poniedziałek, 12 grudnia 2016

Od Harley CD. Noaha

Wściekła na to, że przez Black'a nie mogłam się przegalopować, przywiązałam Baloubet'a, a Diamond'a puściłam żeby bawił się w śniegu. Chłopak rzucił się na ziemię i wpatrywał się w niebo. Nie zwracając na to uwagi podeszłam do odsadka i zaczęłam się z nim ganiać. Wcale nie był taki wolny, może przegalopuję się z nim w drodze powrotnej. Najwyżej poproszę Noaha żeby się z nim zajął przez minutę, a ja sama pogalopuję przed siebie. Pogalopuję? Raczej pocwałuje. Nie wiedząc co robić usiadłam na śniegu, a źrebak podbiegł w stronę jeziora.
-Nie!- Wykrzyknęłam gdy Black Diamond stanął na jeszcze cienkiej tafli lodu, która przykryła wodę jeziora. Zdezorientowany chłopak szybko otrząsnął się z śniegu i ruszył do źrebaka. Ja też biegłam, lecz ani ja, ani Noah nie zdążyliśmy odciągnąć odsadka. Cienki lód pękł a źrebak wpadł do lodowatej wody. Spanikowana podbiegłam do Baloubet'a i szybko odwiązałam jego wodze od drzewa. Szybko na niego wsiadłam i ruszyłam na pomoc ogierkowi. Zobaczyłam, że chłopak zaryzykował wejściem do wody.
-Nie wchodź!- Krzyknęłam, a Noah odwrócił się i wyszedł z wody. Black rozpaczliwie próbował wyjść na brzeg, lecz było ślisko. Wiedząc, że ogierek ma uwiąz, w mojej głowie narodził się pomysł. Szybko zeskoczyłam z konia i związałam uwiąz z wodzami. Zaczęłam napierać na klatkę piersiową dorosłego ogiera, a ten odpuścił przepychanki i zaczął się cofać. Wychłodzony źrebak został uwolniony z więzi lodowatej wody. Szybko zdjęłam bluzę i bluzkę z siebie (Oj Cichajcie Zboczuszki). Otuliłam źrebaka i zaczęłam go trzeć by całe krążenie wróciło do normy. Wiedząc, że mam szalik obwiązałam swój tułów. Zszokowany chłopak uklęknął i, również zaczął trzeć odsadka. Bałam się o jego życie, ponieważ jest w jednym z najważniejszych etapów w jego rozwoju. Obejrzałam się za siebie i zauważyłam wiszący na drzewie podarty koc. Dobre i to. Podbiegłam do drzewka i szybkim ruchem zerwałam i tak już poszarpany kocyk. Zdjęłam wszystkie mokre rzeczy z źrebaka i obwiązałam kocem całego ogierka.
-Spróbujemy go podnieść i wrzucić na grzbiet Baloubet'a okej?- Zapytałam ciężko dysząc z zimna. Noah pokiwał głową i złapał odsadka za zadnie nogi. Chwyciłam głowę i przednie nogi.
-Raz... dwa... i trzy!- Sprawnym ruchem podnieśliśmy odsadka i położyliśmy go na grzbiet ogiera.
-Masz być spokojny, jasne? To Twój brat- szepnęłam Baloubet'owi do ucha i złapałam za wodze. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę akademii. Chłopak dogonił mnie kłusem i patrzył na mnie zszokowany. Kocyk szybko stawał się mokry więc ostatecznie zrezygnowałam z szalika i przykryłam nim ogierka. No cóż... zostałam w samym staniku (XD).
~Pół godziny później~
W końcu jesteśmy w stajni. Szybko wyjęłam telefon z kieszeni bryczesów i zadzwoniłam po weterynarza.
-Dzień dobry, czy mógłby pan przyjechać? Jak najszybciej- mocno podkreśliłam ostatnie słowo, a ten tylko się rozłączył. Po pięciu minutach weterynarz stał już przy źrebaku. Noah cały czas mi towarzyszył i spoglądał raz na mnie, raz na weterynarza, a najczęściej na odsadka. Podeszłam do starszego mężczyzny.
-I co z nim?
-Na szczęście i nie szczęście tylko się wyziębił i jest przestraszony. Da się zorganizować ciepłą wodę?- Zapytał i spojrzał na moją zrozpaczoną twarz. Lecz jego wzrok szybko spoczął na niższych partiach ciała. Podniosłam rękę i już miałam go walnąć lecz ogarnęłam się i szybko pobiegłam po miskę z ciepłą wodą.
-Natrzyjcie go cieplutką wodą, przepiszę jeszcze leki i źrebak będzie zdrowy- powiedział zawstydzony i podniósł się ze słomy. Wyjął z torby leki i podał mi je.
-Ile?
-Specjalnie dla ciebie, 90$- powiedział z uśmiechem. Wyjęłam z portfela 100$ i podałam weterynarzowi.
-Bez reszty- powiedziałam i zdecydowanym wzrokiem wskazałam mu wyjście. Wzięliśmy szmatki i razem z chłopakiem zaczęliśmy nacierać źrebaka.
Noah?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz