Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jennifer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jennifer. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 stycznia 2017

Od Jennifer cd Cole'a

-Masz rację - Spojrzałam na chłopaka i pomknęłam do stajni. Dźwięki stawały się coraz głośniejsze. Przez głowę przeleciała mi nieprzyjemna myśl. A co , jeśli Prim kogoś zaatakowała ? Ostrożnie uchyliłam drzwi , w tym samym momencie Prima wlepiła we mnie swój wzrok. Zacisnęłam zęby i ostrożnie podeszłam do boksu owej klaczy. Był otwarty. Przeleciałam wzrokiem po pozostałych boksach. Calm również nie była w boksie. Przechadzała się po stajni beztrosko, włócząc czarne ogłowie. Przyjrzałam się bliżej mojej klaczy. Miała małą rankę na zadzie, to wszystko. Przygryzłam wargę. Zaprowadziłam niespokojną Eau do boksu i pobiegłam do Blanki. Wyminęłam w drzwiach Cole'a , który właśnie doszedł do stajni.
-A ty gdzie?-Zapytał chłopak.
-Po Blankę. Popilnuj Primy i Calm ale przede wszystkim uważaj. - Jęknęłam potykając się o własne nogi.
Wbiegłam do pokoju dziewczyny i bez zbędnych wyjaśnień zabrałam ją do stajni. Pchnęłam drzwi , a moim oczom ukazały się siwka i kasztanka w trakcie gryzienia siebie nawzajem.
Złapałam za kantar Prim i odciągnęłam ją od  rozjuszonej klaczy. Blanca uczyniła podobnie.Cole podszedł do mnie lekko zdenerwowany.
-Próbowałem je zatrzymać, coś nie pykło- Uśmiechnął się blado pocierając kark.
-Nie szkodzi, która zaczęła?-Zapytałam zamykając kasztankę w boksie.
-Nie wiem, wszystko działo się zbyt szybko.- Mruknął chłopak. Ruszyłam, by opatrzyć ranę klaczy. Na szczęście obie nie odniosły większych obrażeń. Jutro z samego rana mieliśmy jechać po konia. Dałam Prim jabłko i posłałam jej ciepły uśmiech.
-Żałuję, że nie mogę towarzyszyć tobie w zakupie konia - Westchnęła Blanc wkładając ręce do kieszeni kurtki.
-Pokażę ci zdjęcia zaraz po zakupie, nie martw się.-Zaśmiałam się. Wybrałam już hodowle holsztynów, skąd zamierzałam kupić jednego z koni   . Udałam się do pokoju. nie było nawet 21 a mnie już znużył sen. Obudziłam się o 7. Od razu ubrałam się , uczesałam włosy w kok i pobiegłam pod pokój Cole'a. Chłopak już czekał. Uśmiechnęłam się i wyszliśmy z akademii. Do mojego samochodu już był podpięty trajler. Byliśmy gotowy. Meg została z Blancą. Odpaliłam silnik , po czym skręciłam kołami w stronę wyjazdu.
~~Po 3 godzinach~~
Byliśmy już na miejscu. Wysiadłam z samochodu i uważnie przyglądałam się stajni. Ztąd były jedne z najlepszych koni holsztyńskiej, dlatego właśnie przybyliśmy własnie tu. Ze stajni właśnie wybiegła siwa klacz. Spodobała mi się, była dobrze zbudowana, ale raczej nie była na sprzedaż. Powitał nas radośnie właściciel hodowli.
-Dzień dobry, my w sprawie zakupu konia.- Podałam mężczyźnie rękę. Zaprowadził nas do stajni koni sportowych.
-W czym ma przodować wierzchowiec-Zapytał dumnie gładząc chrapy jednej z klaczy.
-Przede wszystkim w skokach- Uśmiechnęłam się. Wskazał on na pierwszy z boksów.
-Odtąd zaczynają się konie z predyspozycjami do skoków- Odparł właściciel, po czym oddalił
się.Przyglądałam się każdemu z osobna, dokładnie oceniając je w skali do 10. Zainteresował mnie jeden z boksów. Podeszłam i oparłam się o drzwi. W środku leżał piękny, gniady holsztyn. Spojrzałam na tabliczkę umieszczoną na drzwiczkach. Owy ogier zwał się Napoleon 033. Niezbyt twórcze imię, ale samym koniem byłam zachwycona. Zawołałam właściciela.
-I co?-Zapytał Cole przypatrując się gniadoszowi.
-Mogłabym go przetestować na parkurze?-Zapytałam uśmiechając się niepewnie. Mężczyzna przytaknął . Ruszyłam po sprzęt ogiera. Szybko go osiodłałam i zaprowadziłam na parkur. Wspaniale mi się na nim jeździło. A skoki były niczym lot. Delikatnie poklepałam go po szyi.
-Biorę go!-Oświadczyłam odnosząc siodło. Po wypełnieniu dokumentów i zapłaceniu otrzymałam paszport i inne papiery. Od razu postanowiłam zmienić mu imię. Zapakowałam ogiera do trajlera. Chciałam przetestować, czy zareaguje na nowe imię.
-Comanche!-Cmoknęłam a ogier uniósł łeb.
Wsiadłam do samochodu. Ruszyliśmy w drogę powrotną.
~~Na miejscu~~
Zaprowadziłam ogiera do jego nowego boksu. Prim od razu zainteresowała się nowym kolegą.W stajni zjawiła się też Blanca.
-Przedstawiam ci Comanche'a-Ukłoniłam się i pogłaskałam ogiera.Dziewczyna zachwycona podarowała mu jabłko.Mam nadzieję, że odniesiemy razem wiele sukcesów. Kątem oka ujrzałam Cole'a.
-Dzięki za pomoc- Zaśmiałam się.

<Cole? =3 >

wtorek, 27 grudnia 2016

Od Jennifer CD Cole'a

Poza przewracaniem się z jednego końca łóżka na drugi nie miałam ciekawszych zajęć.Brakowało mi tego codziennego wstawania. Na szczęście już dziś będę mogła wrócić do akademii. Blanca obiecała, że przyjedzie po mnie. Wlepiłam wzrok w drzwi, a gdy tylko klamka poruszyła się od razu  zerwałam się z łóżka, przytrzymując się jedną ręką oparcia krzesła. W drzwiach stanęła owa brunetka. Zarzuciłam na siebie kurtkę i podeszłam do dziewczyny.
-Jedziemy?-Zapytałam wyszczerzając się .
-Mhm- Blanc ruszyła korytarzem, a ja podążałam za nią. Wsiadłyśmy do samochodu i już po chwili mogłyśmy wracać do akademii.Po drodze dostrzegłam znajome auto. Cole wraz z Avenger'em również wracali. Oparłam głowę o szybę i droga zdawała mi się jakaś krótsza. Auto zatrzymało się przed akademią, ja zaś od razu udałam się do stajni. Na pierwszy rzut oka zdawało mi się, że Primy nie ma w boksie. Zbliżyłam się niepewnie i usłyszałam uderzenie w ściankę boksu. Prim stanęła dęba i położyła uszy.Nie mogłam jej poznać. Stała się agresywna i nie dała się dotknąć. Co jej uderzyło do łba? Przybliżyłam rękę do jej głowy. Kasztanka odwróciła się urażona i miała mnie gdzieś. Westchnęłam i udałam się do akademika. Akurat napotkałam Cole'a.
-Cole, nie wiesz może co się dzieje z Primą? Jest agresywna i nie daje się dotknąć-Mruknęłam i spojrzałam na chłopaka.
-Sam nie wiem. Kiedy cię nie było też tak szalała- Westchnął i podrapał się po głowie.
-Właśnie, wybrałbyś się ze mną kupić konia? Potrzebuję pomocy a Blanca akurat nie może.- Uśmiechnęłam się niepewnie i rzuciłam okiem na stajnię, z której wydobywały się niepokojące dźwięki.

<Cole? Odpisałam :DD xD>

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Od Jennifer - eliminacje na stopień zaawansowany

Godzina 6.00. Szybko ubrałam się i popędziłam do Blanc. Dziś był czwartek, a więc bez treningów. Na szczęście ściągnęli mi już szwy , i jest dobrze.  Bez pukania wpadłam do jej pokoju. Nie zdawałam sobie sprawy, że śpi. Gdy zjawiłam się obok niej zsunęła się na podłogę.
-Co się tak cieszysz?-Zapytała
-Jutro mam egzamin, na stopień zaawansowany!- Tańczyłam swój taniec szczęścia przed nieświadomą dziewczyną.
-Wow! Gratuluję! - Uśmiechnęła się
-Dziś potrenuję z Picololo skoki,  nie chcę męczyć Primy - Odwzajemniłam gest.
-A jak cross?-Zapytała bujając się na krześle, na które dostała się niezauważalnie.
-Wspaniale! Prima doskonale radzi sobie z przeszkodami w terenie.
Pożegnałyśmy się i pobiegłam do siebie. Usnęłam na krześle a gdy się spostrzegłam była już 7.40.
Ubrałam czarną bluzę i pobiegłam na lekcje.
~~ Po lekcjach ~~
Niczym w skowronkach pobiegłam do stajni. Prima zaciekawiona  wpatrywała się w kolegę, którego właśnie siodłałam. Zaprowadziłam go na halę, gdzie były przeszkody.  Wszystko szło dobrze. Nie czułam się pewnie na stacjonacie z hydrą. Po kilku skokach przez tą przeszkodę nabrałam pewności, i mogłam już odstawić Picololo do boksu. Teraz tylko czekać na następny dzień...
~~Następnego dnia~~
Irytujący budzik w moim telefonie dał o sobie znać. Czwarta nad ranem Leniwie przeciągnęłam się, wlepiając swój wzrok w sufit. Dziś egzamin. Zerwałam się na równe nogi i podeszłam do wieszaka. Marynarka i białe bryczesy oraz oficerki. Wszystko było gotowe. Powoli weszłam do łazienki. Moje włosy zdawały się być jakimś zapuszczonym ogrodem. Szybko ujęłam szczotkę i starałam się uporządkować ten artystyczny bałagan. Po niespełna 5 minutach moje włosy były już związane w kok. Jeszcze półtorej godziny do egzaminu. Założyłam na siebie białe bryczesy i czarną marynarkę. Ostatnie pociągnięcia szmatką po oficerkach i byłam gotowa.Złapałam za kask i wolnym krokiem ruszyłam do wyjścia. wyminęłam się z Blanką, która życzyła mi szczęścia. Przyda się ... Gdy doszłam do stajni Prima już czekała.  Była tak samo zestresowana jak ja. Nie mogłam na to pozwolić. Pogłaskałam ją i czule objęłam.
Następnie udałam się po szczotki i sprzęt, który tak pilnie czyściłam. Oczyściłam sierść klaczy z kurzu oraz zaklejek, rozczesałam grzywę oraz ogon oraz wyczyściłam kopyta . Byłam bardzo zestresowana, ale moje zdenerwowanie nie mogło odbić się na Primie. Zaplotłam jej koreczki i westchnęłam głęboko. Ruszyłam do siodlarni po sprzęt , który tak pilnie czyściłam. Ochraniacze, kaloszki, czaprak , podkładka , siodło , ogłowie i nauszniki. Zacisnęłam rękę na wodzach i spojrzałam na zegarek. Pierwsze miały być skoki. Ujęłam wodze i ruszyłam w stronę parkuru. Dosiadłam Primy i spojrzałam na jury. Starsza kobieta skinęła głową na znak, że mogę zacząć. Przyspieszyłam do galopu i skierowałam klacz na pierwszą przeszkodę jaką był okser o wysokości dość małej , bo 80 cm. Prima pokonała ją bez zbędnego wysiłku. Następna była stacjonata . Również pokonałyśmy ją bezbłędnie. Dostrzegłam doublebarre. Przez chwilę klacz zawahała się, jednak przeskoczyła za co byłam jej wdzięczna. Triplebarre znajdował się tuż przed nami. Byłam pewna , że go pokonamy. I udało się!  Po kilku przeszkodach ujrzałam stacjonatę z hydrą. Gdy Prima skoczyła, zdawało mi się , że leci. Pokonałyśmy cały tor w najlepszym czasie i bez błędów. jury podziękowali i udali się gdzieś. Ja zaś miałam się przygotować na cross. Szybko zmieniłam spocony czaprak klaczy na świeży i popędziłyśmy na tor crossowy. Rzuciłam tylko okiem na tor złożony z kilku przeszkód. Jury dało znak do startu. Popędziłam klacz do szybkiego galopu i wjechałyśmy w las. Pierwszy był stół, który pokonałyśmy bezbłędnie. Prima pędziła niczym torpeda. Kolejna była hydra, bałam się trochę, że nie przeskoczymy, lecz udało się. Od mety dzieliło nas zaledwie 100 m.  Prim pokonała szweda i bankiet o wysokości jakichś 120 cm. Dobiegłyśmy do mety w czasie lepszym od poprzednich o 13 sekund. Byłam dumna z mojej kochanej. Przez chwilę kobieta o czymś szeptała ale już po chwili wstała i podeszła do mnie.
-Gratuluję, zdałaś- Uśmiechnęła się kobieta i podarowała mi papiery. Byłam taka szczęśliwa. Wtuliłam się w grzywie Primy i zaprowadziłam ją do stajni z bananem na ryjku.

Od Jennifer CD Cole'a

Otworzyłam powoli jedno oko. Leżałam na jakiejś sali. Dookoła mnie stali Blanca, Cole , lekarze i państwo Steward. Nieco przerażona podniosłam się  i usiadłam. Pan i pani Steward udali się na rozmowę z lekarzem, ja zaś zostałam wraz z moimi najwierniejszymi przyjaciółmi.Posłałam im pytające spojrzenie.
-Co się w ogóle stało?-Zapytałam przecierając oczy.
-Zemdlałaś kobito, nie strasz nas tak!-Blanca usiadła na łóżku szpitalnym zaraz obok mnie. Cole tylko milczał, usiadł na krześle i tępym wzrokiem gapił się w ścianę. Wyglądał tak, jakby to była jego wina.
Zrobiłam skwaszoną minę.
-Będę mogła jeździć , tak? -Zapytałam błagalnym wzrokiem. W końcu niedługo mam egzamin.
-Za jakiś tydzień-Rzucił szybko lekarz-Na razie musisz tu zostać-Uśmiechnął się blado. Ta perspektywa nie była zbyt ciekawa, ale egzamin za dwa tygodnie, mam czas. Lekarz wyszedł.  Położyłam głowę na ramieniu Blanki.
-Co tak nic nie mówisz, Cole? - Zaśmiałam się i rzuciłam w niego plastikowym kubeczkiem , który akurat miałam pod ręką. Chłopak wciąż milczał.
-A co zrobiliście z Meg?- Spojrzałam na Blankę.
-Meg? Zapomnieliśmy o niej!- Krzyknęła przerażona Blanca , przyciągając wzrok kilku pacjentów.

<Cole?  Wena umarła i już nie wstanie xC >

Od Jennifer cd Harley

-Widziałaś może suczkę rasy Husky? -Zapytałam. Meg znowu gdzieś uciekła, tym razem jednak nie mogłam jej znaleźć.
-Nie, przykro mi- Odparła szybko Harley.
-No ok, do jutra- Pożegnałam się i pognałam do siebie. Po szybkiej kąpieli ubrałam się w piżamę i usiadłam przy oknie. nie trwało to długo, gdy poczułam zmęczenie ukrywane przez cały dzień.Ułożyłam się szybko, starając się zasnąć. Jednak ciągle nurtowało mnie jedno pytanie. Po kilkunastu minutach znużył mnie sen.Przerwała go dopiero Megami, która radośnie skakała po moim łóżku. Wcisnęłam twarz i ponownie zasnęłam, tym razem na dobre. Obudziłam się o 5. Szybko ubrałam się w luźną bluzę, bryczesy i sztyblety po czym poszłam do stajni. Czekała tam na mnie Prima. Szybko wyczyściłam ją , dałam jej jabłko i poszłam po sprzęt. Poszłam rozgrzać klacz, ponieważ kolejny dzień z rzędu odbijało jej. Po niecałych 20 minutach przyszli pierwsi uczniowie. Zaczął się trening.
~~Po treningu~~
Czekałam już przed budynkiem akademii. harley wciąż nie mogłam się dopatrzeć. W końcu ją zobaczyłam. Podeszłam i uśmiechnęłam się.

<Harley? Wena ma na wyczerpaniu jest >

Od Jennifer cd Cole'a

Zaprosiłam Blankę i Cole'a do środka. Nie miałam zbytniego pomysłu na tą godzinę , więc po prostu szturchnęłam dziewczynę,  puściłam do niej oczko a dziewczyna po cichu wyszła z pomieszczenia. Wróciła niepostrzeżenie z bitą śmietaną , czyli czymś , co uwielbiam ponad życie. Zamiast jednak dać ją w moje lepkie łapki nałożyła ją na rękę i wysmarowała twarz nic nie spodziewającego się Cole'a.śmiałam się jak opętana, wyglądał tak uroczo. Podczas mojej nieuwagi ja również zostałam celem Blanc. Bita śmietana spłynęła po mnie , brudząc wszystko dookoła.
-Idę zmienić bandaż, zaraz wracam- Zaśmiałam się i wpełzłam do łazienki. Usiadłam na "porcelanowym tronie" i powoli odwinęłam czerwony od krwi bandaż. Rana wyglądała okropnie, jak ja będę jeździć? Westchnęłam głęboko i zdezynfekowałam ją jakimś płynem, który miałam w apteczce. Wytarłam spływającą krew i zawinęłam nogę na nowo.Podniosłam się i wróciłam do świetnie bawiących się Cole'a i Blanki. Rzuciłam się na łóżko i zsunęłam się na dywan.
-Co porab...-Przerwała mi Blanca, która wskazała na swój telefon. Puściła jakieś wideo. A któż był głównym bohaterem?  No ja i Blanca. Przypomniał mi się ten wspaniały teren, z którego relacje leciały w telefonie. Jechałam wtedy na koniu ciotki, Algidzie.
-Alga , stójj!- Rozległ się mój krzyk, więc Blanca przyciszyła nieznacznie dźwięk. Po chwili było zbliżenie, jak leżę w potoczku , a Aldzia wchodzi do wody i kładzie się na mnie. Jak było mi wtedy wstyd. Cole starał się śmiać cicho, lecz nie wychodziło mu to zbyt dobrze. Blanca spojrzała na mnie ze współczuciem i również śmiała się jak opętana.
-Co jest w tym śmiesznego? -Udawałam oburzoną, choć w duszy  śmiałam sie jak dzieciak.Naprawdę była to jedna ze śmieszniejszych sytuacji z mojego życia.



<Cole? Brakus pomysłus, ale reszta należy do ciebie xD>

Od Jennifer cd Harley

-Tak naprawdę to wszystko po trochę, prócz westernu - Zaśmiałam się. Prima tylko parsknęła, potwierdzając fakty. Przetarłam wędzidło suchą szmatką i powiesiłam ogłowie na haczyku przy boksie klaczy. Dziś zachowywała się wyjątkowo nieznośnie. Ściągnęła ogłowie , które upadło na brudną ziemię. Westchnęłam niechętnie i ponownie udałam się do wiadra. Tym razem ogłowie odniosłam do siodlarni, by klacz nie wyżyła się na nim. Zbliżała się już 8.20 a więc pierwsza lekcja. Pożegnałam dziewczynę i pobiegłam się przebrać. Gdy wpadłam na salę  spostrzegłam, że jestem ostatnia. Wszyscy uczniowie wpatrywali się we mnie , a ja poczułam zażenowanie. Usadowiłam się w ławce i własnie w tejże chwili do pomieszczenia wszedł pan Alfredo. Rozpoczęła się lekcja...
~~13.24~~
Jeszcze minuta! Fizyką niezbyt się interesowałam, nie ciągnęło mnie do niej specjalnie. Nareszcie upragniony dzwonek. Cała w skowronkach wybiegłam z sali, udając się do akademika. Przebrałam się bardzo szybko i pobiegłam do stajni. Poczęstowałam Primę jabłkiem i zaczęłam szykować ją do treningu. Poszło wyjątkowo szybko, więc miałam sporo czasu na rozgrzanie mojego maleństwa. Pani Ruby Steward przyszła wyjątkowo wcześnie, więc jednak rozgrzewka skróciła się o 30 minut. Teraz jeździłam tylko w koło, starając się uspokoić szalejącą Primę. Ta jednak nie dawała za wygrana.
~~Po treningu~~
Nareszcie koniec tej serii upadków. Policzyłam , że tejże lekcji spadłam z konia 4 razy. Mój rekord jak na 1 godzinę. Gdy prowadziłam La' Primę do stajni dostrzegłam Harley. Czekała na kogoś.

<Harley? xD>

sobota, 24 grudnia 2016

Od Jennifer cd Cole'a

-Pewnie-Rzuciłam szybko nie zważając na ból jaki w tejże chwili sparaliżował mnie. Podniosłam się z ziemi starając się złapać równowagę , na próżno z resztą. Momentalnie zatoczyłam się i upadłam wprost na kolana Cole'a . Poczułam się głupio. Odbiłam się od ściany i ustawiłam się w pionie po czym utykając podeszłam do drzwi.
-W którą stronę do akademii? - Zapytałam nie czekając, aż chłopak się ubierze. Na mojej twarzy pojawił się grymas, gdy chłodny wiatr musnął moją nogę. Syknęłam z bólu i odwróciłam się. Cole stał tuż za mną. Nie mogłam ukazać słabości i bólu, jaki rozszarpywał mnie od środka. Brnęłam przez śnieg zostawiając na nim szkarłatną ciecz spływającą po mojej nodze . W oddali dostrzegłam akademię. Nigdy tak się nie cieszyłam. Skakałam na jednej nodze jak szalona, starając się tam dostać jeszcze przez Cole'm. On jednak był szybszy. Złapał mnie za rękę co uniemożliwiło mi dotarcie przed nim na parking.
-Nie pędź tak!- Zaśmiał się. Ja jednak wykonałam gwałtowny ruch, by oswobodzić się z jego odcisku przez co znalazłam się na zimnym śniegu. Kontakt z białym puchem spowodował u mnie nieprzyjemny dreszcz. 
-Pomóż mi !-Jęknęłam wijąc się na ziemi jak robak. Cole przestał się śmiać i wyciągnął do mnie rękę.Złapałam ją pewnie i podciągnęłam się nabierając trochę śniegu na rękę. Gdy wstałam zdałam sobie sprawę, że jesteśmy o ciut za blisko.  Szybko rzuciłam w niego śniegiem. Wyglądał niczym smutny pędzel. Zaśmiałam się.
-Nigdy więcej-Mruknął obrażony, ale po chwili również się roześmiał ściągając z swojej twarzy biały puch.
-U mnie za 15 minut-Rzuciłam szybko i utykając ruszyłam w stronę akademika. Odebrałam klucze do pokoju i ruszyłam pod 45. Zmęczona wsadziłam klucz w zamek i przekręciłam go. Od razu zaczęłam ściągać z siebie przemoczone ubrania. Dostałam SMS'a. Blanca napisała, że już jest w akademii. Podskoczyłam radośnie. Wtedy ktoś zapukał. Byłam pewna , że to Blanca. I pomyliłam się grubo. Zawinięta tylko w ręcznik otworzyłam drzwi prawie że na oścież. Przede mną stał Cole. Przeklęłam cicho i zamknęłam mu drzwi zaraz przed nosem.

<Cole? Nie ma żelków! xDD>

czwartek, 22 grudnia 2016

Od Jennifer do Jacoba

Siedziałam w swoim pokoju wpatrując się tępym wzrokiem w ścianę. Było już po południowym treningu więc nie miałam zbyt wiele do roboty. Wigilia już za dwa dni, więc trzeba pomyśleć o mej nielicznej rodzinie. Wyciągnęłam spomiędzy książek  krótką listę , na której znajdowały się osoby do których mam wysłać kartki świąteczne. Była ona z zeszłego roku, więc wykreśliłam nieżyjących. Aktualny spis rodziny położyłam na krześle i wyjęłam z torby świąteczne kartki. Życzenia nie były zbyt twórcze, ograniczyłam się jedynie do najważniejszych kwestii.Gdy zakończyłam pisać wszystko powkładałam do kopert i ruszyłam korytarzem w stronę wyjścia z akademika. Megami posłusznie podążała za mną , zatrzymując się co chwilę by obwąchać przemykające psy.Wsiadłam do samochodu dając zasiąść również mojej suczce. Jedyne co po nas pozostało to ślady opon. Po godzinie już wszystko było wysłane a ja spokojnie mogłam powrócić do akademii. Zaparkowałam w odpowiednim miejscu i szybko udałam się do stajni.
Prima stała spokojnie.Kątem oka dostrzegłam ogiera który kręcił się niemiłosiernie w boksie i rżał w stronę klaczy. Otworzyłam boks klaczy i cóż dostrzegłam? Prima ma ruję. Na początku stałam zestresowana, bowiem będę musiała trzymać ją z dala od ogierów co nie będzie proste.Po chwili zjawił się właściciel owego ogiera, uspokoił go i wpatrywał się we mnie zaciekawiony.
-Hej-Rzuciłam szybko i pogłaskałam klacz po chrapach.

<Jacob? Wena uciekła xD>

środa, 21 grudnia 2016

Od Jennifer do Harley

Zestaw Prim (Niżej się nie dało xC )
Piątek. Jeden z takich dni , kiedy czas dłuży ci się niemiłosiernie a sen dopada cię na każdym rogu. Koniec tygodnia nie oznaczał dla mnie końca pracy. Ostatnia lekcja.Z nadzieją wpatrywałam się w zegar wiszący nad nauczycielem. Zacisnęłam pięść na długopisie i wyczekiwałam tego cudownego dźwięku. Nareszcie! . Momentalnie zniknęłam z sali, dając upust zmęczeniu. Czekał mnie jeszcze trening. Szybkim krokiem wyszłam z uniwersytetu i udałam się do akademika. Odebrałam klucze i wbiegłam po schodach.Od pokoju dzieliło mnie zaledwie kilka kroków , gdy uderzyłam w kogoś z impetem wpadając na kolejną osobę. Odgarnęłam włosy, które uniemożliwiły mi identyfikacje osobników , lecz ci zdążyli już się ulotnić. Bez większego żalu podeszłam do drzwi swojego "królestwa" i wsadziłam kluczyk w zamek. Drewniane drzwi nie stawiając oporu otwarły się z irytującym skrzypnięciem. Nasypałam karmy do miski Megami i przebrałam się. Beżowe bryczesy dziwnym trafem znalazłam od razu. Gorzej było z kaskiem, nigdzie go nie było. Zasiadłam na łóżku i ubrałam sztyblety i czapsy jednocześnie starając się ogarnąć moje włosy. Gdy udało mi się spiąć tą szopę w jedną, przyzwoitą całość udałam się do stajni, wcześniej wypuszczając suczkę by ta nie zdewastowała mojego pokoju. Pełzłam przez roztapiający się śnieg starając się dojść jak najszybciej do mojej ukochanej klaczki. Gdy wreszcie znalazłam się w stajni ruszyłam do siodlarni po szczotki i sprzęt. Szybko oporządziłam Primę i założyłam na nią nowy, neonowo- zielony czaprak i owijki. Wyprowadziłam ją przed stajnię i dosiadłam , po czym skierowałam ją na halę. Na parkurze było zbyt ślisko, by mógł się tam odbyć trening, więc przeszkody ustawione zostały na hali. Było jeszcze wcześnie, więc postanowiłam rozgrzać La'Primę.Zsiadłam z klaczy i dostosowałam przeszkody do jej dużych możliwości. 135 cm wystarczy jak na razie. Po zrobieniu wolty skierowałam klacz na przeszkodę, którą z resztą pokonała idealnie. Po kilku skokach zaczęli się zjawiać pierwsi uczniowie.
~~Po lekcji~~
Byłam dumna z mojego wierzchowca , ponieważ pokazała wszystko , co potrafi. Ziewnęłam i rozsiodłałam klacz.Do stajni własnie weszła dziewczyna z gniadym ogierem. Prim zarzuciła łbem i zaczęłam skubać moje włosy.
-Ej! Co jest? - Złapałam za kantar klaczy i odciągnęłam od mojej głowy.

<Harley?>

wtorek, 20 grudnia 2016

Od Jennifer cd Cole'a

Zrezygnowana oparłam głowę na rękach. Uporczywe zimno nasilało się z upływem czasu. Przez chwilę zdawało mi się , że dostrzegłam kluczyki zagrzebane do połowy w śniegu.Wyskoczyłam z samochodu z tym radosnym błyskiem w oczach, jakie można dostrzec u każdego dzieciaka. Zaczęłam kopać w śniegu , na próżno. Zrezygnowana przykucnęłam chwiejąc się jak bujany fotel. W końcu straciłam równowagę i momentalnie moje cztery litery spotkały się z twardym podłożem.Otrzepałam się i podeszłam do samochodu.
-Idziemy na piechotę - Rzuciłam szybko i posłałam chłopakowi ciepły uśmiech. Cole wysiadł z pojazdu i ruszyliśmy w drogę powrotną. Ponieważ droga bez chodnika a tym bardziej pobocza nie była zbyt bezpieczna udaliśmy się niewielkim laskiem. Poruszaliśmy się stosunkowo szybkim tempem mimo iż mróz stawał się coraz bardziej irytujący. Śniegu było nam ponad kostki i z czasem zaczął w tajemniczy sposób przedostawać się przez wodoodporne buty.
-Cole, gdzie jesteśmy? -Zapytałam chwytając go za rękaw.
-Nie wiem Jenn, nie wiem-Odparł chłopak rozglądając się. Mrok w kilka godzin uniemożliwił nam jakąkolwiek orientację w terenie. Wszystko zlało się ze sobą , a horyzont całkowicie zniknął mi z pola widzenia.Zupełnie nie poczułam, a raczej nie zobaczyłam, że przede mną jest spad. Z myślą że wciąż idę po płaskim terenie stawiłam kolejny krok.Był to jednak błąd. Przechyliłam się , przez co stoczyłam się jak się okazało, z dość stromego stoku przy okazji obijając się o drzewa.
- Jennifer? - Krzyknął Cole zsuwając się powoli ze wzgórza.
-Nic mi nie...- Syknęłam, gdy próbowałam się obrócić. Mimo egipskich ciemności i mojego rozkojarzenia udało mi się dostrzec szkarłat krwi. Mruknęłam niezadowolona i spróbowałam się podnieść. Niestety nie było to możliwe, ból był na tyle silny, że nie byłam w stanie nawet się obrócić.
Wreszcie dostrzegłam twarz chłopaka i nagle wszystko się rozmazało po czym już nic nie widziałam. Niemrawe światło padło wprost na moje oczy. Uniosłam ostrożnie jedną powiekę  a po chwili drugą. Cole siedział cierpliwie na krześle w niewielkim ,drewnianym pomieszczeniu. Podniosłam nieznacznie rękę i dostrzegłam liczne zadrapania. Przez myśl mi nawet nie przeszło, że moja noga będzie wyglądała tak strasznie. Cała zakrwawiona , z głęboką raną. Wypuściłam powietrze i skierowałam wzrok na chłopaka. Leżałam na ziemi, właściwie to na kocu który już zbroczony był krwią. Przetarłam oczy i wymusiłam na sobie mały uśmiech.


<Cole? Wycieczka, w nocy, po obcym terenie, z dala od jakiegokolwiek źródła światła czy miasta? Perfekto! xDD>

niedziela, 11 grudnia 2016

Od Jennifer CD Cole'a

Siedziałam nieruchomo na siedzeniu samochodu. Mimo , iż polubiłam Cole'a w tej chwili miałam ochotę zakleić mu usta taśmą.Zacisnęłam dłoń i poprawiłem czapkę.W pewnej chwili coś we mnie pękło.Czułam się tak, jakbym zsuwała się z kamienistego zbocza a nawet najmniejszy okruch skalny zadawał mi dotkliwe rany. Samochód zatrzymał się, a ja uderzyłam głową o siedzenie.Czułam się tak bezwładnie, jakby mi podali środek zwiotczający.Cole wysiadł i otworzył mi drzwi.
-Dzięki - Szepnęłam jak najciszej się dało. Właściwie nie wiedziałam gdzie jesteśmy. Dookoła rozciąga się bezkres pól i otwartego terenu.Zebrałam trochę śniegu i ulepiłam niewielką śnieżkę, po czym wycelowałam w nieświadomego Cole'a.Biały puch wpadł wprost do jego kaptura,  jakiż miałam ubaw patrząc , jak podskakuje próbując wyciągnąć śnieg spod kurtki.Chłopak chciał zemsty, wiedziałam to.Natychmiast zaczęłam uciekać śmiejąc się do rozpuku. Coś pode mną zatrzeszczało,  wiedziałam że coś się kroi. Szybkim ruchem odgarnęłam warstwę śniegu i moim oczom ukazał się cienki lód.Cole skorzystał z okazji i trafił śnieżką prosto w moją twarz.
-Cole, mamy problem - Spanikowana próbowałam utrzymać się na lodzie, z resztą na próżno.Efektownie upadłam na cztery litery, a lód zacząć w szybkim typie pękać.Odepchnęłam się i błyskawicznie znalazłam się obok Cole'a.Chłopak pomógł mi wstać i gdy spróbowałam ruszyć do przodu odbiłam się od niego chwytając go za rękę i upadają na lód. Znów coś trzasnęło,  tylko że teraz oboje leżeliśmy na lodzie, więc wzrosło prawdopodobieństwo wpadniecie do wody.Ponownie ten irytujący dźwięk.Po chwili poczułam, że pod Cole'm pęka lód.Pchnęłam go szybko, a ten potoczył się na ląd.Kiedy moja noga powoli zaczęła zanurzyć się w wodzie, poczułam niemiłosierny strach.Poruszyłam się nieznacznie , co było najgorszym błędem w moim życiu.Pokrywa lodowa pękła a ja momentalnie znalazłam się pod wodą.Nie zdążyłam zaczerpnąć powietrza, więc po chwili zaczęłam się dusić.Uratował mnie jedynie fakt,że Cole był niedaleko.Wtedy najwyraźniej z braku tlenu straciłam przytomność.Obudziłam się, i to w samą porę.Uchyliłam nieznacznie powiekę i dostrzegłam zbliżającą się twarz chłopaka.Zrobiłam gwałtowny unik,  przez co nie doszło do niekomfortowej sytuacji.Cole wpadł do śniegu , a ja odepchnęłam go nieznacznie.Zaśmiałam się cicho. Chciał zrobić to z potrzeby,  czy... Jenn , nie myśl o tym, w końcu jest tyle dziewczyn, nie zaprzątaj sobie tym głowy.Zrobiło mi się zimno, a mokre ubrania powodowały jeszcze bardziej dokuczliwy chłód.

<Cole?

niedziela, 4 grudnia 2016

Od Jennifer cd Cole'a

Pomachałam chłopakowi i powoli ruszyłam w stronę akademika. Wzięłam klucz i wsadziłam w zamek po czym ostrożnie przekręciłam. Megami skakała radośnie po całym pokoju i nie miała zamiaru zatrzymywać się ani na chwilę. Już niedługo ferie , a więc wszyscy wyjadą do domów, do swoich rodzin.
Ciągle po głowie krążyły mi straszne myśli, że babcia już może nie żyć, że sprzedała gospodarstwo i mieszka u swojej znajomej lub że przebywa w szpitalu.Zestresowana sięgnęłam po telefon i wybrałam numer do babci. Cisza. Dopiero po kilku próbach udało mi się dodzwonić.Nie odebrała jednak sama Renata, lecz jej wnuczka- Penelope. W jej głosie słychać było niepokój. Wymamrotała coś pod nosem i zapytała, kim jestem.
-Nazywam się Jennifer, córka Alice- Oparłam się o parapet.
- Jeśli chciałaś porozmawiać z babcią, to spóźniłaś się.Przed chwilą zabrała ją karetka.-Słysząc te słowa zamarłam.
-Co się stało?- Prawie krzyknęłam do słuchawki.
-Nie tak głośno !-Skarciła mnie rówieśniczka-Zatrzymanie akcji serca-Dodała łamiącym się głosem.
Przełknęłam ślinę
-Zadzwoń, jak dowiesz się o jej stanie, do zobaczenia-Rozłączyłam się.Rzuciłam telefon na łóżko po czym umyłam się, przebrałam w piżamę i nakarmiłam suczkę. Szybko ułożyłam się do snu, starając się zapomnieć o wszystkim. Jednak w ostatniej chwili przypomniałam sobie o babci, co nie dało mi spać.W końcu z zmęczenia zapadłam w błogi sen.Obudziłam się o 5.50. Idealnie. Umyłam zęby ,uczesałam się i sięgnęłam do szafy. Złapałam za koszulkę z długim rękawem, bryczesy i bieliznę. Szybko stałam już ubrana. Spięłam włosy w kucyka i ubrałam sztyblety .Założyłam również czapsy. Gdy wychodziłam z pokoju była już 6.00. Szybko zajęłam się Primą, wyczyściłam ją dokładnie po czym popędziłam do siodlarni.Minęłam się z Cole'm lecz wymieniliśmy tylko kilka słów. Osiodłałam Primę i gdy wyprowadzałam ją ze stajni była dopiero 6.20.Miałam czas na chwilę swobody i rozgrzanie Primy.
Po chwili stępu na czworoboku pojawili się inni uczniowie. Klacz lekko zestresowana towarzystwem innych koni wierzgnęła niezbyt mocno. Westchnęłam i poklepałam ją po szyi.
-Nie stresuj się, za niedługo będziesz w domu- Wywołałam sztuczny uśmiech na swojej twarzy. Po lekcji zaprowadziłam klacz do boksu i udałam się na śniadanie. Zjadłam kanapkę i poszłam na lekcje. Już na pierwszej godzinie nudziłam się niemiłosiernie. Francuski nie był mi obcy , więc połowę lekcji znałam na pamięć. Nareszcie zadzwonił upragniony dzwonek.Spakowałam się i wyszłam z sali.
~~~Po lekcjach ~~~
Wyprowadziłam Primę , osiodłaną i gotową.Za chwilę miał odbyć się trening skokowy z panią Ryby Steward - matką Cole'a. Przyszłam pierwsza, lecz nie cieszyłam się długo samotnością.Po chwili wszyscy byli gotowi do lekcji. Przybyła również pani Ruby. Po krótkim wstępie mogliśmy przejść do treningu.
Pierwsza jechałam ja, kolejno za mną jechały Carmelisa , Quinlan i Americia . Gdy przeszliśmy do galopu, pani kazała mi najechać na kopertę. Prima wykonała idealny skok. Reszcie poszło równie dobrze. Stacjonatę, okser oraz szlaban pokonałyśmy wzorowo. Niestety, gdy próbowałyśmy skoczyć przez mur Prima spłoszyła się zaraz przed przeszkodą , a ja wykonałam lot nad przeszkodą.Szybko podniosłam się z ziemi pokazując, że nic mi nie jest. Poza kilkoma ranami i obtarciami czułam się dobrze.
Po treningu zabrałam Primę do stajni. Spotkałam tam Cole'a. Posłałam mu ciepły  uśmiech i dopiero wtedy dostrzegłam, że na lewym udzie mam dużą, obficie krwawiącą ranę która zaplamiła beżowe bryczesy na szkarłatny kolor.Nie przejęłam się tym jakoś specjalnie. Rozmawiałam chwilę z chłopakiem i zaprosiłam go do swojego pokoju.  Otwarłam drzwi i dostrzegłam Megami szczekającą na telefon. Dzwoniła Penny.
-Halo? No cześć-Uśmiechnęłam się
-No hej, mam bardzo złą wiadomość. Babcia nie żyje- Dziewczyna łkała do telefonu, ale mimo to dało się usłyszeć te drastyczną wieść.
-Żartujesz, tak?-Zapytałam ledwo powstrzymując łzy.
-Nie! - Usłyszeć można było przyciszony głos mojego kuzyna - Pierre'a.
-Dobra, do zobaczenia- Odparłam szybko a gdy już miałam się rozłączyć usłyszałam głos chłopczyka.
-Na ferie przyjedziesz do nas , prawda?-Zapytał z niezwykłym spokojem w glosie, jakby nie zdawał sobie sprawy z tego wszystkiego.
-Może, papa - Wymusiłam na sobie uśmiech i rozłączyłam się. Zapomniałam, że Cole cały czas stoi obok mnie. Najwyraźniej słyszał tą rozmowę, bo patrzył na mnie z współczuciem.Otarłam łzy i usiadłam na łóżku.

<Cole? Wena *o* >

środa, 30 listopada 2016

Od Jennifer cd Cole'a

Uśmiechnęłam się i cmoknęłam, Prima ruszyła.Jeszcze raz poprawiłam kask i popędziłam klacz do galopu.Pierwszy skok wyszedł perfekcyjnie, drugi z resztą też.Tylko na trzeciej zahaczyła nieznacznie, więc można to było uznać za sukces.Za sobą słyszałam stukot kopyt Avenger'a oraz szelest liści.Wreszcie dostrzegłam koniec toru.Po ostatnim skoku zwolniłam do kłusa a po chwili do stępa. Cole zatrzymał swego wierzchowca , ja dalej jednak jechałam. Zatrzymałam klacz i powoli zsunęłam się z siodła po czym usiadłam pod drzewem.Prima od razu zajęła się zajadaniem, a ja tylko wpatrywałam się w jałową ziemię.Lekko uniosłam wzrok uśmiechając się radośnie. Właśnie zaczął padać śnieg.
-Długo nie posiedzieliśmy-Zaśmiałam się i ponownie dosiadłam La'Primy. Ruszyliśmy głębiej w las.W końcu jednak przyjemny teren przerwał nam coraz mocniej prószący śnieg. Poklepałam Primcię po szyi na co klacz parsknęła radośnie.
-Wracajmy, zimno się robi-Westchnęłam-A co powiesz na wyścig?-Zaproponowałam.Gdy chłopak kiwnął głową natychmiast zawróciłam i La'Prima pomknęła przez ośnieżoną łąkę. Avenger jednak był szybszy, wyprzedził nas w połowie trasy.W pewnej chwili Prima jeszcze przyspieszyła.Złapałam się mocno i na ostatniej prostej wyprzedziłyśmy Avenger'a i Cole'a. Oboje zsiedliśmy z koni.Z chytrym uśmieszkiem poklepałam Cole'a po ramieniu.
-Może kiedyś, mój drogi-Zaśmiałam się głaszcząc Megami, która wybiegła nam na spotkanie.

<Cole? Krótko, brak weny xC >

wtorek, 29 listopada 2016

Od Jennifer cd Cole'a

Zaśmiałam się pod nosem łapiąc szczotkę i kilka innych potrzebnych rzeczy, po czym udałam się do boksu jednego z koni stajennych.Niejaki Poker powitał mnie radosnym parsknięciem.Zapięłam go na uwiąz i wyprowadziłam z boksu by mieć większe pole manewru.Najpierw oczyściłam go z kurzu a po chwili z resztek brudu zalegających na sierści ogiera.Powoli przeszłam do kopyt ostrożnie przesuwając swoją dłoń w dół po czym pewnie chwyciłam za kopyto i podciągnęłam do góry. W ten sam sposób wyczyściłam pozostałe 3 kopyta. Poklepałam Pokera po szyi i złapałam za grzebień, po czym dokładnie wyczyściłam grzywę konia z źdźbeł słomy i kurzu.Po zakończonej pielęgnacji koń niemalże lśnił.Zadowolona z siebie zerknęłam na Cole'a.Własnie zabierał się za drugiego konia , a gdy podniósł wzrok spojrzał na mnie z chytrym uśmiechem.Uznałam to za wyzwanie.Złapałam za drzwiczki od boksu Zu .Po pięciu koniach poczułam jeszcze większe zmęczenie, Cole również.Usiadłam, by odsapnąć choć chwilę.Już za pięć ósma.
-Chodźmy już, bo spóźnimy się na śniadanie-Uśmiechnęłam się starając uregulować swój oddech.
Mimo, iż znałam Cole'a dopiero kilka dni, już mogłam śmiało uznać go za przyjaciela.Wtem do stajni wpadła Megami lecz nie była sama.Za nią przyszedł czekoladowy pies.Przykucnęłam i pogłaskałam suczkę po głowie.Cole uczynił to samo z owym czekoladowym samcem.
-A to kto?-Zapytałam uśmiechając się lekko.
-To jest Liam-Chłopak wskazał na psa, który radośnie merdając ogonem podszedł do Meg.Spojrzałam na zegarek.Dziesięć po ósmej! W sumie nie byłam głodna, lecz nie wiedziałam jak tam miewa się żołądek Cole'a.Ostatni raz pogłaskałam Primę i ruszyliśmy na stołówkę.
-A może po śniadaniu mały teren?-Zaproponowałam spoglądając ukradkiem na Megami obwąchującą Liama.

<Cole? Pozwól, że teren  zostawię w twych rękach xD>

poniedziałek, 28 listopada 2016

Od Jennifer cd Cole'a

Spojrzałam na Cole'a i popędziłam klacz.Nie byłam pewna tego pomysłu, ostatnio rzadko skakałyśmy, lecz nie mogę dać tego po sobie poznać, prawda? Klepnęłam La'Primę w szyję i dołożyłam łydki.Klacz posłusznie przyspieszyła do kłusa.Spojrzałam na parkur, nie wydawał się trudny choć zaniepokoiła mnie reakcja Primy. Cofnęła się i położyła uszy po sobie.Było to dla mnie ostrzeżenie.Po chwili klacz wierzgnęła dość mocno, przez co znalazłam się dosłownie na jej szyi.Próbowałam wrócić do siodła, lecz klacz miała inne plany.Pochyliła się a ja zjechałam po jej szyi wprost na ziemię.Pod koniec swego dzieła parsknęła radośnie i oczekiwała, aż wstanę.Podniosłam się z podłoża otrzepując kurz i brud p czym ponownie dosiadłam La'Primy.Tym razem stała spokojnie żując wędzidło.
-Sytuacja opanowana-Odparłam poprawiając kosmyk włosów spływający po moim czole.Pierwszy jechał Cole, cały przejazd był wzorowy. Teraz moja kolej. Stęp, kłus a po chwili galop i najazd na przeszkodę.Szło dobrze,do czasu.Pierwsza była stacjonata, Prima perfekcyjnie skoczyła.Koperta również nie była trudna.Okser również klacz pokonała bez najmniejszego trudu.Katem oka dostrzegłam to.Źrenice mi się powiększyły i skręciłam klacz na przeszkodę.Następny był triplebarre, mój koszmar na jawie.Wspomnienia wróciły, od razu przed oczami miałam te zawody.Skaczący Vigor i ten niebezpieczny upadek.Coś ukuło mnie serce.Ale było za późno.Raz, dwa, trzy, cztery HOP! Za wcześnie! Byłam pewna , że nam się nie uda.
-Dalejjj!-Krzyknęłam przeciągając.Prima skoczyła idealnie.Przerażenie wciąż malowało się w moich oczach, spojrzałam na Cole'a.Nie wyglądałam chyba na przerażoną, chłopak uśmiechnął się tylko.
-Wiesz, chyba odprowadzę Primę do boksu, jest zmęczona-Westchnęłam i popędziłam klacz zostawiając Cole'a samego.Rozsiodłałam La'Primę i odniosłam jej sprzęt do siodlarni, po czym skrupulatnie zaczęłam ją oglądać, by wykryć jakieś ranki czy inne urazy.Brak jakichkolwiek skaleczeń.Zimny wiatr wpadł do stajni podrywając resztki kurzu w powietrze.Właśnie wszedł Cole.Przez chwilę patrzyłam , co robi lecz po chwili odwróciłam się do klaczy, gdy poczułam na sobie jego wzrok.Postanowiłam jeszcze puścić klacz na basen.Nie dostrzegłam Megami, która spała przy boksie Primy i ta nastąpiła na jej ogon.W stajni rozległ się straszny pisk a Prima stanęła na tylnych kopytach.Uspokoiłam ją szybko i pogładziłam po chrapach.Kiedy spróbowałam się cofnąć , potknęłam się o suczkę a klacz ponownie zestresowana wyrwała się mi i korzystając z okazji uciekła przez uchylone drzwi.
-La'Prima!-Krzyknęłam zrywając się z ziemi.Cole również próbował pomóc, na próżno.Prima oddaliła się na tyle daleko, że nie mogłam jej dojrzeć.Bez namysłu wpadłam do boksu pierwszego , lepszego konia, który okazał się być kucem.Lekko zniesmaczona szybko osiodłałam Tini i ruszyłam galopem śladem Primy.Nigdzie jej nie było, w dodatku zaczął padać śnieg który po kilku minutach zakrył ślady mojej ukochanej klaczy.Zatrzymałam się, by zaplanować dalsze czyny
-Musi gdzieś być,przecież nie mogła uciec gdzieś daleko, prawda?-Zapytałam sama siebie klepiąc Tini po szyi.
-Prawda-Odpowiedział głos za mną.Cole wraz ze swoim koniem ruszyli za nami.Moją bladą twarz oblał ciepły uśmiech, przynajmniej nie będę sama.Kuc ruszył kłusem, a ja bacznie wypatrywałam Primy.
~~~~~~
Minęło kilka godzin i świat oblał mrok, uniemożliwiło nam to dalsze poszukiwania.Moje gardło od tych nawoływań zdążyło się już zedrzeć a ręce bolały mnie niemiłosiernie. Tini również nie w smak było iść dalej w las, więc zawróciliśmy.Czułam się okropnie, straciłam kogoś tak mi bliskiego,kogoś, na kim mogłam polegać.Bo tylko ona mnie rozumiała, mimo swej upartości była dla mnie niczym skarb. Wtem coś poruszyło się w gęstych zaroślach.Zacisnęłam mocniej wodze i popędziłam klacz, jednak ta stała nieruchomo.Cole również zatrzymał Avenger'a. Ku zdziwieniu nas obojga z krzaków wyszła nie kto inny, jak La'Prima.Zsiadłam i podbiegłam do niej, mocno obejmując jej szyję.Była brudna od błota a w jej grzywie tkwiło wiele liści.Wsiadłam na Tini i popędziłam ją do galopu.Prima posłusznie podążała za nami aż do stajni.Zaprowadziłam kuca do boksu i po rozsiodłaniu mogłam zająć się moim brudasem.
~~~~~~
Kolejne godziny mijały na dokładnym czyszczeniu Primy. Cole zniknął mi z pola widzenia i miałam chwilę tylko dla niej.Ziewnęłam przeciągle i spojrzałam na zegarek.Już 1 ? Szybko znalazłam się w swoim pokoju i miałam kilka godzin snu, przed zajęciami.Budzik zadzwonił.Czas iść na zajęcia.Szybko ubrałam się i mimo ogromnego zmęczenia udałam się do stajni.Nigdzie jednak nie mogłam znaleźć siodła westernowego.Gdzie ja je zostawiłam? Ah! Już wiem! Pomknęłam niczym błyskawica w sam kąt siodlarni , gdzie znalazłam zgubę.Osiodłałam Primę, wyraźnie była wielce nie zadowolona z lekcji westernu.Przeciągnęłam się i już miałam wychodzić, gdy zatrzymał mnie Cole.
-Gdzie się panienka wybiera?-Zapytał z uśmiechem
-Na trening-Mruknęłam
-O 6.00 w czwartek ?-Zaśmiał się znajomy.Robiąc wielkie oczy spojrzałam na kalendarz.Rzeczywiście , jest czwartek. Ahh, wszystko mi się miesza.Błyskawicznie rozsiodłałam Primę i usiadłam przy jej boksie wpatrując się w Cole'a. Widziałam ruch jego ust.
-Możesz powtórzyć? Nie słuchałam - Przyznałam uśmiechając się sarkastycznie

<Cole? Wenaaaa *o* >

niedziela, 27 listopada 2016

Od Jennifer

Jeszcze 10 km dzieliło mnie od nowej przygody i być może nowych znajomości. Megami wierciła się na siedzeniu ,co chwile wyglądając przez okno.Uśmiechnęłam się lekko, gdy dostrzegłam tabliczkę na której wypisane było "Morgan University".Ostrożnie weszłam w zakręt i skierowałam samochód na parking.Pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne , otoczenie było przepiękne podobnie jak uniwersytet.Wydawał się być starym dworkiem, cudowny! Zatrzymałam się na miejscu parkingowym i wysiadłam z auta wypuszczając również Megami. Otwarłam przyczepę i wyprowadziłam La'Primę.Klacz parsknęła, po czym zaczęła wszystko bacznie badać wzrokiem.Poprawiłam jej błękitny kantar i zaprowadziłam do stajni.Śledziłam wzrokiem przechodzących obok mnie nauczycieli, wydawali się być mili.Nareszcie znalazłam boks La'Primy  , więc szybko zdjęłam jej kantar i ochraniacze transportowe kładąc je na ziemi po czym klacz błyskawicznie znalazła się w boksie.Pogładziłam ją po pysku i wróciłam do samochodu, by zanieść sprzęt klaczy do siodlarni. Znalazłam wolną przestrzeń i umiejscowiłam tam sprzęt.Jeszcze raz pogłaskałam Primę i udałam się zameldować.Po wypełnieniu stosu papierów dostałam klucze z zawieszką, na której wypisany był numer pokoju.Podziękowałam i wyruszyłam znaleźć budynek, w którym miały znajdować się pokoje.Walizka turkotała podskakując na kamieniach a Megami niosła w pysku dopiero co znaleziony patyk.Obeszłam już cały uniwersytet i nie potrafiłam znaleźć tego przeklętego budynku.Zatrzymałam więc jakiegoś chłopaka, by zapytać o drogę.
-Przepraszam, nie wiesz może gdzie znajduje się budynek z pokojami dla uczniów?-Zapytałam w nadziei, że nowo poznany nie zignoruje mnie.
-Tak, są tam-Wskazał na duży budynek.
-Dziękuję...Jak masz na imię?-Dodałam zatrzymując się jeszcze na chwilę.
-Cole-Uśmiechnął się chłopak.
-Miło mi cię poznać, Cole.Ja jestem Jennifer, do zobaczenia!-Krzyknęłam oddalając się w stronę wyznaczonego miejsca.Szybko znalazłam pokój, w którym miałam zamieszkać.Średniej wielkości pomieszczenie niezbyt rzucało się w oczy.Blado błękitne ściany służyły jako tło dla białej szafki i łóżka.
Rzuciłam walizkę w kąt szybko rozsunęłam zamek i przebrałam się.Jeansy , biała koszulka i sztyblety.
Zamknęłam pokój i ruszyłam w stronę wyjścia.Zaraz przy drzwiach ujrzałam Cole'a.On również gdzieś się wybierał.Rzuciłam tylko szybkie " Cześć" i szybkim krokiem udałam się do stajni.Bez problemu udało mi się znaleźć boks La'Primy, ponieważ znajdował się w strategicznym miejscu.Idąc w stronę siodlarni poczułam uderzenie.Podniosłam głowę i kogo dostrzegłam ? Cole'a.

<Cole? Tylko mi nie mów, że źle odmieniam twe imię xDD>

sobota, 26 listopada 2016

Jennifer Rhiannon i La'Prima

http://i.pinger.pl/pgr319/2b87c12b002823115093d37e/StellaDziewczyna%20w%20zimie%202.jpg
[from pinger]
Motto: "Walcząc nie zawsze będziesz wygrywał, jednak zawsze będziesz miał świadomość podjętej walki."
Imię: Dźwięczne i proste imię jakim nazwana została ta istota brzmi Jennifer. Jedynym przezwiskiem jakie toleruje jest Jenn.
Nazwisko: Rhiannon
Płeć: Kobieta z całą pewnością
Wiek: Jenn przyszła na świat dokładnie 28 grudnia 1997 roku, więc ma 19 lat.
Pochodzenie: Kottla,Szwecja
Pojazd: Škoda Rapid Spaceback
Pokój: 45
Grupa: II
Poziom: Jenn jest na poziomie zaawansowanym, lecz zamierza wspiąć się w górę.
Koń: La' Prima i Comanche
Głos: Christina Perri
Partner: Puki co nie posiada i raczej nie zmieni się to prędko
Rodzina:
Matka-Alice Rhiannon- Mimo trudnej sytuacji w rodzinie do samego końca uśmiech rozjaśniał jej twarz [*]
Ojciec-Robert Rhiannon-Szczególnie nieprzyjemny w stosunku do Jenn i Alice, wyprowadził się wraz z najstarszą córką.
Siostra-Angelica Rhiannon-W obawie o los ojca wyprowadziła się wraz z nim.
Brat-Hugo Rhiannon-Był jedyną osobą, która była tak bliska dla Jenn, zginął wraz z matką w wypadku samochodowym [*]
Babcia- Renata Connery-Ciepła i miła osoba , która przygarnęła Jenn po śmierci matki.
Aparycja: Jenn posiada średniej długości, brązowe włosy z nieco jaśniejszymi końcówkami.W jej szarych oczach jak powiadała babcia "Można by się zagubić, jak w labiryncie". Ma nieco ponad 170 cm.Posiada również średniej wielkości tatuaż na barku z głową La'Primy i drugi na ręce z Megami. Co do stylu ubierania się nie ma jakiegoś określonego.Po prostu ubiera to, co zauważy w szafie.Sylwetka dziewczyny jest raczej szczupła, choć co do tego stanu raczej można określić ją jako odpowiednią.
Charakter: Trudno określić Jennifer w kilku słowach, ponieważ jest niezwykle zmienną osobą.Raz jest uosobieniem szczęścia zaś za dzień, dwa stanie się smutna i ponura.Zawsze jest w stanie pomóc, choćby miała na głowie całe mnóstwo spraw.Bardzo wrażliwa na cierpienie zwierząt i ludzi przez co nieraz zapomina o sobie.Dla każdego poświęca tyle czasu, ile potrzebuje.Mimo tych wszystkich dobrych cech jest bardzo niecierpliwa, nie potrafi też usiedzieć chwili w miejscu.Wytrwale dąży do celu choćby po trupach.Nie poddaje się tak łatwo, jakby mogło się to zdawać.Jest niezwykle pomysłowa , zawsze potrafi zrobić coś niezauważalnie. Przyjaźnie zawiera z łatwością , choć nie przed każdym sie otwiera.Mianowicie ukrywa pewne sekrety tak, by nie ujrzały światła dziennego.Jest niczym gaz rozweselający, nawet największego gbura rozweseli jej poczucie humoru.Jest skłonna do poświęceń , choć przychodzi jej to z trudem.Ból, gniew i złość trzyma w sobie a więc zazwyczaj nie płacze.Sytuacja musi być na tyle ekstremalna , by zaczęła płakać.
Zainteresowania: Jenn zaczęła jeździć już w wieku 6 lat, gdy przeprowadziła się do babci.Trenuje również wszelakie sporty zimowe i letnie.Kiedyś trenowała taniec, lecz przestała ćwiczyć ze względu na brak czasu.Jej hobby poza jazdą jest nauka języków obcych i rysowanie.Interesuje się też trochę mechaniką a w wolnym czasie trenuje swojego psa - Megami.
Inne:
~Potrafi porozumiewać się biegle w kilku językach : Francuskim , Szweckim , Japońskim oraz Niemieckim~
~Zawsze uczestniczy w zbiórkach dla biednych i innych celach charytatywnych~
~Nie na widzi kawy~
~W wieku 8 lat zgubiła kuca sąsiada i nigdy go nie znalazła~
~Lubi uczyć się go egzaminów~
~Często sama tworzy jakieś pudełeczka czy ozdoby~
~Gra na fortepianie, gitarze, skrzypcach i na flecie bocznym~
~Prawie nigdy się nie maluje, zbyt to uciążliwe dla niej~
~Nie pali ani nie pije~
Kontakt: arabino
Inne Pupile:
Megami
http://67.media.tumblr.com/65d964c8e7b8c9d27f6355669045f97c/tumblr_mwh0ylFbew1skudxxo1_500.jpg

IMG_0364.jpg
Imię: Proste i logiczne imię tej klaczy brzmi La'Prima. Jennifer skraca je jednak do miana Prima (wł. Pierwsza)
Płeć: Klacz
Rasa: Koń Oldenburski
Data urodzenia: 11 marca 2010, a więc ma 7 lat
Charakter: Prima jest przeważnie spokojną i pieszczotliwą klaczą.Przy czyszczeniu stoi spokojnie i czeka na odpowiedni moment, by poskubać po rękach obcych.Nie toleruje bata i trzyma się od niego z daleka.Na lekcjach zdarza jej się ponieść właścicielkę , lecz na ogół jest posłuszna.Testuje niedoświadczonych jeźdźców by wiedzieć, na ile może sobie pozwolić. Jest typowym łasuchem, zrobi wszystko by dostać się do torby ze smakołykami. Nie lubi zakładania wędzidła i często ucieka co prawda nie zbyt daleko, ale potrafi przyprawić o ból głowy.
Specjalizacja: Klacz jest wszechstronna, choć najlepiej radzi sobie w skokach.
Umiejętności: Prima szybko uczy się nowych rzeczy.Zawsze skacze z zapasem, w ujeżdżaniu radzi sobie też całkiem nieźle.Nie ma dla niej znaczenia, czy jest na hali, parkurze, czworoboku czy łące, i tak zawsze po wierzga sobie przed treningiem czy po prostu zwykłym spacerem.Jednak na zawodach zachowuje się niczym anioł i to, co przychodziło jej z wielkim trudem na czas zawodów opanowuje
idealnie.
Właściciel: Jennifer Rhiannon