-A jesteś gotowy podjąć się tego wyzwania?- Zaśmiałam się, ale pytanie było jak najbardziej szczere.
-Spróbuje- odpowiedział i cmoknął mnie w czubek nosa. Nie wiedząc co ze sobą zrobić, złapałam Jacoba za rękę i pociągnęłam ku wyjściu.
-Gdzie idziemy?- Zapytał i szedł za mną.
-Jak to gdzie? Do lekarza- powiedziałam. Poszliśmy do pokoju lekarskiego, a tam spotykaliśmy mojego lekarza prowadzącego w objęciach, chyba, jego żony.
-Doktorze czy mogłabym dzisiaj wyjść na własną odpowiedzialność?
-Ależ oczywiście tylko podpisz tą kartkę leżącą na biurku- odpowiedział. Nie zastanawiając się, od razu chwyciłam za długopis i od razu złożyłam podpis.
-To co robimy?- Zapytałam.
-Jedziemy do domu, ale Ty prowadzisz- powiedział z uśmiechem na ustach.
Jacob?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz