Morrigan uniosła wyżej głowę, zapewne słysząc w dali znajome rżenie koni. O nie. Wara mi ruszyć galopem już na sam koniec.
Puściłem wodze klaczy, rozglądając się dookoła i w tym samym momencie moją uwagę przykuło stadko małych szetlandów. Nie było mowy żebym nie podszedł bliżej.
-Patrz! Kucyki! - zawołałem i nie czekając na reakcję Brooke, delikatnie ścisnąłem boki karej, która z niezadowoleniem podjechała bliżej zagrody, gdzie pasło się kilka kuców szetlandzkich.
-Uważaj, bo cię pogryzą - dziewczyna uśmiechnęła się, według mnie całkiem podejrzliwie.
-Takim ludziom jak ja nic nie robią. Na twoim miejscu martwiłbym się o swoją nogę - Morrigan spuściła głowę i z zainteresowaniem powąchała srokatego kuca. Jeśli niczego nie odwali to zacznę myśleć, że ta diablica jednak nie jest tak źle nastawiona do innych.-Czy to miała być groźba? - Brooke zatrzymała Tikani w bezpiecznej odległości. Chyba się nauczyła, że nie warto się zbytnio narażać, gdyż nie wiadomo co wymyślę. A tak się składa, że ja miałem pomysł. Wzruszyłem ramionami, posyłając jej najbardziej szczery uśmiech jaki tylko udało mi się wymusić - Pragnę abyś o wszystkich swoich pomysłach mnie informował. Albo chociażby kogoś kto później byłby łaskaw mnie uprzedzić - pokręciła głową, przyglądając się jak Mori jednak postanowiła być złośliwa i uszczypnęła szetlanda w szyję. I skończył się taniec z jednorożcami oraz miłości do wszystkich. Szarpnąłem za wodze. Klacz jednak odwzajemniła się tym samym, unosząc gwałtownie głowę do góry i o mało nie przywalając mi swoim łbem o twarz. Usłyszałem jak Brooke parska śmiechem, widząc moje zdziwienie. Przerzuciłem na nią obojętny wyraz twarzy.
-To nie było śmieszne - podjechałem bliżej.
-Być może lepiej wyglądałbyś gdyby trochę cię przymalowała na fioletowo...
-Dobra, dobra - przerwałem jej w odpowiednim momencie - I nie wspominaj nawet o żadnym malowaniu. Po moim cudownym trupie - mam nadzieję, że wybiłem jej ten pomysł z głowy. Na ruszanie moich włosów już się zgodziłem i wyszedłem na tym, używając sarkazmu, przepięknie. Twarzy dotknąć nie dam.
Wróciliśmy do stajni. Rozsiodłałem Morrigan przy okazji zabierając siodło Brooke, która uparcie twierdziła, że da radę, lecz nadal ledwo co chodziła. Jasne, zabij się na środku stajni z powodu kostki.
*lekcja retoryki*
Ja chcę stąd wyjść. Pójść sobie do pokoju albo do stajni... gdziekolwiek, ale jeszcze chwilę tu posiedzę i umrę. Przymknąłem oczy, czując jak moja głowa powoli opada.
-Zain... - zerwałem się do pionu, wpatrując się w siwowłosą kobietę, która przekrzywiła delikatnie głowę z wymownym spojrzeniem.
-Ja słucham - zapewniłem, widząc jak nauczycielka tylko posyła w moją stronę bardzo przekonujący uśmiech.
-Jeśli usłyszę uderzenie głowy o ławkę to wiesz co cię czeka - założyła z powrotem okulary na nos i kontynuowała lekcje.
Spojrzałem na siedzącą obok Brooke, na której twarzy pojawił się tajemniczy uśmieszek. Przygryzła dolną wargę by się przypadkiem nie odezwać. Przerzuciłem oczy na tablicę, wbijając spojrzenie jakbym chciał tam co najwyżej wyczarować coś niemożliwego. Błagam, dzwonek, teraz.
-Żyjesz? - usłyszałem z boku nie zwracając większej uwagi - Czy umarłeś? - dziewczyna wbiła mi w policzek długopis. Powoli przerzuciłem znudzone spojrzenie na jej twarz, nie zmieniając swojej pozycji - To jak nie żyjesz to mi wytłumacz to zadanie z fizyki - podsunęła mi pod nos zeszyt, w którym panował idealny porządek, czystość i ład. Jak można mieć taki zeszyt?Dopiero teraz odwróciłem głowę w jej stronę, upewniając się czy pani Angelina na pewno nie patrzy. Zmierzyłem ją nieobecnym spojrzeniem, chwytając za długopis, który nieustannie wbijała mi w policzek. Pokręciłem głową z uniesionymi kącikami ust i przeczytałem zadanie. Niby co w tym takiego trudnego?
-Mówiąc wytłumacz miałaś na myśli rozwiąż? - uniosłem do góry brwi.
-Siedź cicho - burknęła - Podobno jesteś geniuszem umysłowym to pisz - miałem przeczucie, że gdybyśmy nie siedzieli na lekcji to głośno by się roześmiała po tych słowach.
-Coś za coś, słońce - wzruszyłem ramionami, obrywając od niej morderczym spojrzeniem. Samym wyrazem twarzy mówiła "Zain, nie denerwuj mnie". Ruchem głowy pokazała jeszcze raz na zeszyt, oczekując że bez marudzenia jej to zrobię.
-Ale i tak będę coś chciał - mruknąłem, na co ona tylko pokiwała bez większego zainteresowania głową. To chyba miało oznaczać zgoda. Jaka szkoda, że nie wie w co się wpakowała.
*po lekcjach i treningu*
Założyłem na siebie skórzaną kurtkę, na której oczywiście musiała wygrzewać się Sharika. Niezadowolona przeszła na poduszkę, wbijając w nią swoje ostre pazury i zwinęła się w kłębek. Wyszedłem z pokoju, robiąc dosłownie trzy kroki w stronę drzwi Brooke, pukając.
-Jeśli jesteś osobą imieniem Zain to wiec, że się ogromnie narażasz - usłyszałem ze środka. Niezbyt przejmując się jakże groźnym ostrzeżeniem, wszedłem do środka z szerokim uśmiechem. Dziewczyna chyba nawet nie musiała patrzeć żeby wiedzieć kto to.
-Ja ci to wyryję na tablicy żebyś wiedział, bo czytać chyba potrafisz - zamknęła książki rozłożone na łóżku i uniosła do góry głowę, zakładając kosmyk włosów za ucho.
-Ty jeszcze nie gotowa? - uniosłem ręce do góry wielce zdziwiony. Zresztą i ona była zaskoczona. Rozejrzała się dookoła, w końcu zatrzymując spojrzenie na mnie. Zmierzyła mnie nim od stóp do głów i uniosła brwi do góry. Przewróciłem oczami - Zbieraj się. Szybciutko.
-Ale...
-Nie ale. Bez ale. Obiecałaś mi to - wtrąciłem się jej w zdanie, czekając na reakcję. Jednak po chwili wpatrywania się w jeden punkt jedyne co mogłem zrobić to ją podnieść. Podszedłem i chwyciłem ją za nadgarstek.
-Ale ja ci nic nie obiecywałam - pokręciła głową. Zdążyła tylko chwycić swoją kurtkę z wieszaka. Całe szczęście, że miała założone buty na nogach.
Wyszliśmy na korytarz. Wyjąłem z kieszeni kluczyki od auta, kątem oka widząc jak Brooke posyła mi niepewne spojrzenie. Uśmiechnąłem się szeroko, wychodząc na zewnątrz.
-Powiesz mi chociaż dokąd mnie ciągniesz tym razem? - otworzyła drzwi samochodu, nie spuszczając ze mnie swoich czekoladowych oczu.
-A lubisz niespodzianki? - skierowałem na nią swoje spojrzenie, siedząc już w środku auta. Przyjrzała mi się dokładnie, nic nie odpowiadając - Po prostu chociaż raz mi zaufaj - sam zaśmiałem się w duchu, kręcąc kierownicą.
Podjechaliśmy pod ogromną galerię, w której znajdywało się pełno sklepów i innych ciekawych miejsc, między innymi w to, do którego od tak dawna zamierzałem iść. Schowałem kluczyki do kieszeni po zamknięciu samochodu i podszedłem do czekającej na mnie Brooke.
-A teraz powiesz? - nie dawała za wygraną. I kto tu jest denerwujący?
-Zobaczysz - nic więcej nie powiedziałem tylko zaprosiłem ruchem głowy dziewczynę do środka. Zmierzyła mnie nieufnym spojrzeniem, już po raz kolejny tego dnia, jakbym co najmniej planował zamach na jej życie - W lewo - pociągnąłem ją za kurtkę, gdy mnie wyprzedziła i ruszyła w inną stronę.
-Już ci wspominałam, że chcę wiedzieć co planujesz... - skrzyżowała ręce na piersi. Uśmiechnąłem się sam do siebie, chowając dłonie w kieszeni kurtki. Zatrzymałem się dopiero przy wejściu do kina.
-Daję ci wolny wybór. Co chcesz obejrzeć? - spojrzałem na premiery filmów.
-Mogę wybrać? - zapytała zaskoczona.
-Tylko błagam, żadne komedie romantyczne. Chyba aż tak bardzo nie zasłużyłem sobie na takie męki? - skrzywiłem się, posyłając w jej stronę szeroki uśmiech.
Brooke?
Pomysł był, a wykonanie średnio...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz