Czekałam przy motorze na chłopaka. Myślałam, że trwa to ponad godzinę, ale tylko mi się zdawało. Chyba mam coś nie tak z głową. W międzyczasie postanowiłam powspominać stare czasy. Pamiętam jak kiedyś wpadłam pod samochód... W dodatku dównież jechałam na deskorolce. Albo jak miałam wypadek, kiedy zderzyłam się z samochodem, a sama jechałam motorem. Dziwię się, że jeszcze jakoś żyję. W końcu Noah wrócił i w końcu przypomniałam sobie jego imię. Wsiadł na motor i od razu ruszył. Nie jechał na razie zbyt szybko.
- No to teraz odwiozę cie z powrotem do szpitala. - zaśmiał się cicho.
Po tych słowach zeskoczyłam z motoru. Kiedy to zauważył zatrzymał się.
- Daj spokój, chyba nie chcesz spotkać znów twoich kolegów. - podkreślił ostatnie słowo.
Miałam dylemat czy wsiąść czy nie wsiąść, aż w końcu się zachwiałam. Ledwo co podeszłam do chłopaka i wsiadłam.
- Nie mam zamiaru ponownie wymykać się ze szpitala. - powiedziałam szorstko i ruszyliśmy nieznaną mi drogą. Prawdopodobnie prowadziła do szpitala, chociaż nie sądze. Przemyślałam już wiele opcji, ale wszystkie nie byłyby prawdopodobne.
Noah? Gdzie jedziemy? :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz