niedziela, 11 grudnia 2016

Od Cole'a CD Mary

Nagle ktoś wpadł na mnie. Nie był to kto inny jak Mara.
- Ał...Przepraszam- powiedziała dziewczyna i złapała się za nos
Zaśmiałem się.
- Nic ci nie jest?- spytałem
- Chyba przeżyję- odparła
W stajni przygotowania szły pełną parą. To tu, to tam dało się zauważyć ozdoby świąteczne. Niektóre pewnie jeszcze z mikołajek. Rozejrzałem się po wnętrzu budynku. Każdy boks był udekorowany na swój własny oryginalny sposób. Każdy jeździec zadbał o udekorowanie "domku" dla swojego wierzchowca. Nawet dostrzegłem, że konie stajenne miały udekorowane drewniane dzwiczki do swoich boksów. Wcześniej tu tego nie było. Mara zauważyła, że przyglądam się boksom koni stajennych i uśmiechnęła się.
- Coraz ładniej tutaj prawda?- spytała
- Taak- odparłem i uśmiechnąłem się
- Co robisz na bal?- spytała i lekko szturchnęła mnie łokciem w bok
Zastanowiłem się. Rano ojciec coś mi mówił. A no tak!
- O ile się nie mylę, odpowiadam za rozwieszenie lampek na zewnątrz budynku stadniny, szkoły i akademika. Nie wiem jeszcze z kim- powiedziałem
Mara zaśmiała się.
- To powiedzenia- odparła
- Może chcesz mi pomóc?- spytałem i uśmiechnąłem się łobuzersko
- Oj! Chyba nie dam rady... Wiesz mam tyle na głowie... Szkoła, treningi- powiedziała udając poważną
- Wiesz jakby nie patrzeć ja też mam treningi i szkołę- odparłem i przewróciłem oczami- Czy wy zawsze tak wszytko wyolbrzymiacie?- spytałem i zaśmiałem się
- Eyy! Nie prawda- odparła
Pokręciłem głową. W siodlarni w jednej ze skrzyń znajdowały się lampki świąteczne na budynek stadniny. Wymianalem dziewczynę bez słowa i udałem się po potrzebne mi rzeczy.

Wracając z workiem, w którym znajdowały się lampki, zauważyłem, że boks Haru był otwarty. Jednak akurat wychodziła z niego Mara. Nie zauważyła mnie i gdybym się nie przesunął znow by na mnie wpadła.
- Musisz uważać jak chodzi- zaśmiałem się
Mara jednak wzruszyła tylko ramionami i spojrzała zaciekawiona na worek.
- Co to?- spytała
- Lampki- odparłem- A teraz muszę cię przeprosić i iść je rozwiesić- powiedziałem i odłożyłem worek przy wejściu
Nie miałem zamiaru szukać osoby, z którą miałem rozwieszać te cholerne lampki. Ja zawieszę jedne na budynku stajni, a on rozwiesi je na budynku akademika i po sprawie. Gdy szedłem do szopy niedaleko pastwiska, ujrzałem swojego ojca. Może był to dobry moment na spytanie z kim rozwieszać lampki? Wyciągnąłem niejaka drabinę na zewnątrz drewnianej szopy, zamknąłem i podszedłem do ojca. Akurat z kimś szedł i gorączkowo rozmawiał. Był to chłopka chyba w moim wieku. Max? Nie byłem pewny. Gdy moj ojciec mnie zobaczył od razu się uśmiechnąłem i wskazał na mnie. Podszedłem do nich.
- Cole, razem z Max'em rozwieszania lampki- powiedział i zostawił nas

Gdy lampki wisiały już nad stadniną i szkołą odpuściliśmy sobie na dzis lampki nad akademikiem i każdy z nas ruszył w swoją stronę. Poszedłem znów w stronę stajni. Zawiał zimny i nieprzyjemny wiatr, który szedł w parze z padającym deszcze ze śniegiem. Ze stajni wszyscy jakby się ulotnili. Było kilka osób, które kręciły się to tu, to tam i coś nosiły.

- Cześć stary- wszedłem do boksu ogiera i poklepałem go po szyi, na co on odpowiedział przyjaznym parsknięciem
Miałem jeszcze trochę czasu do kolacji, więc postanowiłem spędzić je w boksie Avenger'a i trochę wyczyścić tego brudasa.

Wszedłem do stołówki. Przyszedłem tutaj zaraz ze stajni, bo skarciłem rachubę czasu i gdybym miał się jeszcze isc przebrać, zapewne zajęłoby mi to troche czasu. Idąc z jedzeniem zauważyłem, że przy stoliku siedzi Mara i Bella. Reszta stolików była zajęta, albo po prostu nie znałem ludzi. Ruszyłem w ich stronę.
- Mogę?- spytałem, tym samym wyrywając dziewczyny z rozmowy
Obie uśmiechnęła się promiennie i przytaknęły. Zaczęliśmy rozmawiać na rożnego rodzaju tematy. Głownie opierały się one na nadchodzącym balu, treningach czy też koniach, no bo o czym by tu innym gadać? Uczniowie powoli zaczęli wychodzić ze stołówki. Nagle telefon Belli zawibrował i wydał dźwięk. Dziewczyna szybko spojrzał na ekran i cicho zaklęła pod nosem.
- Echh... Musze spadać... Musze ogarnąć te rzeczy na bal...- powiedziała niechętnie
- Powodzenia- zaśmiała się Mara życzliwie
Bella odeszła od nas, ale wcale jej się to nie podobało.
- Podobno przydzielili jej kogoś niezbyt fajnego do współpracy- wytłumaczyła Mara- A tak poza tym, lampki swietnie wyglądają na budynku stadniny i szkoły- dodała i uśmiechnęła się
- Tak troche nam to czasu zajęło... Mi i Max'owi- dodałem- A właśnie jak już jesteś przy temacie balu... Wybrałabyś się ze mną?- spytałem Mary

Mara? C:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz