Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andy. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 maja 2018

Od Andy'ego cd. Juliet

- Ten dupek zniszczył moje życie, należało mu się - mruknąłem pod nosem, wyrzucając niedopałek papierosa. Wciąż nie mogłem uwierzyć, że był w stanie to zrobić, przecież byliśmy dla siebie jak bracia. To samo mogę powiedzieć o Mirandzie, przyjaźniliśmy się od dziecka, a ona.. nawet nie wiem, co miała na celu. Pieniądze? Sława?
- O czym ty mówisz? - Juliet zmarszczyła brwi, przyglądając mi się uważnie. Uniosła powoli dłoń, dotykając delikatnie mojej napuchniętej i rozciętej wargi. 
- Richard dokładnie wszystko sobie zaplanował, współpracował z Mirandą. Chcieli mnie zabić, majstrując przy hamulcach w moim samochodzie, a gdy przeżyłem wypadek, wymyślili nowy plan. On postanowił udać zatroskanego menadżera, a ona moją dziewczynę, której planuję się oświadczyć. Manipulowali mną, byłem ich zabawką. Kto wie, czy nie planowali podać mi jakiś leków, czy czegokolwiek innego pozorując moje samobójstwo, związane z utratą pamięci i niemożliwością poradzenia sobie z tym. Posunęli się na tyle daleko, że na pewno byli do tego zdolni. 
- Byłeś z tym na policji? - Spytała, a ja po raz pierwszy od dawna wyczułem zatroskanie w jej głosie.
- Zadzwoniłem, a nie powinienem. Po tym wszystkim, co zrobił należy mu się o wiele większa kara, niż więzienie. - Ledwo skończyłem zdanie, a w oddali dało się już usłyszeć syreny policyjne. - Zostawiłem go tam samego, był nieprzytomny i pewnie odpowiem za pobicie i ucieczkę z miejsca zdarzenia. Może mnie uniewinnią, gdy poznają prawdę, a może nie, chociaż szczerze jest mi to już obojętne. Straciłem wszystko bezpowrotnie. 
- Andy... masz rodzinę, fanów, wszystko da się naprawić. 
- Ale nie mam ciebie, a... wciąż bardzo cię kocham.
~~*~~*~~
Ostatnie dwa tygodnie były dla mnie bardzo ciężkie. Policja, więzienie, sąd, ciągłe rozprawy, wieczne rozmowy z psychologiem sądowym, ciągle przedstawianie przebiegu wydarzeń i do tego wszystkiego nie widziałem Juliet. Co prawda pojawiła się na głównej rozprawie i nie raz była wzywana do składania zeznań, jednak ani razu nie było mi dane z nią porozmawiać chociażby przez moment. Cholernie się bałem, że to, co było między nami, już nigdy nie powróci. Nie chciałem jej skrzywdzić, nawet nie byłem świadomy tego, że to robię. Richard i Miranda zrujnowali całe moje życie, wszyscy dowiedzieli się już o moim wypadku, zaniku pamięci, oszustwach menadżera, media aż huczą od informacji, a do mnie ciągle dobijają się dziennikarze. Dzisiejszy dzień spędziłem w Londynie z rodzicami, przylecieli tu specjalnie ze swoich wakacji we Włoszech, wspierali mnie od początku do końca i byłem im za to naprawdę wdzięczny. Mama... chciała porozmawiać z Juliet, jednak wątpiłem, żeby to coś dało. Ona potrzebowała czasu i sam planowałem z nią poważnie pogadać, ale w odpowiednim momencie, który nie mam pojęcia kiedy nastanie. O wiele łatwiej byłoby, gdyby to ona się odezwała, wiedziałbym chociaż, że jest na to gotowa, jednak.. wiem, że raczej tego nie zrobi. Gdybym tylko mógł cofnąć czas... 

Zaparkowałem samochód niedaleko wejścia do akademika i jeszcze długo po zgaszeniu silnika siedziałem w środku, zastanawiając się co będzie dalej. Za kilka dni znów zaczynam terapię, chociaż wątpię w całkowite przywrócenie mojej pamięci, mimo że ułatwiłoby to naprawdę wiele. Podczas tych dwóch tygodni przypomniałem sobie parę wydarzeń, ale to wciąż było mi za mało. Zresztą.. po tym co przeszła Juliet nic nie jest już w stanie tego naprawić, a ja nie chcę sobie więcej przypomnieć. Wiem, że gdy kolejne wspólne wspomnienia wrócą będzie to coraz trudniejsze. Zastanawiałem się już nad odejściem z Morgan University, nie raniłbym tym ani sieibe, ani Ju... co ja gadam. gdybym tylko wyjechał i nie widział na co dzień jej uśmiechu... nie dałbym rady. Moje uczucia do niej wróciły już dawno, chciałem je jakoś zahamować, nie pozwolić im się ujawnić, jednak było to o wiele silniejsze. Zakochałem się w niej od nowa, a ona.. nie chce mnie znać. 
Biorąc kilka głębokich wdechów wysiadłem z samochodu, od razu wypuszczając Aresa. Pies był zmęczony podróżą, więc nawet nie musiałem przypinać mu smyczy, bo sam posłusznie szedł obok mnie. Wyjąłem z bagażnika niewielki bagaż, który zabrałem ze sobą w dniu wyjazdu i wszedłem do wnętrza budynku. Odebrałem klucze z portierni, czując na sobie nieprzyjemny wzrok jednego z pracowników, jednak zbytnio się tym nie przejmowałem, tylko udałem się prosto do swojego pokoju. Ares zajął swoje ulubione miejsce na dywanie obok łóżka, a ja odstawiając bagaż koło biurka, postanowiłem pójść na chwilę do Hurricane, w końcu dawno się nią nie zajmowałem. Zamknąłem drzwi na klucz i spokojnym krokiem udałem się w stronę schodów. Byłem cholernie zmęczony, ale nie chciałem kłaść się spać tak wcześnie, ledwo dochodziła godzina piąta po południu. Zszedłem na dół, mając nadzieję, że tym razem nie natknę się na nikogo z pracowników, a w głębi duszy chciałem spotkać tam kogoś innego. Otwierając drzwi wyjściowe zauważyłem Juliet wracającą ze stajni. Dziewczyna zatrzymała się, gdy mnie zobaczyła i doskonale było widać, że nad czymś bardzo silnie się zastanawia. Odwróciła się, kierując z powrotem w stronę stajni.
- Juliet! Zaczekaj. - Zawołałem za nią, szybko dorównując jej kroku.
- Wszystko już w porządku? - Spytała uśmiechając się delikatnie. - Na wcześniejszych rozprawach było ciężko.
- Wszystko się wyjaśniło, zebrali zeznania od wielu świadków, a Richard i Miranda poszli siedzieć - odpowiedziałem, nie chcąc zbytnio skupiać się na tych wydarzeniach. Juliet kiwnęła głową, a między nami zapadła niezręczna cisza. Dziewczyna spuściła wzrok, a ja nie byłem w stanie wypowiedzieć jakiegokolwiek słowa, w sumie nawet nie wiedziałem, co powinienem w tym momencie powiedzieć. - Możemy się przejść?


< Juliet? powolutku się rozkręcam po wakacjach od blogowania >

niedziela, 18 marca 2018

Od Andy'ego cd. Juliet

- Wiedziałem. - Wycedziłem przez zaciśnięte zęby. - Wiedziałem, że nigdy nie chciałem brać ślubu, dlatego tak zdziwiło mnie, że według Richarda jechałem po pierścionek zaręczynowy. Oszukiwał mnie od początku, całkiem dobrze to sobie zaplanował.
- Andy... - zaczęła, jednak zaraz przerwałem i odwróciłem się w jej stronę. W mojej głowie pojawiło się tylko jedno pytanie, czemu Juliet nie mówi mi całej prawdy? Nie chce, żebym sobie przypomniał? Ja.. złamałem jej serce, ale nawet o tym nie wiedziałem, to trudne nie tylko dla niej. Jak okropnym trzeba być, by stracić z pamięci najukochańszą osobę w swoim nędznym życiu.
- Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?  Pokłóciliśmy się w dzień wypadku?
- Kilka godzin wcześniej - wydukała, biorąc oddech po każdym słowie. - Zdążyliśmy już trochę ochłonąć, emocje opadły, można powiedzieć, że się pogodziliśmy i wtedy... wtedy pojechałam do studia, z którego miałeś mnie później odebrać. Wszystko było dobrze, ale.. nie przyjechałeś.
Zmarszczyłem brwi, próbując cokolwiek sobie przypomnieć. Faktycznie. Menadżer powiedział mi, żebym został trochę dłużej, a on wyśle kogoś z ekipy, by odwiózł Juliet do domu. Nie chciałem się zgodzić, ale to były "ważne interesy". Nowe kontrakty, terminy koncertów i spotkań z fanami, przecież to wszystko mogło poczekać.
- Ja... ja muszę trochę pomyśleć - odpowiedziałem, wpatrując się w jakiś punkt na końcu korytarza. - Przepraszam.
W mojej głowie zaczęły pojawiać się przebłyski wspomnień. Jechałem.. gdzieś, nie mogłem dojść do tego, gdzie dokładnie, było to ukryte w głębi mojego umysłu i nie było na tyle ważne, co reszta informacji. Z naprzeciwka widziałem tylko błyski reflektorów, jakieś zwierze przebiegające przez jezdnię i... hamulce nie zadziałały. Uderzyłem w drzewo z ogromną siłą, a samochód, który jechać z naprzeciwka, zahaczył o tył mojego auta. Jakim cudem przeżyłem? Pewnie większość uznałaby, że Bóg nade mną czuwał,  ale ja w niego nie wierzę, więc co innego? 
Nie to było w tym momencie najważniejsze. Czemu hamulce nie zadziałały? To był nowy samochód, kupiłem go w salonie ledwo tydzień przed wypadkiem. Nie pamiętam, co się później z nim stało, chociaż podejrzewam, że poszedł do kasacji.
Muszę porozmawiać z Richardem, chociaż i tak jestem pewny, że nie powie mi prawdy. Może jak zaleję go masą pytań w końcu zmiesza się w swoich zeznaniach i dowiem się czegoś więcej.
~~*~~*~~
To, co wydarzyło się kilka minut wcześniej obróciło moje życie do góry nogami - po raz kolejny. Zadzwonił do mnie Colton, członek naszej ekipy, prawa ręka menadżera i... przeprosił mnie. Powiedział, że nie może tak dłużej i wyznał mi całą prawdę. To było dla mnie za dużo, nie potrafiłem pogodzić się z prawdą, z tym, że komuś tak bardzo zależało na odebraniu mi życia, czy chociażby zdrowia, by zbić na tym fortunę. Colton znalazł mój fałszywy testament, według którego miałem popełnić samobójstwo i majątek rozdzielić na rodziców, Richarda i "moją kochankę Mirandę''. Nie mogłem uwierzyć, że dziewczyna, która była dla mnie jak siostra postanowiła zniszczyć mi życie razem z menadżerem, który był też moim najlepszym przyjacielem. 
- Richard? Musimy się spotkać - odezwałem się, słysząc jego głos w słuchawce telefonu. 
- Jestem w Londynie do jutra, wiesz gdzie. Coś się stało?
- Mam nową piosenkę, chcę żebyś ją przesłuchał - odpowiedziałem, starając się za wszelką cenę zachować spokój.
- To świetnie! Widzę, że wracasz do zdrowia.
- Coś w tym stylu, niedługo się spotkamy. - Rozłączyłem się i pospiesznie naciągnąłem na siebie buty i kurtkę. Nie daruję mu tego, jeszcze mnie popamięta.
Wybiegłem z pokoju jak poparzony, nawet nie wiedziałem, czy zdążyłem zamknąć drzwi.
- Andy. - Usłyszałem za sobą, gdy tylko stanąłem przy schodach. Nie musiałem się odwracać, żeby rozpoznać czyj to był głos.- Wiem już wszystko, muszę się z nim teraz spotkać.
- Z kim?
- Z Richardem, zabiję go za to co mi zrobił, zabiję go za to, co nam zrobił.




Juliet? 
po tej przerwie wyszłam z wprawy, więc średnie takie

czwartek, 25 stycznia 2018

Od Andy'ego cd. Juliet

- Gdybym tylko mógł cofnąć czas... nigdy nie zapomniałem tego, co czułem do ciebie, ale zostało mi wpojone, że to miłość do Mirandy. - Zacząłem, chcąc dokładnie wyjaśnić jej w jakiej sytuacji znalazłem. - Po obudzeniu byłem kompletnie zdezorientowany, szukałem osoby, którą kocham, myślałem jedynie o tym i wtedy pojawiła się Miranda, zachowująca się właśnie jak miłość mojego życia. To.. nie było takie proste, bo pamiętałem ją i wtedy najbardziej się wystraszyłem. Skoro mówiła, że jesteśmy razem, to.. cholera, w ogóle nic przy niej nie czułem, bałem się, że zapomniałem najważniejszą osobę w moim życiu, więc odkąd tylko wyszedłem ze szpitala wpajałem sobie, że ją kocham, bo nie chciałem się przyznać, że nie wiem kim jest, by jej nie zranić. Może w ten sposób bardziej przyczyniłem się do zapomnienia twojej osoby, nie wiem. Matko boska! Pamiętasz Zaklinaczkę duchów? Gdy Jim umarł i został na ziemi jako duch, wszedł w ciało Sama, z którego po wypadku odeszła już dusza. Co się wtedy stało? Sam jednak przeżył, ale nic nie pamiętał, wciąż był tym Samem sprzed wypadku, jednak czuł w sobie miłość do Melindy, której nigdy w swoim życiu nie widział na oczy, a dlaczego? Bo w środku była dusza Jima, jej męża. Trochę namieszałem, wiem, ale chodziło mi o to, że nie pamiętał Melindy, ale czuł, że ją kocha.
- Skąd wiesz, że oglądałam ten serial? - Spytała, marszcząc brwi.
- My... - zacząłem i gdy tylko sobie uświadomiłem o co chodzi, zacząłem się nerwowo śmiać - ...oglądaliśmy go razem, w każdy piątek po pięć odcinków. Cholera, żeby to było takie proste, żeby to wszystko przypomniało mi się na raz, a nie tylko co jakiś czas. - Ostatnie zdanie skierowałem już bardziej do siebie, niż do Juliet. Nawet nie wiem, czy mnie usłyszała, zresztą nie powiedziałem nic istotnego, czegoś, czego już by nie wiedziała. 
- Ja.. ja już pójdę - odezwała się, biorąc przy tym głęboki wdech. Wysiliła się na słaby uśmiech, odwróciła się i złapała za klamkę.
- Zaczekaj - westchnąłem, łapiąc ją za rękę, zanim zdążyła wyjść.
- Po co? - Spytała, a w jej oczach zauważyłem znów pojawiające się łzy.
- Nie chcesz, żebym sobie cokolwiek przypomniał? Juliet.. to nie moja wina, gdybym tylko mógł chciałbym pamiętać, nie potrafię się z tym pogodzić, ze nie mam na to żadnego wpływu.
- Nie wiem, ja... ja po prostu nie wiem, jak by to miało wyglądać. Przypomnisz sobie i co wtedy? Będziemy udawać, że nic się nie stało?
- To zależy.
- Od czego?
- Od ciebie - odpowiedziałem. Kocham ją, co więcej mogę powiedzieć. To idiotyczne, jak można czuć w sobie tak silne uczucie, a... nie pamiętać kogo się nim darzy.
- Myślę, że nie tylko ode mnie. - Wyrwała dłoń z mojego uścisku i wyszła z pokoju.
~~*~~*~~
Przez resztę dnia nie robiłem nic konkretnego, leżałem w łóżku wpatrując się w sufit mając ogromną nadzieję, że zaraz moja pamięć wróci i wszystko będzie jak dawniej. Mhm. Nawet jeżeli by wróciła, nic nie mogłoby być już jak dawniej. Niektórych rzeczy nie da się naprawić, jednak ja wciąż staram się być myśli, że jakoś to będzie. Dopiero wieczorem zebrałem się, by wziąć laptopa i po raz kolejny spędzić pół nocy w Internecie, szukając jakichkolwiek wspomnień. Portale plotkarskie podawały miliardy różnych wiadomości, jednak nie byłem w stanie określić, ile z nich było prawdziwych. Dziwnie się czułem, czytając o rzeczach, których zbyt dobrze nie pamiętałem. Większość z nich była mi znajoma, jednak w głowie wciąż miałem kogoś innego u boku - Mirandę. Jakim cudem udało jej się tak namieszać mi w głowie? Jakim cudem się na to wszystko nabrałem? Chyba powinienem się w końcu z nią skonfrontować, jednak do tego czasu wolałbym mieć trochę więcej wiedzy o moim dawnym życiu, sporo wtedy rozliczę się i z Mirandą i z menadżerem.
Zamknąłem laptopa i odłożyłem na biurko, chcąc pójść na kolację, żeby zaraz potem położyć się spać. Nie miałem siły kompletnie na nic, więc taki plan podobał mi się bardziej, niż przeglądanie portali plotkarskich do samego rana. Naciągnąłem trampki na nogi i przed wyjściem nakarmiłem jeszcze Aresa. Korytarze były puste, zresztą, ilu ludzi można spodziewać się tu podczas ferii? Bardzo wielu uczniów wróciło do swoich domów, lub po prostu gdzieś wyjechało, inni woleli nadrobić zaległości, a jeszcze inni - na przykład ja - postanowili zostać.. bo tak. Przechodząc obok drzwi Juliet, mimowolnie spojrzałem na nie, chcąc przypomnieć sobie jak kiedyś do niej przychodziłem. Miałem już iść dalej, gdy drzwi się otworzyły. 



Juliet?

sobota, 20 stycznia 2018

Od Andy'ego cd. Juliet

Pewnie jeszcze spędziłbym trochę czasu pod prysznicem, jednak zaniepokoiło mnie głośne szczekanie Aresa. Dopiero gdy wyszedłem, zauważyłem ogromną wichurę panującą za oknem.
- Aż tak cię to przeraziło? - Westchnąłem i zamknąłem okno. Ares nie był raczej strachliwym psem, chyba że chodziło o... burzę. Dokładnie w tym samym momencie, gdy pojawiła się w mojej głowie myśl o takiej pogodzie, na zewnątrz błysnęło, a zaraz potem rozległ się grzmot. - Okej, już rozumiem. Wyjątkowo pozwolę ci spać na moim łóżku.
Pies jak na zawołanie wskoczył na pościel i wygodnie się rozłożył. Zasłoniłem rolety, żeby bardziej go nie stresować błyskami i w tym momencie jakby coś mi się przypomniało. Jeszcze ktoś bał się burzy, ale... cholera, nie pamiętam. Wiem, że zawsze przychodziła ( bo na pewno była to ona ) do mnie, bo nie mogła sama zasnąć. Moje myśli uparcie krążyły wokół Mirandy, a ja miałem ochotę napisać do niej wiadomość i upewnić się, że chodziło o nią. Momentami potrzebuję potwierdzenia prostych informacji, czasem jestem czegoś prawie pewny, jednak i tak pytam, by mieć sto procent pewności, co teraz jest już nie możliwe, zwłaszcza gdy wszyscy na około mnie okłamują. 
Westchnąłem ciężko i zgasiłem światło z zamiarem położenia się do łóżka, co jednak nie było mi dane, bo zaraz usłyszałem pukanie do drzwi. Ares podniósł się i zaczął szczekać w stronę, z której dochodziło go stukanie, a ja szybko naciągnąłem na siebie jakieś spodnie dresowe. Zapaliłem światło i przekręciłem kluczyk w drzwiach. Gdy je otworzyłem poczułem się jakoś... znajomo. 
- Coś się stało? - Spytałem, zerkając na Juliet, która od razu spuściła wzrok. 
- Ta.. nie.. nie wiem w sumie dlaczego przyszłam - zaczęła się trochę mieszać.
- Ty boisz się burzy - szepnąłem bardziej do siebie niż do niej. Pamięć wraca, wolno, cholernie wolno, ale co jakiś czas mam przebłyski z mojego dawnego życia. Dziewczyna pokiwała niepewnie głową.
- Ja.. powinnam wrócić.. dobranoc - odezwała się i już miała odejść, gdy na korytarzu zgasło światło. Czy naprawdę w tym akademiku wystarczy byle burza, żeby zaraz nie było prądu? 
- Możesz zostać, jeśli chcesz - odpowiedziałem. - Nie mam nic przeciwko, mogę.. spać na fotelu, żaden problem. Już chyba kiedyś na nim spałem i jest całkiem wygodny.
- Spałeś na nim na początku naszej znajomości, wtedy też.. bałam się i.. 
- Wejdź, nie będziemy rozmawiać na korytarzu. - Otworzyłem szerzej drzwi, wpuszczając dziewczynę do środka. Odnalazłem po omacku swój telefon i włączyłem latarkę, chcąc jakoś oświetlić jej drogę, chociaż uprzedził mnie w tym błysk za oknem. Czy coś więcej sobie przypomniałem? Nie. To znaczy doskonale pamiętam już całą sytuacje, jednak.. nie widzę twarzy. Czy to możliwe, że tak bardzo namieszali mi w głowie? Wpajali mi, że wszystkie chwile z dziewczyną, które pamiętałem były z Mirandą, przy czym w większości z nich naprawdę była Juliet. 
- Przepraszam - odezwałem się, gdy dziewczyna usiadła na skraju łóżka. - Przepraszam, że cię nie pamiętam, chociaż bardzo bym chciał. Nie potrafię zrozumieć dlaczego zniknęłaś z moich wspomnień. 
- Może.. przestałeś mnie kochać i nie byłam już istotna.
- Pamiętam większość osób. Pamiętam mojego ulubionego kolegę z podstawówki i nauczycielkę, która zawsze wystawiała mi same jedynki. Pamiętam właściciela baru, w którym grałem kiedyś koncert. To są mało istotne osoby w moim życiu, a je pamiętam. Jezus Maria - westchnąłem - Ile razy powtórzyłem słowo pamiętam?
- Dużo.
- Mniejsza z tym. Pamiętam tych mało ważnych, a największą trudność miałem.. z przypomnieniem sobie mamy. Nie wiedziałem kim jest kobieta, która siedzi przy moim łóżku i ściska moją dłoń, powtarzając, że będzie dobrze. Zaraz za nią stał mężczyzna, myślałem, że jest lekarzem. Zdziwiłem się, gdy powiedział do mnie synu. Wyjaśnili mi wszystko, a ja udawałem, że ich znam, że wiem kim są, gdy tak naprawdę nie miałam zielonego pojęcia. Przypomniałem sobie ich dopiero po jakiś dwóch tygodniach, przez ten czas byli dla mnie jak obcy ludzie. 
Odetchnąłem z ulgą, wyrzucając to z siebie. Może zapomniałem o Juliet właśnie dlatego, że tak wiele dla mnie znaczyła? 
- To trochę.. - zaczęła, jednak jej przerwałem.
- Dziwne, wiem. Nawet ciężko mi się z tego wytłumaczyć, nie potrafię tego racjonalnie wyjaśnić.
- Nie musisz mi nic wyjaśniać. Czasu i tak się nie cofnie, więc może lepiej zostawmy przeszłość. Może powinieneś układać sobie życie na nowo.
- Ale ja muszę wrócić do przeszłości, chcę znów moje życie, to które było przed wypadkiem.



Juliet? 

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Od Andy'ego cd. Juliet

Z całej siły uderzyłem pięścią w ścianę budynku, chociaż i tak nic nie było w stanie rozładować wszystkich emocji, jakie się we mnie nagromadziły. Amnezji nie życzyłbym nawet największemu wrogowi, chociaż nie pamiętam, czy takiego miałem. Przyłożyłem dłonie do twarzy, chcąc jakoś uspokoić swoją wewnętrzną walkę. Pójść za nią? Nie. Ona potrzebuje czasu, to bardzo ją zraniło, ciągle nie znam dokładnych szczegółów, jednak wiem, że poważnie to na nią wpłynęło. Zraniłem ją. Cholernie mocno, a nawet nie byłem tego świadomy.
Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz, na którym pokazało się zdjęcie Mirandy i jedynie wyciszyłem, chowając komórkę z powrotem do kieszeni. Westchnąłem ciężko i wszedłem do budynku akademika, kierując się prosto do swojego pokoju. Nie chciałem już z nikim rozmawiać, chciałem pójść spać, dać sobie chwilę spokoju. Od razu zamknąłem drzwi na klucz i poszedłem do łazienki. Zatrzymałem się przez dłuższą chwilę przy lustrze. Wpatrując się tępo w swoje odbicie.
- Dlaczego nic nie pamiętasz? - Wycedziłem przez zęby sam do siebie. Wziąłem szybki zamach i uderzając pięścią w lustro, rozbiłem je na małe kawałki.
Wróciłem do pokoju i zacząłem ponownie szukać informacji w Internecie, jednak nie dowiedziałem się nic nowego. To, że byliśmy parą i wyglądaliśmy na szczęśliwych już wiedziałem, ale.. kilkukrotnie znalazłem zdjęcia z Mirandą. Kiedyś podejrzewali nas o związek, jednak w jednym z wywiadów wyjaśniłem, że przyjaźnimy się od dziecka i nie potrafilibyśmy być w ten sposób razem. Czy to w pewien sposób rozjaśniło mój umysł? Ani trochę. Wszystko wciąż było ogromną zagadką, a ja nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Rozmawiałem z lekarzem, powiedział, że pamięć powinna sama wrócić w odpowiednim momencie i jak będę skupiał się tylko na tym, moje objawy mogą się jeszcze znacznie pogorszyć. Uważa, że nie powinienem się tym aż tak przejmować i starać wrócić do normalnego trybu życia. Problem w tym, że nie pamiętam dokładnie jak powinien on wyglądać. Żyję w jednym wielkim kłamstwie i tak naprawdę nie ma mi kto pomóc. Jestem zdany tylko na siebie i mogę wierzyć w to, że wszystko sobie przypomnę, chociaż jest to cholernie trudne.
~~*~~*~~
Spałem długo, obudziłem się dopiero w okolicach południa, jednak podniesienie się z łóżka zajęło mi dodatkowe dwie godziny. Wziąłem do ręki telefon i zobaczyłem pięć nieodebranych połączeń od menadżera i jakieś dziesięć od Mirandy. Wiem, że będę musiał z nią porozmawiać, ale... ja wciąż jestem zagubiony, nie mam pojęcia co się dzieje dookoła. Wziąłem głęboki wdech i wybrałem numer do Mirandy.
M: Jezus Maria! Wreszcie! Coś się stało? - Spytała, jednak jej głos nie był zatroskany, była wkurzona.
A: Nie, wszystko w porządku. Wczoraj późno zasnąłem i dopiero wstałem.
M: Na pewno?
A: Tak - odpowiedziałem krótko. Czy powinienem się ucieszyć słysząc jej głos? Widzieliśmy się trzy dni temu i rozmawiamy pierwszy raz od mojego wyjazdu, jednak nie czułem tęsknoty, co utwierdzało mnie tylko w tym, że nie znam całej prawdy.
M: Ja.. słyszałam, że Juliet wróciła do Morgan University, nie wiem, czy to dobry pomysł, żebyś przebywał ze swoją ex, która na dodatek.. nie jest do końca.. normalna.
A: Skąd wiesz, że tu jest?
M: Twój menadżer mi powiedział. Słuchaj, kochanie. Chcę dla ciebie dobrze i uważam, że powinieneś wrócić do domu. Boję się, że ona namiesza ci w głowie.
A: Zostaję tutaj i nie musisz się martwić, unika mnie, a ja i tak nie pamiętam, co się stało. 
M: Tak będzie lepiej dla ciebie, nie chcę żebyś pamiętał przez co musiałeś przez nią przechodzić. Zraniła cię i to bardzo mocno, to wariatka, wykorzystała cię.
A: Nie mogę teraz rozmawiać, zaraz kończy się pora obiadowa, a jeszcze nie byłem na stołówce. 
M: Dobrze, skarbie. Smacznego i.. niedługo pewnie cię odwiedzę. Kocham cię.
A: Ja ciebie też - westchnąłem. Gdyby to była prawda, pewnie wszystko wydałoby się o wiele łatwiejsze, jednak.. tak nie było. 
Pospiesznie się ogarnąłem, bo naprawdę kończyła się pora obiadowa, a śniadanie nie było mi dane zjeść przez to, że tak długo spałem. Naciągnąłem jeszcze tylko buty na nogi i wyszedłem z pokoju, zamykając go na klucz. Ares prawdopodobnie miał dzisiaj lenia, tak samo jak ja, bo nawet nie podniósł się ze swojego legowiska. 
Zbiegłem po schodach na parter, mając nadzieję, że zdążę. Stołówka była już prawie pusta, pozajmowane były tylko nieliczne stoliki, a przy jednym z nich siedziała Juliet. Wziąłem tackę z posiłkiem i poszedłem do niej.
- Mogę? - Spytałem, wskazując krzesło naprzeciw niej. 
- Jeśli musisz. - Wzruszyła ramionami. Cholera. Czemu to wszystko jest takie trudne? Czemu nie pamiętam? 
Odsunąłem krzesło i usiadłem przy stoliku. Wypadałoby coś powiedzieć, ale kompletnie nie widziałem co. 
- Pojedź ze mną do miasta, na kawę - rzuciłem, bo była to jedyna rzecz, jaka wpadła mi do głowy, a Juliet właśnie zaczęła zbierać się do wyjścia. 
- Słucham? - Zmarszczyła brwi.
- Proszę, może to.. w jakiś sposób pomoże mi coś sobie przypomnieć.



Juliet?
Pojedziesz? XD

niedziela, 7 stycznia 2018

Od Andy'ego cd. Juliet

Cholerna jasna! Jakim trzeba być idiotą, żeby nic nie pamiętać. Nienawidzę się za to. Nienawidzę się za ten wypadek. Wszystko dookoła mnie okłamują, a ja nie mam pojęcia kim dokładnie jestem. Dlaczego moja dziewczyna jest mi obca? Dlaczego... jej nie kocham? Dopiero teraz udało mi się to przyznać przed samym sobą. Od początku nie mogłem sobie wyobrazić, że mogliśmy być razem, że jesteśmy parą. Nie czułem do niej tego, co powinno się czuć w związku, jednak próbowałem zachowywać się jak przed wypadkiem, a raczej tak, jak mi powiedzieli.
Elementy układanki, którą prawie złączyłem w całość, zaczynały się rozpadać. Wróciłem do akademika i nie zważając na późną porę wszedłem do pokoju Harry'ego.
- Wszystko w porządku? - Spytał wybiegając z łazienki. Poprawił ręcznik przewiązany w biodrach i wyjął z ust szczoteczkę do zębów.
- Chcę porozmawiać.
- Rozgość się. - Machnął ręką i wrócił na chwilę do łazienki. Chłopak szybko się przebrał, a ja w tym czasie ułożyłem w głowie kilka pytań, które koniecznie musiałem mu zadać. Styles usiadł w fotelu i spojrzał na mnie badawczym wzrokiem. - A więc słucham.
- Okłamują mnie - mruknąłem, wpatrując się w jakiś odległy punkt za oknem.
- Kto?
- Wszyscy, Harry. Wszyscy - westchnąłem, pocierając kark dłonią. - Myślałem, że dużo pamiętam, a okazuje się, że jest o wiele gorzej. Znamy się praktycznie od początku mojego pobytu tutaj, pomóż mi to wszystko zrozumieć.
- Co chcesz wiedzieć? - Spytał.
- Jak to było z Juliet? Chcę wiedzieć wszystko, co wiesz.
- Musiałbyś porozmawiać z Niallem, byliście bliżej niż my, ale myślę, że coś uda mi się opowiedzieć. Hm.. a więc.. poznaliście się tutaj, nie znam dokładnych szczegółów, ale szukam nawet jakiś ogólników. Dużo czasu zajęło wam zbliżenie się do siebie, Juliet była zazdrosna o Mirandę, która okazała się być wtedy twoją przyjaciółką..
- Czekaj - przerwałem mu - Przyjaźniłem się z Mirandą? Kiedy to było?
- Jakoś rok temu - odpowiedział i nie widząc żadnej reakcji z mojej strony, kontynuował - Napisałeś piosenkę dla Juliet, to ona chyba najbardziej was do siebie zbliżyła, wcześniej chyba poważnie się pokłóciliście.
- Jaką piosenkę?
- Tytuł brzmiał.. chwila, zaraz sobie przypomnę... Far Away
- Miranda mówiła, że to piosenka, którą napisałem dla niej. - Zmarszczyłem brwi przypominając sobie tekst piosenki. 
- Nie, napisałeś ją dla Juliet. Możesz spytać Nialla, jeżeli mi nie wierzysz.
- Wierzę ci - westchnąłem. W takim razie okazuje się, że Miranda i mój menadżer mnie okłamali. Dlaczego? - Tylko... dlaczego oni mnie okłamali?
- Ufasz im? Nie wydaje ci się, że.. że mogli tobą trochę zmanipulować? Wykorzystali fakt, że prawie nic nie pamiętasz i.. nie wiem co mogli mieć na celu.
- Muszę sobie przypomnieć. - Schowałem twarz w dłoniach. - Okłamują mnie, chyba.. chyba powinienem porozmawiać z Mirandą.
- Lepiej nie - zaprzeczył od razu - Jeżeli cię okłamują, na pewno nie powiedzą ci teraz prawdy. 
- To co mam zrobić? 
- Nie wiem. - Cóż.. ja też nie wiem. 
~~*~~*~~
Zagłębiłem się w różne wiadomości o mnie w Internecie i powoli próbowałem łączyć fakty, co było cholernie trudne. Nic się ze sobą nie łączyło, a podejrzewałem, że połowa tych informacji to jedynie plotki. Zamknąłem laptopa i ponownie wziąłem do rąk zeszyt. Krzywo nabazgrane literki zgrywały się w jedną całość i kto by pomyślał, że powstały w zaledwie kilka godzin. Przeczytałem cicho pierwsze słowa piosenki i od razu wykonałem telefon do studia, by umówić się na nagrania bez zbędnych prób. Chciałem po prostu jak najszybciej to nagrać.
Nothing left, now I'm feeling numb,
And just like you, I couldn't love someone,
There is no one I can belong to.

Take you out never bring you back again, back again, back again,
Can't recall how we lost our innocence, innocence.
Ja.. czułem, że nie kocham Mirandy, ale nie wiedziałem dlaczego. Skoro byliśmy szczęśliwi tak długo.. a może nie byliśmy? Może Harry ma rację? Może mnie okłamują? Gdyby tylko Juliet chciała mi pomóc to wszystko zrozumieć. Musiałem bardzo ją zranić, że teraz nie jest w stanie spojrzeć mi w oczy chociażby na kilka sekund. 
Złapałem paczkę papierosów i wcisnąłem ją do kieszeni kurtki. Czuję, że jeżeli zaraz nie zapalę to szlag mnie trafi, powoli wracałem do starego uzależnienia, jednak nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie. To mój stary nawyk i może razem z nim wróci coś jeszcze. 
Wyszedłem z pokoju kierując się od razu do wyjścia i ledwo przekroczyłem próg, gdy od razu zapaliłem jednego papierosa. Muszę porozmawiać z Juliet, musi mi pomóc ułożyć wszystko w całość, chociaż wiem, że będzie to dla niej ciężkie. Chciałbym móc to wszystko naprawić, ale najpierw muszę przypomnieć sobie, co zepsułem. 
Usiadłem na ławce przed akademikiem, nie robiąc sobie nic z zakazu palenia. W tym momencie był to akurat najmniejszy z moich problemów. Zaciągnąłem mocno dym do płuc i powoli go wypuściłem, rozglądając się po placu. Zauważyłem, jak ktoś wychodzi ze stajni i od razu rozpoznałem w tej osobie Juliet. Sam jej sposób poruszania się, wydał mi się bardzo znajomy i..  postanowiłem z nią porozmawiać, po raz kolejny. 



Juliet?
jakościowo takie 2/10 ale jest XD

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Od Andy'ego cd. Juliet

Wróciłem do pokoju, a jedna myśl wciąż nie dawała mi spokoju. Z tego, co powiedziała Juliet, byliśmy bardzo blisko, więc czemu jej nie pamiętam? Mirandy też nie pamiętałem, a z tego co powiedział mi mój menadżer podczas wypadku jechałem właśnie po pierścionek zaręczynowy. Dopiero teraz zaczęło mi świtać, że Richard raz udzielił wywiadu za mnie, w którym ktoś pytał go o dziewczynę imieniem Juliet, jednak odpowiedział, że to nie było nic poważnego.
Ktoś kłamie, ale kto?
Wybrałem szybko numer do mojej mamy, chyba nie będzie ściemniać własnego syna. Odebrała dopiero po czwartym sygnale.
- Tak? - Spytała, pewnie nie sprawdziła kto dzwoni, nigdy tego nie robiła.
- To ja - westchnąłem.
- Andy? Coś się stało? - Jej głos przepełniony był troską i jednocześnie przerażeniem.
- Nie, to znaczy.. muszę cię o coś zapytać.
- Dobrze, więc słucham.
- Kim jest Juliet? - Podejrzewałem, że zrozumie do czego zmierzam bez żadnych dodatkowych informacji i.. nie myliłem się.
- Juliet Simms - westchnęła - Poznaliście się w akademii, byliście parą przez długi czas. Dopiero po twoim wypadku dowiedziałam się od menadżera, że już się nie spotykacie, a twoją partnerką jest Miranda, myślałam, że tylko się przyjaźniliście. Nie wspominałeś o tym wcześniej, zresztą, nie mieliśmy zbyt dobrego kontaktu przez ten czas, więc mogłeś mi nie powiedzieć.
- Byliśmy razem? - Zmarszczyłem brwi. Juliet mówiła coś innego.
- Tak, nawet nas odwiedziliście kilka razy. Przypominasz sobie coś?
- Trochę, muszę kończyć - odpowiedziałem i rozłączyłem się. Czyli to Juliet skłamała. Wcale nie było tak, że ona zakochała się we mnie, a ja ją odrzuciłem. Byliśmy razem i chyba zerwaliśmy, ale nie mam pojęcia dlaczego.
Dlaczego jej nie pamiętam? 
Była moją dziewczyną, a ja po prostu ją zapomniałem. Może chciałem? Może zerwaliśmy przez nią i chciałem o niej zapomnieć? Ekh.. nie mam co gdybać, bo w ten sposób i tak nie dojdę do prawdy.
Bez zastanowienia wybrałem numer do mojego lekarza. Odebrał zaraz po pierwszym sygnale.
- Dzień dobry, Andrew Biersack z tej strony. Mam kilka pytań.
~~*~~*~~
Z amnezją bywa różnie. Jedni zapominają najbliższe im osoby, inni starych znajomych bądź ludzi, których znają tylko z widzenia. Myśl o Juliet nie dawała mi spokoju, ciągle obawiałem się, że to ja mogłem ją zranić.
Przekląłem pod nosem i wyszedłem na balkon, wyjmując jednego papierosa z paczki. Odpaliłem go i pospiesznie zaciągnąłem się dymem, co wywołało u mnie nieprzyjemne drapanie w gardle i kaszel. Od wypadku nie paliłem, ale właśnie postanowiłem to zmienić. Wiem, że byłem uzależniony i wciąż jestem, a powrót do tego może chociaż wpłynie na pamięć. Postaram się robić to, co robiłem tutaj wcześniej, ale problem tkwi w tym, że nie mam pojęcia, co robiłem. 
Ja.. ja.. ja musiałem ją zranić i chcę wiedzieć, co się stało. Mam wrażenie, że wszyscy mają przede mną jakieś tajemnice. Ponownie wziąłem do ręki telefon i tym razem zadzwoniłem do mojego menadżera, który odebrał wręcz błyskawicznie.
- Kim jest Juliet Simms? - Spytałem od razu.
- Coś sobie przypominasz? - Jego głos był spokojny, opanowany, ale można było wyczuć w nim trochę stresu.
- Nie, znajomi pytali - skłamałem - Więc?
- Przyjaźniliście się, z tego co mi wiadomo.
- Byliśmy parą, powiedzieli mi.
- Byliście - westchnął - Ona.. jest chora psychicznie, to wariatka. Szkoda, że tak późno to zrozumiałeś i zwlekałeś z zakończeniem tego toksycznego związku, jeszcze trochę i by cię kompletnie wyniszczyła.
- Później się odezwę, cześć. - Rozłączyłem się i rzuciłem telefon na krzesło. Kłamał, słyszałem jak zaczynał się jąkać. Mam tego dość, czuję się jakbym wylądował na obcej planecie. Nie mam pojęcia, co się stało, a nikt nie może, albo nie chce mi pomóc. Mogłem zadzwonić jeszcze do Mirandy, ale.. nie ufałem jej. Nie powiedziałem tego głośno, bo byliśmy parą, ale.. była mi obca.
- Ares, idziemy na spacer - westchnąłem, biorąc do ręki smycz. Mam nadzieję, że świeże powietrze choć trochę mi pomoże i uda mi się chociaż w małym stopniu uporządkować swoje myśli.




Juliet?
czyżbyś też była na spacerze? 

sobota, 30 grudnia 2017

Od Andy'ego cd. Juliet

Od wyjazdu z Morgan University naprawdę wiele zmieniło się w moim życiu, a zaryzykuję stwierdzeniem, że wszystko. Cały świat odwrócił się do góry nogami i nic nie miało szansy stać się takie, jak kiedyś, chociaż lekarze wciąż dawali mi szanse na odzyskanie pamięci. Akademię jeździecką pamiętałem jak przez mgłę. Wiedziałem jak wyglądała, pamiętałem Hephaestusa, kilka wyjazdów w teren. Z kimś się przyjaźniłem, ale kompletnie nie potrafiłem przypomnieć sobie z kim. Przyjechałem tu z powodu przerwy w mojej karierze muzycznej, którą zarządził mój lekarz. Uznał, że powrót do miejsca, w którym spędziłem ponad rok dobrze mi zrobi i być może pamięć choć w niewielkim stopniu zacznie wracać. Będę zwolniony z zajęć szkolnych i zajmę się jedynie indywidualnymi treningami.

Zaczynając od początku...
Pół roku temu miałem poważny wypadek samochodowy. Z tego co wiem w mediach nie pojawiły się żadne informacje o nim, o co dobrze zadbał mój menadżer. Trafiłem do szpitala w ciężkim stanie i dopiero po operacji trwającej około trzech godzin lekarze mogli stwierdzić, czy przeżyję. Obudziłem się dwa dni później, nie mając pojęcia, co się stało. Ciężko mi było zaakceptować fakt, że... mam amnezję, w pierwszej chwili nie rozpoznałem nawet swojego ojca. Musiałem chwilę mu się przyglądać, by przypomnieć sobie kim jest. Z mamą i moją dziewczyną było identycznie. Miranda była przerażona, siedziała przy mnie, odkąd tylko pojawiłem się w szpitalu. Najdłużej zajęło mi przypomnienie sobie właśnie jej. Mój menadżer wtajemniczył mnie we wszystko od nowa, jak się okazało dużo rzeczy pamiętałem, jednak wciąż wiele pozostawało dla mnie zagadką. Nie było to pewne, czy całkowicie odzyskam pamięć, jednak dawano mi spore szanse. Po wyjściu ze szpitala nie mogłem odnaleźć się we własnym mieszkaniu, kompletnie nie wiedziałem, co gdzie jest. Cieszyłem się, że miałem przy sobie Mirandę, która od początku bardzo mnie wspierała. Opowiedziała mi więcej o mojej karierze, chociaż akurat o muzyce pamiętałem naprawdę wiele. Przypomniała mi też parę wydarzeń z naszego związku. Napisałem dla niej piosenkę Far away, pamiętałem ją, jednak nie wiedziałem, że była dla niej. Uczucie jakim ją darzyłem.. nie było.. hm.. silne? Wydawała się dla mnie bardziej przyjaciółką, jednak fakty mówiły same za siebie. Nie chciałem jej krzywdzić przez moją niepamięć, więc starałem się zachowywać normalnie. Menadżer całkowicie odsunął mnie od social mediów i uważnie pilnował wszystkich wywiadów, by nie wyszło na jaw, że uległem wypadkowi. Po dokładniejszych badaniach okazało się, że z mojej pamięci wymazane zostały mniej więcej dwa lata. Wcześniejsze zdarzenia pamiętałem, czasem musiałem nad nimi głębiej pomyśleć, ale ostatecznie wszystko sobie przypominałem.

~
Pierwszy dzień w Morgan University był trudny. Wszyscy witali się ze mną, a ja nie potrafiłem przypomnieć sobie imion przynajmniej połowy z nich. Pamiętałem trochę Harry'ego, Zaina, Julesa i Milesa, ale cała reszta była dla mnie nowa. Potrzebowałem trochę czasu dla siebie, musiałem zadomowić się w nowym miejscu. Na szczęście dostałem ten sam pokój, co kiedyś, więc trochę rozjaśniło się w moim umyśle. Ares wyłożył się wygodnie obok grzejnika.. przecież to było jego ulubione miejsce! Musiałem na nowo oswoić się z Hephaestusem, bo nie do końca wiedziałem, jak się nim zajmować. Moje umiejętności jeździeckie spadły do minimum, jednak według lekarza była to tylko kwestia czasu.
Drugi dzień był odrobinę lepszy. Poczułem się tu tak.. znajomo, wszystko z czymś mi się kojarzyło, w przeciwieństwie do mieszkania Mirandy. Dziewczyna chciała przyjechać tu ze mną, ale nie chciałem jej zadręczać moimi problemami, wiedziałem, że sobie poradzę i wreszcie coś sobie przypomnę.
Wyszedłem z Aresem na spacer, on dobrze wiedział gdzie jest, co odrobinę podnosiło mnie na duchu. Z nim nie mogłem się zgubić.
- Mam nadzieję, że pomożesz mi nadrobić te kilkanaście miesięcy, co? - Uśmiechnąłem się, drapiąc psa za uchem. Szczeknął radośnie, co uznałem jako potwierdzenie i udaliśmy się w drogę powrotną. Nie chciałem iść zbyt daleko, było to dla mnie prawie nowe miejsce, a z moimi umiejętnościami mogłem łatwo się zgubić, chociaż wciąż czuwał nade mną Ares.
Na niewielkim parkingu zaraz przed akademikiem zauważyłem, a raczej mój pies pierwszy zauważył, fioletową torbę. Być może ktoś jej zapomniał, a Ares po powąchaniu jej, nie chciał odstąpić bagażu na krok.
- Zaniesiemy ją do środka, okej? - Westchnąłem, wiedząc że próba negocjacji nie ma żadnego sensu. Wziąłem torbę i razem z psem udaliśmy się do wejścia. Zanim zdążyłem wejść po schodkach, ktoś wybiegł ze środka, trącając mnie w ramię.
- Przepraszam. - Usłyszałem, a dziewczyna prędko się odsunęła - Zagapiłam się.
- W porządku, to twoje? - Spytałem widząc jak rozgląda się po parkingu. W tym momencie Ares zaczął radośnie szczekać i skoczył na dziewczynę.
- Ares? - Szepnęła cicho i dopiero teraz spojrzała na mnie. W jej oczach pojawiło się wiele emocji na raz, nie wiedziałem dokładnie jak to rozumieć. Może się znaliśmy? - Andy?
- Em.. tak, znamy się? - Spytałem, na co dziewczyna zmarszczyła brwi i kucnęła, by móc pogłaskać Aresa.
- Będziesz udawał, że mnie nie znasz? - Mruknęła pod nosem.
- Wybacz, ja prawie nikogo nie pamiętam. Miałem wypadek i.. straciłem pamięć. Próbuję się tu jakoś odnaleźć, ale nie wychodzi mi to najlepiej. - Uśmiechnąłem się słabo. 





Juliet?
miało być dłuższe, ale potrzebuję teraz twojej perspektywy XD

czwartek, 25 maja 2017

Od Andy'ego cd. Juliet

- Już ci mówiłem, że Miranda jest moją przyjaciółką. Traktuję ją prawie jak siostrę, nie mógłbym patrzeć na nią tak samo jak na ciebie. - Uśmiechnąłem się, przyciągając ją bliżej siebie.
Dziewczyna oparła dłonie na moich ramionach i spojrzała na mnie smutnym wzrokiem.
- Ty jesteś wyjątkowa. - Przytuliłem ją, całując jej czoło.
- A-ale - zaczęła, jednak zaraz jej przerwałem.
- Tu nie ma żadnego ale. Kocham tylko ciebie, nikt więcej się dla mnie nie liczy. Wierzysz mi?
- Oczywiście, że ci wierzę, ale..
Znowu nie dałem jej dokończyć zdania, pochylając się nad nią i składając namiętny pocałunek na jej ustach. Ju od razu go odwzajemniła, kładąc dłonie na moich policzkach. Niechętnie przerwałem tą przyjemność, biorąc dziewczynę za rękę i kierując w stronę mojego pokoju.
- Szkoda, że nie chciałaś jej poznać, na pewno byście się polubiły - westchnąłem, siadając na łóżku i pociągając dziewczynę za sobą tak, że musiała położyć się na mnie.
- Moja zazdrośnica. - Uśmiechnąłem się szeroko.
- Nie jestem zazdrosna. - Wywróciła oczami. - Po prostu.. em.. nie lubię jak rozmawiasz z dziewczynami, które są ładne i też z tobą rozmawiają.
- To wcale nie jest zazdrość - zaśmiałem się, całując ją w czubek nosa. - Nie możesz być zazdrosna o każdą osobę, z którą rozmawiam. 
- Nie mam nic przeciwko, żebyś rozmawiał z Niallem, czy Łukiem - zaśmiała się. 
- Chodzi mi o płeć żeńską. - Wywróciłem oczami. - Zależy mi tylko na tobie i nic, ani nikt tego nie zmieni. 
- Przemyślę tą sprawę. - Uśmiechnęła się zadziornie.
Westchnąłem i zaraz potem podniosłem się z łóżka. Wyjąłem z szuflady paczkę Marlboro i podszedłem do drzwi balkonowych.
- Przestałbyś wreszcie palić - jęknęła Ju, przekręcając się na drugi bok. 
- Nie widzę takiej potrzeby, dopóki jeszcze mogę mówić, nie planuję tego rzucać.
- Ech.. z kim ja się zadaję?
- Też cię kocham. - Puściłem jej oczko, wychodząc na zewnątrz.
Odpaliłem jednego papierosa, silnie zaciągając się dymem. Ostatnimi czasy muszę przyznać, że paliłem bardzo mało, a było to spowodowane głównie brakiem czasu, jak i nieprzychylnym nastawieniem Juliet.
Szybko skończyłem palić i wyrzucając niedopałek do popielniczki, wróciłem do pokoju.
- Idziemy gdzieś? - spytałem.
- Robi się późno, nie mam ochoty ruszać się z łóżka - jęknęła, przeglądając coś na telefonie.
- Dopiero szósta, naprawdę chcesz tu zostać? Nie lepiej pojechać na miasto, do kina, coś zjeść, zrobić cokolwiek? 
- Nie. - Krótko i konkretnie. 
Uśmiechnąłem się pod nosem, widząc zachowanie Ju. Była jak takie małe, obrażone dziecko, bo ktoś zabrał jej ulubioną zabawkę.
- Pójdziesz sama, czy mam cię znieść na dół? - spytałem, rozkładając ramiona. 
- Proszę cię, naprawdę nie możemy spędzić reszty tego dnia nic nie robiąc? 
- Niezbyt podoba mi się taka forma spędzania czasu. - Pokręciłem głową - Może w kinie grają coś ciekawego.
- Oj weź przestań, naprawdę nie chce mi się nigdzie iść - jęknęła, po czym rzuciła we mnie poduszką.
- Ej, ej, nie rozpoczynaj wojny!
W tym momencie kolejna poduszka poleciała z końca pokoju, trafiając mnie w głowę.
- Nigdzie nie idziemy! - zaśmiała się, szybko owijając swoje ciało kołdrą.
Westchnąłem, uśmiechając się pod nosem i podszedłem do łóżka, siadając obok niej.
- To w takim razie - szepnąłem, pochylając się nad nią - co będziemy robić?


Juliet?

środa, 10 maja 2017

Od Andy'ego cd. Juliet

- Nie wolisz wykorzystać go inaczej? - Uśmiechnąłem się odgarniając włosy, które opadły Ju na twarz.
- Masz jakieś propozycje? - Przygryzła seksownie wargę.
- Kilka się znajdzie - mruknąłem, muskając delikatnie jej wargi.
- Chętnie ich wysłucham. - Uśmiechnęła się, kładąc ręce na mojej szyi, a zaraz potem zjeżdżając nimi na tors.
- Możemy tutaj spędzić bardzo miło czas.
Dziewczyna ponownie się uśmiechnęła, całując moje usta, a zaraz potem zjeżdżając z pocałunkami na moją szyję. 
- Myślę, że to bardzo dobry pomysł - szepnęła, delikatnie zasysając moją skórę.
- Chcesz mnie oznaczyć? - zaśmiałem się cicho, przejeżdżając dłonią po jej plecach. 
- Niech wszyscy wiedzą, że jesteś tylko mój - mruknęła, nie przerywając wcześniejszej czynności. 
Byłem szczęśliwy, mając przy sobie kogoś takiego jak Juliet. Nie potrzebowałem już nic, ani nikogo więcej poza nią, liczyła się jedynie moja najdroższa panna Simms. Każda chwila spędzona z nią, była dla mnie na wagę złota. Gdybym tylko mógł, nie rozstawałbym się z nią choćby nawet na kilka minut. 
- Od kiedy jesteś taka władcza? - Uśmiechnąłem się, czując jej pełne usta na moim ciele. 
- Czasem mi się zdarza - mruknęła, przygryzając skórę na mojej szyi - A co? Podoba ci się? 
- Bardzo, ale chyba już powinniśmy się zamienić rolami.
Jednym ruchem przekręciłem Juliet na bok i skończyliśmy w identycznej pozycji co wcześniej, jednak teraz to ja byłem nad nią. 
- Teraz już nigdzie mi nie uciekniesz. - Uśmiechnąłem się, na co dziewczyna zaśmiała się uroczo.
- Nawet nie miałam takiego zamiaru.
Dziewczyna spojrzała mi w oczy, a zaraz potem zjechała wzrokiem na moją szyję. Uniosła dłoń, a przejeżdżając nią po mojej skórze, wywołała przyjemne ciarki.
- Ładnie to wygląda, pasuje ci róż i delikatny fiolet - zaśmiała się.
- Będę musiał teraz nosić golfy? - Uniosłem brwi, całując ją w czubek nosa.
- Jeżeli będziesz chciał je ukryć, to nie masz wyjścia. - Wzruszyła ramionami.
- A ty? Będziesz je ukrywać?
- Ale ja nie..
Tu już nie dałem jej dokończyć, przylgnąłem ustami do jej aksamitnej skóry. Dziewczyna zaczęła się śmiać i próbowała mnie odepchnąć, tłumacząc się łaskotkami.
- Andy! - pisnęła - To łaskocze!
Nie pozwoliłem dziewczynie się wyrwać i pozostawiłem kilka różowych śladów na jej szyi.
- Skończyłeś? - zaśmiała się, próbując złapać oddech.
- Jeszcze nie. - Uśmiechnąłem się, ponownie obdarowując pocałunkami jej szyję i dekolt.
W tym momencie przypomniało mi się coś, co chciałem pokazać Juliet już wcześniej, jednak jakoś nie było wczoraj okazji. Podniosłem się z łóżka, a dziewczyna spojrzała na mnie lekko zdezorientowana. Zabrałem telefon z biurka i szybko go odblokowałem, zajmując miejsce obok dziewczyny.
- Chcę ci coś pokazać, ale.. - mruknąłem przewijając historię przeglądania - .. muszę to najpierw znaleźć.
Jak to możliwe, że od wczoraj wszedłem już na tyle stron, że miałem spory problem z odnalezieniem tej właściwej.
- O! Mam - powiedziałem, klikając odpowiednią stronę.
Podałem telefon dziewczynie, by mogła samodzielnie przeanalizować artykuł i zdjęcie w nim zawarte.
- Zostałaś moją dziewczyną już wczoraj, tylko o tym nie wiedziałaś. - Uśmiechnąłem się szeroko.
Tytuł artykuły brzmiał mniej-więcej "Andy Biersack ma nową dziewczynę! Nie potwierdził tego oficjalnie, jednak zdjęcia mówią same za siebie!". W tekście padło również kilka informacji na temat niewielkiego kłamstwa z mojej strony, że "to tylko koleżanka", jednak obroniło mnie twierdzenie, że może w trakcie przyjaźni to uczucie się pogłębiło. Sam dokładnie nie wiem, w którym momencie zrobili to zdjęcie, jednak ja już nie chcę nic ukrywać. Juliet jest moją dziewczyną i kocham ją nad życie.



Juliet?

piątek, 5 maja 2017

Od Andy'ego cd. Juliet

- Spokojnie, Ju - szepnąłem, gładząc ją delikatnie po plecach.
- J-jak mam być spokojna? - załkała - Ja już tak dłużej nie potrafię.
- Już późno, skarbie. Powinnaś teraz odpocząć - powiedziałem cicho, kładąc jej ręce na ramionach i zmuszając do nawiązania kontaktu wzrokowego - Przepraszam, że tak się wcześniej zachowałem, naprawdę nie chciałem, żeby tak wyszło.
- A-ale tu nie chodzi tylko o to - odpowiedziała łamiącym się głosem.
- Spokojnie, powinnaś odpocząć.
Widziałem, że z chwili na chwilę z dziewczyną robi się coraz gorzej, więc opcja odpoczynku wydawała się bardzo dobrym wyjściem. Dalsze rozmowy mogłyby skończyć się dużo gorzej, a ja nie potrafiłem już patrzeć na jej łzy.
- Jest późno, musisz się wyspać. Porozmawiamy jutro, na spokojnie, bez żadnych nerwów i płaczu, zgoda? - Zaproponowałem, ponownie ją do siebie przytulając.
- Okej - szepnęła, a jej głos delikatnie się załamał.
Moje serce pękało na pół, gdy każde jej słowo przepełnione było bólem. Dziewczyna cierpiała, a ja nie mogłem tego znieść, musiałem jakoś wszystko naprawić. Sporo spraw złożyło się na raz, a ja chciałbym rzucić to wszystko w niepamięć i móc zostać tylko z Juliet. Nikogo więcej do pełni szczęścia nie potrzebuję, no dobra Ares i Amfitryta też, ale teraz liczy się tylko moja kochana panna Simms.
- Zostaniesz na noc, prawda?
- Myślałam, że może lepiej będzie mi wrócić do siebie - powiedziała cicho.
- Nie zostawię cię samej w takim stanie. Mogę spać na fotelu, albo z Aresem na dywanie. - Wzruszyłem ramionami, powodując delikatny uśmiech na twarzy dziewczyny.
- Nie będziesz spał na podłodze, skoro łóżko jest wystarczająco duże.
- Zrobię wszystko, tylko zostań ze mną - szepnąłem, całując dziewczynę w policzek.
Kiwnęła niepewnie głową i powiedziała, że pójdzie wziąć prysznic i zaraz potem wróci. Nie chciałem jej stąd wypuszczać, wolałem ciągle mieć ją przy sobie, by mieć pewność, że już nie będzie płakać. Gdy tylko opuściła mój pokój, zacząłem błagać w myślach, by jak najszybciej z powrotem tu przyszła. Sam by nie tracić czasu, wziąłem coś do przebrania i poszedłem wziąć szybki prysznic.
~~*~~*~~
Gdy wyszedłem z łazienki, nie miałem zielonego pojęcia, co ze sobą zrobić. Usiadłem pod ścianą, chcąc jakoś logicznie o tym wszystkim pomyśleć. Juliet miała problemy, nie wszystkie były związane
ze mną, jednak w wielu z nich miałem swój udział. Ja po prostu nie potrafię okazywać uczuć, jak każdy normalny człowiek. Jestem całkiem inny, robię to na swój niedoskonały sposób, którego choćbym chciał, nie umiem i nie wiem nawet jak zmienić. To naprawdę trudne, gdy nie potrafisz pokazać, co tak naprawdę czujesz. 
Podniosłem się z podłogi i w tym samym momencie do pokoju weszła Juliet. Czy to już odpowiedni moment, by zadać TO pytanie? Chwila, chwila, co ona ma za koszulkę? 
- Skąd masz moją koszulkę? - Zmarszczyłem brwi.
- Jaką koszulkę? - spytała, udając zdziwioną i zakładając ręce na piersi.
- Ładnie w niej wyglądasz - zaśmiałem się, widząc jej reakcję.
- Dzięki. Nie zamierzam ci jej oddać,
- Ju? Mogę cię o coś spytać? - Andy i tak wiem, że nie dasz rady jej o to zapytać.
- Em.. jasne, o co chodzi? 
- Bo.. hm.. jeżeli zacznę się jąkać, to bardzo przepraszam. - Potarłem kark dłonią - Bardzo cię lubię, w sumie to nie lubię, kocham cię, już ci to powiedziałem, ale powtórzę jeszcze raz, bo naprawdę mi zależy i.. ja pierdolę, nie potrafię zebrać słów.
- Okej, spokojnie, rozumiem. 
- Właśnie nie rozumiesz, jeszcze nie rozumiesz, bo miałem cię najpierw spytać.
- Andy, przestań tak kręcić. Po prostu mów o co chodzi - jęknęła, opierając ręce na biodrach.
- Wiem, że to takie nieoficjalne, nie pomyślałem wcześniej o tym, że powinienem coś kupić, byłoby wtedy bardziej oficjalnie. Dobra, już przestaję mieszać. - Potrząsnąłem głową. - Zaraz cię pocałuję, gdy to odwzajemnisz, zgodzisz się być moją dziewczyną, a gdy nie..
Tu już nie zdążyłem dokończyć, bo Juliet położyła swoje dłonie na moich policzkach i wpiła się w moje usta. 

Juliet?

poniedziałek, 1 maja 2017

Od Andy'ego cd. Juliet

Nie wiem, kto miał więcej frajdy, ja, Juliet, czy mała Alex, ale wszyscy byliśmy roześmiani i w świetnych humorach. Zawsze bardzo lubiłem dzieci, moja mama zawsze zajmowała się córeczką przyjaciółki, podczas gdy ona była w pracy i pamiętam, jak zawsze wracałem szybko do domu, żeby jej pomóc. Maluchy są takie urocze, gdybym mógł chyba zatrudniłbym się w jakimś przedszkolu, chociaż.. to chyba nie na moje nerwy. Okej, zająć się jednym dzieckiem jest dużo łatwiej niż całą gromadą. Zawsze mogę po prostu zostać opiekunką, to całkiem przyjemna praca.
Cholera, Andy. Jesteś piosenkarzem, wykonujesz raczej ciężką muzykę, a chcesz być niańką?
Może kiedyś, jak będę stary, albo przez papierosy mój głos pogorszy się na tyle, że nie będę mógł już śpiewać? Tak, tak, to chyba dobry pomysł, zapewniający mi całkiem przyzwoitą przyszłość. Nie mam zamiaru zbyt szybko rezygnować z mojej kariery muzycznej, wręcz przeciwnie, chcę coraz bardziej ją rozwijać.
Skończyły mi się pomysły na granie dalszych melodii, jednak w tym momencie zauważyłem, że Alex położyła się na łóżku, a jej małe, zmęczone oczka po chwili się zamknęły i dziewczynka zasnęła. Odłożyłem ostrożnie gitarę na biurko i razem podeszliśmy do małej, przykrywając ją kocykiem. Juliet opadła na łóżko, zaraz obok.
- Małe dzieci są dość męczące - westchnęła.
- Przestań, słodka jest. 
- No niby tak, ale na co dzień byłoby to bardzo wymagające.
- Ta mała jest świetna, zróbmy sobie taką. - Uśmiechnąłem się szeroko, a widząc lekko zdezorientowany wyraz, twarzy Juliet od razu postanowiłem zareagować - Żartowałem... może być chłopiec.
- Andy - zaśmiała się, uderzając mnie ramię.
- No co? - Nie potrafiłem powstrzymać uśmiechu, który ciągle cisnął mi się na twarz.
- Nic - pokręciła głową.
- Jeszcze się dogadamy co do płci - zaśmiałem całując ją w czoło.
~~*~~*~~
Alex ledwo się obudziła, a już przyszła po nią pani Ruby. Podziękowała nam za opiekę i jednocześnie przeprosiła, że tak nagle powierzyła nam tak wielki obowiązek. Oczywiście nie mieliśmy z tym żadnego problemu, a nawet poleciliśmy się na przyszłość.
- Już za nią tęsknisz? - zaśmiałem się, widząc jak Ju wpatruje się w zamknięte drzwi.
- Śmiej się, śmiej, ale ta mała była naprawdę świetna.
- Dobra, też muszę to przyznać. - Uśmiechnąłem się i wstałem z łóżka, podchodząc do biurka. 
Sięgnąłem do szuflady i wyjąłem z niej paczkę papierosów. Ostatnimi czasy bardzo mało palę, a jest to głównie spowodowane tym, że brakuje mi czasu. Wolę posiedzieć razem z Juliet, niż iść zapalić. 
- Idziesz ze mną? - spytałem, wskazując na drzwi balkonowe. 
- Mogę iść. - Wzruszyła ramionami i wstała, jednak Ares szybko ją zatrzymał, domagając się pieszczot. 
Gdy udało jej się go ominąć, wyszliśmy na balkon, a ja wyciągnąłem papierosa z paczki, którą po chwili wystawiłem w stronę Juliet. Dziewczyna kiwnęła przecząco głową i oparła łokcie o barierki, obserwując padok, na którym właśnie pasły się konie. 
- Nie chcesz, bo nie lubisz, czy tak po prostu? - spytałem z ciekawości.
- Skoro mam cię niedługo tego oduczyć to nie mogę się uzależnić. - Uśmiechnęła się.
- Całkiem sprytne - zaśmiałem się i odwróciłem w jej stronę - Mogę czegoś spróbować? 
- Czego? - Zmarszczyła brwi.
- Zaufaj mi, mogę?
- Em.. okej - odpowiedziała niepewnie.
Zaciągnąłem się mocno dymem i zbliżyłem się do Juliet. Nasze twarze dzieliły zaledwie milimetry, a ja delikatnie wypuściłem dym, między jej lekko rozchylone usta. 



Juliet?
wiem, że słabe, ale to przez tą majówkę.. wybacz..

czwartek, 27 kwietnia 2017

Od Andy'ego cd. Juliet

Ledwo zdążyłem zatrzymać samochód pod akademikiem, a Niall już wybiegł ze środka. Ten chłopak jest taki Carpe Diem, że bardziej już chyba nie można. Czasem zazdroszczę mu tego, że potrafi być taki radosny w każdej sytuacji, niezależnie od tego co by się działo.
Wysiedliśmy z samochodu i od razu podałem Juliet rękę, a gdy tylko ją złapała znowu poczułem to ciepło na sercu, to którego tak bardzo mi przez ten czas brakowało. Udaliśmy się w stronę akademika i szybko pokonaliśmy drogę dzieląca nas od naszych pokoi i zatrzymaliśmy się koło nich.
- Śpisz dzisiaj ze mną? - spytałem, odwracając się w jej stronę.
- Nie, powinieneś się wyspać. Dałeś dzisiaj czadu. - Uśmiechnęła się, wyciągając z torebki kluczyk.
- Pieprzyć to, za długo cię nie widziałem - szepnąłem, łącząc nasze usta w namiętnym pocałunku.
Popchnąłem ostrożnie Juliet w kierunku mojego pokoju, a gdy weszliśmy do środka przycisnąłem dziewczynę do ściany. Złapałem za jej nadgarstki i uniosłem nad jej głowę, którą lekko przechyliła na bok, dzięki czemu miałem pełny dostęp do jej szyi, do której od razu przycisnąłem usta. Zassałem delikatnie jej skórę, a wyswobodziła ręce z mojego uścisku i położyła je na moich ramionach.
- Tęskniłam za tobą - szepnęła cicho, wplatając palce w moje włosy.
- Ja za tobą bardziej - odpowiedziałem, odrywając wargi od jej skóry.
- Kłóciłabym się. - Uśmiechnęła się uroczo.
- Ja nie. - Odwzajemniłem jej uśmiech i złączyłem nasze usta w delikatnym pocałunku.
Złapałem ją w talii i uniosłem, a Ju od razu oplotła mnie nogami w pasie.
- Gdybyś dzisiaj nie przyjechała, chyba pojechałbym sam cię szukać - szepnąłem przytulając Juliet.
- Źle mi było bez ciebie, nie mogłabym dłużej tam zostać - mruknęła chowając twarz w zagłębieniu mojej szyi.
- Cholera, tak mi ciebie brakowało - zakląłem pod nosem, ponownie całując usta Ju. Po krótkiej chwili przerwałem nasz pocałunek i uśmiechnąłem się szeroko - Wiesz, że już cię stąd nie wypuszczę?
- Domyśliłem się - zaśmiała się uroczo - A możesz mnie chociaż postawić? 
- Nie - odpowiedziałem krótko - chcę mieć cię cały czas przy sobie. 
- Na łóżku też możemy być cały czas przy sobie. - Przygryzła seksownie dolną wargę.
Cholera. Jak ona mnie pociąga. 
Podszedłem do łóżka i położyłem na nim Juliet, zajmując miejsce obok niej. 
- Przepraszam - szepnąłem, podpierając się na łokciach. 
Dziewczyna zmarszczyła brwi, nie do końca wiedząc o co mi chodzi. To wszystko co się wydarzyło, było tylko i wyłącznie moją winą i Juliet należały się te przeprosiny. Gdyby nie ten wywiad, nie musielibyśmy rozłączać się na tak długo, ale... może jednak wyszło dobrze? Bardziej zrozumiałem to, jakie błędy popełniliśmy oboje w naszej "próbie czegoś więcej", jeżeli można to tak nazwać. Teraz wiem, że to co było wcześniej nie może tak się dalej ciągnąć, nie w ten sposób. To już nie jest tylko etap zakochiwania się, jestem w niej cholernie zakochany, jednak.. nie wiem czy jestem w stanie jej to powiedzieć. Piosenka była czymś innym, a powiedzenie tego twarzą w twarz jest o wiele trudniejsze, zwłaszcza dla kogoś takiego jak ja. 
- Przepraszam cię za ten wywiad. Naprawdę nie chciałem, żeby tak wyszło. Bałem się, że gdybym powiedział prawdę, sprawiłbym ci całą masę problemów. Sam chyba wolałbym wieść spokojne życie, móc wyjść chociaż do durnego sklepu bez wywoływania żadnej sensacji. To wydaje się proste, jednak gdy każdy twój najmniejszy krok jest śledzony, staje się to zbyt męczące. 
- Nie musisz mnie przepraszać, rozumiem cię. - Uśmiechnęła się słabo.
- Powinienem zrobić coś super w ramach przeprosin, w sumie to nie wiem, czemu nie zrobiłem. - Zmarszczyłem brwi. - Zabiorę cię na twoją wymarzoną randkę, zrobię wszystko dla ciebie, co tylko zechcesz. Możemy pojechać za granicę, w góry, nad morze..
- Albo na pizzę - przerwała mi, uśmiechając się szeroko. 
- Na pizzę też. - Odwzajemniłem jej uśmiech, zbliżając do niej i składając delikatny pocałunek na jej policzku. 
- Pójście na randkę do pizzerii, jest wspaniałym pomysłem.
- Co powiesz na świetną randkę w pizzerii, jutro o szóstej? - Uśmiechnąłem się.
- Bardzo chętnie - odpowiedziała, a ja przekręciłem się tak, że teraz leżałem nad nią.




Juliet?




środa, 19 kwietnia 2017

Od Andy'ego cd. Juliet

- Już późno, chyba powinniśmy wracać - szepnąłem, przerywając na chwilę nasz pocałunek.
- Powiedzieliśmy, że się spóźnimy, prawda? - Uśmiechnęła się, przyciągając mnie bliżej siebie.
- Tak, powiedzieliśmy, ale poza tym, że robi się bardzo późno, jest również bardzo zimno, nie uważasz? - Spytałem, przygryzając wargę.
- Nie, jest dobrze.
- Przestań, przecież widzę, że drżysz. - Wywróciłem oczami, zdejmując z siebie kurtkę.
- Andy, przestań - jęknęła Ju - naprawdę jest mi ciepło.
- To dlaczego drżysz? - Uniosłem pytająco brwi.
- Em.. może ty tak na mnie działasz?
- Juliet..
- No dobra, może faktycznie jest odrobinę chłodno.
Uśmiechnąłem się, zarzucając na jej ramiona kurtkę, po czym objąłem ją i pocałowałem w czubek głowy.
- Nie możesz mnie okłamywać w takich momentach - szepnąłem zanurzając twarz w jej włosach - Było by mi źle, gdybym wiedział, że przeze mnie marzniesz.
- Oj przestań, jestem dużą dziewczynką, umiem sobie radzisz.
- Doprawdy? - Uniosłem brwi, jednym szybkim ruchem podnosząc dziewczynę i obkręcając się dookoła.
- Okej! Może jednak nie umiem! - krzyknęła, śmiejąc się.
Odstawiłem dziewczynę na ziemię i wystawiłem rękę w jej stronę, a ona bez namysłu chwyciła moją dłoń. Ruszyliśmy spokojnym krokiem w stronę parkingu, gdzie zostawiłem samochód. Na szczęście nie było widać w okolicy żadnych podejrzanych ludzi, czy pojazdu, więc mieliśmy nadzieję, że dziennikarze choć na trochę sobie odpuścili.
~~*~~*~~
Rano nie obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno, ani szczekanie Aresa, ani nawet mój budzik w telefonie. Obudził mnie pieprzony idiota Niall Horan.
- Przyjadą na wywiad! Zgodziłeś się na niego! Niedługo będą! - krzyczał, próbując ściągnąć kołdrę z mojego łóżka.
- Nie zgadzałem się na nic - burknąłem, nakrywając głowę poduszkę, by odizolować się od jego irytującego głosu.
- Owszem, zgadzałeś się!
- To chyba byłem pijany.. - mruknąłem, chcąc jak najszybciej pozbyć się go z mojego pokoju. 
- Być może, ale w to ja się nie będę wtrącał. Za jakieś maks pół godziny przyjedzie tu jakiś dziennikarz, albo dziennikarka i będą chcieli przeprowadzić wywiad z pieprzonym idiotom Andy'm Biersackiem! - krzyknął, a mi zachciało się śmiać, bo chwilę wcześniej sam go tak nazwałem, ale.. w myślach.
- Czytasz w myślach? - Uniosłem głowę i zmarszczyłem brwi, patrząc na zdezorientowanego chłopaka.
- C-co? Pojebało cię do reszty? 
- Tak tylko pytam. - Wzruszyłem ramionami, opadając ponownie na poduszki. 
- Andy, jeżeli zaraz nie wstaniesz, przyprowadzę ich tutaj, albo powiem pani Ruby, że Ares uciekł i na dodatek nasikał na korytarzu.
- Ares nasikał na korytarzu? - znowu byłem zmuszony, by się podnieść. 
- Tak! I miałem w planach ci pomóc i to posprzątać, ale ty nawet nie możesz podnieść się z łóżka, więc nie mam zamiaru ci pomagać! 
- Dobra, dobra - jęknąłem - już wstaję. 
Faktycznie, wstałem. Chwiejnym krokiem udałem się do łazienki, a gdy odprawiłem już poranną toaletę, Niall ciągle siedział w moim pokoju.
- Posprzątałeś już? - Spytałem, przecierając dłonią zaspane oczy. 
- Nie miałem co, Ares leży obok twojego łóżka, po prostu musiałem cię jakoś przekonać. - Wywrócił oczami. 
- Gdybym aktualnie miał więcej siły, właśnie wyleciałbyś prze okno. - Uśmiechnąłem się do niego i wyjąłem z szafy coś do przebrania. 
- Jesteś gotowy? Chyba już tu są.
- Będę improwizował, jak zawsze - mruknąłem, naciągając na siebie koszulkę. 
Gdy byłem już gotowy, wyszedłem razem z Niallem z pokoju i skierowaliśmy się w stronę świetlicy. Chłopak powiedział, że idzie pobiegać, więc spotkamy się później. Wziąłem głęboki wdech i pewnie wszedłem do pomieszczenia, gdzie siedziała już dziennikarka, a reszta ekipy rozkładała sprzęt. 
- Oh, witaj Andy - usłyszałem roześmiany głos.
Dziennikarka była, bynajmniej wyglądała na bardzo młodą, miała może około 23-24 lat, chociaż ciężko było mi to określić. Z szerokim uśmiechem podeszła do mnie i wyciągnęła dłoń przed siebie, którą bez większego namysłu od razu uścisnąłem. 
- Nazywam się Kim Collins, bardzo miło mi cię poznać. 
- Mi również bardzo miło cię poznać. - Odwzajemniłem jej uśmiech. 
- Rozumiem, że na pewno masz dużo zajęć - zaczęła, kierując się w stronę ustawionych krzeseł - ale nie musisz się martwić, to nie potrwa długo.
Kiwnęła zachęcająco głową na drugie krzesło, które przygotowane było dla mnie. Miałem już w głowie całą masę możliwych pytań i jestem wręcz pewny, że nie wysilą się na coś, czego już nie wymyśliłem. 
- Jesteś gotowy? - spytała, gdy ktoś z ekipy właśnie poprawiał jej makijaż. 
- Jak najbardziej - mruknąłem cicho, jednak na tyle, by mnie usłyszała. 
- Okej, więc zaczynamy. - Uśmiechnęła się do kamery i zaraz potem zaczęła mówić. 
Wszystko zaczęło się od jej krótkiego monologu, w którym to przedstawiła kto kiedy jej dzisiejszym gościem i czego być może dowiedzą się widzowie. Tak jak się spodziewałem, pierwsze pytanie dotyczyło tego, dlaczego w ogóle się to znalazłem i od kiedy interesuje się jeździectwem. Kolejne dotyczyły głównie tego tematu jak i dalszego rozwoju kariery Black Veil Brides, jak i mojej solowej. Niebezpiecznie zbliżaliśmy się do końca, a ominięcie "spraw sercowych" było niemożliwe i tylko czekałem, aż o to zapytają, chociaż nie chciałem i tak o tym mówić. 
- Andy, twoje sprawy sercowe zazwyczaj są tajemnicą, bardzo rzadko wypowiadasz się na ich temat, dlaczego?
- Cenię sobie bardzo chociaż odrobinę prywatności i uważam, że nie o wszystkim muszę mówić otwarcie. - Wzruszyłem ramionami.
- Rozumiem, to może być bardzo uciążliwe, jednak fani chcą wiedzieć, co się dzieje w prywatnym życiu ich idola, więc może zdradzisz nam rąbek tajemnicy - zagadnęła, uśmiechając się - Co z Mirandą? Utrzymujecie ze sobą kontakt?
- Oczywiście, że tak. Miranda jest dla mnie jak siostra, nie mógłbym myśleć o niej w żaden inny sposób, niż jak o rodzinie.
- Mhm, więc nic was nie łączy?
- Jesteśmy jak rodzeństwo, kocham ją jak siostrę, ale nic więcej nad nie łączy. 
- Rozumiem - odpowiedziała, kiwając głową - a zdradzisz nam kim jest dziewczyna, z którą byłeś bardzo często spotykany w ostatnim czasie? Jesteście razem?
Wiedziałem, że przeczekać, czy później nastąpi to pytanie, a nie byłem na nie kompletnie przygotowany. Z jednej strony mógłbym powiedzieć prawdę, że nie jesteśmy razem, ale chyba wszystko zmierza w dobrym kierunku, jednak przysporzyłbym tym wiele kłopotów, nie tylko sobie, ale również Juliet. Ludzie łapali by ją na ulicy, nie wspominając już o natrętnych dziennikarzach. Poza tym, wiem, że powinienem coś z tym zrobić. Zależy mi na Ju, jednak wiem, że teraz ważna jest dla mnie kariera i zespół, z którym i tak już jesteśmy dość daleko od siebie. Nie chcę jej przez to ranić. 
- Nie, nie jesteśmy razem - zaprzeczyłem od razu - Poznaliśmy się właśnie tutaj, w Morgan University, od razu bardzo się polubiliśmy i kolegujemy się. 
- Czy aby na pewno nie jest to nic więcej? 
- Na pewno, nie myślimy o tym, żeby wyszło z tego coś więcej, bo nie zależy nam na sobie w ten sposób. Przyjaźnimy się. 
- Wasze wspólne wyjścia wyglądały bardziej oficjalnie, nie jest takie koleżeńskie spotkania, a dużo bardziej jak randki. 
- To nie były randki, nie wyobrażamy sobie, że było między nami coś więcej niż przyjaźń. Jest dobrze tak jak jest. Nie rozumiem dlaczego pokazanie się publicznie z osobą płci przeciwnej, od razu traktowane jest jako randka i wielka miłość - zaśmiałem się. 
- Czyli twoje fanki mogą czuć się bezpiecznie? - odpowiedziała mi melodyjnym śmiechem.
- Hah, jak najbardziej - odpowiedziałem z uśmiechem. 
Poleciało jeszcze kilka pytań na temat mojego życia prywatnego, kontaktów z rodziną i na szczęście całość dobiegła końca.
- Wywiad zostanie opublikowany dziś wieczorem, lub dopiero jutro, mamy niewielkie problemy techniczne - odezwała się dziennikarka, pakując swoje rzeczy. 
Gdy wyszedłem ze świetlicy, czekał tam na mnie Niall, a obok niego stała Juliet. Wiedziałem, że dopóki oni tutaj są, nie mogę zachowywać się tak ja na co dzień, bo nasze relacje są dość.. specyficzne. Będę musiał porozmawiać o tym z Ju, wiem, że nie można dłużej tak tego ciągnąć. 
- Jak ci poszło? - Spytał od razu Horan.
- W porządku, nie stresuj się tak, to tylko wywiad. - Wzruszyłem ramionami, nie widząc w tym żadnego problemu.
Udzielam takich wywiadów już od kilku lat, więc zdążyłem się do tego przyzwyczaić. Wiadomo, że na poczatku było ciężko, bardzo się stresowałem, żeby nie powiedzieć przypadkiem czegoś nieodpowiedniego, jednak z czasem stało się to proste. To jak zwykła rozmowa z przyjacielem, któremu jednak nie możesz powiedzieć wszystkiego. 
- Gwiazdor się już przyzwyczaił. - Wywrócił oczami. 
- Oj przestań, niedługo ty też zaczniesz udzielać wywiadów. 5sos nieźle cię wypromowali, stałeś się rozpoznawalny - wtrąciła się Ju wiedząc, że Niall od razu będzie chciał zmienić temat. 
- To co, idziecie na śniadanie? - spytał, na co oboje zaczęliśmy się śmiać - A róbcie co chcecie, ja jestem głodny. 
Niall burknął coś jeszcze pod nosem i skierował się w stronę stołówki. Podszedłem do Juliet i obejmując ją ramieniem, pocałowałem delikatnie w czoło. 
- Wyspałaś się? - spytałem, patrząc jej w oczy. 
- Trochę smutno mi było samej, ale może być. - Uśmiechnęła się, uroczo marszcząc nos. 
- Wiesz, że po śniadaniu zaczynamy próby? Zgodzili się udostępniać nam świetlicę w każdy czwartek i weekendy, więc musimy z tego korzystać. 
- Czyli usłyszę twoją piosenkę? - Uniosła brwi. 
- O nie, nie. Usłyszysz na koncercie, o ile dam radę ją dokończyć - zaśmiałem się, a gdy usłyszałem skrzypnięciem drzwi, nieznacznie odsunąłem się od Juliet. 
Dziennikarka żywo rozmawiała z resztą ekipy, a gdy zobaczyła nas, uśmiechnęła się szeroko i kiwnęła ręką w stronę fotografa. 
- Możemy zrobić wam zdjęcie, prawda? - Zrobiła maślane oczy, co jedynie mnie zirytowało. 
- Masz coś przeciwko? - szepnąłem do Juliet, na co pokreciła głową, po czym zwróciłem się do dziennikarki - Oczywiście. 
Kobieta od razu się uśmiechnęła i nakazała fotografowi zrobić nam zdjęcie. Widać było po nim, że nie jest z tego zadowolony i chyba chciał już stąd wychodzić, mimo to wypełnił jej polecenie. 
- Mam nadzieję, że do zobaczenia. - Uśmiechnęła się, podając mi dłoń, a zaraz potem robiąc to samo w stronę Juliet. 
Gdy cała ekipa opuściła już teren akademika odetchnąłem z ulgą. 
- Czemu tak się spiąłeś, gdy stamtąd wyszli? - Zmarszczyła brwi.
- Wydawało ci się, chociaż.. miałem już ich dość - zaśmiałem się - Idziemy szukać Nialla?
- Nie musimy go szukać, jest pora śniadania, więc na pewno będzie tam, gdzie jest jedzenie. - Uśmiechnęła się szeroko i zaraz ruszyliśmy w stronę stołówki.
Gdy doszliśmy do pomieszczenia panował w nim jak zwykle harmider. Wszyscy głośno rozmawiali podczas posiłku, jednak nie było ciężko znaleźć w tym zamieszaniu Nialla. Wystarczyło spojrzeć, na którym stole jest najwięcej jedzenia, tam zawsze był Horan. Ustawiliśmy się w kolejce i po odebraniu posiłku, ruszyliśmy w stronę stolika Nialla. 
- O której zaczynamy próbę? - spytała Ju, zajmując miejsce. 
- Zaraz po śniadaniu - mruknął znad talerza. 
- Ty chyba szybko go nie skończysz. - Zmarszczyłem brwi, patrząc na jego ogromne porcje jedzenia. - Jakim cudem ty tak dużo jest i wciąż nie tyjesz? 
- Ma się te dobre geny. - Wyszczerzył się.
Mimo, że przyszliśmy później od chłopaka i tak szybciej skończyliśmy jeść i musieliśmy na niego czekać, by wreszcie pójść i zacząć próbę. 
Luke przygotował już wszystko na świetlicy, więc przyszliśmy praktycznie na "gotowca". 
- Macie wybrane piosenki? - Spytał, podłączając ostatni mikrofon. 
- Ja mam - odezwał się od razu Niall. 
- Moja nie jest jeszcze skończona - odpowiedziałem.
- A dasz radę ją dokończyć? 
- Tak, spokojnie.
- A ty Juliet? - zwrócił się do niej Luke. 
- Będę śpiewać z Andy'm, ale.. nie wybraliśmy jeszcze piosenki. 
- Okej, mam dla was kilka propozycji - powiedział, wyjmując kilka kartek z teczki, po czym podał je nam. 
Znałem tylko kilka piosenek z tych, które wybrał Luke, a Juliet znała tylko jedną, więc żeby dodatkowo nie musieć uczyć się tekstu, wybraliśmy właśnie tą. Nosiła ona tytuł Beneath Your Beautiful, swego czasu była bardzo popularna, teraz nie aż tak, jednak większość osób i tak bardzo dobrze ją pamięta. 
- To przypomnijcie sobie trochę tekst i melodie i zaraz przećwiczycie - powiedział Luke, szukając podkładu na laptopie - Na koncercie możemy wam zagrać z chłopakami. Wiesz już, czy pojawicie się jako Black Veil Brides?
- Em... raczej nie, chłopacy się rozjechali i chyba nie będziemy w stanie pojawić się jako zespół.
- Poradzisz sobie solo - skwitował, włączając podkład.
~~*~~*~~
Ćwiczyliśmy naprawdę bardzo długo, jednak nie mogliśmy dopuścić do jakichkolwiek problemów z głosem. Co prawda, koncert jest dopiero za jakieś 3 tygodnie, jednak nie zmienia to faktu, że musimy dbać oo nasze struny głosowe i jednocześnie dużo ćwiczyć. Dla mnie i Luke'a nie jest to zbyt ciężkie, jednak Nialla i Juliet czeka sporo pracy. Dziewczyna nigdy nie występowała przy tak dużej publiczności, a spodziewamy się naprawdę ogromnej. Widzę, że podczas śpiewania bardzo się stresuje, co jest kompletnie niepotrzebne, bo ma wspaniały głos i wszystko wyjdzie jej bardzo dobrze.
- Przyjdziesz później? - spytała Juliet, gdy po kolacji rozchodziliśmy się do swoich pokoi.
- Jasne. - Uśmiechnąłem się, podchodząc do niej. - Dla ciebie wszystko.
W pokoju przywitało mnie głośne i jednocześnie radosne szczekanie Aresa. Biedny nie pobiegał dziś zbyt dużo, bo wyprowadziłem go tylko kilka razy i to na krótko. Może jutro mu to wynagrodzę i pójdziemy na jakiś dłuższy spacer. Mniej problemów miałem z kotką, która nigdy nie narzekała na zbyt dużo ruchu. Bardzo często wylegiwała się na parapecie, a przy większości wyjść na dwór, gdy tylko się zmęczyła, wręcz wskakiwała mi na ręce. Upewniłem się, że moi pupile mają jeszcze karmę i wodę w swoich miskach i biorąc czyste ubrania, udałem się do łazienki.
Ciągle rozmyślałem, co powinienem zrobić z tym, co jest między mną, a Juliet. Nie chcę komplikować jej życia, spotykaniem się z kimś sławnym. To wydaje się fajne, ale.. właśnie, wydaje. Sława jest w porządku, jednak, gdy każdy, nawet twój najmniejszy krok jest śledzony przez masę ludzi, robi się to cholernie męczące. Teraz moja kariera wzrasta, nie mogę w tym momencie jej porzucić, a będąc z kimś też nie mogę, aż tak bardzo zajmować się karierą ugh. to dość skomplikowane. Będąc z Juliet, chciałbym mieć dla niej jak najwięcej czasy, jednak obawiam się, że nie potrafiłbym tego dokonać. Ona zasługuje na kogoś, dla kogo będzie oczkiem w głowie, kogoś kto będzie kupował jej kwiaty, zabierał do kina, czy nawet na pizzę. Bez paparazzi, bez pisków fanów. Kogoś z kim będzie mogła wieść zwyczajne, szczęśliwe życie. 
Po wzięciu szybkiego prysznica, przebrałem się w ciemne jeansy i jasny t-shirt. Gdy wszedłem do pokoju panował w nim spokój i błoga cisza, a moi pupile właśnie odpłynęli w objęcia Morfeusza, na moim łóżku. Naciągnąłem buty na nogi i łapiąc klucze od pokoju, wyszedłem na korytarz. Przekręciłem klucz w zamku, upewniając się, czy drzwi są dobrze zamknięte i udałem się do pokoju obok. Zapukałem kilka razy, jednak jak zwykle nikt mi nie odpowiedział, więc bez namysłu wszedłem do środka. 
Juliet siedziała na łóżku z laptopem na kolanach, którego zamknęła zaraz po moim wejściu do pokoju. Jej mina nie zapowiadała nic dobrego. 
- Coś się stało? - Spytałem, zamykając drzwi.
Podszedłem bliżej dziewczyny, a ona od razu podniosła się z łóżka. 
- Jeszcze pytasz?! - krzyknęła i widziałem, jak w jej oczach zbierają się łzy - Ja wiedziałam, że nasza relacja jest dość.. specyficzna, ale.. tak nie zachowują się przyjaciele. 
W tym momencie zacząłem już domyślać się, o co chodzi. Musieli już opublikować ten wywiad, a Juliet musiała go właśnie obejrzeć. 
- Ju, nie o to chodziło - zacząłem, jednak zaraz mi przerwała.
- A o co niby?! Nie mogłeś powiedzieć mi tego w twarz? Czy ty nie widzisz co robimy? Zachowujesz się jakbyśmy byli parą, a teraz mówisz, że nic nas nie łączy i się "kolegujemy"? 
- Nie chodziło mi o to, chciałem.. - zacząłem, jednak znów mi przerwała.
- To w takim razie o co ci chodziło? - powiedziała, tym razem bardzo cicho - Chciałeś się zabawić? Mieć rozrywkę na jakiś czas? Może się mnie wstydzisz? A ja głupia myślałam, że ci na mnie zależy.. 
- Bo zależy, powiedziałem co innego, ale zrobiłem to tylko dlatego, żeby nie przysparzać ci więcej problemów. Naprawdę mi zależy - zbliżyłem się do niej i chciałem objąć, jednak Juliet od razu się ode mnie odsunęła. 
- Jak na przyjaciółce. 
- Nie całuję się z przyjaciółkami - powiedziałem, przyciągając ją do siebie i całując jej usta. 
Reakcja była niemal natychmiastowa. Juliet odepchnęła mnie i strzeliła siarczystego liścia w policzek. 
- Wyjdź stąd - wycedziła przez zaciśnięte zęby. 
- Nie możemy chociaż na spokojnie porozmawiać? Mogę ci to wszystko wytłumaczyć. 
- Wyjdź! - powtórzyła, podnosząc głos. 

Popełniłem największy błąd, jaki mogłem popełnić. Wyszedłem. 
 ~~*~~*~~
Nie mogłem w nocy zasnąć, obwiniałem się za to, co miało miejsce kilka godzin temu. Może faktycznie powinienem powiedzieć prawdę podczas wywiadu? Ta i co bym powiedział? Nie nie jesteśmy razem, ale się w niej zakochuje, w sumie to już się zakochałem? Mało romantyczne wyznanie miłości. Pewnie nawet nie podniósłbym się z łóżka, gdyby nie to, że do mojego pokoju wparował wkurzony Horan. 
- Powiedz mi tylko jedną rzecz - zaczął spokojnie, a zaraz potem wydarł się tak, że chyba słyszało go pół akademika - Dlaczego do cholery ty jesteś takim idiotą?!
- Nie pogrążaj mnie bardziej - mruknąłem, chowając twarz w poduszkę - w ogóle, to jak ty tu wszedłeś? Zamykałem drzwi.
- Już od dawna mam zapasowy. - Wywrócił oczami.
- Dorobiłeś?
- Nie, zabrałem sobie z portierni jak nikt nie patrzył. - Zabrzmiało troszkę jak sarkazm, jednak wiedząc, że to Niall, byłem pewny, że mówi prawdę. - Ale nie odwracaj kota ogonem Biersack! 
- Mówisz do mnie po nazwisku, w skali od jeden do dziesięć jak bardzo jesteś zły? 
- A w skali od jeden do dziesięć, jak bardzo jesteś idiotą? O kurwa, podziałki nam zabraknie! 
- Przestań na mnie krzyczeć, głowa mnie boli, nie spałem. 
- I dobrze ci tak! - krzyknął - Co ty najlepszego narobiłeś?! Andy do jasnej cholery, nie musisz już zgrywać tego wiecznie obojętnego, pana mam wszystko w dupie. Wiem, że to cię przejęło i to bardzo, ale nie wiem, dlaczego zawsze wszystko w sobie dusisz.
- Tak jest łatwiej.
- Ja pierdolę, zaraz stracę do ciebie cierpliwość i.. i.. - zająkał się  - i.. wyrzucę cię przez okno.
- Jeżeli nie masz w planach nic ciekawego do powiedzenia, to wyjdź - mruknąłem nie mając ochotę na jakąkolwiek rozmowę.
Jedyną osobą, z którą chciałbym w tym momencie rozmawiać, była Juliet, jednak problem polegał na tym, że ona nie chciała.
- Juliet się pakuje i wyjeżdża, już zniosła rzeczy - rzucił i już chciał wyjść z pokoju.
- Jak to wyjeżdża? 
- Najnormalniej w świecie wyjeżdża. 
Zerwałem się z łóżka i gdyby nie fakt, że w pewnym momencie Niall mnie złapał, runąłbym na ziemię przez silne zawroty głowy. 
- Nie wiem, czy to dobry pomysł - mruknął chłopak, gdy zacząłem się ubierać. 
- Innego aktualnie nie mam - powiedziałem, wybiegając ze swojego pokoju.
Gdy tylko znalazłem się na korytarzu, pierwsze co chciałem wejść do Juliet, jednak  drzwi były już zamknięte. Skierowałem się prędko w stronę schodów i o mało co z nich nie spadając, zbiegłem na dół. Dziewczyna właśnie wyszła z akademika, a w rękach niosła już jedynie plecak. 
- Juliet, zaczekaj! - zawołałem, wybiegając za nią. 
- Co chcesz? - mruknęła pod nosem, zatrzymując się obok swojego samochodu.
- Wyjeżdżasz? - Zmarszczyłem brwi.
- Do rodziny, na święta - rzuciła beznamiętnie. 
- Kiedy wrócisz?
- Nie wiem, aż tak bardzo cię to obchodzi?
Juliet przez cały czas unikała w mojego wzroku i skupiała całą swoją uwagę na swoich dłoniach. 
- Tak, obchodzi, chciałbym z tobą porozmawiać.
- Ale ja nie mam ochoty z tobą rozmawiać. - Spojrzała na mnie. - Muszę już jechać.
- Czy.. czy zanim pojedziesz, możesz mnie chociaż przytulić? 
Widziałem, że dziewczyna w tym momencie biła się z myślami, jednak po chwili mnie przytuliła, a ja objąłem ją, chcąc by została ze mną na dłużej. 
- Muszę jechać - szepnęła po chwili. 
Pojechała.
~~*~~*~~
Minęło już wiele czasu, a Juliet jeszcze nie wróciła. Jest godzina dziesiąta, a o piętnastej zaczyna się koncert. Niall do niej dzwonił i obiecała na niego przyjechać, a ja wciąż nie wiem, czy dam radę zaśpiewać z nią w duecie. Przez cały ten czas długo zastanawiałem się nad tym wszystkim, co się wydarzyło i wiem, że ją kocham. Nie mogę jej stracić przez ten idiotyczny wywiad. Jeżeli ją stracę, stracę wszystko. 
Piosenka, którą wcześniej napisałem poszła do kosza, była zbyt wesoła jak na mój aktualny stan emocjonalny. Napisałem nową, Niallowi się podobała i uznał, że byłoby świetnie, gdyby usłyszała ją Ju. Chłopak dokładnie wie, że napisałem ją z myślą o niej, a ja.. nie potrafiłbym się nawet tego wyprzeć. 
- Andy, bierz mikrofon i wchodź na scenę, próba generalna. Zaśpiewaj tylko nową, reszta jest w porządku - zarządził Luke.
Byliśmy na miejscu od samego rana, trzeba było wszystko przygotować i dużo ćwiczyć. Juliet jeszcze nie było. Ciągle gorączkowo się rozglądałem, mając nadzieję, że w końcu ją zauważę, jednak nic takiego nie nastąpiło.
Wziąłem mikrofon i wyszedłem na sam środek sceny i gdy w tle rozbrzmiała muzyka, zacząłem śpiewać. W tym momencie nie liczyło się już nic, poza uczuciem jakie włożyłem w piosenkę dla Juliet.

"I keep dreaming you’ll be with me 
and you’ll never go 
Stop breathing if 
I don’t see you anymore" 


Juliet?
koniec tasiemca.

piątek, 14 kwietnia 2017

Od Andy'ego cd. Juliet

Wyciągnąłem dłoń w stronę Juliet, a ona bez zawahania złapała ją i splotła nasze palce. Nigdy nie sądziłem, że ktoś będzie w stanie tak namącić mi w głowie, w sumie to pod każdym możliwym względem. Mam problem z racjonalnym myśleniem, zaczynam kierować się uczuciami, zamiast rozumem. Dobrze wiem, że mogę ją zranić, moja kariera właśnie się rozwija, a dodatkowo masa nauki na uniwersytecie mogą nie dać mi możliwości do pielęgnowania tego uczucia. Jeżeli miałoby wyjść z tego coś więcej, to chciałbym zrobić dla niej wszystko. Kupować kwiaty, biżuterię, zabierać na randki, spacery, spędzać wspólnie czas. Obawiam się, że nie mógłbym być takim facetem, na jakiego zasługuje Juliet, a chciałbym dla niej jak najlepiej. 
Poszliśmy do samochodu, uprzednio się zwalniając, by nikt nie miał pretensji, że bez uprzedzenia opuściliśmy akademik o dość późnej porze. Oczywiście nie było z tym problemu, ale jeżeli wrócimy po ciszy nocnej, któreś z nas musi poinformować o tym kogoś, kto właśnie ma dyżur na portierni. Otworzyłem drzwi przed Juliet, a ona posyłając mi uroczy uśmiech, wsiadła do samochodu. Szybko okrążyłem pojazd, zajmując miejsce kierowcy i od razu odpaliłem samochód. 
Juliet, jak zawsze, zaczęła przeszukiwać płyty i o dziwo jej wybór padł na Slipknot. 
- Nie sądzę, żeby spodobała ci się taka muzyka. - Zmarszczyłem brwi, nie spuszczając wzroku z drogi. 
- Dlaczego tak uważasz? - mruknęła marszcząc brwi i włożyła płytę, podkręcając dźwięk na max. 
Szybko cały samochód wypełnił się głośnym dźwiękiem instrumentów, a zaraz potem rozległy się pierwsze słowa piosenki Devil In I. 
- Przecież to jest całkiem dobre - powiedziała, jednak, gdy zaczął się refren, szybko go wyłączyła, a na jej twarzy pojawił się grymas - Okej, nie lubię takiego darcia mordy. 
Zaśmiałem się, kręcąc głową i spojrzałem na Ju. 
- No co? 
- Nie, nic. - Uśmiechnąłem się - Też kiedyś "darłem mordę". 
- Masz gdzieś tą piosenkę? - Spytała, przeszukując kilka płyt. 
- Na pewno, szukaj na listach utworów hm.. może być Knives and Pens. - Wzruszyłem ramionami. 
Juliet odszukała odpowiednią płytę i po włączeniu jej przez chwilę dokładnie się wsłuchiwała. 
- Stwierdzam, że chyba wolę twoje aktualne piosenki. - Zmarszczyła brwi, po czym zaśmiała się uroczo. 
Droga do miasta zajęła nam około 15 minut, przez co większość czasu przeglądaliśmy na temat naszych gustów muzycznych. Były zupełnie odmienne, aczkolwiek znalazło się kilka podobieństw. Juliet również śpiewa, jednak nie lubi się tym zbytnio chwalić, ma dość niskie poczucie własnej wartości, mimo, że stara się to ukryć udawaną pewnością siebie. Wstydzi się publicznie występować, ale mam w planach ją do tego przekonać. 
- Może chciałabyś również wystąpić na tym koncercie? - Spytałem, zatrzymując samochód na parkingu, zaraz obok restauracji.
Dziewczyna spojrzała na mnie niepewnie, jakby chcąc sprawdzić, czy aby na pewno mówię poważnie.
- Em.. to chyba będzie dość duże wydarzenie, nigdy tak nie występowałam..
- Będzie dużo ludzi, ale to bardzo dobrze, będą mogli cię usłyszeć. - Wzruszyłem ramionami, chcąc by się zgodziła.
- Właśnie w tym problem, dużo ludzi to duży stres. - Zmarszczyła brwi.
- Możemy zaśpiewać razem, jeżeli nie chcesz wystąpić jako solistka. W duecie zawsze raźniej. 


Juliet?
krótszego chyba się nie dało XD wybacz, wszystko przez te święta..