- Hej! Gdzie jest jakaś kadra? - zapytał.
- Możliwe, że dzisiaj zastaniesz tylko właścicieli, bo czwartek to dzień wolny od treningów, ale będą oni zapewne w biurze - powiedziałem niemalże od razu i wskazałem ręką na budynek kawałek od nas.
- Dzięki - odpowiedział tylko chłopak i tyle go widziałem.
Znowu nowe osoby. Tutaj chyba nigdy nie będzie tak, że wszyscy przyjadą w jednym czasie. Do tej akademii to ciągle ktoś nowy przyjeżdża. Nie ważne czy to początek roku, środek czy koniec. Non stop jakieś nowe twarze. Westchnąłem i ruszyłem w drogę powrotną.
~*~*~*~*~
Kolejny spacer. Tym razem ze szczeniakami. No cóż... Clary za chiny ludowe nie chciała się ruszyć. Chyba miała już trochę dość. Szczeniaki nie dawały jej chwili spokoju. Rozumiałem ją. Jak zawsze smycze obu psiaków plątały się wokół mych nóg. Te to mają jakieś nieskończone pokłady energii. Niby mógłbym je puścić wolno, ale wolałem nie ryzykować. Szczególnie patrząc na suczkę. Ta to miała mnóstwo głupich pomysłów i bałem się, że jeszcze by uciekła. A odnalezienie szczeniaka to nie taka prosta sprawa... Po chwili znalazłem się przy czworoboku. Było tam jeszcze kilka przeszkód. Najprawdopodobniej jeszcze dzisiaj ktoś tam trenował. Jednak nie to najbardziej zwróciło mą uwagę. Zauważyłem jakąś osobę jadącą na koniu. Na początku wszystko wydawało się okej. No właśnie. Na początku. Zaraz się zepsuło. Koń pobiegł prosto na drzewo. Uderzył w nie bokiem, a jeździec wpadł cały na nie i spadł z wierzchowca. Zakryłem usta dłonią. O boże... Mam nadzieję, że to nie poważny wypadek... Szybko przywiązałem szczeniaki do jakiegoś drzewa i podbiegłem do poszkodowanej osoby. Kucnąłem obok jeźdźca. Był to chłopak. Chyba ten co wcześniej. Na szczęście był przytomny.- Nic ci się nie stało? - zapytałem zmartwiony.
Daniel?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz