Poklepałam suchą szyję ogiera i zadowolona z jego skoków się uśmiechnęłam.
-Wiesz co pojadę jeszcze jeden raz, ten znany mi tor, żeby go trochę zmęczyć bo jest po prostu naładowany- powiedziałam, a ten skinął głową. Pogalopowałam w stronę mety z toru znanego. Postanowiłam zmienić kolejność. Wszystkie przeszkody poszły za łatwo, ogier znał wszystko na pamięć i po prostu byłam wkurzona, że są tylko dwie opcje torów. Muszę w końcu gdzieś wyjechać, na jakieś spotkanie z trenerem. Chłopak czekał na mnie z uśmiechem na twarzy. Głaskał swojego konia i coś do niego szeptał. Byłam zazdrosna, o to coś. Tą więź między właścicielem a koniem. Do mojego konia tak trudno dotrzeć. Tak ciężko się z nim dogadać. Spędzam z nim jak najwięcej czasu, wykonuje z nim tak dużo ćwiczeń. Czuję, że mamy do siebie zaufanie, ale czy jest to coś między mną a Baloubet'a? Czy jest ten sens żeby dalej to budować? W zamyśleniu wracaliśmy do stajni. Nawet nie wiedziałam jaki jest dzisiaj dzień. Na pewno weekend, ale sobota czy niedziela?
-Czuję się niezręcznie pytając się o taką rzecz, dzisiaj sobota czy niedziela?- Zapytałam onieśmielona i uśmiechnęłam się jak idiotka.
-Sobota, niby czemu czujesz się niezręcznie? Każdy czasami ma urwanie głowy?- Powiedział i uśmiechnął się, błyskając szeregami białych zębów. Nawet nie zauważyłam, że jesteśmy już przy stajni. Zeszłam z ogiera, zawinęłam strzemiona i popuściłam popręg. Idąc obok chłopaka weszliśmy do stajni i w milczeniu zrobiliśmy konie.
-To co robimy?- Zapytałam.
Cole?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz