piątek, 23 grudnia 2016

Od Cole'a CD Mary

Liam. Liam był dzisiaj moim budzikiem. Wskoczył na łóżko i siedział obok mnie, wydając z siebie ciche pomruki. Jednak widząc, że nie daję oznak życia, bez skrupułów oparł się przednimi łapami o moją klatkę piersiową, zaczął na przemian szczekać i lizać mnie po twarzy. Zepchnąłem psa z siebie i przewróciłem się na drugi bok. Pies jednak nie dawał za wygraną. Zeskoczył z materaca na ziemię, obszedł łóżko i zaczął się we mnie gapić tymi swoimi przenikliwymi, bursztynowymi oczami. Westchnąłem i usiadłem na łóżku.
- Zadowolony?- burknąłem w stronę Liama

Szedłem z psem na poranny spacer. Przez to iż był dzisiaj czwartek i nie odbywał się poranny trening miałem sporo czasu do rozpoczęcia lekcji. Szedłem akurat w stronę parkuru, aby stamtąd przejść na łąkę. Ujrzałem jednak przed sobą konia z jeźdźcem. Podchodząc bliżej zauważyłem, że była to Mara i Haru. Liam wyprzedził mnie i zaczął biec w stronę dziewczyny i klaczy. Cholera. Haru boi się koni.
- Liam!- krzyknąłem za psem
Mara od razu odwróciła się w nasza stronę. Zauważyła psa, który zatrzymał się na dźwięk mojego głosu i spojrzał na mnie. Wolałem do niego nie podchodzić, gdyż mógłby pomyśleć, że może pobiec dalej.
- Liam! Chodź tu!- krzyknąłem znowu
Pies zawahał się, ale przyszedł posłusznie. Odetchnąłem z ulgą. Treningi z psem nie poszły na marne. Liam z merdającym ogonem podbiegł do mnie. Wyciągnąłem z kieszeni czerwona smycz i przypiąłem ja do szelek psa. Nie miałem zamiaru nigdzie przywiązywać psa, więc kazałem mu usiąść i czekać grzecznie.
- Idziesz trenować?- spytałem zaskoczony
- No przecież zaraz trening- odparła i uniosła lekko jedną brew
Zaśmiałem się.
- Wiesz jaki jest dzisiaj dzień tygodnia?- spytałem
Mara milczała.
- Czwartek moja droga. A w czwartki nie ma treningów- powiedziałem
Mara burknęła pod nosem, wyraźnie niezadowolona. W sumie sam bym się wkurzył.
- Gotowa na bal?- spytałem i wyszczerzyłem swoje zęby w uśmiechu 
Mara odwzajemniła gest.
- Oczywiście- odparła entuzjastycznie
Haru zarżało zniecierpliwiona.
- Chyba wypadałoby, aby wróciła do boksu- powiedziała Mara i pogładziła klacz po chrapach
- Taak- odparłem przeciągając litery- Ja muszę dokończyć spacer z tym panem, co tam grzecznie czeka- wskazałem na Liama
Mara zaśmiała się.
- Dzięki, że go zawołałeś zanim Haru go zobaczyła- powiedziała dziewczyna
- Nie ma za co- odparłem z uśmiechem na twarzy

_Po lekcjach_

Po lekcjach wróciłem do pokoju. Była dopiero 14. Jeszcze sporo czasu. Na szafie wisiał już przygotowany garnitur. Przebrałem się w biały t-shirt i szare dresy. Ubrałem granatową, zimową kurtkę, buty i wyszedłem z pokoju. Poszedłem szybkim krokiem do stajni. Minąłem tylko kilka osób, które szły szybkim krokiem. Zapewne większość przygotowywała się do balu. Wszedłem do ciepłego budynku stajni. Ciche rżenie kilku zaciekawionymi koni i wystawione łby. To co zastałem po wejściu. Oczywiście, gdy doszedłem do boksu Avenger'a ten stał odwrócony do mnie tyłem i niczym niewzruszony przeżuwał siano. Otworzyłem drzwiczki do boksu i pogładziłem kasztana po szyi. Odwrócił do mnie głowę i potarł nią o moje ramię.


Gotowy do wyjścia. Wyszedłem z pokoju. Mijałem wielu uczniów elegancko ubranych. Przystanąłem na chwilę. Musiałem przypomnieć sobie jaki numer pokoju ma Mara.

W końcu stanąłem przed drzwiami do pokoju dziewczyny i zapukałem.

Mara? C:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz