Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Charlotte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Charlotte. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 sierpnia 2017

Odejście!

Z dniem dzisiejszym żegnamy: Charlotte, Maye, Nialla, Matthew i Vito

 
   

Powód: brak pomysłu na postać



Powód: Wraz z Charlotte odchodzi sens jego życia

środa, 26 lipca 2017

Od Charlotte do Nialla

Szybko znalazłam stronę kina, do którego mieliśmy zamiar jechać, a kiedy mój wzrok napotkał tytuł nowego filmu Marvela, podskoczyłam niczym zbyt rozentuzjazmowane dziecko.
- Spider-man! - pisnęłam radośnie, co najwyraźniej zaskoczyło Nialla, bo jasnowłosy spojrzał się na mnie wzrokiem typu "boże-z-kim-ja-się-związałem". Nie dziwiłam mu się, bo kiedy chodziło o produkcje związane z Avengersami to byłam niemal psychofanką. Mocny nacisk na "niemal".
- Zdążymy? - pochylił się nade mną, spoglądając przez moje ramię na ekran komórki.
Pokiwałam szybko głową.
- W takim razie nie mam nic przeciwko - cmoknął mnie szybko w policzek, podnosząc się do pozycji siedzącej, a ja natychmiast poderwałam się z łóżka, gotowa do drogi, co nie obyło się bez komentarza Nialla. - To chyba twoje najszybsze wyszykowanie się.
Prychnęłam cicho, przewracając oczami.
- W kinie jest ciemno, nikt mi się nie będzie przyglądał - schowałam smartfona do kieszeni jeansów i ruszyłam w stronę drzwi. - No chodź.
Blondyn pogderał coś jeszcze pod nosem, skarżąc się na żeński gatunek, aż w końcu mogliśmy wyjść z jego rodzinnego domu. Musiałam przyznać, że poczułam małe ukłucie zazdrości, widząc Nialla z kochającą rodziną. Biologiczną rodziną. Co prawda mogłam liczyć na wsparcie państwa Reynoldsów i mojego przyrodniego brata, ale fakt faktem, że nigdy nie zastąpią mi prawdziwych rodziców i rodzeństwa.
- Cholera, ale zimno - potarłam ramiona, które przez kontakt z chłodnym powietrzem szybko zmarzły.
Usłyszałam ciche, może trochę zirytowane westchnięcie Nialla, a kiedy obróciłam głowę, by na niego spojrzeć, chłopak już podawał mi swoją bluzę, którą zgarnął z tylnego siedzenia.
- Dzięki - założyłam ciepłe ubranie, po czym cmoknęłam chłopaka w policzek.
- Skoro już wiemy, że nie dostaniesz hipotermii, jedziemy - mrugnął do mnie, a kiedy włączył radio, skupiając się na drodze, ja zabrałam się za pisanie smsa do Matthew.
Film był świetny, delikatnie mówiąc. Postać Spider-mana grana przez Toma Hollanda była chyba najlepszą spośród wyreżyserowanych bohaterów pozostałych filmów o człowieku-pająku. Niemal cały seans paplałam cicho Niallowi o komiksowej wersji Petera Parkera i ciekawostkach z nim związanych. W pewnym momencie zauważyłam mocno zaciśniętą szczękę Nialla i jedną z jego rąk nerwowo podrygującą na podłokietniku kinowego fotela. Nie no, żartuję. Od dłuższej chwili nie dawał mi popcornu. Niezbyt zadowolona mina Horana zniknęła dopiero, kiedy znowu zaparkowaliśmy przed jego rodzinnym domem. Chłopak szybko wyszedł z samochodu, trzaskając za sobą drzwiami, a nim ja - oszołomiona przed dłuższą chwilę jego zachowaniem - zdążyłam wysiąść, Niall otworzył drzwiczki od mojej strony. Jedną rękę wsunął pod moje złączone nogi, a drugą położył pod moimi plecami i ku mojemu zaskoczeniu, zaniósł mnie do przygotowanego dla nas pokoju.
- Co do... - nie pozwolił mi dokończyć, łącząc nasze usta pospiesznym pocałunkiem. Oparłam plecy o ścianę, by zapewnić sobie jakąkolwiek stabilizację, bo gwałtowność ruchów blondyna prawie doprowadziła do upadku na podłogę. Irlandczyk wsunął na moment swoje dłonie pod moją bluzę, a widząc, że nie stawiam oporu, pomógł mi ją zdjąć. Przeszło mi przez myśl, żeby go mocno trzepnąć, ale nie mogłam bronić się przed seksem bez końca. Tak naprawdę częsta niepewność Nialla w tej kwestii zaczynała działać mi na nerwy.
Równie szybko pozbyliśmy się nie tylko reszty moich ubrań, ale i ciuchów Horana.
~~*~~
- Charlie? - otworzyłam niechętnie zaspane oczy, słysząc cichy głos tuż przy swoim uchu.
- Czego? - burknęłam niezbyt grzecznie, niezadowolona z faktu, że mnie budzi. Co jak co, ale spać lubiłam.
- W porządku? - słysząc lekką obawę w jego głosie, przewróciłam się na drugi bok, by móc spojrzeć mu w oczy.
- Co "w porządku"? - naprawdę nie miałam pojęcia o co mu chodzi. 
- Po dzisiejszej nocy. Byłem trochę zdenerwowany i...
W tamtym momencie parsknęłam śmiechem, szybko cichnąc. Państwo Horan wrócili pewnie dosyć późno, a ostatnim czego chciałam było budzenie ich.
- Byłeś zazdrosny o Petera Parkera. Postać fikcyjną - przewróciłam oczami, dźgając go palcem w klatkę piersiową. 
- O aktora - poprawił mnie szybko.
- O, to akurat nie było bezpodstawne. Tom Holland jest uroczy - z cichą satysfakcją obserwowałam zaciskającą się znowu szczękę Nialla. - Głuptasie, to, że uważam go za osobę atrakcyjną, nie znaczy, że zaraz polecę do miejsca gdzie jest i się na niego rzucę. Ty również jesteś przystojny, ale posiadasz ten bonus, który skutecznie dyskwalifikuje innych. 
- Hm?
- Kocham cię. Nawet jeśli jesteś taki strasznie tępy i to do ciebie nie dociera - cmoknęłam go szybko, czując jak się uśmiecha. - A teraz rusz tyłek i przynieś mi golf. Narobiłeś mi tyle malinek, że będę musiała się w nim grzać przez najbliższe kilka dni!
Odpowiedział mi cichy śmiech Nialla, a po szybkim wciśnięciu się w dresy, chłopak przyniósł mi mój czarny golf z krótkim rękawkiem. Zabranie go ze sobą było jednak dobrą decyzją.
- Wzięłam tylko jeden, idziemy na zakupy i fundujesz mi co najmniej dwa nowe - uśmiechnęłam się słodko i pognałam do łazienki, nim Horan zdążył trafić we mnie poduszką.

Niall?

środa, 12 lipca 2017

Od Charlotte do Nialla

Podkuliłam nogi, siadając na - o dziwo - zaścielonym łóżku Nialla i z lekkim uśmiechem przyglądałam się jak jego dłonie śmigają po strunach instrumentu. Gdzieś w połowie utworu przyłapałam się na tym, że uderzam palcami o swoje kolano, uzależniając tempo od rytmu piosenki. Musiałam przyznać, że wokal blondyna brzmiał cholernie dobrze, a z każdym taktem ogarniała mnie coraz większa duma i miłe uczucie zadowolenia, że mam takiego utalentowanego chłopaka. Oczywiście, nie powiedziałabym mu tego. Ego wielkości - co najmniej - Ameryki nie mogło urosnąć jeszcze bardziej.
Kiedy wokal Horana ucichł, jego jasne oczy zaczęły wpatrywać się we mnie, oczekując jakiejkolwiek opinii.
- Całkiem przyzwoicie, ale... - zaczęłam powoli, próbując zbudować napięcie. - Harry zaśpiewałby to lepiej.
Niall sapnął z niedowierzaniem, jakby naprawdę uwierzył, że mówię poważnie, jednak tak jak się spodziewałam, po chwili na jego twarzy znowu pojawił się uśmiech. Muszę poprawić umiejętność żartowania, bo ta u mnie kuleje. Ups.
- Straszna z ciebie wiedźma - przewrócił oczami i odłożył gitarę na miejsce.
Parsknęłam krótkim śmiechem.
- Ejj, a już chciałam ci znieść celibat. Teraz poczekasz sobie jeszcze trochę - skrzyżowałam ręce za głową i z zadowoleniem opadłam na miękkie poduszki. Wyciągnęłam przed siebie nogi, a przez nieuwagę o mały włos nie kopnęłam drzemiącej Cory.
- Jeśli o to chodzi... - z Nialla opadła nagle cała wesołość, a w tamtym momencie wyglądał jak zagubiony szczeniak nie mający pojęcia co ze sobą zrobić. Usiadł obok mnie, a ja widząc jego niezbyt radosną - delikatnie ujmując - minę, wróciłam do pozycji siedzącej.
- No nie, znowu to roztrząsasz - potrząsnęłam głową, zaraz żałując tej decyzji, bowiem kosmyki włosów zasłoniły mi twarz. Szybko założyłam je za uszy. - Niall, obchodzisz się ze mną jak z przysłowiowym pieprzonym jajkiem, którym nie jestem. Powtórzę jeszcze raz, gdybyś zrobił coś nie tak po prostu bym ci przyłożyła, ok?
- Tylko...
- Niall. Koniec tematu. Wyluzuj troszkę, bo jesteś bardziej sztywny niż trup leżący na cmentarzu - cmoknęłam go w policzek. Miałam nadzieję, że w końcu odpuści sobie i nie będzie na każdym kroku sprawdzał jak się czuję, bo choć na początku było to urocze, teraz zaczynało mnie okropnie irytować.
- Nie pozwolisz mi dojść do słowa? - upewnił się.
- Nah-ah - pokręciłam głową, ciesząc się, że nie drąży bardziej tematu. - Wracając do wakacji, Irlandia brzmi świetnie. A później jedziemy gdzieś, gdzie jest ciepło.
Kąciki ust Nialla uniosły się w górę, tworząc uśmiech, który uwielbiałam ponad wszystko. Uśmiech, który rozganiał burzowe chmury codzienności niczym wynurzające się zza horyzontu słońce.
~~*~~
 - Obiecuję, że jeśli się nie pospieszysz, osobiście cię wykastruję! - rzuciłam w stronę kończącego swoją kanapkę Nialla. Nie miałam zamiaru pozwalać mu prowadzić samochód, jedząc bułkę. Nie chciałam jeszcze umierać.
- Kobieto, najpierw zakazujesz mi jechać, a teraz mnie pospieszasz. Cierpisz na rozdwojenie jaźni? - odciął się umiejętnie, ani na moment nie przestając pochłaniania kanapki.
- Może i tak, ale cierpiał to będziesz ty, idąc na piechotę - parsknęłam, nie mogąc powstrzymać uśmiechu cisnącego się mi na usta.
- Ciekawe jak skoro to ja mam kluczyki - puścił mi oczko, wstając od stołu. Poszłam w jego ślady, a kiedy szybko rozejrzałam się po lokalu, napotkałam pełne zaskoczenia spojrzenie staruszki, przyglądającej się naszej dwójce. Dotarło do mnie, że pewnie słyszała naszą rozmowę i miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
Widząc ciemnoczerwone rumieńce, które wpłynęły na moje policzki, Niall zaśmiał się cicho i objął mnie ramieniem.
- Spokojnie, szansa, że spotkamy ją jeszcze raz jest tak mała jak mrówka - spróbował mnie uspokoić, ale ja nadal byłam zdania, że powinnam dłużej pomyśleć, zanim coś powiem w miejscu publicznym.
Przez resztę drogi słuchałam śpiewu Nialla, kiedy ten dołączał do wokali płynących z radia. Podkuliłam nogi i oparłam policzek o chłodną szybę, podziwiając widoku. W pewnym momencie powieki zaczęły mi okropnie ciążyć i zapadłam w sen.
- Charlie - mruknęłam z wyraźnym niezadowoleniem, czując dłoń Horana na ramieniu. 
- Daj mi spać.
Cichy śmiech chłopaka sprawił, że otworzyłam delikatnie oczy.
- Jesteśmy na miejscu.
Jęknęłam, próbując wyprostować ścierpnięte nogi. Następnie przetarłam twarz i przygładziłam roztrzepane włosy.
- Wyglądam tak tragicznie jak sądzę? - spróbowałam się uśmiechnąć.
- Wyglądasz ślicznie - ku mojej irytacji zmierzwił mi włosy, które przed chwilą spróbowałam ułożyć. Głupek. - Poza tym moja mama nie wyrzuci cię z domu, bo masz źle ułożoną fryzurę.
- Masz chyba rację - sięgnęłam po torebkę, leżącą na tylnym siedzeniu. - Idziemy?

Niall? C; 

piątek, 16 czerwca 2017

Od Charlotte do Nialla

Uśmiechnęłam się pod nosem, kiedy Niall musnął moje wargi swoimi ustami. Uwielbiałam takie chwile, miałam wtedy wrażenie, że cały świat staje w miejscu, a my jesteśmy tylko we dwoje. Czułam, że magia wisi w powietrzu i chociaż brzmi to strasznie dziecinnie, to właśnie najlepiej odzwierciedlało moje odczucia.
- Jesteś okropny - zarzuciłam mu żartobliwie, kiedy się od niego odsunęłam i klapnęłam na łóżko. Miałam ochotę zwinąć się w kuleczkę i zakopać pod ciepłą kołderką. Ten stan towarzyszył mi od kilku dni i za każdym razem, gdy kładłam się spać, odczuwałam niewyobrażalną ulgę. Dobrze, że zbliżają się wakacje i zamiast spieszyć się na zajęcia, będę mogła się wyspać.
- A ty byś nie była... troszkę poddenerwowana, gdybym zaczął spotykać się z przyjaciółką, która zna mnie od dziecka? - uśmiechnął się z satysfakcją, widząc, że przez dłuższą chwilę zastanawiam się nad odpowiedzią. Cóż, gdybym miała odpowiedzieć, to tak. Byłabym zazdrosna. - No widzisz.
Prychnęłam cicho.
- Ale jak sam słusznie zauważyłeś, Matthew jest moim przyjacielem - jak zwykle próbowałam znaleźć jakiś kruczek, który pozwoli mi wygrać.
Tym razem to Niall parsknął, ale jego oczy jak zwykle iskrzyły.
- No widzisz - powtórzyłam, przedrzeźniając jego wcześniejsze słowa. Blondyn przewrócił oczami.
Ja za to wdrapałam się na jego kolana, obejmując go za szyję.
Od dłuższego czasu moje życie bardziej  przypominało nierealnie cudowną bajkę niż prawdziwy ludzki byt, pełen złych chwil z akcentem wesołych momentów. Samolubnie jednak stwierdziłam, że należy mi się to.
- Przejdziemy się? - zaproponował, a ja radośnie przytaknęłam na jego propozycję.
Późnowiosenne wieczory były idealne do przechadzki. Słońce zachodziło już za horyzont, jednak w powietrzu nadal unosiło się jego delikatne ciepło. Słodki zapach kwiatów powoli znikał, ale czuć było wciąż ich woń.
Splotłam nasze palce, napawając się bliskością Nialla. Usiedliśmy oboje na ogrodzeniu okalającym pastwisko i w zadumie obserwowaliśmy nasze konie.
- Mogę cię o coś spytać? - blondyn spojrzał na mnie i przez chwilę złapaliśmy kontakt wzrokowy. Musiałam mieć wtedy naprawdę głupią minę.
- Jasne.
- Nigdy nie rozmawialiśmy o tym, gdzie widzimy siebie za kilka lat - zaczął, a mnie chwilę zajęło zrozumienie do czego zmierza. - Jak to jest z tobą?
Otworzyłam szeroko oczy, wlepiając spojrzenie w pasącą się nieopodal Fridee. Nagle przed moimi oczami stanął obraz, który już kiedyś widziałam w śnie. Niewielki drewniany domek pośród malowniczego krajobrazu. Tylko pola, jezioro i las. Dwójka dzieci bawiących się na tarasie i leżący pod stolikiem pies.
Poczułam jak moje policzki zaczynają robić się czerwone.
- Nie można być pewnym przyszłości, ale na tę chwilę - usilnie starałam się nie jąkać. - Chciałabym zamieszkać na obrzeżach jakiegoś miasta, chociaż mieszkanie w centrum też by mi nie przeszkadzało. Ja pracowałabym jako nauczycielka, ty jeździłbyś w trasy albo robił to co chcesz robić. Wieczorami siadalibyśmy na tarasie lub balkonie, a dzieciaki odrabiałyby lekcje...
Nerwowo nawijałam na palcem ciemne kosmyki moich włosów, które ostatnimi czasy bardzo urosły. Niedługo będę musiała znowu je ściąć.
- Ale jak mówiłam, wszystko się może jeszcze zmienić... - uśmiechnęłam się, próbując zamaskować wstyd.

Niall?

czwartek, 1 czerwca 2017

Od Charlotte do Nialla & Matthew

Słysząc, jak ktoś wymawia moje imię, odruchowo chwyciłam Nialla za rękę. Był jedyną osobą przy której czułam się całkowicie bezpiecznie, a jego obecność działała na mnie kojąco. Przy nim nie mogło stać mi się nic złego.
Już miałam obrócić się w stronę obcej osoby w celu zmierzenia jej lodowatym spojrzeniem, ale coś nie pozwoliło mi tego zrobić. Coś znajomego w jej głosie, jakaś miła nuta. Zerknęłam za siebie i zamarłam z delikatnie uchylonymi ustami, a wielkość moich oczu zwiększyła się co najmniej dwukrotnie.
Wystarczył ułamek sekundy, bym rzuciła się przed siebie i przywarła z szerokim uśmiechem do wysokiego chłopaka o jasnej, rozwichrzonej czuprynie. Campbell był ostatnią osobą jaką spodziewałam się zobaczyć w Morgan, ale to, że przyjechał było naprawdę przemiłą niespodzianką. Jakby jedna z niewielu dobrych cząstek mojej przeszłości do mnie wróciła.
- Matthew! - objęłam go w pasie, mocno go obejmując. Dopiero po dłuższej chwili trwania w bezruchu, odsunęłam się od niego. - Co ty tu robisz? Jakim cudem...? Czemu nie napisałeś? Albo nie zadzwoniłeś? - zasypywałam go lawiną pytań. Odpowiedź na nie interesowała mnie w różnych stopniach, ale po co rozdzielać to na większą liczbę dialogów?
- Odpowiadając na część twoich pytań, padła mi komórka - uśmiechnął się półgębkiem. - Poza tym planuję zacząć się tu uczyć, ktoś w końcu musi cię pilnować.
Parsknęłam, przewracając oczami.
- Mówisz jak Hayden, ale to nic dziwnego. Wy dwoje moglibyście być bliźniakami.
- Ano.
Obejrzałam się za siebie, chwytając Nialla za rękę. Irlandczyk mógł kojarzyć Campbella, a Matthew Horana, ale tak naprawdę nigdy się nie poznali. Uznałam zapoznanie ich ze sobą za swój cel.
- Niall, to jest Matthew - zaczęłam, lustrując uważnym wzrokiem swojego chłopaka, który nagle wydał mi się spięty. Może nie było po nim tego widać, ale po takiej ilości czasu razem ze sobą spędzonej, nauczyłam się rozpoznawać, kiedy coś nie gra. A blondyn uśmiechał się jedynie połową twarzy. - Matt, to jest Niall.
Wymienili uścisk dłoni, a kiedy Horan ponownie złapał moją rękę, splotłam nasze palce. Dopiero po chwili dotarł do mnie powód nietypowego zachowania blondyna. Był zazdrosny, co wydało mi się zarazem urocze i bezsensowne.
- Widzę, że wybierasz się na przejażdżkę. Nie chciałbyś wybrać się z nami? - zaproponowałam przyjacielowi. Jego przyjazd strasznie mnie ucieszył.
- Nie będę wam przeszkadzał, pewnie chcieliście wybrać się we dwójkę - na jego odpowiedź przewróciłam oczami.
- Niall nie ma nic przeciwko, prawda? - spojrzałam na Horana, który pod moim błagalnym spojrzeniem, zgodził się.
- Tylko przygotujemy konie i możemy ruszać - poinformowałam Matthew, który kiwnął głową i zapowiedział, że poczeka na zewnątrz, gdzie rozgrzeje swoją klacz.
W siodlarni Niall unikał mojego spojrzenia, od razu sięgając po ogłowie. Jednak zanim sięgnął po siodło, złapałam go za koszulkę i zmusiłam do popatrzenia mi w oczy.
- To słodkie, ale naprawdę nie musisz być zazdrosny o Matthew - położyłam mu dłonie na policzkach, następnie składając na jego ustach krótki pocałunek. - Przyjaźnimy się od dawna, jest dla mnie jak starszy brat. Poza tym, zaufanie w związku działa w obie strony.

Niall? ;3

poniedziałek, 22 maja 2017

Od Charlotte do Nialla

Przewróciłam oczami, co samo w sobie było wystarczającym komentarzem, jednak nie mogłam nie dodać jeszcze czegoś.
- Teraz będę skazana na golfy - burknęłam, jakby było to czymś złym, czymś co byłoby dla mnie katorgą. Prawda jest taka, że do golfów nie mam nic.
- Nie musisz ich nosić - poruszył zabawnie brwiami, a ja nie mogłam się nie uśmiechnąć. Już chciałam coś dodać, ale ogarnęła mnie nagła fala senności, ziewnęłam. Wciąż byłam zmęczona po podróży. Najchętniej zakopałabym się w miękkiej kołdrze i nie wychodziła z wygodnego łóżka przez co najmniej tydzień.
- Spaaaaać - jęknęłam, wtulając się w koszulkę Nialla. Pachniała jakimś kwiatowym proszkiem do prania, całkiem ładnie.
Blondyn zaśmiał się cicho.
- Jest trochę po trzynastej, nie ma spania - zabrał mi koc, którym okryłam się dosłownie przed sekundą i bezczelnie sam się nim owinął. Od razu rzuciłam się by go odzyskać.
- Ejj, to nie fair - złapałam za jeden z rogów nakrycia i spróbowałam wyrwać je chłopakowi. To była najpodlejsza z możliwych kradzieży. - Kup sobie własny.
Niall uśmiechnął się, jakby moje szarpanie koca nie robiła na nim najmniejszego wrażenia i przyciągnął mnie do siebie, oplatając ramionami. Opatulił mnie też miękką narzutą.
- Nie pachniałby tak ładnie.
Parsknęłam.
- Czasami zastanawiam się, z której palmy żeś się urwał, Horan. I nadal nie wykminiłam  - zrezygnowana pokręciłam głową. Uwielbiałam poczucie humoru Irlandczyka, nawet jeśli od czasu do czasu go nie rozumiałam. Nic nie stało jednak na przeszkodzie, bym czasami mogła rzucić ku niemu jakiejś uwagi. Takie już uroki obcowania ze mną.
- Bananowej.
- Fuuuj - skomentowałam niemal w tej samej chwili, w której on się odezwał. Oberwało mi poduszką. Raz, a potem drugi. Zasłoniłam twarz rękoma by nie zostać uderzoną po raz trzeci. Spojrzałam na blondyna przed dziurę pomiędzy swoimi ramionami. - Przemoc budzi przemoc!
- Charlie... ale banany? Jak możesz - kolejny raz poruszył brwiami, ale tym razem zamiast się zaśmiać, trzepnęłam go w głowę.
Przez resztę dnia oglądaliśmy przeróżne filmy, które oczywiście wybierałam ja. Niall nie miał dostępu do pilota, bo obawiałam się, że skończymy buszując po ciemnych stronach Internetu. Oczywiście nie mogliśmy zapomnieć o Mamma Mii. Ten musical obejrzeliśmy na samym początku i nie było się bez śpiewu Nialla, który potem został stłumiony przez poduszkę. Nie mam pojęcia czemu znalazła się na jego twarzy, ale przynajmniej mogłam spokojnie oglądać film.
~~*~~
Kiedy następnego ranka w końcu zwlokłam się z łóżka, byłam spóźniona. To znaczy, przy odrobinie szczęścia uda mi się zjeść śniadanie i popędzić na lekcję, ale nigdy nie lubiłam się spieszyć i brak piętnastu zwykle dostępnych minut było dla mnie koszmarem. W łazience nie traciłam czasu na zbędne elementy, zajęłam się najpotrzebniejszymi czynnościami. Spędzanie większej ilości czasu na zewnątrz przyniosło pożądane skutki, bo nie byłam już blada jak śmierć. Wcisnęłam się szybko w sweter i dżinsy i z ledwo dopiętą torbą, pognałam na stołówkę. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i dostrzegłam Nialla siedzącego z Harry'm i Isabelle. Lubiłam Stylesa, był bardzo pozytywną osobą, o dziwo nie miałam problemów z rozmową z nim, przychodziło mi to naturalnie. Dziewczynę też lubiłam, widziałam w niej koleżankę.
Po nałożeniu sobie porcji jajecznicy, przysiadłam się do nich.
- Niall... mówiłam ci już jaki jesteś kochany? - zwróciłam się do blondyna, kiedy zauważyłam, że zapomniałam wziąć sobie kawy. 
Ten przewrócił oczami, ale zaraz potem jego twarz rozświetlił uśmiech. 
- Możliwe... ale chętnie usłyszę to drugi raz.
Uśmiechnęłam się słodko.
- Coś za coś. Skocz mi po coś do picia. Ładnie proszę.
Po salwie jęków rozpaczy, Niall ruszył tyłek z krzesła i skierował się ku stanowisku z napojami.
Następnie spojrzałam na Harry'ego i Isabelle. 
- Podacie mi jego torbę? - wskazałam na wiszący na oparciu przedmiot. Kiedy tylko spełniono moją prośbę, szybko odnalazłam zeszyt Horana i zajęłam się przepisywaniem zadania z matematyki.
- Oglądaliśmy wieczorem Mamma Mię i jakoś mi wypadło - wytłumaczyłam zaskoczonej parze.
- I jak wrażenia? - Isabelle spojrzała krótko na Stylesa, po czym zawiesiła spojrzenie na mnie.
Westchnęłam teatralnie.
- Koszmar. Chyba, że lubisz irlandzkie wersje Honey, honey.
Isabelle parsknęła śmiechem, a po krótkiej chwili dołączył do niej Harry. Wow, udało mi się powiedzieć coś zabawnego. Punkt do samooceny i uspołeczniania się.
- Zapamiętam sobie - podskoczyłam wystraszona, słysząc głos tuż przy swoim uchu, a zdawszy sobie sprawę, że to Niall, trzepnęłam go szybko w ramię. Ten jednak znowu się uśmiechnął i wskazał na zeszyt. - Fajnie, że mogłem się na coś przydać.
- W końcu - cmoknęłam go szybko w policzek i oddałam zeszyt.

Niall? ;3

czwartek, 11 maja 2017

Od Charlotte do Nialla

Zamiast od razu odpowiedzieć blondynowi, przegryzłam wargę, jakbym zastanawiała się nad jego pytaniem.
- Chcesz mnie oznaczyć? - upewniłam się, próbując bezskutecznie wyrwać się spod Nialla, któremu jakimś cudem trzymanie mnie nie sprawiało najmniejszej widoczniej trudności. Wystarczyło kilka prób ucieczki, bym porzuciła ten pomysł, bo męczyłam się tylko ja.
Jasnowłosy skinął głową, uśmiechając się lekko. God, jak ja uwielbiałam ten uśmiech.
- A kto powiedział, że jestem twoja? - zauważyłam zarozumiale, z satysfakcją obserwując zaskoczenie malujące się na twarzy chłopaka. - Nigdy nie spytałeś o bycie razem, jeśli by się tak głębiej zastanowić. Więc, nadal jesteśmy singlami, nie?
Horan pochylał się nade mną całkowicie zdębiały. Miałam ogromną ochotę się roześmiać, ale żeby dobrze odegrać swoją rolę musiałam chociaż zachować pozorną powagę.
- No...
Nie mogłam powstrzymać parsknięcia, bo Niall, ten Niall który zawsze miał gotową jakąś ciętą ripostę był kompletnie skołowany i nie wiedział co ze sobą zrobić. Korzystając z okazji uwolniłam dłonie z jego uścisku i położyłam je na policzkach chłopaka.
- I bardzo dobrze zrobiłeś, oficjalne proszenie jest nudne - potarłam swoim nosem o koniuszek jego.
- To znaczy, że mogę? - spytał z szelmowskim błyskiem w oku, a ja w odpowiedzi jedynie trzepnęłam go w ramię.
- Mhm - mruknęłam w końcu po długiej chwili milczenia i wpatrywania się w jasne oczy Irlandczyka. Nie musiałam długo poczekać, bo chłopak odgarnął z mojej szyi włosy i zbliżył do niej usta. Zadrżałam, czując ciepło jego oddechu.
Niall odsunął się ode mnie, cmokając krótko w usta.
- Voilà - klapnął na łóżko, strzelając mi uśmieszek.
- Możesz się teraz odwdzięczyć - zaproponowałam radośnie, wyłączając telewizor, by nie zagłuszył chłopaka.
- Co?
Zgarnęłam z biurka ćwierćlitrową butelkę po wodzie i złapałam ją niczym mikrofon.
- I wasn’t jealous, before we met... - zanuciłam jedną z piosenek ABBY, szczerząc się radośnie. Nie ma szansy, że Niall jej nie zna. To przecież klasyka, a każdy powinien choć raz w życiu obejrzeć Mamma Mię. - Now every woman I see, is a potential threat...
- No way! - zaoponował, zatykając się uszy poduszkami.
- Przestań, znasz to na bank - poprosiłam, kontynuując śpiew. - And I’m possessive...
- It isn’t nice - Niall dołączył wokalem, a ja zaklaskałam entuzjastycznie niczym małe dziecko. - You’ve heard me saying, that smoking was my only vice...
Nasze głosy zaczęły się przeplatać tworząc całkiem przyzwoitą mieszankę. Nigdy nie byłam dobra w śpiewaniu, ale piosenek ABBY nie da się popsuć. Tym bardziej przy Niallu, od którego starałam się nie być dużo gorsza.
- But now it isn’t true, now everything is new. And all I’ve learned, has overturned... - nuciłam, dochodząc powoli do refrenu. - I beg of you...
- Doooon’t goo wasting your emotiooons! - to już nie był śpiew, a krzyk. Rytmiczny, ale krzyk. - Lay all your love on meeee!
Zwijałam się ze śmiechu, obserwując energicznie gestykulującego blondyna i mimo chęci, nie potrafiłam się opanować.
Wszystko skończyło się na tym, że zwaliliśmy się oboje na łóżko, zmęczeni śpiewem i całym pseudo-tańcem. Jeffrey i Elbise siedzieli pod biurkiem, najwyraźniej wystraszeni całą sytuacją. Suczka była bardziej znudzona aniżeli przestraszona, więc pewnie poczuła się do roli matki, dotrzymując towarzystwa owczarkowi.
- To teraz Mamma Mia? - podsunęłam żartobliwie, za co oberwało mi się poduszką.
- Zamilcz okrutna kobieto!
- Ja? Okrutna? Chyba coś ci się pomyliło, Horan.
Blondyn przewrócił oczami. 
- Przez te twoje stare piosenki jestem wykończony!
Tym razem to on dostał. Poduszka zmieniła trajektorię lotu i wylądowała prosto na jego twarzy.
- Sam jesteś stary, głupku. ABBA jest ponadczasowa - udałam oburzoną jego słowami. - Za karę będziemy oglądać co tydzień Mamma Mię! Aż w końcu nauczysz się wszystkich dialogów na pamięć!
Odpowiedziało mi ciężkie westchnięcie.
- Za jakie grzechy na ciebie trafiłem, Reynolds? 
- W poprzednim życiu musiałeś być co najmniej seryjnym mordercą - podpowiedziałam, obejmując go jednym ramieniem. - Mamma mia, here I go again. My, my, how can I resist you?
- Nieee - Niall zatkał mi usta swoją dłonią, ignorując moje mordercze spojrzenie. - Starczy.
Parsknęłam, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- No weź, nie umiesz się bawić...

Niall? 

poniedziałek, 1 maja 2017

Od Charlotte do Nialla

- Lubię deszcz! - zaśmiał się Niall, zadzierając głowę tak, żeby na jego twarz spadały krople. Byliśmy kompletnie przemoczeni, mimo to żadne z nas nie zaproponowało powrotu do ciepłego i przede wszystkim suchego lokalu, gdzie odbywało się wesele.
- Ja też, ale teraz jest zimno i nie jest fajnie - odburknęłam, nie potrafią powstrzymać uśmiechu. Blondyn spojrzał na mnie, a jego jasne oczy błyszczały radośnie, chociaż spoglądał na mnie z dziwną niepewnością.
Uśmiechnął się w ten uroczy sposób.
I don't think that you know,
When you're standing this close, I get dizzy...
- Kocham Cię, Charlie - jego ciche wyznanie przerwało panującą już dłuższą chwilę cieszę i zanim zdążyłam mu jakkolwiek odpowiedzieć, Niall musnął swoimi ustami moje. Przez ciało przebiegł mi dreszcz, ale nie ten, który odczuwałam za każdym razem, kiedy ktoś naruszył moją sferę prywatności. To było raczej przyjemne uczucie. Odruchowo splotłam swoje palce, opierając je na karku chłopaka i przysunęłam się bliżej. Jakby ośmielony moim gestem, blondyn szybko złączył nasze wargi.
Dookoła lało niemiłosiernie, krople - o ile to było możliwe - z każdą chwilą spadały coraz szybciej i gęstniej, a my trwaliśmy twarz przy twarzy, pośrodku szalejącej wokół ulewy. Scena niemal żywcem wyjęta z kinowego romansu.
- Niall, ja... - próbowałam zacząć, a żeby sobie pomóc, złapałam go za rękę. Zabawne, że jego dłoń nadal była ciepła, a moja zimna jakbym przez cały czas trzymała ją w misce z lodem.
- Marzniesz, chodź do środka.
Chociaż przez całą drogę powrotną usiłowałam go zatrzymać i zmusić do wysłuchania mnie, on to ignorował. Nie wiedziałam czemu, jednak podejrzewałam, że niepokoi go moja reakcja. Nic dziwnego, w końcu kilka dni wcześniej prosiłam, żeby dał mi czas do namysłu.
Dopiero, gdy chłopak otworzył przede mną drzwi, udało mi się zwrócić na siebie jego uwagę.
- Ja ciebie też - odpowiedziałam, tuląc się do niego ponownie. Miałam wrażenie, że słowa nie oddadzą dostatecznie ogromu mojego uczucia, dlatego odważyłam się na ten gest. W wyniku zetknięcia z mokrą koszulą chłopaka, usłyszeliśmy niezbyt miły chlupot. Nie obchodziło mnie, że właśnie moczę sobie jedyną suchą część swojego stroju, chciałam po prostu mieć go przy sobie.
Sama nie potrafiłam do końca siebie zrozumieć. Jeszcze tydzień temu nie mogłabym sobie wyobrazić dzisiejszej sytuacji, a teraz sama zainicjowałam kontakt. Przez zaledwie kilka dni upewniłam się w swoim uczuciu, chociaż... bardziej przyznałam się przed samą sobą, że ono od dłuższego czasu istnieje i nie mogę go powstrzymać.
- Naprawdę powinnaś się schować - Niall objął moje dłonie, po chwili już wpychając mnie do środka. Kiedy tylko przekroczyłam drzwi, uderzyła we mnie mnie fala ciepła, która szybko owionęła całe moje zmarznięcie ciało. Wzdrygnęłam się i odgarnęłam z twarzy kosmyk włosów.
- Zabrałam ci marynarkę, przepraszam - zsunęłam z ramion okrycie i podałam je blondynowi.
- Sam ci ją dałem - zauważył na co przewróciłam oczami. Na nasz widok, podbiegła do nas pani Horan z przewieszonymi przez rękę ręcznikami. Nie mam pojęcia skąd je wytrzasnęła, a tym bardziej kiedy zdążyła zdobyć suszarkę, ale po rozdzieleniu nas po łazienkach, podała mi "zestaw ratunkowy".
Wysuszenie włosów nie stanowiło dla mnie żadnego problemu, gorzej było ze swetrem, który za nic nie chciał pozbyć się wody. Klnąc pod nosem, stałam oparta o kafelkową ścianę i raz po raz przejeżdżałam ciepłym powietrzem nad miękkim materiałem. Czułam, że minie niewiele czasu, a mnie braknie cierpliwości i zostawię swój strój na wpół suchym.
Jednak kiedy spojrzałam w lustro szybko zmieniłam zdanie. Musiałam wyschnąć do końca, bo mokry sweter prezentował się, delikatnie mówiąc, fatalnie.
Westchnęłam z ulgą, gdy w końcu udało mi się doprowadzić swoją kreację do należytego porządku i zwinąwszy kabel suszarki, schowałam go do torby. Dopiero po kolejnym rozczesaniu włosów, zdecydowałam się wrócić do świętujących gości.
Elizabeth i Greg stanowili parę niezaprzeczalnie zgodną i uroczą, a ślub był cudowny. Brakowało mi tylko "Marry You" w wykonaniu Bruno Marsa, ale to raczej kwestia indywidualna.
Kiedy tylko znalazłam się obok Nialla, poczułam ogromną chęć ponownego pocałowania go, jednak powstrzymała mnie myśl, że w tłumie było to krępujące. Dlatego zwyczajnie splotłam z nim palce.
~~*~~
Nie przełączaj, ty mendo! - trzepnęłam chłopaka, kiedy ten przewinął kolejną piosenkę. - Zrobisz to jeszcze raz i nie pozwolę ci brać kolejnej frytki!
Wytarłszy dłoń w chusteczkę, zabrałam się za przeszukiwanie swojej playlisty, chcąc włączyć coś, co lubię. 
- Katy Perry czy Imagine Dragons? - przekrzywiłam lekko głowę, uśmiechając się słodko.
Niall oderwał na chwilę spojrzenie od drogi, szczerząc się w moim kierunku.
- Katy.
- Też myślę, że Dragons są lepszym wyborem - włączyłam utwór, a po chwili w samochodzie rozległy się pierwsze takty "Believer".
Chłopak fuknął donośnie, ale po chwili już śpiewał radośnie razem ze mną, robiąc to oczywiście dużo lepiej ode mnie. W połowie piosenki ograniczyłam się do nucenia i rytmicznego uderzania palcami w deskę rozdzielczą auta. 
Właśnie takie chwile utwierdzały mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłam, decydując się na poznanie Nialla. Kto wie, gdzie byłabym, gdyby wuj nie kazał mi go oprowadzić?

Niall? ;)

czwartek, 20 kwietnia 2017

Od Charlotte do Nialla

W dzień wyjazdu miałam ochotę schować się do szafy i zostać w akademii. I nie chodziło tu o dwójkę moich psów, które będą niemal dosłownie umierać z tęsknoty za mną, nawet nie o Fridee, bo wiedziałam, że stajenni należycie się nią zajmą. Głównym powodem było to, że zwyczajnie bałam się spotkania z rodziną Nialla. Przez całą noc praktycznie nie zmrużyłam oka, gdy podświadomość przysuwała mi na myśl przeróżne scenariusze zjazdu rodzinnego. Od najprostszego ośmieszenia się przed wszystkimi po jakimś pseudo - atak, w którym to miałam zginąć. Moja wyobraźnia szalała napędzana przez uczucie strachu tak bardzo, że po każdym śnie budziłam się na podłodze z sercem bijącym nienaturalnie szybko. Do samego końca chodziłam okropnie spięta, a niepokój opuścił mnie dopiero w momencie, gdy znalazłam się w objęciach blondyna. Jakby pod wpływem jego obecności cały stres ze mnie spłynął, pozostając tylko w niewielkich ilościach.
Pojawił się znowu w momencie, kiedy zeszliśmy na parter hotelu, aby spotkać się z bratem Horana i jego przyszłą małżonką.
- Nie martw się, na pewno cię polubią - Niall splótł nasze dłonie, uśmiechając się pokrzepiająco. Dodał mi trochę pewności siebie, jednak ta drobna porcja była niczym przy ogromnym stosie czystego niepokoju, jaki we mnie tkwił.
- Pewnie palnę jakąś gafę i będziesz musiał mnie odwozić do Morgan - z trudem powstrzymałam grymas, by zaraz powitać uśmiechem parę młodą.
Mój towarzysz puścił mnie na chwilę, by objąć brata i przyszłą szwagierkę. Następnie ich spojrzenia zatrzymały się na mnie, dlatego zebrawszy się w sobie z pewną dozą niepewności, wyciągnęłam ku nim dłoń. Greg uścisnął ją z uśmiechem, ale Elizabeth przyciągnęła mnie ku sobie, cmokając powietrze tuż obok moich policzków.
Zrobiłam krok w tył, ponownie stając obok Nialla.
- Nie możemy nazywać cię ciągle dziewczyną od piosenki - odezwał się starszy z Horanów, dając mi delikatnie do zrozumienia, że nie znają mojego imienia.
- Charlotte Reynolds - kąciki moich ust uniosły się delikatnie w górę tym razem bez przymusu. - W skrócie Charlie.
~~*~~
Najbliższa rodzina Nialla okazała się równie życzliwa co on. Kiedy tylko do hotelu dotarła Maura, a chwilę później pan Horan, zostałam powitana dużo bardziej entuzjastycznie, niż się spodziewałam i chyba właśnie wtedy cały stres ze mnie opadł. Mimo tego nadal nie puszczałam dłoni Nialla, który nie wydawał się mieć czegoś przeciwko temu.
- Niall, mam nadzieję, że nie zapomniałeś o moim wieczorze kawalerskim? - oboje unieśliśmy wzrok znad naszych splecionych pod stolikiem dłoni, spoglądając na Grega.
- Um, jasne, że nie - zająknął się blondyn, czym momentalnie się zdradził. Starszy z Horanów przewrócił oczami.
- Jeśli się nie spóźnisz, będzie okej - Greg spojrzał na narzeczoną, która jeszcze przez chwilę gawędziła z przyszłymi teściami, zanim zwróciła się do mnie.
- O, Charlie, właśnie. Liczę, że ty wpadniesz na moją zabawę... - słysząc propozycję Elizabeth, rozszerzyłam oczy w wyrazie zdziwienia i kiedy już chciałam odmówić, szybko mnie uprzedziła. - Nie przyjmuję odmowy. Kiedy panowie odejdą na bok, wszystko ci powiem.
Odwzajemniłam radosny uśmiech Kelly.
~~*~~
Po wspólnym obiedzie wraz z Niallem skierowałam się w stronę naszego pokoju hotelowego. Od dawna nie miałam tak dobrego humoru, jak dzisiaj. I wiedziałam doskonale, że to zasługa blondyna. Gdyby wtedy wuj nie zmusił mnie do oprowadzenia nowego ucznia, prawdopodobnie nadal siedziałabym sama ze sobą i bolesnymi wspomnieniami. Przy Horanie nie znikały one, ale entuzjazm chłopaka i jego troska o moją personę sprawiały, że stawały się one mniej wyraźne i rzadziej sięgałam do nich pamięcią.
- Cholera - zamknęłam drzwi i obróciłam się w stronę Irlandczyka, który stał kilka metrów ode mnie i przecierał dłońmi twarz. - Cholera, przepraszam Charlie. Zupełnie o tym zapomniałem.
Zmarszczyłam brwi, nie wiedząc, o co mu może chodzić. Dopiero stanąwszy obok niego, zrozumiałam. A właściwie ponownie ujrzałam ogromne łoże małżeńskie.
- Spokojnie, nic się nie stało - wspięłam się na palce, żeby móc oprzeć podbródek na ramieniu Nialla.
- Nie masz nic przeciwko? - obrócił się, stając do mnie przodem.
Uśmiechnęłam się.
- Mogę spać na kanapie - wskazałam na szary mebel, stojący w drugim kącie pokoju. - Wydaje się wygodna, a poza tym to na jedną, góra dwie noce.
Mój towarzysz nie sprawiał wrażenia zadowolonego tym stwierdzeniem, oparł się plecami o ścianę, spoglądając to na mnie, to na sofę.
- Nie żartuj sobie, prędzej ja się tam położę.
Wciągnęłam głośno powietrze, gwałtownie potrząsając głową.
- Zgłupiałeś? To ślub twojego brata, masz prawo do łóżka...
Niall nawet nie dał mi dokończyć, parskając głośnym śmiechem, który rozległ się w całym pomieszczeniu.
- To chyba najbardziej idiotyczny argument w historii głupich argumentów - wydusił pomiędzy kolejnymi napadami głupawki.
Zacisnęłam wargi w wąską kreskę i dźgnęłam go palcem między żebra, chcąc go uspokoić.
- Może przestań rżeć i pomóż mi coś wymyślić! - mruknęłam z wyraźnym niezadowoleniem.
- Podzielimy się.
- Okej - czekaj, co? - Jak to podzielimy się?
Horan już całkowicie spokojny podreptał do swojej walizki.
- Normalnie, łóżko jest duże - posłał mi jeden z tych swoich zarozumiałych uśmiechów, ale po chwili jakby spoważniał, najpewniej przypomniawszy sobie o moich uprzedzeniach. - Znaczy, nie musimy. W razie czego mogę iść do recepcji i poprosić o dostawienie drugiego.
Wzięłam głęboki wdech.
- Jest w porządku, w końcu... będziemy tylko spać.
Niall domyślił się jaką myśl od siebie odsunęłam i po kolejnej salwie śmiechu podszedł do mnie, składając na moim czole krótki pocałunek.
- Tylko spać - zaznaczył, po czym zniknął za drzwiami łazienki.
Westchnęłam teatralnie, siadając na łożu małżeńskim, które nagle wydało mi się strasznie duże.
- Zabijcie mnie, ja tu z nim nie wytrzymam.
~~*~~
- Charlotte, przyszłaś! - Elizabeth zostawiła tłum przyjaciółek, by powitać mnie delikatnym uściskiem, który niepewnie odwzajemniłam. Gdy się odsunęła, obrzuciłam spojrzeniem resztę gości biorących udział w jej wieczorze panieńskim i od razu pożałowałam, że nie wcisnęłam się w małą czarną, którą przecież ze sobą wzięłam.
- Um, to dla ciebie - podałam jej niewielki pakunek, który był prezentem dla narzeczonej Grega.
- Nie musiałaś mi nic kupować, ale miło z twojej strony - uśmiechnęła się szeroko, ciągnąc mnie za rękę w stronę grupki koleżanek. - Moje drogie, poznajcie Charlotte, dziewczynę mojego przyszłego szwagra!
Już miałam się wtrącić i ją poprawić, ale zostałabym pewnie zagłuszona przez falę damskich głosów. Spośród hałasu rozróżniłam takie imiona jak Ellen, Madison, Rachel oraz Anne. Najwyżej później będę po kolei dopasowywała je do właścicielek.
- Trzymaj - ktoś wcisnął mi do ręki kieliszek i nalał do niego jakiegoś alkoholu. - Na zdrowie!
Korzystając z okazji, rozejrzałam się po restauracji. Chociaż do tego miejsca bardziej pasuje określenie klub. Czarne i szare kanapy ustawione pod ścianami dookoła stolików były prawie puste, bo większość ludzi tłoczyła się na parkiecie, tańcząc do znanych kawałków. Przy barze siedziało kilka osób, popijających wszelakie drinki, a po chwili obserwacji dostrzegłam, że są to głównie przedstawicielki płci żeńskiej. Co prawda było tu też kilku mężczyzn, ale niemal ginęli w morzu kobiet. Jednak sam ich widok sprawił, że odechciało mi się robić cokolwiek i jedyne czego pragnęłam to wrócić do hotelu. Nie było to jednak możliwe, bo zostałam niemal wypchnięta na środek, by zatańczyć z grupką przyjaciółek Elizabeth.
Kilka minut po północy miałam już dość. Mimo że zabawa miała się skończyć dopiero za jakieś dwie godziny, ja już się pożegnałam, tłumacząc, że najzwyczajniej w świecie boli mnie głowa i nałożywszy na ramiona skórzaną kurtkę, wyszłam z lokalu.
Dotarłszy do pokoju, bez zaskoczenia odkryłam, że Niall jeszcze nie wrócił z wieczoru kawalerskiego brata. Nic dziwnego, dopiero dochodziła pierwsza. Po krótkim prysznicu wsunęłam się pod kołdrę i oparłam głowę na miękkiej poduszce. Nie wiem, czy byłam zmęczona, czy nie, ale faktem jest, że zasnęłam bardzo szybko.
Czując, jak materac ugina się pod czyimś ciężarem, otworzyłam zaspane oczy i obróciłam się w stronę Horana, którego osobę oświetlało przebijające się przez zasłony blade światło księżyca. Jego jasna czupryna była potargana, a szara koszulka zwisała z szafki nocnej.
- Tym razem bez obrażeń? - słysząc swój zachrypnięty głos, odchrząknęłam.
- Mhm - odpowiedziało mi senne mruknięcie.
- Nawet najmniejszych?
Niall prychnął cicho. Nim zdążyłam zareagować, przytulił mnie mocno, przyciągając do siebie.
- Daj mi spać, Charlie - syknął, a ja uśmiechnęłam się lekko, tuląc do jego ciepłego ciała. Objęcia Nialla były jak bariera chroniąca mnie przed tą częścią świata, która była pełna bólu i rozczarowań, a one same były progiem do lepszego miejsca.
The doors to my paradise.

Niall? ^^

środa, 29 marca 2017

Od Charlotte do Nialla

Przejechałam wzrokiem po literach wydrukowanych na pięknym, biało-złotym zaproszeniu, ponownie czytając jego treść. Niby nic szczególnego, najzwyklejsza w świecie formułka, ale zawsze potrafiła człowieka rozczulić. To cudowne, gdy ktoś znajdzie swoją drugą połówkę i jest pewien, że chce z nią dzielić resztę swoich dni. Radosnych, ale także tych ciemniejszych.
- Pójdziesz ze mną na ślub? - uniosłam brew w wyrazie zaskoczenia, gdy usłyszałam pytanie Nialla.
- Potrzebujesz osoby towarzyszącej? - oparłam się o tył krzesła, wyciągając nogi pod stolikiem. Nadal strasznie chciało mi się spać. - A co jeśli pomyślą, że to ja jestem dziewczyną od piosenki. Co wtedy powiesz bratu?
Horan nic nie odpowiedział.
Nie wiem co w końcu zmotywowało moje szare komórki do działania. Może nerwowy gest chłopaka, jakim było podrapanie się po karku. Albo wszystkie ostatnie wydarzenia nareszcie zaczęły układać się w spójną całość. Kawałki układanki wskakiwały na swoje miejsca, powoli tworząc w miarę spójny obraz. Troska Nialla, dni bez rozmów, zazdrość i piosenka. W efekcie końcowym brakowało tylko kilku puzzli - moich decyzji. Wyborów, które mnie przerastały i na które chyba nie byłam gotowa.
Rozdziawiłam lekko usta i z dość głupim wyrazem twarzy wpatrywałam się w twarz Irlandczyka.
- Czy... moglibyśmy się przejść? - wydusiłam tylko, nagle spięta.
Szybkie zerknięcie na Nialla, który niemal od razu skinął głową na znak zgody.
Wyszliśmy ze stołówki, a następnie z budynku akademii, kierując się w kierunku jednego z pastwisk. Akurat tego, gdzie pasły się nasze obie klacze. Andorra spacerowała po ogrodzonym trawiastym terenie, a Fridee z właściwym sobie rozleniwieniem skubała zieloną roślinność, rosnącą gdzieniegdzie w niewielkich kępkach.
Oparłam się o ciemnobrązowy płot.
- Nie wiem od czego zacząć - odezwałam się, przerywając trwającą już bardzo długo ciszę. - Wybacz, jeśli język będzie mi się plątał.
Blondyn skinął głową, a na jego ustach błąkał się półuśmiech, co dodało mi odwagi i zachęciło do kontynuowania.
- Nie mogę zrozumieć, dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej?
Krótki śmiech Nialla zbił mnie na moment z tropu.
- Podszedłbym do ciebie i co? "Hej Charlie, wydaje mi się, że czuję do ciebie coś więcej niż przyjaźń, a co ty o tym myślisz?". Czy może... - przerwał, obserwując mnie uważnie.
Uśmiechnęłam się mimowolnie, czując jak opada ze mnie cały stres, jaki dotąd czułam. Właśnie to lubiłam w Horanie, zawsze potrafił sprawić, że się uspokajałam, zapominając o wszelkiej nerwowości.
- Przepraszam, to było głupie pytanie - przyznałam, na powrót się spinając. - Sama nie wiem, co jest ze mną. Strasznie mi na tobie zależy, Niall, nie chciałabym cię zranić w żadnym stopniu, ale musisz zrozumieć, że wizja związku wciąż mnie przeraża i nie wiem czy potrafię wejść w głębszą relację tak, żeby jej nie zniszczyć.
Nie mogłam nic odczytać z twarzy Irlandczyka, który jedynie przyglądał mi się w ciszy. Dopiero widząc moją nieporadność w dobieraniu słów, podszedł do mnie, zamykając w szczelnym uścisku.
Z wdzięcznością wtuliłam twarz w jego bluzę.
- Małe kroczki? - poczułam jak moje policzki oblewają się rumieńcem, gdy szepnął mi do ucha te dwa słowa.
Skinęłam głową, nie chcąc odsunąć się od niego nawet na centymetr. Tak jak do niedawna unikałam kontaktu fizycznego, tak teraz coś przyciągało mnie do Nialla. Trudno było mi to zrozumieć, wszystko było dla mnie nowe.
- Jeśli nadal chcesz, chętnie pójdę z tobą na ślub twojego brata - odparłam, nawiązując do naszej rozmowy w akademickiej stołówce.
Chłopak znowu się zaśmiał.
- Wiedziałem, że się zgodzisz - wyszczerzył się radośnie, a ja w odpowiedzi trzepnęłam go w ramię. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że nie był pewien mojej odpowiedzi.
- Niallu Jamesie Horanie, popsułeś właśnie magiczną chwilę - burknęłam z wyraźnym niezadowoleniem, oddalając się od niego.
Podmuch wiatru sprawił, że niesforny kosmyk włosów wpadł na moją twarz, przysłaniając mi po części widok, ale nim zdążyłam cokolwiek z nim zrobić, uprzedziła mnie dłoń blondyna.
- Proszę, Niall wystarczy.
Przegryzłam wargę, uśmiechając się tak szeroko aż zabolały mnie mięśnie policzków.
- Sama nie wiem - nadęłam policzki niczym małe dziecko, bujając się na piętach. - Dobra, wracajmy do stołówki, nie zdążyliśmy nic zjeść.
- Jestem bardzo za - zgodził się.
Idąc w stronę budynku szkolnego, Niall zwolnił odrobinę i wyciągnął w moją stronę rękę. Z wyraźnym zadowoleniem i uczuciem szczęścia, splotłam nasze palce.

 Niall? ;3



poniedziałek, 20 marca 2017

Od Charlotte do Nialla

Nie zauważyłam nawet, kiedy udało mi się zasnąć. Zazwyczaj samo ułożenie się do snu zajmowało mi mnóstwo czasu, a w chwili, gdy wiedziałam, że Niall jest obok, momentalnie odpłynęłam. Podczas słuchania jak cicho śpiewa, moje oczy mimowolnie się zamykały, a ja nie mogłam nic na to poradzić. Ciepły głos, który tak uwielbiałam, ukoił mnie do snu.
Tej nocy nie nękał mnie żaden koszmar. Ale nie miałam też jakiejś konkretnej i przejrzystej fantazji. Zmęczona po kilku prawie całkowicie bezsennych nocach potrzebowałam odpoczynku w czystej postaci.
- Niall - poderwałam się nagle, sama dokładnie nie wiedząc dlaczego i rozejrzałam się po pogrążonym w ciemności pokoju. Desperacko przeskakiwałam z cienia na cień, poszukując choćby śladu obecności blondyna.  - Niall, Niall, Niall - powtarzałam niczym zaklęcie, które sprawiłoby, że chłopak pojawi się tuż obok. Zacisnęłam palce na swojej pościeli, odgarniając ją po chwili by z łatwością wstać z łóżka. Dopiero, gdy dostrzegłam snop światła wydostający się przez szparę w drzwiach od łazienki, mój przyspieszony oddech wrócił do normalnego, zdrowego tempa. Usiadłam z powrotem na materacu, jedną ręką głaskając Elbise, leżącą na dywanie. Suczka rasy corgi przewróciła się na plecy, wystawiając do smyrania swój śnieżnobiały brzuszek.
Słysząc skrzypienie drzwi, szybko wsunęłam się pod pościel, ale nie siliłam się nawet na zamknięcie oczu.
- Wszystko w porządku? - Irlandczyk zauważył, że już nie śpię i kucnął obok łóżka. Nie myśląc zbyt wiele nad tym co robię, wyciągnęłam rękę w jego stronę, splatając nasze palce. Z zaskoczeniem i pewnym zadowoleniem stwierdziłam, że nasze dłonie idealnie do siebie pasują.
- Nie - mruknęłam, uśmiechając się słabo. - Ale jest lepiej. Dziękuję.
- Śniło ci się coś? - jego jasne oczy niemal świeciły w ciemności, przyprawiając mnie o dreszcze. Poniekąd było to niemal magiczne, ale z drugiej strony troszkę przerażało.
Potrząsnęłam głową, a kiedy niesforne kosmyki włosów wpadły mi na oczy, odgarnęłam je szybko.
- Mógłbyś podać mi telefon? - po krótkiej chwili milczenia zwróciłam się do Nialla, który jakby wyrwany z zamyślenia, spojrzał na mnie z zaskoczeniem. - Komórka. Proszę.
- A tak, jasne - odwrócił się niezdarnie, prawie lądując na mojej suczce, dopiero po dłuższym momencie podając mi smartfona. - Można wiedzieć po co ci on?
Podniósłszy się do pozycji siedzącej, odblokowałam telefon, nie uważając nawet, żeby blondyn nie zauważył hasła i kliknęłam ikonkę wiadomości, by sprawdzić smsy.
- Mój brat pisze do mnie od dobrych kilku godzin - udałam, że się krzywię, ale tak naprawdę byłam wdzięczna, że tak się o mnie troszczy. - Jeśli mu nie odpiszę, będę mieć na karku wpienionego nauczyciela historii.
Niall klapnął obok mnie, bez skrępowania wpatrując się w mój telefon, podczas, gdy czytałam nieodebrane wiadomości.
- "Odbierz, bo jak nie, to ci nogi z tyłka powyrywam", kochany braciszek - skomentował z przekąsem, za co oberwał ode mnie łokciem między żebra. Żartobliwie, ale dostatecznie mocno, by zrozumiał przekaz. - Aua, za co, mendo jedna?
- Za to, że istniejesz - starałam się uśmiechnąć jak najbardziej uroczo, acz nie wiem jak to wyszło. Wróciłam do pisania, ograniczając się do najzwyklejszego "Jest w porządku" i po odłożeniu komórki z powrotem na szafkę, oparłam głowę na klatce piersiowej Nialla. - Powinieneś odpocząć. Nie możesz siedzieć ze mną całą noc, bo się nie wyśpisz.
Blondyn jak gdyby nigdy nic zsunął się w dół, okrywając kołdrą swoje ciało i obejmując mnie ramieniem.
- Tak, dobranoc - mruknął, nie zwracając uwagi na to, że przewróciłam oczami. Nagle, jakby o czymś sobie przypomniał, spojrzał na mnie z niepokojem. - Nie przeszkadza ci to? Mogę spać na fotelu, czy coś. Podłoga też dobra, Jeffrey i Elbise mogą robić za poduszki.
Parsknęłam z wyraźnym rozbawieniem bo odpoczynek na siedzisku nie był możliwy. Było małe i cholernie niewygodne. A sama wizja spania z psami wydała się tak komiczna, że nie mogłam powstrzymać wesołości.
- Nie, jest w porządku - uśmiechnęłam się, przysuwając się do niego, aby móc swobodnie się przytulić. - Przynajmniej mam ciepło.
Niall uśmiechnął się lekko, a jego cichy śmiech mogłam określić mianem chichotu.
Przymknęłam oczy, gdy pocałował mnie w czoło, a kąciki moich ust momentalnie uniosły się w górę. Paliły mnie policzki, więc czym prędzej zasłoniłam je włosami.
- Dobranoc, Horan - odezwałam się cicho. Spojrzałam na zegarek elektroniczny, stojący na szafce. Trzecia trzydzieści. - Wyśpij się, bo zostało ci maksymalnie cztery godziny na odpoczynek. Chyba, że chcesz chodzić na głodzie do śniadania.
Blondyn prychnął.
- Popsułaś nastrój.
- Ajaj, zupełnie nieumyślnie - mruknęłam, kończąc tym rozmowę. Oboje byliśmy zbyt zmęczeni na więcej przekomarzanek.

Najaaal? 

czwartek, 16 marca 2017

Od Charlotte do Nialla

Nienawidziłam takich nocy jak ta.
Sen przychodził do mnie dopiero po kilku godzinach bezczynnego wpatrywania się w sufit lub inny punkt, a gdy w końcu udało mi się zamknąć oczy, przychodziły koszmary. Nocne zjawy dręczące mnie okropnymi snami, których podstawę stanowiły moje wczesne wspomnienia. Najczęściej te związane z ojcem, czasami z matką. Niemniej, te w których główną rolę grał On, były najgorsze.
Tak było i dziś.
Obudziłam się ciężko dysząc, a dosłownie każdy milimetr mojego ciała pokryty był cienką warstwą potu. Miałam jednak wrażenie, że waży tonę. Kołdra mnie dusiła, a poduszki były tak mokre, że nie miałam zamiaru ponownie kłaść na nich głowy. Zrzuciwszy pościel na podłogę, wręcz podbiegłam do okna, otwierając je na oścież i siadając na samym brzegu. Moje nogi wisiały kilka metrów nad ziemią, a chłodne powietrze owionęło moje ciało, wpływając również do pokoju i mieszając z gorącem panującym wewnątrz. Potrzebowałam świeżego powietrza by na powrót się uspokoić.
Kolejna próba zaśnięcia zakończyła się fiaskiem. To znaczy... poniekąd mi się udało. Zamknęłam oczy zapadając w sen, który prawie od razu zmienił się w nowy koszmar, prędko mnie budząc.
Ostatecznie pogodziłam się z faktem, że następnego dnia będę wyglądać jak żywy trup albo półcielesna zjawa i wyciągnąwszy z torby stos książek, zaczęłam je przeglądać, w niektórych robiąc również dodatkowe ćwiczenia.
Wszystko byleby tam nie wrócić.
W pewnym momencie pchnięta impulsem sięgnęłam po komórkę, chciałam zadzwonić do Nialla. Potrzebowałam czyjegoś wsparcia... nie, jego wsparcia. Chciałam powiedzieć mu wtedy, gdy przyszedł do mnie wieczorem i zapewnił, że jego piosenka nie była o Marie. 
Dlatego właśnie podłączyłam do smartfona swoje słuchawki i założywszy je, puściłam cicho This Town. Może chciałam po prostu posłuchać głosu blondyna. 
Albo wyobrazić sobie jakby to było, gdyby te słowa skierowane były do mnie.
Na wspomnienie słów Horana, że cały utwór jest fikcją wymyśloną przez niego, moje serce przeszył chłód. Szybkim ruchem wyłączyłam telefon.
Rankiem wcale nie było lepiej. Udałam się na śniadanie, po którym to ponownie zamknęłam się w pokoju. Nie miałam ochoty nikogo widzieć, ignorowałam nawet dzwoniącego do mnie Haydena. Brat dobijał się przez dobre kilkanaście minut, ale uznawszy, że najwyraźniej nie chcę z nim rozmawiać, zrezygnował. 
Podczas posiłku zaczepił mnie również Luke, który po krótkiej wymianie zdań, gdzie zdecydowanie dominował jego monolog, niemalże odbiegł ode mnie, mrucząc pod nosem kilka przekleństw.
To wszystko ponownie mnie przytłoczyło. 
Nigdy nie twierdziłam, że jestem silna psychicznie, bo to po prostu nieprawda. Nigdy nie radziłam sobie z własnymi emocjami, które po długim kumulowaniu się w końcu wybuchały wraz ze mną.
Kiedy leżałam na swoim łóżku, zwinięta w kłębek oraz pogrążona w typowym dla siebie smutku, do pokoju wszedł Niall. Musiałam wyglądać żałośnie.
- Coś się stało? - podniosłam się do pozycji siedzącej, by chociaż sprawiać pozory opanowania. Przy okazji otarłam kilka łez, które zdążyły już wymieszać się z moim tuszem do rzęs.
- Chyba ja powinienem o to zapytać. - blondyn zmarszczył brwi, a ja jego twarzy wymalowana była troska.
- Mogę ci zaufać? - zadałam chyba najgłupsze z możliwych pytań, jednak kiedy jestem w rozsypce, zwyczajnie nie potrafię myśleć nad tym, co mówię.
- Oczywiście, że tak - odpowiedział bez wahania, ujmując moją dłoń w tak uroczy sposób, że prawie znowu się rozkleiłam. Z trudem powstrzymałam kolejny potok łez, wiedząc, że jeśli pozwolę sobie na płacz, nigdy nie zdołam mu opowiedzieć tego, czego wstydziłam się przez całe życie.
- Ja... nie wiem od czego zacząć - zająknęłam się, ściskając jego rękę. - Boże, Niall, ja miałam zniszczone dzieciństwo. Chociaż nie, to zbyt delikatnie powiedziane. On dosłownie ukradł mi szansę na normalne życie.
- On? - jego głos zabrzmiał cicho, jakby obawiał się, że głośniejszy dźwięk wytrąci mnie z równowagi.
- Mój ojciec - dwa słowa, ale zawarta w nich niechęć wystarczyła Niallowi, by ten zrozumiał mój stosunek do tego człowieka. - Odkąd pamiętam znęcał się nad moją matką, a ja nie byłam wyjątkiem.
Jednak była między nami jedna, spora różnica. Kiedy tylko mama wyjeżdżała, przychodził do mnie. Z początku rzadko, potem stało się to rutyną. Mówił, że to normalna relacja, a ja mimo strachu nie protestowałam. Nigdy mnie nie zgwałcił... to znaczy próbował. Ale nakryła go sąsiadka i właśnie dlatego trafił za kratki. On... był pedofilem, a przynajmniej tak stwierdzono w więzieniu. Zajmowała się mną matka, ale po jakimś czasie popełniła samobójstwo. Sama nie wiem dlaczego. Właśnie dlatego trafiłam do Reynoldsów, zaadoptowali mnie. Przyjęli pod swój dach zagubionego dzieciaka, który nigdy nie doświadczył rodzicielskiej miłości i nauczyli mnie tego, co powinnam już dawno umieć zrobić. Ale nie potrafili mnie uspołecznić. Dlatego nadal jestem takim wyrzutkiem. Ostatnio nawet spotkałam się z Matthew, kilka dni przed koncertem. Ale to nie pomogło i znowu nie mogę spać - słowa z trudem przechodziły mi przez gardło, ale ani jedna kropla nie spłynęła po moim policzku.
Widząc, że Niall nie wie co ze sobą zrobić, oparłam głowę na jego torsie, bojąc się, że mnie odepchnie, jednak nie zrobił tego.
- Zostań ze mną, proszę - mój głos załamał się, gdy wypowiadałam te słowa.

Niall?

środa, 15 marca 2017

Od Charlotte do Cole'a

Podczas drogi do stajni New Day nie omieszkał zaprezentować nam swoich niebywałych zdolności akrobatycznych i kilka razy stanąłby dęba, gdyby nie sprawna i wyćwiczona ręka Cole'a. Piękny, kary ogier wyglądał na silnego, widoczne były ładnie odznaczające się w odpowiednich częściach ciała mięśnie.
 Sam Point był starszym od swojego towarzysza, niewątpliwie uroczym, słodziutkim bułankiem, trochę niższym od przeciętnego konia. W przeciwieństwie do karosza nie biła od niego energia, można powiedzieć, że otaczała go aura niczym niezachwianego spokoju.
- Wydaje mi się, że Day powinien dostać boks w pobliżu wejścia - kuzyn zwrócił się do mnie, jakby oczekując potwierdzenia.
Spojrzałam na zarzucającego łbem wierzchowca.
- Będzie miał widok na dziedziniec lub łąki, więc nuda mu nie straszna. Chyba nie wytrzyma zbyt długo wśród czterech ścian.
Kuzyn zgodził się ze mną nieznacznym skinieniem i tak jak zdecydowaliśmy, wprowadziliśmy karego ogiera do jednego ze stanowisk przy wrotach. Na pierwszy rzut oka wydawał się niezbyt zadowolony z umieszczenia w zamknięciu, ale zauważywszy żłób z paszą, porzucił troski na rzecz jedzenia. Całkiem mądrze.
Ruszyliśmy ramię w ramię w kierunku akademika, by samemu coś przegryźć.
- Miałabyś ochotę jutro na kolejną przejażdżkę? - panującą od kilku minut ciszę, przerwało pytanie Cole'a.
Udałam, że przez chwilę zastanawiam się nad odpowiedzią.
- Nie, raczej nie - wzruszyłam ramionami. - Chciałabym się przejechać na Poincie, jest przesłodki.
- Chyba nie będzie z tym problemu - odpowiedział mi z szerokim uśmiechem.

Cole?
Pepsi wysysa wenę xd


niedziela, 12 marca 2017

Od Charlotte do Nialla

Podciągnęłam kolana pod brodę, opierając czoło o chłodną szybę i obserwując spadające na nią krople. Na zewnątrz padało od piętnastu minut i czterdziestu dwóch sekund. Czterdziestu trzech. Czterdziestu czterech.
Nie miałam najmniejszej ochoty zabrać się za odrabianie lekcji, zwyczajnie nie potrafiłabym się skupić. Te wszystkie mitochondria i aparaty Golgiego zdawały się być niezrozumiałym dla mojego mózgu językiem, którego nawet nie starałam się zrozumieć.
Do Nialla również nie mogłam zadzwonić, bo... po prostu nie. Horan dostatecznie wyraźnie pokazał, że nie potrzebuje mojego towarzystwa.
Nie rozumiem jak mogłam być taka głupia i uwierzyć, że w końcu kogoś zainteresowało moje życie. Że ktokolwiek będzie chciał słuchać mojego paplania. Kogoś, komu w końcu będzie na mnie zależeć. Choć odrobinę. Z trudem powstrzymałam szloch na samą myśl o tym.
Myślałam, że już zaczyna mi się układać. Zdawało mi się, że moje życie wraca do normy, że niedługo wszystkie moje wspomnienia z dzieciństwa znikną. Albo chociaż przynajmniej osłabną.
Po jaką cholerę ja się tak oszukiwałam?
Byłam i jestem największym gównem chodzącym po tym świecie,
Nic nie znaczę.
Tym razem nie powstrzymywałam łez, które bezgłośnie zaczęły spływać po moich policzkach. Słony potok drążył niewidzialne koryto w mojej skórze, a kiedy poczułam jego smak na ustach, szybkim ruchem wytarłam twarz. Z czarnej plamy na rękawie mojej bluzy wywnioskowałam, że mój tusz do rzęs popłynął razem z łzami. Do niedawna popędziłabym do łazienki by doprowadzić się do porządku. Teraz miałam to wszystko gdzieś.
Elbise i Jeffrey ułożyły się u moich stóp, a ich miarowe oddechy pozwoliły mi się w końcu uspokoić. Ciszę przerywały jedynie moje głośne pociągnięcia nosem.
Nie rozumiałam co się ze mną dzieje, bo jeszcze nigdy nie miałam takiego dupnego nastroju z powodu zwykłego chłopaka. Ba, nawet nie wiedziałam dlaczego tak zależy mi na jego towarzystwie.
Może dlatego, że lubiłam spędzać z nim czas. A może, bo to był Niall.
Niall...

Gryząc z nudów gumkę od ołówka, przeskakiwałam wzrokiem od jednego ucznia do drugiego. Wśród studentów panowało poruszenie, bowiem Luke Hemmings właśnie rozdawał bilety na nadchodzący koncert swojego zespołu. Szczerze powiedziawszy nie słuchałam ich muzyki, ale skoro tyle osób zgromadziło się wokół piosenkarza, nie mogli być najgorsi.
Kiedy już miałam wstać i wrócić do swojego pokoju, zostałam zatrzymana przez blondyna, który pozbywszy się tłumu, podszedł do mojego stolika.
- Charlotte - uniosłam brew, jakby w wyrazie zaskoczenia.
Przechyliłam lekko głowę.
- O, cóż za zaszczyt. W czym mogę służyć? - nie potrafiłam powstrzymać się przed użyciem sarkazmu. Kiepski humor plus wrodzona złośliwość równa się... no tak, ironia. - Sorry, mam gorszy dzień.
Jasnowłosy potarł brodę, krzyżując ręce.
- Jak pewnie słyszałaś niedługo dajemy koncert, a Niall gościnnie na nim wystąpi - podniosłam wzrok, marszcząc czoło. - Chciałbym cię na niego zaprosić, jesteście w końcu przyjaciółmi.
Słysząc jego ostatnie słowa, skrzywiłam się.
- Spóźniłeś się, byliśmy. Nie gadamy ze sobą, Horan wyraźnie pokazał, że ma mnie dość, także... - podniosłam się, chcąc zakończyć ten temat. Nie wytrzymałabym dłuższej rozmowy o Irlandczyku.
- Nie będę cię zmuszał, ale... zastanów się chociaż - Luke wyciągnął w moją stronę wejściówkę, którą po dłuższej chwili wahania przyjęłam.

W dzień koncertu nie mogłam się uspokoić. Z jednej strony miałam wielką ochotę na niego pójść i zobaczyć śpiewającego Nialla. Blondyn kochał muzykę, więc nic dziwnego, że udało mu się - z pomocą 5SOS - załatwić sobie występ.
Ciekawość jak zwykle zwyciężyła i po przebraniu się w lepsze ciuchy pobiegłam na przystanek, mając nadzieję, że nie spóźnię się na imprezę. I nie wiem jakim cudem, ale udało mi się. Po półgodzinnej jeździe autobusem i ośmiu minutach biegu byłam na miejscu. Zmachana, ale zadowolona podeszłam do stanowiska, gdzie ludzie z obsługi sprawdzają bilety i wyciągnęłam z torby papierek.
Ochroniarz przez dłuższy czas oglądał bilet, aż w końcu wykonał telefon, po którym mnie wpuścił. Dość dziwne, przecież wejściówka to wejściówka. Dopiero po chwili zauważyłam, że osiłek prowadzi mnie za kulisy, gdzie najprawdopodobniej zebrali się najbliżsi przyjaciele członków zespołu.
Dotarłszy na miejsce zdałam sobie sprawę, że 5SOS kończą właśnie jedną ze swoich piosenek, a na scenę ma zaraz wyjść Niall. Dostrzegłam go w pobliżu głośników, ale nie zdążyłabym się przepchać przez stojący między nami tłumek. Nie dałabym rady.
Po krótkiej mowie Luke'a, Horan złapał swoją gitarę i ruszył w kierunku stojącego na środku podwyższenia, zaciskając dłonie na gryfie.
Denerwował się.
- Swoją piosenkę dedykuję dziewczynie, której wiecznie zachmurzona twarz, zawsze rozświetla mój dzień - powiedział do mikrofonu, co wywołało jeszcze większą falę aplauzu.
Uśmiechnęłam się lekko, ciekawa co zaśpiewa. Podobno napisał własny utwór.
And I want to tell you everything
The words I never got to say the first time around.
And I remember everything
From when we were the children playing in this fairground.
Wish I was there with you now.
Nawet nie wiem, kiedy po mojej twarzy zaczęły bezgłośnie spływać łzy. Chociaż co chwilę wycierałam twarz, nie mogłam pozbyć się wrażenia, że moje oczy produkują coraz to nowsze słone krople. Dopiero głęboki wdech pomógł mi się trochę uspokoić.
Końcówkę zaśpiewał cicho, bez akompaniamentu gitary, dodając piosence jeszcze więcej uroku.
Tak jak się spodziewałam, został nagrodzony ogromną ilością braw, które zdawały się nie mieć końca i trwały dobre kilka minut. Następnie Niall skierował się w stronę kulis, a na scenę znowu weszli 5SOS. Kilka osób skinęło w jego stronę głowami, w wyrazie aprobaty. Chłopak przystanął kilka metrów ode mnie, rzucając mi zaskoczone spojrzenie.
- Niall - splotłam palce, nie wiedząc co z nimi zrobić. Dosłownie czułam, jak na moje policzki wpełza wściekle czerwony rumieniec. - Ja...
Nie dane było mi dokończyć.
- NIALL! - szatynka dosłownie rzuciła się na Irlandczyka, chowając twarz w jego szyi. Poczułam jak coś ściska moje serce, a nieprzyjemne uczucie wypełnia mnie jak balon. Przegryzłam wargę, siląc się na słaby uśmiech. - To było takie słodkie! Nie mogę uwierzyć, że napisałeś o mnie piosenkę!
No tak, ona.
Jakim cudem mogło mi przejść przez myśl, że to o mnie.
Spojrzałam na chłopaka, przekazując mu bezgłośne "Pogadamy później".
Miałam zamiar wrócić do akademii i się napić.


Siedziałam na łóżku, co jakiś czas pociągając łyk piwa z butelki. Nigdy mnie do tego nie ciągnęło, ale sądząc z opinii publicznej i twierdzenia, że alkohol pomaga się zrelaksować, sięgnęłam po ten popularny złoty trunek. W sumie, nie smakował najgorzej, ale nie mogłam również powiedzieć, że jest dobry. Ot trochę bąbelków.
Nie zamierzałam się upijać, stwierdziłam, że jedna butelka dostatecznie mi wystarczy i po skończeniu jej, usiadłam przy laptopie. Na facebooku roiło się od zdjęć z koncertu i mimowolnie zaczęłam je przeglądać. Niall, Luke, zdjęcie z fanami, Callum.
Co zdjęcie to inna, uśmiechnięta twarz.
- Charlie? - nawet nie zauważyłam, gdy do mojego pokoju wszedł Irlandczyk. Wow, co ten alkohol robi z ludźmi.
- Hej - szybkim ruchem zamknęłam komputer, zerkając na śpiące pod biurkiem psy.
- W porządku? - przysiadł obok mnie, co wydało mi się zaskakujące, zważywszy na to, że przez kilka dni w ogóle nie rozmawialiśmy.
Po raz kolejny tego dnia przegryzłam wargę, teraz już suchą i popękaną. Nic dziwnego, gryzłam ją odkąd tylko pamiętam.
Spojrzałam na Nialla, który wbijał we mnie spojrzenie swoich jasnych oczu. Tęskniłam za jego widokiem, nawet nie wiem dlaczego. Po prostu.
- Nic nie jest w porządku - mruknęłam, czując napływające do oczy łzy. - Nie odzywamy się do siebie, później grasz na koncercie piosenkę o Marie, a teraz przychodzisz do mnie. Nie rozumiem co się dzieje, Horan - niewiele myśląc niemal staranowałam chłopaka, obejmując go mocno. Okropnie mi go brakowało. Skuliłam się niczym małe dziecko, pozwalając by oparł brodę na moim ramieniu i mnie przytulał. Wtuliłam się w bluzę blondyna, wdychając jego zapach. Pozwalał mi się zrelaksować, był czymś znajomym. 
Z każdą chwilę mój oddech się uspokajał, a łzy powoli przestawały lecieć.

Niall?

środa, 8 marca 2017

Od Charlotte do Nialla

Zmrużyłam oczy i zacisnęłam usta w wąską kreskę, starając się nadać twarzy jak najbardziej chłodny lub obojętny wyraz. Jednak nie dane mi było utrzymać długo poważnej miny, wyszczerz Nialla dosłownie zmusił mnie bym również się uśmiechnęła.
- Cóż... muszę się zastanowić - wydęłam wargi z właściwą dla tej chwili przesadą, przekrzywiając lekko głowę. - Dobra, może to jest jeden z powodów...
- Jest ich więcej? - chłopak przerwał mi z wyraźnym zadowoleniem. Jego jasne, duże oczy błyszczały radośnie, tak jak za każdym razem, gdy chciał mnie zirytować. - Chętnie posłucham.
Przewróciłam oczami, w ostatniej chwili powstrzymując się przed parsknięciem.
- Niedoczekanie twoje. Nie chcemy, żeby twoje ego jeszcze bardziej się rozrosło - dźgnęłam go w pierś. Chciałam jeszcze uszczypnąć Irlandczyka w ramię, w ramach zapasowej zemsty (nigdy nie wiadomo co takiemu przyjdzie do głowy), ale nim zdążyłam wykonać jakikolwiek ruch, Niall przygarnął mnie do siebie, zamykając w szczelnym uścisku. Zapewne myślał, że zacznę się wyrywać, jak miałam w zwyczaju, ale ku zdziwieniu mnie samej, sprawiło mi to przyjemność. Oparłam głowę na jego klatce piersiowej przez chwilę pozwalając sobie na czułości. Jakby nie było mało, moje policzki pokrył wyraźny, jaskrawoczerwony rumieniec.
- Musisz mi pożyczyć ten szampon... albo mydło - jego z lekka zachrypnięty głos przerwał ciszę.
Odsunęłam się zmieszana.
- Znajdź sobie swój zapach - mruknęłam, krzyżując po raz kolejny ręce. - Wiesz, istnieje takie coś jak płyn do kąpieli dla chłopców.
Tym razem to on parsknął.
- Jestem mężczyzną, Charlie. Zapamiętaj to na przyszłość - zrobił wyniosłą minę naszej nauczycielki od biologii i udał, że poprawia niewidzialne okulary. - Ta nauka kiedyś ci się przyda.
Oparłam się plecami o ścianę.
- Proszę cię. Chłopak czy mężczyzna, co za różnica. W majtkach macie to samo.
Usłyszałam jak głośno wciąga powietrze, przy czym przez przypadek gwizdnął.
- Nie powiedziałaś tego.
Przez chwilę stałam zbita z tropu, wpatrując się tylko w twarz Irlandczyka.
- Co?
- Po prostu tego nie zrobiłaś - jego głos był matowy, pozbawiony jakichkolwiek emocji. Przestraszona, przysunęłam się bliżej ściany.
Nagle Niall chwycił leżącą na fotelu poduszkę i zamachnąwszy się nią, rzucił we mnie częścią pościeli. W ostatniej chwili uchyliłam się, z trudem jej unikając.
- Ah tak? Chcesz wojny, Horan? - złapałam za miękki wałek, dzierżąc go niczym miecz. Kolor różowy z pewnością nie pomagał wywołać strachu u blondyna. W ten sposób wywiązała się się prawdziwa bitwa, a po całym pokoju latały wszelakie poduszki, koce, a w pewnym momencie nawet but. Nie chcę się nawet domyślać jakim cudem się tak stało, najważniejsze, że nie oberwałam. Za którymś razem udało mi się opracować schemat. Polegał on głównie na najbardziej banalnym; unik, rzut, unik i rzut. Nawet nie wiem kiedy, zabrakło nam poduszek. Nie pamiętam też kto zaaranżował udawaną walkę pięściarską. Obstawiam Nialla.  Po prostu w pewnej chwili oboje wylądowaliśmy na
ziemi, uparcie walcząc o wygraną. Dobrze, że Hayden był dobry w tego typu siłowaniach, bo po wielu sprzeczkach byłam wyćwiczona w obronie i ataku. Rodzice zastępczy nigdy nie popierali bójek, ale dwójka dorastających nastolatków o podobnych charakterach miała trudność z dogadaniem się.
W końcu udało mi się przyszpilić Irlandczyka do ziemi. Przyciskając jego ręce do podłogi i unieruchamiając nogi, pozbawiłam go szans na podniesienie się.
- I co, Horan? - spojrzałam na niego z góry. Ku mojemu zaskoczeniu nie wściekał się jak mój brat. Na jego twarzy gościł szeroki, radosny uśmiech.
- Okej, poddaję się. Wygrałaś - zacisnęłam usta w wąską kreskę, przyglądając mu się badawczo. To było zbyt proste.

