Czekał nas jeszcze szmat drogi. Hannibal i Tenebris gonili po tylnych siedzeniach odwracając mój wzrok od jezdni. Po chwili stwierdziłam, że dość tego. Zjechałam z głównej drogi w jakąś polną dróżkę i zatrzymałam samochód na poboczu. Dzieci biegnące akurat z łąki zatrzymały się, bacznie mnie obserwując. Otworzyłam drzwi a Hanni wyleciał niczym torpeda prując przez pastwisko. Otwarłam przyczepę i wyprowadziłam Eau Calme. Klacz od razu wzbudziła zachwyt dzieciaków, które niepewnie zbliżyły się do nas. Gdy Calme pasła się ja usiadłam na siedzeniu i rozkoszowałam się widokiem małej wsi. Tene ułożyła się na moich kolanach i machała zadowolona ogonem, dopóki tego spokoju nie zniszczył Hannibal, zdyszany i mokry. Kotka natychmiast czmychnęła na tylne siedzenie a Hanni poszedł w ślad za nią. Wysiadłam z samochodu i wprowadziłam Eau z powrotem do przyczepy. Tenebris syknęła i ruszyliśmy. Czekało nas jeszcze z 30 km jazdy. Zwierzęta kręciły się , przeskakując na przednie siedzenie.Przyspieszyłam do 90km/h mimo mocnych opadów śniegu i śliskiej nawierzchni.Po 20 minutach dostrzegłam znak " Morgan University - Akademia& Stajnia". Natychmiast pojechałam we wskazanym kierunku a po chwili skręciłam na parking. Oniemiałam. Wszystko było cudowne, stajnia jak i budynek uniwersytetu prezentowały się przepięknie. Nie mogłam napatrzeć się na ślicznego ogiera , który prowadzony był przez jakiegoś chłopaka. Wysiadłam z samochodu i zapięłam Hannibala na smycz lecz po chwili namysłu po prostu zostawiłam go w samochodzie. Podeszłam do przyczepy i wyprowadziłam klacz. Kilka osób spojrzało na mnie, lecz nie udzieliło wskazówek, gdzie jest dyrekcja. Dostrzegłam znajomą twarz i po chwili zza rogu wyłoniła się również śliczna klacz. Znajoma podskoczyła i popędziła w moją stronę rzucając się na moją szyję. La'Prima podeszła do Eau Calme na co klacz od razu zaczęła ją obwąchiwać. Podniosłam się z ziemi.
-Blanca! Martwiłam się, że nie trafisz! Tak bardzo się cieszę!- Jenn niemalże krzyczała skacząc jak opętana. Uśmiechnęłam się.
-A wiec mój wierny przyjacielu, prowadź do boksu Eau!- Machnęłam ręką śmiejąc się radośnie. Jennifer kroczyła przede mną wraz ze swoją majestatyczną klaczą. Calme parskała starając się zwrócić moją uwagę. Zatrzymałam się, zrobiłam kilka gestów a drzwi mojego samochodu otworzyły się. Jak dobrze, że Hannibal jest taki mądry i podatny na tresurę.
-Hanni!- Krzyknęła dziewczyna i wyciągnęła ręce do psa , który wskoczył w jej objęcia , zaburzając jednocześnie jej równowagę. Po chwili leżała już pod psem, który radośnie oblizywał jej twarz. Zaprowadziłam klacz do boksu i odniosłam jej sprzęt do siodlarni. Następnie udałam się do dyrekcji, gdzie załatwiłam wszystkie potrzebne sprawy.
-Pokój numer 25- Rzuciła szybko pani Steward uśmiechając się promiennie. Zabrałam klucz z recepcji i targając walizki udałam się do wyznaczonego pokoju. Jenn , Hanni i Tenebris podążali za mną. Gdy zatrzymałam się przy pokoju pożegnałam dziewczynę i umówiłyśmy się w jej pokoju na godzinę 17. Wpełzłam do pomieszczenia rozglądając się dookoła. Na łóżku leżał plan lekcji i potrzebne informacje.
Treningi , lekcje, godziny wydawania posiłków i inne takie pierdoły.Od razu zaczęłam się rozpakowywać.
Hanni skakał po łóżku , zaś Tene ułożyła się na krześle i zasnęła. gdy wszystko było już na swoim miejscu wybiegłam z pokoju w stronę ustalonego miejsca spotkania. Jednak ktoś pokrzyżował mi plany, bowiem uderzyłam w kogoś. Odbiłam się od osobnika , uderzyłam w ścinę i zsunęłam się na podłogę.
<Ktoś? :D >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz