Z dniem dzisiejszym żegnamy: Charlotte, Maye, Nialla, Matthew i Vito
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niall. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niall. Pokaż wszystkie posty
piątek, 18 sierpnia 2017
czwartek, 13 lipca 2017
Od Nialla cd. Charlotte
- Jeżeli jesteś już gotowa. - Uśmiechnąłem się szeroko.
- Dobrze wiesz, że nie jestem. - Wywróciła oczami i wysiadła z samochodu.
Nie chcieliśmy od razu targać ze sobą bagaży, tym bardziej, że podróż nie należała do tych najkrótszych, a nie każdy mógł sobie spać w trakcie drogi. Możemy po nie wrócić w każdej chwili, a znając moją mamę, przygotowała nam już na pewno pokój do spania, żebyśmy od razu mogli odpocząć. Złapaliśmy się za ręce zmierzając w kierunku domu, a zaraz w drzwiach pojawiła się roześmiana mama, podejrzewam, ze czekała na nas od dłuższego czasu, bo nie wyglądała jakby przypadkiem nas zauważyła.
- Jejku, jak się cieszę, że znowu was widzę. - Uśmiechnęła się, podbiegając najpierw do Charlie i czule ją przytulając. - Przygotowałam wam pokój, możecie od razu iść odpocząć, jutro na śniadanie wybierzemy się do restauracji, tata już złożył rezerwację. Później musimy jechać na urodziny ciotki Clary, możecie zostać, nie będę skazywać was na tą natrętną kobietę.
A nie mówiłem? Mama nawet nie dała nam okazji, by się odezwać, bo od razu zarzuciła nas lawiną pytań i ploteczek, jakie pojawiły się w najbliższej okolicy. Odprowadziła nas po sam pokój, życzyła miłego odpoczynku i w podskokach wróciła do salonu. Po prostu cieszyła się tym, że w końcu jestem szczęśliwy.
- Już nie musisz się zastanawiać, po kim jestem taki.. hm.. nadpobudliwy? Pierdolnięty? - zaśmiałem się, zamykając drzwi.
- Naprawdę chcesz odpoczywać? Nie możemy się gdzieś przejść? Jest jeszcze dość wcześnie - spytała, siadając na starannie pościelonym łóżku.
- Wybacz, ale nie miałem okazji wyspać się po drodze, jak co niektórzy.
- Serio? Przecież nikt ci nie bronił spać.
- Zabroniłaś mi jechać z kanapką!
- Em.. no dobra, wygrałeś - zaśmiała się.
Wywróciłem oczami i zająłem miejsce obok niej.
- Chyba jednak pójdę po te bagaże. Nie przemyślałem tego, że musimy się w coś przebrać. - Przetarłem twarz dłonią i zaraz po tym ziewnąłem.
Charlotte odpowiedziała tylko ciche okej, a ja wyszedłem z pokoju. Po drodze natknąłem się na uśmiechniętą mamę, krzątającą się po kuchni i ojca, który najprawdopodobniej zasnął przed telewizorem. Szybko uporałem się z wniesieniem bagaży, aczkolwiek nie mam zielonego pojęcia, jakim cudem udało mi się zabrać z nimi na jeden raz. Nie będę wskazywał palcem, czyja walizka była najcięższa, ale muszę przyznać, że nie należała ona do mnie.
Zanim jeszcze wszedłem do domu, rozległ się dźwięk mojego telefonu, sygnalizujący nową wiadomość. Od razu domyśliłem się, że to Harry, bo kto inny może pisać o tak późnej porze.
- Dobrze wiesz, że nie jestem. - Wywróciła oczami i wysiadła z samochodu.
Nie chcieliśmy od razu targać ze sobą bagaży, tym bardziej, że podróż nie należała do tych najkrótszych, a nie każdy mógł sobie spać w trakcie drogi. Możemy po nie wrócić w każdej chwili, a znając moją mamę, przygotowała nam już na pewno pokój do spania, żebyśmy od razu mogli odpocząć. Złapaliśmy się za ręce zmierzając w kierunku domu, a zaraz w drzwiach pojawiła się roześmiana mama, podejrzewam, ze czekała na nas od dłuższego czasu, bo nie wyglądała jakby przypadkiem nas zauważyła.
- Jejku, jak się cieszę, że znowu was widzę. - Uśmiechnęła się, podbiegając najpierw do Charlie i czule ją przytulając. - Przygotowałam wam pokój, możecie od razu iść odpocząć, jutro na śniadanie wybierzemy się do restauracji, tata już złożył rezerwację. Później musimy jechać na urodziny ciotki Clary, możecie zostać, nie będę skazywać was na tą natrętną kobietę.
A nie mówiłem? Mama nawet nie dała nam okazji, by się odezwać, bo od razu zarzuciła nas lawiną pytań i ploteczek, jakie pojawiły się w najbliższej okolicy. Odprowadziła nas po sam pokój, życzyła miłego odpoczynku i w podskokach wróciła do salonu. Po prostu cieszyła się tym, że w końcu jestem szczęśliwy.
- Już nie musisz się zastanawiać, po kim jestem taki.. hm.. nadpobudliwy? Pierdolnięty? - zaśmiałem się, zamykając drzwi.
- Naprawdę chcesz odpoczywać? Nie możemy się gdzieś przejść? Jest jeszcze dość wcześnie - spytała, siadając na starannie pościelonym łóżku.
- Wybacz, ale nie miałem okazji wyspać się po drodze, jak co niektórzy.
- Serio? Przecież nikt ci nie bronił spać.
- Zabroniłaś mi jechać z kanapką!
- Em.. no dobra, wygrałeś - zaśmiała się.
Wywróciłem oczami i zająłem miejsce obok niej.
- Chyba jednak pójdę po te bagaże. Nie przemyślałem tego, że musimy się w coś przebrać. - Przetarłem twarz dłonią i zaraz po tym ziewnąłem.
Charlotte odpowiedziała tylko ciche okej, a ja wyszedłem z pokoju. Po drodze natknąłem się na uśmiechniętą mamę, krzątającą się po kuchni i ojca, który najprawdopodobniej zasnął przed telewizorem. Szybko uporałem się z wniesieniem bagaży, aczkolwiek nie mam zielonego pojęcia, jakim cudem udało mi się zabrać z nimi na jeden raz. Nie będę wskazywał palcem, czyja walizka była najcięższa, ale muszę przyznać, że nie należała ona do mnie.
Zanim jeszcze wszedłem do domu, rozległ się dźwięk mojego telefonu, sygnalizujący nową wiadomość. Od razu domyśliłem się, że to Harry, bo kto inny może pisać o tak późnej porze.
H: Dojechaliście??
Ja: Tak, jakiś czas temu.
Ja: Tak, jakiś czas temu.
H: To miłego wypoczynku! Odkupujesz mi buty, Cora uznała, że są świetnymi gryzakami! ;(
Wciąż się zastanawiam, jakim cudem oddałem psa pod opiekę Stylesa. Nie mam pojęcia, kto bardziej na tym ucierpi, jednak ta wiadomość dowodzi, że aktualnie jest 1:0 dla suczki.
Gdy ponownie wszedłem do domu, mamy już nigdzie nie było, więc podejrzewałem, że poszła spać. Tata wciąż leżał na kanapie przed telewizorem, więc albo się pokłócili, albo był jakiś super ważny mecz, którego ojciec nie mógł opuścić. Westchnąłem i wtargałem nasze bagaże do pokoju. Postawiłem je zaraz obok szafy i dopiero zauważyłem, że Charlie już zdążyła zasnąć.
- Nie możemy się gdzieś przejść, jest jeszcze dość wcześnie - zacząłem ją przedrzeźniać, a dziewczyna w tym momencie uniosła powieki.
- Ja nie śpię, ja wciąż czuwam - mruknęła.
Gdy ponownie wszedłem do domu, mamy już nigdzie nie było, więc podejrzewałem, że poszła spać. Tata wciąż leżał na kanapie przed telewizorem, więc albo się pokłócili, albo był jakiś super ważny mecz, którego ojciec nie mógł opuścić. Westchnąłem i wtargałem nasze bagaże do pokoju. Postawiłem je zaraz obok szafy i dopiero zauważyłem, że Charlie już zdążyła zasnąć.
- Nie możemy się gdzieś przejść, jest jeszcze dość wcześnie - zacząłem ją przedrzeźniać, a dziewczyna w tym momencie uniosła powieki.
- Ja nie śpię, ja wciąż czuwam - mruknęła.
- Właśnie widzę - westchnąłem, łapiąc za zapięcie swojej walizki.
Charlotte niechętnie podniosła się z miejsca i wyjęła ze swojej torby coś do przebrania i wypchaną po brzegi kosmetyczkę.
- Co ty nosisz w tej kosmetyczce, skoro sama się zarzekasz, że nie używasz wielu kosmetyków?
- Nie używam wielu kosmetyków do makijażu.
- Kosmetyki to kosmetyki. - Wzruszyłem ramionami.
- Eh.. no właśnie nie do końca - westchnęła, po czym zaśmiała się uroczo - musisz się jeszcze wiele nauczyć.
- Nie mam zamiaru uczyć się niczego o kosmetykach - jęknąłem.
Charlotte wywróciła oczami i udała się do łazienki.
~~*~~*~~
- Niall, do jasnej cholery! - Usłyszałem nad sobą donośny krzyk Charlie. - Za pół godziny wychodzimy na śniadanie, a ty nawet nie podniosłeś się z łóżka.
- Mam czas - mruknąłem, przykrywając głowę poduszką.
- Jak zwykle się przez ciebie spóźnimy - westchnęła - już nawet nie wiem jak mam cię budzić, żeby było to chociaż w miarę skuteczne!
- Musisz wypracować jakiś ciekawszy sposób, a nie od razu na mnie krzyczeć.- Odwróciłem się, chcąc móc jeszcze trochę pospać.
Usłyszałem jedynie głośne westchnienie, a zaraz potem śmiech Charlotte. Dziewczyna złapała mnie za ramię i przekręciła w swoją stronę, składając na moich ustach namiętny pocałunek.
- Mam czas - mruknąłem, przykrywając głowę poduszką.- Jak zwykle się przez ciebie spóźnimy - westchnęła - już nawet nie wiem jak mam cię budzić, żeby było to chociaż w miarę skuteczne!
- Musisz wypracować jakiś ciekawszy sposób, a nie od razu na mnie krzyczeć.- Odwróciłem się, chcąc móc jeszcze trochę pospać.
Usłyszałem jedynie głośne westchnienie, a zaraz potem śmiech Charlotte. Dziewczyna złapała mnie za ramię i przekręciła w swoją stronę, składając na moich ustach namiętny pocałunek.
- Lepiej? - Uśmiechnęła się szeroko.
- O wiele. - Odwzajemniłem uśmiech, chcąc przedłużyć nasz pocałunek, jednak Charlie zaraz się ode mnie odsunęła.
- Wstawaj, zaraz musimy iść.
Westchnąłem i zebrałem w sobie wszystkie siły, by udało mi się podnieść z łóżka. Kto normalny wymyśla, żeby iść na śniadanie do restauracji? No tak, moja mama.
~~*~~*~~
Wróciliśmy do domu koło godziny 12, bo rodzice uznali, że chcą pokazać Charlotte moje rodzinne miasto. Według mnie, nie ma w nim zbyt wiele do oglądania, ale nie chciałem się z nimi kłócić, bo i tak bym przegrał, znając możliwości mojej mamy.
- Wrócimy jutro po południu, bawcie się dobrze - odezwała się, gdy chcieliśmy wrócić do mojego pokoju - Kilkoro twoich starych znajomych pytało o ciebie, chcieli się spotkać.
- Kto?
- Wszystko masz zapisane na lodówce - zaśmiała się.
- Dobrze wiesz, że mama nie ma głowy do imion i musi wszystko zapisywać. - Wtrącił się ojciec.
- Aj, przestań! Nie jest ze mną aż tak źle. - Uśmiechnęła się. - W kuchni na stole leży ulotka z pizzerii i pieniądze, możecie zamówić sobie coś na obiad.
- Oni nie są dziećmi, poradzą sobie - jęknął tata, chcąc już wyciągnąć mamę z domu.
- A jak nie? - burknęła do niego - Wrócimy jutro koło dziesiątej, chyba że uda nam się wyrwać wcześniej z tego domu wariatów.
- Kochanie, skończyłaś?
- Tak - odpowiedziała i jeszcze raz się z nami pożegnała.
Rodzice zabrali swoje bagaże, chociaż nie wiem, po co było im tyle rzeczy, skoro jechali tylko na jedną noc. Ciotka Clara nie należała do tej lubianej części rodziny, więc i tak byłem im wdzięczny, że nie musieliśmy jechać razem z nimi. Pewnie, gdyby ciocia dowiedziała się o moim przyjeździe, sama by się tu zjawiła, więc podejrzewam, że nikt jej o tym nie powiedział - na szczęście.
- Co powiesz na kino? - Uśmiechnąłem się, odwracając w stronę Charlotte.
- Ale ja wybieram film!
- Okej, niech ci będzie - westchnąłem, bo jakąkolwiek próba przeciwstawienia się i tak spełzłaby na niczym.
Kino nie było zbyt blisko, więc żeby nie iść na marne, postanowiliśmy sprawdzić repertuar w internecie. Boję się, co wybierze Charlie, jednak zaufam jej i mam nadzieję, że nie będę tego żałował.
Charlotte?
wyszło inaczej niż miało XD
sobota, 1 lipca 2017
Od Nialla cd. Charlotte
- Dlaczego się rumienisz? - zaśmiałem się cicho, łapiąc dziewczynę za rękę.
- Być może za bardzo mnie onieśmielasz. - Uśmiechnęła się szeroko. - Po prostu dziwnie mi rozmawiać na takie tematy, trochę zaskoczyłeś mnie tym pytaniem.
- Sam się zaskoczyłem tym pytaniem. - Zmarszczyłem brwi. - Po prostu pomyślałem, że dobrze by było o tym pogadać.
- A ty? Co myślisz o przyszłości? - spytała spuszczając wzrok na nasze dłonie.
- To samo co ty, ale w Irlandii. - Uśmiechnąłem się, na co dziewczyna prychnęła.
- Jakieś szczegóły?
- Będziemy mieli dużą stajnie, by Fridee i Andorra miały dla siebie dużo miejsca. Oczywiście znajdzie się tam jeszcze kilka nowych koni i oczywiście kucyków dla dzieciaków.
- Niall? - przerwała mi.
- Tak?
- Czy my właśnie planujemy dzieci? Dzieci w liczbie mnogiej?
- Być może. - Uśmiechnąłem się, zbliżając nasze twarze.
~~*~~*~~
Po kolacji oboje udaliśmy się do mojego pokoju. Podczas posiłku towarzyszył nam Matthew, a ja za wszelką cenę starałem się zachowywać normalnie. Robiłem to tylko i wyłącznie dla Charlotte, które ciągle zapewniała mnie, że są przyjaciółmi. To oczywiste, że jej ufałem, jednak.. no.. okej, wszyscy wiedzą, że jestem zazdrosny, nic na to nie poradzę. To jest po prostu silniejsze ode mnie. Gdy widzę jak dobrze się znają i dogadują to szlag mnie trafia. Z czasem się pewnie do niego przyzwyczaję, ale na razie wciąż mnie to denerwuje. Teraz powinienem zastanowić się, gdzie pojedziemy na wakacje. Rodzice już dawno zapraszali nas do Irlandii i myślę, że warto będzie skorzystać z ich zaproszenia. Możemy też pojechać gdzieś za granicę, Francja, Hiszpania..
- Nad tym jaką piękną mam dziewczynę. - Uśmiechnąłem się szeroko, zbliżając usta do jej szyi, jednak ta od razu mnie odepchnęła.
- A tak na poważnie? Nie mów, że znowu przeszkadza ci Matthew.
- Nie, skądże.
- To dlaczego akurat po kolacji przy której nam towarzyszył, pogorszył ci się humor? - Uniosła brwi, nie dając za wygraną.
- Wcale nie, aktualnie mam ważniejsze rzeczy niż jakiś tam Matthew - westchnąłem - Zaczęły się wakacje, może odwiedzimy moją jakże piękną Irlandię, co ty na to?
- Myślę, że warto to przemyśleć. - Uśmiechnęła się.
- Chyba.. chyba, że chciałabyś odwiedzić swoją rodzinę, nic nie stoi nam na drodze, żeby odwiedzić stany.
- Nad tym może pomyślimy później - skrzywiła się lekko.
Widziałem, że chciała odwiedzić rodzinę, jednak to wszystko było dla niej zbyt trudne. To co się wydarzyło, odbiło ślad w jej psychice, ślad którego niestety nie da się już pozbyć. Cholernie chciałbym jej jakoś pomóc, pozbyć się nieprzyjemnych wspomnień, jednak nie mam pojęcia jak powinienem to zrobić.
- Uśmiechnij się. - Spojrzałem na nią, łapiąc ją za ręce.
- Przecież się uśmiecham. - Wywróciła oczami, obdarzając mnie szerokim uśmiechem.
- O! Zapomniałem ci o czymś powiedzieć! - Wyszczerzyłem się. - Nowa piosenka jest prawie gotowa.
- Prawie?
- To głównie dzieło Harry'ego, jednak dorzuciłem do niej swoje trzy grosze. - Puściłem jej oczko i wziąłem do ręki gitarę, która stała zaraz obok łóżka.
- Prawie?
- To głównie dzieło Harry'ego, jednak dorzuciłem do niej swoje trzy grosze. - Puściłem jej oczko i wziąłem do ręki gitarę, która stała zaraz obok łóżka.
Charlotte?
poniedziałek, 12 czerwca 2017
Od Nialla cd. Charlotte
- Przecież ci ufam, ale.. - zacząłem, jednak dziewczyna zaraz mi przerwała.
- Nie ma żadnego ale, albo mi ufasz, albo nie. Nie będę cię przekonywać, już powiedziałam ci prawdę.
- Lubię jak jesteś taka stanowcza - zaśmiałem się, odgarniając kosmyk jej włosów za ucho.
- Nie zmieniaj tematu. - Uderzyła mnie pięścią w ramię. - To naprawdę urocze, ale kompletnie niepotrzebne, Niall.
- Ty lubisz jak jestem zazdrosny, ja lubię jak jesteś stanowcza..
- Przyznałeś się. - Przerwała mi, uśmiechając się szeroko.
- Co?
- Przyznałeś, że jesteś zazdrosny.
- Nie powiedziałem tego.
- Nie ma żadnego ale, albo mi ufasz, albo nie. Nie będę cię przekonywać, już powiedziałam ci prawdę.
- Lubię jak jesteś taka stanowcza - zaśmiałem się, odgarniając kosmyk jej włosów za ucho.
- Nie zmieniaj tematu. - Uderzyła mnie pięścią w ramię. - To naprawdę urocze, ale kompletnie niepotrzebne, Niall.
- Ty lubisz jak jestem zazdrosny, ja lubię jak jesteś stanowcza..
- Przyznałeś się. - Przerwała mi, uśmiechając się szeroko.
- Co?
- Przyznałeś, że jesteś zazdrosny.
- Nie powiedziałem tego.
- Powiedziałeś ty lubisz jak jestem zazdrosny, co definitywnie oznacza, że jesteś zazdrosny. - Usilnie starała się podkreślić swoje ostatnie słowa.
- Czy jest w tym coś złego? - Zmarszczyłem brwi.
- Oczywiście, że nie. Złe jest to, że nie potrafisz się do tego przyznać - zaśmiała się, klepiąc mnie w ramię - i to na dodatek przede mną!
- Skarbie, przecież wiesz, że byłem, jestem i będę zazdrosny - odpowiedziałem widząc, jak dziewczyna delikatnie uśmiecha się, słysząc, jak ją nazwałem.
- Skarbie, przecież wiesz, że byłem, jestem i będę zazdrosny - odpowiedziałem widząc, jak dziewczyna delikatnie uśmiecha się, słysząc, jak ją nazwałem.
- Nie masz do tego żadnych powodów! - jęknęła.
- I wasn’t jealous before we met - zanuciłem, na co dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem.
- Znowu chcesz obejrzeć Mamma Mia? - Uśmiechnęła się szeroko.
- Em... ugh. Wiesz co? Chyba Matthew na nas czeka! - zawołałem, biorąc szybko potrzebne mi rzeczy i wręcz wybiegając z siodlarni.
~~*~~*~~
- Ta piosenka musi być.. em.. musi być całkiem inna. Pokazałeś już uroczego, zakochanego Nialla, teraz musisz dać im coś więcej.
Już od jakiejś godziny słucham paplania Luke'a, na temat nowej piosenki. Chłopak, mimo, że już nie uczęszcza do naszej szkoły, wciąż bardzo chce zająć się moją karierą.
- Masz być niegrzeczny - sprostował.
- Mam nawijać rap i co drugie słowo wymawiać shit i fuck? To chyba nie mój styl - zaśmiałem się, włączając na głośnomówiący.
- Nie chodzi mi o takie rzeczy. Rozmawiałem już z Harrym i chętnie ci pomoże, a ty lepiej zacznij już myśleć. Odezwę się wieczorem.
Hemmings od razu się rozłączył, a ja rzuciłem telefon na łóżko. Zerknąłem za zegarek i widząc, że już dochodzi ósma, pozostało mi tylko czekać na Charlie. Po terenie poszliśmy razem na obiad, a potem rozeszliśmy się do swoich spraw. Ten cały Matthew okazał się nie taki zły, jednak wciąż wolałem mieć na niego oko. Ufałem Charlotte, to oczywiste, jednak myśl, że jest z nią tak blisko, przyprawiała mnie o.. o nawet nie wiem co. Po prostu denerwuje mnie, sprawia, że mam ochotę rozerwać go na strzępy, czego oczywiście nie zrobię, nie tylko z powodu różnicy w naszej sprawności i sile fizycznej.
- Puk, puk. - Uśmiechnęła się szeroko, wchodząc do pokoju.
- Czemu tak długo?
- Miałeś odpowiedzieć kto tam? - Wywróciła oczami, kładąc się na miejscu obok.
- Możesz związać włosy? - spytałem, na co Charlotte zmierzyła mnie zdziwionym spojrzeniem.
Przez chwilę przyglądała mi się, żeby mieć pewność, że nic nie kombinuję i zdjęła gumkę z nadgarstka. Szybkim ruchem zrobiła luźną kitkę na czubku głowy, a mój wzrok od razu skupił się na różowo-fioletowej malince.
- Matthew widział? - spytałem, uśmiechając się.
- Miałeś nie być zazdrosny, prawda?
- Nic takiego nie powiedziałem - zaśmiałem się, zbliżając do siebie nasze twarze,
Charlotte?
dzisiaj króciutko, muszę wszystko nadrobić, oceny wystawione to mogę pisać :D
czwartek, 1 czerwca 2017
Od Nialla cd. Charlotte
Po śniadaniu od razu udaliśmy się na zajęcia, mając nadzieję, że nie będą nam się one zbytnio dłużyc. Okazało się być całkiem inaczej, bo każda kolejna lekcja, trwała dla nas coraz dłużej. Przez ten czas, a dokładniej podczas lekcji historii z na której nigdy nie uważałem, udało mi się zauważyć pewną ważną dla mnie rzecz. Charlotte rozmawiała z ludźmi i to na dodatek z własnej woli. Zazwyczaj ograniczała kontakty z rówieśnikami tak bardzo, jak tylko było to możliwe, a teraz.. nie miała z tym takiego problemu. Przychodziło jej to z łatwością, jednak wciąż trzymała się na dystans.
Gdy tylko zadzwonił dzwonek, zerwałem się z miejsca i poczekałem przy drzwiach na Charlotte. Dziewczyna wyszła z klasy ze znudzoną miną i w sumie jej się nie dziwię. Nasz nauczyciel nie jest w stanie powiedzieć czegoś, co by zaciekawiło chociaż jedną czwartą klasy.
- Co dzisiaj robimy? - Uśmiechnąłem się, obejmując ją ręką.
- Jedyne o czym teraz myślę, to położyć się i pójść spać - westchnęła, opierając głowę na moim ramieniu.
Gdy tylko zadzwonił dzwonek, zerwałem się z miejsca i poczekałem przy drzwiach na Charlotte. Dziewczyna wyszła z klasy ze znudzoną miną i w sumie jej się nie dziwię. Nasz nauczyciel nie jest w stanie powiedzieć czegoś, co by zaciekawiło chociaż jedną czwartą klasy.
- Co dzisiaj robimy? - Uśmiechnąłem się, obejmując ją ręką.
- Jedyne o czym teraz myślę, to położyć się i pójść spać - westchnęła, opierając głowę na moim ramieniu.
- Myślę, że da się to załatwić - zaśmiałem się, całując ją w czoło.
Wyszliśmy z budynku i pierwsze co udaliśmy się do akademika. Poszliśmy do swoich pokoi, żeby ogarnąć się przed obiadem, a zaraz potem wyszedłem po Charlie, żeby wspólnie udać się na stołówkę.
Gdy wszedłem do pokoju dziewczyny, ta właśnie zakładała buty.
- Gotowa? - spytałem, opierając się o framugę drzwi.
- Daj mi jeszcze chwilę - odpowiedziała, sięgając po szczotkę leżąca na biurku i szybko rozczesała nią włosy, po czym podeszła bliżej i zatrzymała się z uśmiechem przede mną. - Gotowa.
- W takim razie możemy iść. - Uśmiechnąłem się, odgarniając jej kosmyk włosów za ucho i zatrzymując dłoń na jej szyi. - Mówiłem ci już, jak bardzo cię kocham?
- Chętnie usłyszę to jeszcze raz. - Uśmiechnęła się uroczo.
- Panno Reynolds, musisz wiedzieć, że bardzo, ale to bardzo mocno cię kocham i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.
Tym razem to Charlotte jako pierwsza wyszła z inicjatywą i zbliżyła nas do siebie, z uśmiechem łącząc nasze usta.
- Panie Horan, proszę się tak nie podlizywać - zaśmiała się, po czym złapała za moją dłoń - Chodźmy już.
Udaliśmy się korytarzem w stronę schodów, a zaraz potem zeszliśmy na parter. Stołówka już zapełniała się ludźmi, jednak trafiliśmy na odpowiedni moment, bo nie było już, albo jeszcze, kolejki po posiłek. W pomieszczeniu unosił się zapach dnia bogów, bo inaczej spaghetti nie można nazwać. Szybko wzięliśmy tacki i usiedliśmy przy pierwszym lepszym stoliku.
- Czyli po obiedzie idziemy spać? - Spojrzałem na dziewczynę, która właśnie nawijała makaron na widelec.
- Naprawdę pozwolisz mi się trochę zdrzemnąć?
- Dlaczego miałbym nie pozwolić? - Zmarszczyłem brwi.
- Myślałam, że twoje ADHD nie pozwoli ci w ciągu tak pięknego dnia "nic nie robić".
Wywróciłem jedynie oczami i zabrałem się za swój posiłek. Mimo, że Charlotte miała dużo mniejszą porcję ode mnie, to i tak jak zawsze zjadłem pierwszy i musiałem na nią czekać.
- A ja wciąż nie mam pojęcia, jakim cudem tak dużo jesz, a wcale nie tyjesz - odezwała się, wstając z miejsca.
- To przez mój urok osobisty. - Wyszczerzyłem się, na co dziewczyna pokręciła z uśmiechem głową.
Odnieśliśmy talerze i trzymając się cały czas za ręce weszliśmy na piętro. Nie potrafię opisać uczucia, jakie towarzyszyło mi, gdy trzymałem Charlotte za rękę. Nigdy wcześniej nie pomyślałbym, że nasze relacje się tak potoczą, jednak jestem z tego cholernie zadowolony. Teraz gdy mogę po prostu podejść do niej i ją przytulić, czuję się naprawdę szczęśliwy. Ciągle się boję. Boję się, że zrobię coś nie tak i nie będę w stanie sobie tego wybaczyć.
- Wszystko w porządku? - spytała, zamykając za nami drzwi od jej pokoju.
- Tak, a czemu pytasz? - Otrząsnąłem się szybko, nie chcąc pokazać jej, jak bardzo się tego obawiam.
Wiem, że za każdym razem zaczyna się denerwować, gdy poruszam ten temat, ale ja naprawdę chcę dla niej jak najlepiej. Mimo, że już kilkukrotnie zapewniała mnie, że gdy zrobię coś nie tak, na pewno mi o tym powie, jednak nie zneutralizowało to moich obaw. Charlie spojrzała na mnie uważnie i wtuliła się w mój tors. Od razu czule ją objąłem, chcąc już cały czas mieć ją przy sobie.
- Przecież widzę, że coś się stało. Nie uśmiechasz się, a ty się zawsze uśmiechasz - szepnęła.
- Wiesz czego się boję.
- Żab? - Uniosła wzrok, patrząc mi w oczy.
- Ja się ich nie boję! Po prostu są obleśne, blee - zaśmiałem się.
- O co chodzi, Niall? - Tym razem zabrzmiała o wiele poważniej.
- Nie chcę cię stracić - odpowiedziałem, a mój głos w pewnym momencie się załamał.
- Przecież mnie nie stracisz - szepnęła, patrząc mi w oczy - Zapomnijmy o przeszłości, obiecuję ci, że jeżeli coś będzie nie tak, na pewno ci o tym powiem. Obiecuję.
Uśmiechnąłem się słabo, chcąc uwierzyć w jej słowa. Kocham ją i nie wyobrażam sobie, bym mógł zrobić coś, co by ją zraniło. Nigdy bym sobie tego nie wybaczył.
Charlotte złapała mnie za rękę i usiadła na łóżku. Położyłem się obok niej, a chwilę później Charlie poszła w moje ślady, kładąc głowę na mojej klatce. Przytuliłem ją mocno do siebie, chcąc by takie chwile jak ta, trwały wiecznie.
~~*~~*~~
- Niall - usłyszałem zaspany głos Charlie - Chyba ta drzemka trwała odrobinę za długo.
Dziewczyna sięgnęła po swój telefon, leżący na szafce nocnej i odblokowała ekran.
- Jest już po szóstej - mruknęła przecierając oczy.
- Mogliśmy spać do rana - odpowiedziałem, przekręcając się na drugi bok.
Po chwili poczułem, jak Charlotte dotyka moich pleców, a potem już tylko.. podłoga.
- Wybacz, nie sądziłam, że dasz się tak łatwo zrzucić - zaśmiała się, wychylając głowę znad łóżka.
Szybko chwyciłem ją za rękę, ściągając na dół, tak, że w tym momencie leżała na mnie. Przejechałem dłonią wzdłuż jej talii i zacząłem łaskotać.
- Przestań - pisnęła, próbując się wyrwać - Niall, proszę.
- A co z tego będę miał? - Uśmiechnąłem się, na chwilę zaprzestając swoich "tortur".
- Już nigdy więcej nie zrzucę cię z łóżka.
- Słaba propozycja. - Zmarszczyłem brwi, powracając do poprzedniej czynności.
- Okej! Okej! - zaśmiała się - Wymyślę coś innego, ale błagam, przestań już!
- A buziaka dostanę?
- Pozwól, że to przemyślę. - Uśmiechnęła się triumfalnie.
Dziewczyna przez dłuższą chwilę przyglądała mi się w całkowitej ciszy i za wszelką cenę chciała powstrzymać uśmiech cisnący się jej na twarz.
- Nie trzymaj mnie w takiej niepewności - jęknąłem.
Charlie już nie wytrzymała i z szerokim uśmiechem cmoknęła mnie w policzek.
- No wiesz ty co.. mogłaś się bardziej postarać. - Zrobiłem smutną minę.
- Nie określiłeś się dokładnie, chciałeś buziaka, to dostałeś buziaka.
- No Charlieeeeeee... - jęknąłem, robiąc "dziubek" w jej stronę.
- Lepiej? - zaśmiała się, cmokając mnie w usta.
- Lepiej. - Uśmiechnąłem się szeroko. - Idziemy do stajni? Możemy się gdzieś przejechać, albo chociaż pojeździć na ujeżdżalni, co ty na to?
- W sumie możemy. Daj mi tylko trochę czasu, mam ochotę na zimny prysznic - powiedziała, podnosząc się z podłogi.
- Mogę iść z tobą. - Poruszyłem brwiami, na co w odpowiedzi oberwałem.. chyba poduszką - Dobra, dobra. Poczekam w stajni, Andorra pewnie będzie wymagała długiego czyszczenia.
Dziewczyna kiwnęła głową i wyjmując z szafy ubrania, udała się do łazienki. Wyszedłem z pokoju, rzucając przelotne spojrzenie na psiaki śpiące pod biurkiem, gdy na chwilę podniosły swoje głowy, by sprawdzić co się dzieje. Przebrałem się szybko w coś wygodniejszego i razem z Corą udaliśmy się do stajni. Pierwsze co, to zabrałem z siodlarni skrzynkę że szczotkami Andorry, a suczka od razu pobiegła pod odpowiedni boks. Miejsce obok zawsze było puste, jednak tym razem stał tam koń rasy achał-tekińskiej, jeżeli dobrze zauważyłem. Obok niego krzątał się jakiś chłopak, który.. wydawał mi się znajomy. Na pewno już go gdzieś widziałem, jednak za cholerę nie byłem w stanie przypomnieć sobie skąd go kojarzę.
Nie chcąc tak stać jak kołek, wszedłem do boksu i zacząłem szczotkować klacz.
- Em.. cześć. Wiesz, gdzie jest siodlarnia? Bo nie za bardzo wiem, że zanieść sprzęt klaczy- Odwróciłem się i zobaczyłem jak blondyn opiera się o wejście do boksu Andorry.
- Tamte drzwi - odpowiedziałem, wskazując odpowiednie miejsce.
- Dzięki - rzucił i żwawym krokiem wyszedł ze stajni, by zaraz wrócić z ekwipunkiem jego konia.
Postanowiłem zignorować denerwujące uczucie, że już kiedyś go widziałem, bo najpewniej tylko mi się wydaje. Andorra zaczęła zaczepiać Corę, leżąca w kącie boksu, a ja miałem czas na spokojnie ją wyczyścić.
- Andorra ma nowego sąsiada? - Usłyszałem wesoły głos Charlie.
Odwróciłem się i wyszedłem na chwilę z boksu.
- Chyba sąsiadkę - zaśmiałem się.
- Aż tak nie zaglądałam. - Wywróciła oczami, uderzając mnie delikatnie w ramię.
Boks Fridee znajdował się po drugiej stronie i kawałek dalej niż boks Andorry. Charlotte miała już iść do siodlarni po sprzęt jej konia, jednak usłyszeliśmy za sobą czyjś głos.
- Charlie?
Charlotte?
wtorek, 16 maja 2017
Od Nialla cd. Charlotte
- Mamma mia, does it show again? - jęknąłem, nie mogąc opanować siły wyższej, która nakazywała mi śpiewać dalej.
- My, my, just how much I've missed you. - Charlotte uśmiechnęła się szeroko.
- Nie lubię tej piosenki - fuknąłem, krzyżując ręce.
- A jaką niby lubisz? - westchnęła,
- Honey, honey. - Uśmiechnąłem się, poruszając brwiami - How you thrill me, aha, honey, honey
- Dobra, wiesz co? Chyba jednak wystarczy. - Zmarszczyła brwi, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
- W sumie moglibyśmy jednak obejrzeć ten film.
- My, my, just how much I've missed you. - Charlotte uśmiechnęła się szeroko.
- Nie lubię tej piosenki - fuknąłem, krzyżując ręce.
- A jaką niby lubisz? - westchnęła,
- Honey, honey. - Uśmiechnąłem się, poruszając brwiami - How you thrill me, aha, honey, honey
- Dobra, wiesz co? Chyba jednak wystarczy. - Zmarszczyła brwi, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
- W sumie moglibyśmy jednak obejrzeć ten film.
Charlotte spojrzała na mnie niepewnie, przykładając dłoń do mojego czoła.
- Nie, nie mam gorączki. - Wywróciłem oczami. - Mamy dużo wolnego czasu, możemy obejrzeć.
- A-ale.. jeszcze przed chwilą mówiłeś coś innego.
- Czy to, że zmieniłem zdanie i chcę spędzić jak najwięcej czasu z moją dziewczyną, nawet oglądając film, który widziałem już jakieś pięć razy, jest złe? - Spytałem, wyraźnie akcentując wyrażenie "moja dziewczyna".
- Oczywiście, że nie jest złe, ale to dość dziwne, że mój chłopak chce oglądać taki film.
- Jejku, jak ja cię kocham. - Uśmiechnąłem się, przekręcając na bok tak, że znowu była w mojej pułapce. Gdybym tylko mógł, spędzałbym każdą możliwą chwilę tylko z nią, tą dziewczyna daje mi tyle szczęścia i uczucia miłości. Miałem mały problem, w sumie nie był taki mały. Ciągle obawiałem się, że powiem coś nie tak, albo chociażby dotknę ją w nieodpowiedni sposób. Nie chciałem, żeby przeze mnie cierpiała, a raczej przez swoje wspomnienia.
- Jejku, jak ja cię kocham. - Uśmiechnąłem się, przekręcając na bok tak, że znowu była w mojej pułapce. Gdybym tylko mógł, spędzałbym każdą możliwą chwilę tylko z nią, tą dziewczyna daje mi tyle szczęścia i uczucia miłości. Miałem mały problem, w sumie nie był taki mały. Ciągle obawiałem się, że powiem coś nie tak, albo chociażby dotknę ją w nieodpowiedni sposób. Nie chciałem, żeby przeze mnie cierpiała, a raczej przez swoje wspomnienia.
- Charlie? Pamiętasz co ci kiedyś powiedziałem? - Spojrzałem jej w oczy.
- Wiesz.. mówisz dość dużo, ale jestem pewna, że akurat tą rzecz pamiętam - zaśmiała się.
- Mówię poważnie, Charlie - odpowiedziałem - Powiedziałem ci kiedyś, że jeżeli zrobię coś nie tak, masz mi o tym od razu powiedzieć.
- Niall... - zaczęła, jednak nie pozwoliłem jej skończyć.
- Charlie, bardzo, bardzo, ale to bardzo mi na tobie zależy. Nie chciałbym cię w żaden sposób zranić, a ciągle się boje, że to zrobię, całkiem nieświadomie.
- Mówię poważnie, Charlie - odpowiedziałem - Powiedziałem ci kiedyś, że jeżeli zrobię coś nie tak, masz mi o tym od razu powiedzieć.
- Niall... - zaczęła, jednak nie pozwoliłem jej skończyć.
- Charlie, bardzo, bardzo, ale to bardzo mi na tobie zależy. Nie chciałbym cię w żaden sposób zranić, a ciągle się boje, że to zrobię, całkiem nieświadomie.
- Przestań już, zrobisz coś nie tak to oberwiesz w twarz i na tym się skończy - jęknęła, a na jej twarzy zaraz pojawił się uśmiech - Nie musisz się o to martwić, jestem dużą dziewczynką, dam sobie radę.
Uśmiechnąłem się, pochylając jeszcze niżej nad dziewczyną.
- Obiecujesz, że powiesz?
- Obiecuję - westchnęła, nie chcąc dłużej drążyć tego tematu.
Po krótkiej chwili rozległo się głośne pukanie, przerwane krzykiem Hemmings'a.
- Charlie?! Czy Niall jest z tobą?
- Nie ma mnie - jęknąłem, opadając na miejsce obok.
Chłopak słysząc mój głos, od razu wparował do środka, nie zważając na fakt, że nikt go nie wpuścił.
- Widzę, że dobrze się bawicie. - Uśmiechnął się szeroko, jednak po chwili jakby przypomniał sobie, po co tak naprawdę tu przyszedł. - Niall, jak ci idzie pisanie nowej piosenki?
- Jakiej piosenki? - spytała zaciekawiona.
- Też mnie to ciekawi. - Zmrużyłem oczy, wpatrując się w Luke'a.
- Powinieneś zacząć pracę nad nową piosenką. This Town zyskuje coraz większą popularność, ludzie chcą cię słuchać.
Tamta piosenka powstała.. sama z siebie. Po prostu mój aktualny stan emocjonalny mogłem rozładować jedynie w ten sposób, a teraz nawet nie wiem jak mógłbym się zabrać za kolejną. Aczkolwiek wiem, że to może być droga do spełnienia moich marzeń o karierze muzycznej.
- Pomyślę nad tym - rzuciłem.
- Okej, służę pomocą, mamy też od tego ludzi, jakbyś kogoś potrzebował. - Uśmiechnął się, kierując w stronę drzwi.
Gdy tylko Luke opuścił pomieszczenie, przekręciłem się na bok, patrząc na Charlotte.
- Przerażasz mnie, gdy się tak przypatrujesz. - Wywróciła oczami.
- Jesteś piękna, chyba mogę podziwiać to co piękne. - Uśmiechnąłem się.
- Przestań się tak podlizywać, bo pomyślę, że coś chcesz.
- Kupimy pieska?
- Wystarczy nam piesków - zaśmiała się - bynajmniej na razie.
Teraz bardziej zwróciłem uwagę, na różowo-fioletowy ślad na jej szyi. Byłem zadowolony z siebie wiedząc, że to moje dzieło i nikt inny nie ma prawa zrobić tego samego.
- Ładnie to wygląda. - Uśmiechnąłem się, przejeżdżając palcem po skórze jej szyi.
- Charlie?! Czy Niall jest z tobą?
- Nie ma mnie - jęknąłem, opadając na miejsce obok.
Chłopak słysząc mój głos, od razu wparował do środka, nie zważając na fakt, że nikt go nie wpuścił.
- Widzę, że dobrze się bawicie. - Uśmiechnął się szeroko, jednak po chwili jakby przypomniał sobie, po co tak naprawdę tu przyszedł. - Niall, jak ci idzie pisanie nowej piosenki?
- Jakiej piosenki? - spytała zaciekawiona.
- Też mnie to ciekawi. - Zmrużyłem oczy, wpatrując się w Luke'a.
- Powinieneś zacząć pracę nad nową piosenką. This Town zyskuje coraz większą popularność, ludzie chcą cię słuchać.
Tamta piosenka powstała.. sama z siebie. Po prostu mój aktualny stan emocjonalny mogłem rozładować jedynie w ten sposób, a teraz nawet nie wiem jak mógłbym się zabrać za kolejną. Aczkolwiek wiem, że to może być droga do spełnienia moich marzeń o karierze muzycznej.
- Pomyślę nad tym - rzuciłem.
- Okej, służę pomocą, mamy też od tego ludzi, jakbyś kogoś potrzebował. - Uśmiechnął się, kierując w stronę drzwi.
Gdy tylko Luke opuścił pomieszczenie, przekręciłem się na bok, patrząc na Charlotte.
- Przerażasz mnie, gdy się tak przypatrujesz. - Wywróciła oczami.
- Jesteś piękna, chyba mogę podziwiać to co piękne. - Uśmiechnąłem się.
- Przestań się tak podlizywać, bo pomyślę, że coś chcesz.
- Kupimy pieska?
- Wystarczy nam piesków - zaśmiała się - bynajmniej na razie.
Teraz bardziej zwróciłem uwagę, na różowo-fioletowy ślad na jej szyi. Byłem zadowolony z siebie wiedząc, że to moje dzieło i nikt inny nie ma prawa zrobić tego samego.
- Ładnie to wygląda. - Uśmiechnąłem się, przejeżdżając palcem po skórze jej szyi.
Charlie?
no ten no, same dialogi XD
niedziela, 7 maja 2017
Od Nialla cd. Charlotte
- Teraz kolej na Katy! - zawołałem, gdy utwór dobiegł końca.
- Teraz kolej na Radioactive. - Wyszczerzyła się, gdy rozbrzmiały pierwsze dźwięki kolejnej piosenki.
- Cholera, lubię to - mruknąłem pod nosem - ale jak zdążymy, to następna będzie Katy.
- Nie ma problemu - zaśmiała się, opierając głowę o szybę.
Próbowałem wsłuchać się w tekst, jednak moją głowę przepełniał zbyt duży natłok myśli. To wszystko co wydarzyło się w ostatnim czasie, wróciło do mojego umysłu ze zdwojoną siłą. Nie potrafiłem myśleć o niczym innym, niż o Charlotte, która stała się dla mnie całym moim światem. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłem tak szczęśliwy i czy w ogóle w moim życiu był taki moment. Pierwszy raz czuję się.. tak. Określenie tego uczucia jest cholernie trudne, czuję, że mając przy sobie Charlie, mam wszystko. Nigdy nie spotkałem się z takim uczuciem, była to dla mnie zupełna nowość.
Wjechałem na parking pod akademikiem i zerknąłem na zegarek. Wciąż trwała cisza nocna, skończy się za jakieś półtorej godziny, ale oczywiście właściciele zostali poinformowani, że właśnie w okolicach tej godziny wrócimy. Spojrzałem na Charlotte, która wciąż trwała w tej samej pozycji i dopiero teraz zauważyłem, że ma zamknięte oczy.
- Charlieee - szepnąłem - śpiiisz?
- Nie, oglądam powieki - odpowiedziała, wciąż nie ruszając się z miejsca, ani nawet nie otwierając oczu.
- Czyli mogę cię zanieść na górę? - Uśmiechnąłem się szeroko, podejrzewając, że to od razu ją rozbudzi i nie myliłem się.
- Nie trzeba, dam sobie radę. - Uniosła się w siedzeniu, a ja wysiadłem z auta.
Szybko obszedłem pojazd i otworzyłem Charlotte drzwi. Dziewczyna z delikatnym uśmiechem na twarzy podała mi rękę i już mieliśmy ruszyć do akademika.
- Nie zabieramy teraz rzeczy? - mruknęła na wpół śpiąco.
- Przyjdziemy po nie, jak się wyśpimy. Zgoda?
- Potrzebuje przynajmniej kosmetyczki, nie mam drugiej szczoteczki do zębów w pokoju.
Westchnąłem, ponownie otwierając samochód, a zaraz potem bagażnik. Dziewczyna szybko odnalazła w swoich rzeczach to, co było jej potrzebne i po cichu udaliśmy się na górę. Zatrzymaliśmy się przy pokoju Charlotte, bo oczywiście uparłem się, że odprowadzę ją pod same drzwi. Nastąpiła chwila ciszy, przez którą cały czas patrzeliśmy sobie w oczy. Odgarnąłem delikatnie kosmyk włosów, który opadł dziewczynie na twarz, a na jej policzkach pojawił się delikatny rumieniec.
- Onieśmielam cię? - spytałem, uśmiechając się szeroko.
- Ta, jasne - odpowiedziała, uśmiechając się ironicznie.
- W takim razie, co to? - Uszczypnąłem delikatnie jej skórę na policzku, na co dziewczyna wywróciła jedynie oczami.
- To nic takiego - zaśmiała się uroczo.
- Teraz kolej na Radioactive. - Wyszczerzyła się, gdy rozbrzmiały pierwsze dźwięki kolejnej piosenki.
- Cholera, lubię to - mruknąłem pod nosem - ale jak zdążymy, to następna będzie Katy.
- Nie ma problemu - zaśmiała się, opierając głowę o szybę.
Próbowałem wsłuchać się w tekst, jednak moją głowę przepełniał zbyt duży natłok myśli. To wszystko co wydarzyło się w ostatnim czasie, wróciło do mojego umysłu ze zdwojoną siłą. Nie potrafiłem myśleć o niczym innym, niż o Charlotte, która stała się dla mnie całym moim światem. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłem tak szczęśliwy i czy w ogóle w moim życiu był taki moment. Pierwszy raz czuję się.. tak. Określenie tego uczucia jest cholernie trudne, czuję, że mając przy sobie Charlie, mam wszystko. Nigdy nie spotkałem się z takim uczuciem, była to dla mnie zupełna nowość.
Wjechałem na parking pod akademikiem i zerknąłem na zegarek. Wciąż trwała cisza nocna, skończy się za jakieś półtorej godziny, ale oczywiście właściciele zostali poinformowani, że właśnie w okolicach tej godziny wrócimy. Spojrzałem na Charlotte, która wciąż trwała w tej samej pozycji i dopiero teraz zauważyłem, że ma zamknięte oczy.
- Charlieee - szepnąłem - śpiiisz?
- Nie, oglądam powieki - odpowiedziała, wciąż nie ruszając się z miejsca, ani nawet nie otwierając oczu.
- Czyli mogę cię zanieść na górę? - Uśmiechnąłem się szeroko, podejrzewając, że to od razu ją rozbudzi i nie myliłem się.
- Nie trzeba, dam sobie radę. - Uniosła się w siedzeniu, a ja wysiadłem z auta.
Szybko obszedłem pojazd i otworzyłem Charlotte drzwi. Dziewczyna z delikatnym uśmiechem na twarzy podała mi rękę i już mieliśmy ruszyć do akademika.
- Nie zabieramy teraz rzeczy? - mruknęła na wpół śpiąco.
- Przyjdziemy po nie, jak się wyśpimy. Zgoda?
- Potrzebuje przynajmniej kosmetyczki, nie mam drugiej szczoteczki do zębów w pokoju.
Westchnąłem, ponownie otwierając samochód, a zaraz potem bagażnik. Dziewczyna szybko odnalazła w swoich rzeczach to, co było jej potrzebne i po cichu udaliśmy się na górę. Zatrzymaliśmy się przy pokoju Charlotte, bo oczywiście uparłem się, że odprowadzę ją pod same drzwi. Nastąpiła chwila ciszy, przez którą cały czas patrzeliśmy sobie w oczy. Odgarnąłem delikatnie kosmyk włosów, który opadł dziewczynie na twarz, a na jej policzkach pojawił się delikatny rumieniec.
- Onieśmielam cię? - spytałem, uśmiechając się szeroko.
- Ta, jasne - odpowiedziała, uśmiechając się ironicznie.
- W takim razie, co to? - Uszczypnąłem delikatnie jej skórę na policzku, na co dziewczyna wywróciła jedynie oczami.
- To nic takiego - zaśmiała się uroczo.
To już nie była ta sama dziewczyna, co jakiś miesiąc, czy dwa miesiące temu. Coraz częściej można było zobaczyć jej piękny uśmiech, który tak bardzo uwielbiałem. Bardziej otworzyła się na ludzi, chociaż wciąż miała trochę problemów ze swoją "aspołecznością".- Lubię jak się rumienisz. - Uśmiechnąłem się, kładąc jej dłoń na policzku. - Dobranoc, Charlie.
Zbliżyłem nasze twarze i delikatnie musnąłem usta Charlotte. Poczułem jak dziewczyna się uśmiecha i pogłębia nasz pocałunek. Chciałbym, żeby takie chwile trwały w nieskończoność, jednak już po chwili odsunęliśmy się od siebie.
- Dobranoc, Niall. - Uśmiechnęła się słodko.
- Dobranoc, Niall. - Uśmiechnęła się słodko.
~~*~~*~~
Obawiałem się, że będę miał problemy z zaśnięciem, jednak gdy tylko przekroczyłem próg swojego pokoju i położyłem się na łóżku, wszystkie obawy zniknęły. Nie miałem nawet siły, żeby iść zabrać Corę od Harry'ego. Miałem jedynie nadzieję, że nie zrobili sobie nawzajem krzywdy. Ruszyć tyłek z łóżka, udało mi się dopiero w porze obiadowej. Poszedłem najpierw do łazienki wziąć szybki prysznic, umyć zęby i ogólnie się jakoś ogarnąć. No cóż, muszę przyznać, że chyba wystarczająco się wyspałem, jednak wciąż miałem ogromną chęć wrócić do łóżka. Dużo silniejszy od zmęczenia okazał się głód, a że akurat była pora obiadowa, postanowiłem od razu pójść na posiłek. Zastanawiałem się, czy zajść po Charlotte, ale koniec końców uznałem, że lepiej dam jej się wyspać. Jeżeli przegapi obiad, to jak wstanie, będziemy mogli pojechać coś zjeść na miasto. Stoczyłem się leniwie po schodach i skierowałem prosto w stronę stołówki. Gdy tylko wszedłem do pomieszczenia, od razu zauważyłem Charlie, stojącą przy jednym ze stolików i nalewającą sobie kawy.
Podszedłem do niej po cichu, starając się, by mnie nie zauważyła, a gdy byłem już blisko, przytuliłem dziewczynę.
- Niall! Uważaj, bo rozleję mleko - jęknęła, po czym rozejrzała się po stołówce.
- Spokojnie, nikt nie widział. Nie musisz się martwić. - Wywróciłem oczami, podchodząc po talerz z posiłkiem.
- To nie tak.. nie chodzi mi o to, tylko..
- Rozumiem - przerwałem jej, siadając przy stoliku - nie lubisz być w centrum uwagi, nie ma w tym nic złego.
- Coś w ten deseń. - Zmarszczyła brwi i biorąc kubek do ręki, usiadła naprzeciwko mnie.
- Dlaczego po mnie nie przyszłaś? - spytałem, zajadając się przepysznym kotletem drobiowym z ziemniakami i surówką.
- Nie chciałam cię budzić. Przecież jakbyś nie poszedł na obiad to zamówiłoby się jakąś pizzę, albo pojechało zjeść coś na miasto. - Wzruszyła ramionami.
Spojrzałem na nią, opierając brodę na ręce.
- Wow. Jesteśmy sobie przeznaczeni - westchnąłem, zapatrzony w nią, jak w obrazek.
- Spokojnie, nikt nie widział. Nie musisz się martwić. - Wywróciłem oczami, podchodząc po talerz z posiłkiem.
- To nie tak.. nie chodzi mi o to, tylko..
- Rozumiem - przerwałem jej, siadając przy stoliku - nie lubisz być w centrum uwagi, nie ma w tym nic złego.
- Coś w ten deseń. - Zmarszczyła brwi i biorąc kubek do ręki, usiadła naprzeciwko mnie.
- Dlaczego po mnie nie przyszłaś? - spytałem, zajadając się przepysznym kotletem drobiowym z ziemniakami i surówką.
- Nie chciałam cię budzić. Przecież jakbyś nie poszedł na obiad to zamówiłoby się jakąś pizzę, albo pojechało zjeść coś na miasto. - Wzruszyła ramionami.
Spojrzałem na nią, opierając brodę na ręce.
- Wow. Jesteśmy sobie przeznaczeni - westchnąłem, zapatrzony w nią, jak w obrazek.
- Czy ja o czymś nie wiem? - Uniosła brwi. - Wiesz o wszystkim, skarbie - ponownie westchnąłem i chwilę później wróciłem do swojego posiłku.
Nie wiem, czy to po prostu ja byłem aż tak głodny, czy ten obiad był naprawdę przepyszny. Charlotte zaraz przesunęła prawie pełny talerz i wzięła łyka kawy.
- Mięso zjedz, ziemniaki możesz zostawić - odezwałem się, przypominając sobie słowa mojej babci i widząc, że Charlie ma zamiaru więcej jeść.
- Po pierwsze nie jestem głodna, a po drugie jestem już dorosła i nie musisz mnie pilnować z jedzeniem.
- Mięso zjedz, ziemniaki możesz zostawić - powtórzyłem, szybko upijając łyka kawy z jej kubka - Zaraz przyniosę ci jeszcze jakiś deser.
- Co cię dzisiaj napadło? - zaśmiała się - Jak przytyję, to będzie twoja wina.
- Nawet jeśli, to i tak będę cię kochał - odpowiedziałem, podsuwając jej talerz pod nos - No już, za braciszka. Dziewczyna westchnęła ciężko i zaczęła dłubać widelcem w talerzu. Mały sukces za mną, udało jej się zjeść prawie wszystko, w międzyczasie rzucając mi kilka nienawistnych spojrzeń.
Gdy skończyliśmy posiłek, w sumie to ja skończyłem, bo Charlotte i tak nie zjadła wszystkiego, spokojnym krokiem udaliśmy się na górę.
- Czy ty myślisz tylko o jedzeniu? - westchnęła.
- Nie tylko - zaśmiałem się - czasem myślę też o tobie.
- Tylko czasem? - Uniosła brwi.
- Okej, niech ci będzie. Cały czas - przyznałem się, całując dziewczynę w czoło.
Koniec końcem zdecydowaliśmy, że pójdziemy do pokoju Charlie, a wieczorem wyskoczymy do miasta coś zjeść. Aktualnie leżeliśmy na łóżku, oglądając pierwszy lepszy film, jaki znaleźliśmy w telewizji (uznajmy, że mają telewizory w pokojach xd), który po krótkiej chwili okazał się typowym romansidłem.
- Błagam cię, możemy włączyć coś innego? - Wiedziałem, że dziewczyna i tak się nie zgodzi, ale warto było spróbować
- Skoro już zaczęliśmy oglądać, to obejrzymy do końca.
- No proszę - jęknąłem dźgając ją palcem w bok.
- Nie. - Uśmiechnęła się, odpychając moją rękę.
- Proooooszę - powtórzyłem wcześniejszą czynność, jednak tym razem Charlie odwdzięczyła mi się tym samym.
Prośba o przełączenie filmu, skończyła się zaciętą walką na łaskotki, którą niestety zacząłem przegrywać.
- Wystarczy już! - zawołała w pewnym momencie. - Niech ci będzie, możemy przełączyć.
- No wiesz co, dopiero się rozkręcałem.
- Niall, daj spokój. Przegrałbyś - zaśmiała się.
- Chcesz się założyć? - Uniosłem brwi, czekając aż przyjmie moje wyzwanie.
- Niekoniecznie. Wtedy za bardzo byś się starał.
Chcąc nie chcąc bitwa rozpętała się po raz drugi, jednak tym razem dołączyły się do niej jeszcze poduszki. Nie potrzebowałem zbyt wiele czasu, by z hukiem spaść na podłogę i jednocześnie zwrócić tym uwagę psów na siebie.
- Przegrałeś - zaśmiała się Charlotte.
- To jeszcze nie koniec! - jęknąłem, podnosząc się z podłogi.
Usiadłem z powrotem na łóżku i od razu zauważyłem, jak Charlie ukradkiem próbuje złapać poduszkę. Szybko przekręciłem się tak, że byłem teraz nad nią i szybciej złapałem element pościeli, odrzucając go na bok.
- Chciałaś mnie zaatakować? - Uniosłem brwi, patrząc dziewczynie w oczy.
- Ja? Skądże. - Uśmiechnęła się niewinnie.
W tym momencie wpadł mi do głowy dość dziwny pomysł, który i tak postanowiłem wypróbować.
- Charlie? - Uśmiechnęłam się do dziewczyny, odgarniając delikatnie włosy z jej szyi - Mogę ci zrobić malinkę?
Charlie?
piątek, 28 kwietnia 2017
Od Nialla cd. Charlotte
Żyje na tym świecie całe dwadzieścia lat, niedługo już będzie ich dwadzieścia jeden, a wciąż nie pojmuję dlaczego ludzie piją alkohol. Nie dość, że jest okropny w smaku, to jeszcze namąci człowiekowi w głowie tak, że nie wie nawet jak się nazywa. Co prawda, ja nie pozwoliłem sobie na zbyt dużą dawkę tego jakże okropnego trunku, więc mam chociaż nadzieję, że rano nie będę musiał męczyć się z kacem mordercą.
Gdyby nie fakt, że trochę alkoholu zadziałało w mojej głowie, najpewniej położyłbym się na podłodze, kanapie lub którymś z foteli, nie chcąc stawiać Charlie w, być może, dość niezręcznej dla niej sytuacji. Na trzeźwo na pewno bym się tak nie zachował, nie położyłbym się obok niej, nie przytuliłbym jej, ale.. chyba jej to nie przeszkadzało, bynajmniej nic takiego nie powiedziała, wręcz przeciwnie, przytuliła się do mnie! Kilka razy w ciągu nocy obudziła się, krzycząc na mnie, żebym w końcu przestał się wiercić i poszedł spać. To nie moja wina, że jest mi niewygodnie w każdej pozycji i prawie spadam z łóżka, chcąc w końcu wygodnie się ułożyć.
Zerknąłem ukradkiem na zegarek, który wskazywał właśnie czwartą nad ranem, czyli jeszcze jakieś możliwe cztery godziny snu. Normalnie potrafię spać do południa, a czasem nawet dłużej, a teraz minęły zaledwie.. 3 godziny? A ja już jestem wyspany. Przekręciłem się na drugi bok, co okazało się złym pomysłem, bo było mi niezbyt wygodnie. Cofnąłem obrót, a zaraz potem znowu powtórzyłem.
- Niall, przestań się tak wiercić - mruknęła Charlie.
- Przepraszam, ale zrobiło mi się bardzo niewygodnie. - Wywróciłem oczami, chcąc w końcu wygodnie się ułożyć.
Dziewczyna uniosła się na łokciach i spojrzała na mnie spod przymkniętych powiek. Widać było, że dopiero co się obudziła i nie ma zamiaru rezygnować z dalszego spania.
- Wyglądasz, jakbyś właśnie chciała mnie zabić - zaśmiałem się cicho, odgarniając kosmyk włosów, który opadł jej na twarz.
- Zgadłeś - mruknęła, odwracając się do mnie tyłem i przyciągając moją rękę do siebie tak, że musiałem ją objąć. - Idź spać.
- Teraz mi wygodnie. - Uśmiechnąłem się, przytulając do siebie Charlie.
Nawet nie wiem, kiedy znowu zasnąłem.
~~*~~*~~
- Niall, rusz tyłek! Przecież nie możemy się spóźnić! - krzyknęła Charlie, wychodząc z łazienki z prostownicą w dłoni.
- Mamy jeszcze godzinę - mruknąłem, nakrywając głowę poduszką.
- Tylko godzinę, chcesz się spóźnić na ślub brata?
- On się zawsze spóźniał na moje urodziny.
- Ale urodziny masz co roku! A ślub nie! - Dziewczyna zaczęła wymachiwać rękoma, na co zaśmiałem się cicho.
- Okej, jeżeli tak bardzo chcesz.. to wstanę.
Przekręciłem się na drugi bok, jednak moje umiejętności matematyczne po raz kolejny mnie zawiodły i źle wymierzyłem szerokość łóżka. Jęknąłem, czując twardy i zimny parkiet na moich plecach.
- Żyjesz? - westchnęła Charlotte.
- Mhm - mruknąłem, próbując się podnieść.
Dziewczyna wywróciła oczami, a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Spróbowałem złapać równowagę, co okazało się dla mnie zbyt dużym wyzwaniem i po chwili znowu opadłem na łóżko. Chyba tylko leżałem.. a może zasnąłem? Moją uwagę przykuł jedynie dźwięk otwieranych drzwi.
- Niall, pomożesz mi z tą sukienką?
Zerwałem się z łóżka w mgnieniu oka, czego od razu pożałowałem, bo skończyło się to silnymi zawrotami głowy.
- Co mam ci pomóc? - Spytałem, mrugając kilkukrotnie, by poprawić ostrość mojego wzroku.
- Niall, pomożesz mi z tą sukienką?
Zerwałem się z łóżka w mgnieniu oka, czego od razu pożałowałem, bo skończyło się to silnymi zawrotami głowy.
- Co mam ci pomóc? - Spytałem, mrugając kilkukrotnie, by poprawić ostrość mojego wzroku.
- Zamek - westchnęła, odwracając się tyłem, i przytrzymując górę sukienki.
Gdy przestało mi się kręcić w głowie, podszedłem do dziewczyny.
- Bardziej się go chyba nie da rozpiąć - zaśmiałem się, na co jestem wręcz pewny, że wywróciła oczami.
Złapałem za zamek i pociągnąłem go do góry uważając, by nie przyciąć włosów Charlie.
- Voilà! - zawołałem unosząc ręce do góry.
- Dzięki i.. proszę cię, zacznij się wreszcie szykować, już niedługo musimy wychodzić.
~~*~~*~~
- Czy moja przyszła synowa zechce poświęcić chociaż jeden taniec dla mnie? - Ojciec ukłonił się przed Charlie, wyciągając w jej stronę dłoń.
Wesele dopiero się zaczęło, a on już czaił się do tego, by zatańczyć z moją partnerką. Zdecydował się jednak dopiero później, bo.. na trzeźwo nie umie tańczyć. Spojrzałem na Charlotte, która w pierwszej chwili trochę się zdziwiła, jednak zaraz potem uśmiechnęła się i wyszła z moim tatą na środek sali. Całe szczęście, że ojciec nie zdążył jeszcze nic wypić, bo po alkoholu staje się królem parkietu i zaczyna wywracać wszystkich, którzy tylko staną na jego drodze.
Ja za to, by nie stać jak kołek w miejscu postanowiłem poprosić do tańca pannę młodą, która właśnie odeszła od wujka Johna.
- Mogę prosić? - Uśmiechnąłem się, delikatnie kłaniając.
- Oczywiście - zaśmiała się serdecznie, a jak na złość skończyła się piosenka i zagrali coś bardzo wolnego.
No niestety, nie jestem zbyt dobry w tańcu towarzyskim, ale w końcu to wesele mojego brata!
- Jak się poznaliście? - zagadnęła mnie od razu Elizabeth.
- Oprowadziła mnie po uniwersytecie, a potem zacząłem ją denerwować - zaśmiałem się, dopiero uświadamiając sobie, że właśnie od tego zaczęła się nasza znajomość.
- Ta.. jesteś świetny w nawiązywaniu znajomości. - Wywróciła oczami. - Wygląda na dość nieśmiałą, ale jednocześnie bardzo sympatyczną.
- Jest trochę nieśmiała, ale.. Charlie nie miała łatwego dzieciństwa, wolę o tym nie mówić. - Zmarszczyłem brwi, chcąc jak najdalej odejść od tego tematu.
Elizabeth przez chwilę mi się przyglądała, a po chwili pokiwała głową.
- Rozumiem. Wiesz, nie chcę cię dopytywać za bardzo o twoje życie prywatne, ale jeżeli ja tego nie zrobię, zrobi to Greg, a on nie jest zbyt dobry w rozmawianiu na takie tematy - powiedziała, po czym oboje zaczęliśmy się śmiać.
Rozejrzałem się po sali i zauważyłem swoją babcię, której wcześniej tu nie widziałem. Tańczyła właśnie z Gregiem, który widocznie miał już dość, a.. babcia Horan tańczy do utraty tchu, dosłownie.
- Idę ratować twojego męża. - Uśmiechnąłem się, gdy piosenka dobiegła końca.
Odszedłem od panny młodej i zbliżyłem się do mojej kochanej babuni.
- Odbijamy? - Wyszczerzyłem się, na co Greg odetchnął z ulgą.
Babcia posłała mi szeroki uśmiech i gdyby nie fakt, że właśnie leciała jedna z jej ulubionych piosenek, pewnie złapałaby mnie za policzki i zaczęła narzekać, jak bardzo schudłem w tym uniwersytecie.
Elizabeth przez chwilę mi się przyglądała, a po chwili pokiwała głową.
- Rozumiem. Wiesz, nie chcę cię dopytywać za bardzo o twoje życie prywatne, ale jeżeli ja tego nie zrobię, zrobi to Greg, a on nie jest zbyt dobry w rozmawianiu na takie tematy - powiedziała, po czym oboje zaczęliśmy się śmiać.
Rozejrzałem się po sali i zauważyłem swoją babcię, której wcześniej tu nie widziałem. Tańczyła właśnie z Gregiem, który widocznie miał już dość, a.. babcia Horan tańczy do utraty tchu, dosłownie.- Idę ratować twojego męża. - Uśmiechnąłem się, gdy piosenka dobiegła końca.
Odszedłem od panny młodej i zbliżyłem się do mojej kochanej babuni.
- Odbijamy? - Wyszczerzyłem się, na co Greg odetchnął z ulgą.
Babcia posłała mi szeroki uśmiech i gdyby nie fakt, że właśnie leciała jedna z jej ulubionych piosenek, pewnie złapałaby mnie za policzki i zaczęła narzekać, jak bardzo schudłem w tym uniwersytecie.
- Wnusiu mój kochany, jak ja cię dawno nie widziałam! - zawołała, szeroko się uśmiechając.
Może i miała te swoje osiemdziesiąt parę lat, ale była w naprawdę świetnej formie. Sam fakt, że przyszła na wesele, tańczy, a na dodatek nie odmówi żadnej lampki wina, czy nawet czegoś mocniejszego.
- A kim jest ta pannica z którą przyszedłeś? - Uniosła brwi, a jej mina wyrażała coś w stylu. - Czy mogę wreszcie zostać prababcią? Liczyłam bardziej na Grega, w końcu jest starszy, ale chyba mu się nie spieszy..
- Mi też się nie spieszy, babciu - zaśmiałem się - To.. bardzo bliska mi osoba.
- Zauważyłam. - Posłała mi serdeczny uśmiech. - Kochasz ją?
- Bardzo - odpowiedziałem bez zastanowienia, tu nie było nawet nad czym myśleć. Charlotte jest dla mnie wszystkim.
- To czemu tańczysz tu ze starą babką? Już mi lecieć do niej! - zawołała, popychając mnie w stronę dziewczyny.
- Później tu wrócę, przerwałaś nasz taniec!
- Aj tam, idź już!
Zaśmiałem się, widząc zachowanie babci, ale szybko odszukałem wzrokiem Charlie, która już kolejną piosenkę przetańczyła z moim tatą. Odbijany u niego nie działa, jak upatrzy swoją ofiarę, to będzie tańczył przez pół nocy. Mimo to, spróbowałem i o dziwo nie było z tym większego problemu.
- Jak się tańczyło z teściem? - Uśmiechnąłem się szeroko do Charlotte.
- Muszę przyznać, że nie było tak źle. - Wzruszyła ramionami, a na jej usta wkradł się delikatny uśmiech.
Całe szczęście, że zagrali akurat kolejny wolny kawałek, więc nie zwlekając poprosiłem dziewczynę do tańca. Przez cały ten czas, żadne z nas się nie odezwało. Wystarczyła nam po prostu nasza bliskość, nie potrzebowaliśmy żadnych słów.
- Wyjdziemy się przewietrzyć? Trochę tu gorąca - spytała, gdy utwór się zakończył.
- Jasne, nie ma problemu.
Złapałem Charlie za rękę i udaliśmy się w stronę wyjścia z sali. Na zewnątrz było już ciemno, w końcu było już chyba po północy i robiło się jednocześnie coraz zimniej. Od razu zdjąłem z siebie marynarkę i naciągnąłem ją na ramiona dziewczyny. Przeszliśmy się kawałek wzdłuż parkingu i weszliśmy w niewielką dróżkę, prowadzącą do parku.
- Chcesz już wracać? - spytałem, zerkając na Charlotte.
- Niall.. to wesele twojego brata, nie możesz wszystkiego układać pode mnie - westchnęła.
Może i miała te swoje osiemdziesiąt parę lat, ale była w naprawdę świetnej formie. Sam fakt, że przyszła na wesele, tańczy, a na dodatek nie odmówi żadnej lampki wina, czy nawet czegoś mocniejszego.
- A kim jest ta pannica z którą przyszedłeś? - Uniosła brwi, a jej mina wyrażała coś w stylu. - Czy mogę wreszcie zostać prababcią? Liczyłam bardziej na Grega, w końcu jest starszy, ale chyba mu się nie spieszy..
- Mi też się nie spieszy, babciu - zaśmiałem się - To.. bardzo bliska mi osoba.
- Zauważyłam. - Posłała mi serdeczny uśmiech. - Kochasz ją?
- Bardzo - odpowiedziałem bez zastanowienia, tu nie było nawet nad czym myśleć. Charlotte jest dla mnie wszystkim.
- To czemu tańczysz tu ze starą babką? Już mi lecieć do niej! - zawołała, popychając mnie w stronę dziewczyny.
- Później tu wrócę, przerwałaś nasz taniec!
- Aj tam, idź już!
Zaśmiałem się, widząc zachowanie babci, ale szybko odszukałem wzrokiem Charlie, która już kolejną piosenkę przetańczyła z moim tatą. Odbijany u niego nie działa, jak upatrzy swoją ofiarę, to będzie tańczył przez pół nocy. Mimo to, spróbowałem i o dziwo nie było z tym większego problemu.
- Jak się tańczyło z teściem? - Uśmiechnąłem się szeroko do Charlotte.- Muszę przyznać, że nie było tak źle. - Wzruszyła ramionami, a na jej usta wkradł się delikatny uśmiech.
Całe szczęście, że zagrali akurat kolejny wolny kawałek, więc nie zwlekając poprosiłem dziewczynę do tańca. Przez cały ten czas, żadne z nas się nie odezwało. Wystarczyła nam po prostu nasza bliskość, nie potrzebowaliśmy żadnych słów.
- Wyjdziemy się przewietrzyć? Trochę tu gorąca - spytała, gdy utwór się zakończył.
- Jasne, nie ma problemu.
Złapałem Charlie za rękę i udaliśmy się w stronę wyjścia z sali. Na zewnątrz było już ciemno, w końcu było już chyba po północy i robiło się jednocześnie coraz zimniej. Od razu zdjąłem z siebie marynarkę i naciągnąłem ją na ramiona dziewczyny. Przeszliśmy się kawałek wzdłuż parkingu i weszliśmy w niewielką dróżkę, prowadzącą do parku.
- Chcesz już wracać? - spytałem, zerkając na Charlotte.
- Niall.. to wesele twojego brata, nie możesz wszystkiego układać pode mnie - westchnęła.
- I tak niedługo będą kończyć, bo jeżeli to potrwa dłużej, zamówią więcej alkoholu, a to zawsze kończy się.. śmiesznie - zaśmiałem się, wspominając naszą ostatnią imprezę rodzinną.
Poczułem się dość dziwnie, nie wiedziałem kompletnie co mówić i złapał mnie jakiś pewien rodzaj nieśmiałości. Gdy już mieliśmy usiąść na jednej z drewnianych ławek, zaczął padać deszcz i nie wyglądało to tak, że spadło kilka kropel, od razu zaczęło strasznie lać.
- Lubię deszcz! - zaśmiałem się, na co wyraz twarzy dziewczyny, od razu się zmienił.
- Ja też, ale teraz jest zimno i nie jest fajnie - burknęła, próbując powstrzymać uśmiech.
- Ja też, ale teraz jest zimno i nie jest fajnie - burknęła, próbując powstrzymać uśmiech.
And I want to tell you everything
The words I never got to say the first time around
- Kocham Cię, Charlie. - Posłałem jej słaby uśmiech, spowodowany nagłym odpływem mojej pewności siebie i..
cholera, zrobiłem to.
Charlie?
niedziela, 9 kwietnia 2017
Od Nialla cd. Charlotte
Po skończonym posiłku udaliśmy się na piętro, kierując w stronę mojego pokoju. Możliwość trzymania Charlotte za rękę, dawała mi silne uczucie szczęścia i pewnego rodzaju satysfakcji. Ciężko było mi przyswoić to, co się właśnie wydarzyło, wciąż nie mogę uwierzyć, że po części udało mi się wyznać Charlie, w jaki sposób mi na niej zależy. Gdy powiedziała mi, że nie wie, czy jest gotowa, wiedziałem, że jestem w stanie na nią poczekać, nie ważne, jak długo miałoby to trwać. Zależało mi na niej i nie wyobrażałem sobie, żebym mógł ją stracić. Chyba pierwszy raz czułem coś takiego i kompletnie nie miałem pojęcia jak to opisać. Nie chodziło tu tylko o to, że się w niej zakochałem, byłem po prostu ciągle przerażony. Cholernie bałem się, że mógłbym w jakiś sposób ją zranić, a tego pod żadnym pozorem nie chciałbym zrobić.
Rzuciłem telefon na poduszkę i uniosłem wzrok na Charlie, która właśnie siłowała się z Corą o gumową kość.
Weszliśmy do mojego pokoju i od razu rozległ się dźwięk mojej komórki. Podszedłem do biurka, a gdy wziąłem telefon do ręki zobaczyłem 8 nieodebranych połączeń od brata, więc postanowiłem od razu do niego oddzwonić. Po zaledwie dwóch sygnałach rozległ się jego roześmiany głos.
- Dotarło?
- Czemu mi nie powiedziałeś? - spytałem siadając obok Charlie.
- Przecież już wiesz - zaśmiał się - Będziesz, prawda? W sumie to musisz być, nie wyobrażam sobie, żebyś nie był na ślubie własnego brata.
- Oczywiście, że będę. - Wywróciłem oczami, żałując, że on nie może tego widzieć.
- Sam?
- Nie - odpowiedziałem i mimowolnie się uśmiechnąłem, zerkając na Charlotte.
- Czy to będzie ta dziewczyna od piosenki? - Spytał, a ja słyszałem, że właśnie się uśmiecha.
- Tak.
- Uwielbiam twój sposób wypowiadania się - westchnął - tak, nie, okej i tylko tyle. Dobra, nie będę ci przeszkadzał. Zarezerwuję wam hotel, przyjedźcie dzień wcześniej. Adres i wszystkie szczegóły wyślę ci jutro. Do zobaczenia braciszku!
- Cześć - westchnąłem i rozłączyłem się.
- Oczywiście, że będę. - Wywróciłem oczami, żałując, że on nie może tego widzieć.
- Sam?
- Nie - odpowiedziałem i mimowolnie się uśmiechnąłem, zerkając na Charlotte.
- Czy to będzie ta dziewczyna od piosenki? - Spytał, a ja słyszałem, że właśnie się uśmiecha.
- Tak.
- Uwielbiam twój sposób wypowiadania się - westchnął - tak, nie, okej i tylko tyle. Dobra, nie będę ci przeszkadzał. Zarezerwuję wam hotel, przyjedźcie dzień wcześniej. Adres i wszystkie szczegóły wyślę ci jutro. Do zobaczenia braciszku!
- Cześć - westchnąłem i rozłączyłem się.
Byłem bardzo szczęśliwy, że w końcu zdecydowali się na ślub, jednak to wciąż był mój nieznośny i denerwujący brat. Naprawdę, nie mam pojęcia jak Elizabeth z nim wytrzymuje i jakim cudem chce z nim spędzić resztę życia, przecież z nim się nie da! Chociaż.. może to tylko dla mnie zawsze był taki wredny, co by mnie wcale nie zdziwiło. W sumie.. ja też nigdy nie zostawałem mu dłużny.
Rzuciłem telefon na poduszkę i uniosłem wzrok na Charlie, która właśnie siłowała się z Corą o gumową kość.
- Charlotte, czy wiesz, gdzie powinniśmy teraz jechać, o ile nie zmieniłaś zdania? - Uśmiechnąłem się szeroko, unosząc jednocześnie brwi.
- Po garnitur? - westchnęła.
- Dokładnie!
Szczerze? Już jej współczuję, robienie ze mną zakupów to istna męczarnia. Jak to zawsze mówiła jesteś gorszy, niż kobieta z okresem, no więc..
- Po garnitur? - westchnęła.
- Dokładnie!
Szczerze? Już jej współczuję, robienie ze mną zakupów to istna męczarnia. Jak to zawsze mówiła jesteś gorszy, niż kobieta z okresem, no więc..
~~*~~*~~
Dni do ślubu mijały bardzo szybko, a z Charlie spędziliśmy je w większości osobno. Miałem sporo zaległości w szkole, jak i na treningach, więc przed naszym wyjazdem musiałem wszystko nadrobić, żeby po powrocie iść już na bieżąco. Gdy spakowałem już wszystkie potrzebne mi rzeczy i razem z bagażem Charlotte i po uzgodnieniu z właścicielami dokładnej daty naszego powrotu, zaniosłem je do samochodu. Charlie oznajmiła, że idzie jeszcze zerknąć co u Fridee i pobiegła prędko w stronę padoku. Cora czujnie biegała wkoło samochodu, mimo, że wiedziała już, że nie może z nami jechać. Dogadałem się z Harry'm, że przez moje kilka dni nieobecności zajmie się suczką, chociaż miałem pewne obawy, czy aby jest odpowiednim kandydatem do opiekowania się zwierzakiem.
Nadchodziła już godzina 13, a od 15 mamy zarezerwowany hotel, więc jeżeli zaraz wyjedziemy, będziemy punktualnie na miejscu. Skierowałem się w stronę padoku, gdzie Charlie właśnie przyglądała się, jak jej klacz skubie zieloną już trawę.
- Gotowa? - spytałem, będąc już bliżej niej. Dziewczyna westchnęła ciężko, po czym odpowiedziała ciche tak.
Podszedłem bliżej i przytuliłem dziewczynę, delikatnie muskając ustami jej policzek.
- Charlie.. pamiętaj, że jeżeli zrobię coś nie tak, to..
- Niall - przerwała mi.
- Masz mi o tym mówić, okej?
- Okej.
- Obiecujesz? - Uśmiechnąłem się.
- Obiecuję - odpowiedziała i mimo, że nie widziałem dokładnie jej twarzy, byłem wręcz pewny, że wywróciła właśnie oczami.
Nadchodziła już godzina 13, a od 15 mamy zarezerwowany hotel, więc jeżeli zaraz wyjedziemy, będziemy punktualnie na miejscu. Skierowałem się w stronę padoku, gdzie Charlie właśnie przyglądała się, jak jej klacz skubie zieloną już trawę.
- Gotowa? - spytałem, będąc już bliżej niej. Dziewczyna westchnęła ciężko, po czym odpowiedziała ciche tak. Podszedłem bliżej i przytuliłem dziewczynę, delikatnie muskając ustami jej policzek.
- Charlie.. pamiętaj, że jeżeli zrobię coś nie tak, to..
- Niall - przerwała mi.
- Masz mi o tym mówić, okej?
- Okej.
- Obiecujesz? - Uśmiechnąłem się.
- Obiecuję - odpowiedziała i mimo, że nie widziałem dokładnie jej twarzy, byłem wręcz pewny, że wywróciła właśnie oczami.
- Chodźmy już - powiedziałem cicho, łapiąc Charlie za rękę, a ona delikatnie skinęła głową.
Wysiadłem z samochodu i szybko go okrążyłem otwierając Charlotte drzwi.
- Em.. trochę mi głupio, że nikogo nie będę tam znała - odezwała się, gdy weszliśmy na chodnik.
- To poznasz. - Uśmiechnąłem się, wzruszając ramionami. - Stresujesz się?
- Może trochę. - Zmarszczyła brwi, wiedząc, że i tak tego przede mną nie ukryje - Twoja rodzina też tu będzie?
- Z tego co mówił Greg, przyjadą wieczorem, ale razem z Elizabeth powinien już tu być.
Wystawiłem rękę w stronę dziewczyny, a ona bez dłuższego zastanowienia splotła nasze dłonie razem.
- Idź na górę, a ja przyniosę bagaże. - Uśmiechnąłem się do Charlie i żwawym krokiem wyszedłem z hotelu.
Wyjąłem dwie walizki i z powrotem wróciłem do budynku, usilnie próbując przypomnieć sobie numer pokoju, który widniał na breloczku od klucza. O dziwo trafiłem do niego bardzo szybko, jednak, gdy wszedłem do środka, Charlie stała przy oknie z lekko skrzywioną miną.
- Coś się stało? - spytałem, odstawiając bagaż.
- Em.. jest jedno łóżko - odpowiedziała marszcząc brwi.
Dopiero teraz rozejrzałem się po pomieszczeniu i okazało się, że faktycznie w pokoju znajduje się tylko jedno ogromne łóżko.
- Mhm. - Potarłem kark dłonią. - Postaram się to jakoś załatwić na portierni, albo.. pogadam z Gregiem.
W tej chwili poczułem wibracje telefonu, a gdy wyjąłem telefon z kieszeni zauważyłem wiadomość od mojego brata.
"Widzę, że już przyjechaliście. Zejdźcie na dół, z Elizabeth jesteśmy już pod hotelem, a rodzice będą za chwilę. Buziaki braciszku:*"
- Yh.. załatwię to - zapewniłem Charlie, na co tylko się uśmiechnęła - Greg prosi, żebyśmy zeszli na dół, zaraz przyjdą.
Widziałem jak dziewczyna lekko się spięła, jednak zaraz po tym kiwnęła głową i razem wyszliśmy z pokoju.
Gdy zeszliśmy na dół nie zastaliśmy tam nikogo, jednak po krótkiej chwili, otworzyły się drzwi wejściowe i ujrzałem w nich Grega i moją przyszłą bratową.
- Nie martw się, na pewno cię polubią. - Uśmiechnąłem się do Charlotte.
~~*~~*~~
Droga zleciała nam bardzo szybko, a spędziliśmy ją głównie na śpiewaniu wszystkiego, co tylko usłyszeliśmy w radiu. Sprawdziłem jeszcze raz dokładny adres hotelu i zatrzymałem się pod wskazanym przez mojego brata miejscem.
Wysiadłem z samochodu i szybko go okrążyłem otwierając Charlotte drzwi.- Em.. trochę mi głupio, że nikogo nie będę tam znała - odezwała się, gdy weszliśmy na chodnik.
- To poznasz. - Uśmiechnąłem się, wzruszając ramionami. - Stresujesz się?
- Może trochę. - Zmarszczyła brwi, wiedząc, że i tak tego przede mną nie ukryje - Twoja rodzina też tu będzie?
- Z tego co mówił Greg, przyjadą wieczorem, ale razem z Elizabeth powinien już tu być.
Wystawiłem rękę w stronę dziewczyny, a ona bez dłuższego zastanowienia splotła nasze dłonie razem.
Them butterflies they come alive when I’m next to you
Weszliśmy do środka i od razu udaliśmy się w stronę portierni, gdzie odebraliśmy klucz od pokoju, który zarezerwował Greg.- Idź na górę, a ja przyniosę bagaże. - Uśmiechnąłem się do Charlie i żwawym krokiem wyszedłem z hotelu.
Wyjąłem dwie walizki i z powrotem wróciłem do budynku, usilnie próbując przypomnieć sobie numer pokoju, który widniał na breloczku od klucza. O dziwo trafiłem do niego bardzo szybko, jednak, gdy wszedłem do środka, Charlie stała przy oknie z lekko skrzywioną miną.
- Coś się stało? - spytałem, odstawiając bagaż.
- Em.. jest jedno łóżko - odpowiedziała marszcząc brwi.
Dopiero teraz rozejrzałem się po pomieszczeniu i okazało się, że faktycznie w pokoju znajduje się tylko jedno ogromne łóżko.
- Mhm. - Potarłem kark dłonią. - Postaram się to jakoś załatwić na portierni, albo.. pogadam z Gregiem.
W tej chwili poczułem wibracje telefonu, a gdy wyjąłem telefon z kieszeni zauważyłem wiadomość od mojego brata.
"Widzę, że już przyjechaliście. Zejdźcie na dół, z Elizabeth jesteśmy już pod hotelem, a rodzice będą za chwilę. Buziaki braciszku:*"
- Yh.. załatwię to - zapewniłem Charlie, na co tylko się uśmiechnęła - Greg prosi, żebyśmy zeszli na dół, zaraz przyjdą.
Widziałem jak dziewczyna lekko się spięła, jednak zaraz po tym kiwnęła głową i razem wyszliśmy z pokoju.
Gdy zeszliśmy na dół nie zastaliśmy tam nikogo, jednak po krótkiej chwili, otworzyły się drzwi wejściowe i ujrzałem w nich Grega i moją przyszłą bratową.
- Nie martw się, na pewno cię polubią. - Uśmiechnąłem się do Charlotte.
Charlie?
zjebałam koniec, ale pisałam szybko, zanim rodzice wrócą z kościoła XD
piątek, 24 marca 2017
Od Nialla cd. Charlotte
Chyba pierwszy raz, od bardzo dawna, tak dobrze mi się spało, a była to zasługa tylko i wyłącznie Charlie. Nie potrafiłem nawet opisać tego, ile kolorów wniosła do mojego życia, a jej wiecznie zachmurzona twarz, zawsze rozświetla mój dzień.
Chciałem jej powiedzieć o piosence, ale.. wolałem utknąć w nieoficjalnym friendzone, niż żeby powiedziała mi to w twarz. To było dla mnie trudne, byłem tak blisko niej, tak bardzo mi zależało, a nawet nie miałem pojęcia, czy choć w pewnym stopniu, jej również na mnie zależy.
~~*~~*~~
Gdy tylko zeszliśmy na śniadanie, po drodze zatrzymała nas pani Ruby.
- Dzień dobry. - Uśmiechnęła się ciepło - Jak się spało?
- Dobrze - odpowiedzieliśmy równocześnie.
- Oh, to super! Idziecie na śniadanie, prawda? Nie będę was zatrzymywać. Na portierni leży list dla ciebie, Niall - zwróciła się do mnie.
Trochę zdziwił mnie fakt, że dostałem list, w końcu teraz mało kto je wysyła, poza moją babcią, od której zawsze dostaję kartki świąteczne, ale.. chyba nie zapomniałem o żadnym święcie, prawda? Urodzin nie mam, Wielkanoc to jeszcze nie teraz, Boże Narodzenie już było. Cholera. Ciekawość zżerała mnie od środka, więc podziękowałem pani Ruby za informację i spojrzałem błagalnym wzrokiem na Charlotte, a dziewczyna od razu domyśliła się, że muszę już to sprawdzić.
- Nie możesz iść po śniadaniu? - jęknęła.
- No proszę, tylko wezmę ten list i otworzę na stołówce. Prooooszę. - Złożyłem dłonie i zrobiłem smutną minkę.
- Okej - westchnęła wywracając oczami - Ale nie próbuj narzekać, jeżeli to jakaś reklama, albo rachunek!
Usmiechnąłem się szeroko, łapiąc Charlotte za rękę i pociągnąłem ją w stronę portierni, gdzie, jak się okazało, była właśnie trenerka od ujeżdżenia.
- Potrzebujecie czegoś? - Spytała, gdy tylko rzuciłem się do okienka.
- List na nazwisko Horan.
- Już sprawdzam. - Uśmiechnęła się, otwierając jedną z szuflad znajdujących się w biurku. Zaczęła przeglądać różne koperty, aż w końcu natrafiła na tą właściwą i podała mi ją, mrucząc pod nosem ciche proszę.
Nie zwlekając otworzyłem kopertę, jednak ta, zaraz zniknęła z moich rąk. Stałem przez chwilę, wpatrując się tępo w swoje dłonie i dopiero po kilku sekundach, dotarło do mnie, że Charlotte mi ją zabrała.
- Idziemy na śniadanie. - Uśmiechnęła się szeroko.
Wiedziałem, że i tak nie wygram, więc posłusznie i bardzo energicznie, udałem się w stronę stołówki, co chwila popędzając Charlie. Zająłem miejsce przy naszym stałym stoliku i złożyłem ręce na blacie, czekając, aż dziewczyna raczy oddać mi list.
- Trzymaj. - Wywróciła oczami podając mi kopertę.
Od razu wyjąłem ze środka białą kartkę ze złotą oprawką i wielkim napisem Zaproszenie.
Cholera. Cholera. Cholera. Czy to jest to o czym myślę?!
Tak! To naprawdę to!
Gdy tylko zeszliśmy na śniadanie, po drodze zatrzymała nas pani Ruby.
- Dzień dobry. - Uśmiechnęła się ciepło - Jak się spało?
- Dobrze - odpowiedzieliśmy równocześnie.
- Oh, to super! Idziecie na śniadanie, prawda? Nie będę was zatrzymywać. Na portierni leży list dla ciebie, Niall - zwróciła się do mnie.
Trochę zdziwił mnie fakt, że dostałem list, w końcu teraz mało kto je wysyła, poza moją babcią, od której zawsze dostaję kartki świąteczne, ale.. chyba nie zapomniałem o żadnym święcie, prawda? Urodzin nie mam, Wielkanoc to jeszcze nie teraz, Boże Narodzenie już było. Cholera. Ciekawość zżerała mnie od środka, więc podziękowałem pani Ruby za informację i spojrzałem błagalnym wzrokiem na Charlotte, a dziewczyna od razu domyśliła się, że muszę już to sprawdzić.
- Nie możesz iść po śniadaniu? - jęknęła.
- No proszę, tylko wezmę ten list i otworzę na stołówce. Prooooszę. - Złożyłem dłonie i zrobiłem smutną minkę.
- Okej - westchnęła wywracając oczami - Ale nie próbuj narzekać, jeżeli to jakaś reklama, albo rachunek!
Usmiechnąłem się szeroko, łapiąc Charlotte za rękę i pociągnąłem ją w stronę portierni, gdzie, jak się okazało, była właśnie trenerka od ujeżdżenia.
- Potrzebujecie czegoś? - Spytała, gdy tylko rzuciłem się do okienka.
- List na nazwisko Horan.
- Już sprawdzam. - Uśmiechnęła się, otwierając jedną z szuflad znajdujących się w biurku. Zaczęła przeglądać różne koperty, aż w końcu natrafiła na tą właściwą i podała mi ją, mrucząc pod nosem ciche proszę.
Nie zwlekając otworzyłem kopertę, jednak ta, zaraz zniknęła z moich rąk. Stałem przez chwilę, wpatrując się tępo w swoje dłonie i dopiero po kilku sekundach, dotarło do mnie, że Charlotte mi ją zabrała.
- Idziemy na śniadanie. - Uśmiechnęła się szeroko.
Wiedziałem, że i tak nie wygram, więc posłusznie i bardzo energicznie, udałem się w stronę stołówki, co chwila popędzając Charlie. Zająłem miejsce przy naszym stałym stoliku i złożyłem ręce na blacie, czekając, aż dziewczyna raczy oddać mi list.
- Trzymaj. - Wywróciła oczami podając mi kopertę.Od razu wyjąłem ze środka białą kartkę ze złotą oprawką i wielkim napisem Zaproszenie.
Cholera. Cholera. Cholera. Czy to jest to o czym myślę?!
Tak! To naprawdę to!
- Tak! Tak! Kurwa! Nareszcie! - krzyknąłem uderzając dłonią w stół.
Charlie spojrzała na mnie jak na idiotę, w sumie to się jej nie dziwię, bo prawdopodobnie tak właśnie wyglądałem.
- Wygrałeś na loterii? - Zmarszczyła brwi.
- Nie, patrz! - Wyszczerzyłem się, wyciągając zaproszenie w jej stronę.
Dziewczyna przyglądała mi się przez chwilę, po czym wzięła kartkę i zaczęła czytać.
- Elizabeth Kelly oraz Greg Horan mają zaszczyt zaprosić nieznośnego i kochanego brata, Nialla Jamesa Horana na uroczystość Zaślubin, która odbędzie się 29 marca.. - Radość rozpierała mnie od środka, byłem tak szczęśliwy, że w końcu zdecydowali się na ślub, że nawet nie pozwoliłem dokończyć Charlie czytać.
- Jejku, to takie wspaniałe!
- Masz na drugie James? - Przyjrzała się ponownie kartce.
- Masz na drugie James? - Przyjrzała się ponownie kartce.
- Być może - odpowiedziałem cicho. Nie przepadałem za swoim drugim imieniem, chociaż nie było aż takie złe. Nikt, poza moim bratem i mamą go nie używał.
Dopiero teraz, gdy minął największy moment mojej radości, poczułem się trochę urażony. Dlaczego nie powiedzieli mi wcześniej?! Przecież.. to już za sześć dni. Pewnie zapomnieli mi wysłać zaproszenie i dostaje je jako jeden z ostatnich, uroki posiadania starszego brata. Muszę kupić prezent i.. garnitur! Jejku, ja się na tym nie znam, wszystkie wyglądają tak samo, a znając życie mamie na pewno nie spodoba się ten, który wybiorę.
- Charlieee - zacząłem, przeciągając długo ostatnia sylabę. Dziewczyna uniosła wzrok znad zaproszenia - Pomożesz mi wybrać garnitur, prawda?
- Mogę spróbować. - Wzruszyła ramionami.
Dopiero teraz zauważyłem, że w środku jest jeszcze jedna karteczka, którą czym prędzej wyjąłem.
"Braciszku, wybacz, że informuję cię o tym tak późno, ale wiesz, że cię kocham. Mamy dodatkowe zaproszenie dla osoby, której wiecznie zachmurzona twarz, rozświetla każdy twój dzień :). Mam nadzieję, że poznamy tą wspaniałą dziewczynę, dla której napisałeś tak świetną piosenkę.
- A to co? - Spytała Charlie, gdy tylko uniosłem wzrok.
Bez słowa podałem jej krótki liścik od brata, a dziewczyna czytając go wyglądała na dość zdziwioną. Zmarszczyła brwi i rozchyliła delikatnie usta, dokładnie analizując każde słowo.
- Nie rozumiem, nie powiedziałeś mu, że to fikcja?
- Nie, nie powiedziałem - westchnąłem. Dalej Niall, wiem, że dasz radę, to dobry moment. - Pójdziesz ze mną na ślub?
Charlotte?
miał być tasiemiec, ale okazało się, że jednak nie wyjdzie :")
sobota, 18 marca 2017
Od Nialla cd. Charlotte
Wiedziałem, że powinienem jakoś się odezwać, coś zrobić, ale nie potrafiłem, po prostu byłem w szoku. Czułem żal, smutek, współczucie, jednak wszystko to przyćmił gniew, wobec ojca dziewczyny. Nigdy nie sądziłem, że Charlotte, mogłaby mieć tak ciężkie dzieciństwo, ale teraz już rozumiem, dlaczego tak bardzo odsuwała się od większości rówieśników, jak denerwowała się, gdy tylko ktoś ją dotknął, lub znajdował się zbyt blisko. Bałem się, że mogłem zrobić coś nie tak, coś co wydawało się normalne, a dla niej takie nie było. Gdybym tylko wcześniej wiedział...
Charlie widząc moje zakłopotanie, niepewnie oparła głowę na moim torsie, jakby bojąc się, że ją odepchnę.
Charlie widząc moje zakłopotanie, niepewnie oparła głowę na moim torsie, jakby bojąc się, że ją odepchnę.
Nie zrobiłem tego, nigdy bym tego nie zrobił, a tym bardziej teraz, gdy Charlotte potrzebuje wsparcia. Mimo, że w mojej głowie, wciąż rozbrzmiewały jej słowa o chłopaku, z którym spotkała się kilka dni przed koncertem, starałem się o tym nie myśleć. Ważne było dla mnie, żeby Charlie była szczęśliwa, nawet jeżeli to szczęście miał jej dać właśnie ten Matthew. To trochę bolało, trochę bardzo, ale w tym momencie niezbyt obchodziły mnie moje uczucia.
- Zostań ze mną, proszę - odezwała się cicho, a w momencie, gdy jej głos się załamał, poczułem jak coś mocno ściska za moje serce.
Cholera, Charlotte. Utrudniasz mi to.
Chciałbym móc dać jej to szczęście, by wreszcie zaczęła się uśmiechać. Kocham jej piękny, szczery uśmiech, jest wyjątkowy i.. pojawia się zdecydowanie zbyt rzadko.
- Zostanę z tobą tak długo, jak tylko będziesz chciała - nawet na zawsze, tego już nie potrafiłem powiedzieć głośno.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała, wtuliła się mocniej we mnie, a ja delikatnie objąłem ją ramionami. Bałem się. Bałem się, że zrobię coś nie tak. Z drugiej strony, wcześniej, gdy jeszcze o tym nie wiedziałem, zachowywałem się normalnie w jej towarzystwie i chyba jej to nie przeszkadzało... a jeżeli?
- To już przeszłość, Charlie - szepnąłem - Nawet jeżeli bardzo boli i tak już jest przeszłością.
- J-ja naprawdę chcę już zacząć normalnie żyć, ale.. to ciągle wraca - odezwała się, zaciskając palce na mojej bluzie.
- Jesteś silna, może potrzebujesz jeszcze trochę czasu. Pomogę ci, razem na pewno damy radę - szepnąłem, chowając twarz w jej włosach. - Już późno, powinnaś się wyspać. Zostanę .,.z tobą, jeśli chcesz.
- Zostań ze mną, proszę - odezwała się cicho, a w momencie, gdy jej głos się załamał, poczułem jak coś mocno ściska za moje serce.
Cholera, Charlotte. Utrudniasz mi to.
Chciałbym móc dać jej to szczęście, by wreszcie zaczęła się uśmiechać. Kocham jej piękny, szczery uśmiech, jest wyjątkowy i.. pojawia się zdecydowanie zbyt rzadko.
- Zostanę z tobą tak długo, jak tylko będziesz chciała - nawet na zawsze, tego już nie potrafiłem powiedzieć głośno.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała, wtuliła się mocniej we mnie, a ja delikatnie objąłem ją ramionami. Bałem się. Bałem się, że zrobię coś nie tak. Z drugiej strony, wcześniej, gdy jeszcze o tym nie wiedziałem, zachowywałem się normalnie w jej towarzystwie i chyba jej to nie przeszkadzało... a jeżeli?
- To już przeszłość, Charlie - szepnąłem - Nawet jeżeli bardzo boli i tak już jest przeszłością.
- J-ja naprawdę chcę już zacząć normalnie żyć, ale.. to ciągle wraca - odezwała się, zaciskając palce na mojej bluzie.
- Jesteś silna, może potrzebujesz jeszcze trochę czasu. Pomogę ci, razem na pewno damy radę - szepnąłem, chowając twarz w jej włosach. - Już późno, powinnaś się wyspać. Zostanę .,.z tobą, jeśli chcesz.
Dziewczyna spojrzała na mnie, przez chwilę patrząc mi prosto w oczy, po czym niepewnie skinęła głową. Odgarnąłem kosmyk włosów, który opadł na jej twarz i delikatnie przycisnąłem wargi do jej czoła.
Chciałem z nią zostać, jednak z drugiej strony wiedziałem, że nie powinienem. Za bardzo się do niej przywiązuję, w momencie, gdy Charlie ma kogoś. To, co teraz się dzieje, na pewno nie spodobałoby się jej chłopakowi, a ja chcę, żeby po prostu była szczęśliwa, chociaż... to i tak boli.
Moje uczucia w tym momencie były najmniej ważne, liczyła się tylko Charlotte.
- Może powinnaś zadzwonić do swojego chłopaka. To chyba on teraz powinien cię wspierać i na pewno zrobiłby to lepiej ode mnie - powiedziałem, z trudem wymawiając poszczególne słowa.
Dziewczyna prychnęła i spojrzała na mnie, marszcząc brwi.
- Jakiego niby chłopaka?
- No Matthew, czy jak mu tam. - Wzruszyłem ramionami. Za wszelką cenę chciałem zachować poważny i obojętny ton głosu, jednak podejrzewam, że wyszło mi to beznadziejnie.
- Matthew jest przyjacielem mojego brata i jednocześnie jednym z nielicznych osobników płci męskiej, którzy ze mną rozmawiają. Traktuję go prawie jak brata, więęc.. - odpowiedziała, przeciągając ostatnie słowo.
- Więc Matthew nie jest twoim chłopakiem? - Spytałem, żeby mieć stu procentową pewność.
- Nie.
- Uff - odetchnąłem z ulgą, jednak zrobiłem to zbyt głośno, bo zaraz dziewczyna obrzuciła mnie lekko zdziwionym spojrzeniem - Dobra, nie ważne. Powinnaś iść spać, musisz odpocząć.
Charlie zarzuciła mi ręce na szyję, a ja przytuliłem ją mocniej, jednocześnie uważając przy każdym najmniejszym ruchu. To co działo się we mnie, gdy dziewczyna była przy mnie, było nie do opisania.
Them butterflies they come alive when I'm next to you.
- Niall - ziewnęła Charlotte.
- Tak?
- Mógłbyś mi zaśpiewać? - mruknęła cicho.
- Dla ciebie wszystko. - Uśmiechnąłem się słabo.
Nie mogłem wybrać innej piosenki, niż ta, którą napisałem właśnie dla Charlie.
- Tak?
- Mógłbyś mi zaśpiewać? - mruknęła cicho.
- Dla ciebie wszystko. - Uśmiechnąłem się słabo.
Nie mogłem wybrać innej piosenki, niż ta, którą napisałem właśnie dla Charlie.
You still make me nervous when you walk in the room
Them butterflies they come alive when I’m next to you
Over and over the only truth
Everything comes back to you, mmm
Charlotte zasnęła w moich ramionach, a ja czułem się, jakbym miał przy sobie cały mój świat. Dziewczyna działała na mnie jak.. nawet nie wiem jak co.. po prostu, gdy była blisko, czułem się szczęśliwy, cholernie szczęśliwy.
- Nie pozwolę nikomu już cię skrzywdzić - szepnąłem, wiedząc, że i tak już mnie nie usłyszy - Szkoda, że nie wiesz, jak bardzo mi na tobie zależy.
Charlotte?
w mojej głowie, to było lepsze...
środa, 15 marca 2017
Od Nialla cd. Charlotte
Nie spodziewałem się takiej reakcji ze strony Charlie. Sądząc po jej stanie byłem pewny, że prędzej przywali mi w twarz, niż przytuli.
Widząc jej łzy moje serce rozrywało się na małe kawałki i sam miałem ochotę zacząć płakać. Ciężko mi było przez te kilka dni unikać kontaktu z Charlotte, a fakt, że teraz jest przy mnie, sprawiał, że czułem się... szczęśliwy, tak, to dobre określenie. Nie wiem, jak Marie mogła pomyśleć, że to piosenka o niej. To co łączyło mnie z nią, w sumie poza tym, że mieszkaliśmy w jednym akademiku i czasem rozmawialiśmy, to chyba nic więcej, było niczym w porównaniu z tym, co czułem do Charlie. Chwila. Ale co ja do niej czułem? Niall, ogarnij się, Charlotte ma kogoś i dobrze widziałeś, że jest szczęśliwa.
Cholera, czemu wszystko zawsze musi być takie skomplikowane?
Dziewczyna nie była mi obojętna i wiedziałem o tym od momentu, gdy udało mi się wyciągnąć ją do wesołego miasteczka, gdzie bawiliśmy się jak małe dzieci, na karuzeli z plastikowymi konikami. Już wcześniej ją polubiłem, jednak wtedy dostrzegłem, że lubię ją bardziej, niż powinienem. Ciągle coś nie pozwalało mi jej o tym powiedzieć. Być może było to spowodowane jej nastawieniem do mnie. Wydaje mi się, że w końcu również mnie polubiła, jednak jestem w stu procentach przekonany, że nie czuje do mnie tego, co ja czuje do niej.
Widząc jej łzy moje serce rozrywało się na małe kawałki i sam miałem ochotę zacząć płakać. Ciężko mi było przez te kilka dni unikać kontaktu z Charlotte, a fakt, że teraz jest przy mnie, sprawiał, że czułem się... szczęśliwy, tak, to dobre określenie. Nie wiem, jak Marie mogła pomyśleć, że to piosenka o niej. To co łączyło mnie z nią, w sumie poza tym, że mieszkaliśmy w jednym akademiku i czasem rozmawialiśmy, to chyba nic więcej, było niczym w porównaniu z tym, co czułem do Charlie. Chwila. Ale co ja do niej czułem? Niall, ogarnij się, Charlotte ma kogoś i dobrze widziałeś, że jest szczęśliwa.
Cholera, czemu wszystko zawsze musi być takie skomplikowane?
Dziewczyna nie była mi obojętna i wiedziałem o tym od momentu, gdy udało mi się wyciągnąć ją do wesołego miasteczka, gdzie bawiliśmy się jak małe dzieci, na karuzeli z plastikowymi konikami. Już wcześniej ją polubiłem, jednak wtedy dostrzegłem, że lubię ją bardziej, niż powinienem. Ciągle coś nie pozwalało mi jej o tym powiedzieć. Być może było to spowodowane jej nastawieniem do mnie. Wydaje mi się, że w końcu również mnie polubiła, jednak jestem w stu procentach przekonany, że nie czuje do mnie tego, co ja czuje do niej.
Teraz, gdy trzymam w swoich ramionach płacząca Charlotte, myśli i uczucia kotłują się niebezpiecznie w mojej głowie. Gładziłem dłonią jej plecy, chcąc jakoś ją pocieszyć, chciałem znów widzieć jej uśmiech.
- Nie płacz, proszę - szepnąłem, mocniej ją przytulając.
Pierwszy raz nasz uścisk wyszedł z jej inicjatywy i pierwszy raz oddawał tyle emocji.
- Nie płaczę - mruknęła cicho, jednocześnie pociągając nosem - Po prostu.. j-ja naprawdę nie wiem co się dzieje.
Zdobyłem się na bardzo odważny, w tym przypadku, krok i delikatnie musnąłem wargami jej czoło.
- Nie śpiewałem tej piosenki dla Marie, nie była o niej.
- Ale.. przecież ona..
- Myślała, że to o niej, ale się myliła. - Wzruszyłem ramionami. - Ta piosenka nie jest o konkretnej osobie, to fikcja. Zwyczajny, wymyślony tekst, ze zwyczajną muzyką.
Skłamałem, ale co miałem zrobić? Powiedzieć "o, Charlie, napisałem o tobie piosenkę, w której śpiewam jak bardzo mi na tobie zależy, ale ty już sobie kogoś znalazłaś, więc trudno"? W sumie.. mogłem tak powiedzieć.
~~~Luke~~~
Wychodziłem właśnie ze stołówki i o mały włos nie staranowałem kogoś drzwiami.
- Przepraszam! - zawołałem od razu i dopiero po chwili, rozpoznałem w owym "ktosiu" Charlotte.
- W porządku, nic się nie stało. - Wzruszyła ramionami i już chciała wejść do pomieszczenia, jednak postanowiłem ją zatrzymać.
Wciąż nie dawała mi spokoju ta piosenka, to ile serca włożył w nią Niall, a ja nawet nie miałem pojęcia, że coś ich łączy, to znaczy, że Horan coś do niej czuje, a ona.. prawdopodobnie ma kogoś.
- Rozmawiałaś z Niallem?
- Tak, a coś się stało?
Teraz znajdź rozwiązanie, o co zapytasz geniuszu? Okej, najlepiej prosto z mostu, najwyżej jakoś wybrnę, albo.. albo Horan mnie zabije.
- Powiedział ci?
- Co konkretnie masz na myśli? - Zmarszczyła brwi.
- Czy powiedział ci o piosence?
- Ym.. tak, wiem, że wcale nie była dla Marie.
- Uff, całe szczęście - odetchnąłem - Byłem wręcz pewny, że ci nie powie, że to o tobie. Wiesz, on zawsze stawia swoje uczucia na drugim miejscu, najpierw chce na siłę uszczęśliwić innych, zapominając wtedy o sobie. Nie wiem jak tamta dziewczyna mogła pomyśleć, że to o niej. Nawet ja, gdy pierwszy raz usłyszałem tą piosenkę już wiedziałem, że chodzi o ciebie. Wiesz, to wesołe miasteczko, to, że pamięta wszystko co robiliście wspólnie, że nie potrafił ci tego powiedzieć, albo to w tym pubie.
Mówiłem strasznie szybko, dostałem jakiegoś słowotoku, który napędzałem dodatkowo żywą gestykulacją. Przerwałem w momencie, gdy zobaczyłem zdziwienie, a raczej szok wymalowany na twarzy dziewczyny.
- Nie powiedział ci, że to o tobie? - skrzywiłem się, czując jak cholernie mam teraz przerąbane.
Charlotte przyglądała mi się przez chwilę, jakby analizując każde moje wypowiedziane słowo. No jasne, że jej tego nie powiedział! Luke, zjebałeś
- Ja pierdole, on mnie zabije - mruknąłem pod nosem.
~~~Niall wraca~~~
Nie powinienem okłamywać Charlotte, jednak nie widziałem innego wyjścia z tej sytuacji. Co by pomyślał jej partner, gdyby się dowiedział, że jakiś typek z akademii jeździeckiej napisał piosenkę dla jego dziewczyny. Na pewno byłby wniebowzięty!
Nie powinienem okłamywać Charlotte, jednak nie widziałem innego wyjścia z tej sytuacji. Co by pomyślał jej partner, gdyby się dowiedział, że jakiś typek z akademii jeździeckiej napisał piosenkę dla jego dziewczyny. Na pewno byłby wniebowzięty!
Już kolejny raz nie poszedłem na stołówkę, ostatnimi czasy straciłem apetyt i w tym czasie zdecydowanie wolałem siedzieć z gitarą, próbując dalej swoich sił. Śpiewając piosenkę na koncercie, mimo, że nie widziałem nigdzie Charlie i nie miałem nawet pojęcia, czy gdzieś tam jest, ale.. chciałem, żeby mnie usłyszała, to była piosenka dedykowana i napisana tylko dla niej.
Nie mogłem znieść myśli, że nie mogę mieć jej przy sobie, że ktoś inny zaznał już tego szczęścia. Teraz mogłem jedynie być dla niej przyjacielem, co już było dla mnie czymś bardzo ważnym. Wstałem leniwie z łóżka i włożyłem z gitarę z powrotem do pokrowca. Cora przez jakiś czas obserwowała moje poczynania, jednak zaraz uznała za dużo ciekawsze, gryzienie gumowej kości. Podniosłem klucze z biurka i zamykając za sobą drzwi, udałem się w stronę pokoju Charlotte.
Wciąż nie opuszczało mnie poczucie winy, że okłamałem tak ważną dla mnie osobę, jednak zaraz starałem się je odgonić, wmawiając sobie, że tak będzie lepiej. Zatrzymując się przy odpowiednim pomieszczeniu, zacząłem się denerwować i drżącą dłonią, zapukałem kilkukrotnie do drzwi. Gdy nie usłyszałem żadnej odpowiedzi, postanowiłem po prostu wejść do środka, gdzie zastałem łamiący moje serce widok.
Charlie leżała na łóżku, zwinięta w kłębek, a po jej policzkach spływały łzy, wymieszane z czarnym tuszem do rzęs.
- Coś się stało? - podniosła się do pozycji siedzącej, ocierając kilka łez z policzków.
- Chyba ja powinienem o to zapytać. - Zmarszczyłem brwi, siadając obok niej.
- Mogę ci zaufać? - spytała, przez chwilę patrząc swoimi smutnymi oczami prosto w moje.
- Oczywiście, że tak - odpowiedziałem, niepewnie ujmując jej dłoń.
Charlotte?
sobota, 11 marca 2017
Od Nialla cd. Charlotte
Kto by pomyślał, że przez pękniętą strunę od gitary, z samego rana będę zrywał się z łóżka i pędził do najbliższego miasta. Na grę na klasycznej, jakoś nie miałem ochoty, a akustyczna bez jednej struny... raczej nie zabrzmi zbyt dobrze.
Zgarnąłem z szafki portfel oraz kluczyki od auta i naciągając szybko buty, od razu wybiegłem z pokoju. Drogę po schodach pokonałem wręcz błyskawicznie i chwilę potem, byłem już przed akademikiem. Pogoda zdecydowanie dopisywała, pomijając kilka kałuż, które były pozostałościami po nocnej ulewie, w końcu można było poczuć to, czego tak bardzo mi brakowało.
W I O S N A
W pewnym momencie, zauważyłem na parkingu znajomy mi samochód, jednak dopiero po chwili się zrozumiałem, że przecież takich jest mnóstwo i na pewno nie należy on do tej osoby, o której pomyślałem. Już miałem iść do swojego auta, gdy usłyszałem za sobą czyjś głos.
- Horan?
Gdy tylko się odwróciłem, moim oczom ukazał się wysoki szatyn z burzą brązowych loków.
Wpadłem chłopakowi w ramiona i mało brakowało, a oboje wylądowalibyśmy w kałuży. Z Harrym znamy się od dziecka, chodziliśmy razem do jednej szkoły, a potem.. kontakt urwał się jakoś po moim wyjeździe, poszliśmy w swoje strony i jak widać, chyba nasze drogi znowu się złączyły, jakkolwiek by to nie zabrzmiało.
- Co ty tu robisz? - Uśmiechnąłem się szeroko, wyswobadzając się z objęć szatyna.
- Mam zamiar się uczyć, a ty?!
- Ja też! - pisnąłem, jednocześnie skacząc do góry jak mała dziewczynka.
Chyba właśnie zrozumiałem, czym jest fangirl...
- Muszę jechać do miasta, chodź jedziesz ze mną - powiedziałem zaciągając Harry'ego do samochodu.
Przez całą drogę, ani na chwilę nie zapadała cisza. Musieliśmy nadrobić czas, w którym nasz kontakt był wręcz znikomy. Miałem mu tyle do opowiedzenia, cholernie cieszyłem się, że Styles będzie się tu uczył, zawsze świetnie się dogadywaliśmy i znów mogliśmy być najlepszymi przyjaciółkami. Trochę przybliżyłem mu, jak wygląda nauka i treningi w Morgan University, a gdy tylko napomknąłem coś o Charlie, wiedziałem, że zaleje mnie falą pytań.
- Opowiedz mi o niej coś więcej. - Wyszczerzył się, poruszając zabawnie brwiami.
- Co mam ci opowiedzieć? Poznasz ją niedługo - odpowiedziałem, chcąc uniknąć większej ilości pytań i skupiłem swoją uwagę na drodze.
- Co jest między wami? Jesteście razem? Utknąłeś we friendzone?
- Nie, to znaczy.. ugh.. mam ci opowiadać wszystko od początku? To nie ma sensu Harry, między nami nic nie ma, ona na pewno nie jest mną zainteresowana.
- Ale ty nią jesteś. - Wywrócił oczami.
- Z czego to niby wywnioskowałeś? - starałem się zachować poważny wyraz twarzy, co przy nim było dość trudne.
- Jesteś czerwony jak burak - zaczął się śmiać.
Odruchowo złapałem się za policzki, zerkając jednocześnie w lusterko. Cholera, przecież ja się nigdy nie rumienię!
- Oj przestań, przecież przede mną nie musisz nic ukrywać - mruknął, wpatrując się w przednią szybę auta.
Od dłuższego czasu wiedziałem, że Charlotte nie jest mi obojętna. Cholernie mi na niej zależało i traktowałem ją jak dobrą przyjaciółkę. Kilka razy zastanawiałem się nad tym, czy.. czy nie czuję do niej czegoś więcej i za każdym kolejnym razem byłem coraz bardziej tego przekonany. Nie widziałem większego sensu w tym, żeby jej to powiedzieć, raczej i tak nie zmieniłoby to naszych relacji, a dodatkowo mogłyby się pogorszyć. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby przez moje durne uczucia, Charlie odsunęła się ode mnie. Nie chciałem stracić tego co między nami było, chociaż nawet nie wiem, czy można nazwać to przyjaźnią.
Gdy wjechałem na parking, żadne z nas już się nie odezwało na ten temat, jednak wiedziałem, że Harry łatwo nie odpuści. Styles został w samochodzie, a ja szybko pobiegłem do sklepu muzycznego, którego znalezienie zajęło mi jakiś kwadrans. Wszedłem do środka i dzięki miłej obsłudze, po krótkiej chwili, miałem już to, czego potrzebowałem. Zanim zdążyłem opuścić sklep, poczułem wibracje telefonu.
Harry: Głodny jestem.
Nie ma się co dziwić, Styles zawsze myśli tylko o jedzeniu. Właśnie dlatego się przyjaźnimy, mamy podobne zainteresowania. Uśmiechnąłem się do telefonu i zerknąłem na godzinę, orientując się, że już dawno po śniadaniu, a do obiadu, jeszcze kilka godzin.
Ja: Zajdę do baru i wezmę coś na wynos XD
Harry: Boże, kocham cię.
Harry: Może to zabrzmiało pedalsko, ale.. dobra, nie mam usprawiedliwienia.
Naprawdę brakowało mi tego idioty, był dla mnie jak drugi ( ten fajniejszy ) brat. Jak tylko wrócimy do akademika, będę musiał przedstawić go Charlotte. No tak, Charlie. Okej, raz się żyje. W sumie, to chyba nigdy nie powiedziałem jej, że bardzo ją lubię i wiem, że dzisiaj to zrobię, gdy tylko wrócę do akademika. Zajadę po drodze do mojej ulubionej kwiaciarni, uwielbiam wzrok Charlotte, gdy daje jej kwiaty w miejscu publicznym, czyli w naszym przypadku w stołówce. Jest to mieszanka kilku uczuć, zaczynając od "dziękuję, to bardzo miłe" przez nieśmiałość, do solidnego wkurwienia.
Niall, ogarnij się, rusz dupsko i idź kupić coś do jedzenia.
Szybko wypatrzyłem pobliski bar i udałem się w jego stronę, obserwując, jak na niebie pojawiają się ciemne chmury. Chyba na moją ukochaną i wyczekiwaną wiosnę, będę musiał jeszcze trochę poczekać. Czując na sobie pojedyncze krople deszczu, przyspieszyłem i już po chwili znalazłem się wewnątrz baru, który, jak wnioskuję z wystroju, specjalizuje się w meksykańskich potrawach. Zanim zdążyłem podejść do lady, mój wzrok spoczął na pewnej znajomej mi osobie, która jak widać dobrze czuła się w towarzystwie nieznanego mi dotąd chłopaka. Poczułem się dziwnie, widząc Charlotte w jego objęciach, to było jak takie ukłucie... zazdrość?
Po prostu wyszedłem z baru, jakoś nie potrafiłem normalnie funkcjonować, gdy widziałem Charlie w towarzystwie tego chłopaka. Harry zauważył, że coś jest nie tak, jednak widząc mój wyraz twarzy, o nic nie pytał, za co byłem mu naprawdę wdzięczny. Nie miałem ochoty o tym rozmawiać, bo przecież musiałbym przyznać, że jestem cholernie zazdrosny o Charlie i... właśnie pierwszy raz przyznałem to przed samym sobą.
Gdy dojechaliśmy do uniwersytetu, rozeszliśmy się w swoje strony, a Styles rzucił tylko, że jest w pokoju 72 i jeżeli będę chciał porozmawiać, to czeka. Aktualnie nie miałem najmniejszej ochoty na rozmowę, tym bardziej na taki temat. Nie miałem nawet pojęcia, co się ze mną działo, ale chciałem pobyć sam. Wróciłem do swojego pokoju i żeby jakoś oderwać się od swoich myśli, wziąłem gitarę, żeby założyć jej nowo zakupioną strunę. Oczywiście, wyjątkowo dzisiaj miałem do tego dwie lewe ręce i o mało nie połamałem mostka.. w sumie nie wiem jak to zrobiłem, ale jakoś tak wyszło. Cora zainteresowana moimi poczynaniami, postanowiła mi pomóc i łapiąc starą strunę w zęby, zaniosła ją do kosza.
Gra nie szła mi zbyt dobrze, przez jakąś godzinę co chwila musiałem dostrajać gitarę, jednak z czasem było coraz lepiej, a po pokoju rozbrzmiewały płynna i spokojna melodia, której dotąd jeszcze nie znałem. Wyjąłem zeszyt z plecaka i od razu zabrałem się za zapisywanie nut, bo znając moją pamięć, za jakieś kilkadziesiąt minut, nie potrafiłbym już jej odtworzyć.
~~*~~*~~
Nie musiałem nawet długo myśleć nad słowami, które same swobodnie opuszczały moje usta. Zapisałem już kilka stron, tyle samo przekreśliłem, a wszystko powoli zaczynało mieć jakiś sens. Muzyka jak zawsze pozwoliła mi oderwać się od rzeczywistości, a do tego jeszcze ją odzwierciedlała, pisałem to, co czułem. Tekst mówił wiele, trzeba po prostu go zrozumieć, a tylko jedna osoba, być może, jest w stanie to zrobić.
Gdy tylko skończyłem śpiewać swoją piosenkę, drzwi mojego pokoju otworzyły się i stanął w nich Luke.
Gdy tylko skończyłem śpiewać swoją piosenkę, drzwi mojego pokoju otworzyły się i stanął w nich Luke.
- Twoja? - Uniósł brwi, na co jedynie kiwnąłem głową - Jest świetna, menadżer naszego zespołu jest pod wrażeniem, kilka poprawek i chciałby posłuchać cię na żywo.
- Czekaj - przerwałem mu, nie wiedząc do końca o co mu chodzi - Jakim cudem twój menadżer mnie słyszał?
- Wcale nie podsłuchiwałem! Tylko przechodziłem i usłyszałem, że śpiewasz - zaczął się tłumaczyć, jednocześnie żywo gestykulując - Wtedy zadzwoniłem do Jake'a, który słyszał wszystko przez telefon.
- Po co mam mu ją śpiewać?
- Człowieku, to może być twoja brama do kariery! - krzyknął - Zaśpiewaj mi to jeszcze raz, przez drzwi nie słyszałem aż tak dobrze.
Luke rozsiadł się przy biurku i spojrzał na mnie wyczekująco. Wiedziałem, że jakiekolwiek kłótnie z nim i tak nie miałyby sensu, bo raczej nie należy do osób, które łatwo się poddają, więc zaśpiewałem piosenkę po raz kolejny, dokładnie analizując jej słowa.
- Człowieku, to może być twoja brama do kariery! - krzyknął - Zaśpiewaj mi to jeszcze raz, przez drzwi nie słyszałem aż tak dobrze.
Luke rozsiadł się przy biurku i spojrzał na mnie wyczekująco. Wiedziałem, że jakiekolwiek kłótnie z nim i tak nie miałyby sensu, bo raczej nie należy do osób, które łatwo się poddają, więc zaśpiewałem piosenkę po raz kolejny, dokładnie analizując jej słowa.
"You still make me nervous when you walk in the room
Them butterflies they come alive when I’m next to you
Over and over the only truth
Everything comes back to you"
- Nie wiedziałem, że między tobą i Charlotte coś jest - odezwał się cicho, gdy ostatnie dźwięki gitary rozbrzmiały po pokoju.
- Bo nie ma - burknąłem.
Odłożyłem gitarę i chciałem móc już po prostu położyć się spać. Przez cały dzień nie robiłem praktycznie nic poza graniem, a jednak dopadło mnie cholerne zmęczenie.
- Za trzy dni gramy koncert w mieście. 5 Seconds Of Summer w niewielkim miasteczku ściągnie dość dużą publiczność, masz szansę się pokazać.
Gdy usłyszałem, jak Hemmings zapowiada mój występ, a jego menadżer zaciąga mnie siłą na scenę, miałem ochotę stamtąd uciec, jednak... nie miałem już wyjścia.
- Wielkie brawa dla Nialla! - zawołał Luke.
Rozległy się krzyki, zagłuszane jednocześnie głośnym klaskaniem. Wzrok wszystkich skupiony był w tym momencie na mnie, a z jakiegoś nieznanego mi powodu, cała trema nagle wyparowała.
~~*~~*~~
Propozycja Luke'a tak naprawdę nie była propozycją, on po prostu oznajmił mi, że wystąpię. Przez te trzy dni nie miałem zbytnio kontaktu z Charlie, rozmawiałem wyłącznie z Harrym, a Luke.. nie rozmawiałem z nim, tylko on cały czas do mnie gadał. Spędzałem czas głównie w stajni, albo w studio, gdzie ciągle śpiewałem. Za kilkanaście minut pierwszy raz wystąpię przed tak liczną publicznością. Co prawda brałem udział w wielu konkursach muzycznych, jednak to nie było nic wielkiego, ilość słuchaczy zazwyczaj nie przekraczała 100 osób, a tu.. było ich zdecydowanie więcej. Czułem, jak w momencie, gdy rozbrzmiały ostatnie słowa Jet Black Heart moje serce przyspiesza, a trema nie pozwala mi nawet zrobić kroku naprzód. Ciekawe, czy Charlotte przyszła na koncert. To dość duże wydarzenie, wiem, że sporo osób z Morgan Univeristy się pojawi, ba, Luke nawet załatwił im darmowe bilety z wejściówkami VIP. Gdy usłyszałem, jak Hemmings zapowiada mój występ, a jego menadżer zaciąga mnie siłą na scenę, miałem ochotę stamtąd uciec, jednak... nie miałem już wyjścia.
- Wielkie brawa dla Nialla! - zawołał Luke.
Rozległy się krzyki, zagłuszane jednocześnie głośnym klaskaniem. Wzrok wszystkich skupiony był w tym momencie na mnie, a z jakiegoś nieznanego mi powodu, cała trema nagle wyparowała.
Charlotte?
Subskrybuj:
Posty (Atom)