~~*~~
Każdy ma prawo mieć gorszy dzień, ale moje pojawiają się zdecydowanie zbyt często. Po prostu budzę się i czuję, że nie mam ochoty do życia. Właśnie wtedy nie mam oporu przed zamknięciem się w pokoju i siedzeniem przy komputerze. Nic mnie nie obchodzi.
Jednak czasami w te ciemne dni pojawia się promyczek słońca i dziś tą świetlistą smugą okazał się Matthew. Przyjaciel brata zadzwonił do mnie tuż przed południem z informacją, że jest w Londynie i przyjeżdża dziś do pobliskiego miasteczka. Grzechem byłoby się z nim nie spotkać.
Dlatego właśnie od razu po lekcjach wsiadłam w samochód i pojechałam do umówionego baru.
- Charles - powitał mnie brunet, uśmiechając się szeroko. Miał na sobie zwykły, czarny t-shirt i znoszone dżinsy.
- Siemka Matt - przybiłam z nim piątkę, odwzajemniając uśmiech. Chłopak najwyraźniej dostrzegł, że nie mam humoru i zaprosił mnie, bym usiadła z nim przy barze. Zamówił frytki i dwa napoje gazowane i odwrócił się w moim kierunku.
- Opowiadaj jak tam życie.
Przewróciłam oczami, ale zaczęłam streszczać mu przebieg ostatnich kilku miesięcy, moją znajomość z Niallem i...
- To ten blondyn ze snapa? - przerwał mi brutalnie, a uśmiech nie schodził z jego twarzy.
- Jasna cholera, czy wy wszyscy śledzicie mnie na internecie? - zaklęłam, mrużąc oczy.
- Może.
Mruknęłam z wyraźnym niezadowoleniem, a kiedy Matthew objął mnie ramieniem, oparłam policzek na jego ręce. Potrzebowałam czyjegoś towarzystwa, kogoś kto zna całą tą sytuację z mojego dzieciństwa. Wtedy naszła mnie pewna myśl, może powinnam zwierzyć się Niallowi? Blondyn powinien mnie zrozumieć, a miło by było mieć kogoś bliskiego w akademii.

Niall? :3

środa, 1 marca 2017

Od Charlotte do Nialla

Przez dłuższą chwilę przyglądałam się blondynowi, który jakby wahał się na odpowiedzią. Sama byłam zaskoczona tym, że w ogóle przyszło mi do głowy zapytać o taką bzdurę. Zazdrosny? O kogo?
- Nieistotne, zapomnij, że pytałam - mruknęłam, odkładając laptopa na szafkę nocną, a następnie wracając do Nialla wzrokiem. - Odpowiadając na twoje pytania, to najlepszy przyjaciel mojego brata.
Poniekąd również należy do rodziny, przygarnęliśmy go.
Irlandczyk po chwili przyglądał mi się badawczo, aż w końcu speszona spuściłam wzrok na pościel. Na biurku oraz jednej z szafek stały oba bukiety od chłopaka, z czego ten starszy, nadal był w świetnej formie. W pokoju unosił się słodki, różany zapach, łączący się z waniliowym aromatem świeczek. Taka mieszanka pozwalała mi się odprężyć i zrelaksować, czego szczególnie potrzebowałam po nerwowym tygodniu. Dodatkowo półmrok panujący w pokoju, ułatwiał mi funkcjonowanie. Może rzeczywiście upodobniłam się do wampira, czasami słońce cholernie mi przeszkadzało.
- Okej - rozluźnił się, odkładając na podłogę miotającego się szaleńczo szczeniaka. Owczarek od razu wbiegł pod łóżko, najprawdopodobniej dostrzegłszy swoją piłkę. Dochodziły do nas jedynie jego warknięcia i głośne mlaskanie.
Przez chwilę panowała niezręczna cisza, którą przerwało dopiero moje dość ciężkie westchnięcie.
- Nie mam dziś ochoty na grę na konsoli - zaczęłam, przy czym odgarnęłam sobie niesforny kosmyk włosów z twarzy. Aż prosiły się o ponowne przycięcie, jednak ostatnimi czasy wizyta u fryzjera ciągle uciekała mi z głowy. - Masz może piłkę? Moglibyśmy pograć na trawniku przed budynkiem.
Mogłam dosłownie przyrzec, że jego oczy zaświeciły się jak żarówki.
- Jasne, że mam - wyszczerzył się radośnie, a po jego nerwowości nie został nawet najmniejszy ślad. Pstryk, i już na jego twarzy pojawia się uśmiech. Ciekawiło mnie przez chwilę, gdzie ma przełącznik.
- Okej. W takim razie spotykamy się za dziesięć minut przy drzwiach. Muszę się przebrać w coś wygodniejszego.
- Ajaj, kapitanie - zasalutował entuzjastycznie i po machnięciu mi dłonią na pożegnanie, wyszedł z pokoju. Jeansy i sweter zamieniłam na długie, czarne legginsy i trochę krótszy od przeciętnego
podkoszulka, szary t-shirt. Włosów postanowiłam nie związywać, poza tym, nie zrobienie z nich końskiego ogona nie należało do łatwych. Obejrzałam się przelotnie w lustrze, oceniając swój wygląd. Nie było najgorzej. Brakowało jeszcze tylko pary moich ukochanych sportowych adidasów, dlatego kiedy je wcisnęłam, skierowałam swoje kroki ku wyjściu z budynku.
Ku mojemu zaskoczeniu Niall już tam czekał. Nie będę zaprzeczać, przeczuwałam, że zanim przyjdzie na umówione miejsce, poczekam sobie za nim kilka minut. W końcu poprawianie włosów i przebieranie jest takie czasochłonne. Jego strój mnie zdziwił. Nigdy nie wspominał, że jest fanem klubu Chelsea London, a na niebieskiej koszulce, widniało jego logo. Jego spodnie były najzwyklejsze, ciemne, sięgające do połowy ud. Długie białe skarpetki niekoniecznie pasowały do krótkich błękitnych nike'ów, ale nie było to czymś, na co ktoś mógłby zwrócić większą uwagę. Irlandczyk uśmiechnął się na mój widok, a ja po chwili go odwzajemniłam. Kiedy rzucił we mnie piłką z Euro 2016, przewróciłam oczami. W domu miałam identyczną.
Znalazłszy się już na miękkim, jeszcze wilgotnym trawniku, rozejrzałam się dookoła. Dzięki Bogu, na zewnątrz nie było ludzi. Większość pewnie korzystała z ostatnich chwil wolnego.
- Moja bramka jest tutaj - ustawiłam dwa kamyki, tworzący tym samym prowizoryczne miejsce do oddania strzału. Następnie przeszłam na drugi koniec "boiska" i tam również ustawiłam niewielkie głazy. Po ustawieniu piłki na umownym środku pola, spojrzałam na stojącego naprzeciw mnie Nialla.
- Panie i złośliwe brunetki zaczynają - zażartował, a ja nie zamierzałam się z nim kłócić. Mogłam od razu spróbować strzelić mu gola.
Gdy rozległ się cichy gwizd, kopnęłam piłkę, zmierzając z nią ku bramce Irlandczyka, który nagle znalazł się przede mną gotowy do obrony. Nim się spostrzegłam, po udanej próbie zdezorientowania mnie, pognał z kulą w drugim kierunku i kiedy tylko dostrzegł swoją okazję, strzelił. W ostatniej chwili udało mi się odbić ją i znów wrócić do ataku. Sama gra trwała godzinę, może trochę więcej. Oboje zziajani kucaliśmy na trawie, mając zamiar znowu zacząć grać, kiedy tylko nasze oddechy się uspokoją. Płuca piekły mnie niczym żywy ogień, a włosy przykleiły się do spoconej twarzy.
- Ostatnie dwa karne - Niall podniósł się z cichym jękiem, wyraźnie zmęczony, ale jego oczy nadal błyszczały łobuzersko. - Kto strzeli, ten wygrywa.
Westchnęłam ciężko i z widocznym trudem wstałam.
Blondyn pominął swoje sześć strzelonych goli i moje dwa, teraz miałam niewielką szansę pokonać go.
- Dobra - wystękałam,  ustawiając się, by strzelić mu karnego. Rozpędziwszy się, kopnęłam piłkę z całej siły, ale Irlandczyk z łatwością ją obronił. Wtedy przyszła kolej na niego. Zmylił mnie i wtedy oddał  silny strzał w kierunku odwrotnym od tego, w którym jej się spodziewałam. Już miałam zacząć jęczeć, że oszukiwał, ale rozległ się dźwięk charakterystyczny dla rozbijanego szkła. Z czystym przerażeniem obserwowałam jak odłamki szyby spadają na podjazd i jakaś kobieta krzyczy.
- Mamy przerąbane - spojrzałam na Nialla, który również zszokowany wpatrywał się w drzwi.
- Delikatnie mówiąc - uściślił, podchodząc do mnie.
Jakby na potwierdzenie naszych słów z budynku wybiegła wściekła sekretarka, bluzgając okropnie pod nosem. Nim zdążyliśmy cokolwiek wydukać, porwała nas ze sobą i zaciągnęła do swojego gabinetu. Po chwili w pomieszczeniu pojawiła się również ciocia Ruby. Dobrze, że wujka nie było.
- Dobrze - zaczęła spokojnie ciotka, mierząc nas uważnym spojrzeniem. - Czyja to była piłka?
Spuściłam wzrok na lśniącą podłogę.
- Moja - blondyn uniósł rękę.
- Ale to ja nie obroniłam strzału - wtrąciłam, nie chcąc żeby spadła na niego cała wina. W końcu
pomysł na grę był mój. Dodatkowo lubiłam chłopaka, a przyjaciół się nie wystawia.
- Charlie, cicho - syknął, trącając mnie. - Ja kopnąłem piłkę, a ona uderzyła w okno.
Prychnęłam.
- Gdybym zdążyła ją złapać, nic by się nie stało.
Dyskusja trwałaby dalej, gdyby nie ciocia, która pocierając skronie, spojrzała na nas. Na jej twarzy błądził uśmiech.
- Dobrze, ustalmy, że jesteście współwinnymi - westchnęła. Wiedziałam, że nie lubi decydować o karach dla nieposłusznych uczniów. - Pomyślę nad dodatkową pracą dla was. Możecie iść, za pół godziny obiad.
Nie mogłam powstrzymać szerokiego uśmiechu. Dosłownie zabolały mnie mięśnie policzków.
Po wyjściu z sekretariatu spojrzałam na Irlandczyka.
- Co to było, Horan? Nie musiałeś mnie bronić, gdyby wina spadła na mnie, ciocia szybko załatwiłaby sprawę - burknęłam, wyraźnie niezadowolona.
Tym razem to on wywrócił oczyma.
- Ale to nie ty próbowałaś strzelić bramkę i trafiłaś w okno - odpowiedział niemal od razu,
- Zrobiłeś to niechcący, Niall.
- Ale zrobiłem.
- Niall.
- Charlie - przekomarzał się ze mną.
Niemal jednocześnie wciągnęliśmy powietrze.
- Dobra, sprawa zakończona. Idę wziąć prysznic, strasznie śmierdzę.
Blondyn parsknął śmiechem.
- Fakt.
W odpowiedzi trzepnęłam go w ramię.
- Dzięki, Horan - rzuciłam i skierowałam się ku drzwiom swojego pokoju. Ogarnęłam się jak najszybciej potrafiłam, a kiedy zauważyłam, że zostało mi całkiem sporo czasu, umalowałam się delikatnie. Wychodziłam do ludzi, nie chciałam ich przestraszyć.
Tym razem to ja byłam pierwsza. Siedząc przy swoim ulubionym stoliku, czekałam na Nialla.
Blondyn przyszedł po chwili w towarzystwie długowłosej szatynki. Kojarzyłam ją, spotykali się czasami. Nawet z tego miejsca widziałam na jej twarzy mocny i wyraźny, ale ładny makijaż i zaraz pożałowałam swojego raczej słabego pomalowania. W pewnym momencie się rozdzielili, a kiedy Irlandczyk usiadł obok mnie, podniosłam wzrok znad spaghetti.
- Hej, znowu - uśmiechnął się radośnie, a ja odpowiedziałam słabą namiastką uśmiechu. Bardziej przypominało to grymas.
- Cześć - połknęłam porcję makaronu. - To Marie, prawda?

Najal? :D