Powoli wszedłem do domu, imprezowanie do drugiej nie było dobrym pomysłem, szczególnie że ojciec był w domu.. Powoli i po cichu..
-Vito.. -Głos ojca zabrzmiał za moimi plecami.. fuck. Odwróciłem się powoli i uśmiechnąłem.
-Gdzie byłeś?
-Ja.. Mariote i Dylan zrobili mi.. Imprezę pożegnalną.. Chcieli wiesz.. no.. -Uśmiechnąłem się przepraszająco. Bałem się go, zawsze był straszny i trzymał nas krótko. Wyjazd był moim wybawieniem.
-I jak się bawiłeś?-Zapytał powoli.
-Dobrze, oni.. dali mi prezent -Wskazałem na nadgarstek niepewnie.
-Pokaż co to za prezent- Dalej brzmiał za spokojnie. Wysunąłem rękę na której miałem bransoletkę. Była to prosta Lilou.. Nie byłem zdziwiony tym prezentem, Mariotte miewała dziwne pomysły, ale bransoletka z sznurka i blaszka z wyrytymi ich imionami była czymś co mi się spodobało. wiedzieli że będę tęsknił pomimo obecności technologi, ciężko wyjeżdżać z domu.
-Bransoletka?
-Tak.. Mariotte wymyśliła, są na niej wyryte ich imiona -Wskazałem na serduszko z blaszki. Pokiwał głową.
-Skoro już nie śpisz, idź posprzątaj w boksie stodole, będziesz miał co robić , rano sprawdzę czy jest czystko
-Tak sir -Zasalutowałem i poszedłem sprzątać, nie było opcji żebym teraz zrobił cokolwiek wbrew ojcu, za bardzo chciałem jechać...
****
-Masz zaraz samolot! Mówiłam ci że się spóźnimy ! -Matka wariowała
-Mamo.. Spokojnie, nie poleci -Przytuliłem ją i pocałowałem w policzek.
-Będę tęsknić Vito -Wyszeptała.
-JA też, idę.. Dam znać jak dolecę! -Pobiegłem do przejścia. Stewardessa pokazała mi moje miejsce z uprzejmym uśmiechem i.. Lecimy..
***
Wygrzebałem się z samochodu. No to jestem... Wszyscy jeszcze spali, było ciemno. Kocham dojeżdżać o takiej porze.. Zaparkowałem i odebrałem kluczyk do pokoju od bardzo wkurzonego portiera.
-Dziękuje i przepraszam -Szybko sobie poszedłem. Walizki zaciągnąłem do pokoju i.. Jestem.. Dotarłem... Rozpakowałem się i szybko położyłem spać.. Jutro mam zajęcia.
***
Na śniadanie zszedłem równo z czasem. Rozejrzałem się po stołówce, wszyscy zajęci sobą.. No cóż... Podszedłem do jednego z najbardziej zaludnionego stoliku i usiadłem z szerokim uśmiechem.
-No hej, co tam? Vito jestem, nowy -Pokiwałem głową w kierunku patrzących na mnie osób. Czułem jeszcze na sobie spojrzenia z innych stron. No to co.. Mini show? Podniosłem się i niby przypadkiem w czasie zdejmowania bluzy zdjąłem koszulkę.. Ups? Zaśmiałem się sam do siebie (Vito wcale sam do siebie nie chichotał.. ) patrzyłem na buzie niektórych osób to wydawało mi się że jednak będę rozpoznawany. Zjadłem śniadanie i wyleciałem na zajęcia. Stanąłem pod klasą i czekałem na dzwonek.. Jak zwykle na czas. Usiadłem w jednej z wolnych ławek i czekałem aż może okaże się że ktoś siedzi ze mną..
<ktosiu ? PLs XD?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz