piątek, 5 maja 2017

Od Heather C.D. Ruth i Maureen

Wybiegłam z pokoju Mau. Nie miałam ochoty patrzeć na to jak moja ex spoufala się z panną Fitz, i jej ciałem. Z zamkniętymi oczami dobiegłam do pokoju. A przynajmniej tak myślałam, bo w końcu wyrypałam się na ostatnim schodku. Ja i mój pech... W ostatniej chwili złapałam się poręczy.
-Idiotka ze mnie - mruknęłam pod nosem.
Już dawno zaprzestałam rozpaczania nad swoim podłym losem. Niestety prawda jest taka, że faktycznie idiotka ze mnie. Zamiast biec do kochanego Pusheen'a który już czeka na mnie w boksie to pobiegłam na oślep na schody i się wyrypałam jak na jednym z tych kiepskich brazylijskich melodramatów. No i oczywiście na nieszczęście moje, nienawidzę zwierząt takich jak psy i koty, przez co jestem teraz sama. Zaraz, zaraz... Przecież miałam zadzwonić do Kyle'a. Obiecałam, a kto jak kto, ale jego akurat lubię. Szkoda, że moje życie potoczyło się tak szybko w koszmarnie złym kierunku. Zostałam sierotą. Adoptowali mnie nadziani ludzie z Nowego Jorku i próbowali wykończyć emocjonalnie, a potem jeszcze zerwała ze mną jedyna droga mi osoba. Tak, tak. Nadal przeżywam to jak mnie porzuciła. Jestem wyjątkowo wkurzona. Wszyscy ludzie w moim życiu okazują się podłymi padalcami. Do jasnej ciasnej. Siedzę na schodach prestiżowej uczelni i rozpaczam nad swoim życiem, chociaż staram się nigdy tego nie robić. No IDIOTKA i już. Wyciągnęłam kluczyk z kieszeni i wstałam z drewnianych schodków. Ręce mi się trzęsły z powodów bliżej mi nie znanych. Przecież nie jestem tak chora jak Maureen - prawda? Rzuciłam się na łóżko nie dbając o zamknięcie drzwi. Nie da się już bardziej spieprzyć sobie życia. Jestem jedyną taką osobą na świecie. Gdzie mój oskar? Nawet nie umiem powiedzieć osobie którą nadal kocham żeby spierdalała gdzie pieprz rośnie. Walnęłam kilka razy głową o framugę okna. Na pewno nie stanę się od tego mądrzejsza. Co najwyżej będę miała kilka guzów i będę nieco bardziej głupia. Oczywiście jest też ryzyko ponownego dostania amnezji. Chociaż może lepiej, bo nie będę pamiętać o tym, że Maureen nie jest już moją dziewczyną a na dodatek chyba znalazła sobie nową miłość. Teraz przynajmniej nie będzie cierpiała z powodu spotkań od wielkiego dzwonu. Despacito, despacito i może dotrę nareszcie do momentu w którym popełnię samobójstwo? Ha. Nawet nie potrafiłam utrzymać związku z Alberto. Czy jestem taka beznadziejna, jak pan Hidehopp. Okey... tak bardzo beznadziejnym nie można być. Usłyszałam wibrujący telefon. Podniosłam wzrok na iPhone'a 6. Serioooo?
Kyle Hidehopp: Jak tam u naszej małej dorosłej panny Downriver?
Heather Downriver: Ha ha. Zabawne Kiluś. XD
Kyle Hidehopp: Co z Maureen?
Heather Downriver: Nie chcę o tym gadać.
Wylogowałam się z czatu. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Podniosłam się i narzuciłam na siebie skórzaną kurtkę. W drzwiach ujrzałam Ruth.
-Dzięki za pomoc - powiedziała.
A ja nie. Skoncentruj się Hope, i niczego nie schrzań. Nie chcesz mieć wrogów, co?
-Ja dziękuje za wyrozumiałość - zamknęłam jej drzwi przed nosem.

Maureen? Ruth? Niech któraś coś wymyśli xd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz