Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Od Marie CD James'a

Wpadłam do domu, rozmazany tusz pod moimi oczami spływał mi aż do policzka. W pośpiechu ściągnęłam buty, postawiłam psa na ziemi i ściągnęłam mu szelki, ten  pędem ruszył do kuchni gdzie znajdowała się jego miska z wodą. Mama krzątała się po pomieszczeniu kuchennym szykując wszystko do kolacji, a ojciec siedział w salonie na swoim ulubionym, skórzanym fotelu spokojnie czytając gazetę i jednym okiem oglądając wieczorne wiadomości. Chciałam niezauważalnie przedostać się na górę, ale kątem oka dostrzegłam jak mama kuka na mnie z kuchni. Z trzaskiem zamknęłam białe drzwi prowadzące do mojego pokoju i rzuciłam się brzuchem na łóżko podkładając sobie pod brodę futrzaną poduszkę przy okazji zasmarkując ją. Kilka minut poźniej usłyszałam jak ktoś wchodzi do pokoju, siada obok mnie, bierze w ręce moje długie włosy i przeczesuje je, gładzi po głowie.
- Co się znowu stało? - spytała spokojnym głosem.
- Szkoda słów. - burknęłam, jakby obrażona.
- Zawsze tak mówisz, wyrzuć to z siebie.
- No jeju. - przeniosłam się do siadu skrzyżnego. - Bo James nie rozumie, że jak mamy coś zaplanowane, to nic już nie zmieniamy, ale on nagle wymyślił sobie, że idzie dzisiaj do swoich rodziców, chociaż ustaliliśmy to na za dwa dni.  Ustawił wszystko pod siebie. W dodatku odstawia sceny zazdrości o Chestera! Wyobrażasz to sobie. Nie potrafi zrozumieć, że to on jest dla mnie najważniejszy. - oparłam brodę o ramie rodzicielki.
- Ehhh, faceci są trudni. Spójrz tylko na swojego ojca. Od dwudziestu lat zalega w tym swoim fotelu,a poza tymi zwierzakami to świata nie widzi.
- Oj mamo, ale często gdzieś razem wychodzicie, na brak pieniędzy też nie możesz narzekać, w końcu klinika twojego 'pasożyta' jest jedną z najbardziej uznanych na całym kontynencie. - zaśmiałam się.
- Trafiłaś z tym pasożytem. - smyrnęła mnie palcem po nosie. - Niedługo kolacja, leć się ogarnąć, dzisiaj wyjątkowo pozwolę ci zjeść w piżamie.

Przez resztę dnia nie kontaktowałam się z James'em, on również nie dzwonił, nie pisał, ani nie snapował. Rankiem koło godziny szóstej obudziło mnie krzątanie się po domu. Tata szykował się do pracy, a mama zawsze wstawała równo z nim, chociaż nie miała po co, zarobki ojca pozwalały jej nie pracować.  Próbowałam jeszcze zasnąć ale nie mogłam, więc wstałam. Kto normalny wstaje w wakacje o 6:20?  Na dole dowiedziałam się, że mama jedzie do miasta załatwić parę spraw, więc nie będzie jej przynajmniej pół dnia. Śniadanie zjadłam na tarasie, gdzie towarzyszył mi szum morza i piękne widoki. Gdy już się ogarnęłam, wskoczyłam w bryczesy i ruszyłam do przydomowej stajni, gdzie krzątali się już stajenni zajmujący się końmi ojca. Przygotowałam moje dwie piękności. Godzina siódma rano, a Marie już w siodle. Gimnastyczna lonża z Pyrrusem i średni, przyjemny parkur z Kopenhagą. Gdy już kończyłam prace z klaczą, mój telefon zawibrował. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i spojrzałam na ekran, była to wiadomość od Jamesa.
~ Wyjdź, jestem pod twoim domem.

James?
Najlepsze zostawiam tobie XD

środa, 2 sierpnia 2017

Od Marie CD James'a

Nie podobało mi się to, jak w tym momencie zachowywał się James. Klasyczna popisówka? Chyba tak. Wcześniej ustaliliśmy, że przynajmniej pierwsze trzy dni spędzimy u moich rodziców, ale on jak zwykle musiał zaplanować coś bez mojej zgody. Białej gorączki można z nim dostać. Ehh, postaram sobie nie zawracać nim głowy. Wszyscy zasiedliśmy na kocu w parku, jedząc jakieś przekąski i popijając zimne napoje, mopsy w tym czasie radośnie bawiły się biegając w około. Jeju, stęskniłam się za tymi zjebami. To z nimi spędziłam najlepsze czasy liceum. Kto nie pamięta tych dzikich imprez albo szwędania się po mieście w środku nocy? Ogólnie całe spotkanie przebiegało w wyśmienitej atmosferze, dopóki nasze dwa psiaki nie zniknęły nam z oczu. Podniosłam głowę z leżacej na kocu Beatrice, odstawiłam na bok moje smakowe piwerko, które w prawdzie można nazwać soczkiem i rozejrzałam się dokoła głośno wołając mojego czworonoga.
- Co się drzesz babo. - skwitował James.
- Zamknij się. - warknęłam piorunując go wzrokiem.
- Hoho, chyba dzisiaj śpisz na kanapie. - stwierdził głośno jeden z naszych kolegów.
- Nie będzie musiał. - syknęłam przez zęby i wstając z koca udałam się na poszukiwanie Chestera i Pucci.
Przeszłam dosłownie pareset metrów, by ujrzeć, jak śliniąca się biszkoptowa kulka jeży się na ogromnego amstaffa, który najwyraźniej ma na niego wyjebane, a równie dobrze gdyby chciał mógłby zabić klopsika jedną łapą.
- To twoje psy? - spytał chłopak, właściciel amstaffa.
- Taak... w zasadzie to mój i mojej koleżanki. Powinnam je już zabrać. - chwyciłam Chestera pod pachę.
- Nie chciałabyś się przejść z nami? - zaproponował blondyn.
- Dzięki ale... jestem ze znajomymi... i chłopakiem.
- Ahh, rozumiem.. w takim razie do zobaczenia. - posłał mi łobuzerskie oczko i odszedł wraz ze swoim pupilem.
Wróciłam do naszej paczki, przy okazji na miejscu podpinając smycz do szelków Chestera, by już więcej nie próbował mi zwiać. Spotkanie trwało może jeszcze z jakąś godzinę, wtedy wszyscy rozeszliśmy się w swoje strony, oczywiście planując kolejne spotkanie.
- Masz zamiar iść z nim do moich rodziców? - spytał James gdy już wyszliśmy z parku.
- Ale ja nie idę do twoich rodziców.
- To gdzie idziesz?
- Idę do moich rodziców, a u twoich pojawię się za dwa dni, tak jak planowaliśmy. - syknęłam.
- Ty zawsze musisz robić problem.
- Nie James, to Ty zawsze robisz problem. - zatrzymałam się na chwilę. - Tak po prostu zmieniłeś sobie nasze plany.
- Wyobraź sobie, że ja też mam rodziców i chcę ich zobaczyć.
- Dobrze, do zobaczenia za dwa dni. - uśmiechnęłam się sztucznie i ze szklanymi oczami przeszłam przez pasy na drugą stronę ulicy, kierując się do domu.

Dżemik?
Przepraszam, że aż tyyyyle musiałaś czekać;cc

czwartek, 29 czerwca 2017

Od Marie CD James'a

Mojemu ojcu zazwyczaj dopisuje dobry humor, a w towarzystwie James'a nigdy nie stroni od żartów, nawet tych sprośnych. Na moje szczęście panowie polubili się do razu, nawet lubią spędzać czas we dwójkę.
- Tatku, przyprowadziłam syna twojego klienta, tak? - uspokoiłam śmiech.
- Czyli dbasz o wypłatę tatusia? Cieszy mnie to bardzo. - zarechotał, a potem poprawił się w swoim ulubionym fotelu.
- Jason.. - zaczęła mama.
- Spokojnie, wszyscy wiemy, że pan Saint lubi śmieszkować. - odparł Loss. - To jest tak wyluzowany człowiek, że nie mógłbym się o coś takiego obrazić.
- Czy ty się próbujesz podlizać? - zmarszczyłam brwi i pogładziłam Chester'a po jego tłustym grzebiecie.
- Twojemu tacie zawsze. - wyszczerzył się.
- To w końcu na ile zostajecie? - rodzicielka ponowiła pytanie.
- Chciałabym przynajmniej na dwa tygodnie, ale nie wiem co na to mój ukochany. - przeniosłam wzrok na bruneta.
- Jestem jak najbardziej za, trochę pomieszkamy tutaj, trochę u moich rodziców,a trochę w jakimś mieszkaniu.
- A co wy będziecie robić sami w tym mieszkaniu? - tata spiorunował nas pozytywnym wzrokiem.
- Zachowujesz się jakby mieli dwanaście lat. - warknęła mama.
- Kobieto! Czy ja coś do cholery mówię. - uwielbiałam jak się sprzeczali.
- Już się zamknij. - mruknęła.
- Słyszałem!
Przez resztę wieczorów rozmawialiśmy jeszcze przy kawie i ciastkach, opowiadaliśmy o Morgan, o koniach. Przed godziną dwudziestą drugą wszyscy rozeszliśmy się do swoich pokoi. Najpierw musiałam poczekać, aż szanowny pan James Michael Loss zażyje kąpiel, potem dopiero ja mogłam wejść do łazienki. Ta zmiana stref czasowych zawsze na mnie źle działa, więc jak najszybciej chciałam znaleźć się w łóżku. Szybko wskoczyłam pod prysznic, zmyłam makijaż i nałożyłam na siebie za dużą koszulkę i majtki. Gdy wróciłam do mojego pokoju chłopak jeszcze robił coś na laptopie. Położyłam się obok niego, a on zamknął Macbooka i odłożył go na szafkę nocną po czym przyciągnął mnie do siebie. Poczułam intensywny zapach jego męskiego żelu, uwielbiałam go, co kończyło się tym, że czasem sama się nim myłam.
- To łóżko przywołuje tyle wspomnień. - westchnął.
- Hmm, to na tym łóżku straciłam dziewictwo pewnej kwietniowej nocy.
- Z kim? - udał zdziwionego.
- A z takim James'em Loss'em.
Nagle dobiegło do nas drapanie w drzwi.
- O nie. - zaczął chłopak.
Wstałam z łózka i poszłam do drzwi. Uchyliłam je, a pomiędzy moimi nogami przemknął pies i z ledwością zdołał wskoczyć na łóżko.
- Nie mów, że on będzie z nami spał.
- Co w tym dziwnego, że dziecko chcę spać z rodzicami. - przykryłam się kołdrą, a Chester władował się pomiędzy naszą dwójkę głośno dysząc.
- Psa matka się znalazła. - rzucił sarkastycznie. - Nie ma mowy, żeby mi tak dyszał i ślinił się nademną całą noc, w dodatku odcinał dostęp do mojej kobiety.
- No to masz problem. - zachichotałam chwytając mojego pupila i przekładając go na stronę od brzegu, sama przy tym przekręcając się na bok.
- No ej!
- Dobranoc James. - zamknęłam oczy z uśmiechem na ustach.

~*~

Podobny obrazRankiem obudziliśmy się w jakiejś dziwnej pozycji. Mops leżał w nogach,a moja jedna dłoń na twarzy bruneta. Po przebudzeniu leżeliśmy jeszcze dłuższą chwilę przeglądając social media na telefonach i rozmawiając, nie mogło zabraknąć snapa. Nadszedł czas by wstać i się ogarnąć. Pomalowałam się, teraz w co się ubrać? W sumie to czemu nie ubrać się podobnie? Na dworze było cudownie, świeciło słońce, ale przez wiatr mogło być zimno. Naciągnęłam więc spodnie z wysokim stanem na dupe, szary crop top na ramiączkach i do tego lekka, przewiewna kurtka i czapka z daszkiem. Kazałam James'owi ubrać się podobnie boo..czemu nie? I tak wszyscy zawsze chwalili nasz styl ubierania. Zeszliśmy na śniadanie. Już na schodach dało się poczuć zapach naleśników robionych przez moją mamę. Uwielbiałam ten moment, kiedy siadałam przy wyspie kuchennej, wiaterek ruszał firanki przez codziennie otwarty balkon prowadzący na taras, słychać było szum morza i odgłosy ptaków.
- Gdzie tata? - spytałam biorąc jednego naleśnika na talerz i smarując go masłem orzechowym.
- Pojechał do zoo.
- Do zoo?
- Do chorej koali. A wy kochani? Jakie plany na dziś? 
- W sumie to nie wiem. - przeniosłam wzrok na bruneta. - Co dziś robimy?
- A co chcesz robić? - uśmiechnął się łobuzersko.
- Hmm, a może tak przejdziemy się do centrum? - zaproponowałam.
- Możemy.
- Z Chester'em. - dodałam po chwili.
- Przyda mu się spacer. - wtrąciła się mama.
- Możemy się też spotkać z naszą paczką. - chwyciłam różowego iphona do rąk.
- Mam nadzieję, że ta kupa tłuszczu znów nie zacznie szczekać na wiewiórki, gdy będziemy przechodzić obok parku, albo na hydranty. - rzekł zniesmaczony chłopak.
Po śniadaniu dopięłam czerwony puszorek ledwo zapinający się na tłustym mopsie, podpiełam do automatycznej smyczy i ruszyliśmy do centrum. Na piechtaka był kawałek drogi, ale zwykle pokonywało się go szybko i przyjemnie. 
- Gdzie się umówiłaś? - spytał James patrząc, jak pies radośnie przebiera łapami i jęzorem na wierzchu.
- A no w parku, tym wiesz, obok opery.
- Park, wiewiórki, inne psy, super. - mruknął.
Kilka minut później byliśmy już na miejscu. David, Beatrice, Nicole i Travis czekali już na nas na jednej z ławek. Z daleka było słychać ich krzyki, cali oni. Chester zaczął piszczeć ze szczęścia gdy tylko ujrzał swoją ukochaną. Czarną mopsiczke Betarice - Pucci.

James?
dwa mopsiki XDXD








środa, 28 czerwca 2017

Od Marie CD James'a

Nie wiem co ta jędza robiła na lotnisku, akurat kiedy przylecieliśmy. Może to było specjalnie? Żeby zrobić mi na złość, tylko..skąd ona wiedziała, że wracamy do Sydney? Ah, no tak. Przecież ja większość mojego życia dokumentuję na instagramie i snapchacie. Mniejsza z tym, ona nie jest ważna. Teraz liczy się tylko to, że wróciłam do mojej ukochanej Australii, z chłopakiem mojego życia, zobaczę rodzinę, przyjaciół, psa. Wyszliśmy przez ogromne, rozsuwane, szklane drzwi na parking lotniska. Z wnętrza czarnego Range Rover'a wyłonił się dość wysoki, lekko posiwiały, brodaty mężczyzna. Range Rovery są ulubioną marką mojej rodziny, zapewne dlatego wszyscy nimi jeździmy.
- Tato! - w jednej chwili wypuściłam rączkę od walizki z dłoni i rzuciłam się mu na szyję. Ojciec odkaszlnął radośnie i przytulił mnie mocno do siebie.
- Tą małą istotkę rozpoznam wszędzie. - rzucił żartobliwie nadal tuląc.
- Ej! To nie moja wina, że nie przekazałeś mi swojego wzrostu. - pacnęłam go w ramię.
- Cześć James. - tata uścisnął mu dłoń. - Miło cię znów widzieć. - poklepał go po ramieniu.
- Mi również panie Saint. Chyba pan schudł. - brunet zmarszczył czoło i wyszczerzył się delikatnie.
- Próbujesz się podlizać? - spytałam unosząc jedną brew do góry.
- Akurat temu panu już nie muszę. - puścił mi oczko.
Znalezione obrazy dla zapytania sydney wallpaper- Hoho, może trochę. - Saint złapał się za swój brzuch. - Ale po dzisiejszym obiedzie na pewno to się zmieni. - chwycił za walizki i wpakował je do bagażnika. - Mama siedzi w kuchni od rana.
Loss postanowił z impetem wepchnąć mi się na przednie siedzenie, wskutek czego musiałam usiąść z tyłu. Ruszyliśmy w kierunku mojego domu. Znajdował się on na pewnym osiedlu, bliziutko plaży, właściwie to na przedmieściach. Żeby się do niego dostać, trzeba było przejechać przez wiecznie zatłoczone centrum, a później już tylko pięć minutek i jesteśmy. Przez całą drogę oczywiście towarzyszą nam cudowne widoki. Nie mogło zabraknąć snapów z naklejką.  Gdy byliśmy już na miejscu, drzwi frontowe uchyliły się, a zza nich wyskoczyła tłusta, biszkoptowa kulka pędząca w naszą stronę. Śliniący się mops prawie posikał się na mój widok. Wzięłam go na ręce,a on obdarował mnie swoimi buziaczkami.
- No cześć słodziaku. - chwyciłam go za jego tłuszczyk na karku. - Patrz kto przyjechał, tatuś! - wyciągnęłam Chester'a na rękach w stronę James'a.
- Weź go odemnie! Nadal pamiętam co zrobił z moją koszulą.
- Dziecko, boże, jaka ty jesteś blada. - nagle znikąd pojawiła się moja mama, tuląc mnie do siebie. - Czy wy nie macie tam słońca?
- Naprawdę? Nie zauważyłam, żebym zbladła. - odłożyłam psa na ziemię i spojrzałam po moich mahoniowych rękach.
- Jemuś! Skarbie, jak ja cię dawno nie widziałam. - rodzicielka chwyciła w dłonie policzki bruneta i mocno je ścisnęła. - Jakoś też pobladłeś, jutro koniecznie musicie iść na plażę!
- A Pani jak zwykle, czasem czuję się jak państwa Syn.
- Wiesz, że zawsze jesteś tu mile widziany, nawet jakbyś nie był z Marie. - dodał tata, wnosząc walizki do domu.
- Na obiad musicie jeszcze trochę poczekać, nie zdążyłam ogarnąć wszystkiego. - mama jak zawsze była w skowronkach. To mega pozytywna kobieta.
- Dobrze, skoro jeszcze mamy czas, pozwolisz, że przejdziemy się na plażę? - spytałam.
Znalezione obrazy dla zapytania sydney wallpaper- Jasne, tylko wróćcie! - po chwili kobieta zniknęłam we wnętrzu domu, a za nią mops.
No i ruszyliśmy. Trzymając się za ręce przemierzyliśmy zadbane osiedle, potem kawałek chodnikiem, drewniany deptak i byliśmy już za plaży. Było na niej trochę osób, ale nie przeszkadzało nam to.  Usiedliśmy na jednym, z ogromnych głazów, to było nasze ulubione miejsce do spędzania czasu we dwoje. Przed nami rozciągała się lazurowa woda, a w oddali było widać centrum.  Usiedliśmy obok siebie, zgięliśmy nogi, a ja oparłam swoją głowę o ramię chłopaka.
- Tu jest tak pięknie. - stwierdził.
- Jest, było i zawszę będzie.
- Nie to, co ta zimna Anglia. Tu prawie zawsze świeci słońce, jest ciepło, po prostu cudownie.
- Gdyby nie to, że po tej szkole mogę stać się światowej sławy zawodniczką i zarobić ogromną kasę, nie byłoby mnie tam. - odparłam. - Gdy tylko skończymy Morgan uciekamy z tamtej Antarktydy.
- A gdzie uciekamy? - mruknął Loss.
- A gdzie indziej, jak nie tu? - uniosłam wzrok.
Brunet zaśmiał się i ucałował mnie w czoło.
- Pamiętasz, jak ze znajomymi przychodziliśmy tutaj surfować, albo pływać łódką, skuterami wodnymi czy jachtem? - spytałam.
- Tak. Szczególnie pamiętam jak wtedy, podczas naszej małej imprezki na pokładzie jachtu moich rodziców pod lekkim wpływem wsiadłem na ten piekielny skuter, a ten debil David zaczął drzeć japę, że płynie do mnie rekin. - westchnął brunet. - Ahh, dobre czasy.
- Tak, koniecznie trzeba się spotkać z David'em, Beatrice, Nicole i Travis'em. - rzekłam. - Ale mamy na to całe dwa tygodnie.
- Nie sądzisz, że powinniśmy już wracać? - James spojrzał na ekran swojego iphona. - Twoi rodzice już pewnie czekają.
Gdy wróciliśmy do domu, prawie wszystko było już gotowe. Często jedliśmy na zewnątrz, więc i dzisiaj tak było. Stół na tarasie był zastawiony, a ojciec grillował na grillu już ostatnie mięso. Bardzo uwielbiałam nasz ogród. Z salonu wychodziło się na obszerny taras, na którym stał wiklinowy komplet mebli i solidny stół, był też grill. Trawa na ogrodzie zawsze była idealnie przycięta, mieliśmy też basen w ziemi, jak co druga osoba w Sydney, która ma dom z ogrodem. Z tarasu rozciągał się widok na plażę oraz na stajnię, padok i rosnące przy nim palmy.
- To co, jesteście gotowi spróbować mojego kangura z grilla? - rzekł żartobliwie rodziciel.
- Wolałbym krokodyla. - dodał Loss.
Australijczycy podobnie jak Amerykanie, kochają grillować i robią to w każdym możliwym miejscu gdy tylko jest okazja. Na obiad podano nam więc baraninę i wołowinę w postaci steków, szaszłyków i innych różności. Grillowane owoce morza i homara w liściach bananowca, sałatkę z mango i ze świeżych warzyw. Jak bardzo brakowało mi tego jedzenia. Anglicy są tacy sztywni, a my spędziliśmy kilka miłych, ładnych godzin na jedzeniu, żartach i pogaduchach. Nadeszło już popołudnie, więc pomogliśmy posprzątać i skoczyliśmy do mojego pokoju rozpakować się i przebrać w jakieś luźniejsze ciuszki. Ponownie zaproponowałam spacer, więc gdy tylko troszkę odpoczeliśmy ponownie wyszliśmy z domu. I znów to ja zaprowadziłam go w dobrze znane nam miejsce. Było to coś w rodzaju wiaduku, z którego można było podziwiać całe Sydney.  Szumiały iliście palem, a zachodzące słońce jak zawsz dodawło urkou. Chwyciliśmy się za ręce i patrzyliśmy, po prostu patrzyliśmy, delektując się tym widokiem.

Znalezione obrazy dla zapytania couple summer outfits tumblr


Jemuś? 
c;




poniedziałek, 26 czerwca 2017

Od Marie CD James'a

Seks po pijaku nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, ale mając ze sobą takiego chłopaka jakim jest Loss, można pokusić się o odrobinę szaleństwa. Zaczął składać łapczywe pocałunki na mojej szyi, przygryzając momentami. Oddałam mu się całkowicie.  Przesunęłam swoje dłonie po jego biodrach, aż po klatkę piersiową, wbiłam w nią moje długie pazurki.  On sam nie próżnował, mącąc ręką między moimi nogami, co jeszcze bardziej mnie nakręcało.  Pośpiesznie pozbyłam się jego ubrań.
- Mówiłeś, że wieczorami ostatnio robisz się głodny. - wymruczałam. - A z tego co wiem po alkoholu głód narasta.
- Masz rację, jestem straszliwie głodny. - odparł, a język lekko plątał mu się.
Sama rozpięłam guziki swoich shortów i zrzuciłam je z siebie wraz z bluzką. Popchnęłam James'a na łóżko siadając na nim okrakiem. Zaczęłam powoli przesuwać się na jego kroczu, a on chwycił moje piersi w obie dłonie i zaczął je ściskać. Chwilę później całkowicie nie miałam na sobie bielizny.
- Teraz się najesz skarbie. - zadziornie przygryzłam wargę. Przesunęłam się trochę wyżej, siadając mu na twarzy.

~*~

W końcu nasz plan o cudownych wakacjach w rodzinnym kraju stał się rzeczywistością. Prócz mnie, James'a i setki bagażów, nie mogło zabraknąć Kopenhagi i Pyrrusa. Taak, zabrałam moje dwa miśki ze sobą. Nawet podczas urlopu nie mogę pozwolić na to, by wybiły mi się z rytmu. Ojciec ma dużą stajnie, więc nie martwię się dosłownie o nic. Konie będą miały  zapewnione najwyższe standardy, lepsze niż w Morgan, przy okazji będą mogły godzinami wygrzewać się na zielonym padoku w towarzystwie palem, a to wszystko w przydomowej stajni. Lot z Londynu do Sydney strasznie nam się wydłużył, ale gdy tylko wysiadłam z samolotu i zaciągnęłam się tym powietrzem przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Ahh, antypody. Mało kto kocha swoją ojczyznę jak ja. To miejsce można nazwać po prostu rajem na ziemi. Nie mogę się doczekać kiedy znów wskoczę na deskę, albo zobaczę kangury.  Wcześniej ogarnęłam już sprawę z końmi, z lotniska pojadą prosto do mojego rodzinnego domu.
- No, to gdzie teraz? - spytał James ściągając nasze walizki z taśmy.
- Jak to gdzie, do mnie. - w tym czasie ja byłam zajęta kupowaniem sobie słodyczy w automacie.
- Do mieszkania, grubasku? - uszczypnął mnie w pośladek. Gwałtownie się odwróciłam.
- Nie. - zmarszczyłam brwi. - Mówiłam ci przecież, że zaraz po przyjeździe jedziemy do moich rodziców na obiad i zostajemy przynajmniej na dwa lub trzy dni.
- Nie pamiętam, żebyś mi to mówiła. - ruszyliśmy w kierunku wyjścia z lotniska.
- Mówiłam ci to w samolocie, ale ty byłeś zajęty otwieraniem paczki orzeszków. - warknęłam.
- No dobrze, dobrze misiaczku nie denerwuj się. - chłopak podszedł bliżej mnie, objął jedną ręką w pasie i kontynuował tak drogę. - Lubię twoich rodziców, oni lubią mnie, ale tego kundla nie znoszę i bardzo dobrze o tym wiesz.
- Chester? Chester to najsłodszy mopsik na świecie. Zobaczysz jak się ucieszy, gdy zobaczy tatusia. - rzuciłam żartobliwie.
- Ah no tak, zapomniałem, to twój kochany synek.
- Najukochańszy.
- Czuję się zazdrosny. - mruknął Loss.
- A głodny jesteś? - uśmiechnęłam się łobuzersko.
- Cały czas. - szepnął.
- Lepiej się pośpiesz, ojciec pewnie już na nas czeka. - pociągnęłam go za rękę.


James?
Pseplasam, że tak zwlekałam ;c

wtorek, 20 czerwca 2017

Od Marie CD James'a

Mimo, iż nie znam przyjaciół mojego ukochanego jakoś długo, to lubię ich bardzo. Zawsze jest wesoło, nie sposób się z nimi nie nudzić. Ostatni raz, gdy z nimi piłam skończył się wyrzucaniem krzesła z pierwszego piętra do basenu,a także interwencją policji na naszej 'małej' domówce, ale przyznam, że było śmiesznie. Usiadłam na kocu pomiędzy Zayn'em, a James'em. Na środku koca leżała dopiero co otwarta paczka chipsów i głośnik, z którego leciała muzyka. Lewis zaczął wyjmować z naszej magicznej reklamówki puszki i po kolei podawać nam.
- Kurde, nie pomyślałem czym będziemy tą wódę popijać. - podrapał się po głowie wyciągając flaszkę z szeleszczącego worka i stawiając ją na ławce.
- Jak to czym? Piwem! - stwierdził Zayn otwierając puszkę i o mało nie oblewając siebie i mnie przy okazji.
- Ty chyba masz jobla. - odparłam otwierając swoje piwo. - Przecież jak pomieszasz to z wódką to ogromny bełt gwarantowany.
- A zakład, że nie? - Malik nie dawał za wygraną. Jak ja lubię drażnić tego debila.
- Ty się lepiej skarbie z nim o nic nie zakładaj. - powiedział James przy okazji zarzucając swoją lewą ręke na moje barki i objął mnie. Zbliżyliśmy swoje twarze.
- Fuuuj! Tylko mi się tu nie liżcie glonojady. - Zayn zmarszczył nos w geście obrzydzenia.
- Tak? To patrz na to. - chwyciłam za podbródek James'a i dosłownie wepchnęłam mu język do usta. Po chwili chłopak sam dołączył się do mnie chwytając w dłonie moją buźkę i namiętnie zaczął wykonywać ruchy swoimi wargami i językiem.
- Jesteście obleśni. - Malik skrzywił się.
- Zazdrosny jesteś. - dodał brunet odklejając się odemnie.
- Tak, tak, zawsze mówiłeś, że wszystkiego ci zazdroszczę.
- Nadal nie wiem, czym chcecie popić tą czystą. - do rozmowy włączył się Lewis, który już kończył pierwsze piwo.
- Wodą z jeziora. - Hailey wzięła łyk napoju.
- W sumie całkiem niedaleko stąd jest małe miasteczko, na pewno są tam jakieś sklepiki. - powiedział Draxel. - Kto się chce kopsnąć po popite?
- Ja mogę iść. - zgłosiłam się.
- Lepiej nie, jeśli pójdziesz z Jemuśiem to on na pewno zaciągnie cię w jakieś miejsce i zrobi złe rzeczy. - warknął Malik przesiadając się z tureckiego siadu do normalnego.
- Dlatego pójdę z Hailey. - wytknęłam język w stronę Loss'a. Ehh, on by inaczej wolał wykorzytsać ten języczek.
- Tylko się nie zgubcie! - krzyknął Lewis, gdy już oddalałyśmy się od plaży.
Ruszyłam wraz z moją towarzyszką leśną ścieżka, która z czasem stała się kamykową dróżką, a po kilku minutach drogi dało się dostrzec miasteczko. Samo szukanie sklepu zajęło nam trochę czasu, ale gdy już to zrobiłyśmy kupiłyśmy przy okazji plastikowe kubeczki i drugą wódkę. W sumie cała wyprawa zajęła nam koło czterdziestu pięciu minut. Gdy zbliżałyśmy się już do plaży, było troszkę ciemnawo, ale z daleka widac było płomień ogniska, dobiegały też głośne rozmowy i śmiechy. Na miejscu okazało się, że całe piwo zostało już spożyte. James i Lewis byli jeszcze dość trzeźwi, ale po Maliku było widać, że coś jest już nie tak.  Otworzyliśmy pierwszy mocniejszy alkohol i wypiliśmy go na pięciu w dość krótkim czasie. W połowię drugiej butelki wpadliśmy na genialny pomysł gry w butelkę na wyzwania.

Jemuś?
Króciutkie :c

Od Marie CD James'a

- Nie jestem w ciąży, żebyś całował mój brzuszek. - prychnęłam i założyłam ręce na piersi.
- Mariś, wiesz, że uwielbiam to robić, ale nie gniewaj się już na mnie, proszę. - kontynuował. Wstał z kolan i mocno przytulił mnie do siebie przy okazji całując w czoło.
- Jejku James, ty to we wszystko uwierzysz, co nie? - powiedziałam spokojnie, tak jakby nigdy nic i oparłam głowę o jego bark przymykając oczy.
- Czekaj, znowu mnie wkręcasz?! - odsunął mnie od siebie. - Co za diablica.
- Myślisz, że jestem sztywna i nie mam poczucia humoru czy dystansu do siebie? - zmarszczyłam czoło.
- Ty mnie do grobu wpędzisz. - brunet przeczesał dłonią swoje bujne włosy.
- Lepiej wracajmy już do akademii. - powiedziałam, wciągałam na siebie wciąż jeszcze wilgotną koszulkę i zaczęłam kierować się w stronę konia.
- A wracając do dzieci. - dogonił mnie. - Wiesz przecież, że chciałbym mieć dwójkę. - mruknął mi do mucha.
- Ja też, ale póki co to nie mam ślubu, stałego miejsca zamieszkania, ani co najważniejsze środków na utrzymanie dzieci, poza tym dobrze wiesz, że od października zaczynam studiować weterynarię.
- Nie psuj mi marzeń o wspaniałej rodzinie. - odwiązał Max'a, pomagając mi wsiąść.
- Nie psuję. Nie powiedziałam nie, tylko po prostu myślę, jak dorosła kobieta. - zebrałam wodze.
- Dla mnie i tak zawsze będziesz dzieciuchem. - James błyskawicznie znalazł się za mną -  Moim dzieciuchem. - wgryzł mi się w szyję.

~*~

- Co ja mam ubrać. - przerzucałam wieszaki w szafie, James natomiast leżał na łóżku i grzebał coś w telefonie prawdopodobnie nawet mnie nie słuchając. - Ej! - uniosłam głos.
- No co? - mruknął i na chwilę przerzucił wzrok na mnie.
- Co mam ubrać...
- Zmieniasz te stylizacje kilka razy dziennie, już sam nie wiem. - wrócił wzrokiem na ekran.
- Dzięki za pomoc. - warknęłam. - Może być to?
Podobny obrazOutfit na wieszaku składał się z obcisłych, jeansowych shortów i białej, prążkowanej bluzki na ramiączka.
- Ubierz i się pokaż. - zaproponował chłopak.
Chwilę później miałam na sobie ten oto strój.  Pokazałam się Jamesowi przeczesując przy tym dłonią moje długaśne włosy.
- Odwróć się. - nakazał.
Nim to zrobiłam poczułam jego dłoń na moich pośladkach. Był to solidny klaps, a potem mocne ściśnięcie i wgniatanie.
- Co robisz. - odwróciłam się w jego stronę uwieszając na szyi.
- Delektuje się tym pięknym, ogromnym tyłeczkiem, który wygląda tak zajebiście w tych spodenkach. - na mój tył dołączyła druga ręka. Zaraz po tym wsunął obie dłonie w tylne kieszenie shortów, kochałam gdy to robił. To cudowne uczucie.
Nagle drzwi otworzyły się i do pokoju wpadł Lewis. Trzymał coś szeleszczącego pod bluzą.
- Znowu ty.. - wychyliłam się zza ramienia James'a.
- Kurde! Nie uwierzycie co mam! - wyciągnął spod bluzy reklamówkę, w której było kilka piw smakowych i jedna wódka. - Ja to jednak jestem gość. - stwierdził dumnie.
- O stary, skąd ty to masz? - spytał James.
- Kupiłem, a co.
- Schowaj to bo ktoś zobaczy. - warknęłam. - Jak ty to wniosłeś na teren akademii, jak ktoś cie z tym przyłapie too...
- Kochana czy ty serio myślisz, że będziemy tu to pić? Właśnie, chcecie się wybrać ze mną, Zayn'em i Hailey wieczorem nad jezioro? Oczywiście nie w celach kąpieli czy opalania. - spytał Lewis.
- To jezioro nad którym dziś byliśmy? - mruknęłam ciszej do bruneta.
- W sumie to dawno nic nie piłem. - powiedział Loss.
- James!
- No i bajerka! - Lewi klasnął w dłonie. - A ty Saint nie dyskutuj bo najmłodsza jesteś. To o 18:00 widzimy się na plaży. - schował alkohol i wyszedł z pokoju.
- Mam nadzieję skarbie, że chcesz iść, będzie fajnie. - rzekł Loss, gdy jego przyjaciel opuścił mój pokój.
- Wiem, że będzie, tylko bardziej boje się co będzie, gdy wszyscy się napijemy. - usiadłam na łóżku.
- A co ma być?
- Jezioro, napity Lewis, Zayn .. - odparłam.
- Spokojnie, jakoś ich chyba ogarniemy. - zaśmiał się. - Tak właściwie to mamy jeszcze troszkę czasu. - chwycił za guzik moich spodenek i rozpiął go wkładając mi rękę pod spodnie. Przesunął dłoń w dół, do pusi i przejechał w tym miejscu kilka razy palcem.
- Coś sugerujesz? - mruknęłam łobuzersko sama kładąc swoją dłoń na jego krocze i zaczynając lekko ściskać.

James?
NO CIEKAWA JESTEM, CIEKAWA <3






niedziela, 18 czerwca 2017

Od Marie CD James'a

- Pff, przecież to wiem. - rzuciłam wywracając oczami. - Błagam cię, nie zabij nas.
- Spokojnie skarbie, wszystko jest pod kontrolą. - mimo tego, że wcale nie patrzył na drogę, tylko wpatrywał mi się prosto w oczy.
- No nie wiem James, ty nie masz podzielnej uwagi, lepiej oddaj mi te wodze. - chciałam je zabrać, ale chłopak skutecznie odciągnął moją rękę.
- Meh, zawsze wszystko musi być po twojej myśli, prawda?
- A żebyś wiedział. - zmarszczyłam nos.
- Kocham gdy to robisz. - skwitował. - Wyglądasz wtedy jak słodka koala.
- Tule się też jak koala. - splotłam mu dłonie na karku i wgryzłam się w szyję.
- A gryziesz jak wampir.
Przymknęłam na chwilę oczy opierając brodę na ramieniu James'a. Było mi mega wygodnie. Delikatne kołysanie pod wpływem ruchów konia, a w dodatku nieziemski zapach jego perfum. Nagle Max przystanął, zawahał się przez moment, a po chwili usłyszałam chlupanie. Natychmiastowo otworzyłam oczy i uniosłam głowę, by rozejrzeć się. Czy naprawdę ten wariat wjechał do jeziora?
- Ty jesteś niepoważny! - pacnęłam go w pierś. - Jak spadnę będę cała mokra! - nie zdążyłam dokończyć, a ogier zaczął rozbryzgiwać wodę nogą, trochę nas przy tym ochlapując.
- Chcesz się trochę zamoczyć? - chłopak zbliżył twarz do mojej tak, jakby chciał mnie pocałować.
- O nie, nie, nie. Nie dzisiaj.
Nagle jego dłonie znalazły się pod moją koszulką, delikatnie przesuwając w górę, po piersiach, a potem spowrotem na dół. Ściągnął ją.
- Szkoda by było jej zamoczyć. - i nagle plusk, znalazłam się w wodzie.
Pierwszy moment od zepchnięcia był dla mnie chwilą szoku. Woda wydawała się zimna, ale zaraz potem zrobiła się cieplutka.
- Ughh, James! - wynurzyłam się i przetarłam oczy.
- Może to nie Australia, ale chciałaś miejsce do surfowania to masz. - rzucił sarkastycznie.
- Bardzo śmieszne.
- Poczekaj tu na mnie. - chłopak zawrócił konia i ruszył w kierunku brzegu.
- Zostawiasz mnie?! - krzyknęłam.
- Niezupełnie!
Wyprowadził Maximus'a na brzeg i przywiązał go do specjalnego miejsca do wiązania koni. Ogier miał tam poidło z wodą i trochę siana.  James zdjął swoją koszulkę, teraz mogłam znowu podziwiać jego cudowny, męski tors do którego tak bardzo kocham się przytulać. Dołączył do mnie, objął i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Jego dłonie przesunęły się w dół, na mój tyłek. Ścisnął go mocno, uwielbiał to robić.
- Starczy, bo wiemy oboje jak to się skończy - odkleiłam się do niego.
- Obiecałaś mi coś dzisiaj. - szepnął mi do ucha.
- Oh Jemuś, wczoraj i dzisiaj? - mruknęłam.
- Co w tym dziwnego, że stęskniłem się za moją kobietą i jej boskim ciałem, szczególnie za tym ogromnym tyłeczkiem?
- Pozwól, że to przemyślę. - uśmiechnęłam się łobuzersko.
- Nic nie musisz przemyśleć kochana. - wziął mnie na ręce.
- Założymy się? - zmarszczyłam brwi.
- A ta jak zwykle swoje.
- Wychodźmy już, zimno mi. - stwierdziłam.
Zajęliśmy miejsce na ławce na którą padało słońce, dzięki temu szybciej się wysuszymy. James objął mnie jedną ręką, a ja oparłam głowę na jego ramieniu.
- Niedługo wakacje. - mruknęłam.
- Noo, nie zamierzam tutaj siedzieć całe lato. - odparł.
- A może wyjedziemy gdzieś razem? - przeniosłam wzrok na niego.
- To chyba jedyne czego mi teraz trzeba, pytanie tylko - gdzie?
- Hmm, a może tak powrót do domku?

Jemuś? 
Mam nadzieję, że jest oki <3






środa, 14 czerwca 2017

Od Marie CD James'a

- James! Ty mnie chyba chcesz dziś zamęczyć na śmierć! - prychnęłam otulając się kołdrą.
- Ja? Zwykle to Ty zaczynasz zabawę. - chłopak uniósł dłonie w geście obrony.
- Że co proszę? - zaprzeczyłam. - To Ty lubisz bawić się w gwałciciela.
- Dzisiaj to ja miałem wrażenie, jakbym był gwałcony. - jego ręka powędrowała na mój brzuch, a po chwili zaczęła po nim sunąć. - Jeszcze nigdy nie widziałem cię tak rozpalonej.
- Długa rozłąka. - przetarłam oczy.
- Miałaś wybierać, spanie czy wyznanie.
- Zdecydowanie spanie! - odwróciłam się plecami do niego zabierając kołdrę.
- Aha. Rozumiem. Nici z powtórki. - brunet subtelnie ucałował mnie w bark.
- Jutro.
- Jutro to będzie futro. - mruknął pod nosem.
- Poza tym...jutro czeka nas pracowity dzień, a właściwie ciebie. - powiedziałam stanowczo.
- Czy ja o czymś nie wiem? - zmarszczył brwi.
- Dowiesz się jutro. Dobranoc James.

~*~

Zgodnie z moim planem po zajęciach w szkole udaliśmy się razem do stajni. Przywitałam moje dwa pyszczki, którym zresztą obiecałam dzień wolnego po zawodach. Wyprowadziłam je na pastwisko chwilę później wracając do James'a.
- No Panno Saint, zdradzisz mi swój misterny plan? - skrzyżował ręce na piersi.
- Zabieraj się za czyszczenie swojego rumaka księciuniu. - rzuciłam mu plastikową szczotkę.
- Idziemy jeździć?
- Ty idziesz. - odparłam. - Dzisiaj będę twoją osobistą trenerką. Musisz dopracować parę rzeczy.
- Ok, ale możemy się przenieść do łóżka?
- A ten ciągle tylko o jednym. - wywróciłam oczami.
- Powiedz mi jak o tym nie myśleć jak ma się przed sobą uroczą dziewczynkę z naturalnym ciałem a'la Kylie Jenner. - chłopak chwycił mnie za nadgarstki i przycisnął do ściany boksu delikatnie muskając ustami po szyi. W tym czasie poczułam jak Maximus zaczyna dobierać się do mojego kucyka.
- Ej koniu! Puszczaj! - krzyknęłam przez śmiech.
- Od początku cię lubił.
- Dobra. Ruszaj dupę bo widać, że się niecierpliwi.
- Może by tak grzeczniej? - James zmarszczył brwi. 
- Nie będę cię prosić.
Chwilę później ogier stał już w myjce. Postanowiłam już nie być taką wredną suką i pomogłam mu. 
- Jeszcze tam. O tam przy kopycie. - co jakiś czas uszczypliwie zwracałam mu uwagę.
- Może tak sama to zrób. - udawał oburzonego.
- Ja tu dzisiaj szefuje. - dumnie podparłam biodra rękami.
W momencie, gdy James udał się pod cały rząd, mój misterny plan treningu uległ zmianie. Zmianie, na dość ciekawy pomysł.
- Daj tylko ogłowie. - dosłownie wyrwałam mu skórzane paski z rąk.
- Coś czuję, że to się nie skończy dobrze.
Gdy Max był już gotowy wyprowadziliśmy go na zewnątrz, i zamiast na plac, skierowaliśmy się na polną dróżkę prowadząca do pobliskiego parku. Dzisiejszy dzień był cudowny. Nie za gorąco nie za zimno, dało się wyczuć zbliżające wakacje.
- No, wsiadaj. - powiedziałam do bruneta. Chłopak raz dwa znalazł się na grzbiecie karego wierzchowca.
- A teraz odsuń się trochę do tyłu. - Nie zdążyłam dokończyć, a w przeciągu jednej sekundy wślizgnęłam się pod łokieć i znalazłam przed James'em.
- Ty jesteś chora! - stwierdził stanowczo.
- Siedzimy oboje na jednym koniu, fajnie co? - wyszczerzyłam się. - Oddawaj wodze. 
- Że ten biedny Max to wytrzymuje.
- Co od niego chcesz, silny koń. - poklepałam smukłego rumaka po szyi.  - A teraz trzymaj się i tylko nie spadnij.


James? 
Znów było czekanie ;c


czwartek, 8 czerwca 2017

Od Marie CD James'a

Upojna noc, z dala od codzienności. Wyłączone telefony. Tego nam trzeba. Oderwać się od pracy w szkole i na treningach po długim tygodniu, spędzić noc w spokoju i oddać się w pełni rozkoszy, zaszaleć. Więc zrobiliśmy to.  Całował mnie po szyi i pieścił ukryte wewnątrz koronkowego biustonosza piersi. Chciałam żeby go zerwał, czytał w moich myślach. Już po chwili nie miałam praktycznie nic do ukrycia. On sam zerwał z siebie koszulę, nie zwracał uwagi na guziki. Ujrzałam jego męski tor. Czułam jak dreszcz przeszywa moje ciało. Ugryzłam go w ucho, jeszcze bardziej go to podnieciło. Dotykał moje pośladki, ściskał je. Dostałam nawet solidnego klapsa.
Chwilę później byłam już w Jego ramionach, nasze usta łączą się w spragnionym pocałunku, w którym jest wszystko: radość, podniecenie, ulga. James całował mnie zapalczywie, pokazywał mi swoją frustrację spowodowaną długą rozłąką, swoją namiętność i swoje podniecenie; cudownie mi robi jego furia, pokazuję mu swoją i wpijam się w Jego usta z podobną mocą.
-  Jestem taki cholernie szczęśliwy – wyszeptał mi do ucha.
- Stęskniłam się. - stwierdziłam.
Teraz można domyślić co działo się dalej. Namiętny, przepełniony miłością stosunek po długiej rozłące.  Po wszystkim leżeliśmy nago obok siebie, byłam w niego wtulona, a on delikatnie przesuwał ręką po moich włosach. W końcu wstałam, poszłam do łazienki, czuję się krzywa i koślawa. Gdy przejrzałam się w lustrze wyglądałam, okropnie,rozczochrana, mój makijaż rozmazany, a na twarzy mam wypieki. W sumie to zaśmiałam się ze swojego odbicia. Chłopak podszedł do mnie od tyłu i ucałował w kark.
-  Coś Ty ze mną zrobił! - zachichotałam. – Zobacz, jak ja wyglądam!
-  Wyglądasz pięknie – mruknął mi do ucha.
- Idziemy się umyć? - spytałam odwracając się w jego stronę, delikatnie opierając nagim ciałem o zimną umywalkę.
- Chcesz już iść spać?
- Już późna godzina. - zażartowałam.
Brunet chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął w kierunku prysznica.  Woda zaczęłam spływać po naszych jeszcze rozgrzanych ciałach, a my nawzajem myliśmy się używając do tego cudownego, lawendowego żelu pod prysznic. Jego dłonie subtelnie przesuwały się po moich plecach i brzuchu, masując przy tym. Splotłam swoje dłonie na jego karku, powstrzymując się przy tym, by nie wskoczyć na niego, objąć nogami i ponownie nie zacząć tego, co przed chwilą skończyliśmy. Wychodząc z prysznica owinęliśmy się jedwabnym ręcznikiem i wysuszyliśmy dokładnie. Zmyłam resztki mojego makijażu i po chwili dołączyłam do James'a czekającego już w łóżku. Otulił mnie kołdrą, a ja położyłam głowę na jego piersi wtulając się.
- James? - mruknęłam.
- Tak? - zabrał kosmyk moich włosów za ucho.
- Było naprawdę cudownie. - stwierdziłam.
- Nie pamiętam, kiedy ostatnio było mi tak dobrze.
- Tak właściwie to... - uniosłam głowę.
- To?
- Co jest pomiędzy nami? - spytałam.

James? Teraz ja postawiłam ciebie w takiej sytuacji c;



czwartek, 1 czerwca 2017

Od Marie CD James'a

Dopóki nie połączył ich przystanek autobusowy, nie mieli pojęcia, że mieszkają w tym samym mieście, jeżdżą tym samym autobusem, a nawet uczą się w tym samym liceum.

Całkiem niedawno bo dwa lata temu...

Zawsze jesienią w Sydney robiło się troszkę chłodniej, ale żeby aż tak? Tego to właśnie wyjątkowego dnia deszcz lał się strugami. Była to pierwsza klasa liceum, etap zmiany otoczenia,poznawania nowych przyjaciół i wrogów. Zaspałam, dlatego nie miałam dużo czasu na ogarnięcie się i wyjście z domu. Na szybkości wciągnęłam na siebie dużą, białą bluzę z czerwonymi różami i jeansy, a na nogi klasyczne vansy oldskole. Rozczesałam włosy, zrobiłam lekki makijaż, można było powiedzieć, że tamtego dnia wyglądałam po prostu jak gówno. Zarzuciłam plecak na plecy, kaptur na głowę i nawet nie zabrałam ze sobą wcześniej przygotowanego przez moją mamę śniadania, ruszyłam w kierunku oddalonego o pięćset metrów przystanku autobusowego. I wiecie co? Autobus odjechał centralnie sprzed mojego nosa. Miałam tego dnia ważny test, którego za Chiny nie mogłam przegapić. Całkiem niedaleko znajdował się kolejny przystanek, więc biegiem pognałam w jego kierunku. Żeby to jeszcze pójść normalnie chodnikiem, ale nie, Marie wybrała skróty, które wiodły przez park. Ale dotarłam na przystanek! Mimo iż przemoczona, spocona i z wielką plamą błota na nogawce to dotarłam. Jak się okazało, byłam aż przed czasem. Na przystanku siedział chłopak, Grzebał coś w telefonie. Miał na sobie burgundową bluzę i czarne jeansy.  Jego włosy były koloru czarnego,a buźkę zdobił delikatny zarost. Szczerze mówiąc, nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałam takiego przystojniaka. Zdjęłam z głowy kaptur, wypuszczając moje bujne włosy na wolność i zasiadłam na rogu ławki, pociągając delikatnie noskiem z zimna. Nieznajomy prawie niezauważalnie rzucił na mnie okiem. Poczułam się strasznie skrępowana. Pewnie myśli co za menelka tu się przywłuczyła. Dyskretnie zaczęłam mu się przyglądać i wtedy uświadomiłam sobie, że skądś go kojarzę. Kojarzę, i to bardzo dobrze. Byłam kiedyś z ojcem na pilnym wezwaniu w stajni na obrzeżach miasta. No właśnie! U konia tego otóż chłopaka. Z każdą chwilą przypominałam sobie coraz więcej szczegółów, przy okazji pociągając przy tym nieźle nosem.
- Chcesz chusteczkę? - brunet zwrócił się w moją stronę.
- E..tak, dzięki. - poczerwieniałam i szybko wydmuchałam nos.
- Następnym razem ubierz się cieplej. - schował paczkę do kieszeni bluzy.
- Będę pamiętać. - kąciki moich ust delikatnie się wykrzywiły. 
- Gdzie się tak załatwiłaś, co? - chłopak posłał mi pytające spojrzenie.
- Lepiej nie mówić. O! To mój autobus. - wstałam z ławki.
- No widzisz, mój też.

I to w sumie tylko część tej historii. Od nieznajomych do znajomych, kolegów, po najlepszych przyjaciół, aż w końcu do związku. Wspaniałego, długiego związku, który zaprzepaścił jeden głupi wyjazd w pogoni za sławą i karierą.


Teraz jesteśmy tutaj. On przede mną klęczy, delikatnie przesuwa i prowokuje jeżdżąc swoimi palcami po moich udach, całuje je. Nie sądziłam, że będę musiała kiedykolwiek znaleźć się w takiej koszmarnej sytuacji. Sytuacji, od której nigdy nie ucieknę, chociaż ciągle próbuję. Zatopiłam swoją dłoń w jego włosach, delikatnie miziając skórę głowy. Drugą dłonią zaś pogładziłam policzki, przesunęłam jednym paznokciem po szyi.
- Więc? - złożył delikatny pocałunek na moim kolanie.
Znalezione obrazy dla zapytania couple kiss in bed gif- Więc chciałabym ci powiedzieć, że zawsze byłeś, jesteś i będziesz jedną z najważniejszych osób w moim życiu. To przezemnie nasz związek się rozpadł, gdybym nie dostała okazji uczęszczania tutaj, pewnie teraz siedzielibyśmy sobie w ogródku nad przydomowym basenem i pili kolorowe drinki, albo bujali na hamaku. To wszystko moja wina. Tyle się nacierpieliśmy z mojego powodu. James. Kocham cię i przepraszam za wszystko. - do moich oczu napłynęły łzy. 
Chłopak widząc to zmieszał się, westchnął głośna i wstając z kolan chwycił w ręce moja buzię ocierając oczy. Złączył nasze usta w namiętnym pocałunku subtelnie wsuwając język do moich ust.  Nie zdążyłam zauważyć, kiedy to znalazł się nademną. Była to chwila namiętna i przepełniona uczuciem. Powoli zsunął ze mnie mój sweter odsłaniając przy tym mój czarny, koronkowy biustonosz i zostawił po sobie kilka malinek na szyi i brzuchu. 

James? Przepraszam za to zakończenie i że musiałeś tyle czekać c;

Od Marie - mistrzostwa w Grays (poziom mistrzowski)

Czerwiec. Pogoda coraz bardziej przypomina moje kochane Sydney. Robi się cieplutko, słońce przygrzewa od rana, a deszcze zdarzają się coraz rzadziej, chociaż są i dni, w których nieźle kropi. Dzisiaj pogoda jak na zamówienie. Dwadzieścia jeden stopni, a na błękitnym niebie śnieżnobiałe, kłębiaste chmury.  Siedziałam za kółkiem mojego Range Rovera, a właściwie to siedziałam z nogami na kierownicy, otwartymi szeroko drzwiami i nosem w telefonie.  Czarna blacha auta przyciągała słońce, a siedząc tutaj przez jakieś dobre piętnaście minut myślałam, że się zagotuję. W dodatku w przyczepie mam dwa konie. Dwa? Nie mogłam się zdecydować. Oba są bardzo dobre. To dwudniowe zawody, dlatego na pierwszy dzień kwalifikacyjny wezmę Pyrrusa, który bez problemu powinien sobie poradzić z wysokością 125 centymetrów, a na finały Kopenhagę, która pójdzie już wyższy konkurs - bo 140 centymetrów.  Uniosłam na chwilę wzrok znad szybki różowego iphone. Dostrzegłam panią Ruby. W końcu załatwiła wszystkie formalności, pozostało rozgoszczenie się w stajni. Wyszłam z auta zamykając za sobą drzwi, otworzyłam przyczepę, konie zarżały wesoło. Pierwszy wyszedł Pyrrus, trzymany przez panią Stewart, a po nim Kopenhaga, dumnie trzymana przezemnie na różowym uwiązie przypiętym do parcianego kantaru w tym samym kolorze. Wierzchowce nastawiły uszu, wszystko wokoło stało się dla nich ciekawe i interesujące. Ruszyłyśmy prowadząc konie w kierunku stajni dla przyjezdnych. Klacz, idąca wraz ze mną za swoim rudym kolegom, nie dawała mu spokoju natarczywie próbując podgryzać mu ogon. Stonowałam ją trochę ciągnąc za uwiąz. W stajni powitały nas wystające z boksów łby i głośne rżenie. Dotarłyśmy do dwóch jasnych, przestronnych boksów dla moich koni, na każdym z nich była przyczepiona duża plakieta z napisem Marie Saint #35. 
- Idź do hotelu i zacznij się przygotowywać, ja zajmę się końmi i sprzętem. - zdecydowała trenerka. - Chyba nie chcemy powtórki z Cambell. - uśmiechnęła się delikatnie posyłając mi perskie oczko.
- Oj tam, to było tylko małe obsunięcie. - odparła, i z nosem w telefonie wyszłam ze stajni.
 Była równo dziesiąta, do zawodów zostały trzy godziny. Z tego co wiem, to będą transmitowane w telewizji.
~ Będę oglądać! Trzymam kciuki skarbie <3 ~ dostałam wiadomość od Jamesa.
~ Nie zapesz :((((((
~ <3
Nagle poczułam, jak gwałtownie centralnie w kogoś wchodzę. O mało co nie upadłam na ziemię, ale na szczęście ta osoba mnie złapała. Potrząsnęłam głową i nerwowo spojrzałam ku górze. I wiecie kogo zobaczyłam? Był to ten największy idiota na świecie. James.
- Co ty tu robisz? - uśmiechnęłam się szeroko widząc go.
- Przecież mówiłem, że będę ogląda. - przyciągnął mnie do siebie.
- Myślałam, że chodzi o telewizję. - wtuliłam głowę w jego ramię, a dłoń splotłam z palcami u mojej.
- Jakbyś mnie nie znała. - chłopak wywrócił oczami.
- Chodźmy już lepiej do hotelu, nie chcę się spoźnić na start.
- Z twoim ogonem to powinnaś już zacząć się przygotowywać. - James ruszył za mną.
Hotel znajdował się na terenie stadniny. Nie był on za duży, bo posiadał zaledwie parter i dwa piętra, ale był bardzo przytulny i zadbany. W moim pokoju znajdowało się dość duże, eleganckie łóżko z ciemnego drewna, nowoczesna łazienka, lustro, a nawet telewizor i obszerna szafa. Niestety idealnie ułożona pościel po chwili zmieniła się w istny burdel kiedy to tylko James na nie trafił.
- Nie będziesz tutaj spał. - rzuciłam torbę z ciuchami na ziemię i podparłam się rękami o biodra.
- W takim razie będziesz musiała wynieść mnie siłą. - wyszczerzył się.
Westchnęłam głośno kucając, odpinając torbę po czym zabrałam się za rozpakowywanie się. Czasem naprawdę ten głupek mnie irytuje, ale z drugiej strony czasami sama specjalnie działam mu na nerwy.
Gdy mniej więcej byłam ogarnięta z ciuchami zaplotłam moje do tej pory splątane przez lekki wiaterek włosy w dobierany warkocz od początku głowy. Wykonałam też nowy, pełny makijaż, gdyż wcześniejszy, wykonany z samego rana, pod wpływem czasu i temperatury nie wyglądał już tak estetycznie. Nim zakręciłam się wokół siebie z dobre pięć razy, okazało się, że jest już prawie dwunasta, a ja jeszcze muszę się przebrać i ogarnąć konia. Zrezygnowałam z fraka, bo jest zdecydowanie za ciepło, dlatego postawiałam na białą koszulę z krótkim rękawem, klasyczne białe bryczesy i wysokie, czarne oficerki. Chwyciłam kask i palcat w dłonie, zostawiając James'a samego, by posprzątał w pokoju (uwielbiam go wykorzystywać do tych celów) skierowałam się ponownie do stajni koni przyjezdnych. Pyrrus był już dokładnie wyczyszczony, a grzywa została zapleciona w koreczki.
- Brawo, czterdzieści pięć minut przed czasem. - Pani Ruby uśmiechnęła się zgryźliwie.
- Człowiek uczy się na błędach. - odłożyłam kask i palcat wchodząc do bosku. Wałach na chwilę podniósł głowę przestając szamać siano i trącił moją dłoń nosem.
Uśmiechnęłam się delikatnie gładząc go po szyi, a zaraz po tym udałam się po sprzęt. Słynny, oliwkowy czaprak i nauszniki ze złotą lamówką pojawiły się na koniu, chwilę potem wypastowany, brązowy rząd, a na nogach, moje ulubione ochraniacze z futerkiem. Chwyciłam za wodze i wraz z trenerkom udałyśmy się na rozprężalnie, gdyż do pierwszego startu zostało niecałe pół godziny. Wskoczyłam na rudego regulując popręg i zaczęłam go rozgrzewać. Parę minut później obok Pani Stewart pojawił się Loss, od razu widziałam ten telefon w ruchu i nagrywanie mnie na snapa. W dodatku jakiś fotograf robił zdjęcia podczas rozgrzewki, ciekawa ile tym razem w internecie pojawi się moich przypałowych zdjęć z zawodów, na którym moja twarz wygląda, jakbym była upośledzona. Przejechałam kilka razy rozstawiony na rozprężalni parkur. Ruby udzieliła mi kilku ważnych wskazówek, byłam teraz gotowa do wyjazdu. Gdy nadeszła moja kolej ruszyłam kłusem na główny parkur. Praktycznie z każdej strony otaczały nas tłumy widzów, błyskały flesze aparatów, grała muzyka, mimo wszystko Pyrrus był bardzo spokojny. W przeciwieństwie do mnie, stresowałam się tym, że dobre pięć kamer nagrywa mnie i tysiące osób ogląda mnie w TV w tym rodzinka. Dziewczyna na dużym, karym ogierze właśnie skończyła przejazd plasując się tym samym z najlepszym czasem i czystym kontem na pierwszym miejscu w tabeli. Podjechałam do kilku najtrudniejszych przeszkód, by koń mógł je ocenić. Sędzia dał sygnał do startu. Spięłam rudego, który ruszył ze stępa mocnym galopem. Początek poszedł bardzo przyjemnie i bez zrzutek, pomimo tego, że towarzyszyła nam znienawidzona przeze mnie piosenka Despacito. Nie wiem co za dureń to puszcza, ale chyba musi mnie nie lubić. W jednym łuku coś zaczęło się dziać. Kasztan strzelił niezłego barana, takiego, że o mało nie wyleciałam z siodła, a potem niekontrolowanie przyśpieszył, na szczęście udało mi się go szybko stonować. Zbliżaliśmy się teraz do jeden z trudniejszych przeszkód. Był to okser, w jaskrawym, żółtym kolorze ustawiony w kierunku rozprężalni. Rudy pewnie będzie próbował tutaj kombinować, więc spięłam go i przesunęłam ręce do przodu, w trakcie lotu już ustawiłam się na lewo, dzięki czemu uniknęliśmy jakiś nieporozumień. Reszta parkuru poszła na czysto. Widownia nagrodziła nas brawami, a my z wałachem załapaliśmy się na drugie miejsce w kwalifikacji. Poluzowałam wodze i nagrodziłam go mocno klepiąc dwiema rękoma po szyi.  Będąc spowrotem na mniejszym parkurze zasiadłam z konia, oddając go Jamesowi, by trochę z nim pochodził.
- Bardzo ładnie Marie. - pani Stewart objęła mnie jedną ręką w pasie. - Jeśli pozostała pietnastka pojedzie gorzej i nie wylecimy z pierwszej dwunastki to mamy finały. - rzuciła żartobliwie. - Tylko nie spinaj się tak. - szepnęła mi na ucho szczypiąc w bok.
- To przez te kamery! - zaśmiałam się.
- Przepraszam. - odezwał się głos zza moich pleców.
Odwróciłam się. Moim oczom ukazał się elegancki mężczyzna ubrany w błękitną koszulę. W ręku trzymał mikrofon i podkładkę na kartki, a na szyi miał przewieszoną plakietkę TV.
- Tak?
- Witaj Marie, nazywam się Steve Jonsson. Jestem dziennikarzem, czy zgodziłabyś się udzielić wywiadu?
Spojrzałam zaskoczona ma moją trenerkę. Wcześniej rzadko kto prosił mnie o wywiad do telewizji.
- Yyy, jasne. - odparłam ścigając kask i oddając go Ruby, po czym ruszyłam za Steve'm.
Stanęliśmy przy ściance z rożnymi logami sponsorów.
- Wchodzimy za trzy, dwa, jeden. - kamerzysta gestykulował palcami.
~ Jest ze mną Marie Saint, australijska zawodniczka mająca na swoim koncie już nie jedną wygraną. Marie, powiedz, jak ci poszło? Stresowałaś się?
~ Parkur bardzo mi się podoba. Tutaj liczy się technika, nie szybkość. Poszło mi bardzo dobrze, a stres niemały, w przeciwieństwie do mojego wierzchowca, który był dziś oazą spokoju. ~ starałam się ciągle uśmiechać. 
~ Na razie plasujesz się na czele stawki. Jaki masz plan na jutrzejsze finały?
~ Do Grays przywiozłam ze sobą dwa konie. Jutro wystartuję na mojej klaczy, którą specjalnie przygotowywałam na ten konkurs. Oczywiście jak każdy tutaj, chciałabym zając jakieś miejsce na podium.
~ A więc życzymy wszystkiego dobrego i oczywiście trzymamy kciuki. Dziękujemy, to była Marie Saint.
Odetchnęłam z ulgą kończąc ten piekielny wywiad. Nie lubię takich rzeczy. Swoją drogą dostałam dużo snapów od ludzi,którzy oglądają mnie w telewizji.

~*~

Następny dzień od rana był nieźle zawalony. Zawody startują o dziesiątej, a ja dopiero się ubrałam, uczesałam, pomalowałam i kończę śniadanie. W dodatku głowa nawala mnie niesamowicie. Wczoraj wieczorem jeźdźcy, którzy dostali się do finałów spotkali się w hotelowym barze, wiadomo co się tam działo. Jakie to szczęście, że mam ze sobą tutaj Panią Stewart i James'a, którzy pomagają mi ogarnąć tu wszystko. Trenerka kończyła zaplatać grzywę klaczy w koreczki,a James dokładnie ją wyczyścił. 
- Oszalałaś! Przecież ona będzie wyglądała w tym jak wielka beza! - krzyknął brunet widząc, że chwytam na pudrowo-różowy czaprak i nauszniki. 
- To dziewczynka James. - wywróciłam oczami. - Rozumiem, gdybym ubrała tak Pyrrusa.
- Przecież i tak mu to robisz! - chłopak chwycił się za głowę. 
- Nie mam nic innego.
- Jak to nie masz? A komplet rudego? Albo ten czarny?
- Nie pokaże się dwa razy w tym samym komplecie.  - skrzyżowałam ręce na piersi.
- Kobiety..
Mimo wszystko uległam błaganiom Loss'a i na grzbiecie ciemnogniadej holenderki spoczął czarny czaprak, na uszach czarne nauszniki, pojawił się czarny rząd i ochraniacze z futerkiem. Kopenhaga wyglądała jednak w tym komplecie tak dobrze, że wstawiłam jej zdjęcie na snapa i instagrama. Na rozprężalni musiałyśmy szybko się rozgrzać, bo zostało nam mało czasu. Klacz zawahała się przy wyjeździe na główny parkur. Najwidoczniej lekko wystraszyła się fleszy i całego zamieszania. Jest jeszcze młoda. Pogładziłam ją delikatnie po szyi i spięłam, by bardziej ochoczo szła do przodu. Na razie kobyła była kompletnie spięta, a ja starałam się zachować spokój, by nie udzielać jej mojego stresu. Pokręciłam kilka wolt, poczułam jak Kopenhaga powoli zaczyna się rozluźniać. Zaczęłyśmy przejazd. Parkur wyglądał dzisiaj zupełnie inaczej niż wczoraj. Było więcej ciasnych zakrętów no i oczywiście był o wiele wyższy. Galopowałyśmy solidnym, umiarkowanym tempem. Część przejazdu poszła podobnie jak wczoraj, czyli płynnie i na czysto, niestety pod koniec zaliczyłyśmy zrzutkę na trudnym triple barze znajdującym się tuż obok widowni. Byłam zła, chociaż to moja wina. Za szybko podjechałam do przeszkody. Mimo wszystko byłam dumna z mojej klaczy, w takim wieku robić takie zawody. Nagrodziłam ją kilkoma klepnięciami. Osiem przejazdów później okazało się, że kończę zawody na trzecim miejscu, zaraz za wygrywającą cały cykl dziewczyną na karym ogierze i mężczyźnie z drugiego miejsca na siwej klaczy.  Nasze konie dostały piękne, niebieskie flo, a my statuetki i medale. Wyjechałam dumnie do rudny honorowej. Coraz większy progres.




poniedziałek, 22 maja 2017

Od Marie CD James'a

- Czy Ty Panie Loss masz mnie zamiar utuczyć? - spojrzałam na niego podejrzliwie uśmiechając się przy tym. - Najpierw narzekasz ile to ja nie jem, a później sam proponujesz słodkości i inne takie. - wywróciłam teatralnie oczami.
- Wystarczy, że ty jesteś słodkością. - przyciągnął mnie do siebie obejmując i całując w sam środek czoła.
- Kocham jak to robisz. - przymknęłam delikatnie oczy.
- Mogę jeszcze raz. - wargi chłopaka ponownie znalazły się na moim czole, potem na nosie, aż w końcu na ustach.
- To idziemy w końcu? - pierwsza oderwałam usta ciągnąc za sobą trochę śliny. Zawstydziłam się i szybko otarłam kącik ust kciukiem. James uśmiechnął się pod nosem.
- Pewnie już nie możesz się doczekać, by wypić jakąś dobrą kawę i do tego zjeść czekoladowego muffinka, prawda?
Pokiwałam zadowolona głową. Weszliśmy do środka kawiarenki zajmując miejsca tuż przy ogromnym oknie z widokiem na uliczkę. James tradycyjnie to co zawsze - mocna kawa, a ja? Ja zamówiłam mrożone latte wraz z wspomnianą wcześniej babeczką. W dodatku miałam ona w środku płynną czekoladę. Niebo w gębie.
- Jakieś plany na dzisiaj? - wzięłam łyk kawy.
- Pewnie zabiorę Max'a na halę i trochę pojeździmy. Ten małpiszon pewnie od rana próbuje roznieść boks i tylko czeka, aż go osiodłam. - odparł brunet.
- Nie narzekaj. Ja mam dwa konie do ogarnięcia.
- Kiedy następne zawody? - spytał.
- Niedługo. Nie wiem jeszcze na kim wystartuję. Pyrrus świetnie chodzi parkury 130cm, ale tym razem chyba postawię na Kopenhagę. - zamyśliłam się przez chwilę wpatrując w okno. - Zapowiada się na świetnego konia.
- A jakieś plany na wakacje? - jego dłoń znalazła się na mojej.
- Co ty tak dopytujesz głuptasie? - wyszczerzyłam się. - Oj oj.
- Po prostu chcę wiedzieć.
- To wszystko zależy od tego jak ułoży się harmonogram zawodów. Po ważniejszych na pewno wracam na przynajmniej dwa tygodnie do Australii. - odparłam.
- Chciałbym powtórzyć tamte wakacje. I ten moment kiedy w nocy ściągnęłaś strój kąpielowy w basenie. O matko. - chłopak mocno ściszył głos.
- James! - poczerwieniałam. - Błagam nie tutaj. - szepnęłam.
- Co ty na to, by wrócić razem do domku, hm? Nawet nie wiesz jak bardzo teraz chciałbym cię...
Nie dokończył, gdyż przerwał mu dźwięk dzwonka mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz, To weterynarz.
~ Halo? Pani Saint? Dzień dobry. - rozległ się głos z słuchawki.
~ Dzień dobry. Czy coś się stało? - spytałam zaniepokojona.
Gdy dotarła do mnie wiadomość, że moje rude dziecko dostało kolki w oka mgnieniu chwyciłam James'a za rękaw i zaczęłam ciągnąć w kierunku samochodu. Nie wspominając o tym, jak poganiałam go w trakcie drogi do stajni. Moje konie są dla mnie jak dzieci i muszę być przy nich gdy coś im się dzieję. Na miejscu okazało się, że sytuacja została już dawno opanowana, a Pyrrus odpoczywa teraz w boskie.
- Misiu, jak ja się o ciebie martwiłam słonko. - siedziałam przy obecnie leżącym wałachu i delikatnie gładziłam go po pysku.
- Mi tak nie słodzisz. - mruknął chłopak opierający się o drzwi boksu.
- Cicho. - przytuliłam się do konia. - Dzisiaj śpię w boksie.
- Co proszę?! - brunet zrobił zdziwioną minę. - Wolisz spędzić noc z nim niż ze mną?!
- Przydaj się chociaż na coś i przynieś kocyk. Proszę...kochanie. - uśmiechnęłam się łobuzersko.

James? Ah ta Marie prowokatorka c;

sobota, 20 maja 2017

Od Marie CD James'a

Przejęłam kwiatek w moje rączki uśmiechając się pod nosem. Moja mała prowokacja jak najbardziej się udała i wszystko poszło zgodnie z planem. Zdenerwować go, a potem patrzeć jak bezradny nie wie co zrobić. Może i było to podłe, ale lubię go denerwować i zostawiać w niepewności. Zwróciłam swój wzrok na niego muskając moją dłonią jego, a po chwili splatając je ze sobą.
- No to co robimy? - ruszyłam naprzód ciągnąc go za sobą.
- A no nie wiem. Co byś chciała.
- Zróbmy coś...hmm....szalonego! - wykrzyknęłam radośnie wymachując biedną różą na wszystkie strony.
- Szalonego? - posłał mi pytające spojrzenie. - Pamiętasz jak ostatnim razem chciałaś zrobić coś szalonego?
- Przestań. To był tylko malutki aligator.
- No, no. Malutki, a kij, który wtedy złamał w pół mógłby być twoją rączka. - prychnął chłopak.
Uśmiechnęłam się łobuzersko i ponownie pociągnęłam James'a za sobą. Ruszyliśmy ryneczkiem. Był on skromny, ale miał w sobie coś, co mnie urzekło. Dookoła otaczały go beżowe budynki, słychać było odgłos wody z fontanny, starsze panie, które kłóciły się między sobą o ceny na rozstawionych straganach, ktoś grał na akordeonie. Wkroczyliśmy do straganowego labiryntu. Zewsząd otaczała nas masa świeżych owców, warzyw i bibelotów, które aż prosiły, żeby zabrać je ze sobą.
- Kupmy coś! - przystanęłam przy jednym ze straganów.
- Nadal tak wszystko chomikujesz?
- Ja nic nie chomikuję! -zaprzeczyłam stanowczo.
- Tak, tak. A te wszystkie przeróżne ozdóbki i inne? - brunet popatrzył na mnie lekceważąco.
Spiorunowałam go wzrokiem i ruszyłam dalej.
- Kupmy herbatniki. - rzuciłam, gdy wyszliśmy spomiędzy stoisk.
- Znowu jesteś głodna?
- Nie James. Ja po prostu mam ochotę na herbatniki. - warknęłam. - A teraz chodźmy po prostu je kupić. - wskazałam palcem na pobliski sklepik.
Gdy już miałam w rączkach to, co chciałam zasiedliśmy na ławce przy fontannie otwierając paczkę i zaczynając jeść. Te szare, wstrętne potwory zaczęły się zlatywać i sępić o żarcie. Ughhh, jakbym mogła to udusiłabym je własnymi rękom.
- Macie robale. - pokruszyłam ciastko i rzuciłam w stado gołębi.
- Jak możesz ich nie lubić, przecież są słodkie.
- Są słodkie, ale wkurwiają mnie.
- Złap mi jednego. - rzekł James obejmując mnie jedną ręką.
- Jak niby mam to zrobić? - spojrzałam na niego.
- Po prostu. Złap w ręce. - uśmiechnął się łobuzersko. - Ah no tak, zapomniałem. Przecież nie dasz rady.
- Ja nie dam rady? - zdjęłam z siebie jego rękę. - Zobaczysz zaraz. - wstałam i ochoczo podeszłam do ptaków. - Kici, kici, no chodź kurczaku. - wysunęłam otwartą dłoń z herbatnikiem.
Nagle nieoczekiwanie jeden z nich podfrunął i usiadł na moją dłoń. Wystraszona zaczęłam krzyczeć i wymachiwać ręką na wszystkie strony. James rechotał się.
- To nie jest śmieszne! - warknęłam.
- Jak to nie. W dodatku w spowolnionym tempie. - pokazał mi swój telefon. Świetnie. Nagrał mnie i wstawił na My Story.
- Zapamiętam to. - skrzyżowałam ręce na piersi.
- Walka z gołębiami to rzecz, której nie można zapomnieć.
- Chodźmy już lepiej stąd. - mruknęłam, ponownie chwytając za jego dłoń.
- Bo co? Bo cię ptaki zjedzą? - brunet próbował się przekomarzać.
Nic nie odpowiedziałam tylko sprzedałam mu mocnego kuksańca w bok.  Po chwili znaleźliśmy się na kamiennym mostku.
- Ładnie tu. - stwierdziłam patrząc na przepływającą tędy rzekę.
Nie doczekałam się odpowiedzi. James chwycił mnie w biodrach okręcając, i sadzając na murku mostku. Jego dłonie zjechały po biodrach, aż na pośladki. Oplotłam go lekko nogami.
- Chcesz mnie wrzucić? - zbliżyłam swoją twarz do jego.
- Może tak, może nie. - poczułam jak coraz mocniej zaciska swoje dłonie na moim tyłku.
- Niech ci będzie. - złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku.


James? Nie sądziłam, że się wyrobię XD







sobota, 13 maja 2017

Od Marie CD Jorge

Zdziwiłam się propozycją Jorge. Mam udawać jego dziewczynę? Huh, nie takie rzeczy się w końcu robiło. Zgodziłam się kiwając lekko głową, po czym udaliśmy się do samochodu chłopaka i ruszyliśmy do centrum handlowego. Było już szarawo, w dodatku dość zimno. Rozświetlone miasto wyglądało o tej porze pięknie. Gdy dotarliśmy do ogromnego, oświetlonego budynku zaparkowaliśmy na jednym z wolnych miejsc i powoli kierowaliśmy się przed główne wejście. Od momentu wyjścia z kawiarni telefon Jorge nawet na chwilę nie zamilkł. Jego ex zasypywała go wiadomościami,
- Co ja mam właściwie robić? Albo mówić. - byłam kompletnie zdezorientowana całą tą sytuacją.
- Po prostu zachowujmy się naturalnie. Jak para.
- No dobra. - wzruszyłam ramionami. - Tylko proszę, załatw to szybko.
- Postaram się. - mruknął. - To ona, daj mi rękę. - znienacka złapał za moją dłoń i splótł ją ze swoją.
Średniego wzrostu ciemna blondynka w beżowym płaszczu i czarnych jeansach kręciła się przed głównym wejście z telefonem w ręku. Gdy tylko nas ujrzała, z piskiem rzuciła się na szyje hiszpana, w ogóle nie zwracając na mnie uwagi.
- Skarbie! Jak ja się stęskniłam. - położyła swoje dłonie na jego policzkach. - Dlaczego zostawiłeś mnie tam samą? Mniejsza z tym. Mam nadzieję, że wrócisz ze mną do Hiszpanii i znów wszystko będzie jak dawniej.
- Cande, nie. - zdjął jej dłonie z swojej twarzy.
- Co ty mówisz głuptasie? Przecież mnie kochasz. Poza tym nawet nie wiesz, że wywołałam wszystkie nasze zdjęcia i porozwieszałam sobie w pokoju. A właśnie! Jeszcze mam kilka rzeczy w mojej szafie. Oczywiście nie zawiozę ich do twojego domu, bo przecież miałeś się wprowadzić.
- Co ty za głupoty pieprzysz kobieto?!
W czasie, gdy Jorge i Candelaria rozmawiali, a raczej normalną rozmową nazwać tego nie było można, ja z rękoma w kieszeniach tuptałam z nogi na nogę z zimna. Nastolatka była mega irytująca, a w dodatku ten jej piskliwy, wścibski głosik. Nie wiem jak Castillejo wytrzymał z nią w związku. Ona wydawała się tak tępa. Jak można być tak głupim, żeby po pół roku od zerwania myśleć, że jest się w związku i w dodatku prześladować swojego byłego. Co za idiotka. Zatłukłabym ją.
- Dość tego. Kochanie idziemy. - chwyciłam za rękę Jorge i przyciągnęłam do siebie, ten objął mnie w pasie.
- Kto to jest? - blondynka, dopiero teraz ogarnęła, że stoję obok. - Czemu ją obejmujesz?!
- Cande to Marie, moja dziewczyna. - zagrał to idealnie.
- Co?! Przecież to ja jestem twoją dziewczyną. - ogarnęła ją złość.
- Doprawdy? To patrz na to. - chwyciłam za płaszcz chłopaka i sprzedałam mu soczystego buziaka w usta.
Nastolatka poczerwieniała. Widać było, że w środku gotowała się ze złości.
- Ty suko! Zabiję cię! - wykrzyczała rzucając się na mnie.
Szarpnęła za moje włosy, sprowadzając mnie na ziemię.


Jorge? Przepraszam, ze musiałeś tyle czekać, matury mnie wykończyły c;





Od Marie CD James'a

Mięso szarawego koloru w połączeniu z breją z ziemniaków, która najwidoczniej miała być ziemniakami, a do tego jakiś sos i groszek, to nie wygląda, a tym bardziej nie pachnie i nie smakuje dobrze. Zniesmaczona odepchnęłam swój talerz, wstając i podążając za brunetem. Ciekawe co tym razem wymyślił. W podskokach dołączyłam do chłopaka dorównując mu kroku.
- Jemuś, ja jestem głodna. - jęknęłam uwieszając mu się na ręce.
- Oj nie marudź, tylko chodź. - przyciągnął mnie do siebie.
Chwilę później byliśmy już w pokoju, a w środku, czekała miła niespodzianka. Dokładnie pościelone łóżko, a na nim jakieś pudełko i dwa talerze. Odwróciłam się w stronę James'a szeroko uśmiechając się.
- Nie gadaj, że sam to wszystko wymyśliłeś.
- Wymyślić wymyśliłem, ale to Lewis załatwił wszystko. - zadowolony z siebie położył swoje dłonie na moich biodrach.
- Chyba za bardzo go wykorzystujesz. - uniosłam jedną brew ku górze.
- Tylko troszkę. - wyszczerzył się.
- To co? Zepsujemy to, co przygotował? - uśmiechnęłam się łobuzersko zaczynając bawić się jego sznurkami od bluzy.
James wzmocnił swój uścisk na moich biodrach i podniósł, obkręcając kilka razy w górze, po czym odłożył delikatnie na łóżko całując po szyi.
- Puszczaj! Chce jeść! - warknęłam próbując się wyrwać.
- Grubas. - chłopak przekręcił mnie na brzuch i zaczął delikatnie miziać po plecach.
- Pff. I kto to mówi. - zaczęłam rozpakowywać plastikowe sztuczce.
Pośpiesznie zabrałam się za nakładanie sobie ryżu i kurczaka, kompletnie ignorując przy tym James'a, który nie był zdziwiony moim zachowaniem. Taka jest prawda, kocham jeść, a jedzenie i późniejsze ćwiczenia to przyjemne z pożytecznym.
- No co tak patrzysz? - włożyłam sobie kawałek kurczaka do buzi, przy okazji brudząc się ostrym sosem w kąciku ust.
- Słodka jesteś. - wyszczerzył się i otarł mój kącik kciukiem. Pocałowałam go w to miejsce pod nim.
- Dobra. Daj mi zjeść. - odchyliłam głowę.
- Będziesz chciała moją porcję? I tak pewnie nie zjem całej, a ty masz w zwyczaju zawsze po mnie kończyć. - brunet nałożył jedzenie na swój talerz.
- Pewnie. - odparłam zadowolona. - Jutro możemy zamówić pizzę, a może jakiś kebab? Nieeee, lepsze będzie indyjskie.
- Jeśli masz w planach codziennie zamawiać coś innego, to chyba zbankrutuję w ekspresowym tempie.
- Dlaczego nie? Jedzenie to najlepsza rzecz na świecie. - dołożyłam ryżu na mój talerz.
- Myślałem, że ja nią jestem. - James zrobił minę smutnego psa.
- No dobra. Jedzenie, a potem ty.
Chłopak uśmiechnął się pod nosem po czym zaczął rozgrzebywać plastikowym widelcem ryż, jaki miał na talerz.
- Nie mogę patrzeć jak jesz, daj mi to! - wyrwałam mu widelec.
Nabrałam na niego trochę kurczaka i wsadziłam go sobie do ust.
- Ej! Masz swoje.
Puściłam mu perskie oczko wyjmując sztuciec z ust i ponownie nabierając na niego jedzenie.
- No kochanie otwieraj buźkę, nakarmię cię.


James? Słabiznaaa :c







piątek, 5 maja 2017

Od Marie CD James'a

Nie minęła sekunda, a ja sama wylądowałam na ziemi nieźle przywalając kością ogonową o zimne podłoże. Jęknęłam cicho odruchowo łapiąc się za plecy lecz po chwili po prostu zaczęłam się śmiać.
- Teraz jesteśmy kwita. - odparł James wstając  i strzepując z siebie źdźbła trawy.
- Ty to jednak jobla masz. - uśmiechnęłam się łobuzersko.
- Co? Przecież to Ty jesteś małym dałniaczkiem. - pomógł mi wstać.
- Grr, nie lubię jak mówisz na mnie dałniak. - objęłam go w pasie.
- Wiem. - wyszczerzył się.
- Głupi jesteś. - jęknęłam jak dziecko.
- Hoho, robi się groźnie. - brunet delikatnie wsunął ręce pod moją rozpiętą kurtkę i chwycił mnie w biodrach.
Popatrzyłam chwilę na niego, a po chwili po prostu zaczęłam uciekać śmiejąc się przy tym niesamowicie. Schowałam się za drzewem.
- Naprawdę? - spytał rozkładając ręce. - Naprawdę berek?
- Może. - przygryzłam dolną wargę. - Nie złapiesz mnie.
- Założymy się?
- Dobra. - odparłam.
Chwyciłam za jedną z gałęzi i jednym sprawnym ruchem wdrapałam się na drzewo.  Dumna z siebie usiadłam okrakiem na gałęzi na której przymocowana była huśtawka. Przy okazji zaczęłam wymachiwać moimi nóżkami.
- Co za koala. - chłopak podparł się pod boki i westchnął ciężko patrząc na mnie.
- Koale nie są taki szybkie i zwinne. - zmarszczyłam brwi.
- No właśnie. Dlatego cie nią nazwałem.
- Idiota - skrzyżowałam ręce na piersi.
- Tak cham, debil i co jeszcze. Złaź lepiej bo spadniesz.
- To mnie złap. - odparłam i zeskoczyłam z drzewa prosto na niego.
Tym razem był odpowiednio przygotowany. Złapał mnie w pasie i przy okazji okręcił jeden raz, po czym powoli odtsawił na ziemię.
- Too co teraz? - spytałam.
- Co?
- No co teraz robimy. - przekręciłam oczami.
- A no co byś chciała? - zmarszczył brwi.
- Nie wiem jak Ty, ale mi się chce siusiu.
- To idź sikaj, nie widzę przeszkód.- wskazał na lasek znajdujący się nieopodal.
- Ale ty jesteś obleśny. - skrzywiłam się.
- Takiego mnie lubisz. - James wyszczerzył się.
- Nie dodawaj sobie, poza tym, wracajmy już. Robię się głodna, a głodna kobieta, to zła kobieta.


James? Wybacz mi tą długość i jakość, ale moja wena i chęci do życia umierają po dzisiejszym dniu.







czwartek, 4 maja 2017

Od Marie CD Calum'a

Dokładnie z moimi przeczuciami puścili nam zaklinacza koni. Widziałam ten film chyba milion razy, pomimo tego daje dużo do myślenia. Paczka żelków i popcorn skończyły się tak szybko jak film, w efekcie czego na drugim zostały nam już tylko paluszki.  Kolejnym filmem była Obecność 2. Klasyk wśród horrorów. Z początku wydaję się nudny, ale akcja zaczyna się gdy pojawia się Valak, którego pozwoliłam nazwać sobie zakonnicą. Pomimo iż już widziałam ten film, miałam lekkiego cykora.  Postanowiłam przesiąść się na podłogę pod ścianę przy okazji okrywając się moim cieplutkim kocykiem, który przyniosłam ze sobą. Było tu wygodniej niż na tym krześle. Chwilę później Hood dołączył do mnie wpychając mi resztę paluszków.
- Nie chcę. - szepnęłam oddając mu paczkę przy okazji szeleszcząc nią i zwracając na siebie uwagę całej sali.
Wbrew mojej woli brunet nadal próbował wcisnąć mi przekąski, narobiliśmy przy tym niezłego syfu. Nagle niewiadomo skąd pojawił się przy nas Luke, który zaczął nawijać o jutrzejszym koncercie tak głośno, że słyszała nas chyba cała świetlica. I stało się, cała nasza trójka została wyrzucona z seansu.
- Brawo idioci. - prychnęłam obrażona krzyżując ręce na piersi.
- Oj przestań Saint. - rzekł Hemmo zasadzając mi kuksańca w bok. - Ten film nie był ani trochę ciekawy, ani trochę straszny.
- Nie był wcale straszny,a przy najbliższej okazji zasłaniałeś oczy? - Calum spojrzał na niego wymownie.
- To było dla picu. - dodał blondyn.
- Ta jasne. Dziękuję za rozwalony wieczór. - mruknęłam i zaczęłam się kierować w stronę mojego pokoju.
- Marie poczekaj! - Hood zatrzymał mnie łapiąc za nadgarstek.
Wyrwałam mu się natychmiastowo odwracając w jego stronę.
- Możemy jakoś inaczej spędzić ten wieczór. - zaproponował.
- We trójkę! - dodał Luke z drugiego końca korytarza.
Spędzenie wieczoru wraz z tą dwójką nie uśmiechało mi się. Przecież to nie wróży nic dobrego.
- Nie mam ochoty. - prychnęłam.
- No jak tam chcesz, nie wiesz co tracisz. - brunet pokręcił głową.
- Szczerze? Nic. - wybuchłam ironicznym śmiechem. - Pewnie dołączyłaby do nas reszta zjebów i zaczęłoby się gadanie o tych waszych zespołach. Od waszej muzyki krwawią mi uszy.
- Popukaj się w główkę panienko. - wtrącił się blondyn. - Sama pewnie nie śpiewasz lepiej.
- Chcesz się założyć? - uniosłam jedną brew ku górze.
- Z chęcią z chłopakami posłuchamy jak fałszujesz. - odparł Luke, na co Calum sprzedał mu niezłego kuksańca w bok.
Całą trójką udaliśmy się do pomieszczenia znajdującego się pod ziemią. Była tam reszta zespołu, a także jakieś instrumenty i coś w rodzaju małej sceny.
- Słuchajcie, księżniczka Saint nam zaśpiewa. - oznajmił Hemmings.
Chłopak wszedł na scenę i rzucił mi mikrofon. Usiadłam wygodnie na rogu kanapy i zaczęłam śpiewać.



Calum? Brak weny trochę, jakość też kuleje ;-;





Od Marie CD Jorge

- Czemu nie. - uśmiechnęłam się. - Daj mi tylko jakąś godzinkę.
- Będę czekał pod akademią, nie spóźnij się tylko. - Jorge puścił mi perskie oczko, a po chwili rozstaliśmy się na korytarzu.
Udałam się do swojego pokoju, by czym prędzej wziąć się za przygotowania. Zrzuciłam z siebie ciężkie jeździeckie ciuchy w efekcie czego zostałam w samej bieliźnie.  W łazience wzięłam się
Znalezione obrazy dla zapytania elegant men outfit tumblr
bez tej czapki XD
Znalezione obrazy dla zapytania elegant outfit tumblrza zmywanie makijażu, a gdy już pozbyłam się go całkowicie wróciłam do sypialni zasiadając do biurka, zapalając lampkę i przysuwając lusterko, by za chwilę ponownie 'nałożyć szpachlę'.  Chwyciłam za bazę pod makijaż i zaczęłam staranie wcierać ją w skórę. Podkład i korektor wklepałam gąbeczką. Z pudrem, bronzerem i rozświetlaczem poszło mi dość szybko, a byłam bardzo zadowolona z efektu jaki uzyskałam.  Jakie to szczęście, że moje naturalne brwi wyglądają jak pomalowane, więc nie muszę ich praktycznie tykać nie licząc regulacji. Jeśli chodzi o powieki postawiłam na burgund i delikatny brokat w kąciku. Jeszcze tylko cieniutka kreska, wytuszować rzęsy i pomalować usta.  Kolor Koko K od Kylie Jenner wyglądał niesamowicie na moich dużych, pełnych ustach. Gdy makijaż był gotowy trzeba było wybrać jakiś outfit. Stanęłam przed szafą, która aż pękała od nadmiaru ubrań (przecież nigdy nie mam się w co ubrać) i no. Po prostu stwierdziłam, że nie mam się w co ubrać.  Przesuwałam wieszaki przyglądając się dokładnie każdej rzeczy,a i tak w mojej głowie nie było żadnego pomysłu na dobrą stylizację. W końcu zdecydowałam się na czarne spodnie z wysokim stanem i biały golf w prążki, a na to leciutki, jedwabny płaszcz, jeszcze nie jest aż tak ciepło. Nim zakręciłam się wokoło siebie dobre kilka razy spostrzegłam, że dosłownie za chwilę muszę być już na dole. Zabrałam z krzesła skórzaną torebkę i w biegu zamknęłam pokój po czym zbiegłam po schodach na dół. Jorge już na mnie czekał. Widać, że był zniecierpliwiony, ale już z daleka posłał mi ciepły uśmiech.
- Przepraszam, że musiałeś czekać. Ładnie wyglądasz. - odparłam.
Chłopak ubrany był w szary t-shirt, jasne jeansy, czarny płaszcz,a na nogach miał białe stan smithy. Na lewym nadgarstku błyszczał zegarek. Było czuć od niego intensywny zapach perfum. Czy to czasem nie moje ulubione Gucci Bamboo?
- Ty również. Pojedziemy moim autem.
Wsiedliśmy do czarnego Range Rovera i udaliśmy się do miasteczka. Zaparkowaliśmy pod jedną z lepszych kawiarni. Jej wnętrze było bardzo przytulne i eleganckie.  Zajęliśmy miejsce przy oknie.
- Co ci zamówić? - spytał chłopak, wyciągając skórzany portfel z kieszeni.
- Czy ty zamierzasz za mnie płacić? - posłałam mu pytające spojrzenie. - Tak nie może być.
- Marie, to ja Cię zaprosiłem, więc ja zapłacę. - uśmiechnął się delikatnie. - No dalej.
Nie lubiłam takich sytuacji. Owszem, często płaciłam za kogoś , ale nie lubiłam, jak ktoś robił to za mnie.  Westchnęłam ciężko przewracając oczami.
- To niech będzie karmelowe latte i kawałek sernika. - odparłam i wróciłam na miejsce.

Jorge? Nie jestem zadowolona z jakości tego opowiadania.


Od Marie CD James'a

- James, nie widzisz która jest godzina? - wgramoliłam się pod kołdrę. - Jest za wcześnie żeby gdziekolwiek iść, lepiej spać.
- Tak, nic tylko leżeć i wegetować. Zakładam, że gdyby było tu plus dwadzieścia stopni, lazurowe morze i biała plaża to nawet spałabyś na dworze. - chłopak wsadził swoją rękę pod koszulkę i zaczął delikatnie masować mój brzuch przesuwając dłoń coraz wyżej.
- Jeśli już tak bardzo chcesz gdzieś iść to przynieś mi ciuchy z mojego pokoju. - ziewnęłam przesuwając dłońmi po twarzy.
- A magiczne słowo?
- Nie ma. Jesteś moim czarnuchem. - kopnęłam go próbując zrzucić z łóżka.
- Dobra, dobra. - dobrowolnie postanowił wstać sam. -  Jakieś specjalne życzenia?
- A właśnie. Szczoteczka do zębów, szczotka do włosów i kosmetyki. Chyba wiesz czego używam na codzień. - zaczęłam starannie oglądać moje paznokcie. Chyba muszę niedługo zmienić kolor.
- Na szczęście dobry James pomyślał o tym wcześniej i wszystko czeka już na ciebie w łazience, księżniczko. Za długo cię znam. - odparł brunet, a po chwili zniknął za drzwiami.
Zeskoczyłam z łóżka i skierowałam się do łazienki. Nie tracąc czasu zabrałam się za poranną toaletę i makijaż. Akurat gdy skończyłam, Jemuś wrócił.
- Już się boję co mi wybrałeś. - przeniosłam wzrok na ubrania, które trzymał w ręce.
- Wybrałem takie, w których będziesz wyglądać najlepiej. - posłał mi łobuzerski uśmiech. - Ubrać cię?
- Nie dzięki. Nie jestem małą dziewczyną? - chwyciłam za rzeczy i odwróciłam się w stronę łazienki.
- Na pewno? - brunet posłał mi pytające spojrzenie.
Uśmiechnęłam się i zniknęłam za drzwiami. James zawsze towarzyszył mi podczas zakupów. Doradzał, a czasem nawet kłócił się w pewnych kwestiach. Bielizna, skarpetki, czarne, obcisłe jeansy z wysokim stanem i burgudnowy sweter z dzianiny? Niech mu będzie.
- Czemu ubierasz mnie jak na zimę? - rzuciłam wchodząc z łazienki.
- Na zimę? Ma Ci być ciepło, bałwanie.
- Sam jesteś bałwan. - chciałam klepnąć go w policzek, ale był szybszy odemnie i złapał za mój nadgarstek.
- Nie podskakuj młoda. - uścisk poluzował się, a ręce chłopaka błyskawicznie znalazły się na moich biodrach.
- Młoda? Jestem tylko dwa lata młodsza. - prychnęłam.
- Aż dwa. - spojrzał mi w oczy delikatnie się uśmiechając. - Prychasz jak kot.
- Może nim jestem. - stanęłam na palcach by móc dotknąć jego nosa moim.
- Dobra, nie traćmy czasu tylko idziemy.  - brunet puścił mnie, a zaraz po tym pomógł ubrać w kurtkę.
Ruszyliśmy na dół. Ja standardowo na przodzie. Na moje nieszczęście James jest odemnie o wiele wyższy, co za tym idzie ma większy krok, więc za daleko mu nie ucieknę.
- Tooo, gdzie idziemy? - zwróciłam się do niego.
- Daleko. - odparł.
- Dużo mi to mówi. - przewróciłam oczami. Nienawidzi jak to robię.
- Miałaś wybrać. - jego dłoń delikatnie musnęła moją.
- Chodźmy na huśtawkę. - zaproponowałam. - Pamiętasz jak kiedyś w nocy na placu zabaw huśtałeś mnie tak mocno, że wypadłam?
- O taaak. - na twarzy chłopaka pojawił się szeroki banan. Nie powiem, to była śmieszna sytuacja. - Byliśmy wtedy na spacerze.
- Była noc, a temperatura plus osiemnaście. A tu? Tutaj chujnia. - okryłam się rękoma.
- Zimno ci? - spytał.
- Nie, to miało tylko zobrazować to, o czym mówię. (XD)
Kilka minut poźniej byliśmy już na łące, a konkretniej przy huśtawce, która zwieszona była na dwóch sznurach przez gałąź drzewa. Podbiegłam do niej w podskokach, niczym kangur i usiadłam.
- To co Jemuś? Pobujasz? - zrobiłam słodkie oczka.

Dżejms? Masz.