sobota, 10 grudnia 2016

Od Belli cd. Jacoba

Czyściłam konia i rozmyślałam. Pewnie wszyscy pojadą do rodziny, a ja? Nawet w święta moi rodzice pracują... Nie dajemy sobie prezentów i nie siedzimy przy stole jedząc dwanaście potraw. Nie śmiejemy się z naszych wspólnie sprzędząnych chwil bo takich nie mamy. Chciałabym chociaż raz spędzić miło czas. No, ale cóż, jak to mówię Padłaś? Powstań! Popraw koronę i zapierdalaj. Zakaz kopiowania tekstu i ustawiania sobie za motto! Bo nogi z dupy powyrywam!
- Gotowy? - spytałam i wyrwałam samą siebie z zamyślenia.
- Tak, własnie podpinam popręg. - powiedział chłopak i wybrał jeden z toczków.
Potem zarzuciliśmy plecaki na plecy. Wyprowadziliśmy konie na zewnątrz i delektowaliśmy się świerzym powietrzem. Nagle usłyszałam krzyki Jacoba:
- Apollo!! - spojrzałam w jego stronę i zauważyłam, że koń wyrwał się mu, ale po chwili wrócił.
- Reaguje na słowa? - spytałam lekko zdziwiona. Nie każdego konia można tego nauczyć.
- Nauczyłem go kilku poleceń. - odparł z dumą co mi się nie spodobało. Nie lubię dumnych ludzi ani odpowiedzi. Koń chłopaka podszedł do niego i tracił go w ramię. - Tak, tak. Kocham cię. - dodał w kierunku konia. - Może chciałabyś wybrać się ze mną na Bal? - spytał.
Zdziwiłam się, a buzia mi się nie zamykała. Stałam tak chwilę rozmyślając co powiedzieć, aż w końcu chłopak podszedł do mnie i podniósł mój podbródek w celu zamknięcia mojej buzi na co się zaśmiałam.
- Tooo? - spytał.
- Tak, pójdę z tobą na bal. - odpowiedziałam i zauważyłam uśmiech na jego twarzy, więc odwzajemniłam gest i wsiadłam na Księcia, a po chwili Jacob do mnie dołączył. Ruszyliśmy przed siebie.

Jacob?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz