piątek, 23 grudnia 2016

Od Belli - mistrzostwa Cambell (poziom mistrzowski)

Otworzyłam powoli powieki. Dziś był pietnasty grudnia - dzień zawodów. Jak ja tęskniłam za tą adrenaliną. Wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę szafy. Założyłam na siebie białe bryczesy i czarną marynarkę. Do tego włożyłam czarne oficerki oraz toczek w tym samym kolorze. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Kazałam psu zostać w pokoju, a sama udałam się do stajni. Wczoraj wyczyściłam sprzęt Księcia, więc nie powinno być z nim problemu. Miałam nadzieję, że wygram i będę mogła zawiesić niebieskie flo nad łóżkiem. Swoje stare rozety mam gdzieś w walizce razem z odznakami jeździeckimi. Byłam podekscytowana tym, jakie będą przeszkody. Tęskniłam za dwumetrowymi przeszkodami w mojej starej stajni. Pamiętam jak kiedyś pobiłam rekord świata i przeszkoczyłam 250 cm. Ale nikogo ze mną nie było... A następnego dnia nie udało się bo Książe nie był w dobrej formie. Ale kiedyś mi się uda, musi mi się udać! Wyczyściłam dokładnie konia i zaplotłam mu koreczki. Zrobiłam kilka wdechów i wydechów i poszłam po siodło. Nie mogłam pokazać Księciu, że się stresuje bo on też pójdzie tymi śladami i z zawodów nici. Owijki, kaloszki, czaprak, siodło, ogłowie i nauszniki. Czegoś mi tu brakuje... No tak! Mnie w siodle. Wspięłam się w strzemionach i ruszyłam przed siebie. Była szósta trzydzieści, a zawody zaczynają się za godzinę. Ale wszystko jest już przygotowanę, więc pójdę odebrać numerek. Jestem... pierwsza!? Ups? Mogłam trochę później wstać, ale no cóż, trzeba pokazać który numerek będzie prawdziwą jedynką. W oddali zauważyłam pewną osobę w czerwonym toczku. Jeździła ona na karej klaczy rasy Mustang. OMG! To nie może być ona! Pogalopowałam do dziewczyny. Ta zeskoczyła z siodła na mój widok i rzuciłyśmy się na siebie. Przewróciłam ją na ziemię, ponieważ byłam silniejsza i przytulałyśmy się.
- Co tu robisz Lui? - spytałam.
- No jak to co? Odwiedzam swoją najlepszą przyjaciółkę bo się nie odzywa i chce skopać ją na zawodach! - zaśmiała się i wstałyśmy.
Otrzepałam się i zaczęłam rozgrzewkę razem z dziewczyną. Nie mogłyśmy przestać ze sobą rozmawiać i ciągle wymieniałyśmy się zdaniami.
- A jest tu Heather? - rzuciłam z nadzieją, że odpowiedź będzie przecząca, ale zawiodłam się.
- Tak i chce cię zabić! - dziewczyna niemalże krzyknęła.
Na szczęście ludzie zaczęli się zbierać i większość odrobinę zagłuszyła Louise. Po godzinie lekkiej rozgrzewki zaczęły się zawody. Jak to zawsze robią, zaczęli wywoływać osoby.
- A teraz z numerem jeden Bella Quinn!
Usłyszałam głos i ruszyłam. Lui powiedziała ciche powodzenia. Pierwsze były skoki. Przeszkody były wysokości około 160 centymetrów. To nie było wyzwanie dla mojego konia. Nawet ostre zakręty były dla niego pikusiem. Tor pokonaliśmy prawie cwałem bezbłędnie w 63 sekundy.
- Gratulujemy, bezbłędny przejazd w 63 sekundy! Dziewczyna pokonała rekord szkoły o 2 sekundy!
Zjechałam z toru rozpromieniona. Mój uśmiech po chwili zszedł. Przede mną stała Heather.
- Gratuluje sukcesu, szkoda, że odeszłaś...
- Dzięki, a tobie życzę powodzenia.
Przytuliłam mojego konia. "Jesteś Królem, a nie Księciem, kochany" - szepnęłam. Poklepałam go i usiadłam mocniej w siodle. Teraz pora na ujeżdżanie, a na końcu cross. Jeśli wygram wszystkie konkurencje będę na poziomie mistrzowskim. Za to wszystko jest jedna duża, niebieska rozeta. Damy radę, prawa?

***
- Trzecie miejsce zajmuje.... Louise Dump!
Dziewczyna przytuliła mnie i chwyciła mustanga za wodze. Odebrała nagrode.
- A na drugim miejscu... Heather Starlight!
Posłała mi szczęśliwe spojrzenie i ruszyła w stronę jury.
- A na pierwszym miejscu pragniemy serdecznie powitać.... BELLE QUINN!
Usłyszałam swoje imię. Byłam zszokowana. Przytuliłam konia. Udało się! Przechodzę o poziom w górę! Odebrałam błękitne flo. Wyściskałam moje przyjaciółki i poddałyśmy się "sesji zdjęciowej".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz