Obudziłam się, była jakaś dziesiąta rano. Czyli już na śniadanie się nie załapie. Wyjrzałam za okno. Śniegu nie było, a zza chmur wyszło słońce. Otworzyłam je i poczułam lekki podmuch wiatru, ale poza tym było nawet ciepło. Podeszłam do szafy.
<jeśli zdj nie działa, link>
Ubrałam się tak, a w rękę wzięłam fiszkę. Była sobota, więc postanowiłam pojeździć na deskorolce zanim zajmę się nowym koniem. Fix spojrzał się na fiszkę. Mieliśmy to samo na myśli. Założyłam mu szelki. Wzięłam dwie smycze i przyczepiłam po dwóch stronach szelek. Wyszłam z akademika i udałam się w stronę drogi. Włączyłam muzykę na telefonie i włożyłam słuchawki do uszu. Złapałam oby dwie smycze. Jedną w lewą, drugą w prawą rękę i cmoknęłam na psa. Ten ruszył i biegł nawet szybko. Leciała moja ulubiona piosenka, więc zamknęłam oczy i wsłuchałam się w nią. Nawet nie zauważyłam, że z przodu jedzie ktoś. Nagle poczułam uderzenie. Nie miałam kasku... ups? Ostatnia rzecz, którą widziałam był chłopak i jego deska. Pies wciąż mnie ciągnął po twardym aswalcie. Chyba wystraszył się chłopaka. Podszedł do mnie i odplątał smycz z rąk. W tym czasie odpłynęłam...
Noah? c:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz