Fria byłą zła, była zła bo znalazła się w nowym miejscu, była zła bo dookoła niej kręciły się osoby i konie i jakieś inne niewinne istotki. A kiedy ona jest zła daje o tym znać. Starałem się ją ogarnąć na treningu, cokolwiek zrobić. Niestety uparta kobyła po paru baranach wleciała w drzewo i tak oto moja piękna twarz spotkała się z ziemią i podarowała jej piękny soczysty pocałunek. Wyplułem trawę z ust i przeturlałem się na plecy. Głupi koń. Osoba która obok mnie ukucnęła wydawała się zmartwiona. Chłopak, dosyć przystojny zapytał mnie czy wszytsko okay...
-Wygląda jak by było? Tak okay, po prostu kobita ma swoje nastroje -Prychnąłem i skorzystałem z pomocnej dłoni którą do mnie wyciągnął.
-Wyglądało na bolesny upadek-Przyjrzał mi się niepewnie.
-Wszystko okay, dzięki.. Kojarzę cie -Chciałem gadać dalej ale pomiot szatana zbliżał się dużymi krokami. Wyminąłem chłopaka i złapałem wodze..
-Idiotka-Mruknąłem w pysk klaczy która odpowiedziała skuleniem uszu i tupnieciem. Westchnąłem i trzymałem ją jak najdalej od nowo poznanej osoby, nie chciałem żeby stracił ramię , albo jeden ze swoich pośladków... Które nawiasem mówiąc .. Były nawet ładne, nie mogły konkurować z moimi pięknymi maszynami do twerkowania ale nie powiem że nie, odgryzienie takiej pół kuli było by stratą dla ludzkości.
-To twój koń?-Uśmiechnął się i stał na odległość.
-Ta.. Wredna istota, nie radzę podchodzić ani samemu ani z jakimiś istotami jeśli chcesz żeby żyły -Uśmiechnąłem się. Patrzył na mnie zaskoczony ale pokiwał głową.
-Jestem Daniel przy okazji.. Nie podam ci teraz ręki , wybacz ale mogę to zrobić potem -Uśmiechnąłem się.
-Louis, miło poznać, przyjmę uścisk bez maszyny do mordowania nad twoim ramieniem -Uśmiechnął sie zaczepnie .
-Dobra, wracam, bo z nią dzisiaj nic nie da rady zrobić... Chcesz się potem zgadać? Nie znam tutaj nikogo.. No poza tobą i chciałem mieć z kim pogadać - Zaoferowałem mu swoją obecność któa nie okłamujmy się była błogosławieństwem...
<Louis XD?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz