- Wiem, wiem - mruknęłam, otwierając drzwi do "mieszkanka" ogiera i chwyciłam zahaczone o łęk siodła wodze. Dzięki obecności zegara na jednej ze stajennych ścian wiedziałam, że mam jeszcze pięć minut do rozpoczęcia treningu. Dziś, w poniedziałkowe popołudnie, miałam lekcję skoków, z czego bardzo się cieszyłam. Lubiłam to uczucie, kiedy mój koń wybija się w powietrze z charakterystycznym dla siebie opanowaniem i pewnością, a ja mam wrażenie, że latam wysoko nad ziemią. Nie będąc obciążoną żadnym z ludzkich problemów.
Wjechałam na padok spokojnym kłusem, rozglądając się po twarzach innych uczniów z wyraźną ciekawością, ale ze zdumieniem stwierdziłam, że nie zapamiętałam żadnego z jeźdźców. W klasie zdążyłam podłapać kilka imion, ale nie potrafiłam dopasować ich do dosiadających swoich wierzchowców osób.
Trening zaczął się w momencie przybycia pani Ruby Stewart, mamy Cole'a i ciotki Charlotte, która kiedy tylko minęła ogrodzenie, zaczęła wydawać nam polecenia. Posłusznie podążyłam za zastępem i całkowicie skupiłam się na sobie i Paddingtonie.
Po lekcji odprowadziłam ogiera do boksu i zabrałam się za jego oporządzanie. Według mnie ta część była nawet ważniejsza od samej jazdy, bowiem to właśnie na ziemi człowiek zdobywał zaufanie zwierzęcia. Oczywiście ze wzajemnością. Raz po raz przejeżdżałam szczotką po aksamitnej sierści konia, pogrążając się w tej czynności. Byłam tylko ja i on. Świat oddzielony od rzeczywistości i pozbawiony trosk, spokojny. Mogłabym w nim zostać na zawsze, podobało mi się tam.
Nagle jednak pojawiła się myśl, Maureen i Heather. Dwie dziewczyny, które poznałam całkiem niedawno. Trybiki w moim mózgu zaczęły szybciutko się obracać. Znały się wcześniej, ale tego akurat dowiedziałam się wprost. Jednak łącząca je relacja była, delikatnie mówiąc, napięta. Ciekawiło mnie dlaczego tak jest. Byłam jednak zbyt tchórzliwa by je wprost o to spytać, a dochodziła do tego obawa, że uznają mnie za przesadnie wścibską.
Nie miałam pojęcia, który z pokoi należy do różowowłosej, dlatego metodą prób i błędów szukałam odpowiedniej sypialni. Z rozwichrzonymi włosami i czerwonymi od chłodnego powietrza policzkami przemierzałam korytarze, pukając do każdych drzwi. Dopiero pomieszczenie numer trzydzieści jeden okazało się być tym odpowiednim.
- Reenie, wszystko w porządku? Jak się czujesz? - klapnęłam na łóżko, siadając tuż obok niej. Ku mojemu zaskoczeniu dziewczyna ścisnęła moją dłoń, jednak nie odsunęłam się od niej. Przeciwnie, posłałam jej niepewny uśmiech. - Dobrze się tobą zajęła?
Maureen ułożyła się wygodnie, uśmiechając się do mnie lekko.
- Tak, dała mi jakieś leki - odgarnęła z mojej twarzy niesforny kosmyk, a ja zamrugałam kilkakrotnie zdziwiona. - Jak było na treningu, Ruthie?
Wstałam, rozglądając się po pokoju, w którym, pobłażliwie stwierdzając, panował nieporządek. Wiedziałam, że nie będę mogła spokojnie siedzieć w tym bałaganie, toteż zaczęłam zbierać książki, leżące uprzednio na podłodze.
- W porządku, udało mi się wypaść całkiem nieźle. Tak myślę - odpowiedziałam, nie przerywając zajęcia. Zatrzymałam się na chwilę, gdy w moje ręce wpadła bluza. - Gdzie to odłożyć?
Maureen westchnęła głośno.
- Co ty robisz?
- Sprzątam.
Dziewczyna fuknęła ze zniecierpliwieniem.
- Zajmę się tym, jak poczuję się lepiej - machnęła niedbale dłonią.
- A ja mogę teraz - uśmiechnęłam się słodko. - Ty możesz tylko nadzorować.
~~*~~
Uwielbiam słoneczne dni i to cudowne uczucie, kiedy ciepłe promienie słońca padają na twarz, a chłodny wiar tańczy między włosami. Nie jest ani zbyt ciepło, ani zimno. Środa była właśnie takim dniem, dlatego większość uczniów zamiast jeść obiad w stołówce, zebrała się na błoniach, by tam spożyć posiłek. Ja poszłam za ich przykładem i w ten sposób siedziałam na miękkiej zielonej trawie, zajadając się spaghetti. Maureen zniknęła mi w tłumie, dlatego stwierdziłam, że jeśli będzie chciała, to mnie znajdzie. Za to między uczniami mignęła mi inna znajoma twarz i rozpoznawszy w niej Heather, machnęłam w jej stronę, gestem zapraszając do dołączenia do mnie, siedzącej na szarym kraciastym kocu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz