Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Juliet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Juliet. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 maja 2018

Od Juliet cd. Andy

Przez to wszystko nie liczyłam, że Andrew wróci do Uniwersytetu, nawet może w jakiś stopniu przywykłam, że mogę go nie zobaczyć. Ale kiedy zobaczyłam go, myślałam, że może mi się zdawało. Nie ty razem. Przestraszyłam się i stwierdziłam, że ucieczka będzie najlepszy wyjściem. Odwróciłam się, zamierzając jak najszybciej ukryć się u swojej klaczy. Zdążył się odezwać.
-Juliet!Zaczekaj.- zawołał spokojnie, szybko stając przede mną.
- Wszystko w porządku?- spytałam, uśmiechając się delikatnie. - Na wcześniejszych rozprawach było ciężko.- dodałam, przygryzając wargę, kiedy przypomniałam sobie to wszystko.
- Wszystko się wyjaśniło, zebrali zeznania od wielu świadków, a Richard i Miranda poszli siedzieć- odpowiedział tak szybko, że aż poczułam się, że wtrącam się w nie swoje sprawy, ale kto chciałby rozmawiać o tym, że został oszukany przez najbliższych. W końcu zapanowała cisza,a wraz z nią poczułam się niezręcznie. Wypuściłam powietrze, co się z nami stało?
- Możemy się przejść?- przerwał ciszę, w momencie kiedy chciała, powiedzieć cokolwiek.
Czemu zawsze, gdy na niego patrzę od razu chcę płakać. Nie  wiem co spowodowało, że nagle zrobiłam się zła. Tak byłam zła i to cholernie. Jak mogliśmy pozwolić, żeby to wszystko znalazło się w takiej potwornej sytuacji.
- Czy możemy się przejść?...  Powiedz mi.... powiedziałeś, że mnie kochasz....
- Bo to prawda- wtrącił się, nawet nie dając mi dokończyć.
- Powiedziałeś, że wciąż mnie kochasz, wciąż a przez ostatni rok nie wiedziałeś kim jestem.
- Wiem do czego zmierzasz... Cały czas Cię kochałem, nie znając się. To jest ten rodzaj miłości, która trwa już do końca- uśmiechnął się delikatnie.
- Powiedziałeś to i zniknąłeś na dwa tygodnie. Wiesz jak się czułam? Chciałam Cię odwiedzić w areszcie i co usłyszałam? Że nie chcesz widzieć nikogo z zewnątrz, tyko rodzina.
- Nikt mnie nie powiadomił.... nikt - zrobił krok w moją stronę, cofnęłam się. - Przepraszam, przepraszam za wszystko.- pociągnęłam nosem.
Andy wyciągnął prawą dłoń w moją stronę, ale zanim zdążył zrobić jakikolwiek ruch, ruszyłam w jego kierunku. Niemal od razu zamknął mnie w uścisku, na  początku moje ramiona zwisały luźno wzdłuż ciała, zapomniałam już jakie to wspaniałe uczucie być przy nim.

- Myślałem, że chcesz to wszystko przemyśleć....- szepnął przy moim uchu.
- Na początku... tak, ale potem chciałam Cię zobaczyć.
- Przepraszam. Tylko tyle mogę powiedzieć.
Przycisnął mnie do swoje klatki piersiowej. Tak długo wzbraniałam się przed uczuciem, którym  go darzę. Nie mogę go stracić, On .... On jedyny daje mi szczęście nawet o tym nie wiedząc. Przez te dwa tygodnie moje życie było pochłonięte przemyśleniami. Zgubiłam się licząc wszystkie nieobecności na zajęciach. Chciałabym, aby ta szopka była jedynie złym snem, z którego obudzę się, przytulona do jego ciała.
- Juliet, kocham Cię i jeżeli będę musiał, będę powtarzał to do końca życia. Nie stracę Cię kolejny raz- powiedział cofając się, żeby spojrzeć na moją twarz.
- Co jeśli znowu coś nas rozdzieli? Kolejny raz tego nie przeżyje.
- Nic... nie pozwolę na to. - szepnął zrezygnowany- Dałaś mi kiedyś bryloczek i powiedziałaś, że póki będę go miał, będziesz mnie kochać- wsadził jedną rękę do tylnej kieszeni, wyjmując ową rzecz.
Cały czas ją miał...
- Oddaję Ci to, jako wyraz MOJEJ miłości- położył to na moją rękę, którą trzymał w swojej.
- Skąd?.... Ty.... to....
- Pamiętam? Codziennie wraca jakieś wspomnienie i wiem, że z czasem wszystko wróci, ale wierzę, że do tego czasu stworzymy nowe.
Uśmiechnęłam się, czując, że łzy zbierają się w kącikach. Powoli mój wzrok zetknął się z jego. Bo  był ten  moment, który w filmach przestawiają zwolnionym tempem i zamazanym tłem dookoła głównych bohaterów.
Nic więcej nie nie liczy, widziałam tylko Andy'ego, który był kilka centymetrów od mojej twarzy. Przeniosłam ręce na jego szyje, ostatni raz spojrzałam w jego oczy, po czym musną moją wargę.
To był delikatny i powolny pocałunek. Nie potrzebowaliśmy teraz pożerania naszej twarz. Tyle czasu byliśmy osobno, że po prostu chcieliśmy się sobą nacieszyć.
Zaczynamy nowy etap, wszystko co było wcześniej jest za nami. Prawda? Bo chyba już wystarczająco wycierpieliśmy.
Chłopak odsunął się  minimalnie ode mnie, łapiąc oddech, nie przestając się uśmiechać.
- Chcesz tego? Chcesz mnie?- spytał, zbierając zbłąkane włosy z mojej twarzy. Zanim zdążyłam odpowiedzieć o nasze głowy rozbiło się kilka kropelek deszczu, a po nich coraz więcej i więcej. 
- O niczym inny nie marzę- oparłam nasze czoła, przejeżdżając ręką po jego twarz.
Nie mogłam powstrzymać płaczu, który zmieszał się z deszczem. Byłam szczęśliwa. Przy nim.





ANDY?( wymyślisz coś fajnego?) 

niedziela, 18 marca 2018

Od Juliet cd. Andy

Siedziałam właśnie w pokoju, patrząc na sufit. Zaczynało już się ściemniać, a ja pomimo zmęczenia nie mogłam spać. Rzuciłam się na poduszkę. Nienawidziłam takich chwil. Mialam za dużo czasu na przemyślenia i analizowanie. A trochę spraw było do tego. Wolałam nie myśleć co teraz robi Andy, czy ma mi to za złe? Odezwie się jeszcze do mnie? Jednak najbardziej przerastał minie fakt mojej kariery. Tyle się starałam, żeby ktokolwiek mnie zauważył i chodź nie chciałam niczyjej pomocy, Andy bardzo pomógł mi w tym kierunku. A ja to wszystko zniszczyłam, zresztą nie tylko to....Tęsknię za  uczuciem będąc w wytwórni, w studiu.  Może jak tak wszystko odkręcam to i w tę stronę należy coś zrobić? Spojrzałam na mój zeszyt, głowie służym mi jako brudnopis, ale ostatnio pojawiło się tam kilka piosenek. No cóż.... Najwyższy czas wrócić. Wzięłam telefon i wybrałam numer do ( byłego) menadżera.Odebrał  po drugim sygnale. jego głos był zaspany i zachrypnięty. Obudziłam go, z resztą normalny człowiek śpi o tej porze.- Tak? - mruknął.

-To ja - westchnęłam.- Wiem, że mówiłam, że nie chce mieć z Tobą nic wspólnego, ale.... brakuje mi muzyki. 

- Wiedziałem, że prędzej czy później zadzwonisz. Więc.... czego oczekujesz?
- Póki co studio, co będzie dalej to Twoja decyzja - przygryzłam wargę, wsłuchując się w ciszę po drugiej stronie.
- Juliet. Co jeśli będzie tak jak ostatnio? Nie mogę ryzykować swojej reputacji, wiesz ile osób mam na Twoje miejsce? - skuliłam nogi do piersi.
Straciłam szansę.
- Wiem. Wiem to wszystko. Teraz będzie inaczej, obiecuję. Miałam załamanie, za dużo na głowie. - starałam się, aby mógł głos brzmiał pewnie.
- Jeśli zobaczę, że nie masz już ochoty, że wymigujesz się i nie starasz. Kończę to. - od razu się zgodziłem. - Masz wszystko gotowe, żeby zacząć?
- Tak. Jest jedna piosenka, którą chcę nagrać.
- Za godzinę w Red Bull studio, wyślę Ci adres. - uciął krótko. Rozłączył się.
Nie spuszczałam wzoru z telefonu, zaczęłam nawet odliczać sekundy. Po chwili, która była wiecznością dostałam adres.
                          155 Tooley St.
Wstałam, darując sobie ścielanie łóżka i od razu poszłam do łazienki. Myjąc zęby, zadzwoniłam po taxi, nie chcąc później na nią czekać, lepiej będzie jak ona czeka na mnie. Uczesałam włowy, pozwalając  swobodnie opadając na ramieniu. Wyjęłam z szafy leginsy i ciemną koszule. Nie mogłam zbyt długo zastanawiać się ciuchami, ten czas wolałam wykorzystać na makijaż, który zrobilam o wiele mocniejszy. Tak jak dawniej. Spakowałam zeszyt do torby, odrzucając kosmetyczke i ładowarkę, tak na wszelki wypadek. Założyłam wysokie botki i biorąc do rąk ramoneske, wyszłam z pokoju. Obok mnie przebiegł Andy, nie zwracając uwagi na moją osobę.

- Andy. - powiedział licząc, że się zatrzyma i nie myliłam się.

- Wiem już wszystko, muszę się z nim teraz spotkać. - był poddenerwowany. Znałam go zbyt dobrze, udawał, że to nic takiego, a wewnątrz buzował. 

- Z kim? 

- Z Richardem, zabiję go za to co mi zrobił, zabiję go za to, co nam zrobił.- znowu ruszył do przodu 

- Co masz na myśli? Andy nie rób nic pochopnie. To Twój przyjaciel i menadżer, jakoś..... jakoś się to wyjaśni. Musisz być tylko spokojny- nie wiem co się dzieje, ale nie mogę pozwoliv, aby  zrobił coś głupiego co mogłoby zaszkodzić jego karierze. 

- Wyjaśnię Ci wszystko, ale później. Muszę jechać. - powiedział szybko i zbiegł po schodach. Ruszyłam za nim, ale zanim wybiegłam za dwór chłopak zdążył odpalić samochód. Stanęłam przed maską jego auta, nie spuszczając z niego wzroku. Miał mocno zaciśniętą szczękę. Wypuściłam powietrze, odchodząc na bok. Ruszył z piskiem opon. Nic by nie dało, gdybym go zatrzymała. Teraz muszę się zająć sobą, przez krótką chwilę. Jak wrócę wyjaśnię to wszystko.

Samochód czekał już na mnie za bramą a kiedy wsiadłam do niego i podałam odpowiedni adres, ruszyliśmy w drogę.

Pogodna nie była za ciekawa. Przeliczyłam się myśląc, że wypad bez ciepłej kurtki był dobrym pomysłem. Wiatr zmagał na sile, stwierdziłam bym nawet, że zaraz spadnie deszcz.
Kurczowo trzymałam torbę przy piersi. Nie wiem czemu, ale dawała mi nadziej, że moje życie chodź odrobinę będzie takie jak kiedyś.
Mężczyzna zatrzymał się po około pół godzinnej jeździe, pod niewielkim budynkiem. Sama ulica wydawała się taka nijak, cicha, czarno-biała, ale właśnie w takich miejscach najlepiej budować wytwórnie. Jest spokojnie, rzadko kradną i opłaty nie są aż tak bardzo drogie. Zapłaciłam i podziękowała, po czym od raz szybkim krokiem weszłam do środka.
W samym wejściu był mały salon z kuchnią, dzięki takim szczegóła można spędzać fu całe dnie. Dopiero na górze był duży pokój z zaszklanioną większą częścią. John siedział z założonnymi rękami za swoim brzuchu i badawczo mnie obserwował. Wstał z kanapy i podszedł do mnie, obejmując ramieniem.
- Minęło trochę czasu - uśmiechnął się.
- Trochę - zaśmiałam się nerwowo.
Popycha mnie w kierunku pokoju nagrać, zdążyłam wyciągnąć zeszyt i chciałam mu go dać. Ten podkręcił głową.
- Nie napisałam byś badziewia, znając cię masz już w głowie muzykę. Więc.... wchodź i się ciesz.
Dziwił mnie, że dalej mi ufa. Po tym wszystkim co mu wyrządziłam. John usiadł przy sprzęcie i poczekał, aż weszłam do środka. Wcisnął guzik, zapewne ten ze słyszalnością. Wypuściłam powietrze, łapiąc mikrofon, przysuwając do ust. Mężczyzna pokiwał głową. Czas zacząć. Tak jak miałam w naturze, zamknęłam oczy i zaczęłam śpiewać. 


    Back when we first kissed it felt like
  Every star above our heads aligned
  Every little piece fell into place
  And every single moment made us feel alive.

Czułam jakbym znowu tam była. Noc. Impreza. Andy i ja. Jego usta na moich. Pierwszy  raz. To uczucie wewnątrz mnie, jakie mnie wtedy ogarnęła. Może przysiąść, że tego dnia zdałam sobie sprawę, co do niego czuje.
Piosenkę napisałam kilka tygodni temu, a emocje są jak tamtego dnia. Czy miłość nie jest dziwna? Mówi się, że prawdziwa miłość, jest najsilniejsza i, że się jej nie zapomni. Nigdy nie wierzyłem w to aż tak bardzo.

     Never used to be so complicated
   No in between just black and white

When everything turns to grey
I still see you
When the cold won't go away
I can still feel you

John wystawił kciuka w górę, po czym machnął w swoją stronę. Wróciłam do niego i usiadłam tuż obok.
- Kiedy chcesz to wydać? - spytał.
- Jak najszybciej - odpowiedziałam szybko.
- W takim razie.... jutro podłożymy muzykę i chórki.- odwrócił się w mogą stronę i położył dłonie na kolanach - Porozmawiajmy o wizerunku.
- Nie chce udawać kogoś, kim nie jestem, merdqc ogonem czy lizać dupy, liczyć czy wam się spodoba- mruknęłam. - Muszę być na wszystko gotowa. To żałosne i śmieszne, wszystko chcieć od razu....
- Nie chce żebyś udawała, nie chce żadnych wtop, okej? Zaczniemy tak jak ostatnio. Wydamy kilka piosenek,  a potem wywiady. - John wyją ze swojej teczki papier. - Umowa, to samo co ostatnio. Dodatkowe i informacje o zerwaniu jej.
- Boję się, co jesli będzie tak jak ostatnio? Nie che, ale.... - trzymałam długopis, ale wachałam się.
- Najważniejsze żebyś pokochała siebie. I wybaczyła sobie. Wszystko, nawet największe błędy. I nie wspominać swojej historii, tylko ją tworzyć- podsunął kartkę bliżej.
Dziwiło mnie, że jest taki wyrozumiały, nic się nie zmienił. Po mimo już nie najmłodszych lat, mógłby przenieść góry.
Przypomniało mi się, co radziła mi mama, kiedy ogarniała  mnie nieśmiałość i zwątpienie: udawaj, aż uwierzysz.
Szybko podpisałam, bojąc się, że mogę się wycofać.
- Zawsze możesz dzwonić. Tak jak kiedyś, odwiozę Cię do domu - schował wszystko do teczki. Wzięłam swoje rzeczy i czekałam przy drzwiach, aż wyłączy  sprzęt. John przyprowadził samochodów i z zadowoleniem stwierdziłam, że nie zmienił go. Czarny Jaguar był już dobrze mi znany. Weszłam do środka, rozkładając się na całym fotelu. Zaczęłam czuć zmęczenie. Jedynie o czym marzyłam to łóżko. Ale wiedziałam, że wszystko przede mną. Nie wydaje mi się, że pójdę spać. Zatrzymał się przed bramą, nie chciałam ryzykować, że ktoś mnie zobaczy. Pożegnałam się i ruszyłam do akademika. Zdążyłam mu pomachać, a kiedy się odwróciłam, zobaczyłam Andy'ego, który właśnie kończył palić.

Wzięłam głęboki wdech, podchodząc do niego. Nie wiem czy mi się przywidziało, ale miałam wrażenie, że Andy ma rozciętą warge...

- Andrew! Chce wiedzieć co się dzieję!- zaczęłam krzyczeć, zanim jeszcze stanęłam przed nim.


Andy? ( pisałam to dużo wcześniej XD)

piątek, 26 stycznia 2018

Od Juliet cd. Andy

Wydaje mi się, że powoli pogodziłam się z faktem, że Andy mnie nie pamięta. Bo po co mam na siłę zostawiać w przeszłości. Muszę iść dalej i jako tako żyć.  Dlatego, kiedy wspomniał o serialu i o tym małym, ale znaczącym wspomnieniu. Nie byłam w stanie zostać z nim dłużej, wolałam wyjść i postarać się o tym zapomnieć. Andy jest ciekawski i jakaś amnezja tego nie zmieni, ale chyba nie myślał, że będę wstanie spędzać z nim czas, po tym wszystkim….. Wiedząc, że jest z Mirand. Wiedząc, że być może całą miłość jaką do mnie czuł, przekazał właśnie jej. Osobie, która w ogólne na to nie zasługuje. Nie znam jej zbyt dobrze, ale wystarczyło mi kilka wspólnych chwil, żeby stwierdzić jaka jest zarozumiała i zadufana. Ciekawe czy wszystkie modelki takie są? Czy większość zespołów rockowych ma tak dziwnego menadżera? Bo mogę dać sobie rękę odciąć, że on nie chcę ich szczęścia, zrobi wszystko żeby się wzbogacić. I może to głupie, ale podejrzewam, że może mieć coś wspólnego z wypadkiem chłopaka. Nigdy za mną nie przepadała i na każdym kroku chciał przekonać Andy'ego, że nie jestem dla niego odpowiednia. Na pewno los nie jest aż taki sprzyjający. Znajdę dowód, że to on. Nic innego nie mogę zrobić.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Czekałam właśnie na telefon od taty, od mojego przyjazdu tutaj rzadko rozmawialiśmy.  On nie miał czasy, a ja…. no cóż, nie miałam ochoty. Wiele się zmieniło w te kilkanaście miesięcy. Tata ożenił się z Jennifer i wcale nie była zła. Wiedziała, że nie zastąpi mi matki i nawet za bardzo się nie starała. Była bardziej jak dobra koleżanka , a mi to bardzo odpowiadało. Nie jestem już małą dziewczynką, która potrzebuje bliskości mamy. Przez lata zdążyłam do tego przywyknąć.
Trzymałam komórkę w ręku, zaczynając liczyć w myślach. Ustalona godzina już minęła, a ja nie rozumiałam co mogło się stać. Zawsze dotrzymuję obietnicy. Ale tym razem nie mogłam nic zrobić, więc  po prostu stwierdziłam, że czas zacząć małe śledztwo.
Zapamiętaj robisz to tylko i wyłącznie dlatego, że chcesz dojść do prawdy. Tylko dlatego.
Wzięłam telefon w razie gdyby dzwonił i otworzyłam drzwi. Stając twarzą w twarz z szatynem. Nagle moja pewność siebie zniknęła, a ja jedynie westchnęłam. Chłopak spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął.
- Właśnie do Ciebie szłam – powiedziałam szybko, bojąc się, że spanikuje.
- Naprawdę? - nie dziwię się, że mi nie dowierza.
- Tak, chciałabym dowiedzieć się czegoś o twoim wypadku, a przy okazji może.... ty o coś zapytasz. – wzruszyłam ramionami, otwierając szerzej drzwi. Andy spojrzał na mnie, chyba sprawdzając, czy nie żartuję, a kiedy mój wyraz twarzy się nie zmienił wszedł do środka i od razu usiadł na fotelu. Ja zajęłam miejsce naprzeciwko jego.
- Co chcesz wiedzieć?- Spytał.
- Wszystko. Złapali sprawcę? Byli jacyś świadkowie? Wiem, że menadżer wszystkim się zajął, ale na pewno ktoś musiał coś widzieć. Andy, Twoim życiem interesują się miliony, śledzą Cię.... Nie wydaje ci się to dziwne? – w mojej głowie było tysiąc myśli na minutę.
- Nie mam pojęcia. Ostatnie co z tego pamiętam, to światła i rozbite szyby. Jechałem sam Richardson powiedział, że po pierścionek zaręczynowy, nic więcej.... – spojrzałam na niego, jakbym nie rozumiejąc jego słów.
Tyle raz mówił mi, że ślub to nie dla niego, że to tylko papierek. To nic nie daje, a teraz..... Wcześniej powiedział, że....
- Mówiłeś, że byłeś z Mirandą już przed wypadkiem? Prawda?
- Tak- odpowiedział szybko.
Był z nią, będąc ze mną. Zna ją większość życia, a mnie.... Z nią był gotów się ożenić. Może to też mu wmówili, może... Czemu to tak boli? Chciałabym poznać prawdę, bo jeżeli to nią jest, to lepsza jest śmierć. Jeżeli okaże się, że zdradzał mnie z nią znienawidzę go. Zrobię to.
- Wszystko w porządku?- pokiwałam twierdząco głową. – Dlaczego pytasz?
- Sam nie wiem. Ciekawość... Nie ma żadnych świadków, bo zawsze dałeś o prywatność i nie wiem jak to robiłeś, zawsze przemieszczałeś się niezauważony –  uśmiechnęłam się , wspominając starego Andy’ego, mojego Andy’ego.
- Na to wygląda. Chcesz coś jeszcze wiedzieć? – przez chwilę myślałam, czy jest coś jeszcze, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Andy nie widząc mojego zaangażowanie, sam przeszedł do pytać. – Ostatnim razem, kiedy tu byliśmy przyjaźniliśmy się.....
- Tak, ale nie rozumiem do czego zmierzasz- wtrąciłam się.
- Spokojnie – zaśmiał się – Nie możemy być nimi? Może od tego trzeba zacząć. - Spojrzał na mnie z iskrami w oczach, nie mogłam go rozczarować.
- W sumie czemu nie.. Zawsze możemy spróbować – uśmiechnęłam się, przynajmniej tak mi się wydaje.- Jest coś jeszcze?
- Spaliśmy że sobą? – wybuchnęłam  śmiechem, to pytanie było głupie.
- To tak jakbyś zadał pytanie pięciolatce, czy lubi słodycze.
- Okej, rozumiem – mruknął, ciągnąć za końce swoich włosów.
- Zostawiamy przeszłość za sobą. Jesteśmy przyjaciółmi – to brzmiało niedorzeczne w moich ustach. Ale od czegoś trzeba zacząć. A dla nas to wydaje się najlepsze. Co nie oznacza, że nie będę miała do niego urazu. Może przejdzie mi, kiedy wyjaśnię całą tą sprawę z wypadkiem? Kto wie. 
Nie myślałam, że jeszcze kiedyś będę spędzała czas z Andy’m i będzie on..... miły. Niemal zapomniałam jaki z niego żartowniś, naprawdę. Potrafi śmiać się ze wszystkiego. Co z jednej strony może być dziwne, ale co tam. To Andy. Pewnie siedzielibyśmy dłużej, ale mój tata raczył zadzwonić, więc dogadałam się z chłopakiem, że przyjdzie trochę później. ~
 Cześć córcia, co u Ciebie? Poznałaś kogoś? - zaczął od razu, kiedy tylko nacisnęłam zieloną słuchawkę. 
~ Hej. Wszystko dobrze, sporo nauki, więc najczęściej siedzę w pokoju. Z resztą wiesz, że nie przepadam za tłumem. 
~ Kiedyś lubiłaś to, z resztą.... Nie chcę cię złościć. 
~ Wiem, tato.. A co u was? Jak tam Billy? – byłam ciekawa co słychać u tego małego psiaka, może nawet bardziej niż u nich. 
~ Rośnie jak na drożdżach. Większość czasu spędza u babci, nie mamy dla niego zbyt dużo czasu. Praca i praca – z dala dobiegł kobiecy głos – Jen cię pozdrawia. 
~ Też ją pozdrów- przygryzłam wargę- Muszę coś Ci powiedzieć. 
Nawet nie wiem czy muszę, chcę po prostu z kimś o tym powiedzieć. Wiem, że tata nie przepada za nim, teraz. Wcześniej go uwielbiał, nawet miałam wrażenie, że bardziej ode mnie. 
~ Coś się stało? Twój były menadżer do ciebie zadzwonił, bo jeżeli tak załatwię to. Może źle się czujesz? Mogę po ciebie przyjechać.... 
~ Nie, nie... Po prostu... jest tu..... Andy – zanim zdążyłam coś odpowiedzieć, po drugiej stronie nastała cisza, a później krzyk. 
~ Juliet! Chcesz znowu przez to przechodzić? Ile razy ma  złamać ci serce? Widziałem jak cierpisz...
~ To nie tak, miał wypadek, nie pamięta nic. Może to druga szansa? 
~ Chyba przekleństwo – jęknął.
~ Tato!- usiadłam na podłodze przy łóżku. 
~ Rozumiem, kochasz go, ale daj sobie spokój. 
~ Nie rozumiesz, on nic nie pamięta. Nie pamięta mnie, nas.... Nie pamięta naszej kłótni o zaręczynach, nic
~ Byliście? Nie powiedziałaś mi?! 
~ Nie byliśmy. Andy udzielał wywiadu, gdzie powiedział, że ślub to nie dla niego. To nic nie zmienia i nie widzi potrzeby żeby go brać. Pokłóciliśmy się o to. Poważnie. – przekrzykiwałam jego donośny głos. Zanim zdążyłam coś opowiedzieć, moje drzwi zatrzeszczały, nie wiedziałam co mam zrobić. Rzuciłam telefon na łóżku i szybko podbiegłam do nich. Andy pokręcił głową i ruszył wzdłuż korytarza, poszłam w jego ślady, ale on jakby na mnie nie reagował. 
-Poczekaj! – krzyknęłam do jego pleców. Zatrzymał się gwałtownie, ale nie odwrócił się. - Przepraszam... 







Andy? 

sobota, 20 stycznia 2018

Od Juliet cd. Andy

Nie byłam pewna czy dobrze zrobiłam idąc do jego pokoju. W końcu nasza relacja nie była… jednoznaczna.  Możne by powiedzieć, że nawet nie ma jakiejkolwiek relacji. On mnie nie pamięta, a ja cóż…. Też bym chciała zapomnieć. Niestety nie umiem odmówić sobie jego towarzystwa. Ciągnie mnie do niego i nie mogę się tego wyprzeć. Chciała, a wręcz modliłam się, żeby nie otwierał. To było już przyzwyczajenie. Jest burza to i Andy musi być obok. Cieszyłam się każdym jego towarzystwem, mimo iż starałam się, żeby sobie odpuścił. Wiem, że dla nas było to idealne. Bo ile można cierpieć? W końcu się do tego przyzwyczajamy i już nigdy nie będziemy tymi samymi ludźmi…
- Nie musisz mi nic wyjaśniać. Czasu i tak się nie cofnie., więc może lepiej zostawmy przeszłość. Może powinieneś układać sobie życie na nowo. - nie myślałam, że wypowiadając te słowa poczuję taki ból. Jakby ktoś wyrywał mi cząstkę mojego serca.
- Ale ja muszę wrócić do przeszłość, chcę znów moje życie, to które było przed wypadkiem. - usiadł obok mnie.
- Nie przyszło Ci do głowy, że już nie ma do czego wracać? Uwierz mi wiele razy marzyłam, żebyś wrócił…. Wybaczyłabym Ci, teraz też Ci wybaczam, chodź to nie była Twoja wina…. Powinieneś się cieszyć, że możesz zacząć wszystko od nowa. - mruknęłam pod nosem, bojąc się, że mogę stracić kontrolę nad sowim głosem.
- Tak bardzo mnie nienawidzisz?- uśmiechnął się słabo. Spojrzałam na swoje dłonie, które trzęsły się.
- Chciałabym cię nienawidzić. Chcę Cię nienawidzić! Próbuję Cię nienawidzić. Byłoby o wiele łatwiej gdybym Cię nienawidziła… Czasami myślę, że Cię nienawidzę, a potem Cię spotykam…. Z resztą nieważne. Użalam się nad sobą, przepraszam. - wstałam podchodząc do drzwi- Będzie lepiej jak pójdę
- Nie. Nie rozumiesz. Nawet jeżeli nie czujesz tego samego co kiedyś, a wiem, że to kłamstwo. Chce swoich wspomnieć, chce pamiętać każdą chwilę spędzoną z Tobą…. Bo wiem, że tylko wtedy nie byłem okłamywany. - nagle, pierwszy raz od dłuższego czasu pozwoliłam, aby to emocję mną pokierowały.
Podeszłam do niego i z głębokim wdechem dotknęłam jego ust sowimi. Wiem, że później będę tego żałować, ale tak bardzo za tym tęskniłam. Chłopak na początku wydawał się jakby był w amoku, co mu się dziwić. Jakby na mnie rzuciła się jakaś obca dziewczyna, pewnie też bym tak zareagowała.
Bałam się, że może mnie odepchnąć, ale przyciągnął mnie jeszcze bliżej i pogłębił pocałunek. Mimo, że mnie pamięta, jego usta doskonale zdają sobie sprawę z kim się całuję. Złapałam za jego żyję, chcąc jak najdłużej cieszyć się tą chwilą. Bo kiedy ona minię, będę miała wyrzuty i już nie spojrzę mu w oczy.
Kiedy zamierzałam się odsunąć, aby złapać tylko powietrze tez wbił palce w moje biodro, powstrzymując jakikolwiek ruch.
 Może coś sobie przypomniał?
Delikaty uśmiech wkradł się na moją twarz. Co jednak nie trwało długo, gdy tylko się od siebie odsunęliśmy. Zobaczyłam w jego oczach zawód? Rozczarowanie?  Nie wiem co to dokładnie było, wiem jedynie, że nie tego się spodziewałam. 
- Przepraszam…..ja…. Przepraszam- szepnęłam płaczliwie, otwierając drzwi i wybiegając jak najszybciej.
Po co ja to robiłam? Mało już moje życie jest utrudnione? Musiałam dołożyć jeszcze sprawę z nim?
Nie zdawałam sobie sprawy jaka wichura panuję na dworze, dopóki nie wyszłam  na zewnątrz. Moje włosy latały w każdym kierunku, a po ciele od razu przeszedł dreszcz. Największy chłód czułam na twarzy, mokre łzy z zimnym wiatrem to nie jest najlepsze połączenie. Nie jestem pewna, czy to Andy krzyczał, czy to był wiatr. Nie chciałam się odwrócić. Szłam przed siebie. Pozwalając by wszystkie łzy wyszły na zewnątrz, a razem z nim wypuściłam cierpienie, by po chwili na jej miejsce pojawiła się kolejna fala bólu.
Ile jeszcze minię czasu, żebym zrozumiała, że ja i on nie pasujemy do siebie. Wszechświat z nami nie współpracuję, a ja nie mam zamiaru już dłużej wmawiać sobie, że jest jakaś nadzieja. Nie po tym, co zobaczyłam w jego oczach….
Dam radę, pochodzę się z przegraną. I ze spokojem spojrzę w swoje odbicie i powiem, że mogę iść dalej, z czystą kartką. Wiedząc, w głębi duszy, że i tak będzie to rozdrapywać. Bo o prawdziwej miłości się nie zapomina…

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*

Nie wróciłam do jego pokoju. Pomimo burzy, pierwszy raz byłam sama. Wcale nie było aż tak źle. No może poza jednym małym, nic nie znaczącym szczegółem. Zostawiłam u Andy'ego telefon. Jedyną rzecz, która pozwalała mi, aby moja głowa była zajęta jakimiś głupstwami. 
Chodziłam po pokoju nie wiedząc, czy mam iść po swoją własność, czy może poczekać, aż sam mi ją przyniesie. Nie ma co czekać. Jestem odrosła, nie mogę uciekać przed nim. Niedługo jest śniadanie, a słysząc poszczekiwanie Ares'a byłam pewna, że jest u siebie. Ignorując fakt, że pewnie wyglądałam jakby piorun mnie trzepnął. Wyszłam na korytarz i kilkukrotnie zapukałam, od razu słysząc ciche "proszę".
- Przyszłam po telefon…  wczoraj go zostawiłam- powiedziałam od razu, widząc zdziwienie na jego twarzy.
- Leżał na komodzie - wskazał na mebel za mną.
- Dziękuje- wzięłam go i miałam zamiar wyjść.
Musiałam to wyjaśnić.
 -  Przepraszam za wczoraj, nie wiem czemu to zrobiłam. W każdym razie nie chce żebyś myślał, że należę do tych dziewczyn, które podrywają zajętych chłopaków.
- Nigdy bym tak nie pomyślał, to….. - przerwałam mu.
- Dzięki temu zrozumiałam jedną rzecz.- najpierw spojrzałam na swoje buty, a później w jego oczy. - Nie potrzebujesz mnie. 
Przygryzłam wargę. Gdzieś w środku cieszyłam się, że w końcu powiedziałam to przed nim i przed  samą sobą. 
Andy teraz jest ciekawy, jak to wszystko między nami wyglądało, ale w końcu mu przejdzie. Zobaczy, że to nic niezwykłego. On znowu by odszedł, a ja zostałabym sama. Kolejny raz.
- Juliet- zaczął niepewnie. 


Andy? :3


wtorek, 16 stycznia 2018

Od Juliet cd. Andy

Po odejściu od Andy'ego włóczyłam się bez sensu wokół Akademii. Nie wiedziałam za bardzo co ze sobą zrobić. Nie chciałam wracać do pokoju, bo bałam się, że mogę go spotkać. W sumie….. Muszę przyzwyczaić się do świadomości, że tu jest i śpi za ścianą. Wypuściwszy powietrze z płuc od razu poczułam się lepiej. Szybkim krokiem ruszyłam do budynku. Starałam się być cicho, bo….. no cóż według regulaminu powinnam być już dawno w łóżko. Nie chciałam już pierwszego dnia iść na dywanik i czekać na przyjazd ojca, żeby posłuchał wypowiedzi dyrektorki, że jestem nie odpowiedzialna i blaa,blaa, blaa. On to wszystko wiedział, więc po co tracić czas?
Wdrapałam się po schodach, omijając najmniejsze przeszkody, które mogły dać znać, że tu jestem. Już w drodze wyciągnęłam klucze i trzymałam za ten odpowiedni. Włożyłam go do zamka i przekręciłam, a kiedy zobaczyłam światło od latarki, szybko weszłam do środka. Czując znajomy zapach poczułam się dużo lżej i nie tracąc czasu wzięłam czyste ubrania i rozbierając się w drodze wkroczyłam do łazienki. Włosy spięłam w wysokiego koka, co i tak wiele nie dało, ponieważ większość kosmyków opadła na ramiona. Odkręciłam zawór z ciepłą wodą i pozwoliłam, aby swobodnie spływała po moim ciele, które dalej drżało od zimna panującego na zewnątrz. Namydliłam każdy centymetr skóry, moim ulubionym żelem i po spłukaniu go, owinęłam się ręcznikiem i stanęłam na kafelkach. 
Spojrzałam w lustro. Moje odbicie nie wyglądało zbyt ciekawie. Z resztą chyba już się przyzwyczaiłam, że nie wyglądam tak jak kiedyś. Inne włosy, dużo jaśniejsza cera i zdecydowanie przygaszone oczy. Ostatni raz spojrzałam przed siebie i odeszłam do półki, na której leżała moja piżama. O ile tak mogę ją nazwać. Składała się z bielizny i o wile za dużej koszulki. Należącej do…. Andy'ego. Powinnam ją oddać? Przecież i tak nie pamięta, że kiedykolwiek takową miał. A martwić się nie muszę, że ją zobaczy. Więc odpowiedź jest jedna. Jest moja i tyle.
Z ulgą położyłam się pod ciepłą kołdrą, obawiałam się, że będę miała problem z zaśnięciem, ale na szczęście zasnęłam szybko.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~


 Przekręciłam się na drugo bok, przeklinając pod nosem rażące światło. A mogłam zasłonić żaluzję, ale naprawdę byłam już zmęczona i nie przeszło mi przez myśl ta czynność. O Andy'm pomyślałaś. Jęknęłam. Przestań zawracać sobie nim głowę. On nie wróci. Przynajmniej nie mów Andy.
Wyjęłam telefon spod poduszki i kiedy zobaczyłam, że dochodzi pierwsza szybko zerwałam się na nogi. Jak mogłam nie usłyszeć budzika? Przy dobrych wiatrach zdążę się przyzwoicie ogarnąć i zjeść przynajmniej obiad. A jak nie pojadę do miasta. Jednak należy być dobrej myśli i wyobrażać sobie najgorszego. Najpierw załatwiłam wszystkie poranne czynności, które należy wykonać w łazience, a później zaczęłam szukać w miarę fajnych ciuchów. Co nie było łatwe, biorąc pod uwagę fakty, że prawie wcale się nie rozpakowałam. Co chwilę patrzyłam na zegarek, mając coraz mniej czasu. Dobra niech stracę. Wyjęłam pierwszą lepszą rzecz, która okazała się sukienką, ale naprawdę już nie chciałam szukać czegoś nowego.  Zapięłam zamek na plecach, po czym założyłam botki i zatrzaskując drzwi ruszyłam do stołówki.
Na całe szczęście większość ławek była pusta. Pewnie wszyscy stali punktualnie, więc darowali sobie obiad i udali się nie miasto czy do koni. Ja tymczasem musiałam zjeść chodź odrobinę, czując jak zaczyna mi burczeć w brzuchu. Wzięłam tacę i patrząc na jedzenie przede mną zaczęłam żałować, że jednak nie obudziłam się wcześniej. Po mimo to nałożyłam sobie odrobinę ryżu i coś co względnie przypominało sos, ale nie jestem pewna czy to na pewno to. Usiadłam przy pierwszym lepszym stoliku, zaczynając jeść. Co i tak nie trwało zbyt długo, bo mój telefon pochłoną mnie całkowicie. Nie zauważyłam nawet szatyna, który stanął przede mną. Dopiero jego głos spowodował, że zdałam sobie sprawę, że nie jestem sama.
- Mogę?- spytał, wskazując krzesło naprzeciwko.
- Jeśli musisz- wzruszyłam ramionami.
Naprawdę było mi obojętnie czy usiądzie czy pójdzie. Jego obecność nie działała tak jak wcześniej. Może przyzwyczaiłam się do nowej rzeczywistości? Sama nie wiem w każdym razie usiadł i ani przez sekundę nie spuszczał ze mnie wzroku. Jakby chciał zapytać o coś, ale nie umiał zebrać odwagi. Zaczynałam powoli się zbierać, bo ile można czekać, aż wydusi coś z siebie. Zresztą znalazłbym sobie coś do roboty.
- Pojedziesz ze mną do miasta, na kawę?-  powiedział nagle.
Stanęłam w miejscu, jakby myśląc, że się przesłyszałam Czy on….
- Słucham?- zmarszczyłam brwi, licząc, że naprawdę powiedział zupełnie co innego.
- Proszę, może to…. w jakiś sposób pomoże mim coś sobie przypomnieć.
Również stanął obok mnie, nie przerywając kontaktu wzrokowego.
- To nie ja powinnam Ci pomagać, masz od tego swoich przyjaciół, menażera i ….. dziewczynę. - chłopak wypuścił powietrze.
- Ale chcę żebyś to była Ty.
Nie ma mowy, że się zgodzę. Chodź muszę przyznać, że zrobiło mi się miło, kiedy to powiedział. Ale nie! Miałam zapomnieć o tym wszystkim i o nim.
- Zgoda, ale…  - podniosłam wskazujący palec-  tylko dlatego, że chcę być miła.
Andy jakby odżył. Odłożyliśmy tacę na swoje miejsce i wyszyliśmy głównymi drzwiami, kierując na parking dla uczniów. Na szczęście na zewnątrz nie było zimno jak wczoraj, więc nie musiałam się martwić brakiem kurki. Z resztą będziemy w pomieszczeniu, pełnym ludzi. Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałam. Jeżeli ktoś nas zobaczy… pojawią się plotki, nie wiem czy jestem na to gotowa. Cholera! Czemu to wszystko jest takie trudne.
- Mój samochód jest tam - kiwną w stronę czarnego volvo, od razu przewróciłam oczami.
- Wiem czym jeździsz. Jesteś do niego zbyt przyzwyczajony, żeby go zmienić.
Od razu pożałowałam sowich słów, niemal natychmiast na moje policzki stały się czerwone. Na kogoś kto, nie chcę pokazać mu ile dla mnie znaczy/ł  idziemy mi kiepsko. I nie mówię samym sposobie w jaki to wypowiedziałam. To nic nowego, a dla niego wręcz odwrotnie. Andy na szczęście nic nie odpowiedział tylko otworzył samochód, do którego od razu wsiedliśmy.
Nie wiedziałam co miałam zrobić ze swoimi rękoma. W tym aucie czułam się zbyt swobodnie i już po kilku minutach otworzyłam schowek i wyjęłam płytę jego zespołu i włączyłam na Ine The End.
- Jak dużo o mnie wiesz?- spytał z uśmiechem, patrząc jak przeglądam resztę płyt.
Jeżeli nic się nie zmieniło, przez te miesiące to…… w oparciu masz standardowo wodę, pod radiem w małym schowku zapasowa paczka papierosów i zapalniczka. A z tyłu……  - odwróciłam się, aby się upewnić czy naprawdę tam leży- coś słodkiego.
W całym samochodzie rozniosło się echo jego śmiechu, jak dobrze było je znowu słyszeć. Bo było spowodowane przeze mnie.
- Ile byliśmy razem?- spytał nagle.
- Rok i kilka miesięcy.
- Znacz mnie lepie niż "moja wieloletnia przyjaciółka i dziewczyna"- spojrzał na mnie wymownie na co wzruszyłam ramionami.
- Zwracam uwagę na szczegóły.
- Nie kwestionuję tego, tylko…..  Nie lubię tego, że nie wiem, że Cię nie znam i nie mogę powiedzieć nic o Tobie. Nie pamiętam żadnych wspólnych chwil- atmosfera zaczynała robić się coraz bardziej napięta. Chociaż może to tylko moje zdanie.
- Wspólne chwile? Powiedziałeś komuś, że wychodzimy?- podniosłam brew, patrząc na reakcje chłopaka.
- A powinienem? - zaparkował samochód i odwrócił się w moją stronę.
- Ostatnim razem było to samo…..  Nie pamię…….przepraszam. Zapominam się- zrobiło mi się głupio, dopiero o tym rozmawialiśmy.
- Nic się nie stało- uśmiechnął się lekko.- Chętnie posłucham.
- Ostatnio jak zaprosiłeś mnie na pizze też nikogo nie uprzedziłeś. I zanim znowu zapytasz, tak powinniśmy to robić. Więc… po powrocie musieliśmy zakradać się do pokoi. Zapodziałam gdzieś swój klucz i ktoś by nas w sumie mnie złapał. Ale wciągnąłeś  mnie do siebie i spaliśmy razem- zaśmiałam się, przypominając sobie tamtą sytuacje.
Kto by pomyślał, że z takiego czegoś wyniknie to wszystko.
Dziwnie było opowiadać Andy'emu o naszych spotkaniach i o związku. Czułam jakbym siedziała przed zupełnie obcą osobą, ale dziwnie to przyznać podobało mi się to. To tak jakby los dał nam drugą szansę, abyśmy poznali się od nowa. Kurczę, naprawdę mi się to podoba.
Siedzieliśmy przy kawie, ignorując ludzi obok nas. Co z mojej strony było naprawdę trudne, bo słyszałam nasze imiona, co oznacza, że nas rozpoznali. Czy być może już przeczytam jakiś interesujący artykuł o nas. Typu "Wielki powrót" czy "Zagranie ze strony menażerów"
I o dziwo Andy, który tak ceni sobie prywatność, wydała się nie wzruszony tym wszystkim. Nawet nie reagował na lampy od aparatów. Był całkowicie pochłonięty tym co mu mówiłam. A dalej byliśmy na temacie naszego byłego już związku.
- Chcesz mi powiedzieć, że Miranda wmówiła Ci, że Far Away było dla nie?- kolejny raz zadałam to pytanie, nie wierząc, że byłaby do tego zdolna.
- Tak. Nie miałem jak tego podważyć, więc…. sama rozumiesz. Dopiero Niall powiedział mi prawdę - wzruszył ramionami, upijając łyk kawy, która z pewnością była już zimna.
- Jestem ciekawa w czym jeszcze Cię okłamała
- Też chcę to wiedzieć - uśmiechnął się, patrząc mi w oczy.
- Powinniśmy się zbierać- mruknęłam odwracając wzrok na okna, za którymi panowała już ciemność. Ile tu siedzimy?
- Masz rację- pokiwał głową i wstał od stołu.
Otworzył drzwi i poczekał, aż wyjdę pierwsza i dopiero wyszliśmy z kawiarni. Stanęłam przy samochodzie czekając, aż go otworzy czego nie robił. Chciałam się odwrócić kiedy poczułam jego smukłe ręce na plecach. Chodź bardzo się starałam, moje ciało zareagowało natychmiast.  Przeszedł przez nie dreszcz. Nie wiedziałam, że tak tęskniłam za jego dotykiem.
- Widziałem go już.- przejechał  palcem po prawej stronie pleców. Piórko.
-  Wiele osób ma podobne - starałam się szukać jakiegoś wytłumaczenia.
- Śniła mi się dziewczyna, leżała tuż obok mnie. Miała taki sam, w tym samym miejscu. Myślałem, że to zwykły sen, a to było wspomnienie- odwróciłam się do niego.
- To nie….- przerwał mi.
- Nie wiem skąd, ale mogę wskazać, gdzie masz inne…. Na żebrach masz różę z napisem, a przy piersi… pistolet "happiness is a warm gun"
Przełknęłam ślinę nie wiedząc co mam powiedzieć. Mam się śmiać, płakać? Uśmiechnęłam się słabo, pokiwałam głową, bo nic innego mi nie pozostaje. Usiadłam do samochodu, mając wrażenie, że zaraz zemdleje. Nie wiem czemu, oswoiłam się z myślą, że mnie nie pamięta. A teraz  okazuje się wszystkiego nie zapomniał.
 ~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*

Droga powrotna minęła nam w ciszy. On na siłę nie zagadywał mnie, przez co byłam mu naprawdę wdzięczna. Cieszę się, że za chwile wejdę do swojego pokoju i rzucę się na łóżko, mając chodź przez chwilę wszystko gdzieś. Andy zaparkował, a ja wyskoczyłam najszybciej jak mogłam. Podziękowałam i pożegnałam się, po czym odeszłam zanim zdążył powiedzieć cokolwiek. Wparowałam do pokoju, nie wiedząc co mam zrobić. Czułam się jak w jakimś amoku.
- Ogarnij się!- krzyknęłam, zaciskając ręce w pięści. Wzięłam kilka głębszych wdechów, przebierając się w coś wygodnego i siadając na łózko.
Nie wiem ile minęło czasu, ale na zewnątrz rozpoczęła się wichura i po mimo moich modłów zaczęło błyskać i grzmieć.
Czy wszystko działa przeciwko mnie? Przecież nie zasnę. Miałam już dość tego dnia, chciałam po prostu się położyć i odpocząć. Ale nie, bo przecież sen nie jest mi potrzebny. Chyba, że…. Nie, nie mogę, ale nie mam wyjścia. Jeśli mam zmrużyć oczy, musze…
Stanęłam przed drzwiami szatyna i zanim zapukałam musiałam kilka wziąć głęboki wdech. Wszystko działo się tak szybko. Najpierw szczekanie Ares'a, potem głos Andy'ego i przekręcanie klucza  w drzwiach. 




Andy? Nie wierzę, że siedziałam do 3 i to pisałam XD

niedziela, 7 stycznia 2018

Od Juliet cd. Andy

Większość dnia spędziłam w pokoju wisząc na telefonie.  Nie miałam co robić, a fakt, że nie znałam tu prawie nikogo nie pomagał mi. Chciałabym móc się komuś wygadać, ale nie lubię poznawać innych. Pozostała mi jedynie Dream, ale ile można przy niej siedzieć. Patrzy się głupio na mnie i ma gdzieś moje towarzystwo.
Wyvhodziłam właśnie ze stajni z zamiarem przejścia się. Mój humor dzisiaj bym obojętny. Naprawdę. Nic mnie nie obchodziło. I  cieszyłam się z tego, w końcu chodź przed jakiś czas w mojej głowę nie buzowały myśli. Przez jedną chwilę pomyślałam, że mogłabym wyjaśnić wszystko z Andy'm. Nie czułam się dobrze z faktem, że go okłamuje. Ale prawda jest taka, że chyba nie mogę inaczej. Gdybym zaczęła mu tłumaczyć znowu poczułabym się zraniona. Nie chciałam tego. Ale on postąpił inaczej, jeśli to ja byłabym na jego miejscu. Cholera!
Wypuściłam powietrze, zaczynając iść w stronę akademii. Jeżeli teraz tego nie zrobię, to nigdy się za to nie zabiorę.
Zobaczyłam go na ławce, niedaleko budynku. Wydawał się zamyślony, a kiedy mnie zobaczył szybko wstał. Nie ma już drogi ucieczki. Podeszłam do niego i nie pewnie spojrzałam na jego twarz.
- Jeśli dalej chcesz porozmawiać.... to jestem gotowa na to- powiedziałam unosząc kącik ust ku górze.
- Wiem, że byliśmy razem. I skłamałaś mówiąc, że między nami nic nie było..- przeszedł do rzeczy.- Ale teraz chce wiedzieć co było powodem naszego zerwania.
Usiadłam na ławce, odwracając się do niego. Przez chwilę panowała cisza, aż w końcu przełamałam ją, gotowa aby powiedzieć prawdę.
- Po naszym wyjeździe z akademii nasza relacja stała się dużo poważniejsza. Wszystko układało się dobrze. Pomagałeś mi w karierze, a ja wspierałam się jak mogłam. Twój menadżer nie był zadowolony z naszego związku. Od początku czułam, że mnie nie lubi, ale.... myślałam, że nie ma czym się martwić. Byłeś szczęśliwy- urwałam patrząc na jego twarz. Jego brew była zmarszczona, zastanawiał się nad czymś. - Jednego dnia byliśmy umówieniu, a Ty nie zjawiłeś się.  Nie pisałeś, nie dzwoniłem. Byłam pewna, że wypadło Ci coś ważnego... ale kiedy przez następne dni się nie odezwałeś wiedziałam, że coś było na rzeczy. Kilka tygodni później pokazał się pierwszy artykuł o Tobie i Mirandzie. Czułam jakby ktoś wbił mi nóż w serce- pozwoliłam, aby łzy płynęły po moim policzku. Jeżeli teraz mu to powiem, zapewne będę czuła się dużo lepiej. - Nie odzywałeś się do mnie, nawet nie zerwaliśmy. A Ty..... Tak porostu zacząłeś spotykać się ze swoją przyjaciółką.
- Była przy mnie od mojego wybudzenia. Po jej zachowaniu wnioskowałem, że była moja dziewczyną. Z resztą tak mi wszyscy mówili...- powiedział, kiedy ja ucichłam, żeby się uspokoić.
- Gdyby ktoś mnie powiadomił to przyjechałabym. - pociągnęłam nosem. - Nie pomyślałam, że ta cisza była spowodowana wypadkiem...
- Dlatego nie chciałaś rozmawiać. Myślałaś, że Cię rzuciłem i znalazłem pocieszenie u innej.
- Tam to wyglądało- zgodziłam się.
- Kiedy nadeszła okazja, żeby to wyjaśnić skłamałaś. Czemu?
- Nie chciałam Ci mącić w głowę....- mój głos się załamał. Andy położył dłoń na mojej i delikatnie ją ścisnął. Chciał do dodać mi odwagi i zdecydowanie udało mu się. - Wydawałeś się szczęśliwy. Bałam się, że mogli Ci coś o mnie nagadać, że byś mi nie uwierzył.....
- Nie jestem szczęśliwy, wiem, że to nie moje życie. Wszyscy naokoło mnie okłamują.  Mówią co mam robić. To nie moje życie Juliet.
- Chcą dobrze. - znowu skłamałam. Andy spojrzał na mnie i pokiwał głową.
- Przy Tobie czuje się normalnie. Bardziej swobodnie, niż przy własnej dziewczynie... - od razu się spięłam.
Nie cierpię faktu, że to ona zajęła moje miejsce.
- Mirandzie zależy na Tobie. Wiem co mówię, widziałam nie raz jak na Ciebie patrzy. - wstałam, odtrzepując spodnie.
- Znowu to robisz.....- stanął obok mnie. Odległość między nami była bardzo mała. Czułam jego oddech na swoje twarzy. Mimo, iż starałam się nie patrzeć w jego oczy zrobiłam to. Jego wzrok był łagodny, przepełniony żalem.  - Wmawiasz mi, że jest dla mnie dobra. Że mnie kocha, ale dobrze wiesz, że nie pasujemy do siebie. Tak bardzo zależy Ci, żebyśmy byli razem? - położył ręce na moich ramionach i zjerzdżając w dół, złapał moje dłonie. Jak na zawołanie moje policzki znowu były mokre.
- Znacie się wiele lat, Andy. Jeśli się postarasz, to mógłbyś ją pokochać.- wycofałam się do tyłu.
- Co jeśli moje serce już jest zajęte?- uniósł brew.
- Wiesz, że tak nie jest. Nie pamiętasz mnie, nie znasz i nie kochasz....- nie myślałam, że wypowiedzenie tych słów będzie tak bolało. Ale musiałam powiedzieć je na głos. Uświadomić jego i mnie.
Nie czekając na jego odpowiedź wyminęłam go i zamiast iść w końcu do pokoju, ruszyłam do parku.
Ta noc będę długa...


Andy?( szału nie ma, ale zawsze coś Xd)

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Od Juliet cd. Andy

Zaczynało już się ściemiać, a ja dalej stałam przy boksie i wpatrywałam się w Dream, która miała gdzieś moje towarzystwo.
Oparłam głowę o dłoń odwracając wzrok od klaczy. Lampy oświetlały drogę do akademii, gdzie nie było żywej duszy. Mruknęłam cicho, czując chłodny wiatr na swoich barkach. Wyszłam ze stajni, podążając dłuższą ścieżką. Chciałam mieć chodź odrobinę czasu na przemyślenia. W pokoju jest za dużo wspomnień i za każdym razem kiedy pomyślę o nim mam ochotę się popłakać.
Nigdy nie myślał, że Andy będzie w stanie złamać mi serce, a jednak pomyliłam się.... Chciałabym przestań o tym myślieć, ale naprawdę mi go brakuje. Myślałam, że po czasie mi przejdzie, ale budząc się codziennie bez jego obecności, czuję jakby moje serce krwawiło coraz bardziej. Pamiętam dzień, byłam taka szczęśliwa, miałam pierwszy raz wejść do studia. Byłam umówiona z nim, miał po mnie przyjechać, ale jak można się domyślić nie zjawił się. Cały czas dzwoniłam do niego, nie odbierałam. Byłam pewna, że coś wyskoczyła mu z zespołem. I, że następnego dnia oddzwoni, ale telefon pozostawał cichy. Za każdym razem, kiedy dostałam wiadomość liczyłam, że była właśnie od Andy'ego. Miesiąc później pojawiły się pierwsze zdjęcia jego i Mirandy. Byłam więcej niż w szoku, nie dawał znaku życia, a on tak po prostu uśmiechał się spoglądając na nią, tak jak robił to że mną. Wybrał ją. Nawet nie mówiąc dlaczego, a teraz doszła to tego ta amnezja. Mogłabym ją wykorzystać i przypomnieć mu mnie i nasza miłość.  Mogłabym. Ale widząc jego szczęście byłabym podła. Mogę cierpieć przez długie lata. On musi być szczęśliwy.
Moje ciało zaczęło drżeć, objęłam się ramieniem, chcąc chodź przez chwilę ogrzać się. Z dala dobiegł o szczekanie psa, zanim zdążyłam się odwrócić zwierzak skakał przy moich nogach.
- Ares- podrapałam to po główce.
Gdzieś musi być jego właściciel.
- Przeprszam, nie wiem co mam zrobić, żeby przestał na Ciebie skakać- kucnął przy nim, zapinając go na smyć.
- Przyzwyczaiłam się- wzruszyłem ramionami..- Daj mu czas to się odzwyczai- powiedziałam, zaczynając ruszać w stroje akademii.
- Chcę porozmawiać.- stanął przede mną.
Spojrzałam w górę, jego spojrzenie przeszywało mnie na wylot.
- Nie widzę takiej potrzeby.
- Co mam zrobić, żebyśmy normalnie rozmawiali?- spytał, stając przy moim boku.
Wytłumacz mi co się zmieniło w twoich uczuciach. Mówiłeś, że mnie kochasz.. A! Przecież zapomniałam. Ty nie pamiętasz.
- Czyż właśnie tego nie robimy?
- Odpowiedziałaś pytaniem na pytanie?-mruknął.
Może aż tak się nie zmienił.
- Wiem, tego nie lubisz. Ale rozmawiamy.
- Dobrze- westchnął.- Powiedz mi w końcu  kim byliśmy dla siebie.
- Już ci to tłumaczyłam, Andy. - jego oczy błysnęły, jakby wiedział, że go okłamuje.
- Skoro nie odwzajemniłem Twoich uczuć.- zrobił cudzysłów-  to skąd znałaś moją mamę? Byle komu bym jej nie przedstawił- ciągnął dalej.
- Nie wiem, o czym wtedy myślałeś- uśmiechnęłam się lekko, przypominając sobie jak bardzo stresowałam się spotkaniem.
- Więc pomóż mi to sobie przypomnieć.
- To było dano temu. Tamtego Ciebie nie ma i ja też jestem inna- powiedziałam cicho.
Przez moje ciało przeszedł kolejny dreszcz. O moją głowę obiło się kilka kropel deszczu. Andy bez słowa zdjął swoją kurtkę i położył ją na moje ramiona. Powinnam się nie zgodzić, w takim nim się zakochałam. A nie mogę, żeby moje uczucia wygrały. On ma Mirande.
Wzięłam głęboki wdech i odwróciłam się do niego twarzą w twarz.
- Po prostu zapomnij, że się znaliśmy. Ciesz się dziewczyną- wytarłam policzki, sama nie wiedząc, czy były to łzy czy deszcz. Pewnie jedno i drugie.
Wzięłam jego kurtkę w dłonie i wyciągnęłam w jego stronę.
- Mam nadzieję, że zmieniłeś zdanie o zaręczynach... Miranda na pewno na to liczy- uśmiechnęłam się, zakładając ręce na piersi.
Ruszyłam do przodu nie śpiesząc się. Andy i tak nie pójdzie za mną.





Andy?

sobota, 30 grudnia 2017

Od Juliet cd. Andy'ego

Szansa,że go tu spotkam wynosiła kilka tysięcy. Jak bardzo los mnie nienawidzi, że chcąc odpocząć od wszystkiego co jest związane z nim, stawia mi go na drodze.
Jego obojętny wyraz twarzy powodował chęć uderzenia go, ale później zdałam sobie sprawę jak tęskniłam za jego uśmiechem. Ale z kolei z drugiej strony, stał przede mną jakby nigdy nic,
- Będziesz udawał, że mnie nie znasz ? mruknęłam pod nosem.
Nie wiedziałam jaki jest sens w jego pytaniu. Jakim trzeba być imbecylem, alby pytać się dziewczyny, z którą spędziłeś prawie pól roku czy się znacie.
- Wybacz, ja prawie nikogo nie pamiętam.Miałem wypadek i..... straciłem pamięć. Próbuję się tu jakoś odnaleźć, ale nie wychodzi mi to najlepiej.- Uśmiechnął się słabo.
- Andy- zaczęłam spokojnie.- Nie chciałeś się ze mną spotykać i okej..... rozumiem to, ale wymyślając wypadek i utratę pamięci.- pokręciłam głową- to jest żałosne.
Chłopak zmrużył oczy, jakby nie rozumiejąc o co mi chodzi. I naprawdę miałam ochotę mu walnąć.
-Nie... ja naprawdę miałem.... przyjechałem tu, odpocząć i być może odzyskać chodź odrobinę wspomnień. - powiedział, dokładnie mi się przyglądając.
- Nie sądzisz, że gdybyś miał ten wypadek, zobaczyłabym zmiankę w internecie? Cholera, Andy! Twoja mama zadzwoniła by do mnie!- krzyknęłam, nie mogąc panować nad emocjami- Wiedziała ile dla mnie znaczyłeś.
- Mój menadżer wszystko załatwił. Nikt się o nim nie dowiedział i nikt nie mógł nic powiedzieć- chwycił mocniej smycz Ares'a, któremu chyba już nudziła się ta rozmowa.
- Powiedzmy, że ci wierzę. Dlaczego zacząłeś spotykać się z Mirandą? Była tylko Twoją przyjaciółką....- zadałam to pytanie, bo naprawdę nie wiedziałam co o tym myśleć.
- Spotykaliśmy się przed moim wypadkiem, więc nie widziałem powodu, aby to zakończyć- wzruszył ramieniem. -Ale nie rozumiem czemu jesteś na mnie zła? Przyjaźniliśmy się, tak?
- Nie to nie było to....- urwałam,czułam jak łzy napływają do moich oczu- Nie widzę potrzeby żeby zaśmiecać Ci pamięć. Gdybym była kimś ważnym to pamiętał byś o mnie....
Wzięłam torbę od niego, cicho dziękując, że ją znalazł. Otworzyłam drzwi, ale nie zdążyłam przez nie przejść, gdyż zostałam pociągnięta za ramię w stronę szatyna.
- Nie uciekaj- szepnął, a mi zachciało się śmiać. Mówił to za każdym razem, kiedy sprawy pomiędzy nami zaczynały być poważne.
-Juliet. Mam na imię Juliet- mruknęłam, widząc jak usiłuję coś z siebie wydusić.
- Więc Juliet- moje imię wypowiadane jego ustami brzmiało tak obco, niepewnie.- Chcę wiedzieć co się między nami wydarzyło.- w końcu puścił moje ramię, spojrzałam na swoje buty nie wiedząc  jak mam zacząć.
- Między nami nic się nie wydarzyło- starałam się, aby to zabrzmiało prawdziwie.- Dzięki Tobie poczułam się kochana, potrzebna i pomimo tego, że wybrałeś Mirande moje uczucie się nie zmieniło..... pomimo tego co mi zrobiłeś, będę Cię kochać, chodź sprawia to ogromny ból. Uznajmy, że wszystko rozumiem i wierzę w Twoje słowa. - uśmiechnęłam się słabo.- Zakochałam się w Tobie, a Ty tego  nie odwzajemniłeś- skłamałam.
Odwróciłam się jak najszybciej od niego odchodząc. Nie chciałam mówić mu całej prawdy, z resztą nie wiem czy bym mogła. Jak na tą chwilę dla mnie to i tak za dużo.
Skoro chcę ciągnąć tą sprawę z amnezją to droga wolna, ale ja się w to nie mieszam. Wystarczająco się nacierpiałam, czekając na jakiś znak od niego. Może gdyby  odezwał się kilka tygodni temu wybaczyłabym mu. Ale teraz nie jestem w stanie. Nauczę się żyć, z pustką w sercu, którą po sobie zostawił. Tak jak on nauczył się żyć beze mnie.

Zatrzasnęłam drzwi,rzucając torbę na łóżku. Pomimo moich starać i tak zaczęłam płakać. A obiecywałam sobie, że nigdy  więcej tego nie zrobię. Łzy spływały po policzku, jedna za drugą, ból, który czułam mógłby powalić mnie w jednej chwili. Potrzebowałam kogoś obecności, a jedyna osobą był chłopak przez, którego tak się czułam. Wszystko co sobie myślałam zawsze kończyło się tak samo.
Wiem, że gdyby przyszedł wybaczyłabym bez mrugnięcia okiem. To jest tak cholernie głupie. Boli mnie jego obecność, ale jej brak jest jeszcze gorszy.  Mój oddech był przyspieszony, a serce mogło w każdej chwili wyskoczyć.
Nie potrafię kontrolować bicia serca, tak samo jak uczuć do niego. 
Zarzuciłam kurtkę na ramiona i pośpiesznie wyszłam z pokoju. Starając się nie natrafić na Andy'ego. Najlepszego rozwiązanie na odreagowanie jest posiedzenie z Dream z dala od tych wszystkich wspomnieć, które są na każdym kroku. 


Andy?

piątek, 29 grudnia 2017

Od Juliet

Spojrzałam na budowlę akademii i cicho westchnęłam. Nie myślałam, że jeszcze tu wrócę. Jednak jest to jedyne miejsce, gdzie będę mogła odpocząć i zastanowić się co dalej z moim życiem.
Chciałam kariery i móc śpiewać, ale to potoczyło się zbyt szybko. Po występie, który odbył się w ubiegłym roku, wielu producentów do mnie dzwoniło i po uzgodnieniu tego z moim ówczesnym chłopakiem, podpisałam z jednym umowę. Od razu zaczęły się nagrania, wywiady, pojawianie się na ściankach. I wszystko było dobrze, dopóki był ze mną Andy, który  rozumiał co przechodzę. Pewnego dnia przestał dzwonić, pisać. Kompletna cisza. Wiedziałam, że coś się dzieję. Ale.... nigdy nie myślałam, że zobaczę jego zdjęcia z Mirandą, która "była jego przyjaciółka", bo przecież z przyjaciółmi też chodzi się za rękę,  prawda? Robić maślane oczka i słodko się uśmiechać.
Czułam się zraniona i oszukana. Musiałam udawać niewzruszoną,bo  tego ode mnie oczekiwali. Tak samo, aby wszędzie mówić, że rozstaliśmy się w zgodzie. Co szczerze mówiąc było głupie. Nic nie wiedziałam o naszym rozstaniu, ale to musiało pozostać tajemnicą.
Czy ktokolwiek wie jakie to jest uczucie przechodzić rozstanie przed tysiącem ludzi i kamer. Udawać pełną życia i uśmiechać się od ucha do ucha. Gdzie w środku coś pęka. Wątpię, ale to cholernie boli. Najbardziej bolała jego obojętność. Jakby nic się nie stało.
I miał rację, po kilku miesiącach sama tak myślałam. Przez krótką chwilę byliśmy dla siebie wszystkim, aż ktoś inny nie zajął mojego miejsca. To był tylko jeden epizod w moim życiu. Zostawił po sobie blizny, ale wiem, że za nic w świecie nie cofnęłabym czasu. Może zabrzmi to głupio i naiwnie, ale dalej cząstka mnie go kocha i życzy mu jak najlepiej. Nasza miłość nie była wieczna jak w bajkach. Z mojej strony była szczera i w moim sercu będzie żyć.

  ~*~*~*~*~*~*~*~

Wystawiłam wszystkie torby z samochodu i pomachałam kierowcy na pożegnanie. Liczę, że ten rok w Morgan University przyniesie coś lepszego niż w ubiegłym. W końcu rzuciłam wszystko, żeby tu być. Być może gdybym nie załamała się tym wszystkim, siedziałabym właśnie na podpisywaniu płyt? I miała kontrakt o którym marzyłam. A teraz stoję tu jak zwyczajny uczeń, zaczynając od zera. Nowa kartka, która czeka na zapisanie.
Otwierając drzwi, od razu witając się z Panią z recepcji. Głupio się przyznać, ale nie pamiętałam jej imienia, więc tylko się uśmiechałam.
- Wiedziałam, że wrócisz. Masz ten sam pokoju co ostatnio- podała mi klucz.
- Ciągnie do tego miejsca- przyznałam.
- Obcięłaś włosy? Miałaś takie ładne...- wskazała na warkocza, z którego wyszło kilka pasm.
- To tylko włosy- wzruszyłam ramionami- Odrosną
- Andy'ego nie ma z Tobą? - spojrzałam za moje plecy- Byliście nierozłączni- zacisnęłam dłoń w pięść, to pytanie mnie zirytowało.
- Ma dużo pracy- uśmiechnęłam się, biorąca do ręki walizki, dając jej znać, że koniec rozmowy.
Weszłam na odpowiednie piętro i skierowałam się do dobrze znanych drzwi, które od razu otworzyłam. Pokój wyglądał tak jak zapamiętałam. Nawet pachniał tak samo. Ustawiłam walizki przy łóżku i otworzyłam szeroki okna. Zaczęłam się rozpakowywać, kiedy zorientowałam się, że brakuje mi jeden torby. Nie fatygując się, aby zamknąć pokój, pobiegłam na dół. Rozejrzałam się w holu, ale nic tak nie stało. Wybiegłam na zewnątrz, uderzając kogoś w ramię.
- Przepraszam- powiedziałam odsuwając się.- Zagapiłam się....



Andy

wtorek, 20 czerwca 2017

sobota, 3 czerwca 2017

Od Juliet cd. Andy

- Mam kilka pomysłów - mruknęłam pod nosem - Jednak nie powiem tego na głos
- Pozwolisz, żeby moja fantazja zaczęła działać? - tracił nosem moją szyję.
- Tak - zaśmiałam się, całując jego usta - Ale najpierw muszę się przebrać.  
Wyślizgnęłam się z jego uścisku, poprawiłam bluzkę i otworzyłam drzwi.
- Wyglądasz dobrze - powiedział, zamykając je i ciągnąc mnie w swoją stronę. 

- Andy - szepnęłam zrezygnowana, chłopak wywrócił oczami. Złapał mnie za głowę i delikatnie pocałował, starałam się go odepchnąć, ale... no cóż jego usta są jak narkotyk. Oplotłam ręce wokół jego szyki i przyciągnęła jeszcze bliżej, o ile było to możliwe. Andy zjechał jedną ręką na talię, a drugą na pośladki i delikatnie ścisnął. Cicho pisnęłam, w ogóle nie spodziewając się takiego gestu ze strony chłopaka.  Pociągnęłam go za włosy, tym samym mogąc spojrzeć w jego oczy,  które swoją drogą były jak jedna wielka iskierka.  Przez chwilę  przeszła mnie myśl, że możemy to zrobić, jednak po chwili to zniknęło. Nie czuję, że ten dzień był wyjątkowy, a musi być wszystko idealnie -Niegrzecznie - szepnęłam - Nie myśl... - przerwał mi pocałunkiem, który schodził na żuchwę i szyję. Gdzie zostawił mokre ślady.
- Ostatnie malinki już są słabsze, chyba czas na nowe - zaśmiał się
- Nie chcę znowu nosić golfów - zaprzeczyłam, jednak  Andy znowu przywarł wargami do szyi. Zassał skórę, a po chwili ją puścił, kilka raz powtórzył tę czynność. 
- Kocham Cię- szepnął, odgarniając moje włos z czoła.
- Ja Ciebie też - uśmiechnęłam się - I obiecuję, że następnym razem z nią porozmawiam,
- Będę trzymać za słowo! - mrugnął 
- Ale Ty musisz obiecać, że nie będziesz się z nią obściskiwał! - założyłam ręce na piersi, chłopak westchnął 
- Jeżeli to Cię uszczęśliwi - cmoknęłam go przelotnie, dumna ze swojej wygranej. 
- Idę zapalić - odszedł ode mnie i zabrał papierosa i zapalniczkę z biurka.
- Naprawdę musisz? Schowam Ci to kiedyś - wypaliłam 
-  Uważaj! Zawsze to znajdę! - włączył zapaliczkę i przybliżył w moją stronę 
- Jesteś głupi - zaśmiałam się siadając na ziemi przy Ares'ie. 
- Wracam i idziemy na spacer i nie chcę słyszeć odmowy - dodał zanim faktycznie chciałam zaprotestować.



Andy?(przepraszam,ale ostatnio słabo z weną)

czwartek, 11 maja 2017

Od Juliet cd. Andy

-I dopiero mi to mówisz ! - pisnęłam, dźgając go w bok
- Nie było okazji - wzruszył ramionami, przytulając mnie do siebie.
Przez krótką chwilę nic nie mówiliśmy, wystarczyła nam nasza obecność. Jeszcze nigdy w życiu nie zależało mi na nikim, tak jak na nim. Wydaje się to wspaniałe, ale z jeden strony okropnie się boję. Jeżeli nam nie wyjdzie? Albo co gorsza znudzi się moim towarzystwem?
-Andy, idziemy pojeździć? - spytałam, odwracając głowę.
- Muszę wyprowadzić tych urwisół i zadzwonić do mamy - zaśmiał się, całując moją skroń - Dołączę to Ciebie później jak chcesz.
- Jasne - wstałam szukając mojej koszulki, która leżała przy biurku chłopska. Nie mam pojęcia jak się tam znalazła. - W takim razie do zobaczenia, chłopaku - naciągnęłam na siebie bluzkę i pochyliłam się ku jego ustą. - Dziewczyno - cmoknął mnie i również wstał. Uśmiechnęłam się słodko i wyszłam.
U siebie szybko się przebrałam i jeszcze szybciej ruszyłam do stajni. W środku był jakiś chłopak, które nie znałam, nawet go nie kojarzyłam. Czyli na pewno mnie mieszka w akademiku. Podeszłam do boksu mojej klaczy, nie zważając na badawcze spojrzenie blondyna.
- Część ślicznotko - podszedł bliżej mnie i oparł się o dzwiczki.
- Umm hej , jesteś nowy? Nigdy Cię tu nie widziałam
-  Przyjechałem do wujka i szczerze mówiąc nie żałuję - uśmiechnął się zalotnie, a mi zachciało się wymiotować. Przyniosłam cały sprzęt potrzebny do wyczyszczenia Dream, niestety PAN PEWNY SIEBIE dalej tam był.
- Nie chcesz może wyskoczyć na kolację?- spytał, stając przede mną.
- Nie, nie chcę - powiedziałam próbując go wyminąć
- Uwierz mi będziesz zadowolona - złapał mnie za nadgarstek i pociągną ku sobie.
- Powiedziałam nie! A teraz mnie puść! - krzyknęłam, licząc, że mnie posłucha.
- Lepiej się zgódź - wypuściłam powietrze, starając się wyrywać. Chłopak jednak był silny i nie dawał za wygraną.
- Jakiś problem? - usłyszałam głos Andy'ego i lekko się uśmiechnęłam.
- To nie Twoja sprawa - powiedział, przejeżdżając dłonią po moim policzku
- Chyba jednak tak, bo chodzi  o moją dziewczynę - od razu rozluźnił uścisk, a ja szybko się wyrwałam i starałam przy Andy'm. Obarczył nas gniewnym spojrzeniem i szybko opuścił budynek. Przytuliłam się o Black'a, wypuszczając powietrze.
- Dziękuję - szepnęłam, złapał mnie pod brodę i spojrzał w moje oczy.
- Od tego jestem - uśmiechnął się, znów mnie przytulając.
Nienawidzę takich chłopaków, są zbyt pewni siebie. To jest wręcz obrzydzające, nikt im chyba porządnie nie przyłożył.
- Zrobiłeś mi tyle malinek, że nie wiem które mam chować - zaśmiałam się, zmieniając temat.  Tak jak zaczął od szyi, to dopiero skończył za obojczykiem. Przyznaje wyglądała fajnie i w ogóle, ale jak mam założyć bluzkę, nie pokazując ich. To nie wykonalne.
- To dopiero początek - szepnął przygryzając płatek mojego ucha, cicho jęknęłam odwracając się i natrafiając na jego usta.
~*~*~*~*~*~*~*~
Po przejażdżkę znowu się rozdzieliliśmy, musieliśmy się przebrać, ponieważ w drodze powrotnej złapała nas ulewa. Przebrałam się w pierwsze lepsze ciuchy i zamknęłam pokój.
-Andy! - krzyknęłam wchodząc do niego.
Przytulał się z jakąś dziewczyną, a gdy szerzej otworzyłam drzwi, gwałtownie się odsunął. - Przeszkadzam?
- Nie, nie. To jest Miranda - uśmiechnął się - Juliet - wskazał na mnie. Dziewczyna wystawiła rękę w moją stronę, a ja po kilku sekundach ścisnęłam ją.
- Nie będę wam przeszkadzać - szepnęłam, wiedząc, że im naprawdę przeszkadzam. Andy nic nie powiedział, więc pośpiesznie wyszłam.
Pół dnia przesiedziałam w swoim pokoju, czekając kiedy będę pójść do swojego chłopaka. Jednak zza ściany dalej dobiegły głos, a mnie coraz bardziej to irytowało. Czy ona naprawdę nie miała kiedy przyjechać? Musiała akurat dzisiaj. Przed kolacją postanowiłam wyjść na spacer, to powinno odciągnąć moje myśli. Wzięłam kurtkę i otworzyłam drzwi, wyszłam na zewnątrz i stanęła przed czym? Przed obściskującym się Andy'm i Mirandą. Ugryzłam się w język i trzasnęłam drzwiami, dając im do zrozumienia, że już nie są sami.
- Przyjedź jeszcze - powiedział, całując ją w czoło i machając na pożegnanie. Patrzył na nią prawie tak samo jak na mnie. Bacznie go obserwowałam, a ten nie spuszczał jej ze wzroku. Gdy zniknęła na schodach, odwrócił się i szeroko się uśmiechnął.
- Gdzie idziesz?
- Mam zamiar się przejść- szepnęłam zaczynając iść, chłopak jęknął.
- Co Cię znowu gryzie? - złapał mnie za talię i odwrócił w swoją stronę.
- Nic mnie nie gryzie. - odpowiedziałam szybko
- Przecież widzę. Juliet!
- Widzę jak na nią patrzeć. Wiem, że mnie kochasz i nie chciałbyś mnie skrzywdzić, ale.... nie wiem co z tym zrobić. - spojrzałam na niego, a ten mocno zacisnął szczękę.






Andy?

sobota, 6 maja 2017

Od Juliet cd. Andy

- Jesteś idiotą myśląc, że bym się nie zgodziła - zaśmiałam się, opierając sie o jego czoło.
- Nigdy nic nie wiadomo - wzruszył ramionami
- Zostałam oficjalną dziewczyną Andy'ego Biersack'a - znowu pochyliłam się ku jego ustą.
- Obiecuję, że dostaniesz coś w ramach rekompensaty - uśmiechnął się, zbierając włosy z mojej twarzy
- Nic nie potrzebuje, okej?
- Chce żeby było tak.... oficjalnie. Tak jak powinno być - szepnął, siadając na łóżku, jednocześnie ciągnąc mnie za rękę i usadawiając na swoich  kolanach.
- Kochanie - zaśmiałam się cicho, czułam jakbym rozmawiała z małym dzieckiem.- Oficjalnie nie oznacza jakiś kwiatów czy nawet kolacji. Liczy się uczucie - chłopak pokiwał głową
- Uwielbiam Twoje przemowy, jesteś wtedy taka władcza - pacnełam go w ramię, w między czas zaczął dzwonić telefon Andy'ego, a ten nawet się nie ruszył.
- Telefon Ci dzwoni, nie odbierzesz?
- Nie - powiedział krótko
- Odbierz, może to coś ważnego
- Siedzisz mi na kolanach, więc nie możesz dzwonić, a co może być ważniejszego od Ciebie. - w tym momencie wszystko się zmieniło. Nie muszę dramatyzować, że mnie odepchnie. Nie muszę martwić się o jego byłe. Po prostu nie muszę się bać, że ktoś mi go odbierze.
- Andy -szepnęłam - Też Cię kocham
Przycisnął wargi do moich ust, a ja westchnęłam u jego usta. Zarzuciłam ręce na jego szyję i przyciągnęłam co bliżej nie zostawiając między nami żadnej przestrzeni. Jednym szybkim ruchiem chłopak położył mnie łóżku, sam zajmując miejsce obok. Przysunęłam się bliżej i oparłam głowę o jego klatkę piersiową. Przelotnie pocałował mnie czoło, przymknęłam oczy wsłuchując się w bicie jego serca.
*~*~*~*~*~*~*~*~*
W nocy było dość gorąco, co było spowodowane nie tylko temperaturą, ale również szczelnym uściskiem chłopaka.  Nawet nie wiem kiedy zdjęłam koszulkę, rano po prostu obudziłam się bez, zostając w samej bieliźnie. Zaczęłam obcałowywać twarz Andy'ego, ten obdarzył mnie czułym pocałunkiem.
- Aż tak bardzo jestem gorący?-zaśmiał się, zerkając na moje ciało.
- Oczywiście - "niechcąco" odkryłam się bardziej, chłopak cicho jęknął. Zaśmiałam się, przytulając do jego boku.
-Andy! Są już pierwsze artykuły z naszego koncertu... Musisz to przeczytać... - najpierw usłyszeliśmy krzyk Nialla'a, a potem jakby nigdy nic otworzył drzwi kluczem. Black okrył mnie kołdrą i delikatnie się podniósł, napotykając wzork Niall'a.  - Wiedziałam, że ze sobą sypiacie!!! - krzyknął "szcześliwy" zamykając drzwi z drugiej strony.
- Ugh.. on jest niemożliwy. Skąd ma klucze do Twojego pokoju? - spojrzałam na niego.
- Uwierz mi to długa historia - zaśmiał się - A ja nam czas - wzruszyłam ramionami, siadając na nim okrakiem.



Andy?

poniedziałek, 1 maja 2017

Od Juliet cd. Andy

Andy zaciągnął się mocno dymem i zbliżył się do mnie. Nasze twarze dzieliły zaledwie milimetry, delikatnie wypuścił dym, między moje wargi. Wzięłam głęboki wdech, pozwalając aby dym dostał się do moich płuc. Po paru sekundach odwróciłam głowę w bok, nie spuszczając wzroku z Andy'ego. Wypuściłam powietrze i pochyliłam się w kierunku chłopaka. Zamknęłam oczy czekając na dotyk jego ust. Żeby pocałunek by naprawdę dobry, musi coś znaczyć, musi być z kimś kto dla Ciebie wiele znaczy, żeby w momencie kiedy zetkną się wasze usta, poczuć to w całym ciele. Pocałunek tak gorący i namiętny, że nie chciałabyś zaczerpnąć powietrza, Mimowolnie odsunęłam się, ścierając ślad po mojej szmince.
-To, że z naszej randki nici nie znaczy, że nie możemy się zabawić – szepnęłam
-Cz Ty właśnie...
-Kiedyś trzeba zaczął, jeżeli chcesz mieć taką małą pociechę – Andy spojrzał na mnie zdezorientowany, w taki sam sposób w jaki ja to zrobiłam,gdy mówił mi o dziecko.
-Jeden, jeden mój drogi – zaśmiałam się i zaczęłam tańczyć swój taniec zwycięstwa 
-O nie! W tym momencie zaczęłaś wojnę! - wycofałam się do pokoju,biorąc kotkę na ręce. Ryzyko, że jej coś zrobi jest mniejsze, więc.... zaryzykuje.

-Zwierząt w to nie mieszaj- pogroził mi palcem, wzruszyłam ramionami – Juliet – mruknął
- Dobra – jęknęłam, odstawiłam ją na łóżko, a chłopak od razu do niej podszedł i przykucnął. Po co mu dziecko jak traktuje swoich pupilów jak maleństwa. A Ares to do maleństw nie należy,co nadziej przerośnięty trzylatek.
-Co z nią zrobimy? - pochylił się, „udając”, że jej słucha – Jestem tego samego zdania
Wyprostował się z szerokim uśmiechem zaczął do mnie podchodzić, namacałam klamkę i otworzyłam drzwi
-Żywcem mnie nie weźmiesz! - krzyknęłam, wybiegając z pokoju. Andy ruszył za mną,a ja się tylko modliłam, żebym nie spadła ze schodów. Miałam w planach wybiec z akademika i schować się za drzewami,gdzie by mnie nie zobaczył. Jednak ktoś akurat dzisiaj postanowił pozamykać drzwi.
-Wiesz, tak pomyślałam. Może rozejm? - Uśmiechnęłam się słodko
- Mhmm, nie masz drogi ucieczki – zagrodził mi ostatnią drogę
- Przytulę Cię – szepnęłam i nie dając chłopakowi chwili zastanowienia, wcisnęłam się w jego ramiona. Znowu poczułam to przyjemne ciepło i uczucie błogiej ciszy. Dziwne, czasem wystarczy, że, ktoś nas przytuli na kilka minut, żebyśmy potem nie czuli się tak samo. W chwil, gdy wypuszcza Cię z objęć, czujesz się tak,jakby zabrał z sobą jakąś część siebie. Zaczęłam wdychać jego zapach, wiedząc, że zaraz się odsunie.
-Nie zamknąłem drzwi – przerwał ciszę, jednoczenie łapiąc mnie za rękę i prowadzać z powrotem na górę. Na szczęście ani Ares, ani Amfitryta nie opuścili pomieszczenia. Wręcz przeciwnie rozłożyli się na łóżku z uniesionymi głowami. Prychnęłam pod nosem zwalając Ares'a i zajmując jego miejsce.
- Teraz to zaczęłaś wojnę – zaśmiał się Andy, głaszcząc psa po głowie
- Straciłam przyjaciela?
-Pilnuj butów – odpowiedział krótko, usiadł w moje nogi i wyjął swój telefon, a w tym czasie całą swoją uwagę poświęciłam kotce i jej miękkiej sierści. Co trochę zerkałam w stronę chłopaka, który miał za bardzo poważny wyraz twarzy. Chciałam wierzyć, że chodź z tego co myśli, część jest mnie, jednak to nie jest przyjemny wyraz twarzy.
- Wszystko w porządku? - pokiwała lekceważąco głową, nawet nie odwracając wzroku znad telefonu – Andy – szepnęłam
-Ta jest okej – mruknął, wstając i siadając przy biurku
- Możesz chodź raz powiedzieć,co się dzieję ? Tak żebym nie musiała tego wymuszać ?
- Nic się nie dzieję – wyjaśnił – Dostałem wiadomość od menadżera
- I to tak Cię wkurzyło ?
-Co? Nie! To bardzo ważnie
- I nie możesz się tym podzielić ? - Już nie chodziło oto, że chcę wiedzieć. Po porostu chciałabym, aby był otwarty. Muszę z niego większość rzeczy wymuszać. Jakbym nie wyjechała też bym się nie dowiedziała o czuję, z czasem to się robi bardzo męczące
- Nie mogę ryzykować, że ktoś się dowie. - podniosłam brwi z niedowierzania, czy on sugeruje, że mogłabym komuś wygadać ?
- Wiesz co ? Nie rozumiem naszych relacji. Czasem jesteśmy kimś więcej, późnij jesteśmy przyjaciółmi. A innym razem jak obce sobie osoby. I właśnie tak jest teraz....
- Juliet, wydaje Ci się, to jest poważne i ja.....um....
- Chcę żebyś ze mną rozmawiał – szepnęłam zrezygnowana – Zostawię Cię
Wyszłam szybko z pokoju, upewniając się, że zamknęłam swoje drzwi na klucz. Wzięłam głęboki wdech, opanowując bicie swojego serca. Po policzku cieknie mi łza, za nią kolejna. Nie mogę już ich powstrzymać zbyt wiele różnych emocji gotowało się we mnie i teraz wyłażą, a ja nie mogę nic zrobić. To za dużo, jak dla mnie. Czemu choć raz nie może być wszystko w porządku. Nie możemy cieszyć się tym, że jesteśmy razem.
Położyłam się na łóżku, przytulając głowę w swoją poduszkę. Przydałabym mi się teraz mama, albo przynajmniej babcia, która pogładziłaby mnie po głowie i powiedziała, że będzie dobrze. Niestety jestem sama i jakoś muszę dać rade. Przecież to nie pierwszy raz,gdy jestem sama prawda ?
Mój telefon zaczął wibrować i na początku liczyłam, że kimkolwiek jest to zaraz da sobie spokój, jednak nic takiego się nie nastąpiło. Wzięłam komórę do ręki, na wyświetlaczu widniał numer mojego taty. Ten też wybierze sobie moment
-Cześć tato- pociągnęłam nosem, starając się, aby mój głos się nie załamał
-Przepraszam, że tak długo nie dzwoniłem, ale byłam zajęty i – przerwał i głośno przełknął ślinę- Muszę w końcu Ci powiedzieć, kojarzysz moja asystentkę Jennifer?
- Tak, kojarzę ją – przygryzłam wargę,czekając na ciąg dalszy wiadomości
-Od dłuższego czasu się spotykamy i um.....poprosiłem ja o rękę. Zanim coś powiesz, naprawdę mi na niej zależy
- Tato! Obiecałeś,obiecałeś, że będziemy tylko my! Że nie pojawi się ktoś trzeci, czego się spodziewasz, że pogratuluje i zaczniemy być szczęśliwą rodziną? Nie!
-Muszę ułożyć sobie życie – westchnął
- Nie chodzi o to, dopiero teraz mi o tym mówisz? Powinnam ją poznać, przywiązać się! Nie znam jej i na pewno nie zastąpi mi mamy - rzuciłam telefonem o ścianę, a ten rozpadł się na części trzecie. Tak cholernie potrzebuje,żeby ktoś mnie przytulił. Wytarłam łzy policzków, miałam gdzieś, że w tej chwili jeszcze bardziej się rozmazuję, irytowały mnie,
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Zapukałam delikatnie w drzwi po cichym „proszę” je uchyliłam. Andy siedział na łóżku i głaskał Ares'a po głowie. Spojrzał na mnie i gwałtownie podniósł się z miejsca.
-Przepraszam – szepnęłam,chowając głowę w jego koszulę
- Co się stało? - oparł brodę i czubek mojej głowy
-Jestem zmęczona. Naprawdę nie chcę już tak żyć. Jestem zmęczona udawaniem, że wszystko w gra,bo wcale tak nie jest. Za każdym razem, kiedy się uśmiecham, czuję się tak, jakbym się oszukiwała,ale nie wiem jak inaczej żyć – wybuchnęłam płaczem, złapałam jego koszulkę, aż moje palce zbielały.




Andy?(przepraszam, że gift są tak w kupię)