Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Theo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Theo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 lutego 2017

Od Theo cd. Pain

- Pain? - odezwałem się niepewnie, gdy dziewczyna przez dłuższy czas się nie odzywała.
Dziewczyna przekręciła się na drugi bok, tak, że leżała twarzą skierowaną w moją stronę. W jej oczach nie widziałem złości, za to gościło w nich zdziwienie.
- Tak?
- Pamiętasz?
Przygryzła wargę i spuściła wzrok, jakby zastanawiając się przez chwilę nad odpowiedzią.
- Tak, pamiętam - odparła - Byliśmy pijani, takie rzeczy się zdarzają. - Wysiliła się na uśmiech.
Jak ty mogłeś do tego dopuścić, Theo.
Okej, rozumiem, nie byłem w pełni świadomy, jednak powinienem to przerwać, tym bardziej, że dziewczyna, aktualnie jest dość niestabilna psychicznie. Jak ona się teraz będzie czuła? Chłopak z nią zerwał, chciała się zabić, a teraz upiła się i poszła do łóżka z przyjacielem jej byłego, idealny scenariusz, nieprawdaż?
Powinieneś do tego nie dopuścić.
Co chwila karciłem się za to w myślach, jednak nie tylko ja byłem temu winny.
- Chyba powinniśmy to posprzątać - zaśmiała się, wskazując na butelki rozrzucone po całym pokoju.
- Chyba tak - westchnąłem.
Podniosłem się z łóżka i naciągnąłem na siebie jeansy. Dopiero wstając poczułem silne pragnienie, a do tej pory lekki ból głowy zdążył się już nasilić.
- Już wiem, dlaczego tak rzadko pije - mruknąłem przecierając twarz dłonią.
W samych spodniach zabrałem się za zbieranie butelek. Okazało się, że udało nam się pochłonąć sporą ilość alkoholu wczorajszego wieczoru.
- Theo? - odezwała się nieśmiało Pain.
- Tak?
- Mógłbyś podać mi ubrania? - spytała i wskazała na biurko.
Na policzki dziewczyny wkradł się uroczy rumieniec, bo chyba dopiero dotarło do niej, że nie ma na sobie nawet bielizny. Uśmiechnąłem się do niej i wykonałem to, o co prosiła. Pain nieśmiało wzięła ode mnie ubrania i okrywając się kołdrą, zaczęła je zakładać.
- Przepraszam - odezwałem się - Powinienem mniej wypić i bardziej cię pilnować, a.. no widzisz jak wyszło.
Byłem wręcz pewny, że już nie będziemy potrafili normalnie rozmawiać, że Pain będzie miała do mnie uraz, chociaż dopuściłem do tego, zgodnie z jej pijacką wolą.

Pain?

poniedziałek, 20 lutego 2017

Od Theo cd. Pain

Zawsze zastanawiało mnie, jak można być aż tak pijanym, żeby nie do końca świadomie się z kimś przespać. Popularny wątek w wielu filmach, jest impreza, wszyscy są mocno wstawieni i zaraz jakaś para, często przypadkowych ludzi, ląduje razem w łóżku, a na drugi dzień nic nie pamięta. No cóż, jednak to nie zdarza się tylko w filmach.
Co tu się kurwa wczoraj wydarzyło?
Pamiętam, co się działo, ale nie do końca wiem dlaczego. Pamiętam jak jechaliśmy po alkohol, jak zaczęliśmy pić, jak Pain chciała skoczyć z balkonu, jak wymieniliśmy się dymem i.. jak wylądowaliśmy razem w łóżku.
Może my tylko w nim razem spaliśmy? Przecież to, że śpimy w jednym łóżku, nie musi oznaczać, że uprawialiśmy seks. No.. ale to zrobiliśmy, przecież pamiętam.
Wcześniej Pain opowiedziała mi o tym, co stało się kilka lat temu i co podejrzewa o przyczynę rozpadu jej związku z Lukiem, nie wierzę, że chciałaby to zrobić. Była zbyt pijana, okej, ja też, żeby podjąć racjonalną decyzję. Gorzej, jak będzie tego żałować i mnie za to znienawidzi, a ja... też nie byłem do końca świadomy co się dzieje.

Dziewczyna spała z głową opartą na moim ramieniu a ja zastanawiałem się, ile pamięta, z tego co się wczoraj wydarzyło. Zrobiliśmy coś głupiego, nawet bardzo głupiego. Szczerze? Nie żałuję, aczkolwiek wolałbym, żeby wydarzyło się to w trochę innych okolicznościach.
- Theo? - szepnęła zaspanym głosem. 
- Tak?
- Głowa mnie boli - jęknęła naciągając sobie kołdrę na ramiona.
- Nie dziwię się - zaśmiałem się cicho - Um.. Pain, zadać ci ważne pytanie.
- Okej - mruknęła.
- Pamiętasz co się wczoraj wydarzyło?



Pain?
wybacz za jakość, długość.. brak weny mnie dopadł.

niedziela, 19 lutego 2017

Od Theo cd. Pain

W pewnym momencie Pain zniknęła mi z pola widzenia i nie byłem do końca pewny, czy mówiła mi gdzie idzie. Uchylone drzwi od balkonu uświadomiły mi, że na pewno poszła zapalić. Podszedłem bliżej i zobaczyłem, jak siedzi na poręczy ze zwieszonymi nogami. Nawet się nie trzymała i wystarczyłby jeden, najmniejszy, nieodpowiedni ruch i by spadła, a zważając na jej stan trzeźwości nie potrzebowała by zbyt wiele, żeby spaść. Przechyliła się niebezpiecznie do przodu, a ja w ostatniej chwili zdążyłem złapać ją w talii i wciągnąć do środka. 
- Co ty wyprawiasz? - krzyknąłem - Chciałaś spaść? - Nie spaść, tylko skoczyć. - Wzruszyła ramionami. 
- Pojebało cię?! Co chciałaś tym osiągnąć? Najlepiej uciec od problemów, tak?!
- Nie dramatyzuj, mi by ulżyło, nikogo bym nie zraniła, ani nikt więcej by mnie nie zranił.
- Pain, słuchaj. Luke nie jest taki, na pewno nie zerwał z tego powodu. Nie należy do tych facetów, którzy myślą tylko o seksie, na pewno musiało być coś innego - powiedziałem siadając na łóżku - Nie chcę cię kłamać, że zaraz po rozstaniu wszytko się ułoży i będzie super. Nie będziesz szczęśliwa i możliwe, że przez długi czas nie poznasz nikogo godnego uwagi, kto odmieni twoje życie na lepsze. Jak ból przeminie to umrzesz, będziesz martwa w środku, ale wciąż żywa. Narodzisz się na nowo, jako całkiem inna osoba, staniesz się silniejsza, odważniejsza, spotkasz kogoś kogo pokochasz i kto pokocha ciebie, będziesz szczęśliwa i niezniszczalna.
- Wow. Czy to słowa jakiegoś filozofa? - spytała opadając na łóżku.
- Nie, jak wymieszam wódkę z winem i cholera wie czym jeszcze, to zdarza mi się powiedzieć coś mądrego. Radzę ci to zapamiętać, bo ja jutro na pewno nie będę w stanie tego powtórzyć.
Pain wywróciła oczami i usiadła przy biurku sięgając po kolejną butelkę alkoholu. Już nawet ich nie rozróżniałem i tak każdy był tak samo ohydny w smaku.
- Wiesz co? - spojrzałem na nią.
- Co?
- Nie wiem, zapomniałem.
Cholera.
- A! Pamiętam, już wiem - chwila przebłysku rozumu - Tobie chyba już wystarczy.
- Oj przestań - burknęła i pociągnęła kolejny łyk trunku.
Widziałem, że jej już na pewno wystarczy. Pewnie nawet nie wie, że kilka minut temu chciała skoczyć z balkonu.
- Ej, Theo.
- Co?
- Ym.. czekaj chwilę.. o, dobra. Wiesz co? Mam ochotę zrobić coś szalonego i wcale nie mówię tu o skakaniu z balkonu.
- Czyli? Rozstawimy świeczki, puścimy muzykę i będziemy się ciąć w rytm walca angielskiego?
- Nie - odpowiedziała zapalając kolejnego papierosa - Ale to całkiem dobry pomysł.
Zacząłem obawiać się trochę pomysłów Pain, jednak chyba byłem na tyle trzeźwy, żeby nie zrobić nic głupiego, kurwa, ja nie byłem ani trochę trzeźwy.
- Wymieniałeś się kiedyś dymem? - spytała.
- Nie.
- Ja też, spróbujmy.
Dziewczyna podeszła do mnie i podała mi papierosa. Zaciągnąłem się mocno dymem i czułem jak kłębi się w moich płucach. Pain uśmiechnęła się i zbliżyła do mnie, a ja wypuściłem dym w jej usta. Przez chwilę patrzyła mi w oczy, a zaraz po tym.. pocałowała mnie? Odwzajemniłem pocałunek, jednak w tym stanie praktycznie nie wiedziałem co się dzieje. Pain pogłębiała pocałunek i z chwili na chwilę stawał się coraz bardziej namiętny.
Kurwa, Theo ogarnij się, tak nie można.
Dziewczyna zaczęła ściągać moją koszulkę, a ja mimo, że wiedziałem, że powinienem to przerwać, nie potrafiłem. Dopiero myśl, że jeżeli wydarzy się coś więcej, to będzie tego żałowała, pozwoliła mi się trochę ogarnąć.
- Pain - szepnąłem między jej pocałunkami - Przestań, jesteś pijana, nie chcesz tego..

Pain?
to za podglądanie ciołku XD

piątek, 17 lutego 2017

Od Theo cd. Pain

To, co zobaczyłem na ręce Pain, przypomniało mi o kilku rzeczach. Rok temu, gdy zdiagnozowano u mamy raka piersi, moja siostra - Scarlett kompletnie się załamała, jednak za wszelką cenę próbowała tego nie okazywać. Chciała być silna, dla mamy i dla mnie, chciała nas wspierać, ale sama nie umiała sobie poradzić. Pewnego wieczoru siedzieliśmy razem w salonie i szczęśliwi z faktu, że wyniki
mamy były bardzo dobre zaczęliśmy się wygłupiać i wtedy zauważyłem blizny na jej ciele. Były wszędzie, na nadgarstkach, brzuchu, ramionach, udach. Nie rozmawialiśmy o tym, wolałem nie poruszać przy niej tego tematu, a ona obiecała, że przestanie. Od tego czasu zawsze, gdy było źle, przychodziła do mnie i rozmawialiśmy. Chciałem.. chciałem sprawdzić, czy to naprawdę pomaga, czy to serio przynosi taką ulgę i również to zrobiłem. Pomogło?  Taa, dopiero jak blizny pokryły całe moje uda. Nie potrafiłem określić tego uczucia, jednak gorszy był fakt, że później tak cholernie tego żałowałem.
- To nie jest dobre rozwiązanie, to nie jest żadne rozwiązanie - powiedziałem patrząc jej w oczy.
- Przynosi chociaż chwilową ulgę - mruknęła otwierając butelkę piwa.
Postanowiłem pogadać z nią o tym innym razem, teraz po prostu chciałem się napić, by chodź na chwilę zapomnieć o tym co się wydarzyło. Mama kazała mi się nie martwić, nie przyjeżdżać na pogrzeb, dobrze się bawić i nie obchodzić żałoby, ale czy ja tak potrafię? Chciałbym spełnić jej ostatnią prośbę, ale to cholernie trudne do wykonania, tym bardziej, że jest ona dość.. odmienna. Prawdę mówiąc, gdybym był na jej miejscu, też nie chciałbym, żeby cierpiała i po prostu żyła dalej, normalnie, tak samo jak do tej pory.
Otworzyłem butelkę alkoholu, nawet nie wiedziałem zbytnio co to, zależało mi tylko na tym, żeby było mocne. Na początku piliśmy w ciszy, jednak później zaczęliśmy rozmawiać. Trochę smutku, trochę łez, a zaraz po tym zaczynaliśmy się śmiać. Usiedliśmy obok siebie na łóżku, co chwila biorąc nowe to butelki z różnymi trunkami. Rozmowa przestawała nam się kleić w momencie, gdy słowa przestawały je przypominać i mieliśmy problemy z ułożeniem prostego zdania.
- Wiesz co.. męczy już mnie to, w sumie to wszystko - odezwałem się - Skończmy to. Patrz mam pistolet.
Ułożyłem palce na kształt pistoletu i zacząłem się śmiać. Przybliżyłem je do skroni i "oddałem strzał".



Pain?

środa, 15 lutego 2017

Od Theo cd. Pain

Nie potrafiłem spokojnie siedzieć w pokoju. Potrzebowałem jakiejś dawki energii, świeżego powietrza, kawy, czegokolwiek. Włożyłem do kieszeni słuchawki, naciągnąłem na siebie kurtkę i widząc, że przestało padać, postanowiłem się przejść. Wyszedłem z pokoju zamykając go na klucz i powoli udałem się na dół. Wszędzie było pusto, więc podejrzewam, że mieli treningi, albo zajęcia dodatkowe. Pchnąłem drzwi wyjściowe, a chłodny wiatr choć trochę mnie ożywił. Ruszyłem spokojnym krokiem w stronę drogi, chcąc jak najbardziej oddalić się od akademika. Dodatkowo zacząłem martwić się stanem zdrowia mamy, ostatnio nie było zbyt dobrze, przecież wróciła do szpitala na kolejną serię chemii. Znowu zacząłem obwiniać się, że zostawiłem ją i przyjechałem tutaj. Z drugiej strony wiem, że bardzo chciała, abym dalej się rozwijał. To wszystko było takie trudne.. Idąc dalej dojrzałem przystanek autobusowy i kogoś tam siedzącego. Rozpoznałem Pain po kurtce i biorąc głęboki oddech podszedłem bliżej. Dziewczyna siedziała na ławce trzymając w dłoni papierosa.
- Nie wiedziałem, że palisz - mruknąłem stając obok niej.
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz - burknęła wypuszczając dym z ust.
- Nie musisz być wobec mnie tak źle nastawiona, chcę ci tylko jakoś pomóc.
- Potrafię sobie poradzić, nie potrzebuję niczyjej pomocy - odpowiedziała wycierając zapłakany policzek wierzchem dłoni.
- Dobrze wiesz, że sobie nie radzisz.
- Nie musisz mi o tym przypominać. 
Wziąłem głęboki wdech, nie mając pojęcia jak inaczej mógłbym jej pomóc, jeżeli nie chce przyjąć tej pomocy.
- Masz mój numer, wiesz, gdzie mieszkam, jeżeli zmieniłabyś zdanie.. - westchnąłem i przetarłem twarz dłonią.
Wstałem, chcąc zostawić dziewczynę samą i niechętnie udałem się w drogę powrotną. Wyjąłem z kieszeni słuchawki i już miałem podłączyć je do telefonu, gdy wyświetliło się nadchodzące połączenie od Scarlett. Wziąłem głęboki, wdech i odebrałem przykładając komórkę do ucha.
- Tak?
- Cześć Theo.
Głos, który usłyszałem na pewno nie należał do mojej siostry - to był głos mamy.
- Cześć mamo, jak się czujesz? - spytałem od razu.
- Właśnie o tym chciałam porozmawiać. Odbyłam już rozmowę ze Scarlett, jednak teraz też wolę porozmawiać z wami obojga. Poczekaj, dam cię na głośnik - powiedziała, a moje serce zaczęło szybciej bić - Okej, już.
- Co się dzieje?
- Dzwoniłam już do Morgan University, wiedzą o wszystkim. Później jeszcze Scarlett ich poinformuje.
- Ale co? O czym ty mówisz?
- Kochanie.. chemia, którą teraz przyjmowałam nie miała na celu mnie leczyć, ona tylko podtrzymywała moje życie, a ja już tak nie chcę. Lekarze też nie mogą podawać mi tego w nieskończoność.
- Mamo.. o czym ty mówisz? Chcesz przerwać?
- Kochanie, ja już przerwałam. Nie przyjmuję jej od tygodnia i już czuję jak.. jak robi mi się tak lekko, czuję się jakby wszystko miało przeminąć. Teraz boli, ale wiem, że już niedługo.
Nie potrafiłem słuchać jej ciepłego, radosnego głosu, była taka opanowana,
- Jesteście już dorośli - kontynuowała - Poradzicie sobie i kiedyś zrozumiecie, ojciec wam pomoże.
- Nie mów tak. Nie możesz u-umrzeć. - Załamał mi się głos, a w oczach zebrały się łzy.
- Nie chlubą jest uciec przed śmiercią, lecz uśmiechnąć się gdy i ona się do ciebie uśmiecha - odezwała się, a ja wręcz widziałem przed sobą jej uśmiech - Chcę skromny pogrzeb, ma nikogo nie być, was również. Chcę, żebyście zapamiętali mnie taką.. normalną. Żyjcie dalej, nie przejmujcie się. Nie stosujcie się do żałoby, bawcie się, korzystajcie z życia. Proszę, to jedyne, czego teraz pragnę.
- Ma-mamo, ty żyjesz, nie mów tak.
- Jestem w szpitalu, około 10 minut temu odłączyli mnie od wszystkiego. Mam jeszcze chwilę, wydaje mi się, że krótką. Jeżeli już to nastąpi, to Scarlett rozłączy, prawda skarbie?
Usłyszałem tylko ciche potwierdzenie mojej siostry, a pode mną ugięły się nogi.
- Mamo, proszę - szepnąłem.
- Theo, ja już tak nie mogę, naprawdę. Pamiętajcie o co prosiłam.
- Kocham Cię mamo - powiedziałem po Polsku, tak jak ona zawsze mówiła.
- Kocham Cię Theo, Kocham Cię Scarlett. 
Jej głos był taki opanowany, spokojny i jednocześnie radosny. Przed oczami miałem jej roześmianą twarz i wiedziałem, że już nigdy nie zobaczę jej tak naprawdę.
- Kocham Was - dodała, a potem nastała cisza.
*  *  *
Dosłownie wbiegłem do swojego pokoju rozrzucając wszystko co pojawiło się na mojej drodze. Ona umarła, przecież to nie może być prawda! Oparłem się plecami o zimną ścianę i powoli osunąłem się na podłogę. Łzy lały się strumieniami  z moich oczu, a ja nawet nie miałem siły, żeby je wytrzeć. Nie potrafiłem być silny, nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Rozstania zawsze są ciężkie, zwłaszcza wtedy, gdy osoba, którą kochasz odchodzi na zawsze.
Usłyszałem ciche pukanie do drzwi, a po chwili pojawiła się w nich pani Ruby.
- Theo.. - odezwała się cicho.
- Chcę pobyć sam, poradzę sobie- odezwałem się wycierając policzki z łez.
- Rozumiem, ale nie możemy zostawić cię w takim stanie.
- Chcę pobyć sam! - podniosłem głos - Jeżeli będę potrzebował pomocy to przyjdę.
- Jesteś pewny?
- Tak - odpowiedziałem łagodniej.
Pani Ruby westchnęła i niechętnie opuściła mój pokój. Wpatrywałem się przez chwilę w zamknięte drzwi, a Athena ostrożnie podeszła bliżej mnie. Nie potrafiłem nic zrobić, momentami miałem nawet problem ze złapaniem oddechu. Zebrałem w sobie siły i wstałem z podłogi naciągając na siebie kurtkę. Kupię jakiś alkohol, papierosy, cokolwiek, żeby przestać myśleć! Wiedziałem, że to może kiedyś nastąpić, że.. że może umrzeć, ale to nie sprawiło, że lepiej to znoszę. Wyszedłem z pokoju, nawet nie zawracając sobie głowy zamykaniem go na klucz. Zbiegłem po schodach, o mało z nich nie spadając, a w przejściu wpadłem na Pain.
- Co się stało? - spytała zdejmując kaptur z głowy.
- Ona już nie wróci, jej już nie ma... nie żyje.



Pain?

wtorek, 14 lutego 2017

Od Theo cd. Pain

Wziąłem głęboki wdech i przez dłuższą chwilę wpatrywałem się w drzwi, które zamknęły się na dziewczyną. Wiem, że nie będzie łatwo, ale chciałbym jakoś jej pomóc. Pain raczej nie jest typem osób, które pozwalają sobie pomagać, wręcz przeciwnie, podejrzewam, że nie będzie chciała nikogo do siebie dopuścić, pod pretekstem, że już jest lepiej. 
Odetchnąłem ciężko i wyszedłem ze stajni chcąc znaleźć Pain. Nie wiadomo, co może przyjść jej do głowy w takim stanie.
Popychając ciężkie drzwi stajni, usłyszałem głośny szum deszczu.
- Cholera - mruknąłem cicho pod nosem.
Zawsze lubiłem deszcz, ale nie zimą! Naciągnąłem kaptur na głowę i podjąłem próbę przedostania się do akademika. Gdyby nie fakt, że znam tą drogę na pamięć mógłbym się zgubić, bo przez tą cholerną ulewę, prawie nic nie było widać. Cudem dojrzałem przy jednym z drzew czyjąś postać i rozpoznałem w niej Pain. Oparta o pień, chowała twarz w dłoniach, a ja wręcz czułem jak musi jej być ciężko. 

Niepewnie podszedłem bliżej. Przez szum deszczu, dziewczyna nie usłyszała, że podchodzę, a ja nie chcąc jej przestraszyć, odezwałem się.
- Pain, nie powiem ci, że wiem jak się czujesz, czy coś w tym stylu, bo tego wiem, ale domyślam się co teraz przeżywasz i rozumiem, że jest ci ciężko.
- Jest cholernie ciężko - mruknęła wycierając policzki wierzchem dłoni.
- Czy mogę ci jakoś pomóc?
Dziewczyna spuściła wzrok i zaśmiała się słabo.
- Poradzę sobie.
Dobrze widziałem, że sobie nie poradzi i będzie potrzebowała czyjejś pomocy. Dlaczego zawsze tak trudno jest ją przyjąć? Ech.. ale co ja mogę?
*    *    *
Gdy tylko na chwilę przestało padać od razu bez słowa udaliśmy się do akademika. Rozeszliśmy się w swoje strony i zdążyłem jedynie powiedzieć Pain, że jakby zmieniła zdanie, to wie gdzie mnie szukać. Athena przywitała mnie radośnie w pokoju, jednak wyczuwając mój humor, a raczej jego brak, trzymała się na dystans. Dopiero, gdy rzuciłem się na łóżko, ta wskoczyła na mnie i wyłożyła się wygodnie na moim brzuchu. Pogłaskałem ją, na co odpowiedziała mi cichym mruczeniem.
Nie mam pojęcia jak to dalej będzie wyglądać, gdy Luke i Pain widują się praktycznie codziennie. Będzie ciężko, ale przecież, w końcu się jakoś ułoży, prawda?

Pain?

niedziela, 12 lutego 2017

Od Theo cd. Pain

Siedziałem właśnie w swoim pokoju i wpatrując się w sufit zastanawiałem się, jak ich pozornie idealny związek mógł się zakończyć. Co prawda, wiedziałem o tym. Luke powiedział mi wcześniej, jednak on naprawdę nie chciał w żaden sposób jej zranić. Mówienie, że zrobił to dla jej dobra jest idiotyczne, ale jednocześnie prawdziwe. Nie zerwał z nią dlatego, że przestał ją kochać, po prostu nie chciał jej krzywdzić, a wiedział, że ciągle to robi. Oboje byli mi dość bliscy i nie chciałem, żeby któreś z nich cierpiało, tym bardziej, że teraz cierpieli oboje. 
Wziąłem głęboki wdech i podniosłem się z łóżka. Athena kręciła się przez dłuższą chwilę koło moich nóg, aż po chwili wskoczyła mi na kolana. 
- Niestety, ale muszę cię na trochę zostawić - mruknąłem cicho i odstawiłem ją na łóżko.
Wstałem i szybko naciągnąłem na siebie buty oraz kurtkę i wyszedłem z pokoju. Kompletnie nie wiedziałem co teraz robić, jak to wszystko będzie dalej wyglądać. W sumie, to ich sprawa i nie powinienem się w to mieszać, ale.. chyba nie potrafię. 
Zbiegłem szybko po schodach i udałem się w stronę stajni. Gdy tylko wszedłem do środka większość koni wychyliła głowy, jednak już po chwili wróciły do swoich codziennych spraw. Podszedłem do boksu Nemesis, która właśnie przeżuwała świeżą słomę. 
- Cześć piękna, może ty mi jakoś pomożesz? - Spytałem głaszcząc ją po głowie.
Klacz jedynie parsknęła i odwróciła się do mnie tyłem. Nemesis zawsze taka pomocna.
Wziąłem głęboki wdech i już miałem wychodzić, gdy usłyszałem, że kilka boksów dalej ktoś czyści konia. Od razu rozpoznałem Another i domyśliłem się, że właśnie tam jest Pain. Podszedłem bliżej i okazało się, że się nie myliłem. 
Co mam powiedzieć? Przecież nie zapytam jej, jak się czuje, albo nie powiem, że będzie dobrze. To tylko bardziej ją zdołuje, na pewno w żaden sposób jej tak nie pomogę. 
- Hej - odezwałem się.
 Super Theo, ale się postarałeś. 
Raczej nie byłem dobry w pocieszaniu kogoś, chociaż.. w sumie nie wiem. Zawsze to siostra wspierała mnie, gdy mama co chwila wracała do szpitala. Pamiętam, że nie lubiłem, gdy mówiła, że będzie dobrze, bo wiedziałem, że nie może mi tego obiecać. Zazwyczaj po prostu podchodziła do mnie i przytulała.
- Cześć - odpowiedziała, przez chwilę na mnie spoglądając.
Jej oczy, zawsze wesołe, teraz były spuchnięte od łez. Nie wiedziałem, co mogę dalej powiedzieć, żeby było to.. odpowiednie? Dziewczyna zabrała zgrzebła i wyszła z boksu. Wyminęła mnie i szybkim krokiem udała się do siodlarni.
Wziąłem głęboki wdech i ruszyłem za nią. 
- Pain.. - odezwałem się, gdy wszedłem do środka - Wiem co się stało. 
Dziewczyna odwróciła się w moją stronę i przygryzła wargę, chcąc pohamować napływające do jej oczu łzy. Podszedłem bliżej niej, delikatnie ją obejmując.


Pain?

piątek, 3 lutego 2017

Od Theo cd. Sherie

Nigdy nie lubiłem składać zamówień, ani samemu załatwiać spraw w urzędach, ale cóż. Życie jest okrutne. Wstałem z miejsca i spojrzałem na moich towarzyszy.
- Które? - Westchnąłem ciężko.
Wszyscy spojrzeli do karty i po chwili otrzymałem kilka numerów i wielkości, które musiałem zapamiętać. Podszedłem do lady i z pamięci spróbowałem wymienić wszystko kelnerce, która jedynie kiwnęła głową i zapisała wszystko w notesie.
- Czas oczekiwania: do pół godziny. - Uśmiechnęła się serdecznie.
Odwzajemniłem uśmiech, podziękowałem i wróciłem do stolika.
- Wziąłeś numer? - zaśmiał się Luke.
- Jaki numer? - Zmarszczyłem brwi.
- No do kelnerki.
Wywróciłem jedynie oczami i kopnąłem Luke'a pod stołem. Chciałem mu coś odpowiedzieć, jednak zauważyłem trzy nieodebrane połączenia. Były od siostry.
- Przepraszam was na chwilę, zaraz wrócę - mruknąłem odchodząc od stolika.
Gdy zorientowałem się, że to połączenia od mojej siostry, zamarłem. Zawsze bałem się, że chodzi o mamę, co było bardzo możliwe zważywszy na jej stan w ostatnim czasie.
Odszedłem kawałek i wybrałem numer Scarlett, która niemal natychmiast odebrała.
- Co jest? - Zadałem najstotniejsze pytanie w tym momencie.
- Mama jest w szpitalu, lekarze chcą dać jej kolejną partię chemii. Jej stan ogólnie jest w porządku, jednak pogarsza się.
Cholera.
Od razu uderzyło we mnie poczucie winy. Mogłem jej nie zostawiać.
- Nie chciała, żebym do ciebie dzwoniła, ale uznałam, że powinnam.
- Mogę z nią pogadać?
- Później. Teraz ja jestem w domu, przyjechałam tylko po jej rzeczy. Odezwę się jak u niej będę.
Mruknąłem ciche okej, a Scarlett rozłączyła się.
Nie mogę do nich wrócić. Nie potrafię tak po prostu tam pójść i spędzić z nimi czas, gdy wiem, że moja mama leży właśnie w szpitalu. Wziąłem głęboki wdech i skierowałem się w stronę pizzeri. Wszyscy siedzieli przy stoliku i z szerokimi uśmiechami prowadzili zaciętą rozmowę.
- Ym.. przepraszam was, ale muszę już wracać.

Sherie?
to jest tak słabe.. przepraszam, ale zimowisko wypłukało ze mnie całą wenę

wtorek, 31 stycznia 2017

Od Theo cd. Sherie

Wróciłem ze stajni, wziąłem szybki prysznic i przebrałem się w czarne jeansy i tego samego koloru bluzę. Na pizzę mieliśmy jechać za dokładnie pół godziny, więc miałem jeszcze trochę czasu, żeby odpocząć po ciężkim treningu. Dzisiaj szło mi bardzo dobrze, a i Nemesis wyjątkowo się starała. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda nam się wystartować w zawodach, bo jestem pewny, że byśmy sobie poradzili.
Zabrałem z biurka telefon i położyłem się na łóżku. Athena od razu wyczuła odpowiedni moment i szybko wskoczyła na mnie kładąc się na moich brzuchu. Pogłaskałem kotkę, na co ta po chwili zmrużyła swoje małe oczka i zaczęła mruczeć.
- Ty też wolisz mówić po polsku? - zaśmiałem się - Chociaż.. raczej słuchać, a nie mówić.
Athena nie zwróciła na mnie większej uwagi, z czego od razu wywnioskowałem, że jednak tylko Nemesis rozumie w innym języku.
Odblokowałem telefon i zacząłem przeglądać Instagram, a zaraz po nim Snapchata. Nim się obejrzałam nadeszła już pora się zbierać. Wstałem z łóżka, naciągnąłem na siebie buty i kurtkę oraz zabrałem kluczyki od samochodu. W końcu było nas sześcioro, więc nie pojedziemy jednym.
Zamknąłem pokój i udałem się w stronę mieszkania Sherie. Gdy zatrzymałem się przed jej pokojem zapukałem kilka razy do drzwi, które po chwili z lekkim skrzypnięciem się uchyliły.
- Gotowa? - spytałem z uśmiechem.
- Oczywiście - odpowiedziała - Tylko ubiorę buty.
Dziewczyna szybko założyła buty i kurtkę oraz wzięła swoją torbę.
- Teraz już w stu procentach gotowa - zaśmiała się.
Zamknęła pokój na klucz i zeszliśmy na dół, gdzie wszyscy już czekali.
- To jak jedziemy? - spytałem.
- Po trzy osoby. Ja, Pain i Niall, a wam podrzucę Selenę - odpowiedział Luke.
- Dzięki bracie, ja też cię kocham - powiedziała Selena uderzając brata w ramię, na co ten zaczął się śmiać.
Żeby uniknąć ich kłótni od razu udaliśmy się do samochodu. Selena od razu wpakowała się na tylne siedzenie, a Sherie usiadła z przodu. - Ogólnie, to ktoś już zdecydował, gdzie dokładnie jedziemy? - spytałem odpalając silnik.
- Nie wiem, Luke już wyjechał, więc pewnie sam o tym zadecydował - burknęła Sel.
Selena i Luke to było naprawdę wspaniałe rodzeństwo. Ostatnio często zdarzały im się sprzeczki, jednak trwały one zazwyczaj nie dłużej, niż pół dnia.
Dojechaliśmy do miasta w jakieś 20 minut i zaparkowaliśmy zaraz przy galerii handlowej.

Sherie?
wybacz za długość, chwilowo wena mnie opuściła ;_;

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Od Theo cd. Sherie

Wróciłem do siebie i biorąc czyste ubrania poszedłem do łazienki, żeby wziąć prysznic. Athena wygrzewała się właśnie na grzejniku i nawet nie zwróciła zbytniej uwagi na to, że ktoś wszedł do pokoju. Po prysznicu przebrałem się w czarną bluzę i ciemne jeansy.
Gdy wyszedłem z łazienki Athena zmieniła już swoje miejsce i teraz wylegiwała się na moim łóżku. Podszedłem bliżej i przesuwając ją kawałek dalej położyłem się obok. Wyjąłem z kieszeni telefon, a kotka w tym czasie zdążyła położyć się już na moich plecach. W pierwszej kolejności wszedłem na Facebooka i zacząłem odpisywać na wiadomości. Odkąd jestem w akademii mam bardzo mało czasu wolnego, żeby móc po prostu z kimś popisać.
Gdy już skończyłem przeglądać główną, sprawdziłem jeszcze insta i odebrałem snapy, jednocześnie odczytując kilka story. Nie miałem zbytniej ochoty ruszać się już dzisiaj gdziekolwiek, jednak było dość wcześnie i.. miałem sporo do zrobienia. Za dziesięć minut jest obiad, wieczorem mam dodatkowy trening, a wcześniej muszę jechać do miasta, żeby kupić nowy kantar i ochraniacze dla Nemesis. Po chwili usłyszałem ciche pukanie do drzwi. Starałem podnieść się tak, żeby zbytnio nie zdenerwować Atheny, bo kotka często lubiła drapać, jednak ona wbiła pazury w moją bluzę i utrzymała się na moich ramionach.
- No już, schodź - powiedziałem do niej próbując oderwać ją od swoich ubrań, chociaż było to dość ciężkie.
Dopiero gdy podszedłem do drzwi, poczuła się zagrożona możliwością upadku i pozwoliła mi się zdjąć z moich ramion. Otworzyłem drzwi jednocześnie odstawiając kotkę na podłogę, a ta zakręciła się wokół moich nóg. Sherie stała przy drzwiach i po chwili jej policzki oblały się rumieńcem.
- Cześć... - odezwała się, po czym spuściła wzrok na podłogę - Czy mógłbyś mi pokazać, gdzie znajduje się stołówka?
- Jasne. - Uśmiechnąłem się - Właśnie planowałem iść już na obiad.
Nacisnąłem buty i cudem odciągnąłem Athenę od moich nóg. Kotka dumnym krokiem udała się w stronę swojego ulubionego i najcieplejszego miejsca w pokoju, czyli oczywiście do grzejnika. Zabrałem klucze z szafki i zamknąłem pokój.
- W której jesteś grupie? - spytałem, żeby zapobiec niezręcznej ciszy.
- W pierwszej, a ty? - Uśmiechnęła się nieśmiało.
- W trzeciej, raczej nie spotkamy się zbyt często na treningach. - Zmarszczyłem brwi - Tutaj jest stołówka. - Kiwnąłem głową w stronę pomieszczenia.
Gdy podeszliśmy bliżej otworzyłem Sherie drzwi, a na delikatnie się uśmiechając spuściła wzrok. Weszliśmy do środka i na szczęście kolejka nie była jeszcze zbyt długa. Kilka znajomych osób zajęło już miejsca przy stolikach, a my ustawiliśmy się po posiłek. Dzisiaj była pierś z kurczaka z ryżem.
Wzięliśmy swoje tacki i zaciągnąłem dziewczynę w stronę stolika, przy którym siedział Luke, Niall, Pain i Selena. Uznałem, że dobrze by było, gdyby Sherie poznała już kogoś jeszcze.
- Cześć. - Uśmiechnąłem się - To Sherie, przyjechała dzisiaj. Sherie, to Luke, Niall, Pain i Selena - przedstawiłem wszystkich po kolei.
- Cześć. - Uśmiechnęła się nieśmiało i zajęła wolne miejsce przy stoliku.
Selena od razu zaczęła ją zagadywać, chcąc, by czuła się swobodnie w ich towarzystwie.
- Co wy na to, żeby dziś wieczorem pojechać na pizzę? - zaproponował Luke.
Wszyscy przytaknęli, tylko ja i Sherie wstrzymaliśmy się od odpowiedzi.
- Bardzo chętnie - odpowiedziałem w końcu - A ty co o tym sądzisz Sherie?

Sherie?

niedziela, 29 stycznia 2017

Od Theo do Sherie

- Theo, skup się! - zawołała pani Ruby.
Skierowaliśmy się na mur i tym razem bardziej przypilnowałem Nemesis. Klacz mocno się wybiła i nareszcie udało nam się zrobić cały przejazd prawidłowo. Wcześniej polegliśmy na murze, a to była już nasza trzecia próba.
- Bardzo ładnie! - Uśmiechnęła się instruktorka. - Wystarczy na dziś.
Kobieta wyjęła z kieszeni telefon i szybko zaczęła zbierać swoje rzeczy.
- Rozstępuj Nemesis, ja muszę teraz iść. Ktoś nowy przyjechał. - Wyszczerzyła się i przestąpiła kilka razy z nogi na nogę.
Właścicielka za każdym razem, gdy przyjeżdżał ktoś nowy, była bardzo podekscytowana. Chciała robić jak najlepsze wrażenie o sobie i o całym uniwersytecie.
Kiwnąłem głową i skierowałem klacz na ścianę. Pomimo dość długiego treningu nie była zbytnio zmęczona, a ją widziałem, że bardzo chętnie by jeszcze poskakała. Ruszyliśmy spokojnym stępem, a ja dałem jej luźniejszą wodzę i wyjąłem nogi ze strzemion. Gdy Nemesis poczuła, że za bardzo się rozluźniłem, przeszła ze spokojnego stępa do galopu, jednocześnie strzelając kilka baranków.
- Ejej, spokojnie - mruknąłem zbierając wodze.
Klacz jeszcze przez chwilę stawiała opory, jednak w końcu zwolniła. Tym razem już nie dałem jej takich luzów. Zrobiliśmy trzy okrążenia wokół hali i zatrzymałem Nemesis na środku. Zeskoczyłem z klaczy i złapałem wodze, prowadząc ją w stronę wyjścia. Udaliśmy się prosto do stajni, a chwilę przed naszym wejściem stajenni wprowadzili nowego konia.
Wprowadziłem Nemesis do boksu i rozsiodłałem, a ta od razu zaczęła podgryzać kieszenie mojej kurtki.
- Myślisz, że zasłużyłaś na marchewkę? - spytałem śmiejąc się.
Często wydawało mi się, że klacz o wiele więcej rozumie po polsku, niż po angielsku, dlatego zdarzało mi się tak do niej mówić.
Nemesis zarżała i zaczęła machać głową, wciąż sięgając do moich kieszeni.
- Za bardzo cię rozpieszczam. - Wywróciłem oczami i wyjąłem z kieszeni dwie marchewki.
Klacz cofnęła się o kilka kroków i zarżała radośnie. Zawsze, gdy dostawała marchewki musiała się trochę postarać.
Wyciągnąłem rękę że smakołykiem w jej stronę, a ta przechyliła się do przodu, by ją dosięgnąć.
- Pięknie - odezwałem się, gdy złapała marchewkę.
Podszedłem bliżej niej i kucnąłem podając jej marchewkę między nogami, tak, że musiała się ukłonić. Klacz poradziła sobie bez problemu, bo czego to nie robi się dla marchewek. Poklepałem ją po szyi i wyszedłem, upewniając się, że dobrze zamknąłem boks. Ostatnio, gdy tego nie dopilnowałem przez ponad godzinę biegałem próbując ją złapać, za to ona bawiła się w najlepsze.
Wyszedłem ze stajni i zobaczyłem jak pani Ruby rozmawia z jakąś dziewczyną i jak mniemam nową uczennicą.
- Theo! Chodź tu na chwilkę! - zawołała właścicielka, gdy tylko mnie zobaczyła.
Podszedłem bliżej i przyjrzałem się lepiej nowej dziewczynie. Była dość niska i jednocześnie szczupła. Zielone oczy idealnie podkreślały jej urodę w połączeniu z długimi, ciemnymi włosami. Jednak pierwszą rzeczą jaka rzuciła mi się w oczy były liczne piegi na twarzy dziewczyny.
- Theo, pomożesz Sherie zanieść bagaże do pokoju, prawda? - spytała.
- Oczywiście - odpowiedziałem z uśmiechem.
- Oh, ale brzydko was sobie przedstawiłam - jęknęła pani Ruby - Sherie Brooke, to Theo Christian. Theo, to Sherie. Ugh.. teraz zbyt oficjalnie.. chyba nie jestem w tym zbyt dobra - zaśmiała się.
- Niestety muszę przyznać pani rację. - Uśmiechnąłem się i wyciągnąłem rękę w stronę dziewczyny - Theo.
- Sherie. - Odwzajemniła uśmiech i uścisnęła moją dłoń.
- Radzę wam się pospieszyć, bo za chwilę będzie obiad, na którym oboje macie się pojawić - oznajmiła pani Ruby - Po drodze zajdźcie na portiernię, klucz do pokoju Sherie powinien już tam leżeć.
Kiwnęliśmy głowami, a pani Ruby z szerokim uśmiechem udała się w stronę stajni.

Sherie?
tak na marginesie: to co pisane kursywą Theo mówił po polsku XD

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Od Theo cd. Malii

Z Malią poznaliśmy się, gdy byliśmy jeszcze małymi dziećmi. Mieszkałem wtedy jeszcze z rodzicami w Sacramento ( stolicy Kalifornii ) i chodziliśmy razem do jednej szkoły. Na początku się nie lubiliśmy, można powiedzieć, że wręcz nieznosiliśmy i ciągle sobie dokuczaliśmy. Pamiętam jak kiedyś obciąłem jej włosy, a ona odwdzięczyła się wylewając mi farbki na głowę. Skarżyliśmy na siebie nawzajem do nauczycieli, albo załatwialiśmy sprawy bardziej osobiście. Kiedyś podbiła mi oko! No, ale nie mogłem jej oddać, bo.. była dziewczyną.
Dopiero z czasem trochę wydorośleliśmy, jednak wtedy musiałem się wyprowadzić. Tata dostał dobrą pracę w Los Angeles, mamie również złożono ciekawe oferty pracy i.. tak się stało. Później widywaliśmy się już tylko w wakacje, jednak ciągle utrzymywaliśmy. Z czasem wszystko się urwało. Ostatni raz widzieliśmy się rok temu, na moich osiemnastych urodzinach. Dokładnie pamiętam, to znaczy niezbyt dokładnie, jak się wtedy upiliśmy. Wtedy pierwszy raz między nami wydarzyło się coś, co wykroczyło poza bariery przyjaźń. Pierwszy raz się całowaliśmy.
Nie mam pojęcia, czy Malia była w stanie, żeby to pamiętać. Kolejnego dnia zachowywaliśmy się już normalnie, tak samo jak wcześniej. Głupio mi było o to zapytać, więc tak o to żyłem w nieświadomości.
*     *     *
- Ja nie wiem - jęknąłem - Najchętniej poszedłbym spać.
Zmiana czasu również dała mi się we znaki. Lot trwał niecałe 10 godzin, czyli wylatujac o 19 ( lot się bardzo opóźnionił ) powinienem być na miejscu o 6 nad ranem, jednak z bólem serca należy doliczyć zmianę czasu, czyli jest dokładnie godzina 14.
Niby siedzisz przez całą drogę, a i tak się zmęczysz! Czułem się jak wrak i jedyne o czym myślałem w tym momencie to położyć się i pójść spać. 
- Pośpisz sobie w nocy - zaśmiała się Malia.
- W Los Angeles jest teraz godzina 6, właśnie bym sobie spokojnie spał - jęknąłem rzucając się na łóżko.
- Oj, przestań. Rozpakujesz się i może, podkreślam: moooże, pozwolę ci pójść spać. - Uśmiechnęła się szeroko.
- Oh, ale z ciebie dobry człowiek - mruknąłem chowając twarz w poduszce.
- Rozumiem, że musisz odpocząć, ale najpierw obowiązki, później przyjemności - zacytowała ulubione słowa mojej mamy.
Podniosłem wzrok na dziewczynę, która stała właśnie na środku pokoju i przyglądała mi się z szerokim uśmiechem. Wziąłem głęboki wdech i podniosłem się z łóżka.
- Brawo! - Krzyknęła radośnie, klaskając w dłonie - Robimy postępy!
- Jak tylko odzyskam siły to zobaczysz! - zaśmiałem się.
- Jasne! Już się boję! - Uśmiechnęła się.
Podszedłem do pierwszej walizki i otworzyłem ją. Na szczęście ubrania składała mi Scarlett, więc były w idealnym stanie i wystarczyło tylko przełożyć je do szafy. Siostra czasem traktowała mnie bardziej jak swojego syna, którym trzeba się zaopiekować, niż brata. Odkładając coraz to nowe rzeczy na ich nowe miejsca, zaraz zabrałem się za drugą walizkę. Malia leżała na łóżku z telefonem, sprawdzając co chwila, czy za bardzo się nie obijam.
O dziwo poszło mi to dość szybko i pół godziny później wszystko było już wypakowane. Walizki położyłem na szafie, mając nadzieję, że później znajdę dla nich lepsze miejsce. Nalałem wodę do miski Atheny, a kotka od razu zeskoczyła z parapetu. 
- Skończyłem! - Uniosłem ręce - Mogę już iść spać? 
Malia spojrzała na mnie uważnie, żeby mieć pewność, że nie kłamię. Dziewczyna wstała z łóżka i zatrzymała się przede mną. 
- Gratuluję. Pozwalam ci leżeć i odpoczywać, ale nie spać! - zaśmiała się - Porozmawiaj ze mną, dawno się nie widzieliśmy. 
- Ygh. - Wziąłem głęboki wdech - Dobra. 
Położyłem się na łóżku, a Malia zajęła miejsce obok mnie. 
- Mogę cię o coś spytać? 
- Właśnie to zrobiłaś. - Uśmiechnąłem się szeroko, a Malia uderzyła mnie w ramie. 
- Oj, wiesz o co chodzi - zaśmiała się.
- Dobra, pytaj.
- Co miałeś na myśli.. - zaczęła Malia - .. gdy powiedziałeś, że gdybyś wiedział, że tu jestem to byś tak nie zwlekał z wyjazdem?
- Nie bałbym się tego, że się tu nie odnajdę, że się z nim nie zakoleguję, czy coś w tym stylu. Ten uniwersytet jest bardzo daleko od Los Angeles, zawsze można było znaleźć coś bliżej, ale jednak zaryzykowałem - odpowiedziałem przymykając oczy - No i trochę tęskniłem - dodałem śmiejąc się.


Malia?
Miało być dłuższe... ale nie wyszło..

niedziela, 22 stycznia 2017

Od Theo do Malii

- Spakowałeś wszystko? Na pewno nic nie zapomniałeś? - obudził mnie gorączkowy głos siostry.
Przekręciłem się na drugi bok, żeby nie musieć na nią patrzeć i nakryłem głowę poduszką.
- Przestań! Nie masz aż tak dużo czasu! - krzyknęła.
- Która godzina? - mruknąłem zerkając na nią.
Scarlett wyjęła z kieszeni telefon.
- Dziewiąta - odpowiedziała pewnie.
Jak to dziewiąta?! Samolot mam o 11, a muszę jakoś wpakować Nemesis do przyczepy, co nie ukrywam, jest dużym wyzwaniem.
Szybko zerwałem się z łózka, próbując nie zwracać uwagi na silne zawroty głowy, powstałe przez gwałtowną zmianę pozycji i skierowałem się w strony szafy. Oczywiście natury nie oszukasz! Po zrobieniu zaledwie kilku kroków runąłem na ziemię. Scarlett zaczęła śmiać się jak małe dziecko i usiadła przy biurku.
- Jak ja mam cię puścić do Anglii? - zaśmiała się melodyjnie.
- Poradzę sobie. Z resztą, to ty mnie do tego namawiałaś - mruknąłem próbując wstać.
- Jeżeli naprawdę to kochasz.. to powinieneś się kształcić.
- Nie chcę zostawiać mamy. To chyba nie jest najlepszy czas.. - zacząłem, jednak dziewczyna szybko mi przerwała.
- Mama chce, żebyśmy byli szczęśliwi. Gdy tylko usłyszała o Morgan University widziała, że na pewno chciałbyś tam pojechać. Ja tu zostaję, jest Mia, Matthew. Nie musisz się o nic martwić, chociaż.. nie jestem zadowolona z jej ostatnich wyników.
Właśnie w tym był problem. Mama choruje już od roku, a chemia niekoniecznie jej pomaga. To znaczy rak się nie rozwija, ale również się nie leczy. Stan jest.. stabilny. Wcześniej często musieliśmy jeździć do szpitala, bo co chwila jej się pogarszało. 
- Nie powinienem wyjeżdżać - stwierdziłem.
- Dobrze wiesz, że jeśli nie pojedziesz, mama zacznie się obwiniać. To również nie wyjdzie jej na dobre. 
Wziąłem głęboki oddech. Doskonale to wiedziałem, jednak i tak było mi cholernie ciężko. 
- Chodź na śniadanie. - Uśmiechnęła się.
Niepewnie kiwnąłem głową i razem zeszliśmy do kuchni.
Mama krzątała się przy kuchence i od razu rzuciła wszystko, gdy nas zobaczyła.
- Oh, mój mały chłopczyk.- Uśmiechnęła się szeroko przytulając mnie - Nie mogę uwierzyć, że już jesteś dorosły i.. i wyruszasz w świat.
Słyszałem, jak jej głos zaczyna się załamywać, w oczach pojawiają się łzy, a usta wciąż pozostają ułożone w szerokim uśmiechu.
- Mamo... jeżeli mam zosta...
- Przestań już, masz jechać. - Obdarzyła mnie ciepłym uśmiechem - Córciu, zrób mi zdjęcie z moim dorosłym synkiem - zaśmiała się.
- Jasne - odpowiedziała z uśmiechem Scarlett.
Siostra wyjęła z kieszeni telefon i szybko zrobiła nam zdjęcie. W tym momencie spojrzałem na zegarek.
- Czy on wskazuje dobrą godzinę? - spytałem widząc, że jest szósta.
- Jak najbardziej - odpowiedziała mama.
- Scarlett.. - jęknąłem

*        *        *

Spakowałem jeszcze wszystkie rzeczy Atheny i przygotowałem dla niej klatkę.
Przebrałem się i uznałem, że najwyższy czas zająć się Nemesis. Klacz miała swoje miejsce w pobliskiej stajni, znajdującej się naprzeciwko mojego domu. Było to coś na bazie pensjonatu, jednak właścicielka nigdy nie chciała przyjmować pieniędzy za udostępnianie nam boksu. Naciągnąłem na siebie czarną bluzę i udałem prosto do mojej klaczy.
W stajni przywitała mnie Katherine, która jest jej właścicielką.
- Nemesis jest już wyczyszczona, można ją pakować do przyczepy. - Uśmiechnęła się przyjaźnie. 
- Dziękuję. - Odwzajemniłem uśmiech.
Podszedłem do boksu Nemesis, a klacz wystawiła z niego głowę. Wyciągnęła szyję do przodu i zależała cicho. 
- Część piękna. Mam nadzieję, że jesteś gotowa na długą podróż. - Pogłaskałem ją po głowie.
Pokonanie tak długiej drogi samolotem trochę mnie przeraża, tym bardziej, że nie mam pojęcia jak klacz zareaguje na taką formę podróżowania. Przeszła już kilka badań u weterynarza, żeby mieć większą pewność jaki transport wybrać. Leciałem już kiedyś do Norwegii, jednak to coś trochę innego, bo byłem sam. Zdjąłem kantar z haczyka i założyłem go Nemesis, która na złość zadarła wysoko głowę. Przypiąłem jej uwiąz i wyprowadziłem ją z boksu.
Gdy wyszliśmy na zewnątrz, a klacz zobaczyła przyczepę, zaczęła się wycofywać. Wcale nie robiła tego ze strachu, po prostu nie miała ochoty na jazdę. 
*     *      *
Podróż minęła dość spokojnie, chociaż strasznie mi się dłużyła. Na lotnisko przyjechał jeden z pracowników Morgan University, żeby zabrać Nemesis. Trochę wysiłku wymagało ponowne wpakowanie jej do przyczepy, jednak poszło łatwiej, niż wcześniej. 
Jechałem właśnie za pracownikiem MU i rozglądałem się co chwila obserwując padający śnieg, którego było o wiele więcej niż u nas, w Los Angeles. Athena wylegiwała się na siedzeniu obok, co jakiś czas podnosząc głowę, żeby sprawdzić, czy dojechaliśmy.
Od Londynu jechaliśmy dość spory kawałek, jednak już z daleka rozpoznałem mury akademii. Co prawda, widziałem ją tylko na zdjęciach, a na żywo robiła o wiele większe wrażenie. Kierowca z przyczepą podjechał bliżej stajni, a ja zaparkowałem przy akademiku.
Od razu zabrałem z bagażnika część sprzętu Nemesis i udałem się do niej. Athena wyskoczyła z samochodu zaraz po mnie i zaczęła szaleć w śniegu. Pracownik zaniósł ekwipunek do siodlarni, a ja wyprowadziłem klacz z przyczepy, co było o wiele prostsze niż jej wprowadzenie. Przeszliśmy się kawałek po chodniku, żeby choć trochę się rozruszała po długiej podróży. Kotka kręciła się wokół jej nóg, co o dziwo nie stanowiło dla niej problemu. 
- Oh, witam - usłyszałem za sobą głos.
Odwróciłem się i dostrzegłem właścicielkę akademii. 
- Dzień dobry. - Uśmiechnąłem się. 
- Jestem Ruby Stewart, właścicielka, ale pewnie już to wiesz - zaśmiała się melodyjnie. 
- Theo Christian.
- Wspaniale, że przyjechałeś Theo, jak minęła ci podróż?
- Trochę męcząca, ale w porządku - odpowiedziałem.
- Boks jest już przygotowany, możesz zaprowadzić klacz, a potem przyjdź do sekretariatu w akademiku. - Uśmiechnęła się. 
Kiwnąłem głową i zaprowadziłem Nemesis do stajni. Znalezienie odpowiedniego boksu nie było trudne, ponieważ każdy z nich był podpisany. Klacz zaczęła gwiazdorzyć, jednak cudem udało mi się ją w porę opanować. Wprowadziłem ją do jej nowego królestwa i pogłaskałem po głowie.
- Musisz się przyzwyczaić, zostaniemy tu dłużej. - Uśmiechnąłem się.
*     *     *
Pierwsze co poszedłem do sekretariatu i gdy wszystko było już załatwione zaniosłem bagaże do mojego nowego pokoju. Athena od razu znalazła sobie miejsce przy grzejniku, a ja chciałem już zabrać się za rozpakowywanie, jednak przypomniałem sobie, że właśnie jest pora obiadu i pani Ruby prosiła, abym na niego przyszedł. Zmieniłem buty i wyszedłem z pokoju zamykając go na klucz.
Po drodze minąłem grupkę roześmianych osób i zacząłem czuć się trochę głupio, bo.. nikogo tu nie znam. No trudno, w końcu to mój pierwszy dzień tutaj, więc czego miałem się spodziewać?
Bez problemu trafiłem na stołówkę i wszedłem do środka. Kilka stolików było już zajętych i można było zauważyć, że wszyscy podzielili się na grupy. Wziąłem talerz i ustawiłem się w kolejce, gdy przed sobą zauważyłem kogoś znajomego.
- Malia?


Malia? 

Theo Christian i Nemesis

https://static1.squarespace.com/static/513677a0e4b037a1b7e9779f/577d607637c581fd0e25face/577d60d037c581fd0e25ff3f/1467834582557/HERO-15-CODY-CHRISTIAN_Page_3_Image_0001.jpg?format=1500w
Motto: "Tylko wtedy masz prawo skarżyć się na los, jeśli zasłużyłeś na lepszy."
Pitagoras
oraz
"Siła człowieka nie polega na tym, że nigdy nie upada, ale na tym, że potrafi się podnosić."
Konfucjusz
Imię: Theo
Nazwisko: Christian
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 15 kwietnia 1998 (19 lat)
Pochodzenie: United States; California; Los Angeles
Pojazd: Volvo XC90
Pokój: 22
Grupa: III
Poziom: Średnio zaawansowany
Koń: Nemesis
Głos: Cody Christian
Partner: -
Rodzina:
Lauren Nowacka - matka, 41 lat
Matthew Christian - ojciec, 47 lata
Scarlett Christian - starsza siostra, 23 lata, wspólne dziecko Lauren i Matthew
Mia Christian - młodsza siostra, 15 lat, dziecko z poprzedniego związku Matthew
Lauren i Matthew rozwiedli się dwa lata temu. Można powiedzieć, że cały proces był "pokojowy", po prostu uznali, że tak będzie lepiej i rozeszli się bez zbędnych kłótni. Ciągle utrzymują ze sobą kontakt, spotykają się czasem na kawie, wychodzą na zakupy, są jak dobrzy przyjaciele.
Po rozwodzie Mia zamieszkała z ojcem, a Theo i Scarlett z matką. Wszyscy zostali przy nazwisku Christian, jedynie Lauren zmieniła je na swoje panieńskie, które jest polskiego pochodzenia. Kobieta wcześniej nazywała się Laura Nowacka.
Aparycja: Theo nie jest za wysoki, ale też nie za niski, uznajemy, że średniego wzrostu ( 1,73 m ) Włosy ma krótkie w kolorze jasnego brązu. Jego oczy są szare, chociaż czasem wydają się bardziej niebieskie, albo bardziej zielone. Chłopak dużo trenuje, ma wysportowaną i umięśnioną sylwetkę.
Charakter: Theo pochodzi z bogatej rodziny i nigdy niczego mu nie brakło. Większość szybko wyrabia sobie o nim błędne zdanie i przywyknął do opinii tego "wrednego i rozpieszczonego". Dlaczego? Sam nie wie, kiedyś usłyszał, że po prostu na takiego wygląda. Zawsze dostawał to co chciał, jednak nigdy nie czuł się przez to lepszym od innych. Od zawsze lubił pomagać, po zajęciach w szkole pracował jako pomocnik weterynarza ( robił to bardziej w formie wolontariatu ). Niektórzy uważają go za idiotę, bo skoro ma pieniądze to po co pracuje? Fakt, Theo zawsze palił się do pracy. Nie lubił brać pieniędzy od rodziców, wolał sam zarabiać na swoje potrzeby. Zawsze bardzo interesował się sportem, jednak piękno jeździectwa odkrył dość późno, bo zaledwie pół roku przed jego 19 urodzinami. Gdy jego miłością stało się jeździectwo chciał się kształcić właśnie w tym kierunku. W swoim miejscu zamieszkania, niestety nie miał do tego aż tak wielkich możliwości i po namowach siostry i matki postanowił wyjechać do Morgan University. Chłopak bardzo chętnie i szybko zdobywał nowe umiejętności. Christian twardo stąpa po ziemi i ponosi konsekwencje swoich czynów. Zawsze usilnie próbuje uciec przed problemami, jednak nigdy nie ucieka od ich skutków. Rodzina i bliscy są dla niego najważniejsi i jest gotowy do wielu poświęceń. Szczery, czasem aż do bólu, bo w końcu lepsza najgorsza prawda niż najlepsze kłamstwo. Uprzejmy, charyzmatyczny, zabawny i dość nieśmiały nastolatek. Zawsze dąży do celu, wysoko stawia poprzeczkę, a każdy swój odwrót uważa za porażkę, która silnie działa na jego samoocenę. Potrafi być naprawdę wredny i chamski, ale zazwyczaj tylko wtedy gdy ktoś ostro zajdzie mu za skórę. Nie jest łatwo go zdenerwować, ale gdy już się to komuś uda, łatwo nie odpuści.
Zainteresowania: jeździectwo, jazda na deskorolce, czytanie książek ( głównie fantastyka ), łucznictwo, sport - dosłownie wszystko, piłka nożna, ręczna, siatkówka, koszykówka, pływanie, biegi i wiele innych dyscyplin
Inne: 1 | 2 | 3
Mówi biegle po polsku (jego matka jest Polką).
Interesuje się mitologią.
Lubi sos Guacamole.
Jest chrześcijaninem, jednak jego wiara nigdy nie była zbyt silna, w przeciwieństwie do jego matki i siostry.
Kiedy był mały, złamał sobie prawą rękę.
Lubi maczać frytki w milkshake’ach.
Jeśli chodzi o ciuchy, jego dwie ulubione marki to G-Star oraz Karmaloop.
Jest wielkim fanem horrorów
Rok temu zdiagnozowano u jego mamy raka piersi. Od tego czasu stara się spędzać z nią jak najwięcej czasu.
Uważa, że ludzie powinni czytać więcej książek.
Kocha koty! Teraz również konie.
Uwielbia ananasy.
Codziennie można go ujrzeć na siłowni.
Lubi sushi.
Uważa, że taniec nie jest dla niego.
Lubi podróżować, gotować i oczywiście grać w gry wideo.
Kiedyś próbował swoich sił w rapowaniu.
Kontakt: Ziuta2704
Inne Pupile:
Athena
http://s3.favim.com/orig/150129/bohemian-boho-cat-cats-Favim.com-2428822.jpg

ddcee2f0cbd0b235351c76d06893d06a.jpg
Imię: Nemesis
Płeć: Klacz
Rasa: Achał Tekiński
Data urodzenia: 13 czerwca 2011 (6 lat)
Charakter: W mitologii greckiej "Nemesis" była boginią zemsty, sprawiedliwości i przeznaczenia. Nazywana kobietą bez winy i wstydu zsyłała na ludzi szczęście lub niepowodzenie, ścigała przestępców i decydowała o losie w zależności od zasług. Imię jest idealnie dopasowane do klaczy. Szybko wyrabia sobie zdanie o ludziach, których spotyka na swojej drodze i albo jest dla nich znośna i w miarę posłuszna, albo wręcz przeciwnie. Porusza się dumnie i z wielką gracją, chcąc być w centrum zainteresowania. Konie Achał Tekińskie są krnąbrne i zazwyczaj dają się okiełzać jednej osobie, której mogą zaufać. W tym przypadku znalazły się takie dwie. Była właścicielka i zaraz po niej Theo. Klacz nie pozwalała dosiadać się byle komu i dla wielu kończyło to się licznymi upadkami. Jakże wielki błąd musiał nastąpić, gdy przydzielono ją do początkującego jeźdźca, który ledwo utrzymywał się przy szybszym kłusie. Nemesis była bardzo dobrze wyszkolona i można przyznać, że to właśnie ona uczyła chłopaka jeździć. Widocznie go polubiła i obdarzyła cennym dla niej zaufaniem. Jest bardzo inteligentna, wymaga ostrożnego i życzliwego szkolenia; nie reaguje pozytywnie na kary i może próbować się mścić (głównie poprzez podgryzanie).
Specjalizacja: Wyścigi, zawody wytrzymałościowe
Umiejętności: Nemesis ma niezwykle płynne, mocne i pełne gracji ruchy. Ma bardzo duże możliwości, jednak nie zawsze ma chęci do ich realizacji.
Właściciel: Theo Christian