'' Hej! Słyszałam że chodzisz teraz do Morgan University. Mam dobre informacje?"
Uśmiechnęłam się lekko odpisując
'' Tak masz dobre informacje ^^ "
Wstałam z łóżka podchodząc do szafy. Wyciągnęłam z niej jakieś ciuchy i ubrałam się w nie. Rozczesałam włosy i wyszłam z pokoju. Trening zaczynał się za jakieś piętnaście minut. Ruszyłam do stajni. Jak tylko weszłam do budynku i znalazłam się obok boksy Shad, klacz radośnie zarżała.
- Cześć piękna. - zaśmiałam się głaszcząc ją po ciepłym nosie. Otwarłam drzwi boksu i wślizgnęłam się do środka. Wyjęłam z kieszeni parę kostek cukru i dałam je klaczy. Axl zadowolona pochłonęła przysmaki. Wyprowadziłam ją na zewnątrz i zaczęłam czyścić oraz siodłać. Jak zwykle siodłanie zajęło jakieś dziesięć minut, bo oczywiście Shadows nie chciała dać sobie założyć ogłowia... Jak w końcu wyszłyśmy z budynku stajni dostałam kolejną wiadomość.
" O której kończysz lekcje? Przyjechałabym po ciebie. "
Na szybko odpisałam i schowałam telefon do kieszeni kurtki. Wsiadłam na klacz i ruszyłyśmy na trening. Jako że dziś były mikołajki trener trochę nam odpuścił i przymknął oko na wszystkie niedociągnięcia a w naszym wypadku całkowitą porażkę... Po treningu odbyły się lekcje na których również mieliśmy trochę więcej luzu niż zwykle, nikt nie pytał ani nie było niezapowiedzianych kartkówek.
Od razu po lekcjach ruszyłam do pokoju i szybko się przebrałam
Wyszłam z pokoju a swoje kroki skierowałam na parking na którym czekała już na mnie moja kuzynka. Nicki i ja, choć tak bardzo się od siebie różniłyśmy i mieszkałyśmy tak daleko siebie miałyśmy stały kontakt i jesteśmy prawie jak siostry. Podbiegłam do dziewczyny i przytuliłam ją na powitanie. Blądynka również mnie przytuliła. Wsiadłyśmy do auta i rozmawiając ruszyłyśmy. Po chwili rozmowy zaczęłam się zastanawiać gdzie my właściwie jedziemy. Popatrzyłam na radosnom twarz Nicki i zapytałam
- Tak właściwie... To gdzie my jedziemy?
- Niespodzianka. - zaśmiała się.
- Dobra. - powiedziałam. Po parunastu minutach zaparkowałyśmy na jakimś parkingu. Wysiadłam z auta i rozejrzałam się. Jak tylko zobaczyłam szyld pewnej kawiarni od razu wiedziałam że właśnie tu przyjechałyśmy. Weszłyśmy do kawiarni i zajęłyśmy wolny stolik. Zamówiłyśmy sobie po gorącej czekoladzie i kawałku ciasta.
- Czemu właściwie tu przyjechałaś? - zapytała blądynka wypijając kolejny łyk gorącego napoju.
- Chciałam jeździć, a dobrze wiesz że w Tokyo nie miałabym takich warunków jak tutaj.
- No w sumie prawda. - powiedziała.
- Powiedz mi, nadal śpiewasz? - zapytałam ciekawa czy jej zespół nadal istnieje.
- W sumie ostatnio nie mogliśmy dawać żadnych koncertów bo nasz gitarzysta się rozchorował i tak jakoś wyszło. - uśmiechnęła się. Nastała chwila ciszy którą przerwał dobrze znany mi dźwięk pianina. Spojrzałam na biały instrument stojący na niewielkiej scenie orz na dwie dziewczynki. Jedna siedziała na krześle i grała a druga wpatrywała się w nią jak zaczarowana.
- Szczęśliwe pianino. - powiedziała Nicki patrząc na dzieci.
- Dalej nie potrafię, często się mylę i nie wychodzi mi tak jak powinno. - uśmiechęła się starsza patrząc na swoją towarzyszkę. Nicki wstała i podeszła do dziewczynek. Zaczęła z nimi rozmawiać i z uśmiechem pokazała na mnie. Dzieci również na mnie spojrzały i po chwili stały już obok mnie.
- Siostra Nicki mówiła że umiesz grać.... Zagraj nam coś!!- poprosiły jednocześnie wyszczerzając swoje białe ząbki. Popatrzyłam na dziewczyne stojącą na scenie i teatralnie przewróciłam oczami po czym się uśmiechnęłam wstając. Ucieszone dzieci pociągnęły mnie za rękę i pociągnęły w stronę pianina. Dziewczynka usiadła na krześle i położyła jedną rękę na klawiaturze natomiast ja drugą. Po chwili zaczęłyśmy grać.
Po skończeniu utworu zoriętowałyśmy się że wszyscy goście w kawiarni się na nas patrzą. Jednak nie zwracając na to większej uwagi przybiłyśmy sobie piątki. Ja i Nicki wróciłyśmy do naszego stolika i dokończyłyśmy czekoladę po czym wyszłyśmy z kawiarni.
- Nie wiedziałam że masz taką rękę do dzieci. - stwierdziłam patrząc kątem oka na moją kuzynkę.
- Często jako wolontariuszka pomagam w świetlicach i przedszkolach, dlatego większość dzieci mnie tu zna. - wytłumaczyła... Po dość długim spacerze i wymianie prezętów, wróciłyśmy do auta. Nicki odwiozła mnie spowrotem do akademii gdzie się pożegnałyśmy a ja na szybko się przebrałam i ruszyłam na trening.
- Dziś nie siodłajcie koni, załóżcie im w zamian to. - powiedziała trenerka dając każdemu po dwa szaliki w świąteczne wzorki. Jeden z nich był znacznie dłuższy.- Dziś zajęcia będą nieco dłuższe bo w terenie będziemy do dziewiętnastej.
Wszyscy nieco zaskoczeni tym faktem popatrzyli się po sobie. Jednak bez zbędnych pytań każdy ruszył do boksu swojego konia.
- Pacz co dostałyśmy. - powiedziałam wchodząc do boksu Shadows. Klacz obwąchała szalik z nadzieja że to coś do jedzenia.
- Jesteś łakomczuchem, wiesz o tym? - zaśmiałam się przejeżdżając zgrzebłem po szyi klaczy. Po wyczyszczeniu założyłam jej na szyje szalik ( miał on służyć zamiast uwiązu który był pomocą podczas jazdy na oklep ) i założyłam swój. Wyprowadziłam Axl z boksu i ruszyłyśmy w miejsce w którym zawsze się spotykamy przed rajdami. Wszyscy punktualnie o 16.50 siedzieliśmy już na koniach.
- Jak widzicie dziś nietypowe zajęcia.- zaczęła instruktorka - Jednak mają one na celu poprawienie waszych relacji z koniem a przede wszystkim dobrą zabawę. - zaśmiała się. - Dobra ruszamy. - powiedziała i wszyscy razem ruszyliśmy za nią. Po trzydziestu minutach znależliśy się na ogromnym polu przykrytym warstwą śniegu. Pani Megan popędziła swojego konia do galopu co i my zrobiliśmy. Po chwili zaczął padać śnieg. Wszyscy zadowoleni z tego faktu zaczęli się śmiać. Popatrzyłam w niebo zamykając oczy. Płatki śniegu topiły się na mojej twarzy. Robiło się coraz zimniej i ciemniej. Jakoś około dziewiętnastej zrobiło się całkowicie ciemnio a na niebie było widać gwiazdy. Wszyscy zatrzymaliśmy się i trenerka powiedziała iż to był cel naszej dzisiejszej lekcji. Zobaczenie gwiazd... Położyłam się na zadzie Axl i wpatrywałam się w pięknie rozgwerzdżone niebo... O dwudziestej zmarznięci i zadowoleni wróciliśmy do stajni. Odprowadziłam Shadows do boksu i wytarłam ją do sucha, po czym dając jej parę kostek cukru ruszyłam do paszarni gzie przygotowałam Axl kolacje. Jak tylko wróciłam klacz radośnie zarżała na widok niesionego przeze mnie wiaderka.
- Ty myślisz tylko o jedzeniu. - uśmiechnęłam się podsuwając je klaczy. Ta zaczęła pochłaniać zawartość wiaderka w zastraszającym tempie. W sumie zawsze tak robiła, ona uwielbia jeść.
- Już skończyłaś? - spytałam czując że wiaderko jest puste. - Do jutra, dobranoc. - powiedziłąm cicho głaszcząc ją po nosie. Axl potrząsła łbem i trąciła moją dłoń. Ja tylko się uśmiechnęłam i odniosłam wiaderko spowrotem do paszarni... Weszłam do pokoju i wyciągnęłam z szafy prezęt dla wylosowanego przeze mnie Nicolasa. W sumie nie znałam go zbyt dobrze jednak z informacji które zdobyłam i własnych obserwacji dowiedziałam się że lubi grać na gitarze. Tak więc znalazłam fajną niedrogą nową gitarę i kupiłam ją.
Po zapakowaniu prezentu w papier w świąteczne wzorki obwiązałam go czerwoną wstążką i zawiązałam dużą kokardę. Cicho wyszłam z pokoju rozglądając się czy na korytarzu nikogo nie ma. Na szczęście teren był czysty
- Przecież wszyscy są na kolacji...- powiedziałam do siebie ruszając w stronę pokoju Nicolasa. JAkjuż stałam pod pokojem numer osiem lekko nacisnęłam klamkę. Zamknięta... Czyli go nie ma. Wyciągnęłam z kieszeni wsówkę i przez kolejne pięć minut otwierałam zamek w drzwiach. Kiedy w końcu się otworzyły zadowolona z siebie weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi. Nagle naskoczył na mnie owczarek niemiecki. Straciłam równowagę i upadłam na ziemię.
- Tak, tak już...- zaśmiałam się głaszcząc psa po głowie. Pies zszedł ze mnie a ja położyłam prezęt na łużku chłopaka. Psiak zaciekawiony zaczął go obwąchiwać.
- Zostaw, to dla Nicolasa. - zaśmiałam się przyklejając do prezentu karteczkę z napisem
" Wesołych świąt!! Twój Mikołaj ^^"
Nagle usłyszałam czyjeś kroki. W mojej głowie od razu pojawił się obraz chłopaka. Rozejrzałam się po pokoju szukając drogi ucieczki. Okno. Podeszłam do okna i otwarłam je, bez namysły wskoczyłam na rosnące niedaleko drzewo i zeskoczyłam na ziemię. W końcu znajdowaliśmy się na pierwszym piętrze, odległość do ziemi nie była jakoś specjalnie duża. Ruszyłam biegiem do wejścia budynku. W końcu padał śnieg a ja tu bez żadnego swetra ani niczego. Wruciłam do swojego pokoju i zadowolona z siebie położyłam się spać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz