Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anastasia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anastasia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 maja 2018

Od Anastasi cd. Oliego

Chyba powinnam się już przyzwyczaić, że Oli na każdym kroku spotyka jakieś znajome mu dziewczyny. Ciekawe, czy z tą też spał... eh, no jasne, że spał, a co innego mógłby robić? Jego mina i zachowanie wobec niej mówiło mi wystarczająco dużo, bym mogła wyciągnąć odpowiednie wnioski. Czy byłam zazdrosna? Jak cholera, na dodatek bardzo bolała mnie świadomość, że on i ona... STOP.
Czułam jak to okropne uczucie rozsadza mnie od środka, a wyraz twarzy ojca Oliego utwierdzał mnie w tym, że doskonale wiedział, kim była ta kelnerka dla jego syna. W tym momencie miałam jedynie ochotę zadzwonić do Archiego, żeby po mnie przyjechał i zabrał z powrotem do akademika, nie chciałam tu zostawać.
Oh, Oli. Dlaczego tak trudno jest cię kochać?
Wiedziałam, że nie uwolni się od przeszłości, ale pozostawała kwestia, czy w ogóle tego chciał. Cały czas bałam się, że mnie zrani, że jego "prawdziwa natura" nie pozwoli mu być mi wiernym, a ja... tak bardzo go kochałam.
~~*~~*~~
Drodze do akademika towarzyszyła nieprzyjemna cisza, która w ostatnim czasie nie pojawiała się w naszej relacji. Ta kelnerka, ostre nastawienie Oliego wobec ojca i bujne życie seksualne mojego chłopaka przelało czarę goryczy. Doskonale wiedziałam, że prędzej czy później będę przez niego cierpieć, ale... starałam się tego nie dostrzegać, chociaż niszczyło mnie to od środka. Jeżeli naprawdę mnie kocha to się zmieni, prawda? Nie wymagam od niego wiele, nie chcę by musiał się czegokolwiek wyrzekać, ale... będąc ze mną powinien być mi wierny. W tym przypadku sytuacja z kelnerką najprawdopodobniej wydarzyła się wcześniej, więc nie mogę mieć mu tego za złe, ale czy to aby na pewno się nie powtórzy?
- Wszystko w porządku? - Spytał, gdy tylko weszliśmy do mojego pokoju. Odwiesiłam płaszcz na krześle i odwróciłam w stronę chłopaka. Odruchowo spuściłam wzrok, wiedziałam, że nie będę w stanie powiedzieć mu prawdy, którą i tak pewnie znał.
- Jest okej - odpowiedziałam, delikatnie się uśmiechając. Uniosłam głowę chcąc spojrzeć na Oliego, który wolnym krokiem zbliżył się do mnie.
- Nie jest - westchnął zatrzymując się przede mną. Delikatnie ujął moje dłonie, unosząc jedną z nich do swoich ust. Czując ciepłe wargi chłopaka na skórze wymiękłam.
- Zależy ci na mnie? - Widziałam, że to pytanie zbiło go odrobinę z tropu, pewnie spodziewał się czegoś innego, jednak właśnie to najbardziej mnie męczyło. Co prawda była też jeszcze inna rzecz, która była dla mnie o wiele ważniejsza, jednak podejrzewałam, że w jakiś sposób wymigałby się od odpowiedzi.
- Skąd takie pytanie?
- Odpowiedz mi, proszę. - Spojrzałam mu w oczy, szukając w nich jakiegoś oparcia, którego w tej chwili tak bardzo potrzebowałam. Oli sprawiał, że stawałam się kompletnie niestabilna emocjonalnie. Kochałam go bez względu na to co robił, chociaż tak bardzo mnie to raniło. Chłopak od początku był zdania, że nie potrafi kogoś pokochać, a... to między nami było czymś nowym dla niego. Już nie chodziło o samo pożądanie, a o coś więcej. Sama do końca nie byłam pewna, czy odwzajemnia moje uczucie, które pojawiło się we mnie tak nagle.
- Oczywiście, że tak - odpowiedział bez zająknięcia, co wywołało mimowolny uśmiech na mojej twarzy. Chciałabym, żeby tak właśnie brzmiała odpowiedź na inne pytanie, które również chciałam mu zadać, jednak za bardzo bałam, by mu je powiedzieć.
- A ta kelnerka...
- Nic dla mnie nie znaczy. - Wzruszył ramionami i delikatnie zmarszczył brwi. A co będzie, gdy za kilka dni ktoś zapyta go o mnie i odpowie to samo?
Nastia, wystarczy. Ciesz się chwilą. 
Tak bardzo chciałam poczuć znów jego ciepłe wargi na moich, jego dotyk, bliskość. Uzależniał bardziej niż niejeden narkotyk, ciągle pragnęłam go więcej. Położyłam delikatnie dłoń na jego policzku i uniosłam się na palcach, chcąc dosięgnąć jego ust. Oli od razu odwzajemnił mój gest, który z chwili na chwilę stawał się coraz bardziej odważny.
W pewnym momencie chłopak podniósł mnie i posadził na biurku, dzięki czemu byłam na równi z nim. Oli niepewnie przejechał dłońmi wzdłuż mojej talii, zatrzymując się przy krawędzi mojej koszulki. Delikatnie uniósł ją do góry z czym od razu pewnym ruchem mu pomogłam.
Chłopak uśmiechnął się delikatnie powracając do naszych gorących pocałunków, a ja w tym czasie zechciałam pozbyć się również jego bluzki.







<Oli? Pierwsze opowiadanie po długiej przerwie, więc jakościowo średnie i krótkie, ale z niespodzianką na koniec XD>

środa, 24 stycznia 2018

Od Anastasi cd. Oliego

- Będzie dobrze - powtórzyłam, mając nadzieję, że dokładnie tam będzie.
- Obawiam się, że nie - westchnął.
- To tylko kolacja, rozumiem, że... możesz mieć do niego pewien uraz, ale unikając tego spotkania możesz jedynie pogorszyć sytuację. Zdążyłam zauważyć, że twój ojciec raczej łatwo nie odpuści, więc po prostu pojedźmy i wróćmy. Zgoda?
- A mam jakieś wyjście? 
- Nie. - Uśmiechnęłam się do niego i wspólnie dokończyliśmy śniadanie. Z faktu, że są ferie w akademii odbywały się jedynie dodatkowe treningi dla chętnych. Jeszcze się na żadne nie zapisałam i z tego co wiem, Oli też postanowił zrobić sobie na razie wolne. Podejrzewam, że dopiero w przyszłym tygodniu któreś z nas wybierze się na zajęcia, a pierwszy poświęcimy na spanie do późna jak większość uczniów, którzy zostali w Morgan. 
Szczerze to przez cały dzień nie robiliśmy nic konkretnego. Poniedziałek,  w którym nie trzeba iść do szkoły i do późnego wieczora oglądać seriale wydaje się idealną możliwością spędzenia wolnego czasu, aczkolwiek czekał nas jeszcze wypad do miasta, bo.. nie miałam odpowiedniej sukienki. Chciałam żeby było to coś eleganckiego, a zabrałam ze sobą raczej nie do końca pasujące do tej okazji ubrania. Zakładanie koszuli było na końcu mojej listy rzeczy możliwych do ubrania, więc decyzja pojechania do miasta była naprawdę kusząca. 
Wiedziałam w jakich stosunkach ze swoim ojcem jest Oli, jednak mimo wszystko należało zrobić dobre wrażenie, bynajmniej tak od najmłodszych lat uczyła mnie mama. 
~~*~~*~~
- Jeszcze możemy się rozmyślić - jęknął Oli.
- Już nie, mamy kawałek drogi do Londynu i powinniśmy już wychodzić - westchnęłam, poprawiając materiał sukienki. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia, chcąc jakoś dodać sobie odwagi, co jednak nie było łatwe. 
- Czy ty się stresujesz? - Oli podszedł do mnie z tyłu i położył dłonie na mojej talii. 
- Troszeczkę i nie musisz mi mówić, że nie powinnam, bo to i tak nic nie zmieni. 
- Nie chcę tam jechać, nie potrafię chociażby udawać miłego wobec mojego ojca. 
- Tylko kolacja, Oli. Pamiętaj, tylko chwila udawania miłego. - Wiedziałam, że to dla niego trudne i bardzo obawiałam się tego, że wybuchnie złością, rozpoczynając kłótnie z ojcem. Nie mogłam do tego dopuścić, ale wciąż nie wiedziałam, jak będę mogła go powstrzymać. 
W Londynie byliśmy idealnie na czas, co niezbyt spodobało się Oliemu. Spotkać z jego ojcem i macochą mieliśmy się już w umówionej wcześniej restauracji. Zatrzymałam samochód na pobliskim parkingu, a chłopak rozejrzał się dookoła.
- Już są - westchnął, odpinając pas.
- Wyluzuj - odpowiedziała. - Bądźmy dobrej myśli.
- Nie potrafię być dobrej myśli, gdy wiem, że on tam jest.
Chciałam jakoś go wesprzeć, ale mimo szczerych chęci, nie potrafiłam. Pochyliłam się, łącząc nasze usta, w krótkim, jednak bardzo namiętnym pocałunku. 
- Chodźmy już, miejmy to z głowy. - Uśmiechnęłam się delikatnie i oboje wysiedliśmy z pojazdu. Oli podszedł do mnie i złapał za rękę, kierując się w stronę wejścia. Wnętrze restauracji robiło naprawdę duże wrażenie, było urządzone w stylu francuskim, co nadawało mu oryginalny klimat.
- Tam są - mruknął cicho kiwając głową w stronę jednego ze stolików.
- Więc chodźmy. - Ścisnęłam delikatnie jego dłoń i razem podeszliśmy bliżej.
Gdy mężczyzna nas zauważył, uśmiechnął się szeroko i podniósł się z miejsca. Kobieta, która mu towarzyszyła również wstała.
- Oli. - Odezwał się podchodząc do chłopaka i porywając go w objęcia. Oliemu niezbyt się to spodobało, ale niepewnie odwzajemnił jego uśmiech.
- Delila. - Kobieta uśmiechnęła się, podając mi dłoń.
- Anastasia. - Odpowiedziałam jej uśmiechem i ścisnęłam jej dłoń. Zaraz potem przywitałam się z ojcem chłopaka i zasiedliśmy wspólnie do stolika, a gdy podszedł do nas kelner, złożyliśmy zamówienie.
- Jak wam idzie w szkole? - Uśmiechnął się mężczyzna.
- Nie udawaj, że cię to obchodzi - burknął Oli.
- Oli - szepnęłam, kopiąc go pod stołem w mogę, po czym zwróciłam się do jego ojca. - W porządku, nauczyciele są bardzo wymagający, ale wystarczy trochę systematyczności w nauce i można bez problemu sobie poradzić.
Uśmiechnęłam się, a Oli mruknął tylko coś pod nosem.
- Nie męczy was taki tryb życia? Chodzi mi o to, że po szkole zaraz macie treningi, potem nauka, raczej nie macie zbyt dużo czasu wolnego.
Widziałam, że Oli znowu planował niegrzecznie mu odpowiedzieć, a ja w jakiś sposób chciałam go zatrzymać, bynajmniej dopóki jego ojciec był miły. Położyłam rękę na jego udzie i powoli sunęłam dłonią w górę.
- Na początku było ciężko, ale można się przyzwyczaić. Wystarczy dobrze rozplanować sobie czas, prawda Oli? - Spytałam kładąc dłoń przy jego kroczu. Matko boska, czemu ja to robię? Nie ważne, ważne, że działa.
Po chwili rozległ się dzwonek telefonu, a ojciec chłopaka przeprosił nas, wstając od stołu i odchodząc na bok. Chyba było to coś ważnego, bo zaraz zawołał do siebie swoją partnerkę. Wykorzystałam moment, by zamienić parę słów z Olim.
- Miałeś być miły - burknęłam, uderzając go w ramię. 
- Ej, próbuje, okej? - Wywróciłam oczami na jego odpowiedź i postanowiłam jakoś go zachęcić do zmiany swojego nastawienia. 
- Jeżeli spróbujesz zmienić swoje zachowanie to... postaram się o niespodziankę dla ciebie. 
- Co masz na myśli mówiąc niespodziankę? - Zmarszczył brwi, zaintrygowany moją odpowiedzią. 
- Spodoba ci się. - Uśmiechnęłam się, przygryzając dolną wargę. 


Oli? 

niedziela, 7 stycznia 2018

Od Anastasi cd. Oliego

- W to nie wątpię - prychnęłam - ale chodzi o to, że to ja to wszystko tak pokomplikowałam. Gdybym wtedy na balu nie...
- Nastia - przerwał mi - wystarczy. Za bardzo się tym zadręczasz.
- Okej - westchnęłam. Szczerze? Dalej nie wiedziałam, co właśnie się dzieje, na czym stoję, ale.. w ogóle mnie to nie obchodziło. Byłam w tym momencie cholernie szczęśliwa, że mogłam być przy Olim. Jego bliskość sprawiała, że przysłowiowe motylki w moim brzuchu zaczynały szaleć, a serce na zmianę zwalniało i przyspieszało. Cholera jasna. Wiedziałam, że.. że chłopak.. on nie to samo.. co ja.. eh. Nawet nie potrafiłam tego wyjaśnić. Ja go kochałam, on mnie.. nie do końca. Jeszcze będę z tego powodu cierpieć, ale nie obchodzi mnie to. Teraz czuję się wspaniale, gdy chłopak mnie obejmuje i przytula się do moich pleców. Jego ciepły oddech na mojej szyi powoduje przyjemne dreszcze, przechodzące po całym moim ciele.
- Szczęśliwego nowego roku - szepnął, przyciskając wargi do mojej szyi. Odruchowo zerknęłam na zegarek, który wskazywał punkt dwunastą. Za oknem widoczne były różnokolorowe fajerwerki, puszczane najprawdopodobniej w pobliskim mieście.
- Szczęśliwego nowego roku - odpowiedziałam, uśmiechając się.
~~*~~*~~
Obudziłam się oczywiście o wiele wcześniej niż Oli i szczerze mówiąc, nie miałam serca go budzić o ósmej rano. Po cichu podniosłam się z łóżka i poszłam do swojego pokoju, żeby choć trochę się ogarnąć. W całym akademiku panowała idealna cisza, podejrzewam, że większość albo nie wróciła na noc, albo właśnie odsypia Sylwestra. Weszłam do swojego pokoju i pierwsze co wyjęłam z szafy coś do przebrania i udałam się do łazienki. Szybko umyłam się, wyszczotkowałam zęby, rozczesałam włosy i zrobiłam delikatny makijaż. Założyłam na siebie granatowy top na ramiączkach i tego samego koloru, obcisłą spódniczkę sięgającą mniej więcej do połowy ud. O godzinie trzynastej ma odbyć się apel dotyczący jakiegoś szkolnego święta, więc pasowałoby ubrać się troszkę "odświętniej". O godzinie dziesiątej byłam już ubrana i w stu procentach ogarnięta, więc postanowiłam pójść po Oliego, żeby zjeść spóźnione śniadanie.
Gdy weszłam do jego pokoju, chłopak jeszcze spał, ale był już ubrany. Widocznie obudził się i postanowił wstać, a złowrogie łóżko postanowiło przyciągnąć go z powrotem. Uśmiechnęłam się sama do siebie i usiadłam obok niego.
- Oliii - szepnęłam, jednak nie zareagował. Pochyliłam się nad jego uchem i ponownie szepnęłam. - Olii.
- Pięć minut - mruknął ospale i schował twarz w poduszce. Zaśmiałam się cicho i usiadłam okrakiem na dolnej części jego pleców, przejeżdżając dłońmi po jego ramionach.
- Oli, wstawaj. Nudzi mi się - powiedziałam cicho, delikatnie ściskając jego ramiona.
- Masażem na pewno nie przekonasz mnie do wstania, wręcz przeciwnie. Jest mi zbyt dobrze bym mógł teraz wstać.
Wywróciłam oczami i z powrotem usiadłam obok niego i odczekałam dziesięć minut, aż chłopak z ciężkim westchnięciem podniósł się do pozycji siedzącej. Jego oczy wciąż były delikatnie przymknięte.
- Dzień dobry, księżniczko. - Uśmiechnął się delikatnie, nadal nie otwierając całkowicie oczu. Odwzajemniłam jego uśmiech i położyłam dłoń na jego policzku.
- Dzień dobry - odpowiedziałam, zmniejszając dystans, który dzielił nasze twarze. 





Oli?
miało być dłuższe, ale nie wyszło :C

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Od Anastasi cd. Oliego

Do końca nie wiedziałam, jak powinnam rozumieć jego słowa. Zależy mu na mnie? Jako na kim? Mi na przykład zależy na Archim, ale jak na przyjacielu, na Imany, jako przyjaciółce, a na Olim.. jako kimś więcej. Nie potrafię dalej sama się okłamywać, że nic do niego nie czuję, już dawno przestałam to robić.
- Powiedz coś, proszę, bo czuję, że właśnie się ośmieszyłem - westchnął, pocierając delikatnie moje udo. Czułam przyjemne ciepło rozchodzące się po moim ciele, a w miejscu gdzie mnie dotykał, moja skóra płonęła żywym ogniem. Czy to zabrzmi idiotycznie, gdy powiem, że czułam te motyle w brzuchu? Tylko chyba właśnie spotkały się na polu bitwy, żeby stoczyć największą wojnę w historii.
- Ja.. - zaczęłam, chociaż do końca nie wiedziałam, co chciałam powiedzieć. Moje myśli były wciąż zbyt nieogarnięte, by zebrać się na jakąś konkretną wypowiedź, by powiedzieć mu, co czuję. - Ja.. mogę cię przytulić?
Chłopak nic nie odpowiedział, tylko przysunął się bliżej i delikatnie mnie objął.
Cholera jasna! Nastia! Lepiej pozbieraj wszystkie myśli w jedną i coś mu powiesz, a nie zaczynasz się rozklejać!
Czułam, że zaraz się rozpłaczę, to bolało. Nieodwzajemnione uczucia zawsze bolą, a takie, które odwzajemniane są tylko w pewnym stopniu chyba jeszcze bardziej.
Nie mogę, nie mogę się teraz załamać. Dlaczego to musi być takie ciężkie? Dlaczego nie można sobie po prostu powiedzieć, co się czuje? Wiedziałam, że łzy już zaczynają napływać mi do oczu, ale kompletnie nic nie mogłam na to poradzić.
Tak cholernie chciałam móc go teraz pocałować, powiedzieć, że go kocham, ale kurwa nie mogłam.. - Przepraszam - odezwałam się po chwili. Jeżeli teraz czegoś nie powiem, to się rozpłaczę. Kolejne pytanie: dlaczego muszę być tak wrażliwa?
- Za co? - Spytał słabym głosem.
- Za to, że wtedy cię pocałowałam. Podczas balu. Po prostu.. myślałam, że ty też tego chciałeś.
- To nie ma znaczenia, wypiłaś. - Westchnął.
- Wypiłam, ale nie dużo. Doskonale wiedziałam co robię i chciałam tego. - Przytuliłam go mocniej nie chcąc, by się ode mnie odsunął. Gdybym teraz na niego spojrzała, pewnie bym się rozpłakała na dobre.
Potrzebowałam jego bliskości, czułam się tak.. bezpieczna i kochana, chociaż to drugie było bardziej wytworem mojej wyobraźni. Niepotrzebnie go wtedy pocałowałam, od tego czasu wszystko się popsuło. Wcześniej było dobrze, tylko ten cholerny bal to zniszczył.
- Oli ja.. przepraszam - szepnęłam i... jeżeli teraz tego nie zrobię, to potem nie dam rady. Odsunęłam się od niego i na krótką chwilę spojrzałam mu w oczy. - Przepraszam.
Wstałam z łóżka i skierowałam się do drzwi. Chłopak szybko wstał za mną i gdy już miałam chwycić za klamkę, złapał mnie za rękę. Spojrzałam na niego i położyłam obie dłonie na jego szyi, gładząc kciukiem jego policzek.
- Oli.. czy ty nie widzisz, że ciągle się ranimy? - Spytałam, zaciskając wargi. Mój wzrok przez krótką chwilę spoczął na jego ustach i.. tak bardzo chciałam.. ale nie mogłam..


Oli?






Od Anastasi cd. Oliego

Pierwsze opowiadanie w 2018 roku!!!


Dziś Sylwester, a ja jak zwykle skończyłam bez jakichkolwiek planów. Archie zaproponował, że spędzi ze mną ten czas, więc nie widziałam powodu, żeby się nie zgodzić. Potrzebowałam kogoś obok, gdy widziałam te wszystkie pary obściskujące się i cieszące, że razem wejdą w nowy rok robiło mi się naprawdę źle. Archie był moim przyjacielem, wspierał mnie i byłam mu za to naprawdę wdzięczna. Planowaliśmy posiedzieć mniej więcej do dwudziestej, a potem pojechać do miasta, do jego znajomych. Na wszelki wypadek i tak miałam przygotowane w pokoju dwa szampany i dobre czerwone wino. Gdyby nie Archie pewnie siedziałabym teraz sama w pokoju i zużywała tony ciasteczek na moje łzy ( w sumie po to też kupiłam wino, zawsze trochę weselej, chociaż... znając mnie, byłoby jeszcze gorzej ). Nie potrafiłam się tak po prostu pogodzić z tym, co powiedział, a raczej napisał mi Oli. Chwila spokoju? Ekh... skończ z tym, Nastia i tak nic nie zmienisz.
Moje uczucia w tym momencie nie były istotne, bo on ich nie odwzajemniał.
- Wszystko w porządku? - Spytał Archie, przynosząc pełną miskę popcornu i rozsiadając się wygodnie na kanapie.
- Dobrze wiesz, że nie - westchnęłam, chcąc jakoś wymazać sobie z pamięci chłopaka, który porządnie zwrócił mi w głowie.
- Mam z nim porozmawiać?
- Nie, ja.. ja sama to zrobię w odpowiednim momencie - odpowiedziałam, podłączając telefon, który rozładował się już jakąś godzinę temu. Gdy go włączyłam, zobaczyłam nową wiadomość od.. Oliego.
"Stogi siana za stajniami, o 17 ? Postaram się wszystko wyjaśnić, proszę. "
Spojrzałam na zegarek, który wskazywał dokładnie siedemnastą trzydzieści. Czy chciałam do niego pójść? Oczywiście, że chciałam, nawet jeżeli miało by mnie to zaboleć. Tylko.. nie wiem, czy jeszcze tam będzie.
- Archie, myślisz, że powinnam iść? - Spytałam, wyciągając w jego stronę telefon z włączoną wiadomością.
- Myślę, że i tak pójdziesz, bez względu na to co ci odpowiem. - Uśmiechnął się. - Powinniście sobie wszystko wyjaśnić i podjąć konkretną decyzję, bo takie przekomarzanie się nie wyjdzie wam na dobre.
- Ale.. ja nie chcę usłyszeć zostańmy przyjaciółmi.
- Chyba lepiej to usłyszeć niż żyć w niepewności, ale.. nie usłyszysz tego. Przecież widzę, jak on na ciebie patrzy. Dzisiaj chyba miał ochotę spuścić mi wpierdol za to, że przyszliśmy razem na stołówkę - zaśmiał się, jednak po chwili spoważniał - Widziałaś jego przekrwione oczy? Płakał, na pewno.
- Nie, wątpię - zaprzeczyłam szybko. Oli i płacz? To nie idzie w parze.
- Cóż.. ja wiem swoje, a teraz leć, bo spóźniłaś się już prawie trzydzieści pięć minut.
- Myślisz, że jeszcze tam będzie? - Spytałam, naciągając szybko trampki na nogi.
- Jak nie sprawdzisz, to się nie dowiesz. - Uśmiechnął się i podszedł bliżej. - Tylko nie daj się zranić, nie znam go zbyt dobrze. Zrobisz to, co uważasz, ale nie pozwól zawrócić sobie w głowie, myśl racjonalnie.
- Postaram się. - Kiwnęłam głową, a Archie pospiesznie mnie objął.
- Z wyjazdem poczekam równo do ósmej, daj znać jakbyś jednak zostawała - zaśmiał się i dosłownie wypchnął mnie za drzwi, narzucając mi na plecy swoją kurtkę, bo była o wiele dłuższą, a ja.. nie miałam już czasu by zmienić krótkie spodenki na zwykle spodnie. O mało nie połamałam nóg na schodach, w końcu byłam już cholernie spóźniona, co jednak nie było moją winą, chociaż... jakbym wcześniej podłączyła telefon to zauważyłabym wiadomość o wiele szybciej i nie musiałabym teraz biec. Szybko dotarłam do stajni i wyszłam z niej tylnym wyjściem, gdzie znajdowało się miejsce, które ustalił Oli tylko.. nikogo tam nie było. Rozejrzałam się dokładnie, chodząc z jednego kąta w drugi. Pusto. Spóźniłam się. Mogłabym pójść teraz do jego pokoju, ale szczerze wątpię, że tam wrócił. Wyjęłam z kieszeni telefon, któremu zostało zaledwie dwa procent baterii i szybko napisałam do niego wiadomość.
"Oli, przepraszam, miałam rozładowany telefon i dopiero zobaczyłam wiadomość. Przyszłam na miejsce, gdzie jesteś?"
Nawet nie jestem pewna, czy udało mi się ją wysłać, bo ekran zaraz zrobił się czarny. Poczekam, może.. może przyjdzie. Nie mogłam ustać w miejscu, co było głównie spowodowane tym, ze napadało sporo śniegu, a ja miałam na sobie krótkie spodenki! Szlag mnie trafiał, ale nie mogłam stąd pójść, dopóki nie spotkam się z Olim. Kurtka Archiego sięgała mi mniej więcej do kolan, jednak wciąż było mi zimno.
Ciągle się rozglądałam, z nadzieją, że wreszcie zobaczę gdzieś chłopaka. 


Oli?

sobota, 30 grudnia 2017

Od Anastasi cd. Oliego

Odczytałam wiadomość i przez chwilę miałam problem ze złapaniem oddechu. Usiadłam na łóżku, czując jak moje serce zaczyna walić jak oszalałe, a cały pokój zaczyna delikatnie wirować. Dać sobie chwilę spokoju? Jak długo? Co dokładnie ma na myśli? Mamy przestać się do siebie odzywać, czy jak? Tyle pytań nasuwało mi się do głowy, jednak na żadne z nich nie miałam odpowiedzi. Wystukałam na telefonie krótką odpowiedź, chociaż wolałam jej nie udzielać.
Skoro tak chcesz to okej.
Nie wiem, jak chciałam by to zabrzmiało. Z jednej strony mogło być to takie obojętne, z drugiej jakbym była wściekła. Znalazłoby się jeszcze kilka interpretacji tej wiadomości, ale byłam zbyt załamana, by móc nad tym myśleć. To wszystko moja wina, wyobrażałam sobie za dużo w momencie, gdy dobrze wiedziałam jaki jest i że nie pakuje się w związki. Mimo to.. chyba się zakochałam.. a on.. po prostu zrobił się dla mnie milszy, co jak widać odebrałam w zły sposób. Myślałam, że też mu się podobam, że coś do mnie czuje. Widocznie myliłam się. Może powinnam stać się zimną suką jak moja matka? Wciąż nie wiem, jak mój ojciec może z nią żyć. Z osobą, która jest pozbawiona empatii, uczuć, chociaż.. on jest identyczny. Czasem żałuję, że nie poszłam w ich ślady, pewnie ominęłoby mnie naprawdę wiele cierpienia.
Położyłam się na łóżku ze wzrokiem utkwionym w okno. Gałęzie wielkiego dębu delikatnie kołysały się na wietrze, a na ich powierzchni zatrzymywały się płatki śniegu. Taka piękna pogoda, taki piękny początek dnia, a taki okropny koniec. Jednak coś jest w powiedzeniu nie chwal dnia przed zachodem słońca.
Nie powinnam go pocałować, ani za pierwszym razem, ani za drugim. Spieprzyłam wszystko. Jak ja mam teraz normalnie funkcjonować? Jutro na śniadaniu usiąść z nim, czy na drugim końcu stołówki? Powiedzieć mu "cześć" czy może nie? Te myśli nie dawały mi zasnąć, a nowe łzy co chwila napływały do moich oczu. Jesteś słaba, Nastia, cholernie słaba. Nigdy taka nie byłam. Należałam do wrażliwych osób, jednak nigdy nie płakałam.
~~*~~*~~
Przez całą noc nie zmrużyłam oka. Udało mi się dopiero nad ranem, a przespałam może godzinę? Nie chciałam podnosić się z łóżka, nie chciałam iść na śniadanie, ale chyba musiałam. Względnie ogarnęłam się, jednak tych worków pod oczami nie udało się całkowicie ukryć. Już miałam wyjść z pokoju, gdy usłyszałam pukanie. Drzwi powoli się otworzyły, a w nich ukazał się Archie. Zacisnęłam wargi i przymknęłam na chwilę oczy. A kogo się spodziewałaś, Nastio? Oliego?
- Wszystko w porządku? - Spytał, na co tylko kiwnęłam głową, bo na nic więcej nie było mnie stać. Znowu się rozkleiłam. Archie podszedł do mnie i po prostu przytulił. Odezwał się dopiero w momencie, gdy przestałam płakać.
- Mogę zapytać, czy wolisz o tym nie rozmawiać? - Spytał, a ja powiedziałam mu, co się stało. Potrzebowałam kogoś, kto mógł mi pomóc, wysłuchać, przytulić. Oszczędziłam mu wielu szczegółów, wiedział tylko o kogo chodzi, nic więcej. 
- Boję się iść na stołówkę. On na pewno tam będzie, a ja nie chcę żeby widział, że płaczę - powiedziałam, biorąc głęboki wdech.
- Jeżeli chcesz, możemy pójść razem, albo pojechać na śniadanie do miasta.
- Dziękuję - szepnęłam, odsuwając się od chłopaka. Ostatecznie poszliśmy na stołówkę, która była prawie pusta. Co chwila rozglądałam się w poszukiwaniu Oliego, chociaż wiedziałam, że na pewno to mnie zaboli. 
- Nastia, opowiedz mi coś więcej. Chciałbym ci jakoś pomóc, ale nie wiem jak. Oczywiście nie będę naciskał, zrobisz co uważasz - zaczął, gdy tylko skończył jeść. Nie wiedziałam, czy mogę w pełni mu zaufać, co chyba zauważył. - Możesz mi zaufać, ja.. też ci coś powiem.
Rozejrzał się po stołówce, chcąc mieć pewność, że nikt go nie usłyszy i powiedział coś, czego się po nim nie spodziewałam. Archie wolał chłopaków. Zaufałam mu i powiedziałam, co się stało. Potrzebowałam wsparcia, a on mógł mi je dać, bo sam również go szukał.
Odruchowo zerknęłam w stronę wejścia na stołówkę, gdzie właśnie pojawił się Oli. Szybko odwróciłam wzrok w stronę okna. Nie możesz mu pokazać, że płaczesz..




Oli?
spoko, Archie jest gejemXD
krótkie, ale musi ci wystarczyć 

piątek, 29 grudnia 2017

Od Anastasi cd. Oliego

Z lodowiska wyszłam zaraz za Olim i nie było opcji, aby tak zakończył się nasz wyjazd na łyżwy. Ściągnęłam obuwie z nóg, by móc szybciej znaleźć się obok chłopaka.
- Nikt nie potrafi od razu nauczyć się jeździć łyżwach, spróbuj jeszcze raz. - Zaproponowałam, jednak chłopak pokręcił głową.
- Ja tam nie wracam, popatrzę sobie jak wy jeździcie.
- Przestań, spróbujesz jeszcze raz i może ci się uda. Pomogę ci.
- I nie będziesz miała żadnej zabawy z wyjazdu na lodowisko, bo będziesz musiała mnie niańczyć. - Wywrócił oczami. - Ja nie idę.
- W takim razie ja też nie idę. - Wzruszyłam ramionami i usiadłam obok niego na ławce. Nie pozwolę zostać mu tu samemu, więc albo oboje wrócimy na lód, albo wracamy do akademika. Nie ukrywam, że wolałabym zostać, jednak w tym przypadku mogłam się poświęcić i zrezygnować. Tak czy siak nie miałam przy sobie profesjonalnych łyżew do jazdy figurowej, więc nie byłabym w stanie wykonać wszystkich trików, które bym chciała. 
- Czemu? - Spojrzał na mnie, oczekując odpowiedzi. 
- Bo.. przyjechaliśmy tu razem i nie pozwolę ci żebyś tu siedział i się nudził. Ewentualnie ponudzimy się razem. 
- Idź, naprawdę - westchnął.
- Nie, chyba, że pójdziesz ze mną. Nauczę cię, naprawdę to nic trudnego. Musisz tylko załapać podstawy i będzie dobrze - zaczęłam go namawiać, chociaż nie oczekiwałam, że odniosę sukces.
- Serio nie chcę tam wracać, tylko się ośmieszę.
- Oli. - Odruchowo złapałam go za ramię, na wypadek gdyby próbował odejść. - Proszę, obiecuję ci, że się nie wywrócisz. Zaufaj mi.
Chłopak westchnął ciężko i bez słowa założył łyżwy na nogi. Uśmiechnęłam się szeroko i zrobiłam to samo, kierując się w stronę bramki wejściowej. Wyszłam na lód i poczekałam chwilę na Oliego, który trzymając się silnie barierek postawił obie nogi na śliskiej powierzchni.
- Będziesz musiał puścić barierkę. - Podjechałam bliżej i wyciągnęłam do niego obie ręce. Chłopak spojrzał na mnie lekko przestraszonym wzrokiem, ale zrobił to o co go prosiłam i szybko złapał moje dłonie.
- Zabije się - mruknął pod nosem.
- Z takim nastawieniem, na pewno - westchnęłam i powoli ruszyłam do tyłu, ciągnąc chłopaka za, a raczej przed sobą. - Musisz to wyczuć.
- Jezus Maria! Nie tak szybko! - zawołał, jednak ja ani na chwilę nie zmieniłam tempa. 
- Spokojnie, dobrze ci idzie, tylko musisz się bardziej skupić. - Delikatnie i bardzo ostrożnie puściłam jego ręce, a Oli samodzielnie przejechał kilka metrów. Ponownie ujęłam jego dłonie, jednak tym razem ruszyłam szybciej. Z chwili na chwilę szło mu coraz lepiej, aż w końcu mógł samodzielnie poruszać się po lodowisku, nie zaliczając przy tym porządnej gleby.
- Hej! Nastia! - Zawołała Imanuelle. - Kto dłużej będzie się kręcił? 
- Czy to wyzwanie? - Uniosłam brwi żałując, że jednak nie wzięłam swoich łyżew do jazdy figurowej. 
- Coś w tym stylu. - Puściła mi oczko i przygotowałyśmy się do naszego małego pojedynku. 
Od razu odczułam wielką różnicę w jakości tych łyżew i moich prywatnych, jednak nie przeszkodziło mi to, aby wykonać dość dobry technicznie piruet. 
Remis. Zatrzymałyśmy się dokładnie w tym samym momencie. Czas na lodowisko powoli dobiegał końca, jednak zdążyliśmy zrobić kilka wyścigów i pozbierać Zaina i Harry'ego z lodu. Uznali, że też zrobią pojedynek i.. nie wyszło to najlepiej. 
~~*~~*~~
- Przyznaj, że nie było tak źle. - Uśmiechnęłam się, wchodząc do pokoju chłopaka. 
- Jak już potrafiłem utrzymać równowagę.. było w porządku. - Wzruszył ramionami i odłożył swoją kurtkę do szafy. Przez całą drogę nie odezwał się ani słowem, co odrobinę mnie zaniepokoiło. Zaczęłam szukać różnych powodów, może to ja coś źle zrobiłam? 
- Wszystko ok? - Spytałam starając się zabrzmieć dość neutralnie. Chłopak zmarszczył brwi i spojrzał na mnie, nie do końca rozumiejąc o co dokładnie pytam. - Przez całą drogę się nie odzywałeś, pomyślałam, że mogło się coś stać. 
- Nie, wszystko w porządku. Po prostu musiałem trochę pomyśleć, nic istotnego. - Wzruszył ramionami i usiadł na łóżku. Kiwnęłam głową i już chciałam wyjść, jednak chłopak mnie zatrzymał. - Zapomniałem o czymś. 
Wstał i podszedł do mnie. Widziałam, jakby przez chwilę silnie się nad czymś zastanawiał, a zaraz potem wyjął z kieszeni prawie całkowicie pozbawioną listków, gałązkę jemioły. Podniósł ją do góry i spojrzał na mnie, czekając na moją reakcję. Chciałam tego, nie potrafiłam się oszukiwać, ale jednocześnie widziałam, że będę jeszcze bardziej przez to cierpieć. Chciałam znów złączyć nasze usta, poczuć jego smak, poczuć się dla niego.. kimś więcej niż przyjaciółką, choć na chwilę. 
Zrobiłam krok w jego stronę i.. tym razem było inaczej. Całował mnie tak.. delikatnie. Cholera jasna!
Nastia, błagam, tylko nie bierz tego do siebie, to nic nie znaczy. 





Oli?
Miało być dłuższe i lepsze, ale pisałam z telefonu :< 

środa, 27 grudnia 2017

Od Anastasii cd. Oliego

Cholera. Kompletnie nie miałam pojęcia, co powinnam w tym momencie zrobić. Z jednej strony chciałam pójść za nim, z drugiej wiedziałam, że to i tak nic nie zmieni w naszej relacji. Może jednak przyjaźń damsko-męska nie istnieje? Nie potrafię normalnie z nim rozmawiać, zachowywać się jak gdyby nigdy nic, w momencie, gdy cholernie mi na nim zależy. Pocieszył mnie jedynie fakt, że w nocy wcale nie poszedł do jakiejś dziewczyny.. chyba, że kłamał, jednak nie widziałbym w tym większego sensu. Po co miałby to robić?
Usiadłam na łóżku i schowałam twarz w dłoniach, próbując uporządkować sobie myśli kotłujące się w mojej głowie. Wszelka ochota na sen odpłynęła w jednej chwili i mogłam się już szykować na ciężką noc i okropne zmęczenie jutro. Westchnęłam ciężko i niewiele więcej już myśląc naciągnęłam na siebie szlafrok, by nie zmarznąć na korytarzu i wyszłam z pokoju, zamykając go na klucz. Potruchtałam szybko w stronę drzwi z numerem trzy i przez krótką chwilę się wahałam, czy na pewno powinnam tam wejść.
Nacisnęłam na klamkę mając nadzieję, że jak zwykle zapomniał je zamknąć i.. nie myliłam się. Weszłam do wnętrza ciemnego pomieszczenia i z trudem odnalazłam wzrokiem łóżko. Podeszłam bliżej, odłożyłam szlafrok na fotel i wczołgałam się pod kołdrę, przytulając do nagich pleców chłopaka. Jego niespokojny i nieregularny oddech świadczył o tym, że na pewno nie mógł jeszcze zasnąć. Nie odezwałam się, nie wiedziałam nawet, co mogłabym teraz powiedzieć. Ej, to nie ty mnie pocałowałeś tylko ja ciebie, nie musisz mnie przepraszać, sama tego chciałam, a to dlatego, że bardzo mi na tobie zależy, Wiem, że to dla ciebie i tak nic nie znaczyło, więc chociaż mogę usprawiedliwić się alkoholem? To chyba nie byłoby odpowiednie, a na nic więcej nie było mnie w tym momencie stać.
Chłopak westchnął ciężko i odwrócił się w moją stronę, jednocześnie obejmując mnie ramieniem.
- Coś się stało? - Spytał, a jego głos nie brzmiał tak samo jak wcześniej, był odrobinę niższy i delikatnie mu zadrżał.
- Ja.. nie mogę zasnąć. Jeśli chcesz, mogę wyjść..
- Zostań, w końcu.. przyjaciele sobie pomagają i.. wspierają się - odpowiedział beznamiętnym tonem, a ja poczułam, jakby ktoś wylał na mnie wiadro zimnej wody.
- T-tak, dokładnie - zająknęłam się i czując, że do moich oczu napływają łzy, wtuliłam się w klatkę piersiową chłopaka i zacisnęłam powieki. Nie mogłam się rozpłakać, nie przy nim.
- Dobranoc, księżniczko.
Nie odpowiedziałam, wiedziałam, że gdybym to zrobiła mój głos załamałby się i nie dałabym rady już dłużej powstrzymać napływających łez. 
~~*~~*~~
Obudziłam się około godziny ósmej, Oli jeszcze spał. Uniosłam się delikatnie na łokciach, nie chcąc go obudzić i przez chwilę mu się przyglądałam. Na policzku odcisnął mu się materiał poduszki, a na twarz opadło mu kilka kosmyków ciemnych włosów. Gdy spał, wyglądał tak.. niewinnie. Pochyliłam się nad nim i delikatnie pocałowałam jego policzek.
- Do zobaczenia później, przyjacielu - westchnęłam cicho i ostrożnie podniosłam się z łóżka. Naciągnęłam na siebie szlafrok i udałam się do swojego pokoju. Na korytarzach pojawiła się już cała masa świątecznych ozdób, ale wiem, że pani Ruby planuje ich jeszcze więcej. Prosiła mnie, żebym dziś w południe przyszła do jej gabinetu i wraz z kilkoma innymi osobami pomogła w dekoracji akademika.
Weszłam do swojego pokoju i pierwsze co, po zdjęciu szlafroka, pościeliłam łóżko i udałam się do łazienki. Umyłam zęby, a rozczochrane włosy spięłam w wysoki kucyk. Przejrzałam się w lusterku i nie mając zbytniej ochoty na robienie makijaż, wytuszowałam jedynie rzęsy i wróciłam do pokoju. 
Do południa nie robiłam kompletnie nic. Na śniadanie nie poszłam, bo nie byłam głodna, zresztą wstałam odrobinę za późno. Punktualnie o godzinie dwunastej pojawiłam się w biurze pani Stewart, która rozdzieliła wszystkim przybyłym zadania. Ja na początku zajęłam się strojeniem choinki w jej gabinecie, jednak zaraz po tym dostałam koszyk pełny gałązek jemioły do rozwieszenia - jak to pani Ruby uznała - wszędzie. Dostałam do pary jeszcze Imany, a chwilę później dotarł do nas spóźniony Archie.
Strojenie zaczęliśmy od wejścia do budynku, a potem przenieśliśmy się na korytarze akademika.
- Ej, Archie, chodź powiesimy jeszcze przy wejściu na salę - zaproponowała Imany, na co chłopak jedynie kiwnął głową - Idź już tam, a my zaraz przyjdziemy, muszę szybko coś obgadać z Nastią.
Oho, zaczęłam się bać. 
Archie bez zbędnych pytań poszedł w stronę sali, a Imanuelle z szerokim uśmiechem obkręciła się w moją stronę. Oderwała kawałek taśmy i przykleiła go do gałązki jemioły, nie wiedziałam do końca co planuje zrobić, ale obawiałam się najgorszego.
- Nie patrz tak na mnie, jeszcze mi podziękujesz - zaśmiała się, przyklejając ją nad drzwiami z numerem... trzy.
- Co ty.. - nie zdążyłam dokończyć do zapukała głośno do drzwi i przez chwile przytrzymała mnie, żebym nie mogła stamtąd uciec.
- Podziękujesz później - szepnęła i szybko pobiegła w stronę, w którą udał się Archie. W ten sposób nic nie naprawi, obawiam się, że może być tylko gorzej. 
Drzwi otworzyły się, a ja w tym momencie miałam jedynie ochotę pobiec za Imany.






Oli?

piątek, 22 grudnia 2017

Od Anastasi cd. Oliego

Leżałam na łóżku chłopaka wpatrując się w sufit. Przygryzłam delikatnie dolną wargę, wciąż czując na niej dotyk ust Oliego. Poczułam te przysłowiowe motyle, których pojawiło się u mnie zdecydowanie za dużo. Nie żałowałam, ani trochę. Było mi tylko przykro, że dla mnie było to coś więcej, niż pocałunek, a Oli pewnie nie odebrał tego w ten sam sposób co ja. Pocałowałam go nie raz, dlatego, że chciałam móc mu chociaż trochę dorównać, żeby móc sprawić mu choć trochę przyjemności, którą otrzymywał zwykle idąc z jakąś dziewczyną do łóżka. Ja nie chciałam tego robić, nie dla samej przyjemności fizycznej. Dla mnie seks jest jedną z możliwości okazania uczuć, uprawia się go z miłości, a nie dla tego, by tylko poczuć się dobrze.
Oli. Gdzie poszedł? Nie wiem. Może po prostu wiedział, że nie zależy mi na seksie i wołał iść zaspokoić się u kogoś innego? To najbardziej prawdopodobna wersja ze wszystkich możliwych.
Ośmieszyłaś się, Nastio. Dobrze wiedziałaś, że on chce czegoś więcej, a mimo to ciągle miałaś nadzieję, że jednak jest inny. Mówiłam ci, że będziesz cierpiała.
Wzięłam głęboki wdech i czułam, jak moje oczy zachodzą łzami. Nastia, ogarnij się wreszcie. Zapomnij, tak jakby nic się nie wydarzyło. Tylko, że ja nie chcę zapominać. Uniosłam dłoń do twarzy i przejechałam palcem po linii ust, gdzie jeszcze niedawno stykały się one z wargami Oliego. Z wargami, które całowały już nie jedną... nie.. nie myśl tak, to bardziej boli.
Wzięłam ostatni drżący oddech, ostatni raz zaciągając się zapachem poduszki i podniosłam się do pozycji siedzącej. Wyszłam z pokoju głośno trzaskając drzwiami, impreza trwała w najlepsze, więc raczej nikogo nie mogło to obudzić. Zresztą, czemu ja się tym przejmuję? Czemu ciągle myślę o innych? Nie mogę zając się sobą? 
Uspokój się, idź spać. 
Żwawym krokiem pokonałam dystans dzielący mnie od mojego pokoju i weszłam do pomieszczenia, zamykając drzwi na klucz. Zdjęłam szpilki rzucając je gdzieś w kąt pokoju, a zaraz potem zrobiłam to samo z sukienką. Wskoczyłam pod ciepłą kołdrę i ułożyłam głowę na puchatej poduszce. Tylko zaśnij, nie myśl o tym, co właśnie Oli może robić i z kim w jednym z akademickich pokoi. 
~~*~~*~~
Wstałam późno, bo w okolicy południa i pierwsze co pomaszerowałam do łazienki. Napełniłam wannę bardzo ciepłą wodą i narobiłam całą masę piany, chcąc poprawić sobie humor na początek dnia. Bieliznę wrzuciłam do kosza na pranie, a sama zanurzyłam się w wodzie pachnącej truskawkami. Pospiesznie zdjęłam naszyjnik i bransoletkę, nie chcąc ich zamoczyć i w tym momencie mój wzrok spoczął na pierścionku. Zdjęłam go i razem z resztą biżuterii odłożyłam na niewielką półeczkę, gdzie znajdowały się płyny, szampony i sole do kąpieli, oczywiście o zapachu moich ukochanych truskawek, chociaż znalazło się też kilka miętowych. Zanurzyłam się po szyję w wodzie i przymknęłam delikatnie oczy. Moja chwila odpoczynku nie trwała zbyt długo, bo zaraz usłyszałam pukanie do drzwi. 
- Kto tam? - Krzyknęłam, wywracając oczami. 
- Archie. - Usłyszałam w odpowiedzi i przez chwilę musiałam pomyśleć, by przypomnieć sobie, że jesteśmy w jednej grupie. - Mogę wejść?
- Mhm, jasne - odpowiedziałam i usłyszałam jak chłopak wchodzi do środka. - Coś się stało? Zaraz wyjdę.
Niechętnie wyszłam z wanny i pospiesznie wytarłam całe ciało z piany. Naciągnęłam na siebie biały szlafrok i mocno przewiązałam go w pasie. Uchyliłam drzwi wzdrygając się, gdy poczułam jak chłodne powietrze omiata moje bose stopy. Nie było zimno, jednak różnica między łazienką, z której zrobiłam dziś saunę, a pokojem była znaczna.
- Coś się stało? - Powtórzyłam, obserwując chłopaka, który stal oparty o ścianę. 
- Nie było cię na śniadaniu, na treningu też...
- Jakim treningu? - Przerwałam mu, nie do końca przypominając sobie o co chodzi. Dziś niedziela, nie ma treningów. 
- Trening tańca, dziewczyny przyszły i na ciebie czekały.
- O matko - westchnęłam - Całkowicie o nim zapomniałam. 
- Wolałem przyjść i sprawdzić, czy wszystko w porządku. - Uśmiechnął się, a w jego tonie głosu dostrzegłam.. nieśmiałość? 
- Dziękuję, to miłe. - Odwzajemniłam jego uśmiech. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na to, jak Archie zachowywał się w stosunku do mnie. Był miły, obdarowywał mnie komplementami, ale wcześniej nie zwracałam na to większej uwagi. Byłam zapatrzona w kogoś innego. 
- Myślałem, że... może.. dasz się zaprosić dzisiaj na kawę? - Spytał, a mnie odrobinę zatkało. Powinnam? Teoretycznie nic, ani nikt mnie nie ogranicza, dlaczego miałabym nie zaakceptować zaproszenia od kogoś, kto jest dla mnie miły? Nie ukrywałam przed samą sobą, że wolałam, by w tym momencie stał tu Oli, jednak nie mogłam się tak zamykać. Przecież ja i Oli.. nie byliśmy razem.. on nie chce związków, a ja chcę kogoś pokochać i być kochaną.. to wczoraj pewnie i tak niewiele znaczyło - oczywiście dla niego, bo dla mnie było to coś więcej. 
- Jasne. - Uśmiechnęłam się. 
- O czwartej? - Odwzajemnił uśmiech. 
- O czwartej. - Potwierdziłam skinieniem głowy. 
Archie to naprawdę fajny chłopak i raczej nie szuka sobie jednorazowych przygód. Problem w tym, że na każdym kroku porównywałam go z Olim, bo to do niego czułam coś więcej. 
~~*~~*~~
Jak wyglądało spotkanie z Archiem? Bardzo dobrze. Chłopak dość dyskretnie dał mi znak, że mu się podobam, a ja.. wciąż chciałam widzieć na jego miejscu kogoś innego i to był największy problem. Czułam, że postępuję nie fair wobec Archiego spotykając się z nim, a myśląc ciągle o kimś innym, jednak.. o Olim powinnam zapomnieć, zatrzymać naszą znajomość na poziomie przyjaźni, bo dał mi do zrozumienia, że nic więcej nie chce. Może powinnam spróbować lepiej poznać Archiego? Myślę, że to dobre rozwiązanie. On może mi dać coś, czego jak każdy człowiek potrzebuję - miłość. 
Ale nie jest Olim - dodałam sobie w myślach - Zapomnisz, nie martw się. 
Na kolację poszłam sama, jednak w połowie drogi dołączył do mnie Archie. Wchodząc na stołówkę prawie wpadłam na Oliego. 
- Możemy porozmawiać? - Spytał, jednak ja nie miałam ochoty w tym momencie prowadzić z nim konwersacji. Przed oczami miałam wczorajszy wieczór i odruchowo spojrzałam na jego usta, co chyba zauważył. Posunął się daleko, jednak jeszcze mu na to pozwalałam. Gdyby spróbował wczoraj czegoś więcej, na pewno bym mu na to nie pozwoliła i.. pewnie dlatego wyszedł. Wiedział, że nie może liczyć na upojną noc, więc poszedł do kogoś innego. 
- Teraz nie mogę, idę na kolację - odpowiedziałam.
- A kiedy będziesz mogła?
- Idziesz? - Usłyszałam głos Archiego, który obserwował w tym momencie zachowanie Oliego.
- Jasne - odpowiedziałam mu, po czym zwróciłam się do Oliego - Nie wiem. Może później. 




Oli?

Od Anastasi cd. Oliego

Dyrektor jak zwykle przygotował bardzo długą przemowę, w której zawarł historię Morgan University sprzed wielu, wielu lat. Wręcz czułam jak cofamy się w czasie, gdy słyszałam wszystkie, nawet te najdrobniejsze szczegóły wypowiadane przez pana Stewarta. Rozbawiło mnie, gdy jego żona zaczynała dawać mu dyskretne znaki, że zdecydowanie przesadził z długością przemowy, jednak mężczyzna nic sobie z tego nie robił. Z początku naprawdę go słuchałam, jednak później zaczęło być już to okropnie nudne, a wyjście z sali w trakcie mowy byłoby uznane za niegrzeczne, więc spokojnie rozejrzałam się po wszystkich przybyłych. Cóż.. stroje niektórych z uczennic były zdecydowanie nieodpowiednie na taką uroczystość, jednak jestem wręcz pewna, że poniosą tego konsekwencje. Pracownicy akademii mają określone reguły, których nie powinno się łamać i podejrzewam, że koronkowe sukienki z widoczną przez nie bielizną, zdecydowanie nie są mile widziane. Na litość boską, czy ta szkoła to same kobiety lekkich obyczajów? Jaki trzeba mieć do siebie szacunek by przyjść w czymś takim na szkolny, podkreślam szkolny, bal. Zrozumiem inną imprezę, przykładowo czyjeś urodziny, czy dyskoteka gdzieś na mieście, ale nie tutaj.
Po długich poszukiwaniach udało mi się dostrzec Imany w jej pięknej sukience, którą już wczoraj mi pokazała. Wyglądała naprawdę ślicznie. Obok niej stał Zain, a gdzieś za nimi kilkoro znajomych mi osób. Po chwili zauważyłam też Camillę w pięknej różowej sukience, a zaraz przy dziewczynie stał jej brat, Jules. Znajomych twarzy całe mnóstwo, jednak praktycznie nikogo z kim utrzymywałabym bliższe kontakty. Fakt, od początku zakolegowałam się z Imany, później trochę z Camillą, jednak nic więcej. Nie mogę powiedzieć, że jakoś bardzo mi to przeszkadzało, ale czasem żałowałam, że nawet nie próbuję poznać kogoś nowego.
- Możemy stąd wyjść? - szepnął mi do ucha Oli, na co aż się wzdrygnęłam.
- Spokojnie, zaraz skończy - mruknęłam w odpowiedzi, chociaż sama nie byłam co do tego przekonana. Na całe szczęście po jakiś pięciu minutach nastąpiły brawa, a pan Stewart usunął się ze sceny, pozwalając wejść na niej zespołowi wynajętemu na dzisiejszy wieczór. Zanim zaczęli grać, wszyscy zajęli sobie miejsca przy rozstawionych po bokach sali stołach i zaczęli głośno między sobą rozmawiać.
Nie potrzeba było wiele czasu, by wszyscy nauczyciele usunęli się z imprezy z powodu późnej godziny i na stoły od razu wleciał alkohol, a pierwsze ofiary trunków pojawiły się już ledwo po godzinie jedenastej wieczorem. Jakież zdziwienie widniało na twarzy Oliego, gdy sama sięgnęłam po kieliszek.
- Ty? Taka grzeczna dziewczynka? - Uniósł brwi, poprawiając włosy, które opadły mu na twarz.
- Chyba już ci mówiłam, że jeszcze dużo o mnie nie wiesz. - Uśmiechnęłam się, przykładając kieliszek do ust. Zaraz poczułam gorąco rozchodzące się po moim ciele i to nieprzyjemne pieczenie w gardle. Za wódką nie przepadałam, zresztą, jak można było ją lubić? Jest ohydna. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się gdzieś załatwić dobrego drinka, bo nie zamierzam sięgać po kolejne kieliszki. Camilla jeszcze przed imprezą obiecała, że przyniesie mi coś dobrego, więc musiałam tylko trochę zaczekać.
Zatańczyliśmy z Olim do dwóch piosenek, a potem na jakiś czas nasze drogi się rozeszły. Trochę potańczyłam z kilkoma osobami, jednak szybko miałam już dość w tych szpilkach. Montclaire, jak obiecała, przyniosła mi niesamowicie pysznego i wyjątkowo mocnego drinka mojito, więc wróciłam do stolika, gdzie właśnie zajmował swoje miejsce Oli.
- Nie tańczysz? - Zmarszczyłam brwi, siadając obok niego i biorąc kolejnego łyka drinka. - Tyle dziewczyn w krótkich sukienkach, a ty siedzisz przy stoliku?
- Nie mam ochoty. - Wzruszył ramionami, uśmiechając się delikatnie. Kto by pomyślał. Oli Krafftag nie ma ochoty podrywać dziewczyn. Takie momenty zdarzają się chyba bardzo rzadko, jednak... nie mogłam pokonać tego uczucia, które właśnie mną zawładnęło. Byłam cholernie zadowolona z tego, że nie chciał z żadną z nich tańczyć. Dlaczego? Chyba mogłabym wreszcie przyznać się sobie, że Oli mi się podobał. Za wszelką cenę próbowałam się od tego odciągnąć, wmawiać sobie, że jest inaczej, że tylko będę przez to cierpieć... ale moje serce i rozum nigdy nie potrafią się ze sobą dogadać. Najgorsze w tym wszystkim było to, że ja mogłam się naprawdę zakochać, a dla niego to po prostu kolejna dziewczyna, którą może sobie zaciągnąć do łóżka ( na to niech nawet nie liczy! ). To bolało, ale co mogłam zrobić? On widzi kobiety głównie fizycznie, pragnie ich fizycznie, nie inaczej.
Ja chciałabym związku. Relacji chłopak-dziewczyna, która skupia się na uczuciu, a nie tylko na seksie. Wiem, że Oli nie mógłby mi tego ofiarować, więc staram się nie myśleć o nim w ten sposób, chociaż momentami jest to silniejsze ode mnie.
- Wszystko w porządku? - Głos chłopaka wyrwał mnie z głębokiego zamyślenia.
- Co?
- Wszystko ok? - Powtórzył patrząc się na mnie... z troską? Coś w tym stylu.
- Tak, zamyśliłam się tylko. - Uśmiechnęłam się, pociągając łyk drinka z wysokiej szklanki. Spojrzałam na parkiet, gdzie uczniowie tańczyli z szerokimi uśmiechami i wypatrzyłam w nich tą rudą sukę, która na całe szczęście odsunęła się od drużyny cheerleaderek. W innym przypadku pewnie skończyłaby się miła Nastia i pokazałabym jej, kto tu rządzi. Zawsze preferowałam zasadę, żeby nie zniżać się w ten sposób do czyjegoś poziomu, ale na litość boską! Ona tak działała mi na nerwy!
Ona również mnie zauważyła i trzymając w dłoni lampkę czerwonego trunku ( jak podejrzewam wina ) podeszła bliżej do naszego stolika.
- Jak się bawicie? - Uśmiechnęła się sztucznie, bardziej do Oliego niż do mnie.
- Było super dopóki tu nie podeszłaś. - Odwzajemniłam jej uśmiech, na co ta burknęła coś pod nosem. Podniosła swoje wino do góry i z rozmachem wylała je na białą koszulę Oliego.
- Teraz jesteśmy kwita - zaśmiała się, a raczej zachichotała, odchodząc w podskokach na środek parkietu. Oli nieźle się wkurzył i odsunął krzesło, chcąc pójść za nią. W ostatniej chwili zdążyłam złapać go za rękę i zatrzymać.
- I co jej zrobisz? - Uniosłam brwi, przytrzymując jego ramię.
- Powiem, że.. - burknął, jednak zaraz mu przerwałam.
- Daj sobie spokój, lepiej chodź się przebrać. - Wstałam z miejsca i pociągnęłam chłopaka w stronę wyjścia z sali. Przez chwilę jeszcze miał ochotę iść wygarnąć wszystko dziewczynie i musiałam się bardzo postarać, żeby tego nie zrobił. Mi, nie za wysokiej dziewczynie na dodatek w szpilkach, nie było łatwo zatrzymać Oliego, który serio się zirytował jej zachowaniem, a bardziej wkurzyło go to, że jego biała koszula nie jest już taka biała, a raczej nabrała ciemnoróżowego koloru. Gdy wyszliśmy na korytarz, gdzie słychać było jedynie dudnienie muzyki z sali, chłopak troszkę się uspokoił. W ciszy weszliśmy na górę i udaliśmy się do jego pokoju.
- Masz inną koszulę, prawda? - Spytałam dla pewności, gdy weszliśmy do pomieszczenia.
- Jasne, że mam - mruknął pod nosem, rozpinając guziki swojej koszuli. Wzięłam od niego poplamiony materiał i od razu wypukałam go pod bieżącą wodą, by uniknąć trwałej plamy. Na szczęście praktycznie całość zeszła, trzeba będzie ją wyprać i będzie perfekcyjnie czysta. Powiesiłam ją na wieszaku, a wieszak pod prysznicem, żeby nie kapało na podłogę. Wyszłam z łazienki, a Oli wciąż stał przed szafą, przekładając co chwila wieszaki w rękach.
- Nie możesz się zdecydować? - zaśmiałam się w tym samym momencie, w którym wziął jedną koszulę i zdjął ją z wieszaka.
- Już mogę. - Uniósł kącik ust i zwinnym ruchem założył koszulę, zaczynając zapinać jej guziki. Znowu popadłam w te same rozmyślenia co wcześniej, ekh nie podoba mi się to.
- O czym tak myślisz? - mruknął pod nosem zapinając ostatni guzik, jednak oczywiście na górze zostawił trzy rozpięte.
- O niczym. - Potrząsnęłam głową, skupiając się na jego słowach. Chyba ta niewielka ilość alkoholu, jaka dostała się do mojego organizmu wystarczyła, by dodać mi sporo odwagi. Jedyne co chciałam zrobić w tym momencie to po prostu podejść do niego i...
- A dokładniej? - Uniósł brwi.
- Czy to przesłuchanie? - Skrzywiłam się, nie wiedząc co odpowiedzieć.
- Gra w pytania - zaśmiał się, zakładając czarną marynarkę.
- W takim razie teraz moja kolej.
- Nie, zapytałaś, czy to przesłuchanie, więc teraz moja kolej. - Uśmiechnął się zwycięsko. - O co ci chodzi? Cały dzień jesteś taka zamyślona, momentami w ogóle nie można złapać z tobą kontaktu.
- Taki dzień, nie mogę się skupić. - Wzruszyłam ramionami.
- Co ci tak zaprząta myśli? - Zaśmiał się. - Czyżby jakiś mężczyzna z pokoju numer trzy?
- Moja kolej. - Uśmiechnęłam się, podchodząc bliżej i zapinając guzik jego koszuli. Musnęłam palcami jego skórę na klatce piersiowej na co nieznacznie drgnął. - Dlaczego ich nie zapinasz?
- Bo jestem wtedy bardziej seksowny - odpowiedział, na co wywróciłam oczami.
- Czemu kreujesz się na grzeczną dziewczynkę?
- W jakim sensie? - Zmarszczyłam brwi.
- Starasz się być grzeczna, miła, tak pokazujesz się wszystkim, jednak tam w środku chyba budzi się w tobie jakiś buntownik - zaśmiał się.
- Rodzice od zawsze wymagali ode mnie tego, żebym była grzeczna, dobrze się uczyła i tak dalej. Nigdy tego nie chciałam, ale weszło mi to w nawyk, w końcu przebywałam w takim środowisku. - Wzruszyłam ramionami, od razu zadając swoje pytanie. - Ta ruda ma do ciebie żal o to, że nie poszedłeś z nią kolejny raz do łóżka?
- Myślę, że tak.
- A dlaczego nie poszedłeś?
- Hola, hola. Moja kolej. - Uśmiechnął się, jednak nie zadał swojego pytania.
- Czekam na twoje pytanie - szepnęłam, robiąc krok do przodu. Teraz staliśmy tak blisko siebie jak jeszcze nigdy. - Zapytaj mnie o coś.
Nasze twarze zbliżyły się jeszcze bardziej tak, że prawie stykaliśmy się czołami. Spodziewałam się, co może za chwilę nastąpić, jednak dziś byłam jakoś bardziej odważna i nie odsunęłam się od niego.
- Nie powinniśmy tego robić - szepnęłam.
- Definitywnie nie powinniśmy tego robić - odpowiedział cicho. Może i będę tego żałować, ale w końcu lepiej żałować, że coś się  zrobiło, niż że się nie spróbowało, prawda?
W takim razie, będę kolejną, która uległa urokowi słynnemu Oliemu Krafftag. Zbliżyłam swoją twarz do jego i nie mogąc już dłużej wytrzymać delikatnie musnęłam jego wargi, co zapoczątkowało nasz pocałunek.






Oli?

czwartek, 21 grudnia 2017

Od Anastasii cd. Oliego

Czułam jak oczy powoli zaczynają zamykać mi się ze zmęczenia, co dodatkowo wspierane było przez Oliego, który delikatnie głaskał mnie po plecach zakreślając na nich różne wzorki. Był naprawdę w porządku osobą, ale... niestety tylko czasem. Zastanawiało mnie, czy zawsze tak się zachowywał, może to, że jest dla mnie miły jest próbą zaciągnięcia mnie do łóżka, jak każdą inną? Myślę, że nie, chociaż... nigdy z nim do końca nic nie wiadomo. Nie chciałabym, żeby okazało się, że tak właśnie jest, zdążyłam naprawdę go polubić i nie chciałabym, żeby w jakikolwiek sposób mnie zranił. Mimo wszystko na wszelki wypadek staram się trzymać pewien dystans. Wiem, jaki jest Oli i jaki styl życia prowadzi. 
Nie wiem jak długo spałam, ale widząc jak promienie słońca wpadają do pomieszczenia, wiedziałam, że nie mogło to trwać zbyt długo. Tak naprawdę pewnie wciąż bym spała, gdyby nie dźwięk mojego telefonu. Z trudem sięgnęłam po komórkę leżącą na szafce nocnej i po odblokowaniu go zauważyłam wiadomość od Imany. Wysłała mi zdjęcie sukienki, jaką kupiła na bal i ... cholera jasna, sukienka! Miałam ją kupić już tydzień temu i jak zwykle zapomniałam.
- Oli - szepnęłam, szturchając chłopaka w ramię.
- Jeszcze pięć minut - mruknął pod nosem, przekręcając się na drugi bok.
- Oli - powtórzyłam głośniej.
- Co?
- Muszę jechać do miasta.
- Po co? - Uniósł głowę i zmrużył oczy, chcąc powoli przyzwyczaić je do światła.
- Po sukienkę na bal - westchnęłam, wstając z łóżka. Pospiesznie spakowałam portfel i telefon do torebki, chcąc zdążyć przed zamknięciem sklepów.
- Bal jest jutro, a ty jeszcze jej nie kupiłaś? - Zmarszczył brwi, podnosząc się do pozycji siedzącej.
- A ty masz garnitur? - Spróbowałam odbić piłeczkę, jednak obawiałam się, że nie wyjdę wygrana z tej sytuacji.
- Już dawno - westchnął, po czym uśmiechnął się szeroko - Chodźmy już, bo nam sklepy pozamykają, a muszę koniecznie pomóc ci w wyborze odpowiedniej kreacji.
Wywróciłam oczami i ubrałam na nogi wysokie, czarne botki, a płaszcz w tym samym kolorze przerzuciłam sobie przez ramię.
Oli pobiegł szybko do siebie, żeby się przebrać, a ja w tym czasie zajęłam się samochodem, którego szyby przez niesprzyjającą pogodę były całe oszronione. Spojrzałam na zachmurzone niebo, obawiając się, że zaraz zacznie sypać śnieg. Gdzie moje ukochane lato? Gdzie krótkie spodenki? Gdzie piękne słoneczko? Gdzie wysokie temperatury? Ekh.. jak można lubić zimę? Osobiście uważam ją za najgorszą porę roku i raczej nigdy się do niej nie przekonam.
Wyjęłam z kieszeni rękawiczki i naciągnęłam je na zmarznięte już dłonie. Pospiesznie wyczyściłam szybę i wsiadłam do środka, czekając aż Oli raczy zaszczycić mnie swoją obecnością. W między czasie odpaliłam silnik i uruchomiłam ogrzewanie, bo w innym wypadku chyba bym tu nie wytrzymała. Rozejrzałam się po parkingu, jednak nigdzie nie widziałam chłopaka. Dopiero po dłuższej chwili zauważyłam jak drzwi wejściowe do akademika się otwierają i staje w nich Oli. Powoli schodził po schodach, jednak chwilę później nie udało mu się obronić przed ślizgiem na lodzie i zaliczeniu porządnej gleby.
- Cały jesteś? - Zaśmiałam się, uchylając szybę.
- Cały i zdrowy! - Odkrzyknął próbując się podnieść, jednak znowu się poślizgnął. Dopiero po kilku próbach udało mu się wstać i doczłapać do samochodu. Od razu dopadł się do radia, jednak tym razem nie miałam ochoty się z nim kłócić.
~~*~~*~~
Jeden sklep, setki sukienek, brak możliwości zdecydowania się na którąś z nich.. oczywiście z początku na pomoc Oliego nie mogłam liczyć, bo zajęty był zagadywaniem jednej z pracownic. Przekładałam co chwila nowe wieszaki z sukienkami, jednak znalezienie czegoś odpowiedniego było wręcz niemożliwe. Wzięłam do ręki ciemnoróżową, wpadającą lekko w czerwień i przyłożyłam do siebie. Sięgała mi mniej więcej do kolan i miała długie rozcięcie na boku. Ładna.
- Przymierz tą. - Usłyszałam głos Oliego, a zaraz potem wcisnął mi do rąk czarny materiał. Rozłożyłam ją przed sobą i.. no cóż.
- Ona ma dekolt do pępka - mruknęłam pod nosem.
- No i? - Uniósł brwi, widocznie nie zauważając w czym tkwi problem.
- To szkolna impreza, nie pójdę w czymś takim.
- Tylko przymierz - jęknął obracając mnie w stronę przymierzalni.
Westchnęłam ciężko, jednak zrobiłam to o co mnie prosił. Sukienka faktycznie była ładna, jednak nie było możliwości, żebym ubrała coś takiego na szkolny bal. Najchętniej wzięłabym prostą sukienkę, bez żadnych większych ozdobników i błyskotek. 
Przejrzałam się w lustrze i.. na pewno jej nie kupię. Odchyliłam zasłonkę od przebieralni, chcąc uniknąć pretensji od Oliego, że nawet mu się nie pokazałam w wybranej przez niego sukience.
- Jest idealna. - Uśmiechnął się.
- Mhm, tylko nie na szkolny bal. - Wywróciłam oczami. - Podaj mi tamtą ciemnoróżową.
Oczywiście zanim chłopak wziął odpowiednią sukienkę, zdążyłam już się nieźle zirytować, bo oczywiście określenie ciemnoróżowa było zbyt niedokładne.
Po przymierzeniu kolejnej uznałam, że wystarczy tego przymierzania i bez większego zastanowienia kupiłam właśnie tą, która od początku wpadła mi w oko.
- Wychodzimy - mruknęłam do Oliego, który znów bajerował pracownicę sklepu. Musiałam chwilę poczekać, aż wymienią się numerami i wreszcie mogliśmy wyjść.
Irytowało mnie jego zachowanie, ale.. czego mogłam się spodziewać? Dokładnie wiedziałam jak wygląda sytuacja i jaki jest jego charakter, więc powinnam się już przyzwyczaić. Wciąż mam głupią nadzieję, że się zmieni, że jednak jest inny. Nie wiem, dlaczego tak bardzo mi na tym zależy, tym bardziej, że na pewno się zawiodę.
~~*~~*~~
Do balu zostały zaledwie dwie godziny, a ja byłam w totalnej rozsypce. Ledwo wyszłam spod prysznica i zawiązałam ręcznik na mokrych włosach, a już musiałam zacząć rozkładać kosmetyki na biurku. Kto zawsze musi się spóźnić? Oczywiście, że ja.
Na szczęście zrobienie makijażu nie zajęło mi o dziwo zbyt wiele czasu. Postawiłam na coś delikatnego, jednak wyrazistego. Włosy pospiesznie wysuszyłam i zrobiłam na nich delikatne loki, chociaż mogę się założyć, że po zaledwie godzinie będą one idealnie proste. Przejrzałam się jeszcze raz w lusterku i wymusiłam uśmiech do swojego odbicia. Odetchnęłam ciężko i podeszłam do szafy, biorąc pierwszy z brzegu zestaw bielizny, który okazał się być wykonany z czarnej koronki. Założyłam ją i zerknęłam ukradkiem na zegarek, orientując się, że dokładnie za pół godziny zaczyna się bal, a wszyscy powinni przyjść chwilę wcześniej żeby zająć lepsze miejsca. Super! Będę siedzieć przy toaletach, bo lepszej miejscówki nie dam rady sobie znaleźć, jak przyjdę tak spóźniona. Biegałam po całym pokoju, z jednego kąta w drugi nie wiedząc do końca czego szukam. Wyjęłam z szafy sukienkę i ostrożnie odłożyłam ją na łóżko, a zaraz potem pobiegłam po szpilki, które rzuciłam gdzieś obok szafki. Pobiegłam szybko do łazienki i wyjęłam z pudełeczka bransoletkę oraz pierścionek, który dostałam od Oliego.
W tym samym czasie, jak wyszłam z toalety z zamiarem założenia już swojej kreacji, usłyszałam pukanie do drzwi.
- Kto tam? - Zawołałam, podnosząc sukienkę i zdejmując ją z wieszaka.
- Oli.
- Wejdź, tylko nie patrz - mruknęłam pod nosem, jednak wiedziałam, że bardzo dobrze mnie usłyszał.


Oli?
obiecany gif pojawi się w następnym opowiadaniu, pod warunkiem, że zakończysz je jakoś w trakcie trwania balu XD

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Od Anastasi cd. Oliego

To było... dziwne. Ja i Oli. Tak blisko. Odsunęłam się pierwsza, bo obawiałam się, że on by tego nie zrobił. Ciężko mi było przyznać się do jednej rzeczy - w momencie, gdy spuścił wzrok na moje usta... tak bardzo chciałam móc go pocałować, ale nie mogłam. Dlaczego? Przecież to Oli, dla niego pewnie i tak nic by to nie znaczyło, po prostu kolejna uległaby jego urokowi, a ja.. chcę się zakochać i być kochana. Wiem, że on nie potrafiłby mi tego dać - nie potrafiłby mnie kochać. Czasem się zastanawiam, czy kiedykolwiek w życiu mu na kimś zależało, ale tak naprawdę. Czy był kiedyś zakochany?
Jedno wiem, chłopak raczej nie ma w planach większych zmian w swoim życiu, na przykład jeżeli chodzi o ilość kobiet sprowadzanych do jego łóżka, a ja.. powinnam się od niego bardziej odsunąć. Boję się tylko tego, że mogłabym się w nim zakochać, a.. na litość boską.. przecież i tak nic dla niego nie znaczę i nie będę znaczyć, no chyba, że zechce postawić sobie za zadanie zaciągnięcie mnie do łóżka, co od razu mówię, że na pewno mu się nie uda.
Bez słowa podeszłam do kasy i kupiłam prezent dla Julesa, rzucając ekspedientce obojętne spojrzenie. Wychodząc ze sklepu nie oglądałam się nawet za Olim, w końcu to on powinien się pilnować, bo to ja mam nasz transport do akademika, a sam nie będzie miał zbytnio jak wrócić.
- Gdzie ty tak biegniesz? - Westchnął, wyrównując ze mną krok.
- Do samochodu? Muszę szybko wrócić i nauczyć się na jutro. - Wzruszyłam ramionami.
- Jutro Mikołajki, mamy wolne. - Wywrócił oczami.
- Na pojutrze.
- Na pojutrze zdążysz się nauczyć, nie przesadzaj - westchnął i złapał mój łokieć, dzięki czemu udało mu się mnie zatrzymać. - Co ty taka zdenerwowana?
- Nie jestem zdenerwowana, źle się czuję - mruknęłam pod nosem, wyrywając rękę z jego uścisku. Nie skłamałam, naprawdę nie czułam się najlepiej. Już jakąś chwilę temu zaczęła boleć mnie głowa i moje ogólne samopoczucie nie było najlepsze, ale starałam się nie zwracać na to większej uwagi, mając nadzieję, że zaraz mi przejdzie. - Chodźmy już. 
Chłopak bez słowa poszedł za mną, a zatrzymał się dopiero przy drzwiach samochodu. 
- Chyba coś ci się pomyliło - mruknęłam, widząc że stoi od strony kierowcy i wystawia do mnie dłoń, w oczekiwaniu na klucze. 
- Nie będziesz prowadziła, skoro źle się czujesz. - Wzruszył ramionami. - Dasz mi te kluczyki, czy mam sam je sobie wziąć? 
Nie mając ochoty na kłótnię, sięgnęłam dłonią do torebki i odnajdując w niej pęk kluczy i rzuciłam je w stronę chłopaka, który na całe szczęście bez problemu je złapał. Obeszłam samochód i zajęłam miejsce pasażera.
- Tylko jedź ostrożnie - mruknęłam, opierając głowę o zimną szybę.
- Oczywiście, księżniczko - zaśmiał się, odpalając silnik.
~~*~~*~~
Wróciłam do swojego pokoju i od razu położyłam się spać, mając nadzieję, że po krótkiej drzemce poczuję się lepiej. Całe szczęście miałam rację i po około godzinnym śnie czułam się o niebo lepiej. Pierwsze co udałam się do łazienki, by poprawić rozmazany makijaż. Nie miałam większej ochoty na wychodzenie gdziekolwiek z mojego cieplutkiego, przytulnego pokoiku, ale właśnie nadeszła pora obiadu, a mój żołądek wyraźnie domagał się posiłku.
Naciągnęłam trampki na nogi i niechętnie opuściłam pokój, kierując się w stronę schodów. W całym akademiku panowała cisza, co mogło oznaczać, że albo wszyscy byli już na stołówce, albo brali dodatkowe treningi. Zdecydowanie bardziej obstawiałam drugą opcję, bo frekwencja na lekcjach i wykładach ostatnio nie była zbyt wysoka.
Weszłam na stołówkę, gdzie aż świeciło pustkami. Jedynie kucharki krzątały się po całej sali, wycierając ostatnie stoliki i wykładając talerze. Podeszłam do lady i z niezbyt zadowoloną miną wzięłam porcję spaghetti. Nie przepadałam za tym daniem, dlaczego? Nikt nie umiał przyrządzić go tak dobrze, jak moja babcia, więc każda inna wersja niezbyt mi smakowała.
Usiadłam przy pierwszym lepszym stoliku i zabrałam się za jedzenie. Z tylnej kieszeni spodni wyjęłam telefon i po uruchomieniu go, zaczęłam przeglądać różne portale społecznościowe, bo zwykle nie miałam na nie zbyt dużo czasu. Podniosłam głowę dopiero wtedy, gdy usłyszałam, że krzesło naprzeciwko mnie się odsuwa.




Oli?
wybacz za jakość i długość

czwartek, 30 listopada 2017

Od Anastasi cd. Oliego

- Nawet jeśli ci zabronię, to i tak się nie posłuchasz. - Wzruszyłam ramieniem. Byłam mu naprawdę wdzięczna za to, że został ze mną. Bałam się burzy, wiem że to może brzmieć dziecinnie, ale najzwyczajniej w świecie się bałam. Nigdy nie miał kto mnie przed nią obronić, zawsze byłam sama. To silnie odbiło się w mojej psychice i zostawiło trwały ślad, który mam nadzieję, że kiedyś zniknie. Gdyby nie Oli, pewnie nie przespałabym nocy, albo zaraz wylądowała w gabinecie pielęgniarki. To w jaki sposób się zachowywał.. był inny. Gdybym nie wiedziała, że to on, nawet nie przemknęłoby mi to przez myśl, że mógł być taki.. czuły, opiekuńczy? Po prostu został w momencie, gdy bardzo potrzebowałam czyjejś obecności. Bez żadnych podtekstów, czy głupkowatych wybryków, które są typowe w zachowaniu chłopaka. Może jednak nie był on taki zły.
- Nie śpij. - Szturchnęłam go w ramię, siadając na łóżku. Odgarnęła jedną ręką włosy i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Dziś już nie wyglądało tak strasznie. Przez żaluzje w oknach do pokoju wpadały pojedyncze promienie słońca, nadając mu przytulnego charakteru.
- Jeszcze pięć minut - mruknął, wtulając twarz w poduszkę - albo tak z dwie godzinki.
- Nie przesadzaj, już dziewiąta.
- A wiesz, co dzisiaj jest? - Spytał, unosząc na chwilę głowę. - Niedziela, a to oznacza długi sen.
- Okej. - Wzruszyłam ramionami.
- Serio? - Zmarszczył brwi, niezbyt wierząc, że pozwolę mu najzwyczajniej w świecie położyć się spać.
- Serio, ja w tym czasie pójdę się przebrać.
Wstałam z łóżka i pierwsze co podeszłam do ogromnej szafy. Dzisiaj nie padło zdanie nie mam się w co ubrać, bo bez problemu wyszukałam coś pasującego na zwykłą, leniwą niedzielę. Wzięłam szary dres i weszłam do łazienki, gdzie szybko się ogarnęłam i ubrałam.
Wyszłam z łazienki, odruchowo zerkając na zegarek. Cóż.. moje "ogarnięcie się" wcale nie było takie szybkie, bo zajęło mi około godziny, a Oli wciąż spał w najlepsze. Po tym, co się wydarzyło, chyba jednak mogę stwierdzić, że go lubię. Nie sądziłam, że może być taki.. inny. Nie tak nieznośny jak wcześniej.
~~*~~*~~
Gdy Oli już wstał i miał wychodzić, cały czar prysł, gdy z jego ust padł kolejny dwuznaczny i według mnie obleśny komentarz. Widocznie taka jego natura, ale ten Oli, który był wczoraj, zdecydowanie bardziej mi się podobał. Zastanawiało mnie tylko, jaki jest naprawdę. Czy wczoraj tylko udawał? A może właśnie taki jest naprawdę? Eh.. można gdybać i gdybać, ale jaki to ma sens?
- Smacznego. - Usłyszałam i zaraz podniosłam głowę znad miski płatków owsianych. Przede mną stała Camilla, a zaraz obok Jules - jej brat.
- Dzięki. - Odwzajemniłam jej uśmiech. Rodzeństwo odsunęło krzesła i usiadło razem ze mną przy stoliku. Udało mi się zrobić mały wywiad, bo w końcu musiałam zrobić Julesowi paczkę na Mikołajki, a kompletnie go nie znałam. Camilla uznała, że żeby nie było mi za łatwo, będę musiała sama się czegoś o nim dowiedzieć, a ona mi tylko w tym pomoże.
Po posiłku mogłam już spokojnie stwierdzić, że wiem, co mu kupię. Zostało mi tylko pojechanie do miasta i wybranie odpowiedniego prezentu, więc taki też był mój plan na resztę dnia. Wróciłam do pokoju, by w związku ze zmianą planów przebrać się w coś bardziej wyjściowego. Ostatecznie wybrałam czarne spodnie, botki na obcasie, szary golf, a do tego biała, cieplutka kurtka z futerkiem na kapturze. Spakowałam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy to torebki i wyszłam z pokoju, pamiętając oczywiście o zamknięciu drzwi na klucz.
Odwróciłam się i aż podskoczyłam w miejscu, gdy zobaczyłam przed sobą Oliego. Jak on to robi, że pojawia się tak nagle?






Oli?
krótkie, bo wena gdzieś uciekła..

sobota, 25 listopada 2017

Od Anastasi cd. Oliego

- Mhm, jasne - mruknęłam, a mój głos aż ociekał sarkazmem.
- No widzisz, przecież mówiłem. Aż tak trudno ci się przyznać? - Zmarszczył brwi, biorąc kolejnego gryza tosta.
- Niby do czego? - Burknęłam, mieszając łyżką w swojej owsiance. Dziś wyglądała zdecydowanie lepiej, niż w poprzednich dniach. Może to ze względu na fakt, że wreszcie dodali do niej więcej owoców? Nie mogłam jednak do końca rozkoszować się wspaniałym śniadaniem, bo wciąż towarzyszył mi przy nim pewnie idiota, który z chwili na chwilę wydawał mi się.. jeszcze większym idiotą. Sposób w jaki traktował dosłownie wszystko był nie do zniesienia. Dziewczyny były dla niego jedynie obiektem pożądania fizycznego, wątpię, by choćby przez chwilę pomyślał o jakiejś w inny sposób, czego dowodzi jego dotychczasowe zachowanie. Rozumiem, że istnieje coś takiego jak pociąg seksualny, to normalnie, ale przyprowadzanie sobie co chwila nowych panienek na jedną noc, nie jest już normalne.
- Do tego, że mnie lubisz. - Wzruszył ramionami, na co tylko prychnęłam.
- Uznajmy, że cię znoszę. - Uśmiechnęłam się słabo.
Spokojnie dokończyłam swoje śniadanie, ciesząc się, że dziś sobota. Byłam strasznie zmęczona i nie wyobrażałam sobie możliwości pójścia teraz do szkoły, czy na trening. Jedyne o czym w tym momencie marzyłam, to wrócić do swojego pokoju i położyć się w cieplutkim łóżeczku. Wypiłam resztę miętowej herbaty i odniosłam naczynia do okienka. Nie czekałam na Oliego, bo nie widziałam w tym większego sensu. To, że razem poszliśmy na śniadanie, nie oznaczało, że mieliśmy razem z niego wrócić. Zresztą, ja planowałam właśnie iść spać, więc raczej nie potrzebowałam gości w moim pokoju.
Potruchtałam po schodach na górę i szybko odnalazłam wzrokiem drzwi od mojego pokoju. Weszłam do środka, jak zwykle zapominając wcześniej zamknąć drzwi na klucz. Zrzuciłam szybko buty i zdejmując spodnie, wskoczyłam pod cieplutką kołdrę. Nie lubiłam jesieni i zimy, było zdecydowanie zbyt chłodno, a niestety niektórzy z nas są takimi zmarźluchami.
~~*~~*~~
Z Olim spotkałam się dopiero na obiedzie i już zdążył mnie zirytować. Starałam się nie zwracać uwagi na jego zachowanie, co niestety było cholernie ciężkie. Powiedziałam mu, co myślę o jego stylu życia, jednak jego odpowiedź to jedynie wzruszenie ramionami. Z jednej strony podziwiałam go za to. Potrafił robić to co chce, nie zważając na opinię innych. Nie przejmował się tym, co o nim myślą, a bynajmniej sprawiał takie wrażenie. 
Reszta dnia była raczej niezbyt ciekawa. Poza tym, że miałam wręcz wrażenie, że na zewnątrz jest mróz, a w akademiku padło ogrzewanie i rozpętała się straszna ulewa. W tym czasie poszłam do łazienki, wziąć szybki prysznic, używając mojego ulubionego płynu i szamponu o zapachu świeżych truskawek. Zarzuciłam na siebie szlafrok i pospiesznie wysuszyłam włosy, chcąc położyć się spać, zanim zdąży rozpętać się burza, chociaż miałam głęboką nadzieję, że jej nie będzie. Jedyną rzeczą, której tak bardzo się bałam, było właśnie to zjawisko pogodowe. Najpewniej podstawa tego lęku leży jeszcze w moim dzieciństwie, nigdy nie potrafiłam sobie z tym poradzić, a.. w domu nie miał kto mi pomóc. 
Wyszłam z łazienki i zanim jeszcze przebrałam się w piżamę, zaczęłam ścielić łóżko, rozkładając na nim swoją bladoróżową kołdrę. Krzyknęłam, gdy w pewnym momencie w całym pomieszczeniu zrobiło się przeraźliwie jasno, a powietrze przerwał głośny dźwięk grzmotu. Zaraz po nim, rozległo się głośne i długie pukanie do drzwi. 
- Kto tam? - zawołałam, nie mając najmniejszej oddalać się od mojego łóżka. Wolałam mieć jakieś rozwiązanie i w najgorszej sytuacji, wskoczyłabym pod kołdrę, żeby nie musieć patrzeć na to, co dzieje się właśnie za oknem. Nie dostałam żadnej odpowiedzi, a drzwi otworzyły się. Obkręciłam głowę, by zobaczyć, kto przyszedł, chociaż i tak już podejrzewałam, kim może być mój gość. Oli rozejrzał się po całym pomieszczeniu i marszcząc brwi, spojrzał na mnie
- Co chcesz? - Spytałam, poprawiając kołdrę i biorąc do ręki piżamę, składającą się z luźnego t-shirtu i krótkich spodenek.
- Nudzi mi się. - Wzruszył ramionami.
- U mnie raczej nie możesz liczyć na nocną rozrywkę. - Uśmiechnęłam się ironicznie, chociaż wiedziałam, że nie przyszedł po to. W końcu dobrze wiedział, że nie ma u mnie szans, na takie zachowanie.
- Myślałem, że może zmieniłaś zdanie. - Uśmiechnął się, obierając o blat komody. 
- Cóż.. nie i raczej nie planuję go zmieniać. - Poprawiłam szlafrok i skierowałam się w stronę łazienki, z zamiarem przebrania się w piżamę. W momencie, gdy przechodziłam obok chłopaka, rozległ się błysk, a zaraz po nim grzmot. Wzdrygnęłam się, jednak nie to było najgorsze. Zgasło światło. Bałam się, że mogę dostać ataku paniki, już nie pierwszy raz podczas burzy. Czułam, jak mój oddech gwałtownie przyspiesza, a serce zaczyna walić jak szalone. Odruchowo wyszukałam w ciemności dłoń Oliego.






Oli?
wybacz, że tak długo

poniedziałek, 13 listopada 2017

Od Anastasi cd. Oliego

- Uznam to za komplement. - Wywróciłam oczami, szybko kończąc swoją owsiankę.
- Skoro tak wolisz. - Wzruszył ramionami, wycierając resztę posiłku ze swojej twarzy. Zaśmiałam się, gdy zobaczyłam jak niezdarnie omija część płatków na swoim policzku, całkowicie nie zdając sobie sprawy, że jeszcze tam są. Wzięłam jedną serwetkę i pochyliłam się nad stolikiem, sięgając do twarzy chłopaka. W pierwszej chwili się odsunął, jednak gdy zrozumiał, co chciałam zrobić, wrócił do swojej poprzedniej pozycji. 
- Najpierw mnie atakujesz, a później łapią cię wyrzuty sumienia i chcesz naprawiać swoje błędy? - Zmarszczył brwi. 
- Coś w tym stylu - mruknęłam, odkładając serwetkę na brzeg stolika. Wypiłam spokojnie swoją ulubioną, miętową herbatę i odniosłam brudne naczynia. Zanim skierowałam się do wyjścia, podeszłam jeszcze na chwilę do Oliego. 
- Naprawdę nie widzisz, że jesteśmy podobni? - Uniósł brew, uśmiechając się. 
- Tak, ale ty jesteś sobą, a ja jestem mną. - Uśmiechnęłam się sztucznie. 
Wyszłam ze stołówki, nie czekając na chłopaka, bo nie miało to żadnego większego sensu. Oboje rozchodzimy się w swoje strony, do swoich dziennych spraw i obowiązków. Powoli przyzwyczajałam się do jego charakteru i codziennie nowej dziewczyny, a raczej partnerki na jedną noc. Nie rozumiałam takiego stylu życia, napawało mnie to wręcz obrzydzeniem. Te wszystkie kobiety nie miały w sobie za grosz szacunku. To.. ohydne. Nie chciałam być w żadnym stopniu do niego podobna, co za wszelką cenę próbował mi udowodnić. 
Wbiegłam po schodach i pierwsze co po wejściu do pokoju, przebrałam się w strój do ćwiczeń i zgarnęłam z szafki butelkę wody, kierując się od razu na salę gimnastyczną. Miałam przed sobą ciężki trening, musiałam w stu procentach wrócić do sprawności, chcąc, czy nie chcąc, musiałam przyznać, że nie było najlepiej. Dawno nie ćwiczyłam, nie tańczyłam, takich rzeczy i umiejętności się nie zapomina, jednak efektywność z czasem staje się coraz mniejsza. 
Żwawym krokiem dotarłam na salę, gdzie spora część chłopaków grała właśnie w piłkę nożną. Ich treningi zwykle kończyły się o dziesiątej, więc za jakieś pięć minut powinni kończyć. Znalazłam sobie trochę miejsca, gdzie było najmniejsze prawdopodobieństwo oberwała piłką i zaczęłam rozgrzewkę, po której przystąpiłam do głównej części, czyli rozciągania. Nasz trening cheerleaderek odbędzie się dopiero po południu, jednak wolę mieć wstępny zarys tego, co będziemy ćwiczyć. Gdy chłopacy wyszli z sali, w środku pojawiło się kilka dziewczyn, chcących dołączyć do drużyny. Oczywiście nie miałam nic przeciwko, wydawały się nawet bardzo sympatyczne. Moja słaba głowa do imion nie dała mi możliwości dokładnego zapamiętania ich, ale jestem wręcz pewna, że jedna z nich nazywała się Camilla. 
Ledwo wyszły, a na sali pojawiła się kolejna, którą już miałam okazję poznać - Phoebe. Podeszła do mnie, uśmiechając się słabo. 
- Hej - zagadnęła.
- Cześć - odpowiedziałam, czekając na rozwinięcie rozmowy z jej strony. 
- Pani Ruby zwołuje wszystkich, będziemy losować osoby do paczek na Mikołajki i chciała, żebym cię znalazła - powiedziała obojętnie, a gdy tylko skończyła, do pomieszczenia wszedł Oli. 
- To idziecie, czy nie? - burknął pod nosem. 
- Kto jak kto, ale ty nie będziesz mnie popędzał. - Uśmiechnęłam się, pochylając tułów i czując jak mięśnie nóg silnie się rozciągają. Dzięki długim treningom byłam do tego przyzwyczajona, więc mogę powiedzieć, że było to przyjemne uczucie. Czynność ta nie sprawiała mi większego problemu, w porównaniu z początkiem mojej przygody z gimnastyką, gdy ciągle miałam okropne zakwasy ii na kolejny dzień kompletnie nie mogłam się ruszać. Jak to się mówi? Praktyka czyni mistrza, prawda? 
- Ja nie, ale pani Ruby pewnie zaraz tu przyjdzie, jak sama nie pójdziesz. - Wzruszył ramionami, na co tylko wywróciłam oczami. Podniosłam się z podłogi i wzięłam do ręki butelkę z wodą, zmierzając w stronę wyjścia. Po chwili usłyszałam za sobą śmiech chłopaka. - Nie musisz tak kręcić tyłkiem.
- Uważaj, bo dostaniesz ślinotoku - mruknęłam pod nosem, przyspieszając kroku. 
Weszłam na stołówkę, gdzie większość uczniów była już obecna. Pani Ruby wyjaśniła jeszcze raz zasady całej zabawy. W skrócie chodziło o to, że każdy losuje karteczkę z imieniem i nazwiskiem jednego z uczniów i robi mu prezent na Mikołajki, oczywiście aż do szóstego grudnia nikt nie powinien wiedzieć, kto go wylosował. Wszyscy po kolei podchodzili do miski z niezliczoną ilością karteczek i losowali po jednej. Niektórzy byli bardziej ucieszeni, inni mniej. Ja miałam chyba najgorzej, bo byłam tu nowa i praktycznie nikogo nie znałam. 
Niechętnie ustawiłam się w kolejce i sięgnęłam do pojemnika, wyjmując z niego ciasno zwiniętą karteczkę. Odchodząc na bok, zauważyłam na niej imię i nazwisko jednego z uczniów, a dokładniej Jules Montclare. Fajnie, że chociaż wiedziałam, który to.. oczywiście był to sarkazm, nie miałam zielonego pojęcia kto to. Nazwisko skądś mi się kojarzyło, być może ma tu siostrę, bo jestem wręcz pewna, że ktoś tak mi się przedstawił i najpewniej jest w drużynie cheerleaderek. Chciałam już wyjść z sali, jednak w tym momencie podszedł do mnie Oli. 
- Kogo masz? - spytał, jednak nie wyglądał, jakby go to interesowało. 
- Nie mogę ci powiedzieć. - Uśmiechnęłam się, wzruszając ramionami. - Z tego co wiem, jest to tajemnica, aż do szóstego grudnia. 
- Trudno, nie to nie - westchnął, udając, że bardzo chciał się tego dowiedzieć. Może liczył na to, że będę dopytywać kogo on wylosował, jednak nawet nie miałam takiego zamiaru. - Idziesz jeszcze ćwiczyć.
- Tak, a co? 
- Chętnie popatrzę - zaśmiał się, na co oberwał ode mnie z pięści w ramię. 


Oli?

środa, 8 listopada 2017

Od Anastasi cd. Oliego

Położyłam się do łóżka, jeszcze przez długi czas nie mogąc zasnąć. Moją głowę zaprzątały różne myśli, które za wszelką cenę chciały odwieść mnie od możliwości odpłynięcia do cudownej i spokojnej krainy snu. Momentami zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam przyjeżdżając tu. Może jednak powinnam zostać w domu? Znaleźć szkołę w Ohio, albo chociaż w jego okolicy. Zaczynałam wątpić w mój wybór, jednak nie chciałam wracać do miejsca, gdzie liczy się tylko praca, pieniądze i mój młodszy brat. Kochałam go, bardzo, ale przez niego cierpiałam, a raczej przez rodziców, którzy całkowicie zapomnieli, że mają jeszcze jedno dziecko. Bolało mnie to. Nigdy nie mieli dla mnie zbyt wiele czasu, jednak od roku nie mieli go w ogóle. Kto chciałby wracać do domu, gdzie nikt go nie kocha?
Zasnąć udało mi się dopiero po wzięciu tabletek nasennych, jednak nawet one nie pozwoliły mi dłużej pospać. Obudziłam się kilka minut po szóstej i leżałam tak, wpatrując się w biały sufit. Potrzebowałam dłuższej chwili, by zebrać w sobie siły i podnieść się z łóżka. Pierwsze co, udałam się do łazienki, gdzie spędziłam około pół godziny głównie na robieniu makijażu. Normalnie wyrobiłabym się z tym w jakieś dziesięć minut, ale skoro i tak nigdzie mi się nie spieszyło...
Założyłam na siebie czarne spodnie z wysokim stanem, biały t-shirt, czarną bluzę i adidasy. Odczekałam chwilę do śniadania i zbiegłam szybko na stołówkę. Nie lubiłam tłoku, jaki robił się zawsze przed posiłkiem, schodząc szybciej miałam szansę na uniknięcie kolejki. Jak myślałam, tak się stało. Na stołówce były może dwie, czy trzy osoby i siedziały już przy stolikach. Podeszłam do lady, wybierając płatki owsiane z jogurtem i truskawkami oraz miętową herbatę. Wzrokiem odszukałam jakieś miejsce oddalone bardziej od innych, nie chciałam rzucać się zbytnio w oczy.
Śniadanie zjadłam dość szybko, jednak siedziałam na stołówce dość długo, spokojnie popijając sobie herbatę. Nawet nie zauważyłam, gdy dosiadła się do mnie pani Ruby.
- Dzień dobry, Anastasio. - Uśmiechnęła się serdecznie. - Przeszkadzam?
- Dzień dobry, oczywiście, że nie - odpowiedziałam, starając się odwzajemnić uśmiech. - Coś się stało?
- Nic złego, jeżeli o to pytasz. Po prostu wyczytałam w twoich dokumentach, że masz dużo osiągnięć w zawodach tanecznych, prawda?
- Tak, dużo trenowałam. - Zmarszczyłam brwi, nie wiedząc do czego zmierza.
- W naszej szkole funkcjonowała kiedyś drużyna cheerleaderek, chcieliśmy ją reaktywować, nawet zapisały się już dziewczyny chętne na takie przedsięwzięcie, jednak nie mogliśmy nigdzie znaleźć odpowiedniego trenera bądź trenerki. Pomyślałam, że skoro jesteś taka uzdolniona, mogłabyś je czegoś nauczyć i poprowadzić drużynę. - Jej uśmiech zdecydowanie się powiększył, jakby chciała mnie nim przekonać do podjęcia decyzji. Chętnie podjęła bym się prowadzenia drużyny i uczenia tańca, jednak obawiałam się tego. Ja i dowodzenie? Nie znam tu żadnej dziewczyny, poza tymi dwiema, z którymi raczej się nie polubiłam. Może to jednak dobry pomysł? Może kogoś poznam, a moja nieśmiałość odsunie się choć trochę w cień?
- Mogę spróbować. - Wzruszyłam niepewnie ramionami.
- Wspaniale! Dzisiaj jest dzień wolny od treningów i zajęć lekcyjnych, więc mogłybyście już czegoś spróbować. Dziewczyny nie mogły się doczekać, więc jestem pewna, że już na pierwszym spotkaniu będą chciały się czegoś nauczyć. Poinformuję wszystkich o "treningu". Dzisiaj po śniadaniu na sali gimnastycznej? O 10?  - Uniosła brwi.
- W porządku. - Kiwnęłam głową, a kobieta jeszcze raz serdecznie mi podziękowała i odeszła od mojego stolika. Lubiłam panią Stewart, była naprawdę przesympatyczną osobą.
W pewnym momencie do pomieszczenia weszła jedyna osoba, którą zdążyłam tu chodź trochę poznać, nie licząc tej anorektycznej świni i jej przyjaciółeczki. Oli nie wyglądał najlepiej. Miał siniaka pod lewym okiem i napuchniętą wargę z niewielkim siniakiem. Ominął kolejkę i wziął posiłek, nie zważając na uwagi innych uczniów, przez jego wepchanie się poza kolejnością. Usiadł gdzieś z brzegu, nie rozglądając się zbytnio po pomieszczeniu. Pewnie nawet nie miał ochoty tu siedzieć.
Dopijając swoją herbatę, odniosłam resztki do okienka na brudne naczynia i wahając się przez chwilę, usiadłam naprzeciwko chłopaka.
- Co ci się stało? - Zmarszczyłam brwi, gdy uniósł głowę.
- Nic takiego. - Wzruszył ramionami. - A może najpierw cześć?
- Cześć i smacznego - dodałam szybko - Jak to nic takiego? Pobiłeś się z kimś? 
- Czy to naprawdę takie istotne? 
- Być może.
- Tak, pobiłem się z kimś. - Wzruszył ramionami. - To naprawdę nic takiego.
- Właśnie widzę, że nic takiego. Bardzo boli? - Spytałam, przyglądając się siniakowi pod jego okiem. 
- Czy to ważne? Nie musisz się mną przejmować, nic mi nie jest - mruknął pod nosem - W ogóle, dlaczego się tym przejmujesz?
No właśnie, Nastia. Dlaczego?
- Em.. tak po prostu. - Wzruszyłam ramionami. Nie jestem obojętna na ludzką krzywdę, więc najzwyczajniej w świecie interesowało mnie, co mu się stało i kto to zrobił. Bójki nie są dobrym rozwiązaniem niczego. Chłopak wstał od stolika i spojrzał na mnie z góry. 
- Idziesz? - Uniósł brwi. Kiwnęłam głową i podniosłam się z miejsca, wychodząc za nim ze stołówki. Gdy przekroczył próg zwolnił trochę, aż zrównałam się z nim krokiem. Przeszliśmy kawałek, gdy zza rogu wyszedł jakiś chłopak. Od razu rzuciło mi się w oczy, że z Olim nie pałają co siebie sympatią. Przechodząc obok nasz, tamten mocno pociągnął Oliemu "z bara", na co ten odwrócił się do niego.
- Masz jakiś problem? - burknął, najpewniej odruchowo zaciskając dłonie w pięści. 
- Myślę, że to raczej ty go masz. - Uśmiechnął się do niego, co jeszcze bardziej rozzłościło chłopaka. Podniósł rękę, chcąc się zamachnąć, jednak w porę go powstrzymałam, łapiąc go za ramię.
- Przestań, nie warto - powiedziałam cicho. 
Ten drugi spojrzał tylko na mnie i bez słowa poszedł dalej. 
- Potrafię sam sobie poradzić - burknął Oli.
- Czy poradzeniem sobie nazywasz uderzenie kogoś w twarz? - Uniosłam brwi, oczekując od niego odpowiedzi.
- Jeżeli zajdzie taka potrzeba. - Wzruszył ramionami. 
~~*~~*~~
Przebrałam się w krótkie, czarne spodenki, wygodne buty i biało-żółtą bluzkę z rękawem do łokci. Miałam tylko nadzieję, że przyjdą jakieś ogarnięte dziewczyny, a nie ktoś w stylu tych dwóch, które niestety poznałam. Wchodząc na salę nie spotkałam tam jeszcze nikogo, w końcu przyszłam jakieś 15 minut wcześniej. Potrzebowałam odrobinę czasu na rozpoczęcie własnej rozgrzewki, by potem móc ją poprowadzić z resztą.
Dziewczyny przyszły punktualnie, udało nam się trochę zapoznać, jednak, gdy już przechodziliśmy do rozgrzewki, przyszły te dwa anorektyczne prosiaki, a za nimi grono chłopaków. 
- Em.. co wy tu robicie? - Zmarszczyłam brwi, patrząc na jedną z nich.
- Przyszłyśmy na trening, a ty? - Spojrzała na mnie z wyrzutem.
- Prowadzę go. - Uśmiechnęłam się tak uroczo, jak tylko potrafiłam, by choć trochę zrobić jej na złość. 
- Oh.. może jednak nie powinnyśmy tu przychodzić, skoro wpuszczają takie osoby jak ty - odpowiedziała, chociaż jej wypowiedź nie miała ani ładu, ani składu. 
- A oni co tu robią? - Kiwnęłam głową w stronę grupy chłopaków. 
- Będą widownią. - Uśmiechnęła się sztucznie. - Będą podziwiać nas, na pewno nie ciebie. 
Wzięłam głęboki wdech, by nie wchodzić z nią w dalszą dyskusję i rozpoczęłam rozgrzewkę. Irytował mnie bardzo wzrok i głośne okrzyki wydawane przez widownię. Ciężko było mi się skupić, ale jakoś dawałam sobie radę. Chłopacy szybko się rozeszli, wyprosiła ich stąd pani Ruby, mimo to, kilkoro zostało, a wśród nich zauważyłam Oliego. 
Pokazałam dziewczyną prosty układ i odeszłam na bok, by mieć dobry widok na to, jak im idzie. Wcześniej pani Ruby oznajmiła mi, że załatwi salę z lustrami, która zdecydowanie ułatwi nam treningi. 
Dziewczyny radziły sobie nieźle i już miałam pokazać im kolejne kroki, gdy usłyszałam za sobą głos Oliego. 
- Nie stać cię na nic więcej? - Spytał unosząc brew. 
- Co masz na myśli? 
- Podobno masz duże osiągnięcia, a ta choreografia nie jest zbyt.. ambitna? 
- Dziewczyny dopiero się uczą - odpowiedziałam.
- Ale ty już to umiesz, prawda? - Uniósł brwi. - Twoje "koleżanki" już zaczynają się popisywać.
Odwróciłam wzrok zauważając jak te dwie pindy próbują udowodnić, że są lepsze i dodawać swoje własne kaleczne kroki. Blondynka radziła sobie całkiem dobrze, jednak nie zmieniało to faktu, że zachowywała się jak typowa lalunia, wypinająca tyłek, by tylko zwrócić na siebie uwagę. Wyszłam na chwilę z sali, by ochłonąć i nie rozpocząć kłótni. Gdy wróciłam, blondynka uczyła dziewczyny swojej własnej choreografii, która nie należała do najlepszych, ale niestety muszę przyznać, że nie była też najgorsza. Przy paru poprawkach mogłaby być całkiem dobra. 
- Spokojnie, tylko bez bicia - zaśmiał się Oli, widząc moją reakcję. 
- Załatwimy to po mojemu - mruknęłam pod nosem, wychodząc na środek sali i zatrzymując się obok blondynki. - Chcesz pojedynku? 
- I tak nie masz szans. - Uśmiechnęła się.
- Włączcie muzykę - rzuciłam do dziewczyn, ustawiając się na środku. Iggy - ta blondyna - stanęła obok z pewną siebie miną. 
Jedna z dziewczyn włączyła głośnik, a po całej sali rozeszła się głośna muzyka. O nie kochana, nie pozwolę ci wygrać. 
Tańcząc nie musiałam myśleć nad krokami, po prostu wsłuchiwałam się w piosenkę, a wszystko wychodziło samo. Musiałam być od niej lepsza. Nigdy nie miałam parcia na to, by z kimś rywalizować o to, kto jest najlepszy i pewnie bym tego dziś nie robiła, gdyby na jej miejscu był ktoś inny. 




Oli?



Dla administracji: 1505 słów