Obróciłem się na brzuch, opierając podbródek na dłoniach i z oczekującym uśmiechem spojrzałem w oczy Brooke. Pokręciła głową, zamykając powieki i uniosła ręce do góry, kładąc je nad głowę. Taktyka odwrócenia wzroku. O nie, tak łatwo nie dam siebie spławić. Przysunąłem się bliżej, delikatnie szturchając rękę jej bok. Na jej dotychczas kamiennej twarzy powoli zaczął pojawiać się uśmiech, który nieskutecznie próbowała ukryć. Sam wyszczerzyłem się szeroko.
-A wiesz... domagam się nagrody - odwróciła głowę, przyglądając mi się uważnie - Nie pozwolę by taki Mike miał uciechę z tego, że pomimo wygranej jej nie zdobyłem - prychnąłem.-Po pierwsze nie jestem niczyją nagrodą, a po drugie taniec z tobą...
-Nie zaprzeczaj, że ci się nie podobało - przerwałem jej. Zacisnęła usta, robiąc charakterystyczne dołeczki w policzkach. Ponownie zamknęła oczy i z głośnym westchnięciem pokręciła głową. Ha ha, kłamczuch jeden. Znowu muszę użyć swojego daru przekonywania. Ona co chwila mnie do tego zmusza.
-A masz łaskotki? - położyłem głowę na wyciągniętych przed siebie rękach i szepnąłem jej do ucha. Zapadła głucha cisza, przerywana tylko tykaniem zegarka. Brooke otworzyła oczy, odwracając ponownie głowę i spojrzała mi w oczy. Na mojej twarzy zagościł niewinny uśmiech, skrywający kolejny pomysł.
-Czy chcesz ucierpieć? - jej ton wydawał się ostrzegający. Chciała usiąść, a najlepiej stanąć w bezpiecznej odległości, ale nic z tego. W ostatniej chwili chwyciłem ją w pasie i powaliłem z powrotem na łóżko.
-To się zgodzisz... - jak się okazało jednak posiada łaskotki. A to ciekawe. Nigdy o tym nie wspominała.
-Nie wolno tak robić - chwyciła mnie za nadgarstek i odciągnęła od siebie. Schowałem drugą dłoń za plecy żeby i jej nie obezwładniła. Zrobiła poważną minę, jednak nie na długo. Jej kąciki ust delikatnie drgały w uśmiechu, a ona sama wzdrygała się gdy robiłem jakikolwiek ruch.
-Co mówisz? - nastawiłem ucho, udając że jej nie słyszę - Jakoś tak piszczysz, że cię nie rozumiem - pokręciłem głową.
-Dawaj tą drugą łapę i wara mnie dotknąć - próbowała chwycić mnie za drugą rękę. Nic z tego. Za drobniutka jest żeby się rzucać.
-Wbijasz mi paznokcie w nadgarstek - uśmiechnąłem się szeroko, próbując wyrwać z jej uścisku rękę.
-Trudno - wzruszyła ramionami, odwzajemniając uśmiech - Są piękne, nieprawdaż? - obejrzała wolną dłoń dookoła i ponownie chwyciła za moją rękę.
-Nie chcę mieć śladów. Wystarczą mi tatuaże - pokiwałem głową, próbując ponownie wyrwać rękę.
-To będzie pamiątka albo nauczka.
-Niby za co? Moja ręka jest zbyt cudowna na posiadanie tak bolesnych blizn - zrobiłem zrozpaczoną minę.
-Za niesubordynację - uniosła brwi, święcie przekonana, że zostawię ją w spokoju. Pokiwałem głową, uznając jej wygraną. Powoli puściła moją dłoń, nie spuszczając ze mnie swojego spojrzenia. Uniosłem oczy w obojętnym wyrazie twarzy, napotykając jej krążący po mojej sylwetce wzrok. Jak tylko odwróciła głowę, wyszczerzyłem się ponownie zaczynając ją łaskotać.
-Już ci nie uwierzę, zdradziecka cholero jedna! - krzyknęła, śmiejąc się i zginając w pół.
-Nie takiej odpowiedzi oczekiwałem - uniosłem brwi, pochylając się delikatnie.
-Nie!
-Co? - złapałem ją za dłonie.
-Nie... - powtórzyła, próbując uwolnić ręce z mojego uścisku.
-Nie?
-Dobra, niech ci będzie - warknęła, wykręcając się i krzyżując tym samym moje ręce, które trzymały ją za nadgarstki. Puściłem ją. Od razu wstała i rzuciła we mnie bluzą. Odłożyłem ją na bok w triumfalnym uśmiechu - Jeszcze kiedyś sobie odpuścisz...
-Myślisz, że istnieje taka szansa? - szczerze powiedziawszy to zastanowiłem się nad tym pytaniem.
-Wierz mi. Ja również potrafię dobić swego - skrzyżowała ręce na piersi.
-Nie masz ze mną szans - posłałem jej wymowne spojrzenie. Dziewczyna spojrzała na mnie z dołu, po czym wzruszyła ramionami i z powrotem opadła na łóżko. O nie, nie...
-Ej... wracaj mi tu natychmiast - podszedłem i nie czekając na jej reakcję, podniosłem na nogi. Pokręciła głową, udając zmęczenie. Parsknąłem śmiechem widząc jej minę zaspanego dziecka. Uparta z niej persona - Dobra to idę po ostateczny przedmiot twojej zagłady - chyba zdecydowanie zbytnio wczułem się poprzednio w film.
Uniosła głowę i energicznie nią pokręciła, chyba wcale nie chcąc wiedzieć co miałem na myśli. Odwróciła się na pięcie w stronę drzwi, wyciągając do przodu ręce.
-Kopciuszku, jeszcze nie północ - stanąłem przed nią, obejmując dookoła i pochylając do tyłu - Zresztą ode mnie się nie ucieka, skarbie.-Z tego co wiem lekcji tańca udzielasz tylko w sobotnie wieczory, a ja nie prosiłam ładnie - złapała moją dłoń, dając się poprowadzić.
-Za małą opłatą... właśnie, ja ci śpiewałem to teraz ty mi coś zanuć - okręciłem ją dookoła i uśmiechnąłem się łobuzersko.
Brooke?
Pajongi są złeee xd
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz