostęp do monitoringu w boksie Another i w każdej chwili będziemy mogli tam iść.

Pain?

sobota, 21 stycznia 2017

Od Luke'a cd. Pain

- Luke - odezwała się pani Ruby - Zabierz Pain i pomóż jej się jakoś uspokoić, bo zaraz będzie potrzebna pomoc również dla niej. Klacz jest w bardzo dobrych rękach.
Wiedziałem, że zabranie stąd Pain będzie graniczyło z cudem. Dziewczyna na pewno nie zgodzi się odejść od Another.
Weterynarz wszedł do boksu i zbiegło się jeszcze kilku stajennych i instruktorów do pomocy. Pain ledwo udało się oderwać od klaczy i wyprowadzić z boksu.
- Chodź - powiedziałem odciągając ją delikatnie na bok.
- Nigdzie nie idę - burknęła przez łzy i wyrwała się.
- Another jest w dobrych rękach, a ty musisz się uspokoić!
Nie dawałem za wygraną, jednak Pain również nie miała takiego zamiaru.
- Pain, proszę. Oni wiedzą co robią. Usiądziemy, uspokoisz się i wrócimy.
- Jestem spokojna - odpowiedziała wycierając policzki wierzchem dłoni.
- Pain.. proszę cię. W takim stanie i tak im nie pomożesz - powiedziałem ciągnąć ją za rękę w stronę siodlarni.
W pomieszczeniu stała duża, drewniana ławka, do której ( jakimś cudem ) doprowadziłem Pain. Dziewczyna niepewnie na niej usiadła i dopiero teraz zobaczyłem jak bardzo jest z nią źle. Łzy strumieniami spływały po  policzkach Pain, a jej ręce drżały z nerwów.
- Jest w dobrych rękach - powiedziałem cicho łapiąc ją za rękę.
- Ale.. j-jeżeli coś jej się.. stanie..
- Cii, spokojnie - przytuliłem ją - Zrobią wszystko co w ich mocy.
Nie mogłem jej powiedzieć, że będzie dobrze, bo... nie byłem tego pewny, miałem taką nadzieję, jednak w przypadku kolki, nic nie jest wiadome.
Odsunąłem ją od siebie, żeby móc spojrzeć w jej zapłakane oczy.
- Płacząc i tak jej nie pomożesz - powiedziałem cicho, ścierając łzy z jej policzka.
- Wiem, a-ale ja nie.. nie potrafię..
- Rozumiem, ale postaraj się - pocałowałem ją w czoło i przyciągnąłem do siebie.
Siedzieliśmy przez dłuższy czas w ciszy.
- Możemy do niej iść? - spytała słabo.
Nie mogę jej tu tak trzymać. Powinniśmy sprawdzić co z Another, bo niestety od dłuższego czasu nikt nas o tym nie informował.
- Tak - powiedziałem cicho.
Dziewczyna, mimo, że przestała płakać, wciąż była bardzo zdenerwowana i roztrzęsiona. Wziąłem ją za rękę i gdy mieliśmy już wyjść do siodlarni wpadła pani Ruby.
- Oh, tu jesteście. - Klasnęła w dłonie.
- Co z Another? - spytała od razu Pain.
- Cóż.. jej stan jest stabilny. Kolka w tym przypadku okazała się dość niegroźna. Weterynarz zostanie z nią jeszcze przez dwie godziny, a potem będą doglądać ją stajenni. Lekarz oczywiście mieszka niedaleko, jednak zostanie w akademii do jutra, tak na wszelki wypadek. Przez noc będzie pod stałą obserwacją, ktoś ciągle będzie przy niej czuwał.
- Mogę teraz do niej iść, prawda?
- Oczywiście, jednak proszę, żeby nie trwało to zbyt długo. Gdy jej stan jest już dobry, możesz spokojnie wrócić do pokoju i odpoczywać, według zaleceń lekarza.
- Tak, tak. Rozumiem - mruknęła niechętnie.
Wyszliśmy z siodlarni i udaliśmy się prosto do boksu Another.

Pain?

czwartek, 19 stycznia 2017

Od Luke'a cd. Pain

Przyniosłem z siodlarni zgrzebła i kopystkę Another. Klacz niespokojnie kręciła się po boksie, a Pain starała się ją uspokoić.
- Wczoraj wystarczająco sobie nagrabiłaś - mruknęła do niej.
Wspólnymi siłami wyszczotkowaliśmy Another i Pain chciała już iść po lonżę, gdy zatrzymał ją właściciel.
- Miałaś odpoczywać. - Uniósł brwi.
- Tak, wiem, ale chciałam ją tylko wyczyścić i wziąć na lonżę - odpowiedziała - Luke mi pomaga, więc nie ma problemu.
- A to niespodzianka, bo właśnie Ruby zastanawiała się czy wziąć ją na lonżę. - Uśmiechnął się - W takim razie.. odwrót, do pokoju i odpoczywać.
- Ale.. - jęknęła.
- Żadnego "ale". Luke, przypilnuj, żeby się nie przemęczała - zwrócił się do mnie.
- Tak jest - odpowiedziałem z uśmiechem.
- Miłego dnia wam życzę - dodał i poszedł w głąb stajni.
Pain zrobiła smutno-wkurzoną minę.
- Oj nie denerwuj się - zaśmiałem się obejmując ją - Chciałaś przeleżeć cały dzień.
Dziewczyna wywróciła oczami i zaczęła się śmiać. Powoli udaliśmy się do akademika i weszliśmy na piętro. Po drodze zatrzymała nas Selena.
- Hej. - Uśmiechnęła się - Jak się czujesz? - spytała delikatnie przytulając Pain.
- Już lepiej. - Uśmiechnęła się.
- Dobra, nie będę was zatrzymywać. Lecę na trening, do zobaczenia. - Wyszczerzyła się i pobiegła w stronę schodów.
Poszliśmy prosto do pokoju Pain i od razu rzuciliśmy się na łóżko.
- Naprawdę mamy zamiar przeleżeć cały dzień? - zaśmiała się opierając głowę na poduszce.
- Według mnie to bardzo dobry pomysł - zaśmiałem się.
Leżeliśmy przez jakiś czas w ciszy, po czym Pain zaczęła ziewać.
- Tak długo spałaś i nadal jesteś zmęczona? - Zmarszczyłem brwi.
- Może.. - mruknęła z uśmiechem.
- No chodź tu do mnie - zaśmiałem się przyciągając ją bliżej.



Pain?
wybacz za jakoś, bo jakieś takie słabe mi wyszło ;-;

wtorek, 17 stycznia 2017

Od Luke'a cd. Pain

- Nie ma problemu - zaśmiałem się - Dla ciebie wszystko.
Pocałowałem ją w czoło i delikatnie do siebie przytuliłem. Sięgnąłem ręką po mój telefon leżący na szafce obok. Wcisnąłem przycisk i jęknąłem, gdy zobaczyłem, która jest godzina.
Dopiero ósma! A dzisiaj jest sobota!
Nie zdążyłem podzielić się tym z Pain, bo gdy na nią spojrzałem już spała. Zasnęła w moich ramionach. To było takie cudowne uczucie, jakbym trzymał w ramionach cały swój świat.
*-*-*-*-*-*-*
Gdy się obudziłem nie miałem pojęcia na jak długo zasnąłem. Godzina, może dwie. Pain wciąż spała opierając głowę na moim torsie, a ja postanowiłem, że nie będę jej budzić. Zakreślałem dłonią różne kształty na jej plecach i ciągle zastanawiałem się, czy jej to nie przeszkadza i czy nie powinienem przerwać. Nie chodziło o to, że już jej nie kocham, bo kocham i to bardzo. Po prostu nie chciałem, żeby cierpiała, nie chciałem sprawiać jej bólu, ani przywoływać nieprzyjemnych wspomnień. Moja księżniczka musi być szczęśliwa.
- Luke? - odezwała się cicho Pain.
- Tak?
- Sprawdzałam czy śpisz - zaśmiała się unosząc głowę.
Spojrzałem w jej piękne oczy i nie potrafiłem już odwrócić od nich wzroku.
- Możemy tak przeleżeć cały dzień? W końcu muszę odpoczywać, a ktoś musi się mną zajmować. - Uśmiechnęła się szeroko.
- Dla ciebie wszystko - powtórzyłem całując ją w usta.

Pain?
Miało być dłuższe, ale jakoś nie wyszło ;_;