środa, 14 grudnia 2016

Od Diego

-Poważnie mamo? Musisz znowu mi przypominać o Ariadne? - westchnąłem z odrobiną irytacji.
Silvia natychmiast zamknęła usta i zajęła się dalszym prowadzeniem samochodu z przyczepą i moim motorem. Zapadło nieprzyjemne milczenie. W naszym wypadku była to codzienność. Przynajmniej od zdrady Ariad, oraz listu od Ruby Stewart, prośbie o moje dołączenie do akademii, które mama podpisała bez mojej zgody. Obecnie zmierzaliśmy w kierunku Morgan University, a z tyłu słychać było niecierpliwe rżenie Narrquaw'a. Nawigacja powiadomiła nas gdzie skręcić, a już kilka minut później, pośpiesznie wysiadałem z auta. Matka podała mi kluczyki do przyczepy, a sama wypakowałem moje walizki, oraz klatkę Binky. Przekręciłem kluczyk w zamku. Kolejne niecierpliwe rżenie Nar'a. Wszedłem do przyczepy i wyciągnąłem go z niej.
-Spokój młody. To nie jest Ranczo aby tak tutaj się... Luzować - mruknąłem.
Koń pokiwał łbem. Zacząłem prowadzić go w stronę... Eee... Chyba budynku stadniny. Klucząc kamiennymi korytarzami, koniec końców odnalazłem boks z napisem Narrquaw de la Cortez Cruz. Wprowadziłem tam ogiera. Nie chciałem szybko wracać do matki. Teraz nasze relacje się pogorszyły. Bogu dzięki że mój brat został z Yazmin, a Carlota wyjechała. Przynajmniej nie musieli oglądać naszej cichej wojny.
-Hej! Pomóc ci w czymś? - usłyszałem za sobą jakiś zmęczony głos.
-Jeśli masz helikopter który zabierze stąd moją matkę, albo jakiś trik który sprawi że Ariadne do mnie wróci, to  - odparłem i odwróciłem się do (jak się okazało) jakiejś dziewczyny.
Jakaś zbłąkana chica?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz