Zrezygnowana oparłam głowę na rękach. Uporczywe zimno nasilało się z upływem czasu. Przez chwilę zdawało mi się , że dostrzegłam kluczyki zagrzebane do połowy w śniegu.Wyskoczyłam z samochodu z tym radosnym błyskiem w oczach, jakie można dostrzec u każdego dzieciaka. Zaczęłam kopać w śniegu , na próżno. Zrezygnowana przykucnęłam chwiejąc się jak bujany fotel. W końcu straciłam równowagę i momentalnie moje cztery litery spotkały się z twardym podłożem.Otrzepałam się i podeszłam do samochodu.
-Idziemy na piechotę - Rzuciłam szybko i posłałam chłopakowi ciepły uśmiech. Cole wysiadł z pojazdu i ruszyliśmy w drogę powrotną. Ponieważ droga bez chodnika a tym bardziej pobocza nie była zbyt bezpieczna udaliśmy się niewielkim laskiem. Poruszaliśmy się stosunkowo szybkim tempem mimo iż mróz stawał się coraz bardziej irytujący. Śniegu było nam ponad kostki i z czasem zaczął w tajemniczy sposób przedostawać się przez wodoodporne buty.
-Cole, gdzie jesteśmy? -Zapytałam chwytając go za rękaw.
-Nie wiem Jenn, nie wiem-Odparł chłopak rozglądając się. Mrok w kilka godzin uniemożliwił nam jakąkolwiek orientację w terenie. Wszystko zlało się ze sobą , a horyzont całkowicie zniknął mi z pola widzenia.Zupełnie nie poczułam, a raczej nie zobaczyłam, że przede mną jest spad. Z myślą że wciąż idę po płaskim terenie stawiłam kolejny krok.Był to jednak błąd. Przechyliłam się , przez co stoczyłam się jak się okazało, z dość stromego stoku przy okazji obijając się o drzewa.
- Jennifer? - Krzyknął Cole zsuwając się powoli ze wzgórza.
-Nic mi nie...- Syknęłam, gdy próbowałam się obrócić. Mimo egipskich ciemności i mojego rozkojarzenia udało mi się dostrzec szkarłat krwi. Mruknęłam niezadowolona i spróbowałam się podnieść. Niestety nie było to możliwe, ból był na tyle silny, że nie byłam w stanie nawet się obrócić.
Wreszcie dostrzegłam twarz chłopaka i nagle wszystko się rozmazało po czym już nic nie widziałam. Niemrawe światło padło wprost na moje oczy. Uniosłam ostrożnie jedną powiekę a po chwili drugą. Cole siedział cierpliwie na krześle w niewielkim ,drewnianym pomieszczeniu. Podniosłam nieznacznie rękę i dostrzegłam liczne zadrapania. Przez myśl mi nawet nie przeszło, że moja noga będzie wyglądała tak strasznie. Cała zakrwawiona , z głęboką raną. Wypuściłam powietrze i skierowałam wzrok na chłopaka. Leżałam na ziemi, właściwie to na kocu który już zbroczony był krwią. Przetarłam oczy i wymusiłam na sobie mały uśmiech.
<Cole? Wycieczka, w nocy, po obcym terenie, z dala od jakiegokolwiek źródła światła czy miasta? Perfekto! xDD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz